Wczoraj byłaś, a dziś już Cię nie ma...
#26
Niestety odciąć się nie mogę, bo to najbliższa rodzina z którą spotykam się niemal codziennie. Najbardziej boli mnie to, że to osoba która dobrze mnie zna i wie, że mimo bardzo skomplikowanej sytuacji życiowej na pewno cieszyłam się z maleństwa! Mimo, że może nie skakałam z radości i nie unosiłam się nad ziemią.
Wybrałam wyjście na spacer, nie umiem mówić o tym spokojnie od razu głos mi się łamie i zalewam się łzami.. A co dopiero po tym co usłyszałam.. Bałam się, ze wpadnę w szał, bo cóż.. mam problem z panowaniem nad emocjami w ostatnim czasie, jeszcze się hamuje, ale wiem, że w końcu nie zdołam się powstrzymać..

Ja też brałam tabletki, dlatego ciążę wykluczałam od samego początku. Po zrobieniu testu nie dowierzałam. Pierwszy pytanie brzmiało : " Jakim cudem", ale gdy lekarz to potwierdził to jak trzęsienie ziemi było po prostu i cała masa przedziwnych uczuć naraz.. i fala miłości dla tej fasolki, którą nosiłam pod sercem..

Ja sama nigdy nikomu nie odważyłabym się powiedzieć czegoś takiego.. Nawet gdybym wiedziała, że z ciąży się nie cieszyli. To nigdy bym tak nie powiedziała!

Staram się dbać o siebie w miarę możliwości, ale jest bardzo ciężko.. zwłaszcza jak tacy ludzie są w okół mnie..
Naprawdę nie spodziewałam się, że mam takich ludzi w okół siebie.. to dla mnie dodatkowy szok..

Zastanawiałam się nad tym czy nie iść do szpitala i nie poprosić o dokumenty żeby zarejestrować maluszka.. Nie chce pogrzebu, bo tego bym chyba nie przeżyła.. ale chociaż dokument, że moje kochane maleństwo było..
Cały czas bije się z myślami i nie wiem..
Odpowiedz
#27
Dzisiaj dla mnie pierwszy test.
Przyjeżdża w odwiedziny rodzina, nie wiedzą o tym, że straciłam dzieciątko, bo nie wiedzieli nawet o ciąży..
Nie chciałam informować telefonicznie bo wiedziałam, że mniej więcej w marcu się zobaczymy i chciałam to zrobić osobiście, nie zdążyłam..
Waham się teraz.. nie wiem czy w ogóle cokolwiek mówić.. Do tej pory spotykałam się i rozmawiałam tylko z domownikami bądź z osobami z którymi sama chciałam rozmawiać..
Wiem jednak, że z pewnością zauważą, że coś jest nie tak.. z moją bladą jak kreda twarzą bardziej nadaję się do nawiedzonego domu niż gościny.

W środę miną 3 tygodnie jak Cię ze mną nie ma kruszynko.. z jednej strony wydaje mi się to jak wieczność, a z drugiej tak szybko minęło.. Jednak te trzy tygodnie bez Ciebie to zupełnie inny świat, którego nie poznaję i w którym zupełnie nie umiem się odnaleźć.. Sad
Dziś pierwszy raz po przebudzeniu nie sięgnęłam po kwas foliowy.. do tej pory to był odruch, którego nie umiałam się pozbyć..

Miłego dnia Aniołku, mama cały czas myśli o Tobie. :*


-------------------------------------------------------------------------------------------------
Dzisiaj był mój pierwszy dzień powrotu do rzeczywistości.. zwolnienie jeszcze mam, ale uczelnie wzywa nie ma zimuj. Było dziwnie.. trzy tygodnie temu mój Aniołeczek był jeszcze ze mną, a ja na nudnym wykładzie zastanawiałam się nad imieniem dla córeczki.. gdybym wtedy wiedziała..
Ciągłe pytanie dlaczego Cię tak długo nie było? Tylko dwie osoby z roku wiedziały o ciąży.. coś tam odburkiwałam.
Wyjście z domu jednak za wiele nie zmieniło.. myślami byłam gdzie indziej momentami musiałam powstrzymywać łzy.. ale dałam radę, możesz być dumna z mamy kruszynko. Dziwnie się czuje takie poczucie nierzeczywistości, niby idę ulicą, ale czuje się tak jakby ten świat na około mnie nie dotyczył.. Czy tak już będzie zawsze.. ? Jutro kolejna środa.. czyli dzień w którym załamał mi się świat nie znoszę śród..
Odpowiedz
#28
Miska ja po takim samym czasie musialam wrocic do szkoly. Do pracy na szczescie nie musze bo przysluguje mi caly urlop macierzynski. Ale ja mialam o tyle ciezej, ze wszyscy wiedzieli bo przeciez wielkiego brzucha nie chowalam do kieszeni. I ta ich wielka radosc "urodzilas juz? synka? nie masz brzuszka, Twoj Syn juz sie urodzil?" Tak urodzil ale jest w Niebie.. To bylo straszne.. Wiem wiec jak sie czulas i najgorsze, ze zawsze bedziemy czuc sie nieswojo bo nie ma z nami Naszego Calego Swiata, naszych dzieciatek. Tez mam tak jak Ty - ide ulica ale ten caly swiat jest obok, jakbym szla w innej rzeczywistosci. Powracam jednak od razu kiedy widze jak ludzie sie na mnie gapia, ze nie mam ani brzucha ani wozka. Co ze mnie za matka..? Straszne jest teraz nasze zycie, najgorszy horror nie jest w stanie tego pokazac..
Dzisiaj sroda. Tak samo znienawidzona przeze mnie wiec nawet nie da sie powiedziec "milego dnia".. Za to liczyc, ze to kolejny tydzien bez Naszych Skarbow.
Trzymaj sie Miska, jestem z Toba!
(*)(*) dla Naszych Aniolkow
Odpowiedz
#29
Sama nie wiem czy to dobrze czy źle, że już musiałam wrócić do szkoły.. z jednej strony pewnie dobrze, bo przecież i tak w końcu bym musiała, nie mogę reszty życia przesiedzieć w mieszkaniu. A z drugiej i tak się skupić nie mogę i przypominam sobie jak musiałam wyjść z wykładu, bo mdłości nie dały mi spokojnie posiedzieć..

Ja się cieszyłam, że za dużo osób nie wie - nie ukrywałam tego jakoś specjalnie, ale też nie wklejałam zdjęcia USG na fb.
Moja radość była trochę przedwczesna, bo okazało się, że mąż mojej kuzynki obdzwonił już znajomych z sensacją : " Miśka była w ciąży i poroniła" Spotkałam go dzisiaj chciałam coś powiedzieć, ale zabrakło mi słów.. a nie chciałam się rozryczeć. Stwierdziłam, że szkoda mojego gadania..
Dokładnie to samo czuje, spotykam ludzi, którzy wiedzieli o ciąży z niektórymi widziałam się pierwszy raz po stracie i czuje się okropnie ze świadomością, że maleństwo powinno być ze mną, że brzuszek powinien się zaokrąglać i powiększać, a on jest uparcie płaski..
Trzy tygodnie temu moje maleństwo jeszcze było ze mną.. od tej tragicznej chwili dzieliły mnie minuty..

Dziś w przerwie między wykładami rozmawiałyśmy z dziewczynami o przyszłości o tym co będzie jak skończymy studia o pracy.
Nie mogłam wydusić z siebie słowa, bo jeszcze nie tak dawno miałam zupełnie inne plany. Gdy dowiedziałam się o ciąży byłam przerażona, bo co ze studiami, studiuje na AM - czyli szpital, pacjenci, zarazki. Dodatkowo termin porodu miałam na koniec września. Wiedziałam, że nawet jeśli dokończę rok to od października na uczelnie nie wrócę. Zmieniłam więc moje plany, przemeblowałam życie, a los zakpił ze mnie tak okropnie, zabierając mi maleństwo. Teraz już nie wiem co mam robić dalej..

Monia ściskam Cię mocno w ten okropny dla nas dzień
Cieszę się, że Was tutaj mam, inaczej bym chyba zwariowała.

Liczę też uparcie liczę, w piątek zaczął by się 13 tydzień.. niestety przed piątkiem nastała środa.
Odpowiedz
#30
Kolejny dzien mija, mamy juz wiosne, za chwile swięta.. mialam sie cieszyć z rosnacego brzuszka i dzielić sie nowina z dalsza  rodzina. Mam wrażenie jakby to było jedno wielkie nieporozumienie. Ktoś proponuje mi alkohol, nie moge przecież jestem w ciąży, nie nie jestem.. powinnam być, ale już nie jestem, czy to jakis żart?! Jak mam żyć niby żyje oddycham, ale w ogóle tego niie czuje.. Tak strasznie za Toba tesknie maluszku..
Jutro ide do szpitala po dokumenty, chce Cie zarejestrować, może jak bede miała ten dokument to jakoś lepiej będzie mi funkcjonowac, mam nadzieje, że nie będą robić problemu.
Odpowiedz
#31
Miska trzymam kciuki zeby bylo po Twojej mysli. Ja modlilam sie do Wojtusia zeby prosil Boga aby mamusi udalo sie zalatwic tak jak mama tego potrzebuje, jak chce. I kiedy wszystko dzialo sie po mojemu to nagle po moich modlitwach wszystko sie udalo. Wiem, ze to Wojtus mnie wysluchal i wstawil sie za mna. Zycze Ci zeby bylo po Twojemu i mam nadzieje, ze troszke Ci to ulzy.
(*) Twojemu Aniolkowi
Odpowiedz
#32
Monia, jaki ten los jest śmieszny..
Nie dalej jak kilka godzin temu odpisywałam Ci na dziwne zachowanie Twojej przyjaciółki i tą jej ucieczkę z parku..
Ja przed chwilą przeżyłam coś podobnego..

Do mojego domu wpadł mąż kuzynki po klucze, które miał mu zostawić mój brat..
Jak mnie zobaczył z lekka się speszył.. zapytał tylko czy mogę sprawdzić czy są te klucze i mu je dać. Sprawdziłam nie było zadzwonił do brata on powiedział mu gdzie je zostawił wziął je i uciekł.. prawie sobie nogi połamał na schodach..
Kompletnie nic nie powiedział, ani " jak tam" " a Ty nie jesteś na uczelni" nic kompletnie nic. A normalnie by się zapytał znam go od dzieciaka dosłownie, bo wychowywaliśmy się na jednym podwórku.. zawsze coś powiedział zapytał, a teraz kompletnie nic..

Nie rozumiem.. gdybym nie wiem nawrzeszczała na nich, wyrzuciła z domu albo nie wiem zrobiła cokolwiek to bym zrozumiała to " wycofanie", ale tak? Tym bardziej, że w piątek zaraz po wyjściu ze szpitala widziałam się z nimi i rozmawiał ze mną normalnie.. a potem nagle nic zero. Nie rozumiem czy ja mam na czole wypisane " nie odzywaj się do mnie, bo się zarazisz i też stracisz dziecko" ?
Czuje się naprawdę źle...

Maleństwo moje kochane dlaczego musiałaś odejść? Wróć proszę do mnie, wtedy wszystko będzie jak dawniej.. Nie radzę sobie z tą rzeczywistością bez Ciebie..
Powiedź mi proszę co zrobiłam nie tak, że musiałaś odejść?
Dlaczego pozwolono mi się cieszyć z Twojego pojawienia a potem mi Ciebie zabrano?
Czy kiedyś znajdę odpowiedź na te pytania?
Odpowiedz
#33
Miśka, ściskam Cię mocno. Odpowiedzi na te pytania chyba na zawsze pozostaną nam nieznane, nie ma żadnego uzasadnienia dla tak fatalnych doświadczeń Sad Czasami jedynie możemy próbować nadać sens tym stratom. Nie każdy to potrafi, nie każdy musi, w sumie to nawet ochoty nie trzeba mieć. A co do tzw. "otoczenia" chcę żyć nadzieją, że po prostu nie wiedzą jak się zachować. Nie chcą zranić... Myślę, że każda z nas tego doświadczyła.
[*] dla Twojego Aniołka
Odpowiedz
#34
Miska tez mam takie wrazenie. To jakbysmy mialy napisane na czole "nie podchodz, nie odzywaj sie, zarazam, jestem tredowata" Tez zle sie z tym czuje, nie dosc ze zmagamy sie z tak ogromnym bolem po stracie Naszych Aniolkow to jeszcze otoczenie dorzuca swoje.. Ciezko z tym zyc. . A na Twoje pytania nie znam odpowiedzi, tak jak kazda z nas nie wiem po co, dlaczego.. Mysle, ze nigdy nie uzyskamy odpowiedzi. Zyje nadzieja i wiara, ze kiedy spotkam sie z Moim Wojtusiem w Niebie to On mi wszystko wyjasni, przytli i powie "Juz dobrze mamo, jestem z Toba i bardzo Cie kocham".. Mam nadzieje, ze spotka to kazda z nas.

fionix jak mamy nadac sens temu co sie stalo..? Nie ma w tym sensu, zadnego..
Odpowiedz
#35
MoniaN nie ma na to recepty, to n chodzi o to, że każda z nas musi. Nie musi... Ja próbowałam, jakiś czas wydawało mi się, że to, że moje dziecko, które umarło, zjawiło się na tym świecie "po coś", że przecież w moim życiu nie może wydarzyć się nic z czym Bóg zostawił mnie samą i bezradną. Teraz nie widzę sensu i pewnie już nie zobaczę. Jedyne co mnie pociesza to fakt, że jestem matką. Mam nadzieję, że każda z nas będzie matką ziemskiego Aniołka.
Miśka masz prawo do każdej reakcji. Otoczenie często nie będzie rozumiało co się z Tobą dzieje ale niech to Cię nie blokuje. Płacz, wkurzaj się do woli. Przecież to nie jest normalne, że tracimy swoje dzieci. Dziwne byłoby w tym kontekście żeby życie po stracie było "normalne".
Odpowiedz
#36
Wczoraj minął miesiąc jak na zawsze zostałam rozdzielona z moim maleństwem.. a ja czułam się jakbym przeżywała djvu. Miałam kontrolną wizytę u ginekologa, która zakończyła się przyjęciem do szpitala.. wyniki złe, powikłania. Miałam wrażenie, że śnie.. oczywiście ten sam szpitala, ta sama sala i nawet to samo łóżko. Nie wiem jak tu wytrzymam.. Na takim ginekologicznym oddziale powinien być zakaz odwiedzin albo odwiedziny poza salą naprawdę! Wchodzi jedna kobieta i tekst : o same młode mamusie. Nie! nie same mamusie, ja mam powikłania po poronieniu, a dziewczyna z łóżka obok właśnie roni.. Kolejny : tyle kobiet w ciąży na jednej sali muszę chyba biec po ogórki kiszone..
Na Boga ludzie! Moglibyście się czasem zastanowić.. albo nie odzywać się wcale. Ja wiem, że o nieprzyjemnych rzeczach się nie myśli, ale to lepiej nie odzywać się wcale!
Dziewczyna, która roni zwija się z bólów i płaczę, a młoda siksa z łóżka obok zamiast wyjść i porozmawiać z rodziną na korytarzu to wszystkich przywołuje do sali, a sekundę wcześniej narzekała, ze nie ma co robić ma dość łóżka i leżenia no to idź dziewczyno na ten korytarz! Albo się czepiam i zrobiłam się nadwrażliwa albo nie wiem..

Ja już się nie wypowiadam na temat ludzi.. jestem znowu w szpitalu i nikt o tym nie wie.. ale wiadomo jak jest takie rzeczy zawsze wychodzą, czekam tylko na pretensje : " Dlaczego nic nie powiedziałaś" a komu miałam powiedzieć jak od miesiąca się nie zainteresowałeś tylko uciekałeś w popłochu na mój widok.
Wiem, że nie powinnam się przejmować tym, ale to naprawdę baaardzo boli. Potrafiłeś się ze mną śmiać i wygłupiać, ale płakać już nie chcesz..
Nawet na tym oddziale dziwnie się czuje.. bo ja to przeszłam mam ten straszny moment za sobą i dziwnie się czuje na ginekologii nie będąc w ciąży - niby wiem, że tutaj nie tylko z ciążą, ale mimo to..
Mam problem z tymi emocjami - widząc jak innych męczą/ krępują moje emocje zaczynam je ukrywać i udaje, że jest " ok".
A przecież wcale nie jest i sama nie wiem dlaczego to ukrywam, bo dużo lepiej mi jak się wyryczę.

Ostatnio byłam na cmentarzu, moja kruszynka nie ma swojego miejsca, ale moja koleżanka straciła dwoje swoich dzieci. Jedno urodziło się zdrowe zmarło po kilku miesiącach, drugie przedwczesny poród żyło tydzień. Dopiero tam pozwoliłam sobie na płacz. Może to dziwne, ale stałam nad grobem tych małych istotek ryczałam i mówiłam do nich i do mojego maleństwa. Miałam w nosie ludzi idących i dziwnie spoglądających. Po prostu tego potrzebowałam. Było mi potem lżej, sporo lżej..

A teraz taka moja prywatna refleksja. Dziewczyny doceniajcie swoich mężczyzn : mężów, narzeczonych, chłopaków - nawet jeśli wydaje się Wam albo sądzicie, że oni nie przeżywają, nie okazują tego, nie chcą o tym rozmawiać, bo nawet nie zdajecie sobie sprawy jakie wielkie to dla Was wsparcie, sama świadomość, że on jest, to coś naprawdę meeeega ogromnego..
Ja ze swoim chłopakiem rozstałam się zanim dowiedziałam się o ciąży. Gdy informowałam go o poronieniu był ponad tysiąc kilometrów ode mnie i nie było możliwości żeby przyjechał..
Zostałam z tym zupełnie sama.. Rodzice, przyjaciółki, znajomi to nic.. Wsparcie albo nawet sama obecność partnera, drugiego rodzica to coś niewyobrażalnego. Coś czego nic nie jest w stanie zastąpić.
Leże tutaj i patrze z jaką troską mężczyźni opiekują się swoimi kobietami.. niektórzy nic nie mówią tylko siedzą przy łóżku i trzymają za rękę, mi tego ogromnie brakuje.
A mój EX zachował się tak jak większość moich bliskich - oczywiście dzwonił i pytał jak się czuje zaraz po tym jak poroniłam. A teraz jest cisza, któraś z Was powie przecież się rozstaliście - owszem, ale zanim dowiedział się o ciąży pomimo tego, że się rozstaliśmy to pisał do mnie regularnie, przynajmniej raz w tygodniu się odzywał - pomimo tego, że ignorowałam te wiadomości, a teraz nie odzywa się wcale. Za duża jestem żeby wierzyć w przypadki.
A szczerze powiem, że bardzo potrzebuje takiej rozmowy z nim z ojcem mojego dziecka albo chociaż zwykłego przytulenia i powiedzenia. Zrobiłaś co mogłaś, to nie Twoja wina.

Mnie w jako takiej równowadze trzyma chyba tylko nadzieja i wiara w to, że kiedyś spotkam się z moim maleństwiem i wtedy wszystkie te odpowiedzi przestaną mieć znaczenie..

Kocham Cię kruszynko gdziekolwiek jesteś! :*


"Mijają tygodnie, jednego dnia jest lepiej, innego gorzej,
jakoś się plecie, nie najlepiej, ale jakoś.
Tylko niczego się nie da zapomnieć.
Po prostu nie da."
Odpowiedz
#37
Miśka w tym momencie nie potrafię Ci nic napisać ale przytulam bardzo,bardzo mocno
Odpowiedz
#38
Miska nie wiele moge ale jestem z Toba - pamietaj. Sciskam..
Odpowiedz
#39
Dzięki dziewczyny, oczywiście cieszę się, że jesteście, ale przykro mi, że tak naprawdę obce osoby są mi bliższe niż moja rodzina i znajomi.
Facebook.. cudowny portal chyba muszę go usunąć.. Widzę jak moim znajomi się świetnie bawią byli na imprezie na potęgę dodają zdjęcia, szkoda, że nawet nikt nie napisał i nie zapytał czy nie pójdę z nimi.. i co z tego, że jestem w szpitalu, a nawet gdybym nie była to i tak bym nie poszła, ale chodzi o sam fakt. Straciłam dziecko to prawda, ale życie toczy się dalej i powinnam chociaż próbować żyć, bo jak zamknę się w domu to będzie jeszcze gorzej - przynajmniej tak twierdzi psycholog.. nie mam się zmuszać, ale chociaż próbować.. ale jak mam próbować, gdy otoczenie mnie odsuwa i tym samym sprawia, że ja też się odsuwam.

Przykro mi dodatkowo dlatego, bo niektóre osoby to ludzie, których kiedyś ja sama wyciągałam z domu i wciągnęłam do swoich znajomych żeby nie siedzieli sami żeby wyszli, a teraz " przejęli" moją paczkę i super się bawią..

Może to i dobrze, przecież ja w życiu i w ludziach szukam wartości, a jeśli dla kogoś głównym celem jest zabawa i śmiech, a nie można na niego liczyć w podbramkowej sytuacji to nie jest nam po drodze. Dość długo byłam ślepa wychodzi na to.. całe szczęście, że Ty kruszynko pojawiłaś się w moim życiu i, że przejrzałam na oczy..
Teraz z większą rozwagą będę dobierać sobie towarzystwo.. Przede wszystkim jakość.
Mimo wszystko jakoś przykro, a przecież nie powinno. Cóż taka jestem naiwna i głupia..

Moja Maleństwo Kochane, gdzie jesteś? Mama tęskni, bardzo tęskni! Pomóż mi tu żyć, przyjdź do mnie i powiedź, że będzie dobrze, przytul chociaż we śnie..
Odpowiedz
#40
Witaj Miśka.Przeczytałam Twój pierwszy post na temat twojej straty... Tak bardzo mi przykro. Wiem,jaki czujesz żal... :-(
Ja poroniłam dwa razy. Właśnie pierwsze poronienie było też w 9 tc. Na usg wyszło,że dziecka rozwój stanął na 6 tc ... :-( Miałam ostre krwawienie, w szpitalu był zabieg. Strasznie wtedy też źle się czułam psychicznie....długo do siebie dochodziłam. Tobie życzę dużo siły i spokojnego przeżycia żałoby. Ja to miałam trochę odpały... Undecided//. Robiłam złośliwości ludziom najbliższym...po prostu z żalu...wyżywałam się...chciałam zaznaczyć swoją osobę... głupie. Szkoda,że do psychogoga nie poszłam. Ty dobrze robisz, że korzystasz z porad psychologicznych. Na pewno pozwoli Ci się wyciszyć. Ja to miałam straszny nieład w głowie i niestety najbliższym ludziom się dostawało,bo wyrzucałam im te moje stresy...pośrednio albo bezpośrednio :-(
To było kilka dobrych lat temu...
...niedawno 13 marca, w piątek, drugie poronienie..tym razem 6tc (wiek dziecka na 4-5tc). Mam ogromny smutek i żal - ale czuję się silniejsza psychicznie niż wtedy,kilka lat temu...gotowa na nowe starania

Miska - jeżeli chodzi o przyjaciół,kontakt z ludźmi...ja stałam się bardziej outsiderką-i dobrze mi z tym, w sumie już psychicznie też dojrzałam. Nie muszę być taka jak Oni-własnie wtedy po pierwszym poronieniu, na siłę chciałam z siebie robić jakąś silną, pewną siebie kobietę. Dostosować się do ludzi obok. Być barwną postacią, być silna. A byłam w środku porozbijana psychicznie. Mi teraz aktualnie wystarcza mój mąż,moja rodzina, mój synek przedszkolak. Oczywiście wyjścia z domu też są potrzebne- ale brakuje mi wyjść właśnie z najbliższymi osobami, z najbliższa osobą-mężem, która jako jedyna wie o tym,przez co ostatnio przechodziłam.Aktualnie nie mam ochoty na częste spotykanie się z ludźmi, gadanie z nimi, spoglądanie - ile to oni dzieci mają. Męczy mnie to trochę. No ale nie jestem w tym złośliwa. Skupiamy się z mężem na sobie. Wiadomo,że ludzie na facebookach chwalą się swoim szczęściem,zabawami itp itd. Dobrze piszesz, warto dobierać ludzi pod względem "jakości", a nie "ilości" :-).

Przytul swojego Aniołka we śnie...
Odpowiedz
#41
Kolejna środa czyli mój znienawidzony dzień.. jeszcze kilka tygodni temu o tej porze moje maleństwo było ze mną i nic nie zwiastowało tego co miało nastąpić kilka godzin później.. Mam wrażenie, że ze mną jest coraz gorzej.. Chociaż pozornie jest lepiej. Nie leże już w łóżku wróciłam na uczelnie, rozmawiam z ludźmi, a w środku wrzeszczę i mam dość.. do tego mój niedołężny organizm najpierw nie poradził sobie z ciążą i teraz nadal nie umie dojść do siebie po ciąży. Ciągle milion komplikacji..
Mam dość.. w piątek zaczął by się 15 tydzień, pewnie powoli byłoby już widać brzuszek.. niestety już go widać nie będzie..
Dobija mnie to, że nawet tak naprawdę nie mam z kim o tym pogadać.. Koleżanka, która bardzo mnie wspiera też jest w ciąży, więc zbytnio nie chce jej obciążać tematami straty. Na szczęście już za nią największe ryzyko poronienia bo to końcówka 5 miesiąca, ale jak widać tutaj u nas tragedia może się wydarzyć nawet na tydzień przed końcem ciąży.
Cieszę się, że zdecydowałam się na psychologa, długo się wahałam ale ostatecznie doszłam do wniosku, że co mi szkodzi i to chyba moja jedyna dobra decyzja w ostatnim czasie.

Kocham Cię Kruszynko :*
Odpowiedz
#42
Zupełnie inaczej miały wyglądać te święta..
Mój brzuszek miał się zaokrąglać byłby 15 tydzień.. Miałam bezkarnie podjadać wszystko na co tylko miałabym ochotę i nikt nie mógłby mnie przegonić, bo przecież ciężarnej się nie odmawia.. dziś miałam już ostatnią część rodziny informować o dzidziusiu.
Miałam ubrać kupioną wcześniej sukienkę, bo podejrzewałam, że moje ciuchy będą już odrobinę za ciasne i nie mogłam się powstrzymać jak ją zobaczyłam ( nosze raczej dopasowane ubrania.. ). Mieliśmy się śmiać i cieszyć i wyobrażać sobie jak to będzie za rok już z maleństwem. Boże Narodzenia miało już być z moim dzieckiem. Tak miało być.. a jak jest?

Siedzę czekam na rodzinę i siłą powstrzymuje łzy.. brzuch jeszcze nigdy był aż tak płaski.. nie wiem jak przeżyje ten dzień..
Co mam mówić? Staram się udawać, ale nie da się ukryć 10 kg mniej, zmęczonej i bladej twarzy..

Kocham Cię dzieciątko :* Pilnuj dzisiaj mamy, bo bez Ciebie nie dam sobie rady.
Odpowiedz
#43
Kolejna znienawidzona środa, kolejny tydzień bez Ciebie, a przecież powinnam odliczać kolejny tydzień z Tobą..
Nie umiem wziąć się w garść i wrócić do swoich obowiązków. Niby chodzę na uczelnie, ale jestem tylko ciałem, moje myśli krążą gdzieś indziej..
Dzwoniła szefowa pyta o powrót do pracy.. wszyscy już zapomnieli, przeszli nad tym do porządku dziennego..
A ja pamiętam każdy dzień.. Każdą wizytę u lekarza, na jednej dowiedziałam się, że jesteś, na drugiej, że wszystko w porządku tylko cukier delikatnie podwyższony, na kolejnej dostałam Twój pierwszy dokument kartę ciąży. A na kolejnej dowiedziałam się, że Cię straciłam..
Nie umiem żyć, nie chce żyć tutaj bez Ciebie. Tylko Ciebie tak naprawdę miałam. Wiem, że pisząc tak krzywdzę tych którzy jednak są.. ale ja nie chce ich tylko Ciebie.

Kocham i tęsknie.
Mój Aniołku [*]
Odpowiedz
#44
Miśka, nawet nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo chciałabym Cię przytulić teraz. Widzę, że podobnie jak ja nie bardzo masz z kim porozmawiać o swojej stracie... To bardzo przykre...
Odpowiedz
#45
Miska myslalam dzisiaj o Tobie i wlasnie mialam napisac jak u Ciebie.. Ale czytam, ze nie jest najlepiej i bardzo mi przykro. Pamietaj, ze jestem caly czas z Toba i jesli bedziesz potrzebowala rozmowy to zawsze mozesz na mnie liczyc. Przytulam Cie bardzo mocno i sle swiatelka dla Twojego Anioleczka (*)(*)
Odpowiedz
#46
Dziękuje dziewczyny :*

Co by się nie działo wiem, że wchodząc tutaj spotkam się ze zrozumieniem i wsparciem. Bo w moim otoczeniu już na nie, nie liczę. Coraz częściej czuje, że potrzebuje rozmowy z moim byłym, a jednocześnie z ojcem mojego maleństwo, ale on się raczej do tego nie rwie. Oczywiście po wyjściu ze szpitala dzwonił i pytał jak się czuje, a teraz jest cisza. A ja tak bardzo potrzebuje żeby z nim porozmawiać.. To było by dla mnie jak zamknięcie pewnego rozdziału, bo teraz czuje, ze furtka jest nadal niedomknięta. Niestety on uparcie milczy, boje się konfrontacji z nim za kilka miesięcy.. Nie wiem jak wtedy będę się czuła, boje się też, że wtedy mój żal do niego urośnie do takiej rangi, że będę to w sobie już zawsze pielęgnować, a ja bym nie chciała aby cokolwiek związanego z moim maleństwem wywoływała u mnie negatywne emocje i uczucia.
A jego spotkam prędzej czy później. Moja kuzynka przez ślub dorobiła się pokaźnej liczby kuzynów i on to jeden z nich.
Nie powinno się pakować w takie związki dziewczyny mówię wam, bo potem nie można się z tego wyplątać, zawsze gdzieś tam on się przewija jakakolwiek uroczystość rodzinna z tej strony rodziny z nim..
Tęsknie za moim maleństwem czasami bezwiednie przykładam rękę do brzucha i zastanawiam się jakby to było gdybym nie straciła mojego maleństwa.. co bym robiła jakby to wszystko wyglądało czy już bym coś kupowała, jak bym się czuła. Nigdy go nie poznałam, a tęsknie strasznie!!
Zastanawiam się jakie miało by oczy, do kogo było by bardziej podobne jakie by miało włoski, czy wdało by się w mamę i nie płakało czy może wręcz przeciwnie codziennie urządzałoby koncerty.. czuje, że to była dziewczynka od początku tak czułam.
Płakać mi się chce, że nigdy się tego wszystkiego nie dowiem, że nigdy nie będzie mi dane wziąć jej w ramiona, że nigdy nie usłyszę od niej słowa mama.
Ostatnio głośno mówi się o tych 12 tysiącach macierzyńskiego, jak to usłyszałam pomyślałam, że ja się nie załapię, bo urodzę we wrześniu. A potem spadła na mnie ta świadomość, że przecież nie urodzę wcale, że to już za mną.. Czasami mam wrażenie, że gubię się w tej rzeczywistości. Przecież racjonalnie wiem, że straciłam dziecko, że nie jestem w ciąży i mojego dziecka nie będzie. A mimo to czasami jakoś bezwiednie myślę o sobie jak o kobiecie w ciąży i dopiero po chwili uderza we mnie ta świadomość, że jednak nie.. Chyba zaczyna mi się mieszać w głowie..
Odpowiedz
#47
Miśka nie miesza Ci się. Moim zdaniem to pokazuje jak trudny i długi jest proces przyjmowania śmierci dziecka do świadomości. Pamiętam, że pierwsze trzy rocznice śmierci mojego syna przeżywałam jakby właśnie teraz stawało się najgorsze, rozstanie, pożegnanie. Dopiero czwarta była inna, równie smutna, ale bardziej oparta na wspomnieniu tego, co było. Prawdziwa rocznica, a nie ciągle trauma. A Twoja strata jest przecież jeszcze jak świeża rana.
Dla Maleństwa [']
Nie myślałaś o nadaniu imienia, skoro czujesz, że to była córeczka?
Odpowiedz
#48
Haniu myślałam, nawet byłam już w drodze do szpitala, ale ostatecznie nie dotarłam. Zastanawiam się czy szpital nie będzie robił problemu, bo nie miałam robionych badań. Płeć to moje czyste przeczucia, a czytałam, że w takich wypadkach odmawiają wydania dokumentu.
Odpowiedz
#49
Mogą odmówić i w świetle ostatnich uregulowań prawnych jest tak co raz częściej. Ale nawet jeżeli odmówią, to możesz nadać imię sama. Ja tak zrobiłam wobec moich dzieci straconych w pierwszym trymestrze. Kupiłam figurki chłopca i dziewczynki i patrząc na ich buzie wymyśliłam imiona Zosia i Paweł. Mąż zaakceptował.
Odpowiedz
#50
Dziękuje Haniu, zastanowię się na tym chociaż najpierw spróbuje odebrać dokumenty ze szpitala. Ja sama za wszystko decyduje, bo mój były.. no cóż on raczej ma to gdzieś...

----------------------------------------

Jestem zła, czuje się zła. Dziś miałam okropny dzień. Rano zaspałam o 8 zaczynałam zajęcia, a o 7.45 się obudziłam. Nie miałam totalnie ochoty aby zwlec się z łóżka, ale jakieś wrodzone poczucie obowiązku nakazało mi się ruszyć, cały ten dzień był jakiś taki nie dobry. A ja dopiero wieczorem uświadomiłam sobie, że dziś kolejna środa.. nie wiedziałam jaki dziś dzień. Dziś 7 tydzień bez mojego maleństwa, a prawie to przeoczyłam.. Nie wiem jak mogłam. Czuje się źle i każdy dzień jest tak samo nijaki, a ja każdego dnia żałuje, że już nie jestem w ciąży, że mój brzuszek nie rośnie tak jak powinien. Siedzę na uczelni i myślę, że powinnam mieć już teraz widoczny brzuszek, a jego nie ma. Wykładowca wtrąca luźną dygresje na temat macierzyństwa, którą kwituje słowami : sami zobaczycie jak będziecie rodzicami. Hallo ja już jestem mamą, ale moje maleństwo przyszło na świat za wcześnie żebym mogła poczuć tą praktyczną stronę macierzyństwa.
Dziś myślałam, ze zwariuje musiałam iść na dziecięcą część mojego szpitala. A tam mamy ze swoimi maluszkami.. Tatusiowie z nosidełkami i jak to zwykle bywa przyplątał się mały brzdąc któremu spodobał się mój fartuch, co jak później się okazało było nie prawdą, bo małemu podobał się mój kolorowy identyfikator na fartuchu.. o mało się nie poryczałam, że ja nie podejdę taka uśmiechnięta jak tamta kobieta do swojego maleństwa besztając żeby nie przeszkadzało..
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 3 gości