Wczoraj byłaś, a dziś już Cię nie ma...
#76
Kolejna środa dobiega końca.. dzień którego nie znoszę, który zniszczył moje marzenia i plany. Miałam zaczynać ostatni już trymestr. Remont mieszkania miał wchodzić w ostatnią fazę, pod koniec lipca na spokojnie już po sesji i zamknięciu studyjnych spraw miałam się przeprowadzać i dopinać na ostatni guzik kwestie związane z kompletowaniem rzeczy dla maluszka. Co prawda termin porodu był na wrzesień, ale nie chcieliśmy robić wszystkiego na wariata tylko mieć ten zapas czasu jakby coś się przesunęło, wiadomo jak to podczas remontu. (Nie)teściowa pewnie już by szalała i dzwoniła po dwa razy dziennie, a artykuły dla maluszka od niej pewnie nie mieściły by mi się już w mieszkaniu. Zapewne narzekałabym już trochę na wielki brzuszek i zmęczenie. "Goniłabym" koleżankę, która jest teraz można powiedzieć już na ostatnich nogach (37tc). Podczas egzaminów na uczelni wykładowcy z niepokojem by spoglądali czy przypadkiem zaraz nie urodzę. ( standard przy kobietach w zaawansowanej ciąży podczas zaliczeń). Pewnie miałabym już dość nadopiekuńczości rodzinki. Maleństwo szalało by w brzuszku i kopało na całego. Wózek stałby już pewnie w pokoju nie teściowa zamawiała go praktycznie w 3 tygodnie po tym jak dowiedziała się o ciąży. A może zapeszyli? Może za szybko to wszystko? Może to dlatego, może powinnam trzymać język za zębami i o ciąży powiedzieć dopiero po 3 miesiącu, a może nie powinnam mówić wcale tylko czekać z tym tak długo jak się tylko da..

No właśnie... dlaczego to wszystko jest pisane w czasie przeszłym i trybie przypuszczającym ? Dlaczego nie ciesze się z oczekiwania na przyjście na świat mojego maleństwa? Dlaczego to się skończyło?

Myślałam, że z biegiem czasu jakoś to sobie poukładam, nauczę się z tym żyć, ale nie. Pytania kłębią się w głowie, a im bliżej września i terminu porodu to mam wrażenie, że jest gorzej niż na początku. Miałam już z lekką niecierpliwością czekać na maleństwo, a ja sama nie wiem co robię. Remont rozgrzebany dobrze będzie jeżeli uda się przeprowadzić we wrześniu. Żadnych rzeczy nie ma i maleństwa też już ze mną nie ma.. Boli, bardzo boli.

Dla Ciebie Aniołku [*], gdziekolwiek jesteś. Przytul mamę, bo ciężko mi tutaj strasznie. Daj mi siłę by żyć dalej, bo jakoś nie umiem znaleźć sensu..
Odpowiedz
#77
Miśka, przytulam Ciebie z całego serca. Trudny ten czas od niespodziewanego rozstania. Też miałam plany i runęły jak i cały mój świat. Tak bardzo chciałabym już móc poczuć spokój. Widzisz, nie zadręczaj się, że powiedziałaś przed 3 miesiącem, ja w pracy powiedziałam będąc w 13 tyg i 3 d a dzień później straciłam Maleństwo... To nie ma znaczenia kiedy powiesz - chyba, że chcesz w to wierzyć. Przytulam bardzo mocno.
Odpowiedz
#78
Dziękuje, moje plany teraz ograniczają się do najdalej kilku tygodni, żyje z dnia na dzień.
Rozsądek podpowiada mi, że to nie ma znaczenia, ale jak jeszcze byłam w ciąży i komuś ( nawet nie pamiętam komu) powiedziałam, co robi mama mojego EX-a ( kupuje ciuszki, smoczki, butelki, zamawia wózek) to tak się spojrzał i powiedział : "czy to aby nie za szybko", powiedział to tak, że aż mnie dreszcz przeszedł..
Dobrze, że nie pamiętam kto mi to powiedział, bo jeszcze irracjonalnie zaczęłabym go o to obwiniać, że mi nie życzył, wykrakał etc.
Wiem, że ten złoty termin końca trzeciego miesiąca nic nie zmienia, bo jak widać tutaj u nas jest gro osób, które traci swoje dziecko o wiele później, ale i tak się zastanawiam, samo chodzi mi to po głowie, może gdybym wiedziała dlaczego łatwiej byłoby mi się z tym pogodzić.

*** ******** *******

Kruszynko, mama ma jutro ważny egzamin, trzymaj za mnie kciuki, bo bardzo mi zależy, aby dobrze zdać. Kocham Cię i bardzo tęsknie zwłaszcza teraz kiedy brzuszek powinien być już duży i zapewne Twoje kopniaki codziennie dawały by mi znać o Tobie.
Dziewczyny z roku się śmiały ( w styczniu), że mogę się już czuć studentką 4 roku, bo podczas sesji będę miała duży brzuszek i żaden wykładowca mnie nie będzie stresował podczas egzaminów, bo się porodu wystraszy.
A ja się śmiałam, że po prostu odbierze poród ( Uniwersytet Medyczny) i dalej dokończy egzamin.
Nie przewidziałam, że będzie trzeci scenariusz..
Odpowiedz
#79
Miśka, planuj, żyj nawet te kilka dni naprzód. Dobrze, że nie pamiętasz kto mówił "czy to nie za szybko". Wydaje mi się, że nigdy nie ma ani za szybko ani za późno, bo na "naturę" i "siłę wyższą" wpływu kompletnie nie mamy albo jakiś minimalny... Porób sobie badania. Też byłam na studiach w ciąży i miałam z tym związanych wiele nieprzyjemności. Tak czy siak, postaraj się zebrać resztki sił by zdać egzaminy dla siebie i powiedzieć - zrobiłam wszystko dobrze.
Przytulam mocno i ['] dla Maluszka
Odpowiedz
#80
Gorzej, że ja nie widzę sensu tych planów, nie wiem po co ja mam teraz się starać cokolwiek robić. Jestem w fazie totalnej niemocy i nie widzę sensu dla jakiegokolwiek działania.

Zadaje sobie pytanie po co? Nie wiem po co.. Nie tak miało wyglądać moje życie. Miałam teraz czekać na dzieciątko tak planowałam, nie brałam pod uwagę innego scenariuszu. Data porodu była wyznaczona na 25 wrzesień.. Bardzo boje się września i tej daty. Nie wiem jak przeżyje ten dzień, który miał być głośny, spektakularny i bardzo radosny, a jaki będzie? Cichy i smutny. Planuje wtedy wyjechać nad morze, morze zawsze kochałam, może pobyt tam jakoś ukoi mój ból.. Chociaż gdzie bym nie wyjechała przed samą sobą nie ucieknę, pozostanie w tyle głowy świadomość, że teraz powinnam być na porodówce, a nie gdzieś indziej.

Boli mnie też świadomość rozpadu mojej rodziny, strata mojego dziecka podzieliła ją na pół.. z siostrą cioteczną do niedawna najbliższą mi osobą prawie nie rozmawiam.. mój tata przez to nie rozmawia ze swoją własną siostrą..
Pusto się zrobiło, a ja nie wiem o co chodzi.. dlaczego tak się stało? Czy ja byłam ślepa i nie widziałam, że moje relacje z rodziną są tak słabe i płytkie? Czy może poronienie było takim silnym wydarzeniem, że nas rozbiło.. nie wiem..

---------
Kochanie, mama zdała ten egzamin stres był ogromny, ale gdy weszłam na sale ogarnął mnie spokój. To pewnie dzięki Tobie dopingowałaś mamę z góry i się udało co prawda nie na piątkę, tylko na 4,5, ale to i tak dobra ocena.
Teraz mam wakacje - takie teoretyczne, bo praktycznie to pracuje. Kocham i bardzo tęsknie.
Odpowiedz
#81
Miśka, przyjedź nad morze, jak będziesz chciała - spotkamy się i posiedzimy sobie razem... w ciszy, a może pogadamy... Gratuluję zdanego Egzaminu! i przytulam.
Odpowiedz
#82
Jollyg, ogromnie dziękuje!
Rozumiem, że mieszkasz nad wybrzeżem ? A w której części, bo nie wiem czy akurat tam się wybierałam.
Odpowiedz
#83
Przedmieścia Gdańska, ale jestem mobilna Big Grin
Odpowiedz
#84
No to się zgrałyśmy, bo ja właśnie w Gdańsk celowałam. Smile
Odpowiedz
#85
Super! Smile
Odpowiedz
#86
Miśka...miałyśmy ten sam termin porodu....też bardzo boję się tego dnia....

Przytulam mocno i zapalam światełko ['] dla Twojego Maluszka
Odpowiedz
#87
Jollyg w takim razie jak będę się wybierała do Gdańska na pewno dam znać.

Iwonko, więc w ten dzień myślami będę także z Tobą. Również mocno Cię przytulam i wysyłam [*] dla Twojego Aniołka. Przykro mi bardzo, że takie smutne daty nas łączą.. nie tak powinno być.

To dla mnie strasznie zaskakujące jest to, że byłam w ciąży zaledwie 10 tygodni, a mówiąc dokładnie 9t5d, jedna czwarta ciąży. A mam tyle wspomnień i jakiś sytuacji z tym związanych, chociażby właśnie ta data porodu..
Wiadomo ona jest tylko orientacyjna i kuzynka się śmiała, że na pewno urodzi się wcześniej i będzie panna ( znak z zodiaku) a ja się śmiałam, że nie ma takiej opcji wstrzymam skurcze, bo moje dzieciątko nie będzie taką wredną panną jak ciotka ( kuzynka też jest zodiakalną panną). A wyszło na to, że maleństwo "jest" rybami... tego nie przewidziałam..


-----------------
Poczułam się dziś strasznie.. byłam w osiedlowym sklepie gdzie zawsze kupuje, długo stałam przy lodówkach, bo nie mogłam się zdecydować, pani sprzedająca się zainteresowała co tak stoję przed tymi lodówkami. Ja powiedziałam, że nie wiem co mam wziąć. A ona zażartowała, że jestem gorsza niż baba w ciąży...
Nie chciała nic złego, bo o ciąży nie wiedziała, ale całą sobą krzyczałam, a powinnam być w ciąży i to już bardzo zaawansowanej.. czy kiedyś to minie?

Co jakiś czas łapie mnie myślenie nie powinnaś tego robić, nie powinno Cię tu być. Zwłaszcza w pracy, już na pewno bym teraz nie pracowała, a jednak pracuje.. dźwigam ciężkie rzeczy i jest mi zwyczajnie przykro, że mogę..
Ostatnio strasznie bolała mnie głowa i wzięłam tabletkę i to myślenie...

Wpadam w paranoje nie wiem, ale ostatnimi czasy jest mi dużo ciężej.
Odpowiedz
#88
Dziś poczułam się chyba najgorzej. Byłam u lekarza, bo ostatnio czuje się gorzej. Po rozmowie i wykonanych badaniach lekarz stwierdził, że problem na pewno tkwi w tarczycy, musimy tylko dojść do tego co konkretnie jest problemem.

W głowie od razu milion pytań i jedno wybijające się przed szereg. Czy mojemu poronieniu można było za pobiedź? Czy mogłam być teraz w 30 tygodniu i być niecierpliwioną ciężarną która nie może się już doczekać rozwiązania.

Oczywiście lekarz nie chciał mi odpowiedzieć na to pytanie, powiedział, że nie jest położnikiem nie zna mojej historii ginekologicznej.

Do tej pory myślałam, że w moim przypadku była to aberracja chromosomalna i nic nie można było zrobić, teraz nie wiem..

Miałam robione TSH podczas ciąży i było w normie tzn. wyników nie widziałam, ale lekarz nic nie mówił, że coś jest nie tak.

Czy to możliwe, że tak nagle wyniki się zmieniły, że w ciąży były ok, a teraz nie są? Mam mętlik w głowie taki, że nie jestem nawet w stanie zebrać myśli. Sama powinnam to wiedzieć, bo uczę się tego od trzech lat, ale w tej chwili nie jestem w stanie niczego sensownego wymyślić.
Odpowiedz
#89
Miśka, może być tak, że teraz jest nie ok, a wtedy było. Jeśli nie masz czarno na białym przyczyny straty - nigdy nie będziesz pewna, co ją spowodowało. Niestety.
Ściskam mocno.
Odpowiedz
#90
Miska przytulam Cie z calej sily.. Tak jak pisze PiBi - nigdy nie bedziesz wiedziala bo nie masz czarno na bialym napisane.. Mozesz sie doszukiwac, domyslac ale jesli nie bedziesz pewna to konkretnej przyczyny nie znajdziesz. Bardzo mi przykro. Ja tak samo wolalabym wiedziec. Musze zyc w niewiedzy a w dodatku w nastepnej ciazy, jesli sie odwaze, zyc w ciaglym strachu czy moje kolejne zdrowe dziecko bedzie musialo dopelnic statystyk. Niewiedza jest trudna.
Dla Twojego Dziecka (*)
Odpowiedz
#91
Zły to dla mnie czas, zbliża się data porodu i psychicznie siadam. Dodatkowo ciało też zaczęło chorować i ledwo się trzymam w ogóle, ale dziś czuje się jakby po raz drugi wyrwano mi serce..

Przez poronienie moje stosunki z rodziną uległy znacznemu pogorszeniu jakoś się z tym pogodziłam, żyje dalej, bo przecież muszę.
Dziś jednak nie mam już siły, mam ochotę zakończyć tą niekończącą się mękę.

Byłam w ciąży poroniłam to fakt. Otóż nie. Byłam w ciąży i USUNĘŁAM swoje dziecko. Tego się dzisiaj dowiedziałam.
Nie wiem skąd się wzięła ta obrzydliwa plotka.. podejrzewam, ale nie mam pewności..

O ciąży wiedziało niewiele osób tzn. ja poinformowałam dosłownie garstkę.. uważałam, że jak będzie widać to się dowiedzą tym co chciałam to powiedziałam, ALE ktoś nie uszanował mojej decyzji i wiadomość poszła w świat.
Teraz właśnie wiadomość brzmi tak : Miśka usunęła ciążę.. jak to usłyszałam to zrobiło mi się słabo, jak można rozpowiadać takie rzeczy przecież to niedorzeczne i tak cholernie krzywdzące.. ale tak aborcja jest bardziej sensacyjna i chwytliwa niż poronienie..
Przecież gdyby to coś dało to bym wyrwała swoje serce i oddała maleństwu żeby tylko było tutaj.. tak bardzo bolą takie słowa.. każdego dnia w każdej minucie tęsknie za moim dziecka i za tym co utraciłam, szanse bycia dla niego prawdziwą mamą, obserwacji jak się rozwija, stawie pierwsze kroki, idzie do przedszkola, szkoły, pierwszy raz się zakochuje.. podejrzewam od kogo mogła wyjść ta obrzydliwa plotka i pierwszy raz w życiu czuje nienawiść prawdziwą nienawiść i jak nigdy życzę tej osobie zła. Zawsze szukałam usprawiedliwienia, nie dałam powiedzieć złego słowa, znajomi czasami poirytowaniu moim współczuciem mówili na mnie siostra miłosierdzia, a teraz takie negatywne emocje pierwszy raz w życiu..

Czuje się wymięta.. nie mam siły już żyć w tym zakłamany i dwulicowym świecie, nie chce tutaj żyć. Walczyłam przez prawie 5 miesięcy o każdy dzień o powrót do normalnego życia po to tylko żeby dziś usłyszeć to co usłyszałam.. Nie mam już siły, nie chce już nic więcej usłyszeć, nie chce już walczyć, chce zasnąć i już więcej się nie obudzić.


Dziękuje Wam wszystkim za wsparcie zrozumienie i te wszystkie ciepłe słowa, które tutaj otrzymałam, byliście moim balansem, tylko dzięki Wam nie oszalałam i jeszcze jakoś trzymałam się na powierzchni.

Kruszynko moja zabierz mnie do siebie, bo ja tutaj już nie chce być. Chce być z Tobą, gdziekolwiek jesteś.
Odpowiedz
#92
Miśka tak bardzo mi przykro.... Boże ludzie potrafią być okrutni, tak durni, bezmyślni i źli! Wczoraj poczułam taką złość na ludzi jakiej nie czułam jeszcze nigdy wcześniej. Dzisiaj zresztą dzisiaj dalej czuję tą złość.
Miśka, ale mimo wszystko staraj się pamiętać, że są też ci empatyczni i dobrzy...staraj się pamiętać, że możesz szukać tych prawdziwych przyjaciół, że mimo iż nie jest to łatwe, jest to możliwe, tylko trzeba siebie w tych poszukiwaniach chronić i dla, przepraszam za słowo, debili nie mieć zrozumienia i usuwać ich ze swojego otoczenia.
Miśka myślę, że to że jesteś tutaj, na ziemi ma jakiś cel. Jesteś wartościową osobą, masz dobre serce i jestem pewna, że wiele dobrego do zrobienia zanim spotkasz się ze swoim Aniołkiem. Pomyśl o tym...mnie w takim momencie przychodzi do głowy, że może za jakiś czas pojawi się w Twoim życiu kolejny Skarb i może dlatego tu jesteś, bo bez Ciebie nie będzie miał szans na zaistnienie i na miłość.....
A nasze Aniołki w niebie poczekają na nas....a potem mocno je przytulimy....gdy przyjdzie nasz czas, a on przyjdzie na pewno, ale jeszcze nie teraz, jeszcze masz dobre rzeczy do zrobienie na ziemi....mimo, że ból obezwładnia, a ludzie nie pomagają....

Bardzo mocno przytulam i zapalam światełko dla Twojego Maluszka (')
Odpowiedz
#93
Miśka przykre to bardzo. Jak się o tej okropnej plotce dowiedziałaś? Domyślam się, ze " rykoszetem", ludzie często gadają takie glupoty za plecami. Piszesz, ze masz podejrzenia od kogo to wyszło. Mam nadzieję, ze to nie jest bardzo bliska Tobie osoba tylko zwykła plotkara szukająca wszedzie i zawsze takich tanich sensacji. To bolesne, gdy ciosy zadają nam Ci, ktorym chcemy ufać.
Odpowiedz
#94
Miśko, nie dałoby się zmusić tej osoby, żeby sama odszczekała to, co nakłamała? Nie masz kogoś, kto mógłby jej powiedzieć do słuchu? Bo to przecież nie na Twoje siły - mówić, jak było naprawdę.
Bardzo Ci współczuję. Przeżyłaś to, co najgorsze - śmierć Twojego dziecka. Życzę Ci sił, żebyś zniosła i ten cios.
Pamiętaj, że tutaj są życzliwe Ci osoby, w dzień i w nocy, zawsze ktoś tu czuwa. I choć w sieci, to realne, z krwi i ciała, nie spotkane na żywo, a jednak zależy im na Tobie.
Odpowiedz
#95
Miśka, odezwij się, proszę. Martwię się o Ciebie.
Odpowiedz
#96
I ja tez sie martwie. Przytulam Cie mocno.
Odpowiedz
#97
Miśka, odezwij się, czekamy.
Odpowiedz
#98
Przepraszam, że nie odzywałam się tak długo, ale byłam w szpitalu, organizm nie wytrzymał tego całego stresu i się odłączył.
Wyniki mam dość słabe i nawet nie zorientowałam się, że schudłam aż 5 kg. Jeżeli nie chce zrobić sobie krzywdy to muszę się wziąć porządnie za siebie, bo następnym razem może się to skończyć gorzej, tym razem straciłam przytomność w domu, ale mogło to się wydarzyć równie dobrze na ulicy.

Iwonka ciężko mi myśleć w taki sposób, nie czuje się ani trochę dobra, bo nie potrafiłam uchronić mojego dziecka przed śmiercią.
Bardzo chce wierzyć, że nasze Aniołki są razem i czują się dobrze. Chociaż bardzo chciałabym mieć mojego Aniołka przy sobie, teraz co prawda był by jeszcze w brzuszku w piątek bym rozpoczęła 32 tc. Aż mi się nie chce wierzyć, że to już tyle czasu minęło.. 5 i pół miesiąca. A ludzie zawiedli mnie bardzo. Mam kilku przyjaciół którzy zdali teraz egzamin, ale przez to wszystko co się dzieje, zaczyna mi się głupie myślenie, że oni może też, za chwile coś zrobią, coś się stanie etc.

Animatua pewna dziewczyna bez skrępowania podczas przypadkowego spotkania na ulicy zapytała się mnie prosto w twarz czy to prawda, że usunęłam dziecko S. stałam na tej ulicy jak wryta i nie wiedziałam co mam powiedzieć. Ciężko nawet mi powiedzieć, że się znamy ona mieszkała kiedyś na mojej ulicy i znałyśmy się z widzenia na część raz chyba byłyśmy na wspólnej imprezie. A ona bez jakichkolwiek zahamowań walnęła mnie takim afrontem. Przycisnęłam brata i okazało się, że inni też gadają.. Jeżeli ona o tym się dowiedziała to już wszyscy muszą o tym mówić, a plotka wg. mnie wyszła od jednaj z do niedawna najbliższych mi osób, która razem ze mną była w szpitalu. A teraz jeszcze fałszywie udaje, że się o mnie martwi..
Oczywiście nie mam dowodów na to, że to ta osoba, ale nikt inny raczej to nie jest.

agn68
Właśnie o to chodzi, że chyba nie ma.. ja nawet nie zdziwiłabym się gdyby mój EX uwierzył w te plotki, a teoretycznie tylko on mógłby to zrobić. Z resztą jego nie ma w Polsce.. ja za wszystko ponoszę konsekwencje. Sama musiałam sobie poradzić w szpitalu i później podczas informowania całej rodziny, że straciłam dziecko, potem sama musiałam radzić sobie z fochami rodziny, która oczywiście uważała, że przesadzam i nic takiego się nie stało i sama muszę sobie radzić teraz.. Poza tym plotka już poszła w świat, więc same dobrze wiedzie, że odszczekanie tego byłoby prawie, że niemożliwe, poza tym co można zrobić? Mam sobie do pleców przykleić wypis ze szpitala? Bo zwykle mówienie, że to nie prawda to bez sensu, poza tym im bardziej ja będę zaprzeczać tym bardziej to się będzie nakręcać i tak w kółko. Nie wiem w jakim celu ta osoba to rozkręciła bo w głowie mi się to nie mieści.

Nie wiem już co mam robić, po prostu nie wiem.
EX ma być w Polsce niebawem podobno, nawet złożył mi życzenia na urodziny które miałam niedawno, boje się jego przyjazdu, bo sama nie wiem co do niego czuje, a nie chce żeby mi się wszystko znowu wywróciło do góry nogami. Najchętniej bym uciekła, ale nie mogę.
Odpowiedz
#99
Dobrze, ze jestes. Dbaj o siebie. Wiem, ze to trudne ale trzymam kciuki. Ja tez schudlam juz ponad 20kilo ale biore witaminy aby troche nadrobily. Tez moze zacznij jakies brac. Badz co badz ja jestem tu zawsze wiec pisz jesli potrzebujesz.
Przytulam Cie mocno.
Odpowiedz
Myślę o Tobie od wczoraj, co Ci poradzić, jak rozplątać te plotki. Nie wiem, czy się da, ale gdybym była na Twoim miejscu, to spróbowałabym.
Gdybym ktoś jeszcze raz powiedział przy mnie: "dokonałaś aborcji", odpowiedziałabym, możliwie zdecydowanym/groźnym głosem: "Nie wiem, kto Ci to powiedział, ale nieprawda." Liczyłabym na to, że rozmówca nie będzie się spodziewał mojego zdecydowania. Później, przy kolejnym pytaniu, powiedzmy: "to co się niby stało?", odpowiedziałabym: "Poroniłam. Choć nie wiem, dlaczego uważasz, że roztrząsanie tego to Twoja sprawa." I z tą drugą odpowiedzią zastosowałabym metodę zdartej płyty, czyli na wszystkie kolejne pytania miałabym jedną odpowiedź: "To nie jest Twoja sprawa", albo "Nie chcę o tym rozmawiać". I koniec. Tylko, wyobrażam sobie, że lepiej być w takich rozmawach groźnym, niż smutnym, bo smutek pokazany niewłaściwej osobie może zostać przez nią zinterpretowany jako sygnał: "trafiłam, ale Miśka się przecież nie przyzna".

Mówię Ci tak wprost, bo sama lubię, jak mi ktoś czasem coś tak dosłownie podpowie. Mam nadzieję, że Cię nie uraziłam podpowiedziami, nie jestem pewna czy ich sobie życzyłaś.

Miśka, całe szczęście, że już jesteś.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości