mój mały WIELKI bohater
#1
Cześć .. jestem Kamila, chciałabym wam opowiedzieć moją historię .. dlaczego ?? Sama nie wiem może po prostu szukam zrozumienia, pocieszenia .. a najbardziej chyba usłyszenia historii że komuś w końcu po takim przeżyciu udało się ..
Bo sama już nie daję rady .. nie potrafię się odnaleźć .. we własnym domu czuję się obco ..
Jestem mamą dwóch aniołków ..
Po roku starań upragnione dwie kreski .. beta HCG pozytywna .. na USG nic nie widać .. kolejne USG .. jest zarodek ale brak tętna .. szpital.. zabieg .. łzy .. nadzieja że następnym razem się uda .. przecież tak się zdarza trzeba walczyć .. przecież już nic złego nie może mnie spotkać .. przecież raz to "rozumiem" ale więcej nie ma mowy musi być ok ... Badania genetyczne moje i męża ok ..
Kolejny rok starań .. przy pomocy duphastonu udało się w pierwszym cyklu .. szczęście i jednocześnie strach no ale musi być dobrze .. i było z wizyty na wizytę coraz bardziej się cieszyliśmy .. zaczęło to do nas docierać że tym razem będzie dobrze ..
aż do 25 tc .. zmartwiły mnie ruchy synka coś mało wyczuwalne, pojechaliśmy do lekarza okazało się że mały coś mało przybrał na wadze i mała ilość wód jak na ten tydzień .. dostałam skierowanie na oddział .. jechaliśmy do szpitala jeszcze bez paniki pełni nadziei że przecież uzupełnią wody, coś podadzą mały zacznie rosnąć przecież nie musi być duży .. a tam jak w filmie z jednego USG i KTG na drugie było coraz gorzej .. serduszko mojego synka przestawało bić .. aż sam lekarz nie wiedział co się dzieje .. zebrała się za chwilę ich cała sala .. i każdy opowiedział co można a w sumie czego już nie można .. musieliśmy podjąć decyzję .. robimy CC z ogromnym ryzykiem dla mnie bo macica jest za mała i duże prawdopodobieństwo krwotoku i usunięcia macicy lub podczas następnej ciąży może nie dać rady blizna po CC bo będzie bardzo duża ale w tym wypadku wyciągają małego i podejmują akcje jego ratowania chociaż szanse ma bardzo małe praktycznie zerowe .. albo czekamy aż mały odejdzie i urodzę go naturalnie z większą szansą powodzenia na przyszłość .. dostaliśmy kilka minut na zastanowienie ale nasz mały WIELKI bohater podjął decyzję za nas .. w ciągu tej minuty jego serduszko przestało bić .. nie zdążylibyśmy dojechać nawet na salę operacyjną .. na następny dzień dostałam lek na wywołanie .. i po 11 godzinach urodził się nasz syn ..
Jestem chyba jedną z nielicznych osób która może podziękować całemu personelowi szpitala za opiekę która w takim momencie życia jest ogromnie ważna .. od momentu przyjazdu do szpitala do jego opuszczenia mój mąż był cały czas ze mną .. gdy tylko okazało się że coś jest nie tak od razu zostaliśmy przeniesieni na inną sale .. podczas porodu mąż był cały czas ze mną a lekarz i położna cały czas powtarzali że jestem dzielna .. i pytali jak wyobrażamy sobie czas po porodzie oferowali pomoc psychologa ..
Zdecydowaliśmy z mężem że po porodzie chcemy spędzić czas z małym .. po wszystkim wg naszego życzenia położna przyniosła go w pieluszce .. i mimo tej całej sytuacji była to najpiękniejsza godzina w naszym życiu .. mimo że był malutki 500 g i 28 cm był dla mnie najpiękniejszym dzieckiem na świecie, mogłam go przytulić, pocałować .. spędziliśmy z nim godzinę .. aż sami zdecydowaliśmy że chcemy go oddać bo czułam że jest to ten moment że później nie dam rady już go oddać .. po wszystkim maż również został ze mną .. Kilka dni później pochowaliśmy małego .. do tego momentu chyba działałam jak automat .. a teraz .. mimo iż minęło ponad dwa tygodnie .. jest coraz gorzej ..
Z jednej strony mimo iż mój syn jest wyjątkowy i nikt go nie zastąpi .. chciałabym znowu być w ciąży ... czuję ze jest to jedyne lekarstwo .. ale z drugiej nie wyobrażam sobie że mogłabym teraz tzn za jakiś czas zacząć starania .. bo trzeci raz już bym tego nie przeżyła .. iskierka nadziei że w końcu się uda gaśnie ..

Najgorsze jest to że nie wiem co tak naprawdę się stało .. dlaczego tak z dnia na dzień się posypało .. z wstępnego wyniku sekcji .. wiem tyle że mały nie miał żadnych wad .. więc może gdzieś wina we mnie .. ale gdzie .. wszystkie dotychczasowe badania ok ..
Szukam teraz lekarza który chciałby się mną zająć ale tak na poważnie .. żeby pokierował co i jak .. a nie że będzie dobrze, zdarza się że następnym razem się uda ..
Odpowiedz
#2
Bardzo mi przykro.... doskonale wiem co czujesz...jak bardzo cierpisz... potrzebujesz teraz dużo spokoju, zeby przeżyć swoją żałobę po swojemu...nie wmawiaj sobie ze to twoja wina...
Historia każdej z nas jest inna, ale cierpienie podobne...Tu na forum znajdziesz zrozumienie i pomoc...
Skąd jesteś? gdybym mogła Ci jakoś pomóc... pisz maria_smaga@wp.pl
Odpowiedz
#3
Kamila współczuję Ci bardzo
to trudny czas a dwa tygodnie to bardzo mało po tak silnej traumie
daj sobie trochę czasu
żałoba trwa znacznie dłużej i lepiej ją przeżyć
przytulam Cię mocno
[*]
Odpowiedz
#4
Kamili, bardzo Ci wspolczuje. Przytulam....
Odpowiedz
#5
Kamili współczuję Ci bardzo, wszystkie wiemy co czujesz i rozumiemy Twój ból ... Przytulam Cię bardzo mocno.
[*][*]- światełka dla Twoich Aniołków
Odpowiedz
#6
Kamilo.. Bardzo mi przykro...łzy mi płyną po policzkach... aż nie wiem co napisać... Przed Tobą tak długa droga, tak wiele smutnych dni.. Życzę ci byś miała wsparcie najbliższych Ci osób, byś nie czuła się osamotniona i niezrozumiana.. tak jak ja.. U mnie dziś mija rok od kiedy moi synowie urodzili się dla nieba. A ja? ja ciągle nie wiem jak dalej żyć.. Przytulam Cię mocno. Zapalam światełka Dla Twoich aniołków [*][*]
Odpowiedz
#7
Kamilo... jestem z Tobą całym sercem. Doskonale wiem co czujesz. To wszystko będzie bardzo trudne ale musisz pozwolic sobie na żałobę, płacz i tęsknotę. Płacz ile możesz to pomaga. Uwierz mi. U mnie 16 kwietnia minie rok od momentu kiedy straciłam moje upragnione dziecko w 16 tc. Było to dziecko wyczekiwane przez 6 lat. Myślałam, że umrę. Myślałam, że peknie mi serce. Nie potrafiłam życ bez mojego dziecka. Długo trwałam w takiej traumie. Bałam się, że nigdy ten ból się nie skończy choc w głębi duszy chciałam, żeby mnie bolało. Minął juz prawie rok, boli cały czas ale już trochę inaczej. Tęsknie codziennie. Codziennie wspominam. Wiem, że muszę z tym życ choc czasami wolałabym umrzec. Trzymaj się dzielnie!!! Sciskam Cie mocno. Pisz jak będzie Ci źle. Wspólnie zawsze jakoś przetrwamy ten ciężki czas. Pozdrawiam
Odpowiedz
#8
Przeczytałam Wasze historię i jest mi tak źle że jest nas tutaj tak dużo .. aniołkowych mam .. łzy dalej mi płyną .. tak pięknie piszecie o swoich maleństwach i do nich równocześnie ..
I widzę że mimo upływającego czasu wcale nie jest lepiej .. u mnie dopiero dwa i pół tygodnia odkąd mój Dawid poszedł do nieba .. a mi jest naprawdę coraz gorzej .. Najgorsze są takie dni jak ten .. gdy jestem sama w domu .. nie potrafię się odnaleźć .. we własnym domu czuję się obco .. Codziennie zasypiając myślę o moim synku .. śnię o moim synku .. gdy się budzę też myślę o moim synku .. jest mi źle .. nawet gdy idę się kąpać patrze na swój brzuszek i go nie widzę .. a już był spory .. kładę się spać i nic nie czuję żadnego kopniaczka ..
Najgorsze jest to że moja bratowa też jest w ciąży .. podobny termin porodu .. też chłopak .. mieli razem się bawić dorastać chodzić do jednej klasy .. życzę jej jak najlepiej ale nie potrafię do niej chodzić patrzyć na nią jak rośnie jej brzuszek .. jest mi z tym źle ale inaczej nie potrafię .. nie wiem co będzie jak mały się urodzi .. jak będę na nich patrzeć chyba mi pęknie serce .. że ja jedyne co mogę to iść kupić kwiaty i zanieście je mojemu małemu na cmentarz ..

Jest mi tak smutno że już nigdy Cie skarbie nie przytulę .. już nigdy nie ucałuję ..
Cieszę się tylko ogromnie że mam Twoje zdjęcie ..
Każdy mi mówi żebym je schowała bo będę rozdrapywać rany ale mi jest lżej jak mogę się rano i wieczorem na Ciebie popatrzeć i chociaż w ten sposób dać Ci buzi na dzień dobry i na dobranoc ..
Odpowiedz
#9
Kiedy rok temu odeszła moja Emilka, dziewczyna szwagra też była w ciąży... miałyśmy kilka dni różnicy w terminach... Ona urodziła śliczną córkę, która ma teraz 8 miesięcy... ja nie dotrwałam... to był dla mnie koszmar.... dlatego wiem, że będzie Ci bardzo cieżko... wierzę, ze sobie poradzisz, bo mimo wszystko my Aniołkowe Mamy jesteśmy bardzo silne...
Pamiętaj, ze tu możesz pisać o wszystkich twoich cierpieniach i smutkach... na pewno Ci to pomoże... 2 tygodnie to bardzo mało... pozwól sobie na żałobę... masz prawo cierpieć i przeżyć swoje cierpienie po swojemu... to jest twoje prawo. a my jesteśmy po to, y Ci pomoc... posłuchaj weteranki Smile
Odpowiedz
#10
Marysienka wiem że to głupio zabrzmi ale cieszę się że tu trafiłam .. nie zrozum źle chciałabym  żeby nas wszystkich tutaj nie było ale już wiem że znajdę tu zrozumienie i pomoc ..  bo nikt tak nie zrozumie jak druga aniołkowa mama .. chociaż nie mogę narzekać na rodzinę ale czasem mam żal mimo iż wiem że też przeżywają to ale żyją swoim życiem zajmują się swoimi sprawami .. a ja mam wrażenie że oni nie pamiętają .. a ja całymi dniami o niczym nie myślę tylko o moim synku.. chociaż wiem że oni muszą żyć swoim życiem ale jest mi z tym źle ..

Zastanawiam się też czy właśnie czegoś nie przegapiłam .. że coś mogłam szybciej zrobić .. już po jednej wizycie widziałam że mało przybrałeś skarbie na wadze .. ale ufałam lekarzowi że skoro mamusia i tatuś urodzili się mali to ty też taki będziesz i że wszystko jest dobrze .. może Twoje ruchy tydzień przed tym koszmarnym dniem miały mi dać coś do zrozumienia .. a ja się cieszyłam że się tak wiercisz a ty może dawałeś mamusi znać że coś się złego dzieje a ja się głupia cieszyłam .. aż przestałeś się całkiem ruszać ..  wtedy zrozumiałam ale już było za późno .. Sad

Tak mi źle .. dzisiaj zamiast wybierać Ci wózek .. oglądaliśmy z tatusiem pomniczek dla Ciebie .. tak bardzo Cie Synku Kocham ..
Odpowiedz
#11
Kochana tak dobrze Cię rozumiem.
Nasi przyjaciele mają syna który urodził się dwa tygodnie po moim Wiktorku. Mieli się razem wychowywać i bawić.
Życzę dużo sił na najbliższy czas. Bądź dla siebie dobra.
Płacz tyle ile potrzebujesz. Stój nad grobem swego syna tak długo jak potrzebujesz.
(*) dla Twojego Dawidka.
Odpowiedz
#12
Kamila tak bardzo mi przykro że musiałaś przejść przez taką tragedię. Mocno Cię przytulam.

Proszę, nie szukaj winy w sobie. To nie prowadzi do niczego dobrego, ja też tyle razy zadawałam sobie pytania co więcej mogłam zrobić, długo szarpały mną wyrzuty sumienia, że gdybym przebudziła się w nocy i wyczuła, że Alan się nie rusza, można by było jeszcze go uratować. Skończyłam ze stanami depresyjnymi i myślami samobójczymi, na szczęście z pomocą psychologa i wsparciem bliskich poradziłam sobie. Pogodziłam się z tym co się stało, jakoś to sobie w głowie wytłumaczyłam i jestem wdzięczna Bogu za każdą chwilę z moim Dzieckiem pod sercem. Mój Alanek wieczorem przed swoją śmiercią robił górki na brzuchu, a ja Mężowi jeszcze kazałam robić zdjęcia. Uwierz mi, że jak sobie pomyślę, że miałam frajdę z tego że Synek się tak wierci, a teraz uświadomię, że mógł się wtedy męczyć serce mi pęka.

Prawda jest taka, że nie mogłyśmy zrobić nic. To są chwile, sekundy. Chodziłaś do lekarza, robiłaś wszystko jak trzeba, to nie Twoja wina. Niestety czasem i lekarz nie jest winien, czasem przyczyna jest taka, że nie da rady się o niej dowiedzieć... ciąża to jedna wielka zagadka, jednocześnie radość ale i ryzyko. Nie zawsze idzie dobrze niestety, wystarczy czasem jeden mały detal...

Bardzo mocno Cię przytulam, przesyłam uśmiech i odrobinę sił, bo sama wbrew pozorom wcale zbyt wiele ich nie mam.

Światełko dla Twojego Okruszka (*)
Odpowiedz
#13
Klementynko dziękuję, każde słowo od Was jest dla mnie ważne.

Skarbie dzisiaj mija dwa tygodnie od Twojego pogrzebu, a jutro będzie trzy jak Twoje serduszko przestało bić, zapaliłam Ci dzisiaj z babcią światełko na Twoim grobie, a jutro z Tatusiem jeśli pogoda będzie taka ładna jak dzisiaj posadzimy Ci kwiatuszki, mam nadzieję że będzie Ci się podobać. Tak bardzo Cie kocham Synku i tęsknie, chciałabym Cie jeszcze raz wziąć w swoje ramiona.

Tak oglądam Twoje zdjęcie skarbie  i na początku wydawało mi się że wyglądasz jak tatuś, że tylko nosek mamusi a teraz tak patrzę że chyba jednak wyglądałeś jak mamusia, a na pewno byłeś jedyny w swoim rodzaju, najpiękniejszy, wyjątkowy tak troszkę mamusi i troszkę tatusia.

Dzisiaj jestem silna, miałam siłę się uśmiechnąć, sama nie wiem skąd ta siła we mnie, aż się boję że to taka sztuczna skorupa, która zaraz pęknie ..
Odpowiedz
#14
Kamilko,
nie mam pojęcia, co mogłabym napisać, bo dobrze wiem, że nic nie zmniejszy Twojego bólu.
Ale jestem z Tobą i przytulam mocno
Odpowiedz
#15
Kamilo bardzo mi przykro, że straciłaś dzieci i dołączyłaś do grona Aniołkowych Mam.

Moja Zosia odeszła w 20 tyg z powodu małowodzia. Powodem małowodzia była niewydolność łożyska. Zapewne wzięli do badania na histopat Twoje łożysko, więc się dowiesz czy to podobna przyczyna.

Bardzo podobna Twoja historia do mojej. Też miałam dobrą opiekę w szpitalu i mąż mógł być ze mną bardzo długo, z psychologa skorzystałam a i teraz chodzę. Też bardzo pragnę zajść w kolejną ciążę, bo bardzo brakuje mi dzidziusia (już od dwóch lat kiedy straciłam Izunię). Obecnie jestem na etapie konsultacji, badań.

Mi niestety nie pokazano córeczki, czego bardzo żałuję. Ale też pochowaliśmy razem z drugą córeczką.

Kiedy byłaś w szpitalu żyłaś w takim zawieszeniu, teraz wróciłaś do rzeczywistości, nie takiej jaką sobie planowałaś, stąd ten ból który towarzyszy Ci. Z czasem będzie raz lepiej raz gorzej, ale ból będzie powracał niestety. Masz dziecko w Niebie, a miało przecież być z Tobą. Nikt nie wyobraża sobie śmierci dziecka. Trudny czas przed Tobą.

Tutaj znajdziesz wsparcie z pewnością. Przytulam wirtualnie.
Odpowiedz
#16
Serduszko moje pójdziemy później z tatusiem posadzić Ci te kwiatuszki, poszlibyśmy już ale babcia też chce iść i musimy na nią poczekać.

Synku siłę do życia chyba dajesz mi ty tam z nieba .. bo sama nie wiem skąd ją biorę.
Myśli mam gdzie indziej, cały czas są przy Tobie,  a ciało robi co innego, czuję jakbym traciła nad nim kontrolę.

Jestem w stanie patrzeć się na kobiety w ciąży, patrzeć na małe dzieci, śmiać się, jestem w stanie sprzątać i gotować, rozmawiać o Tobie i nie płakać, spotykać się ze znajomymi (tymi którzy się nie odwrócili), słuchać opowieści koleżanek o ich dzieciach .. po prostu żyję, tak jakby się nic nie stało,  a w środku czuję jakbym miała zaraz wybuchnąć, eksplodować albo zniknąć, w środku całą sobą krzyczę i płaczę a na zewnątrz jakby to nie dotyczyło mojego ciała, chyba już wariuję.
Odpowiedz
#17
ja chcę mojego synka..
Odpowiedz
#18
Nie radzę sobie .. mimo mijających dni jest coraz gorzej.

Wykańcza mnie dobra mina do złej gry, udaję że sobie radzę, a ja sobie nie radzę.

Tak synku bardzo za Tobą tęsknie Sad
Odpowiedz
#19
Tak bardzo Ci współczuje...
Bardzo dużo Sił dla Ciebie i dla męża.
Odpowiedz
#20
Synku mamusia tak bardzo Cię kocha, dzisiaj znowu byliśmy z tatusiem, babcią i Twoim małym kuzynem u Ciebie, ale ty na pewno to wiesz.

Dzisiaj w pracy dostałam "paraliżu" jednej strony, zdrętwiała mi ręka, twarz i noga .. dziewczyny mówią ze to objaw nerwów i mogę się z nimi zgodzić bo chyba ty skarbie dodajesz mi sił do "życia", że z zewnątrz funkcjonuję normalnie ale w środku wiem że jest inaczej i nie da się tego całkiem ukryć Sad
Odpowiedz
#21
Synku czuwaj dzisiaj nad mamusią i tatusiem..
Odpowiedz
#22
Mam dość .. jestem silną osobą tak wiele przeszłam i jakoś dawałam radę,  ale dzisiejszy dzień był przełomowy i nawet ja mam już dość .. czuję że to jest koniec .. koniec tego co mogę znieść ..

Skarbie gdyby nie Twój tatuś i leki nie wiem czy nie bylibyśmy już razem.. może było by mi lepiej, byłabym już z Tobą i twoim braciszkiem albo siostrzyczką albo i może nawet braciszkami albo siostrzyczkami ..

Boże czemu tyle na mnie zwalasz .. mówią że każdy dostaje tyle ile jest w stanie udźwignąć ale ja już na więcej nie mam sił.. dlaczego znowu dostaliśmy dzisiaj w łeb ..
Odpowiedz
#23
Co się stało dzisiaj?
Odpowiedz
#24
Byliśmy dzisiaj u lekarza na kontroli, okazało się że mam coś w macicy, powiedział że czeka mnie znowu szpital i zabieg .. dopiero po badaniach z krwi powiedział że jeszcze możemy poczekać .. może samo wyleci

I powiedział że dwie moje sytuacje wcześniejsze których żaden lekarz nie brał pod uwagę, on stwierdził ( w sumie tak jak ja ) że to były ciążę z błędem genetycznym czyli nie mam dwóch aniołków tylko cztery .. a szanse na zdrową ciążę na ziemskie dzieciątko znowu zmalały ..

Cały czas dostaję w łeb .. i na prawdę dzisiaj poczułam coś czego nawet nie czułam gdy mojemu synkowi przestawało bić serduszko .. to był kres sił .. gdyby nie wsparcie męża i leki po które poleciał nie wiem co by było ..
Odpowiedz
#25
kamila, jesteśmy tutaj i pisz, zrzucaj to z siebie. Będzie Ci łatwiej. Twój mały Wielki bohater czuwa gdzieś nad Tobą. Spróbuj dla niego. Wbrew wszystkiemu. I wiem, że już nie możesz ale nie daj się temu. Siły, mimo wszystko, życzę. Trzymaj się
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości