2 dzień, a wiem że to tylko początek bólu po stracie...
#26
hm...powiem tylko ze nie jestem tu pierwszy raz. Zaglądam na tą stronę od jakiegoś czasu i czytam wasze historie. Spytacie po co? Sama nie wiem. Chyba po to by sobie ulżyć, wypłakać się czytając wasze historie bo jeszcze tyle łez we mnie. Nigdy nie przypuszczałam że spotka to właśnie mnie.
Niestety też przeszłam przez tę tragedię jaką jest strata dziecka. Mówię dziecka bo w szpitalu słyszy się słowo płód a przecież to nasze maleństwa. Moje maleństwo straciłam 30.10.20013 w 11 tyg. ciąży. W maju 2014 powinnam wozić go w wózeczku razem z moim 4,5 letnim synusiem. Wiecie co było najgorsze? Powiedzieć to dziecku. Powiedzieć że jego upragniony braciszek bo tak o nim mówił zamienił się w aniołka i poszedł do nieba. A jeszcze przed chwilą całował dzidziusia w brzuszku. Mijają prawie trzy miesiące a ja czuję jakby to było wczoraj. Jak jedziemy z mężem do szpitala,słowa synka czy bardzo mnie boli brzuszek,strach o to co będzie. Już w 8 tyg. ciąży wylądowałam w szpitalu z krwawieniem. Był płacz gdyż maleństwo miało słabe tętno i było za malutkie. Jednak wyszłam ze szpitala ze słowami ze wszystko jest dobrze. Nie przypuszczałam jak szybko tam wrócę. Ten dzień pozbawił nas wszystkich złudzeń. Straciliśmy cię nasza kruszynko. Poroniłam na oczach męża i nic nie mogliśmy zrobić tylko patrzeć. Ciągle mam przed oczami ten widok. Oszczędzę szczegółów bo nadal ciężko mi o tym mówić. Najgorsze jest to że trzeba wrócić do domu i co? Wrócić do normalnego życia. Wstać, ubrać się i żyć a w nocy wykrzyczeć cały swój ból. Nie było i nie ma nocy której bym nie przepłakała. Nasze maleństwo było owocem miłości, planowanym, wyczekanym. Chcieliśmy dać mu miłości. Dlaczego nie było nam to dane. Dlaczego?
Chcę starać się o dziecko jeszcze raz choć strach jest ogromny ale chęć posiadania jeszcze większa.
Odpowiedz
#27
Basiu, bardzo mi przykro, że dołączyłaś do grona Aniołkowych Mam Sad [*]
Wiem z doświadczenia, że ciężko jest wrócić do \"normalnego życia\" po takim kopniaku od losu u mnie o ciąży wiedzieli tylko najbliżsi i rodzina, w pracy robie dobrą minę do złej gry, niby chodzę uśmiechnięta jak zawsze, a tak na prawde czuję, że w środku jestem jak potłuczona szklanka...

Jednak pierwsze poronienie jest traktowane jak \"przypadek\". Ty masz zdrowego synka więc jeśli dostałaś od ginekologa \"zielone światło\" i czujesz się na siłach to myślę, że warto się postarać. Mi lekarz powiedział, że wyjdę z dołka psychicznego dopiero gdy zajdę w ciąże, też się boję ogromnie...ale chęć bycia Matką jest jeszcze większa. Odliczam dni kiedy miną te 3 miesiące i czekam na \"zielone światło\" od lekarza i próbuję dalej. Nie poddam się tak łatwo. Ty też się nie daj!! Smile
Odpowiedz
#28
Faith Kochana...płacz, jak musisz to płacz każda z Nas musi swoje wypłakać....to jest silniejsze od nas. Mi też Mąz mówi, żebym już nie płakała, ale nie daje rady. Są dni lepsze i gorsze...od czasu do czasu musimy sobie na to pozwolić... <przytulam> Cię mocno. Pamiętaj nie jesteś sama w tym wszystkim masz cudownego Męża no i Nas oczywiście Wink
Odpowiedz
#29
Iwonka ja wole tego nie robić, bo już całkiem bym z tego nie wyszła...wystarczy mi to, że mam w głowie wyobrażenie tego jakby wyglądało...Sama nie wiem czemu, ale chciałam aby było podobne do narzeczonego Smile
Ja też byłam kociarą ...aż nie dostałam uczulenia na koty o.O I w sumie dlatego mamy psinkę Smile W sumie dobrze, że ją mamy...bo to zawsze przyjdzie jak jestem sama i zacznę płakać i pcha sie do przytulania.

Basiu bardzo mi przykro. Przytulam!:*

Każdy z Aniołeczków , ktorych mamy są na tym forum był wyczekiwany i kochany już od samego początku aż się o nich dowiedziałyśmy...i dlatego denerwują mnie te wszystki wpisy kobiet na forach (innych nie tutaj), które dowiedziały o ciąży i nie chcą tego dziecka...a aborcję tłumaczą \'chcę to usunąć teraz zanim to jeszcze nie jest dziecko\'-ostatnio natknęłam się na taki wpis...aż mną coś telepnęło ! Tysiące słów mi się cisnęły na usta...i za każdym razem się cisną jak sie dowiaduję o takim podejściu.


Tak wiem Patrycja, że mam cudownego mężczyznę i Was :* Gdyby nie to, nie wiem jakbym sobie z tym poradziła.
W sumie ja sie boje kolejnej ciąży, nie wiem czy nie zwariowałabym ze zmartwienia o kolejne maleństwo...ale właśnie, ta chęć bycia rodzicami. Wczoraj wstępnie rozmawialiśmy o tym z narzeczonym...po jakimś czasie ( zależy co gin powie po kontroli, ale to wiadomo że minimum 3 miesiące ) spróbujemy jeszcze raz...
Bedę trzymać kciuki Patrycja żeby Twoje \'zielone światło\' dało mega start...i zdrowy, cudny finish Smile :*
Odpowiedz
#30
Bardzo mi przykro bo cóż więcej można powiedzieć chyba tylko slowa potępienia dla lekarzy którzy składają przysięge hipokrstesa tylko szkoda ze jej nie stosuja sciskam cię mocno i życzę ci dużo sił na ten trudny czas światełko dla twojej kruszynki (*)
Odpowiedz
#31
Kochana u mnie też dziś mija tydzień od kiedy dotarła do mnie ta straszna wiadomość... Tak właściwie do mnie to jeszcze nie dotarło, cały czas wypieram tą myśl, że jej już nie ma Sad pamiętam jak tydzień temu nie jadłam nawet obiadu, bo tak byłam podekscytowana tym że o 21 usłyszę i zobaczę moje dziecko... Ten dzień był dla mnie ważniejszy od niedawnej Wigilii, to było moje prywatne święto, a skończyło się tragedią. Też mało co jem, bo nie czuję w ogóle głodu. Po powrocie ze szpitala byłam 4 kg chudsza, teraz już nie liczę, mogłabym zniknąć... Od wtorkowego popołudnia do piątkowego wieczoru nic jadłam nic w szpitalu, bo nie pozwolili. Cały czas mieli nadzieję, że szybko wszystko pójdzie, ale moja dzidzia nie chciała mnie opuścić, tabletki na poronienie nie pomagały. Piłam tylko wodę i czekałam na koniec... Koniec nadszedł w piątek koło południa, kiedy w końcu zawieźli mnie na zabieg... 15 minut i po wszystkim. Koniec mojej bajki Sad Mój mąż mówi: \"Co nas nie zabije to nas wzmocni\". To nie pomaga Sad Mojemu bratu 17 listopada urodziły się bliźniaki. Kocham je ponad wszystko. Jak zobaczyłam je w niedziele to się rozpłakałam, a potem jak brałam je na ręce to wyobrażałam sobie że to moja malutka Tosia... Chore...
Odpowiedz
#32
Dziewczyny, wierzę że Nam się uda..., że to był \"przypadek\" jak mówią lekarze. Trzeba być dobrej myśli. Pomimo tego, że w dalszym ciągu nie znalazłam odpowiedzi na pytanie \" DLACZEGO TO SPOTYKA NAS..TE KTÓRE TAK BARDZO TEGO CHCIAŁYŚMY I KOCHAŁYŚMY NASZE MALEŃSTWA???\" staram się myśleć pozytywnie, żeby nie wbić sobie do głowy jakiejś blokady. Przecież nie może być cały czas źle...musimy myśleć pozytywnie.
Dziewczyny czy macie wyniki hist-patol?
Odpowiedz
#33
Nie mam jeszcze wyników z badań histopatologicznych, kazali czekać do dwóch tygodni. Czytałam trochę o tym i nie wiele wiadomo z takich badań. Na pewno nie ma tam przyczyny poronienia czy martwej ciąży.
Na te pytania nie ma odpowiedzi... Mój lekarz powiedział tylko że dziecko musiało być bardzo chore i dlatego przestało bić mu serce około 9 tygodnia. I że \"dobrze\", że stało się to teraz a nie np. w 30 tygodniu, gdzie wózek już stoi w pokoju... Zamierzam przebadać siebie i męża gruntownie, żeby mieć pewność, że jesteśmy zdrowi i przygotowani do następnej ciąży Smile
Odpowiedz
#34
no właśnie też tak czytałam o tych badaniach hist-pat. 28 mam wizytę kontrolną u lekarza i mam odebrać ten wynik ....zastanawiam się czy będę wiedziała coś więcej... lekarze mówią, że pierwsze poronienie to \"przypadek\" i nie dają skierowania na badania. Przynajmniej tak mi powiedziała lekarka jak ostatnio u niej byłam. Powiedziała tylko, że to \"przypadek\" i że mamy zacząć się starać po 3 miesiącach. I tyle w temacie...:/ zastanawiam się nad zrobieniem gruntownych badań przed kolejną ciążą na własną rękę.. tak bardzo chce żeby te trzy miesiące już minęły... Sad
Dobrze, że mamy siebie...choć powiem Wam, że jak czytam, że niektóre dziewczyny mają po 2,3 i więcej poronień to mnie dobija....jestem w stanie \"zrozumieć\" jedno...\"przypadek\" jak mówią lekarze....ok...ale Boże nie więcej....czemu to życie jest tak niesprawiedliwe....???Wierze ogromnie, że uda nam się i jeszcze w tym roku będziemy brzuchatkami i spotkamy się na innym wątku Smile
Odpowiedz
#35
Też mam wizytę 28 stycznia. Lekarz polecił nam zrobienie badań genetycznych, do samego końca się wahaliśmy, aż w końcu po długiej rozmowie z nim podjęliśmy decyzję, że nie będziemy ich robić. To byłby dla nas ogromny stres, ogromne wydatki, bo po tych badaniach jeśli coś wyjdzie trzeba robić badania rodzicom, konsultować się z genetykami, a oprócz tego badać siebie pod katem hormonów, tarczycy itd. Będę pytać lekarza czy mogłam zrobić coś źle podczas ciąży, że tak się stało. On sam kazał mi się nie obwiniać i być dobrej myśli, bo jesteśmy jeszcze młodzi... Mam nadzieję, że wszystko dobrze się we mnie goi i niedługo będziemy mogli starać się o maleństwo Smile
Odpowiedz
#36
hm... dołączyłam do grona aniołkowych mam. Jakkolwiek to brzmi żałuje że takie grono musi istnieć. Przecież żadnej z nas nie powinno tu być. Powinnyśmy w szczęściu wychowywać nasze upragnione pociechy. Właśnie nasze Aniołki. Dlaczego jest tak że ten kto chce to nie było mu dane? W szpitalu pierwsze co to pytano czy mam już dziecko. Tak mam 4,5 letniego synka. Mówiono że będzie mi lżej. Ale przecież nikt nie zwróci mi utaconego dziecka. Jego też chciałabym przytulić, ucałować a nie będzie mi to dane i myśl że ma mi być łatwiej wcale nie pomaga. Każda z nas przeszła wielką tragedie. Wy i wasi mężowie. Jedno jest pewne utraciłyśmy je zbyt wcześnie. Ale nie pozwulmy umniejszac naszej roli. Przecież to że nie było nam widać brzuszków, którymi przecież tak chciałyśmy się chwalić całemu światu nie znaczy że trzeba nas ignorować. Nikt nie chce z nami rozmawiać, kto wie to omija nas szerokim łukiem byle tylko pominąć tema. Mi bynajmniej pomogłoby gdybym się mogła wyżalić, opowiedzieć o tym co się stało. Nie wyżalać się na prawo i lewo i wzbudzać litość. Ale też nie udawać że nic się nie stało. Przecież przez tą któtką chwilę też byłyśmy mamami.
Stracona85 w pełni cię rozumię. Z mężem jesteśmy chcrzesnymi do niespełna rocznych maluszków i jak biore je na ręce to mam ochote uciec i nigdy nie oddawać. Jak straszne jest to co przechodzimy rozumiemy tylko my. My mamy naszych utraconych aniołków.
Odpowiedz
#37
Dzisiaj był pierwszy dzień w pracy po moim l4. Na samym początku nasza pani sprzątająca jak mnie zobaczyła rzuciła pytanie \'no i który to miesiąc?\'...widocznie znała starą wiadomość o mojej ciąży (musiałam poinformować pracodawce, bo jednak pracuje na recepcji i na barze w restauracji, a w weekendy mamy dyskoteki...no i wiadomo trzeba nosić skrzynki z butelkami itd...ale to już nie jest ważne w danej sytuacji) i nie wiedziała dlaczego byłam na l4. Kiedy powiedziałam krótko , że poroniłam...rzuciła totalnie bezsensowne pytanie \'to co już nie będzie dziecka?\'...Nie ! Cholerka, poronienie to jest takie coś, że po nim wszystko jest w porządku!-.- Myślałam, że wyjdę z siebie...ale wdech wydech...sytuację uratowała siostra szefa, która podeszła do nas i mnie odciągnęła na bok i zapytała jak się czuję...wzruszyłam tylko ramionami i poszłam sie przebrać do pracy.
Dziwnie było wrócić do pracy...w głowie wszystko wspominałam jak to było...wiecie...łapałam się na myśli, że jeszcze parę dni temu kiedy byłam w pracy dotykałam swojego brzucha i uśmiechałam się na samą myśl, że jeszcze troszkę i będę mamą...Moi współpracownicy...ahhh...poczułam tak naprawdę, że mnie wspierają...koleżanka mająca wolne dzisiaj, przyjechała specjalnie aby sie ze mną zobaczyć (po szpitalu unikałam wszystkich rozmów i spotkać...z nikim oprócz rodziny nie chciałam się widzieć)...kolega przytulił mnie na powitanie...Nic nie mówił...to dobrze...przynajmniej się nie rozpłakałam. Koleżanka była z synkiem, zabawny maluch, nawet na pożegnanie mnie usciskał i dostałam buziaka w policzek heh Smile
Kierowniczka też złota kobieta, widziałam, że chciała ze mną porozmawiać...martwiła się...ale próbowała zachowywać się jakby wszystko było dobrze,nie wiedziała jak mogę zareagować gdyby poruszyła ten temat.... dopiero jak wracałam z całą tacą talerzy i kolejnym zamówieniem, nieśmiało zapytała mnie jak się czuję...dodając szybko\'fizycznie, bo psychicznie nawet nie potrafię sobie wyobrazić co teraz przeżywasz\'...
Przetrwałam ten dzień...i cieszę się, że wyglądał tak a nie inaczej...mogło być o wiele gorzej a tego się obawiałam.
Odpowiedz
#38
Faith bardzo ci współczuje. Wróciłaś do pracy i teraz te tłumaczenia co i jak. Zachowanie ludzi którzy nie wiedzą czy podejść i porozmawiać czy lepiej stać z boku i udawać że nic się nie stało. Niestety mentalność ludzi jest dziwna. Patrząc na te forum widać ile kobiet dotyka taka tragedia jak nas a jednak nie wszyscy wiedzą i potrafią się zachować. Ja nie pracuje. I sama nie wiem co gorsze czy iść i tego wszystkiego wysłuchiwać czy siedzieć w domu i zostać samym z sobą
________________________
[*] 11 tc 30.10.2013r.
Odpowiedz
#39
ja też dołączam do straconych ( tak sie czuję - jak stracona). Bardzo wam współczuję i przytulam każdego Aniołka które pewnie spotkały sie z moim Aniołkiem które odeszło ode mnie 10.01.2014 roku. Łączę się z wami w bólu i łzach, żalu i gniewie, smutki i wielu pytań bez odpowiedz...
Odpowiedz
#40
Powiem Ci Basiu, że chyba mi jest lepiej wrócić już do pracy. Kierowniczka dzwoniła do mnie pare dni temu i pytała się, czy jestem pewna że już chce wrócić do pracy...mimo tego, że sama nie ma dzieci i otwarcie nie była zbytnio zadowolona kiedy ją poinformowałam o ciąży (ale nadal była do mnie bardzo miła itd...nawet zabroniła mi sie przemęczać i wysylała mnie na przerwy abym sobie odpoczęła)...ale siedzenie w domu podczas tego l4 mnie dobijało bardziej. Tak to przynajmniej mam kontakt z ludźmi, mam sporo pracy więc na male ułamki sekundy muszę odstawić swoje myślenie o stracie. A tak to ciągle rozmyślałam, pokój który chcieliśmy przerobić na dziecinny sprawiał że miałam ochotę ryczeć za każdym razem gdy przypominałam sobie rozmowę z narzeczonym o tym jak go przemeblujemy...Ciągle starałam się czymś zająć a jednocześnie miałam ochotę rzucić wszystko w cholerę...

Alexa jeszcze raz współczuję, że do nas dołączyłaś...Boże, a jeszcze delikatnie ponad tydzień nawet bym nie pomyślała, że takie forum istnieje...czytałam ciągle o rozwoju malucha...a teraz czytam historie Aniołkowych Mam...Przytulam Was Kochane moje :*
Odpowiedz
#41
Mi chyba pomógł powrót do pracy... bałam się go, ale teraz jest nieźle. Lepsze to niż siedzenie w domu i zadręczanie się myślami...
Pierwszy dzień był ciężki, ale jest coraz lepiejSmile
Buziaki dla Was
Odpowiedz
#42
No własnie Agatka, jak Twój pierwszy dzień po powrocie?
Cieszę się że już jest coraz lepiej po tym powrocie :*
Odpowiedz
#43
Wiecie co? Ja chyba zaczynam wariować...tzn...czuję żal do siebie. Nie wiem...Jeszcze dzisiaj jestem sama w domu, narzeczony wraca dopiero jutro w nocy prawdopodobnie...
A ja siedzę z kartą informacyjną ze szpitala którą dostałam i wklepuje wszystko po kolei do internetu...Nie daje mi spokoju to wszystko...To jak zostalam potraktowana w szpitalu...Przed szpitalem, jak byłam wtedy u swojego gina jak pojawiły sie brazowe delikatne plamienia...to chyba z 20 min mój gin się męczył, aby ze mna wyłapać bicie serduszka maleństwa...bo chciał czysty odsłuch więc musieliśmy parę razy próbować ( nie wiedziałam że mój oddech może wpływać na zapis serduszka i musiałam wstrzymywać powietrze...hehe pamiętam że chciało mi się śmiać wtedy, bo byłam w takim stresie, że czułam jak mi w brzuchu pulsuje moja żyła i wydawało mi się, że moje własne serce zbije zbyt glośno...o matko znowu zaczynam płakać...) a w szpitalu? chwila moment i było po badaniu...i te słowa \'nic z tego już nie będzie, będzie zabieg\'...a na wypisie mam:
Trzon macicy normoechogeniczny. Endometrium znacznie pogrubione do szer. 18mm. W kanale szyjki widoczne nieregularnego kształtu pęcherzyk ciążowy z echem zarodka. Echo zarodka zupełnie zniekształcone. GS 73mm = ciąża wczesna CRL 48 mm = 6,0 Hbd FHR-niewidoczne. Obraz odpowiada poronieniu niekompletnemu-ciąży wyronionemu do szyjki macicy.
To ja już nie wiem...pogubiłam się...o co chodzi z tym \'echem zarodka zupełnie zniekształcone\'...
Ja nie wiem, czy lekarz po prostu chciał to wszystko załatwić na szybko i wreszcie mieć to zgłowy...czy faktycznie z maleństwem było az tak źle...czy broń Boże ono mimo tego wytrącenia do szyjki nadal żyło, biło mu serduszko( pisze Broń boże, bo wtedy to by była aborcja tak?)... Nawet nie wiem po co to piszę, jeszcze mnie weźmiecie za jakąś wariatkę czy coś...ale ja chyba nie potrafię sobie wybaczyć tego co się stało...Nie wiem czy może gdybym nie zgodziła się na zabieg...Cholera, ale w tej szyjce też by się maluch nie przeżył...
Aaaaaaaaaaaa!!!!
Nie mogę sobie tego wybaczyć...próbowałam się tyle dni trzymać jakoś...ale nie potrafie...
...nie potrafie...
Odpowiedz
#44
Faith broń boże nie myśl że to byłą aborcja i mogłabyś coś zmienić bo pewnie tak nie jest. piszę to do Ciebie ale w duchu też miałam mysli że lekarze sie pomylili ze może po prostu było słabo słyszalne serduszko. U mnie było podobnie tzn trafiłam do szpitala bo nie było słychać bicia serca tylko że ja nie plamiłam i czułam sie świetnie wiec tym bardziej mysle ze sie pomylili bo przecież to nie możliwe żebym nie czuła że z moim dzieciątkiem coś jest nie tak . Faith może zrób tak jak ja ... tzn ja napisałam pare zdań do mojej kruszynki złożyłam karteczkę i zapaliłam na niej świeczkę i tak zapalam codziennie. sama nie wiem jak długo to potrwa ale jest mi lepiej. Postaraj sie odłożyć te dokumenty. Jest wieczór a wtedy wszystko jest czarne.
Odpowiedz
#45
Faith, zniekształcenie zarodka świadczy o tym, że tkanki dziecka zaczęły ulegać rozpadowi, a więc nie żyło Sad
FHR to foetus heart rate - czynność serca płodu - jego brak świadczy o tym, że Maleństwo odeszło. Przytulam.
Odpowiedz
#46
Dziękuję Wizardess, Przytulam również .
Odpowiedz
#47
Faith nie obwiniaj się, chociaż to trudne wiem, bo sama mam dziwne myśli. Jak byłam w szpitalu, pomimo ogromnego strachu, zaufałam lekarzom i położnym, chociaż niektórzy sprawiali mi taki ból o którym nie będę w stanie zapomnieć Sad Lekarze na pewno wiedzieli co robią, a my nie byłyśmy już w stanie nic zrobić. Też zaczynam świrować bo myślę sobie, że jak tylko zobaczyłam małą plamkę krwi, mogłam jechać do szpitala, albo mogłam więcej leżeć... Dla mojego dziecka zrobiłabym wszystko, gdybym tylko wiedziała co robić... Nasze dzieci były za słabe by żyć i Bóg zabrał je do siebie, by tam były szczęśliwe.
Odpowiedz
#48
Faith strasznie Ci współczuje i przytulam.
U mnie minęły już ponad 3 miesiące a ja nadal odliczam, który to byłby tydzień, że za niecałe 3 miesiące miesiące moja Kruszynka byłaby ze mną, a tak naprawdę nie ma jej już ze mną.
Co do jedzenia - Iwona ma racje, teraz musisz zadbać o przede wszystkim o siebie i swoje zdrowie.
Odpowiedz
#49
Witajcie moje Drogie :*
Nie było mnie tutaj troszkę, bo nie miałam czasu zbytnio zaglądać...Praca, dom...próbuje jakoś wypełnić swój czas do maximum. Teraz nawet pracuje 6 dni w tygodniu, ale po południu zawsze jestem w domu...
Wczoraj mój narzeczony już nie wytrzymał i prawie siłą zmusił mnie do zjedzenia kolacji...bo śniadania nie mam kiedy zjeść, obiadu również...a jak już do wieczora dociągnę i on wraca to już mi sie nie chce, czasem przegryzę jakiś plasterek szynki, jakiś owoc...brak apetytu. Podobno zaczęłam \'znikać\' o.O Mój pierścionek zaręczynowy najbardziej to pokazuje, jeszcze nie tak dawno dumnie zajmował mój palec...teraz...ciągle mi sie obsuwa, przekręca...bo palce mi tak schudły, że włożyłabym do niego jeszcze nie całą połowę drugiego palca o.O TAAAAkkk wiem, powinnam jeść...ale najzwyczajniej mi sie nie chce ;/
Dzisiaj w pracy rozmawiałam z naszą starszą pracownicą...zaczęłyśmy temat o potrawach jakie lubimy, przeszłyśmy do tematu jej najmłodszej córki, która z dnia na dzień oświadczyła, że nie bd jadła mięsa...aż skończyłyśmy na rozmowie o zachciankach ciążowych. Dziwnie było mówić o swojej ciąży w czasie przeszłym...a później usłyszeć, że \'to na pewno byłby chłopczyk\'...i przytakiwać, że czułam podobnie, że to mój młody wojskowy junior miał być...
Pamiętam jak mnie narzeczony pocieszał po wizycie u gina, kiedy się okazało, że ciąża jest zagrożona \' to mały wojskowy, zaczyna swoje życie od poligonu, to takie ćwiczenia, da radę jak tatuś\'...Heh że też człowiek zapamiętuje niektóre słowa...
A dzisiaj znowu jestem sama w domu, bo mój mężczyzna ma służbę...i znowu sama w domu ( no dobra, moja psina jest ze mną i chrapie obok mnie)...a życie toczy się dalej.
Odpowiedz
#50
Cześć dziewczyny.
Jutro po pracy mam iść do szpitala po wyniki badań...i stresuje sie tym. Znowu mam iść do tego miejsca...wiem, że wrócą te wszystkie wspomnienia. Mija dopiero 3 tygodnie.
Wczoraj przyjaciółka wysłała mi zdjęcia swojego rosnącego brzuszka i zdjęcie USG maluszka...a ja mimowolnie położyłam rekę na swoim brzuchu...i ta świadomość, że już mojego maluszka tam nie ma. Cieszę się jej szczęściem, na tyle na ile mama Aniołka potrafi się cieszyć. Dzisiaj trzymam kciuki, bo jedzie na 16 na testy prenatalne...mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze.
Ale wczoraj...znowu skończyło się na płaczu i uspokajaniu przez narzeczonego...czasami myślę, że to egoistyczne płakać w jego ramionach...bo on też cierpi, ale to ukrywa. Tylko słyszę jak zaczyna mu przyspieszać bicie serca i jak głośno przełyka ślinę, tuląc mnie w tych momentach...
Ciągle mi sie śni, że jednak nie poroniłam...albo że znowu jestem w ciąży...a później się budzę i zaczyna sie codzienność.
Zastanawiam się czy czasem nie pójść do swojego lekarza dopiero po pierwszej miesiączce...co Wy o tym sądzicie? Czy po łyżeczkowaniu należy iść od razu po 3 tygodniach od zabiegu z tymi wynikami badań ze szpitala?
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości