Wczoraj byłaś, a dziś już Cię nie ma...
Miśko, kamień z serca, że jesteś! Sama się ocknęłaś, czy ktoś Cię znalazł? Czasem chyba lepiej zasłabnąć na ulicy, niż żeby się coś stało w pustym mieszkaniu. Dbaj o siebie.

Co myślisz koncepcji Larwy? Dałabyś radę się nie rozpłakać? Mam nadzieję, że tak, bo pisałaś, że tej plotkary wręcz nienawidzisz. Gniew mógłby dodać Ci sił.

Jesteś bardzo dzielna, że zmagasz się już tyle czasu z tak trudną rzeczywistością. Nie poddawaj się, Miśko.
Odpowiedz
Monia, biorę już stertę witamin, ze szpitala wyszłam z całą litanią, po poronieniu straciłam ponad 10 kg, w międzyczasie nadrobiłam około 3 i teraz dosłownie w przeciągu kilu dni straciłam kolejne 5.

Tak, ocknęłam się sama, ale dłuższą chwile byłam nieprzytomna. Zdarzyło mi się już zemdleć, ale przytomność straciłam pierwszy raz. Przyznam, że naprawdę się przestraszyłam.

Larwa, w zasadzie wątpię żeby jeszcze ktokolwiek odważył się mnie tak zapytać, plotka krąży już od jakiegoś czasu, a ta dziewczyna była jedyną osobą która mnie zapytała.
W gruncie rzeczy plotkę rozpuścił ktoś inny, bo ona to można powiedzieć tylko ciekawska i trochę bezmyślna osoba.

Z emocjami u mnie ciężko, więc obawiałabym się, że mogę się rozpłakać. Ostatnio odwiedziłam koleżankę, która urodziła dziecko - zostałam mamą chrzestną maleństwa, więc wizyta była nieunikniona w każdym razie myślałam, że jestem silna, starałam się, ale i tak się rozpłakałam na myśl, że moje się już nie urodzi.

Jestem w ogromnym szoku, bo osoba która to rozpuściła to jedna z najbliższych mi do niedawna. Ona była ze mną w szpitalu!! Myślałam, że naprawdę to ktoś kto będzie zawsze i mogę na niego liczyć. To praktycznie rodzina..
Oczywiście nie mam żadnych dowodów, ale to jedyna osoba, która mogła to zrobić, bo tak jak pisałam wcześniej, poza garstką sprawdzonych osób ja o ciąży nikomu nie mówiłam. A tylko ta z osób którym powiedziałam miała kontakt z tymi osobami, które teraz o tym plotkują, ale dowodów nie mam. Brak mi słów, bo można powiedzieć, że ja byłam na prawie każde zawołanie pomagałam jak mogłam..

Oczywiście boli mnie to, że ludzie myślą, że mogłam zabić moje dziecko. Musiałabym być naprawdę bezwzględną.. chociażby dlatego, że wiedziałam jak mama mojego EX pragnie wnuka. A ja najpierw pozwoliłabym jej się cieszyć, a potem... w głowie mi się to nie mieści, ale okolicznością obciążającą jest to, że nie chciałam być z ojcem dziecka tzn chciałam zobaczyć jak to się poukłada , po drugie studiuje na uczelni medycznej, medycyna nie jest mi obca, więc to automatycznie oznacza, że mogłam pozbyć się dziecka. Nie wiem co mam z tym robić czy cokolwiek robić.

Najchętniej to by się spakowała i stąd uciekała..

Dziękuje Wam za wsparcie i obecność chociaż tą wirtualną, ale skoro nie mogę liczyć na ludzi z "reala" to pozostaje internet.
Odpowiedz
Miśka, ludzi są okrutni... Dbaj o siebie.
Jak studiujesz na medycznej to sama wiesz najlepiej co jest wskazane. W sumie nie wiem czy to ma jakikolwiek sens bo sama skończyłam medyczną i w sumie w niczym to nie pomogło.

Mam nadzieję, że osobę która rozpuszcza tak podłe plotki dopadnie kara...
Odpowiedz
Miska, nie potrafie nic Ci mądrego napisać bo sama nie znalazlam sposobu na złych i podlych ludzi. Jestem przerażona tym jak bardzo "bliscy" potrafią ranić. Przytulam Cie tylko z daleka..
Odpowiedz
Niestety są teraz w to wierze, zawsze mówiłam, że człowiek nie jest z gruntu zły, ale pewne wydarzenia w jego życiu sprawiły, że taki się stał, zawsze staram się w ludziach szukać tych dobrych cech.. teraz wątpię w wyznawaną przeze mnie filozofie.

M. to mąż mojej kuzynki i jednocześnie ojciec mojej chrześniaczki.. Zachowanie mojej kuzynki tez pozostawia wiele do życzenia, ale bez sensu nawet o tym pisać.. Nie rozumiem, bo pomagałam im jak mogłam jak się dziecko rodziło, jak mieli ciężki okres i bez przerwy się kłócili, jak trzeba było zająć się małą ( można powiedzieć, że byłam niezawodną nianią na telefon). Zawsze byłam, bez względu na to co się działo. A oni po poronieniu przestali się odzywać, potem mieli wielkie pretensje, że się nie odzywałam, a teraz dowiedziałam się o tej plotce.. dodatkowo utrudniają mi kontakt z chrześniaczką. A mała na mój widok po prostu się trzęsie.. i oni doskonale wiedzą jak bardzo zżyta była/ jest ze mną..
Nie wiem czym zasłużyłam na takie zachowanie..

Może tym, że nie dążę do zgody? Tym, że totalnie odcięłam ich o informacji o sobie, nikomu nic nie mówię nie zamieszczam żadnych informacji na facebook-u. Nigdy nie byłam wielką fanką tego portalu czasami coś zamieściłam, ale teraz totalnie nic. Może myśleli, że to się rozejdzie po kościach jak zwykle? Ja nie jestem człowiekiem, który długo trzyma urazę. Nie lubię się kłócić, wole się pogodzić, wyjaśnić. Jestem raczej ugodowa, żeby nie powiedzieć potulna. Jednak tym razem zadra weszła mi tak głęboko, że po prostu nie jestem w stanie z nimi normalnie rozmawiać. Patrze na nich i widzę osoby, które mnie zostawiły samą, gdy najbardziej tego potrzebowałam.. które śmiały mieć pretensje do mnie o moje zachowanie, swojego oczywiście nie widząc.. o to, że od nich usłyszałam, że " lepiej, że tak się stało, nie musisz oglądać EX " - jak tak można powiedzieć, co dziecko było winne!
A tak się cieszyli na narodziny maleństwa!!

Fionix znasz to powiedzenie : "Szewc bez butów chodzi " Niby wiem, ale jak tą wiedzę mam odnieść do siebie to tak jakby wszystko mi się w głowie miesza i nie umiem racjonalnie myśleć. W ciąży niby też wiedziałam, ale tak ja mówisz w niczym mi ta wiedza nie pomogła. Może jedynie tyle, że nie czułam się tak wyobcowana w szpitalu..

W pierwszej chwili czułam taką ogromną złość, nienawiść i życzyłam jak najgorzej. Teraz nadal to boli, emocję są, ale już inne niż te na początku i nie życzę już takiego zła w czystej postaci. Po prostu chce wierzyć, że jest jakaś sprawiedliwość na tym świecie i, że na końcu zostaniemy dokładnie rozliczeni. Wierzę w karmę i w to, że to co dajemy do nas wraca. Wcześniej czy później, ale jednak. Dlatego sama przynajmniej świadomie staram się nie czynić zła, a jeżeli już mi się tak zdarzy to usiłuje to naprawić.

Nadal chyba mnie szok trzyma po tym jak okazało się jak bardzo złudny i fałszywy jest mój świat.. Musze go zbudować od początku sama.

unbeldi1980
Usłyszałam kiedyś takie powiedzenie : "Boże chroń mnie od przyjaciół, z wrogami sam sobie poradzę" - nawet nie wiedziałam jak wiele prawdy jest w tym powiedzeniu
Odpowiedz
Tak Miśka, Napoleon Bonaparte wiedział co mówił Wink Ja tez bylam nianią, pocieszycielka, asystentką, przyjaciółką.... Kiedy przestalam być potrzebna wyladowalam na bocznym torze a po poronieniu uslyszalam "Zadzwon jak będziesz w Warszawie"... Hmmm... Jakiś dziwnie nie czulam potrzeby żeby zadzwonić. W miejsce straconych "przyjaźni" pojawiły się nowe znajomości - inne, smutniejsze ale pełniejsze. Dziewczyny z forum wiedza o mnie więcej i rozumieją lepiej niż "przyjaciolki" ze starego życia sprzed straty. Rozmawiając z nimi mogę się rozplakac a one zaplaczą ze mną a nie szybko skończą rozmowę. Nie chciałam takiej "wymiany" ale doceniam ze takie osoby pojawiły się w moim życiu po śmierci dzieci.
Dzięki Dziewuszki ze jesteście.....
Odpowiedz
unbeldi1980, Nawet nie wiedziałam, że to powiedzenie Napoleona Bonaparte. Przebolałam te " przyjaciółki " bo moje poronienie je przerosło i przestały się odzywać, ale to moja kuzynka i jej mąż z którym znam się od 15 lat? To naprawdę boli od każdego się tego spodziewałam, ale nie od nich.. i chyba dlatego jeszcze bardziej boli, bo z tej strony nie spodziewałam się ciosu.

Powoli wypełniam te puste miejsca w okół siebie, ale z większą rozwagą. To są już relacja oparte na czymś zupełnie innym, bo ja jestem zupełnie inna. Moje życie jest już podzielona na przed i po. Takie wydarzenie zmienia, bardzo zmienia. Nie wiem jak będzie wyglądało moje życie za rok, dwa. Gdzie będę i kto będzie przy mnie. Bo nauczyłam się już, że nic nie jest dane na zawsze, że w każdej chwili wszystko może się zmienić.

----------------------------
Dzieciątko moje kochane, w piątek wybiłby nam 33tc. już tylko 7 tygodni zostało by nam do porodu. Pewnie już bym się powoli zaczynała stresować porodem i tym co mnie czeka, ale z drugiej strony pewnie już bym się niecierpliwiła. Niestety przed piątkiem wybiła środa, która nas rozdzieliła. Kocham Cię mocno i tęsknie z dnia na dzień coraz bardziej.
Odpowiedz
Miśko, Twoje zaufanie do ludzi zostało drastycznie podkopane przez ohydne plotki. Ale nie wszyscy są podli. Nie zrażaj się do wszelkich przyjaciół w realu. Np. rodzice Twojej chrześniaczki. Nie znam pobudek ich zachowania, ale być może starają się nie dopuścić do Waszych z nią kontktów, żeby nie powiększać Twojego bólu. W końcu działają po omacku. Powiedz im, Miśko, co byłoby dla Ciebie najlepsze. A że robili awanturę, że się nie odzywasz - wyobrażam sobie, że mogli się o Ciebie martwić, denerwować. To taka ludzka reakcja - najpierw kogoś zamordować za to, że się o niego bało, a dopiero potem przytulić i powiedzieć, jak się człowiek cieszy, że ten drugi żyje.
Odpowiedz
Agn68 Ja chyba zamieszałam jak napisałam to wszystko powyżej, mąż mojej kuzynki, a jednocześnie tata mojej chrześniaczki jest osobą od której wyszła ta okropna plotka.. Dlaczego pojęcia nie mam.. Jego zdaniem fakt, że nie chciałam być z ojcem dziecka, a jednocześnie jego kuzynem ( i to nie do końca było tak, bo to dużo bardziej skomplikowane, a on historie doskonale zna) jest wystarczającym powodem do tego, że mogłam usunąć ciążę... a przecież czemu jest dziecko winne!! Poza tym gdybym faktycznie chciała ją usunąć to na Boga nie powiedziałabym nikomu o ciąży.. Oczywiście nie mam na to dowodu, ale on jest jedyną osobą od której mogło to wyjść. A przecież był ze mną w szpitalu! Poza tym czy udałoby mi się oszukać 3 lekarzy którzy mnie badali? A do kuzynki mam ogromny żal, bo mam świadomość, że sama się nie odzywałam, ale ja żyłam jakby w jakiejś próżni, leżałam i wpatrywałam się w sufit nic do mnie nie docierało nie jadałam, ledwie spałam.. ale ona od momentu jak wyszłam ze szpitala nawet nie spróbowała, nie zadzwoniła nic.. olała mnie totalnie, a jej teściowe mieszkają klatkę obok mnie i regularnie tam bywała.. więc naprawdę nie umiem zrozumieć ich zachowania, bo o ile rozumiem, że nie wiedziała co powiedzieć, jak się zachować to nie rozumiem, że tak totalnie odpuściła.. A jeśli chodzi o chrześniaczkę to w czerwcu byłam na jej urodzinach, Mała nie odstępowała mnie na krok, nawet tortu nie pozwoliła mi zjeść.. Nasze kontakty są teraz oziębłe więc gdy ich spotkałam na ulicy kilka tygodni później zapytałam czy mieli by coś przeciwko gdyby zabrała gdzieś Małą co ważne podałam konkretny dzień i zapytałam czy nie mają planów, powiedzieli, że nie, mogę ją zabrać, a gdy próbowałam się z nimi skontaktować to telefon był głuchy i oczywiście mi się nie udało..


Staram się zachować rozsądek i nie myśleć, że każdy jest taki.. ale to jest silniejsze ode mnie.. Bardzo dużo kosztowało mnie to jak dowiedziałam się o tej plotce.. i z kolejną krzywdzącą rewelacją na swój temat sobie nie poradzę.
A może faktycznie jestem winna, nie potrafiłam uchronić mojego dziecka.. nie wiem już sama.
Odpowiedz
Miśka, nie jesteś winna i nie pozwól żeby ludzkie języki sprawiły że będziesz w ten sposób myśleć. Chciałabym Cię przytulić, razem z Tobą zapłakać ale mogę to zrobić tylko na odległość Sad
Odpowiedz
Rzeczywiście nie zrozumiałam wcześniej zupełnie, kto jest tą osobą podejrzaną o rozsianie plotek.
Miśko, Twoje poczucie winy jest objawem żałoby po stracie dziecka. Nie mogłaś zrobić więccej niż zrobiłaś.
Odpowiedz
Środa już dwudziesta czwarta bez mojego maleństwa, nawet nie muszę patrzeć w kalendarz po prostu czuje i wiem co to za dzień.
Czy jeszcze kiedyś poczuje się dobrze, tęsknie strasznie.
Wczoraj spotkałam się z dziewczyną, która tak samo jak ja poroniła, pierwszy raz się tak poczułam, że ona dobrze wiem o czym mówię i mnie rozumie. Nie musiałam się przejmować, że ona pomyśli, że oszalałam, doskonale wiedziała co czuje..
Chociaż mówiłam o czasami dla osób postronnych dziwnych rzeczach. Poczułam ulgę, że jednak nie oszalałam.

Nieuchronnie zbliża się data porodu 6 tygodni dokładnie tyle by mi zostało. Milion myśli na minutę i tylko jedno pytanie. Dlaczego..
Odpowiedz
Sobota, lato w pełni, a ja się ani trochę z niego nie cieszę. Nigdzie nie wyjechałam ani nawet na jeden dzień, większość czasu spędziłam w pracy na własne życzenie. Teraz z przymusu mam wolne.
Przyszła chwila na przemyślenia. Nie tylko te dotyczące mojego utraconego maleństwa, ale wszystkiego co jest z tym związane. Pewnie będzie bardzo chaotycznie, ale też taki chaos panuje w mojej głowie.

Wczoraj pierwszy raz po długim czasie zobaczyłam moją chrześniaczkę. Trochę podstępem z mojej strony, ale cóż w końcu mam prawo chociaż od czasu do czasu spotkać się z Małą. Kuzynka wybierała się do parku, a Mała złapała mnie za rękę i uparła się, że mam iść z nią. Nie miałam ochoty na towarzystwo kuzynki, ale nie chciałam robić przykrości dziecku, wiec poszłam.
Łatwo nie było, park otworzyli dopiero co po całkowitej rewitalizacji, więc było tam mnóstwo dzieci tych dużych i tych małych. Ne łatwo było patrzeć na te wszystkie maluszki i kobiety w ciąży wiedząc, że sama za dosłownie kilka tygodni powinnam jeździć z takim maluszkiem w wózku. Przez cały czas instynktownie unikałam takich miejsc. Wiem, że takie myślenie nie jest dobre, ale ono jakoś automatycznie załącza się w głowie. Nie umiem nie zazdrościć tym kobietom, które są w ciąży albo niedawno urodziły. Zazdroszczę wszystkim które mają swoje dziecko przy sobie. Karce się za takie myślenie, bo ono jest bardzo egoistyczne, ale nie potrafię inaczej.

Kuzynka udaje, że nic się nie stało, że nie ma tematu mi to pasuje, bo nie mam ochoty na bezsensowne dyskusje, bo ona i tak nie zrozumie. Z resztą nie mam ochoty na kontaktowanie się z nią zależy mi tylko na chrześniaczce. Nie powiem, że nie było mi przykro, bo jest ogromnie, ale to już nie jest ta osoba z którą miałam tak dobre relacje. To ktoś zupełnie inny i mi nieznany.

Zaczęłam też myśleć o moim Exie. Zaczęłam się zastanawiać dlaczego nie mogę o nim zapomnieć ( w sensie uczuciowym) cały czas czuje, że nie jest mi obojętny nawet złapie się na tym, że za nim czasami tęsknie. Tylko to jest absurdalne, bo ten człowiek ma mnie gdzieś. Od momentu poronienia czyli już pół roku ( czas płynie nieubłaganie) odezwał się do mnie 5 razy. Ani razu nie poruszył tematu naszego dziecka. Pytał ewentualnie o moje zdrowie. Ktoś mnie ostatnio zapytał czy gdyby wrócił ( przebywa za granicą) i chciał spróbować czy bym dała mu szanse, a ja złapałam się na tym, że NAPRAWDĘ się nad tym zastanawiam, a przecież nie powinnam to powinien być dla mnie totalnie zamknięty temat, ale nie jest taka jest prawda i nie ma co siebie oszukiwać.
Od kilku tygodniu żyje w stresie, bo cały czas słyszę, że będzie w Polsce przyjeżdża tutaj, za każdym razem jak widzę na ulicy nieznajomy samochód ( pasujący do niego) to łapie mnie strach, że to on, nie mam pojęcia dlaczego aż tak bardzo mnie to stresuje. Dlaczego w ogóle ma to dla mnie jakiekolwiek znaczenie skoro on ewidentnie pokazuje, że to już dla niego przeszłość..
Z jednej strony nie chce żeby się odzywał wkurzam się jak dzwoni i zastanawiam się po co w ogóle to robi, a z drugiej czuje, że chce. Sama siebie nie rozumiem. Mam regularny kontakt z jego rodziną i to też nie pomaga. Z jednej strony to jest miłe, a z drugiej irytuje mnie ich serdeczność i zainteresowanie moją osobą, bo przecież nie powinni się interesować nie jesteśmy razem więc..
Nie wiem czy w ogóle przejął się moim poronieniem, stratą naszego dziecka czy jest mu wszystko jedno. Czy chociaż przez chwile się zastanowił, czy chociaż przez chwile było mu przykro.

Łapie się też na tym, że zastanawiam się jakby to wyglądało gdybym nie poroniła, jakby to było czy bylibyśmy razem, czy nie, czy w ogóle on by się interesował dzieckiem.. Jakbym się czuła ( nie znoszę takiego upalnego lata). Jakby się to wszystko poukładało, ciąża dosłownie wywróciła mój świat do góry nogami. Jak by wyglądało moje maleństwo, czy byłaby to dziewczynka czy chłopiec, cały czas czułam, że dziewczynka. To masochistyczne myśli, ale chociaż przez chwile czuje się lepiej jak wyobrażam sobie to wszystko.

Pomimo tego, że to tak okropnie boli nie żałuje nawet 5 minut mojej ciąży, cieszę się, że mogę nazwać się mamą, bo przecież nią jestem. Mimo, że nie było dane mi poznać mojego maleństwa i nie dane mi jest zaznać tych wszystkich pięknych i tych mniej pięknych momentów to cieszę się, że chociaż przez chwile dane był mi się cieszyć z obecności mojego dziecka.
Wierzę w to, ze kiedyś będzie mi dane spotkać się z moim maleństwem i powiedzieć mu jak bardzo je kocham. Bo kocham najmocniej na świecie. Nie wiem czy kiedyś będzie mi dane być ziemską mamą, ale wierzę w to, że tak.

Łzy płyną ciurkiem, ale to są takie oczyszczające łzy. Chce mocno wierzyć, że moje dziecko patrzy na mnie z góry i to jest powód dla którego nie odpuszczam. Chociaż momentami sił już brakuje.

Kocham Cię moje malutkie słoneczkę i nigdy nie zapomnę o mojej malutkiej kruszynce, którą ujrzałam o wiele za szybko.
Odpowiedz
Tęsknie po prostu tak strasznie tęsknie i nic nie mogę już zrobić, nic kompletnie nic.. ta bezradność jest najgorsza.
Odpowiedz
Czy już zawsze widok małych dzieci będzie powodował we mnie takie dziwne uczucia?

Dziś spotkałam mamę dobrego kumpla, była ze swoim wnukiem ( siostra kumpla) urodziła. Mały ma pół roczku, jest śliczny i ma takie fajne duże oczka. Mama zaciągnęła mnie na kawę. Patrząc na małego zastanawiałam się cały czas, a jakie byłoby moje dziecko? Takie radosne czy raczej mała maruda. Ruchliwy czy raczej leniuszek? Niejadek czy łakomczuch? Milion pytań i taka straszna świadomość, że nie poznam odpowiedzi na żadne z nich..

----------

Kruszynko, mama tęskni wiesz? Bardzo mocno, ale staram się dla Ciebie żebyś mogła być dumna z mamy. Dziś mam taki nijaki dzień, nawet nie wiem kiedy zleciał ten czas, nic konkretnego nie zrobiłam, nie lubię tak marnować czasu. Ostatnio nie mogę sobie znaleźć miejsca, to pewnie dlatego, że teraz powinnam już dokonywać ostatnich szlifów w przygotowaniach na Twoje powitanie. Przypomina mi się jak Twoja babcia cieszyła się z Twojego poczęcia.. tak strasznie mi przykro, że nie będzie jej dane poznać Ciebie i, że Ty nie poznasz jej, na pewno bardzo by Cię kochała i rozpieszczała.
Strasznie żałuje, że tyle wspaniałych rzeczy nas ominie, ale wierze, że kiedy nadejdzie pora to się spotkamy. Kocham Cię mocno.
Odpowiedz
Dokładnie miesiąc zostałby mi do porodu, za miesiąc Słoneczko mieliśmy się po raz pierwszy zobaczyć. Chociaż ginekolog przy określeniu daty porodu powiedział mi, że nie mam się zbyt nią sugerować i co chce zrobić mam planować wcześniej, bo po 36 tygodniu różnie może być i mogę mieć wielką niespodziankę no i miałam, ale dużo, dużo za wcześnie..

Chciałabym przespać ten ostatni miesiąc, boje się strasznie daty porodu.. Czas który miał być najszczęśliwszym wypełniony nutką niecierpliwości jest smutny i bardzo chciałabym go zatrzymać.. W ten najcięższy czas w którym miał być poród postanowiłam polecieć do znajomych do Londynu, a stamtąd od razu nad morze. Wiem, że przed samą sobą nie ucieknę, ale mam cichą nadzieje, że odrobinę łatwiej będzie mi przez to przejść jak ucieknę z miejsc które przypominają mi o tym co utraciłam, mieszkanie w którym miałam zamieszkać z maleństwem, miałam już wybrany motyw z bajki, który przyjaciółka miała mi namalować na ścianie. Łazienka w której dowiedziałam się, że nie jestem już sam i przez najbliższe 9 miesięcy będę miała małego lokatora. Pamiętam jak dziś to spojrzenie w lustro po odczytaniu wyniku. Pokój w którym leżałam i co wieczór mówiłam do maleństwa jakie mam plany dla nas oboje. - normalnie matka wariatka. Parapet na którym leżała karta ciąży i kwas foliowy, który jeszcze przez długi czas odruchowo sięgałam.
Codzienna trasa spacerów - miałam ćwiczyć z przyjaciółką, ale zaszłam w ciążę i ostry wycisk, który miałyśmy w zwyczaju sobie dawać nie wchodził w grę dlatego przyjaciółka zarządziła, że mimo wszystko mam być fit mamą, więc codziennie idziemy na dłuuuugi spacer - nawet zaczęła się interesować ćwiczeniami dla ciężarnych, które miałam skonsultować z ginekologiem. Jak sobie to wszystko przypominam i jak myślę ile czasu już minęło to łzy same cisną się do oczu..

25.09 miał być najszczęśliwszym dniem takie były plany, a zostanie w mojej pamięci najsmutniejszym.
Odpowiedz
Miśka dla mnie 23.10 będzie jak koniec świata..... a też miał byc najcudowniejszym dniem dla mnie i dla mojego męza.
Odpowiedz
Dziewczyny przytulam Was mocno...
Odpowiedz
Jestem z wami z całego serca....
Dla aniołków [*]
Odpowiedz
Kolejna środa za mną, powoli, powoli zaczynam dostrzegać, że są jeszcze dobrzy ludzie na tym świecie.

Na co dzień nie mam kontaktu z moim chrzestnym, rzadko się widujemy. Ostatnio złamał nogę i wpadałam z wizytą, on wraz z jego żoną wiedzieli o ciąży i o poronieniu. Nie musiałam nic tłumaczyć.. poleciały łzy - to normalne dostałam chusteczkę i słowa ciotki - " dla siebie też wezmę popłaczemy razem". Jej dalsze słowa, przecież kobieta przyzwyczaja się do myśli, że będzie matką, planuje, zmienia swoje życie - taka strata to szok i wielka trauma. Co więcej nazywała moje maleństwo dzieckiem! - Dzisiejsza wizyta u nich była dla mnie wielkim szokiem, bo jestem przyzwyczajona do zupełnie innych ludzkich reakcji. Dlaczego inni tak nie mogą? Pierwszy raz od dawna wlało mi się ciepło do serca, że nic kompletnie nie muszę tłumaczyć, bo ludzie rozumieją, tak po prostu.

---------

Aniołku, tak jak obiecałam bardzo dbam o siebie. Zdrowie odżywianie i aktywność fizyczna poszła w ruch, zawsze to uwielbiałam, ale ostatnimi czasy jakoś tak nie mogłam załapać tej odpowiedniej motywacji i samozaparcia dzisiaj był bieg z ciotką, tak się zagadałyśmy, że zanim się obejrzałyśmy okazało się, że zrobiłyśmy już ponad 6 km! Duma nas nieziemsko rozpierała, bo w planach na dziś miałyśmy 5, a tu bez większego wysiłku/ zmęczenia 6. Nieśmiało planowałyśmy za kilka tygodni podjąć się dystansu na 10 km, ale doszłyśmy do wniosku, że możemy zrobić to szybciej. Obawiałyśmy się, że nasza kondycja padła, bo przez te przedłużające się upały dla własnego bezpieczeństwa i zdrowia odpuściłyśmy bieganie, a tu taka niespodzianka. Oczywiście wpadła myśl do głowy, że nie powinnam teraz biegać, a leżeć z brzuchem do góry.. ale pomimo wszystko cieszę się z tego, że mój Aniołek dopingował mamę z góry. Kocham Cię Skarbie, trzymaj za mnie mocno kciuki, bo pojawił się bardzo duży projekt do zrobienia, mam nadzieje, że się uda.

Tęsknie Mama
Odpowiedz
Masz wspaniala ciocie.
(*)
Odpowiedz
Tak, ciocia jest wspaniała, tyle ciepła i serdeczności co od niej dostałam nie dostałam chyba od nikogo, rzadko mamy możliwość się spotkać, porozmawiać. Wiadomo jak to w tym codziennym pędzie życia bywa, ale wizyta u nich wlała mi do serca sporo ciepła.
Powoli, powoli czuje, że staje się silniejsza i zostawiam za sobą tych toksycznych ludzi, którzy zamiast mnie wspierać to jeszcze bardziej dobijali. Czuje jeszcze gdzieś tam nutkę żalu, pewnie ona już zawsze będzie mi towarzyszyć, ale zaczynam czuć, że mogę wstać i iść nie oglądając się na nich. Jeszcze do niedawna przed podjęciem każdej decyzji najpierw pomyślałabym co oni powiedzą teraz już nie.. to mi daje poczucie takiej wolności, mogę zrobić to co chce i to co uważam za dobre dla przede wszystkim samej siebie.

A jak czasami powraca mi ta myśl co powiedzą to od razu myślę :
Czy mój ex myślał o mnie jak postanowił wyjechać sobie za granicę nie biorąc pod uwagę mnie? NIE!
Czy moja cudowna rodzinka myślała o mnie jak nie pozwalali mi się w spokoju uporać z traumą po stracie dziecka? NIE!
Czy mąż mojej kuzynki myślał o mnie rozpowiadając plotki o rzekomej aborcji której dokonałam? NIE!

Od razu mi przechodzi..


----------------------------------------

Kruszynko, wczoraj wpadł mi w ręce stary kalendarz piszę stary, bo od 25 lutego żyje w zupełnie innym świecie, tym bez Ciebie. Otworzyłam przejrzałam, te wpisy diabetolog, badanie USG, łzy znowu poleciały. 19 dni dokładnie tylko zostałoby mi do porodu, ale już nie mam na co czekać, bo porodu nie będzie..
Tęsknie za Tobą strasznie, przyjdź do mnie chociaż we śnie.
Odpowiedz
Kilka dni temu zadzwonił mój EX, te rozmowy za dużo mnie kosztują i chyba lepiej gdyby ich nie było. Sama już nie wiem.. reakcja mojego organizmu była oczywista. Serce biło mi jak oszalałe i zalała mnie fala gorąca. Po tej rozmowie znowu zrobiłam się niespokojna. Nadal coś do niego czuje.. Nie wiem po co on dzwoni.. to dla mnie bez sensu..

On i tak nie pamięta.. Powiedziałam mu, że na październik miałam inne plany - pytał jakie.. jakby nie widział.
Powiedział, że o tym, że nie urodzę wiem od lutego.. więc mogłam wszystko pozmieniać. Tak zwyczajnie bez jakiś emocji czy jego to totalnie nie obeszło.. czy on ma to gdzieś, że straciłam NASZE dziecko, że być może teraz właśnie leżałabym na porodówce rodząc nasz mały CUD. W końcu za 15 dni miał być poród. Może ja po prostu za dobre zdanie miałam o nim.. może od początku powinnam wiedzieć, że to maleństwo jest tylko moje, bo on ma je gdzieś.. Jak ja mogłam/ mogę kochać takiego człowieka, gdzie ja mam oczy.
Odpowiedz
Miśka, mój m jest najlepszym tatą na świecie i świetnym mężem, nigdy nie wymieniłabym go na nikogo innego, uważam, że trafiłam na Skarb, 6 w totolotka.... mimo że zupełnie nie pamięta o naszym drugim Dziecku, uważa, że co się stało to się nie odstanie i nie ma się nad czym rozczulać. Czy to znaczy, że powinnam go porzucić? Nie. Myślę, że przeżył stratę, ale jest facetem. Dla niego poronienie należy już do przeszłości. Niczego się nie zmieni, niczego nie naprawi, po co się dręczyć? Taki typ po prostu.
Odpowiedz
Pibi, być może masz racje. Przeze mnie chyba przemawia poczucie krzywdy. Mam do niego ogromny żal, że zostałam z tym wszystkim sama, a teraz on się odzywa jak gdyby nigdy nic..
Chyba nie jestem w stanie spojrzeć na niego chłodno i będę obwiniać go za całe zło świata.
Poza tym po co w ogóle odzywać do EX kobiety ? Przecież to nie jest normalne. Rozchodzimy się więc po co rozdrapywać stare rany które przynajmniej mnie nadal bolą. Nie rozumiem tej jego chorej potrzeby posiadania informacji co u mnie.
Poza tym nie bez wpływu jest to, że po ostatniej rozmowie dość mocno odczułam, że on nie jest mi obojętny i to też gdzieś tam wpływa na mój stosunek do niego. Już dawno powinnam się z niego wyleczyć, a nie potrafię.. Bez sensu..


Maluszku, ciężki dzień mam dziś, wczoraj byłam u Kingusi, wizyty u niej zawsze odchorowuje.. Gdy trzymałam ją tak w ramionach i spojrzałam w lustro to o mało się nie poryczałam. Przecież za kilka dni Ciebie też powinnam tak trzymać....
Myślałam, że tylko ta pierwsza wizyta będzie trudna, ale okazało się, że kolejne wcale nie są łatwiejsze.
Tęsknie maluszku za Tobą strasznie i bardzo żałuje, że nie miałam okazji Cię poznać chociaż przez kilka minut.
Ta gorycz chyba nigdy nie zniknie. Nigdy się z tym nie pogodzę. Mam tylko nadzieje, że tam gdzie jesteś jest Ci lepiej.

Kocham Cię bardzo mama.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości