..chcę rodzeństwo dla synka ...
#1
Cześć.

Postanowiłam się tutaj udzielać. Potrzebuję wsparcia grup kobiet, które mają problemy z ciążami, głównie z ich utrzymaniem.
Dziękuję chociaż Bogu za to, że urodziłam w 2010 r. mojego wspaniałego synka, choć też były problemy, krwawienia małe, potem duży krwotok...,uffff - w szpitalu okazało się że to krwiak się zrobił ... I widziałam na usg, że dziecko do mnie "macha" rączkami. Ale potem i tak ciążę traktowałam tak,że już się bałam co to będzie. Udało się donosić synka, i aż przenosić o prawie 2 tygodnie po terminie. Jednak był problem z wyjściem z kanału rodnego i musieli szarpnąć moje dziecko siłą,bo już za długo jego głowa była w kanale rodnym. Stąd może ma kręcz szyjny i ma rehabilitacje. Już aż tak nie widać, ale potrzeba robić co jakiś czas,by głowa na bok nie szła. Może to także przez moją budowę macicy. Mam ponoć skrzywioną, bardzo wygiętą. Lekarze mi mówili, praktycznie każdy gin zauważał,że macica skrzywiona. A jak jeszcze byłam młodsza panienka, to gin powiedział,że taka uroda mojej macicy, z tym że będę mieć problemy z końcówką porodu, i tak było. Dobrze,że skończyło się TYLKO na takim kręczu, i na początku z wielkim osłabieniem dziecka, za co punktacja 9.9, bo mogło być znacznie gorzej....

...W 2012 roku, przełom luty/marzec, nastąpiło I poronienie. Wpadliśmy z mężem. Nie byliśmy przygotowani na drugie dziecko, jednak cieszyliśmy się z tego faktu. Niestety zarodek nie przyjął się dobrze, może przez wady zarodka, może przez moje jakieś stresy...nie wiem... Ale bardzo to przeżyłam. Miałam zabieg. A wcześniej bardzo krwawiłam i miałam MEGA bóle. Czas ciąży był określany wg OM na ok 9t, a wg USG zarodek przestał się rozwijać na etapie ok 6tc .... :-(

...DWA DNI TEMU, 13 piątek, marzec 2015.... 13 już dla mnie absolutnie pechowa :-(. Zaczęłam już jakieś kilka dni temu plamić, jednak na usg był zarodek, fakt że bez tętna, ale wczesna ciąża, wg OM 6 tc, a wg USG 4/5 tc. Dostałam LUTEINĘ, NYSTATYNĘ - na inf.grzybiczą... Byłam 12 marca z wizytą u gin, mimo plamienia i leciutkiego krwawienia był jeszcze pęcherzyk. W nocy 13 marca zaczęło się...pojechałam przed 6 godziną do szpitala, było robione usg i pan ginekolog powiedział,że ciąży nie ma...nie było już pęcherzyka w macicy na usg....zaczęłam mocniej krwawić. Zaproponował samoistne oczyszczanie, że tak lepiej w takiej wczesnej ciąży, choć mówił,że jak ja chcę, to może mnie przyjąć na oddział i zrobić zabieg łyżeczkowania, ja powiedziałam,że spróbuję sama. No i przypisał antybiotyk; aktualnie jestem w czasie poronienia... :-(

No smutne. Jednak wiem,że może trzeba się podleczyć, a nie starać się o dziecko, kiedy tam pasuje, a nie wiadomo co w organizmie się dzieje,czy jestem zdrowa aby mieć dziecko.
Odpowiedz
#2
ok Admini,poproszę o usunięcie tego mojego wątku.

Napisałam , że "chcę rodzeństwo dla mojego synka", widzę, że nikt raczej współczuć mi tutaj nie będzie i chyba nikogo takiego podobnego nie spotkam na forum,że ma dziecko jedno, ale ma problemy na donoszeni następnych ciąż...A że straciłam dwie ciąże, po urodzeniu synka, no bo jak już jedno dziecko mam,to już to nie jest adokwatne do ogóły starających się/ po poronieniach, gdyż inne matki nie mają nawet żadnego, to różnica...

Wiem, to inna jest strata , ale jest strata ... czuję to ... bo czuję, że będę się bała i nie wiem jak sobie poradzę ze stresem, przy następnych staraniach.
Głównie to trzeba się leczyć i szukać powodów tych poronień.
Wiadomo, kobieta która ŻADNEJ ciąży nie mogła donosić, to czuje większą niesprawiedliwość o losu - i tutaj pozwolę sobie na skalowanie bólu. Wiem,że większość kobiet nie ma żadnego dziecka - i bardziej im współczuję z tego powodu. Choć są też i kobiety, które mimo tego iż mają jedno dziecko, to bardzo cierpią z powodu tego,że nie mogą powiększyć rodziny.................

Chciałam jeszcze dopisać, że też z pierwszą moją ciążą (donoszoną) nie miałam kolorowo :
..W mojej pierwszej ciąży, gdzie ją donosiłam do końca i urodziłam synka (2010 r.), to w 11 tc zabrała mnie karetka z domu, leżałam spokojnie w łóżku, oglądałam jakąś komedię, pełen luz....nagle poczułam jak coś leci ze mnie, to krew. Dzwonię do męża, dzwonię na pogotowie, krwi dużo... podpaski nie starczały, jedna za drugą do wymiany... (sorry za zbyt dosadny opis, ale chcę trochę oddać realizm przeżyć swoich..). W szpitalu położne jak mnie brały na salę do badania i lekarka też mówiła,że nie wygląda to za dobrze/ nie zapowiada się dobrze, czy zdaję sobie sprawę, że mogę w każdej chwili stracić dziecko - a ja w szoku/ ale trzeźwo mówiłam i dochodziło to do mnie, po prostu widziałam naocznie co się dzieje...że zdawałam sobie z tego sprawę - mówiłam im nawet: ja chyba stracę to dziecko...nieee...Sad(((. Badanie na krześle, lekarka sprawdza ręcznie macicę i nagle leje się ze mnie jakby ktoś przechylił czajnik z herbatą.... Położne już miny smutne, współczujące, lekarka też już coś mówiła,że nie za dobrze....Powiedziała też: Szybko na usg! no i wózkiem szybko do części sali gdzie usg, położyłam się i babka dopochwowe usg robi / albo to zewnętrzne - już nie pamiętam - a ja pytam: I jak dziecko,i jak? A ona do mnie: macha do Pani. Spojrzałam na ekran, widziałam całą postać: rączkami i nóżkami machał, BOŻE jaka to ulga była. Lekarka patrzyła dalej , skąd tyle ilości krwi ??? Spojrzała,a pod workiem owodniowym,w którym było moje dziecko był mega krwiak, taka duża druga owodnia, tyle że wypełniona krwią.... A jakby krwiak zrobił się nad workiem owodniowym,gdzie było dziecko,,.??? no..... to lepiej nie myśleć co by było.

Synek ma już prawie 5 lat.
Staramy się o rodzeństwo dla niego.
Pierwsze starania... to od razu zaszłam w ciąże. Poroniłam dwa dni temu. To było drugie moje poronienie, pierwsze było w 2012 roku - wtedy po nim miałam zabieg. Teraz oczyszczam się sama.
Odpowiedz
#3
Wiesz, co jest Twoim naprawdę grzechem głównym w tej chwili? Brak namysłu i emocjonalny pośpiech. Tak się składa, że ja w ten pośpieszny sposób nie działam, bo byłaby to katastrofa u nas, skoro emocje są tutaj regułą i ich się nie pozbędziemy, prawda? Zatem trzeba zmniejszać sam pośpiech w ocenach różnych sytuacji i reakcji.
Wiem także, że się mylisz, ale byś to zrozumiała, musi minąć więcej czasu niż dajesz i sobie, i innym. Za mało czytałaś, inaczej wiedziałabyś to również.
Odpowiedz
#4
myślę, że narazie działam emocjami, za bardzo.Może napiszę od nowa mój wątek jak się uspokoję... Dlatego DzikaMysz proszę o usunięcie tego wątku. Bo czuję,że jest nie na miejscu. Ja rozpaczliwie chcę rodzeństwo dla synka,bo on sam z nami...a inni marzą choć o jednym dziecku... Wiem,że może inni mogą robić "phi" , "ciesz się , że masz jedno, bo my mamy "0" '

faktem jest,że piszę zbyt szybko i zbyt pochopnie. Ale życie ubywa szybko...
Odpowiedz
#5
Szybkie pisanie bywa zaletą, wiesz? Szybkie reakcje także. Tylko, żeby to miało sens, trzeba to umieć robić niemal na chłodno, precyzyjnie, w przeciwnym razie nie wyjdziesz z chaosu różnych uczuć i myśli. I zaplączesz się jeszcze bardziej w emocjach.

To zabrzmi może surowo, ale na teraz masz inne zadanie do wykonania - zapewnić swojemu ciału bezpieczne ronienie do końca, a potem pozwolić mu dojść do siebie. Huragan w głowie nie sprzyja zmierzeniu się z kolejną ciążą i strachem, który w niej będzie Ci towarzyszył. Do tego będzie trzeba stalowych nerwów i spokoju.
Po kolei, rozumiesz? Nie wszystko naraz.
Najpierw musisz przejść do końca obecne poronienie, bo bez tego nie da się ruszyć sensownie dalej. A przecież chcesz iść dalej.
Odpowiedz
#6
Mam załamkę psychiczną. Dopiero dziś ze mnie wszystko wyszło... po 4 dniach od poronienia.... wyżyłam się niepotrzebnie na moim prawie 5-letnim synku, w trakcie jak go szykowałam do przedszkola.

Wyzwałam go, od najgorszego bachora...

...bo nie słucha się i wciąż biega i szaleje po dworzu,jak jeszcze nie jest ciepło a ma jeszcze ocieplaną kurtkę... już ledwo wyzdrowiał od ostatniego zapalenia, a już ma kaszel i katar i dziś w rezultacie posłałam go ze stanem podgorączkowym. trudno. Ja nie pracuję...od 2009 r. w ogóle NIE PRACUJĘ. Do czasu jak mój synek miał 3,5 lata to siedziałam z nim w domu, daliśmy go właśnie jak tyle miał lat do przedszkola. Zaczął tyak ostro chorować, że do tej pory nie znajdzie się miesiąc bez chorowania. Ostatnio miał antybiotyk za antybiotykiem i ciągle ja mam siedzenie z Nim w domu.

Właśnie dlatego staramy się o rodzeństwo dla mojego synka...bo siedzę w domu, nie pracuję - ciężko znaleźć pracę, jak mój często chorujący syn zaraz 1-2 tygodnie ma siedzenia , bo antybiotyk, często łapie zapalenie oskrzeli. Stąd ma zabronione bieganie po dworzu , jak jest jeszcze zimno.... ZERO ODPORNOŚCI, a On się nie słucha...jest uparty.... Dlatego już nie mogłam dziś i zwymyślałam go.... Strasznie mi smutno z tego powodu i żal. Szkoda,że Go tak skrzywdziłam, a jest On moim Kochanym Słoneczkiem, serduszkiem, jest bardzo mądry, wygadany.... Wczoraj go przytulałam , a dziś go zwymyślałam.... Jestem podła matka; nie wiem co się ze mną dzieje.

Straciłam ciążę kilka dni temu ... Dziś był wybuch z opóźnionym zapłonem. Dopiero to do mnie dochodzi... czuję ból w brzuchu w macicy pobolewa mnie jeden jajnik... czuję miejsce , gdzie Ktoś tam w środku się rozwijał, a został oderwany... Bolą mnie te rany, fizycznie, a teraz jeszcze zaczęłam się sypać psychicznie.

Może to już siedzenie w domu od 2009r. bez żadnej pracy dobija już człowieka...ze ma plany powiększenia rodziny, a nie może. Siedzi w domu, a nie może pracować, bo pierwsze dziecko choruje często. Godziłam się z tym, nie narzekałam. Ale dlaczego znów PORONIENIE ? Myslałam,że pójdzie jak z płatka.... niestety.... zbliża się jak 8 lat siedzę w domu, i chyba dlaej już będę coraz bardziej głupieć, a chcę powstać i zregenerować swoją psychikę, by starać się o dziecko. Jednak jestem słaba.... Jak widać, nie dość że nie pozwoliłam żyć mojemu nienarodzonemu dziecku, które rozwijało się do ok 6tc, to teraz jeszcze zatruwam życie mojemu 5-letniemu synkowi...przelewając na niego moją agresję. Myślę,że inaczej bym się zachowywała, gdybym miała jakieś zawodowe zajecie zarobkowe...a tak sie czuję głupia, pusta matka....z która nikt nie chce gadać, nudna i w ogóle zapizała w domu młoda kobieta po prawie 32-tce, która nie angażuje się w życie....
Nie mam żadnego doświadczenia w życiu zawodowym,mało pracowałam, mało z ludźmi jestem obyta........ żal.

Chyba potrzebuję dobrego psychiatry.
Odpowiedz
#7
Missy, daj sobie czas na żałobę i na smutek, bądź dla siebie dobra. A synka - przeproś i przytul mocno....
Odpowiedz
#8
Missy jesteś parę dni po stracie. Nie myślisz i nie działasz racjonalnie i to jest norma. Nie wymagaj od siebie za dużo i to jeszcze naraz. Dziecko przytul i przeproś, może poświęć więcej czasu ale tak produktywnie-tylko z nim i tylko dla niego-jeżeli masz na to siły teraz. Zawsze możesz zrobić to później, jak dojdziesz trochę do siebie, ukoisz nerwy. Kochana ja pracuję bez przerwy ostatnich 15lat. I co? I nic? Nie doprowadziłam siebie "do porządku" po poronieniu, nie zregenerowałam się rzucając w wir pracy a wręcz jest gorzej. Spokoju Ci trzeba. Nie jesteś głupia, pusta, słaba. Co to znaczy angażować się w życie ? Biegać do pracy ? Rozumiem, że możesz chcieć wyjść do ludzi, poszerzyć swoje horyzonty ale nie umniejszaj sobie, że tego do tej pory nie zrobiłaś. Mimo wszystko uważam też, że to nie jest najlepszy moment na takie decyzje i postanowienia bo...niedawno straciłaś swoje dziecko i musisz przeżyć żałobę po nim i dojść do siebie po tych traumatycznych przeżyciach. Być może będzie to moment, który zapoczątkuje pewne zmiany ale musisz dać sobie czas...Spokoju Ci życzę i przepraszam jeżeli się za bardzo wymądrzam-ale tak to czuję po przeczytaniu Twoich postów. Naprawdę bądź dla siebie dobra teraz-może brzmi to pusto ale jest wiele mądrości w tych słowach-mogę to powiedzieć z perspektywy czasu. Jeszcze dwa spostrzeżenia-fakty: to nie Ty nie pozwoliłaś żyć Twojemu dziecku- to nie jest Twoja wina oraz trzeba mieć odwagę, żeby publicznie napisać-obnażyć się z traumy-jaką jest strata dziecka. Ty to zrobiłaś.
Jeszcze raz spokoju Ci życzę. Dbaj o siebie. Pamięć dla Twojego Maleństwa
Odpowiedz
#9
Kochana ja straciłam swoją ciąże na początku marca też się wyżywałam na synku , kocie , też chce rodzeństwo dla mojego synka [też jest z 2010 r ].Współczuje ci bardzo . Trzymaj się ciepło Smile
Odpowiedz
#10
Hej, zawsze się tak rozpisywałam, zawsze taka pełna nadziei byłam... a ja już 32 latka, w maju skończyłam.

Nie chcę już pisać jakichś długich wywodów na temat mojej osoby. Dużo piszę/gadam, a mało robię...

Dziś ryczę, centralnie ryczę teraz przed ekranem laptopa; ciągle siedzi we mnie taki fakt, iż mogłam wcześniej się starać o dzieci. Zawsze chciałam mieć dużą rodzinę... Mam już jednego synka (jak w temacie jest ujęte), ale ja obserwuje go i widzę, że brak rodzeństwa to też jest problem. Nie będę się na ten temat rozpisywać, ale chyba sami wiecie, jak dziecko samo z rodzicami potrafi się nudzić... nie mając innych bodźców itp. Znów wywód, a wywodów już pisać nie chcę.

Teraz do rzeczy: zauważyłam u siebie niepokojące objawy, coraz krótsze cykle, coraz bardziej skąpe okresy, silne napięcia przedmiesiączkowe, cały czas jestem zestresowana, [pocę się coraz bardziej obficie..... i przeczytałam ten artykuł : http://www.edziecko.pl/przed_ciaza/1,878...zatek.html ,
iż mogą to być objawy przechodzenia menopauzy.
Ja wciąż się czuję młodo, ciągle nie dopuszczałam do siebie tego,że już mam tyle lat, a że rodzą i nawet panie w wieku 40-45 lat, a swe pierwsze dzieci rodzą 31 latki, ze względu na to,że chcą wpierw karierę zrobić, lub że wcześniej leczyły się...
Ale po 30 już może spadać płodnośc i to dużo... mówiłam o tym wcześniej męzowi, lecz on , po urodzeniu się naszego pierwszego dziecka wciąż sądził, że "nie mamy warunków na urodzenie drugiego dziecka". Jakich warunków nie mieliśmy? Mieliśmy świeżo wybudowany dom, 2 letniego synka (aktualnie ma on ponad 5 lat), on dobrą pracę, ja w domu.... jakich warunków??? To ja TERAZ NIE MAM WARUNKÓW... mam krótkie cykle...skąpe okresy...brak ochoty na seks....nie mam widocznego jajeczkowania/brak śluzu owulacyjnego....
wariuję, bo chciałam mieć wczesniej drugie dziecko, a słuchałam męża - bo on mi mówił, że nie mamy warunków na kolejne dziecko...to ja mu mówiłam,że już mam prawie 30 lat...no a teraz już 32 i dziecka kolejnego nie mamy i nie wiem, czy w ogóle będę mieć...Ryczę teraz .... Jestem załamana ;-((( Boję się, że może to być menopauza .... boję się, jak zrobię badania, iż ginekolog mi o tym powie...
To ja zwlekałam z planowaniem rodziny, bo myślałam,że pójdę do pracy...itp itd. WCIĄŻ NIE MAM PRACY, NIE MAM DRUGIEGO DZIECKA.
SIEDZĘ W DOMU i GŁUPIEJĘ z tego, że nie idę na przód... ;-((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((

wiem...że powinnam dziękować Bogu za to,że mam choć jedno dziecko...

... wiem,że grzeszę pisząc / mówiąc / prosząc : że chcę kolejne dziecko, "już" "teraz" ... a przecież to wszystko zależy od Boga... to On daje życie, a nie ... spełnia kaprysy :-(

wstyd mi.
Odpowiedz
#11
nie potępiaj się ,bo to nic nie da tylko spowoduje nerwicę,
idź do lekarza, przebadaj się, bedziesz wiedziała co i jak, ewentualnie podejmiesz leczenie.
Odpowiedz
#12
Missy tak doskonale Cię rozumiem Sad nie wiem co napisać, bo moje relacje z Bogiem są do bani ...

Przytulam Cię bardzo mocno
Odpowiedz
#13
Missy, od wczoraj zbierałam się do napisania do ciebie, ale wciąż coś mi przeszkadzało.
Też mam synka z 2010 roku i kiedy zdecydowaliśmy się powiększyć znów rodzinkę i postarać się o rodzeństwo dla niego przytrafiła nam się jedna strata (11 tc) i po pół roku kolejna (12 tc).
Kiedy czytam teraz o tym, co przechodzisz, to naprawdę widzę siebie kilka miesięcy wstecz... Tylko ja się nie wyżywałam na dziecku... Mój syn dawał mi niewiarygodną siłę, żeby wrócić do normalnego życia. Ale nie o tym...
To, czego najbardziej teraz potrzebujesz, to czas... Daj go sobie tyle, ile będzie trzeba... Nie myśl o tykającym zegarze biologicznym, masz jeszcze czas. Musisz najpierw przeżyć te straty, dać sobie czas na żałobę, poukładać sobie w głowie wszystko na nowo i przede wszystkim zadbać o swoje zdrowie. Znajdź lekarza, który powie Ci jakie powinnaś zrobić badania, dziewczyny tutaj piszą też taką żelazną listę co warto sprawdzić. Kwestia wiary jest bardzo indywidualna. Nie chcę naruszać niczyich przekonań, ale niekoniecznie wszystko jest w rękach Boga. W takim np. sensie, że starając się o potomstwo, a nie mając świadomości że cierpimy na jakąś chorobę, która nam nie pozwala szczęśliwie tej ciąży donosić, nie biorąc odpowiednich leków, nie możemy mówić że to wszystko Bóg, że Bóg tak chciał...
Może pomyśl również o tym, żeby się przejść do psychologa... Ja chodzę od 4 miesięcy i może nie jest to najprzyjemniejsze, to teraz widzę, że przeszłam dużą przemianę. To wcale nie jest niemożliwe, żeby Twój syn miał rodzeństwo, ale może droga nie będzie prosta i krótka, a długa i kręta... Ale nikt nie powiedział że się nie uda.
Nie myśl też w kategoriach, że syn musi mieć rodzeństwo, bo zapędzisz się w jakiś gąszcz poczucia winy, że jako matka czegoś mu nie dałaś. A to nie tak, prawda? Dajesz mu miłość, czas i samą siebie czy to nie najważniejsze? On nie będzie przez to mniej szczęśliwy...
Nie obwiniaj męża, skąd wiesz że wcześniej też nie doszłoby do straty... Widocznie nie był gotowy, a do macierzyństwa nie ma co zmuszać.
Wszystko będzie dobrze, a to piszę Ci ja - z takimi samymi doświadczeniami i w podobnym wieku Smile Jeśli będziesz czegoś potrzebowała, jestem Smile
Trzymaj się, Missy
Odpowiedz
#14
Dziękuję Wam, potrzebowałam takiego "uderzenia w twarz", "oblania kubłem zimnej wody", no i oczywiście tak miłych słów, od Was...drogie forumowiczki.

Ja widzę, ze u mnie dzieje się wewnętrzna zmiana, z takiej rozkapryszonej trzpiotki (mimo swoich lat,to wciąż czasem emocjami się wypowiadałam, aniżeli rozsądkiem...) , staram się wydorośleć... .no kurczęęę... nauczona byłam, że zawsze się układało ok, a że teraz nie jest za prosto, to zaczęłam się gubić.

Po prostu myśleć trzeba mądrze, nie emocjami, nie tym, "że jakoś się wszystko ułoży"...może akurat próba jest przede mną, i ja mam nią przejść, ja mam wykonać te badania.... a nie czekać na szczęście, farta/... za bardzo zawsze liczyłam na zbyt przychylny los i dlatego teraz jestem zaskoczona tym, co się wokół mnie dzieje.

Będę pisać niedługo o efektach badań, bo czekam na koniec @ i zamierzam zrobić szczegółowe badania na tarczycę oraz poziomu prolaktyny; a potem z nimi do ginekologa na konsultacje a także monitoring cyklu.

psycholog w moim życiu także byłby mile widziany... będę musiała rozpocząć poszukiwania. No i także zaczynam pracy szukać...tak powoli, ale zaczynam... Chcę ale mam mało siły do tych wyczynów, wyjścia między ludzi z domu, bo załamana siedzę na codzień z powodu bezowocnych starań.......wiem, że jestem mało cierpliwa......

dzięki dziewczyny, za podniesienie mnie na duchu :*
Odpowiedz
#15
Missy i Marta podobnie jak Wy, mam już jedną udaną ciążę.. córeczkę Zuzię 7 lat. I też bardzo chciałam dla niej rodzeństwo i niestety się nie udało. 28.05. dowiedziałam się, że moja dzidzia umarła, był to 12 tc. Z córeczką też nie miałam lekkiej ciąży bo urodziła się z hipotrofia i długo leżała w szpitalu.. trochę przeszliśmy ale na szczęście jest wszystko ok Smile

Na pewno z nami jest troszkę inaczej niż z dziewczynami, które wszystkie dzieci straciły i nie mogą cieszyć się tymi ziemskimi...może użyję złego określenia ale mamy małą przewagę. Jednakże ból po stracie jest i chyba będzie nam towarzyszył tak jak im przez całe życie Sad
U mnie dzisiaj mija 3 tydzień od zabiegu...Czuje, żal, smutek, brak zrozumienia dla zaistniałej sytuacji, chociaż widzę, że czas leczy rany. Każdy jest inny i tego czasu potrzebuje albo mniej albo więcej.
Na pewno cieszę się i dziękuję Bogu że mam Zuzię bo ona daje mi dużo siły życiowej, bez niej chyba bym oszalała.

Missy też chce już, zaraz być znowu w ciąży mimo,że jedno dziecko już mam a drugie straciłamSad
Też jestem już 30latką z różnymi choróbskami i kilkoma za pewne niezdiagnozowanymi.
Będzie dobrze, jeśli myślisz o kolejnej ciąży pamiętaj ze psychika i nastawienie odgrywają dużą rolę. Ja zaczęłam szukać przyczyny śmierci mojej dzidzi i powiem Ci ze jakoś mi to pomogło. Dzisiaj byłam zrobić pierwsze badania. Myślę ze jak znajdę przyczynę to łatwiej będzie mi się pogodzić z odejściem mojego maleństwa..... Może jest to jakiś sposób....

Buziaki dla Ciebie
Odpowiedz
#16
Dziękuję za wsparcie, Dzika Mysz, PiBi, PJ*9, Zuza1977, Cynamonowa, Martyna29, Marta, Illis . Wszystko przeczytałam Wasze rady od początku i muszę przyznać, że naprawdę Wasze obiektywne słowa teraz są mądrością. Emocje od czasu ostatniego poronienia (minęły ponad trzy miesiące), są mniejsze. Wyryczałam się, wypłakałam, ostatnio jak pisałam w zeszłym tygodniu....byłam znów załamana. Ale stwierdzam,że nie ma to sensu...

... wiem, że kobiety, które mają chociażby jedno ziemskie dziecko, mają żyć DLA KOGO, nie powinny się poddawać, jednak miałam straszną rozpacz, załamanie,że nic mi się nie chciało, mimo, iż już urodziłam zdrowe dziecko kilka lat temu i słyszę na codzień słowo "mamo".
Jednak.............jak kobieta straci dziecko, bez względu na to,czy ma już dziecko ziemskie czy nie, to cierpi bardzo mocno, aż w końcu się nie ocknie...że tak robić nie powinna.,...
...nawet jak kobieta nie urodziła wcześniej ziemskiego dziecka, które ma obok, a ma tylko obok partnera, to nie powinna trwać w przekonaniu,że nie ma DLA KOGO ŻYĆ.... ma ta kobieta także żyć DLA KOGO. A chociażby dla siebie samej, dla nadziei, dla wiary w to,że się uda; dla swojego partnera, dla swoich rodziców...Parter nawet jak tego nie okazuje, to cierpi wewnątrz z nią. Mój po prostu zamyka się w sobie... jak widział, jak ja cierpię, to on nie pomagał mi, bo sam wewnątrz cierpiał i oddalał się od tego wszystkiego...
Ja myślę, że co mi pomaga, to dawanie sobie więcej czasu... po prostu odpoczęłam od wszystkiego, od natłoku obowiązków domowych, od "życia w tempie"... myślałam,że się zatracam, zaniedbuję się... ale wiem, że to był "czas dla mnie". Wyłączenie się... myślę, iż jestem powoli gotowa na to, by stanąć, by powoli powrócić do normalnego tempa życia; znów zadbać o siebie, o dom...itp.

Może to nic wielkiego, co piszę. Ale...czas daje wiele przemyśleń. Dużo artykułów czytamy, dużo jesteśmy mądrzejsze, doświadczone; wiem,że każdy ma "swój czas", i myślę, że będzie on każdemu dany.
Illis, wiem, że warto poświęcić czas na badanie tego, co mogło być przyczyną poronienia; porobić szczegółowe badania morfologiczne.. i inne.

Dziewczyny, mnie dołował na codzień też fakt,że moja szwagierka mieszkająca na przeciw, spodziewa się dziecka, jest już w zaawansowanej ciąży...niedługo termin... wszystko mi się odechciewało... ciężki okres miałam ostatnio... ale warto się skupić na sobie i na swoim życiu. Nie zazdrościć innym ciąż; bo nam również jest to dane, tylko musimy właśnie poczekać na swój czas, a żeby go pszyspieszyć, to jak najwcześniej zacząć leczenie. No i wierzyć... Wiara góry przenosi. Ja muszę powrócić do Różańca...do modlitwy na Różańcu... Znacie z Biblii historię żony Abrahama, Sary, która była w sędziwym wieku, była ponoć bezpłodna, a Bóg sprawił,że zdarzył się cud i była w ciąży, urodziła Izaaka? A z Nowego Testamentu- Elżbieta, krewna Maryi, także kobieta w sędziwym wieku, była przy nadziei, urodziła Jana Chrzciciela. Kiedyś ludzie długo żyli... Teraz ludzie żyją krócej. A dlaczego? Dużo chorób, a czy to przez jedzenie, przez chemię, przez stresy, przez zatrute powietrza, spaliny, promieniowania, ...używki.....?itp itd, kiedyś tego nie było... Dlatego - leczmy się, przechodźmy na dietę, może to nam także pomoże.

Ja dziś spróbuję wziąć Różaniec.
Oddaliłam się przez moje złości, zazdrości, załamki, zaniedbania...od Boga. A po co? Aby zatęsknić, zrozumieć.
Życie jest zbyt krótkie, by z czegoś rezygnować.

Dziękuję Bogu za syna, którego mi dał. Chciałabym bardzo dla niego rodzeństwo, ale może nie ten czas... Warto jednak próbować i skupić się także na wielu innych rzeczach, a nie tylko na staraniu. Bo dziecko ma być owocem miłości, ale nie tylko "chęci". Nasz pierwszy syn i jedyny ziemski, był owocem miłości, po ślubie. Aktualnie mamy problemy w małżeństwie.Ja wytykam za dużo mężowi. A po urodzeniu dziecka zaczęliśmy ze sobą jakieś niepotrzebne kłótnie..i tak trwają do dziś.Choć kochamy się, to miłość nasza nie jest bez skaz, niepotrzebnie to uczucie wystawiamy na próbę... Może powinniśmy znów tacy być jak wcześniej. Wyluzować się. Może wtedy uda się powiększyć rodzinę. Bo ... nic na siłę. Trzeba umieć żyć.

Dziękuje za przeczytanie moich wywodów, a miałam się znów nie rozpisywać ;-).
Odpowiedz
#17
patrzę powyżej... jeju, jak ja dużo piszę.

A zmienna jestem jak sinusoida jakaś... nastrój normalnie falowo idzie... czuję się raz na górze, raz na dole. Raz , że nic mi się nie chce, a raz - że muszę w końcu zachcieć. I tak ostatnio cały czas... i bez zmian.

Chcę.... chcę dużo od siebie dawać, nie marnować życia, na użalania się, na braku uśmiechu....ale niestety, czasem człowiek tak się do tego stanu przyzwyczai, że aż dziwnie się czuje, jak chce działać normalnie, robić wszystko normalnie, bez załamywania się... czyli, trzeba uczyć się żyć od początku. To pewnie hormony się stabilizują... u mnie to trwa długo, może dlatego,że wrażliwa jestem?

niedługo miną 4 miesiące od poronienia.

DOPIERO będę robiła badania. Na własną rękę. W tym tygodniu.
Szczegółowe tarczycowe + prolaktyna. Chcę poznać przyczynę poronienia, ewentualną, bo powód może być inny. Ale....lepiej zapobiegać, aniżeli kierować się hasłem, że lekarz dał "zielone światło" już od razu po poronieniu...a jak zaczęliśmy się starać z mężem, i to częściej razy w miesiącu niż kiedykolwiek ostatnio, to nici z tego... jest trudno zajść w ciążę, a ta niewiedza o moim stanie organizmu, o moich hormonach,to stawia mnie w punkcie zero. Dlatego w końcu badania się zrobi, potem na konsultacje do gin. No i zobaczymy , jak to się wszystko potoczy.

Zdarzyło mi się ostatnio jednak płakać , mówić "dlaczego". Myślę, że stan po stracie utrzymuje się długo...bo napady przychodzą tak nagle.Myślę także, że czas leczy rany... pewnie czasu troszkę musi minąć. A w tym czasie właśnie trzeba się badać i leczyć, dla świętego spokoju......
Odpowiedz
#18
Pisałam powyżej tak pięknie z nadzieją,jakby było po burzy... ale nie... przyszła znów fala ogromnego żalu,chyba największa....bo czuję,że mnie depresja dopadła na dobre. Poddałam się niestety....jakoś funkcjonuje ale nic mi się nie chce. Żyję tylko dla mojego ziemskiego 5letniego synka...mam wrażenie,że dla wszystkich dorosłych osób jestem nienormalna....bo przestałam się angażować całą sobą w cokolwiek..ja ssma fukcjonuję jak swój cień. Tak pięknie pisałam o tym,żeby chcieć,że wystarczy sie zmusić,a potem wartosciowe działania będą przychodzić lekko,a mam tu na myśli np. modlitwę czy przybliżanie się i zrozumienie z mężem - bo przez to, że wpadłam znów w ogromny dołek,to nie otrzymuję współczucia...przez to czuję się samotna...mój mąż ma poprostu smutną minę widząc, że jestem załamana i płaczę...ale nic mi miłego nie powie...nie przytuli.....tak czuję się,jakbym przegrywała trochę życie...czuję się bardziej obca dla bliskich. Gdyby nie mój synek ziemski,to pewnie bym gdzieś poszła sobie...by nie nieuszczęśliwiać bliskim moim zachowaniem........nie czuję się sobą.

Może jestem trochę egoistyczna,ale ja na domiar tego nie pracuję nigdzie od praktycznie 6-7 lat...po studiach mialam takie prace na 2 miesiace, na miesiac ... i mnie zwalniali. Udało mi sie jednak poznać swoją połówkę,wziąć ślub,zaraz po ślubie dziecko. I do teraz siedzę w domu,taka trochę odizolowana od życia,chcę być też i spełniona w innych kierunkach,ale jestem już spełniona mama. Tylko myślę,że jestem zbyt nieśmiała i cicha by gdzieś pracować,bo ciągle mnie zwalniano...że chcę choć dalej się spełniać jako mama. No ale ostatnie poronienie mnie dobilo bardziej...jeszczd bardziej się w sobie zamknelam. Obok mnie w rodzinie są kobiety ktore spelniaja sie zawodowo i maja takze dzieci,roznych plci...ze im sie udaje....sa tez lubiane w towarzystwie,a ja przez to ze jestem taka dzikuska,nie potrafie sie odzywac,przez to ze sie zasiedzialam,to czuje sie samotna...

...i tez moja bratowa i brat beda miec dziecko...a ja na pytanie,co u mnie,to ze mialam poronienia... juz nic nie mowie,ze nie prscuje juz tyle lat....bo zreszta rodzina wie o tym....czuje ze odbieraja mnie jako tska nieporadna dxiewczynke... mysle ze ta sprawa kwalifikuje sie do wizyty u psychologa badz psychiatry, bo mam bardzl niskie poczucie wlasnej wartosci.........

Sorry ze tutaj pisze tak duzo ale naprawde nie wiem gdzie mam te żale napisać. Zreszta czuje się jakbym grzeczyla,bo mam przecież już dziecko,to czego ja chcę????? nie umiem doceniç daru od życia? Niektórzy nie mają tego co ja. Ale ja wiem,że mogłam powiekszyc rodzine wczesniej,tylko nie staralismy sie przez 3-4 lata,bo dziecko male bylo a ja myslalam zw do pracy pojde....
Tyle,że naokoło są osoby,które albo maja dzieci dalej,albo prace - a ja stoję w miejscu.... myślę,że zablokowałam się na dobre. Boję się wszystkiego.

Ok....musze isc do psychologa....
Odpowiedz
#19
Missy kochana ja zaczynam miec podobnie... Na poczatku z moim mezem bylo ok, ale on teraz zaczal wchodzic chyba w swoja faze obronna i zyje jak dawniej, a ja nie potrafie. Chcialabym, zeby okazal swoj bol jakos na zewnatrz.. Widze, ze nie znosi, kiedy placza a wrecz czasem widze wyrzut w jego oczach, bo jak ja moge plakac, bo jego to boli ze placze.. ale moge nie plakac i cierpiec w sobie albo plakac i wtedy cierpiec za dwoje bo unieszczesliwiam jego.. Ciezkie to...
Tak wiec czuje sie samotna.. ale dobrze, ze jest to miejsce tutaj, mozemy sie tu wszystkie wygadac, tu jestesmy zauwazone, wiemy, co kazda z nas czuje..

Dla calego swiata ta nasza strata wydaje sie byc ewidentnie nierealna, a dla nas to jest bardzo realne.. Ja widzialam moje dzieciatko, najpierw czulam calym cialem, jak we mnie rosnie, a pozniej widzialam je. Dla mnie to bardzo realna strata. Niestety ludzie ktorzy tego nie doswiadczyli nigdy nie zrozumieja.

Przytulam Cie mocno. Masz syna, dla ktorego zyjesz, a to bardzo wazne...

A moze masz mozliwosc zaczerpnac pomoc u jakiegos terapeuty? Ja czekam na moja jutrzejsza wizyte z moja terapeutka i juz nie moge sie doczekac. W poniedzialek tez ide do szpitala i tam tez zostane wysluchana na pewno..

Dobrze tez wyrzucac te emocje z siebie zatem pisz tutaj, pisz ile mozesz... nie tlum nic w sobie, bo to zabija..
Odpowiedz
#20
Ja w ogólę chcę dobrze,ale się pogubiłam,bo mówię sobie,że jestem silna, że przecież zaczęłam robić badania i może będę wiedziała,co mojemu organizmowi brakuje... z jednej strony czuję żal po stracie a z drugiej gryzie mnie sumienie,że stałam się wielką depresantką,która zatruwa życie rodzinie i zachowuje tak na pozór jakby "rozkapryszona dziewczynka,która straciła swoją zabaweczkę"....
...ja chcę tylko zrozumienia. Chcę od bliskich,ale bliscy jak widać za bardzo nie umieją pomóc...a ja już to traktuje,jakby nie chcieli mieć ze mną nic do czynienia,bo nie jestem sobą i ich męczę,bo zachowuje się nieforośle,infantylnie,jak szalona,jak jakaś niepełnosprawna.... zawsze sobie radziłam z potyczkami...mimo,że nie jestem śmiałą osobą,to umiałam sobie sama poradzić, ale już nie umiem...
...wystarczyło,że uklękłam pomodliłam się,załamka odchodzila..a teraz nie...moj umysl jest przssiakniety żalem i brakuje mi poukladania wszystkiego,rozmowy z drugim czlowiekiem i zrozumienia...gdy jestem sama z peoblemami to coraz bardziej gasnę.

Poszukam terapeuty. Moze takze wleje mi troche oliwy do glowy,bo moja mama to tylko krzyczec na mnie potrafi...nie widzi problemu.Tato tez mowi-ze drugie dziecko problemu nie rozwiaze... cale moje dziecinstwo przezylam pod krzykami mamy,rodzice to dobrzy ludzie,bardzo wierzacy,ale majacy problemy z emocjami,zwlaszcza moja mama,negatywne emocje ladowala we mnie-zamiast mowic do mnie to w wiekszosci krzyczala. Teraz jestem taka zahukana...kazda porazke przezywam dosc mocno.....

Dzieki za mile slowa.
Ale po czytaniu tego co pisze,to stwierdzam ze mam problemy psychologiczno-psychiczne...
...zaczynam je leczyc zbyt duzym objadaniem sie... no comment.
Odpowiedz
#21
Missy zdecydowanie potrzebujesz terapii..

Ja moja terapie rozpoczelam jeszcze w lutym, zanim zaczelismy starania i bardzo mi pomogla ze zrozumieniem tego wszystkiego, co dzialo sie dokola. Teraz calkiem inne rzeczy slysze, kiedy rozmawiam z mama, potrafiem tez zrozumiec, dlaczego pewne rzeczy mowi w taki a nie inny sposob.

Poszukaj dobrego terapeuty. Twojej duszy potrzebna jest terapia i gwarantuje Ci ze zaznasz troche spokoju, nauczysz sie reagowac na otaczajacy Cie swiat i Twoje zycie zmieni sie na lepsze.

Na takie problemy wyplakiwanie sie na forum moze niestety nie wystarczyc.

Bardzo przykre, ze Twoja rodzina reaguje tak a nie inaczej, ze trywializuja to co sie stalo, ale na to masz raczej niewielki wply, natomiast na sama siebie masz prawie calkowity.

Zycze Ci duzo, duzo sily i modle sie za Ciebie, abys to przetrwala
Odpowiedz
#22
Cieszę się, że nie wykasowano Twojego postu.
Jestem mamą 2 letniej Amelki. W kwietniu br poroniłam w 10 tc. (dziewczynka Lilianka). Wiele Twoich problemów Missy znajduję też u siebie.
Minęło pół roku a w myślach temat ciągle powraca.
Odpowiedz
#23
Witaj, też jestem mamą prawie trzyletniej córy...dla której chcieliśmy rodzeństwa...w lutym 6 tygodni Jaś, tydzień temu 18 tygodniowy Staś...W środę pogrzeb.
Pamiętaj, że masz promyczka... nie pocieszę, bo sama go potrzebuję...Ale...miejmy nadzieje...Może Tobie, może mi się jeszcze kiedyś uda...nie jesteś sama.
Dużo siły życzę.
Odpowiedz
#24
Dziękuję! Dziś znów dopadły mnie obawy... mam tyle problemów przyziemnych i wciąż powracają do mnie wspomnienia strat :-(
Jeszcze ostatnio byłam pozytywnie nastawiona do starań, teraz się boję troszkę :-(. Chcę bardzo się starać, ale znów czuję - że coś pechowego nade mną wisi... :-(. A naprawdę patrzałam przez różowe okulary... :-(

Nie mogę spać z mężem przez cholernie niewygodny nowy materac (taki nowy,że jest od roku czasu, jemu pasuje,mi nie)/
Od roku czasu nie dzielę sypialni z mężem.
Koczuje gdzieś w innych pokojach,nie mam swojego miejsca w sypialni.
Za dnia jest ok, jesteśmy kochającym się małżeńśtwem, ale jak dochodzi do spania na tym łożu, to mi się ryczeć chce....że mamy takie beznadziejne pożycie małżeńskie. Mówiłam mężowi, ze mi tylko zależy bym się dobrze wysypiała, i to koło jego boku, on kupił pierwszy lepszy materac z tych nowoczesnych, w sumie razem kupiliśmy, nie mogę leżeć na nim, bo cała odretwiała jestem... masakra....takie przyziemne problemy, a tak niszczą psychę :-(
Czuje się jak jakaś chora psychicznie, nienormalna, która nie tylko nie zasługuje dalej na szczęście, by powiększyć rodzinę, ale także na zdrowy sen koło męża nie zasługuje... ;-(((

Katasz, midnight, bardzo mi przykro z powodu Waszych strat.
Ja miałam być wyluzowana...w czasie starań...a już się boję, NIEPOTRZEBNIE, że może się powtórzyć historia...nawet jak sie uda zaciążyć, to będę się obawiać znów :-(. nie potrzebnie to robię, ale moje emocje nie chcą być stabilne w tym temacie, niestety...
Odpowiedz
#25
Trochę cię rozumiem z tymi obawami. My też niby jesteśmy zdecydowani na kolejne dziecko, ale powiem Ci szczerze emocjonalnie jest u mnie huśtawka. Raz sobie myślę, że już bym bardzo chciała, a następnego dnia pukam się w czoło i liczę ile obaw mi się pojawia. Poza tym w związku jakaś zima przyszła... I jak tu się zacząć starać o dziecko? Jak czasem zastanawiam się czy to małżeństwo ma w ogóle sens. Plany jedno a w życie psikusy i piaskiem w oczy.
Zawodowo do bani - marzę tylko o zmianie pracy. Mam wrażenie, że cała ta sytuacja właśnie przez nią. Dlatego zdecydowałam się na wychowawczy, żeby tam nie wracać. A czas spędzany w domu nie pomaga.
Jedyne co dobre w swoim życiu widzę to moja dwuletnia córka (wiem, że to dużo i wiele osób z forum chciałoby być na moim miejscu).
Mam wrażenie, że wszystko się sypie. Wszystko jest nie tak jak miało być.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości