Wczoraj byłaś, a dziś już Cię nie ma...
#51
Obłuda, dwulicowość, głupota? Sama nie wiem co mam napisać.
Z moją siostrą cioteczna nie rozmawiam praktycznie od momentu straty. Byłam ze mną w szpitalu, a potem nastała cisza.
Po prostu, bez kłótni, czegokolwiek.

Czego się dziś dowiaduje, że nie rozmawiam z moją kuzynką, bo się POWAŻNIE pokłóciłyśmy, moja mina bezcenna.

O co? Gdzie ? Przede wszystkim KIEDY ?
Po wyjściu ze szpitala ja nie miałam sił na rozmowę, a co dopiero na kłótnie..

Po co ludzie gadają takie rzeczy, dlaczego mi jeszcze dokładają.
Już wystarczająco mi ciężko z tym, że muszę pogodzić się ze stratą mojego dziecka, to jeszcze tak mi dokładają..
Po co wymyślać i rozpowiadać takie bzdury w jakim celu? Nie wiem..
Brak mi sił, naprawdę brak..


------------------------------------------
Moja kochane maleństwo gdziekolwiek jesteś opiekuj się mamą, bo sama sobie nie radze.

Kocham Cię kruszynko! :*
Odpowiedz
#52
Dziś wizyta u psychologa, mam szczęście, bo to bardzo kompetentna kobieta. Mam wrażenie, że mnie rozumie, ale przecież na tym polega jej praca.

Lżej mi na duszy po tym spotkaniu, przez moje otoczenie czuje się momentami jak wariatka, ale ona uspokoiła mnie, że moje reakcje są "normalne" i mam prawo do tych wszystkich emocji i uczuć.

Może się pani bardzo starać, ale przed samą sobą pani nie ucieknie, tego nie można zagłuszyć trzeba to przeżyć, dzień po dniu, godzina po godzinie.. - tak usłyszałam.

No to żyje, godzina po godzinie, nic nie planuje, bo się boje. Po prostu się boje. Teraz planowałam i rozsypał się w drobny mak ten mój plan.

Co będzie dalej, nie wiem? Nie chce wiedzieć, boje się.

Mam dość tej nieustającej walki, którą toczę od momentu gdy Cię straciłam.
Tak strasznie za Tobą tęsknie, wyobrażam sobie jaka byś była. W piątek rozpoczęłabym 18 tydzień, ale przed piątkiem jest środa, ta okropna znienawidzona przeze mnie środa.
Dlaczego, dlaczego musiałaś odejść?? Dlaczego nie mogę wieść normalnego życie nie naznaczonego stratą Ciebie.
Dlaczego nie mogę być beztroską dwudziestoczteroletnią dziewczyną cieszącą się swoją pierwszą ciążą. Jak wrócę pamięcią wstecz i zaczynam myśleć co się działo rok temu o tej porze to nie dowierzam. Jak ja się wtedy świetnie czułam, byłam szczęśliwa, zadowolona. Byłam wniebowzięta, bo przecież jest taka śliczna pogoda za oknem. Szalałam na imprezach. Cieszyłam się z nowej pracy, na studiach kolokwium jedno za drugim zdane. Cieszyłam się z mojej beztroski. Oddychałam pełną piersią przekonana, że moje życie dopiero nabiera tempa, że cały świat stoi przede mną otworem. Nawet do głowy mi wtedy nie przyszło, że za kilka miesięcy będę w ciąży, przecież jak rozmawiałam z chłopakiem to mówiłam mu, że dzieci to dopiero za pięć lat. Gdybym wiedziała, co się wydarzy później..
No właśnie.. czy gdybym wiedziała, że zajdę w ciąże, a później ją stracę czy zapobiegłabym tej ciąży aby tego nie przeżywać?
Nie, na pewno nie. Te 9t5d, które było dane mi z Tobą spędzić, to najpiękniejszy czas i nigdy nie pozwoliłabym sobie tego odebrać. Jestem dumna, że jestem Twoją mamą pomimo tego, że nigdy się będzie nam dane się poznać i, że teraz tak straszliwie za Tobą tęsknie, wszystko byłoby takie same. No może poza tym, że gdybym tylko mogła to zapobiegłabym poronieniu..

Kocham Cię Malutka!
Odpowiedz
#53
Dziś po dwóch miesiącach pierwszy dzień w pracy. Pracy która być może przyczyniła się do straty mojego maleństwa..
Ciężko było tam wejść.. Myślałam, że jestem silna, ale jak szefowa zapytała jak się czuje oczy od razu zaszły łzami, nie byłam w stanie nic wykrztusić..

Ostatni raz jak tam byłam, moje maleństwo było jeszcze ze mną, przez krótką chwilę czułam się tak jakby nic się nie zmieniło jakbym nadal była w ciąży i jakbym dosłownie wczoraj stamtąd wyszła.. niestety rzeczywistość jest inna..

Dochodziłabym teraz do półmetku ciąży i zapewne już bym nie pracowała, brzuszek pewnie byłby już dość widoczny i prawdopodobnie przeszkadzał by mi w pracy.

Z resztą (nie)teściowa pewnie by mi na na zwał padła gdybym jeszcze prawie, że na półmetku ciąży pracowała i to w sklepie.
Chociaż jak tylko szefowa się o ciąży dowiedziała to kategorycznie zabroniła mi cokolwiek nosić. Miałam tylko obsługiwać klientów. A szefowa to równocześnie ciotka mojego ex-a.

Gdy byłam w ciąży lekko ciążyła mi nadopiekuńczość (nie)teściowej. Podczas każdej rozmowy po 50 razy powtarzała żebym nie dźwigała, uważała na siebie dużo odpoczywała. Z jednej strony było to miłe, że tak się martwiła i bardzo zaangażowała. Bo wiadomo różnie to mogło być, ale czasami było to irytujące w końcu ciąża to nie choroba i nie można popadać w paranoje.

Ile ja bym teraz dała żeby nadal do mnie tak wydzwaniała, wytrzymałabym nawet telefony po trzy razy dziennie gdyby tylko moje maleństwo nadal było ze mną...

Kocham Cię i bardzo tęsknie Kruszynko!
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Dziś 25.. to już dwa miesiące jak Ciebie ze mną nie ma.. nienawidzę śród, nienawidzę lutego, po prostu nie znoszę, nie wiem jak przeżyłam te dwa miesiące. Pamiętam to jak przez mgłę. Każdy dzień to była walka żeby jakoś funkcjonować, żeby jakoś dać rade, przeżyć kolejny dzień. Tylko po co, miałam oczekiwać na Twoje przybycie, a teraz na co mam czekać? Nie wiem..
Odpowiedz
#54
Ja tez nienawidze lutego, tez nienawidze srod i niedziel. Wszystkiego nienawidze. Przytulam Cie mocno choc wirtualnie. Jestem z Toba w kazda znienawidzona srode..
(*) dla Twojego Anioleczka
Odpowiedz
#55
Gdybym Cię nie straciła przygotowywałabym się teraz do połówkowego USG. Prawdopodobnie bym się dowiedziała czy moje przeczucia było dobre i czy jesteś dziewczynką tak jak czułam.

---------------------------------
Kochane maleństwo, tęsknie wiesz.. W niedziele dobra koleżanka z uczelni miała urodziny, byłyśmy umówione, że właśnie w środę będziemy je obchodzić.
Żadna wielka impreza po prostu zwykła kawa, ciacho i pogaduchy. Nie mogłam odmówić, bo to bardzo bliska koleżanka, gdyby chodziło o kogoś innego pewnie bym to zrobiła.. Poszłam, rozmawiałam nawet się uśmiechałam, ale miałam dziwne poczucie, że nie powinnam tego robić, bo jak tak mogę skoro Ciebie ze mną nie ma, a miałaś być! Był taki moment, że czułam się prawie normalnie. Ta rozmowa była taka zwykła, normalna, doszło wtedy do mnie, że z czasem tak będzie to wyglądało rozmowy właśnie takie będą, że życie jest niewzruszone moją tragedią i idzie do przodu i ja też powinnam, ale ja nie wiem jak przecież miałam iść z Tobą, nie miałam iść sama, a jednak jestem sama.. odczuwam jakiś dysonans ..

Zrobiłam nieśmiały krok naprzód.. boje się teraz cokolwiek planować, ale odważyłam się. Mam pracę, ale zupełnie niezwiązaną z moim kierunkiem studiów.

To było bardzo dziwne, miejsce do którego wysłałam CV, mieści się dosłownie kilka metrów od mojego domu. Można powiedzieć, że przechodzę tamtędy po dwa razy dziennie. Nigdy nie zwróciłam uwagi na tą tabliczkę, a kilka dni temu zwróciłam uwagę. Weszłam na ich stronę internetową i okazało się, że poszukują pracownika i pokrywa się to z moim wykształceniem.
Nie jestem jakaś zabobonna, ale uważam, że to nie mógł być przypadek. Nie wiem co z tego wyjdzie, ale bardzo bym chciała żeby się udało.

Trzymaj za mnie kciuki Aniołku
Odpowiedz
#56
Dzis znowu sroda. Wiec jestem myslami takze z Toba.
Sciskam mocno..
(*)
Odpowiedz
#57
Moniu dziękuje.
Jeszcze dwa i pół miesiąca temu o tej porze wszystko było tak jak być powinno. Od tej tragicznej chwili dzieliły mnie minuty. Jeszcze przez pół godziny żyłam i cieszyłam się z obecności maleństwa.. czułam się nieswojo, ale nie widziałam co to zwiastuje. Nigdy bym nie pomyślała o czymś takim..
---------------------------------------------------------------------------------------------

Dzisiaj kochanie rozmawiałam o Tobie, bez płaczu. Chyba pierwszy raz, nawet się uśmiechnęłam. Bardzo się cieszę, że są ludzie przy których mogę mówić o moim dziecku i nie patrzą na mnie jak na wariatkę. Tylko rozumieją to. To dla mnie bardzo ważne.
Odpowiedz
#58
Czytam od początku, straciłam moje Maleństwo w podobnym czasie i w tym samym tyg.

Przytulam mocno...
Odpowiedz
#59
Poronienie - jakaś durna medyczna nazwa nie mająca tak naprawdę nic wspólnego z prawdziwym życiem.
Razem z utratą dziecka, straciłam też spory kawałek siebie bolało i boli strasznie z niczym nie jestem w stanie porównać tego bólu, który czasami mnie wręcz rozrywa. Ryczę tak bardzo, że z trudem udaje mi się łapać oddech.

Ja oprócz własnego dziecka straciłam też kuzynkę, za którą do niedawna jeszcze skoczyłabym w ogień i ukochaną chrześniaczkę.
Małą kocham jak własne dziecko i gdyby była taka potrzeba to życie bym za nią oddała. A nie widziałam jej już 10 tygodni, dokładnie tyle samo ile minęło od poronienia.
Dziś zobaczyłam ją pierwszy raz po tym czasie z okna biegała po podwórku.. po prostu serce mi się rozrywało, że jest tak blisko, ale jednocześnie tak daleko..
Ja jestem persona non grata, bo przecież jestem po poronieniu pomieszało mi się w głowie i mogę skrzywdzić Małą.. niedorzeczne, a jednak prawdziwe to nie sen i dzieje się naprawdę.. brak słów po prostu.
Przez to wszystko dziura w sercu powiększa się jeszcze bardziej i chyba nigdy się nie zagoi. Zawsze znajdzie się coś co rozdrapie ledwo powstały strupek i znowu pojawi się krew i łzy.

Brak sił.. To dopiero dwa i pół miesiąca jak Ciebie ze mną nie ma, a ja nie wytrzymuje tego okropnego bólu, który wzrasta z każdym dniem potęgowany zachowanie innych. Nic nie daje ukojenie. Tylko sen wtedy nie myślę, nic nie czuje.. a potem się budzę i od nowa zderzam się z tą okropną rzeczywistością.
Odpowiedz
#60
Miśka, jest maga trudno i ciężko, straciłam dziecko tak naprawdę 3 tygodnie temu wtedy się dowiedziałam, ze coś jest nie teges. Postanowiłam sobie nie dać się, bo miałam kiedyś depresję przez prawie rok i to jest rok, którego zupełnie nie pamiętam, jakbym wtedy nie istniała. Nie daj się temu ponieść. Jak Ci nie dają spotkać się z chrześniaczką (bo wiadomo, nie można zasmucać dzieci - debilny sposób wychowywanie, ale to inny temat), to idź sobie znajdź wolontariat. -Nie możesz iść do pracy, nie masz siły- widzę że wróciłas do pracy, ale moja rada pozostaje taka sama, idz znajdź wolontariat z dziećmi, nie siedź Miśka w domu płacząc non stop. Nie rób sobie tego.
Odpowiedz
#61
Del, można powiedzieć, że ja już wróciłam do "normalnego" życia wróciłam na uczelnie do pracy. Jakoś udaje mi się funkcjonować.
Mam już za sobą ten etap niekontrolowanych wybuchów płaczu. Umiem się pohamować, teraz już na płacz pozwalam sobie tylko w domu żeby wyrzucić z siebie te wszystkie emocje.
Poza tym jestem dorosła i przecież nie pozwoliłabym sobie na jakieś napady płaczu przy dziecku żeby je stresować czy cokolwiek innego. Nie wydaje mi się żeby wolontariat coś tutaj rozwiązał, bo ja zwyczajnie tęsknie za małą, konkretnie za nią. Po prostu jesteśmy ze sobą bardzo zżyte. Do niedawna spędzałyśmy ze sobą dużo czasu. Teraz jest to ucięte.
Odpowiedz
#62
Miśka bardzo przykro, dla twojego aniołka ......(*)

Ludzie, którzy tego nie przeszli nigdy tego nie zrozumieją, nigdy, może z czasem wszystko się ułoży i będziesz mogła widywać się z małą.....
Życzę ci tego z całego serduszka.......

Tak naprawdę nic tylko czas może ukoić ból, doskonale cie rozumiem, ja przez prawie dwa lata nie potrafiłam się pozbierać, w pewnym momencie myślałam, że nigdy nie dojdę do normy, ale udało się, nie zapomnę mojej fasolki nigdy ale nauczyłam się z tym żyć i nawet o tym rozmawiać, życzę ci żeby do ciebie taki czas przyszedł o wiele szybciej abyś nie musiała cierpieć.....................

przytulam.....
Odpowiedz
#63
Kama dziękuje, dobrze wiedzieć, że można jakoś sobie poukładać życie i cieszyć się nim na nowo.
Ja kiedyś byłam urodzoną optymistką wszędzie potrafiłam znaleźć dobre strony, a teraz? Już tego nie ma..

Pewnie masz rację i za jakiś czas znowu odzyskam kontakt z Małą, ale to już nie będzie to samo.. mam ogromny żal do jej rodziców za to jak mnie potraktowali i jak traktują nadal.. żal który dość mocno we mnie wszedł i myślę, że baaaardzo trudno będzie wyciągnąć tą zadrę z serca. Oczywiście mój stosunek do Małej się nie zmieni, ale myślę, że te kontakty będą rzadsze niż były do niedawna chociażby z powodu powyższego żalu i już nie wrócą do takich ciepłych jak były kiedyś.

Dla naszych ukochanych Aniołków [*]
Odpowiedz
#64
W moim mieście rozpoczęły się Juwenalia. Namawiana przez koleżanki stwierdziłam, ze pójdą na taką plenerową i główną imprezę, która się rokrocznie odbywa i jest można powiedzieć znakiem rozpoznawczym Juwenali w moim mieście.
Nawet nie pomyślałam o tym żeby zabrać ze sobą alkohol i oczywiście musiało paść to durne pytanie : "A Ty nie pijesz? " Pierwsza moja myśl no przecież jestem w ciąży nie mogę, ale za chwilę otrzeźwienie przecież w zasadzie możesz pić, możesz się upić do nieprzytomności nie jesteś już w ciąży.. Wielki ciężar wręcz spada mi na klatkę..
Koleżanka pali papierosa, dym leci prosto na mnie odsuwam się, przecież nie mogę tego wdychać muszę dbać o maleństwo, zaraz.. przecież równie dobrze sama mogę teraz zapalić..

Powinnam być w 21 tygodniu ciąży i odliczać, bo półmetek ciąży już za mną więc teraz już tylko z górki..
Odliczam, ale zupełnie inny czas i chyba już nigdy nie przestane go liczyć.

Racjonalnie przecież wiem, że już od 11 tygodni nie jestem w ciąży więc nie ma dla mnie rzeczy zakazanych, ale mimo to czasami mój umysł nie ogarnia i unikam rzeczy, które są zakazane dla ciężarnych. Nadal nie akceptuje siebie w tym już nie błogosławionym stanie.

Kończy się kolejna środa już 11 odkąd Ciebie ze mną dziecinko nie ma.. nie jest wcale lżej, łatwiej, ból jest taki sam przychodzi falami.. Koleżanka dziś się pyta, ale już jest chyba lepiej, normalnie. Czy kiedykolwiek będzie już normalnie.. Staram się żyć normalnie, walczę o każdy dzień, uczę się żyć z tym bólem, ale to nie znaczy, że jest lepiej, lżej.
Po prostu każdego dnia przed wyjściem z domu nakładam na twarz wyćwiczony już uśmiech i wychodzę. A potem wracam do domu i już nie mam siły na udawanie, uśmiech znika, pojawiają się łzy..

"Bo to najgorsza z życiowych ról, mieć na ustach uśmiech, a w sercu rozrywający ból.. "
Odpowiedz
#65
Ty powinnas byc juz w polowie drogi a ja kolysac w ramionach mojego trzymiesiecznego synka.. Wczoraj znow byla sroda, nasza cholerna sroda. I dzis zaczyna sie nastepny tydzien bez naszych skarbow. To takie ciezkie.. Ten sztuczny usmiech, w ktorym wszyscy widza to, ze juz jest dobrze. Powrot do samotnosci i jest jeszcze gorzej. Znam to wszystko. Bardzo mocno Cie sciskam. Jestem. Zawsze i w kazda srode.
(*) dla Anioleczka
Odpowiedz
#66
Siedzę od dobrej godziny, powinnam się uczyć, a w rzeczywistości odpłynęłam myślami, pytanie gdzie? Nie jest to ani teraźniejszość, ani przyszłość, ani przeszłość..
Myślę o tym jakby to teraz wyglądało gdybym Ciebie dziecinko nie straciła.. Co bym teraz robiła? Brzuszek byłby na tyle duży, że pewnie już zaczął by mi "przeszkadzać" w przyjmowaniu moich ulubionych pozycji. Pewnie już jak matka wariatka gadałbym na całego do brzuszka czyli do Ciebie. Od początku do Ciebie mówiłam wiesz? To myślenie nie daje mi spokoju "co by było gdyby.."

W przeróżnych sytuacjach łapie mnie to myślenie, a co bym robiła gdybym nadal była w ciąży. Czy właśnie bym to robiła gdybym nadal była w ciąży. Ciągłe myślenie, nie ma dnia żebym o tym nie pomyślała. Cały czas.. bez przerwy.

Ludzkie myślenie.. ludzie myślą, że jak wróciłam jako tako do życia, rozmawiam, czasem się uśmiecham to już jestem szczęśliwym człowiekiem, który zapomniał o tym co się wydarzyło. A każda z nas wie, że to nic bardziej mylnego.
Wracamy do życia, bo nie mamy wyboru. Musimy się podnieść z tym wielkim ciężarem i zacząć żyć, bo przecież życie tego od nas wymaga. Jest niewzruszone i leci dalej. Przecież ten czas, który mija nic nie zmienia. Każdego dnia wstajemy i rozpoczynamy kolejny dzień bez naszych dzieci. Czy to jest to "lepiej"?

Poza tym to pytanie nie jest tak naprawdę pytaniem tylko stwierdzeniem ludzie nie chcą prawdziwej odpowiedzi tylko potwierdzenia, że tak jest lepiej..

-------------------------------------
Moniu kochana, łączy nas ta sama tragedia, ten sam miesiąc i ten sam dzień. To dużo czy nie? Nie wiem, ale czuje, że jesteś mi strasznie bliska. Bliższa niż dziesiątki osób z którymi spotykam się na co dzień. Często zdarza mi się myśleć o Tobie i Wojtusiu w naszą środę zwłaszcza, mam nadzieje, że Nasze dwa Aniołki są gdzieś tam razem i wspólnie się bawią.
Ściskam Cię mocno.
Odpowiedz
#67
Jesteś sam gdy zapada zmrok
Będziesz sam gdy Twe życie przeminie
W starej szybie odbija się wzrok
Kogoś kto od lat tak żyje
Nie zagłuszy ciszy wina smak
Nie pomniejszy żalu pusta butelka
I rozumiesz, że przyjaciół brak
Gdy jak kruche szkło serce pęka

Nie wie nikt co się może stać
Nie wie nikt co się jeszcze zdarzy
Gdy ból skrzywi bladą twarz
To i tak zostaniemy z tym sami

Ja nie mówię, że to ma sens
Ja nie twierdzę też, że to na nic
Tylko życie tak trudne jest
Potrzeba siły, by sobie z nim radzić

To jest wielka tajemnica:
Co dla kogo zapisane?
W gwiazdy patrząc - nie odmienisz nic

Więc dlaczego
Właśnie dla mnie
wymyśliłeś bajkę Panie,
o człowieku,
który sam przez życie musiał iść?
Całkiem sam...

Nie wie nikt co się może stać
Nie wie nikt co się jeszcze zdarzy
Gdy ból skrzywi bladą twarz
To i tak zostaniemy z tym sami

Ja nie mówię, że to ma sens
Ja nie twierdzę, że to coś zmienia
Tylko życie tak kruche jest
Dużo daje i dużo odbiera

Czy muszę tak przez życie iść -
W pragnieniach topić życia smak?

Nie wie nikt co się może stać
Nie wie nikt co się jeszcze zdarzy
Gdy ból skrzywi bladą twarz
To i tak zostaniemy z tym sami

Ja nie mówię, że to ma sens
Ja nie twierdzą też, że to na nic
Tylko życie tak trudne jest
Potrzeba siły by sobie z nim radzić

Ja nie mówię, że to ma sens
Ja nie twierdzę, że to coś zmienia
Tylko życie tak kruche jest
Dużo daje i dużo odbiera

"Nie wie nikt" - Monika Urlik
Odpowiedz
#68
Dziś 26 maja. Miał to być mój pierwszy dzień matki co prawda jeszcze z maleństwem w brzuszku i zapewne życzenia dostałabym w postaci słodkich kopniaków. Był by to już 23 tydzień więc maleństwo było by już ruchliwe. No właśnie było by, ale nie jest i już nie będzie. Wszystkie te pytania pozostają bez odpowiedzi. Kilka dni temu po dwu miesięcznej ciszy odezwał się do mnie tata maleństwa. Byłam tak zszokowana tym telefonem, że dosłownie zapomniałam języka w buzi, wróciły wszystkie emocje skrzętnie zamykane gdzieś w zakamarkach serca, chwilami już sama nie wiem co mam robić..

Nie wiem co robić, myśleć, jak żyć. Chciałabym wyłączyć te wszystkie emocje i uczucia. Bardzo się staram nie dopuszczać ich do głosu i żyje prawie, że jak na jakimś cholernym autopilocie. Wyłączone emocje tylko konkretne zadania. : wstać, iść do szkoły/ pracy, zjeść, pouczyć się, posprzątać, spotkać się z koleżankami, bo nie dadzą mi spokoju będą męczyć. Konkretne zadania bez zbędnego rozmyślania. Czy to dobre podejście? Nie wiem, ale nie umiem inaczej tak jest lepiej, przynajmniej na razie.

Chociaż bardzo boje się momentu jak to wszystko w końcu się skumuluje i wybuchnie. Bo coraz częściej czuje ogrom tych emocji. Zdarza mi się płakać, ale bardzo się kontroluje i czasami zduszam to w sobie żeby łzy nie poleciały, ale czasami tama puszcza i nie daje rady.


Wszystkim nam tutaj w dzisiejszym dniu życzę dużo sił aby przetrwać ten pusty i bolesny dla nas dzień.

Aniołku [*]
Odpowiedz
#69
Siedzę w domu pracuje przed komputerem i czuje się okropnie, ale nie tak jak zawsze, tylko jeszcze gorzej. Nie wiem co się dzieje łzy zaczynają płynąć w gardle pojawia się gula, spoglądam na zegarek na tak dzisiaj środa, kolejna.. 14 tygodni temu o tej porze już wiedziałam.. już mojego maleństwa nie było ze mną.. boli, strasznie boli.

Maleństwo moje miał być 6 miesiąc już coraz bliżej porodu.. Tego czasu się najbardziej obawiałam ciąża i lato + upał którego nie lubię i bardzo źle znoszę normalnie, a co dopiero będąc w zaawansowanej ciąży, śmiałam się nawet do mamy, że będzie potrzebna druga łazienka, bo ja będę na stałe siedzieć w wannie.. Dziś rozmawiałam z koleżanką, otworzyłam się i powiedziałam jak strasznie żałuje i tęsknie za moim dzieckiem.. nie była zdziwiona, zakłopotana, zrozumiała bez tłumaczenia. Poczułam ulgę, że ktoś jednak rozumie..

***
Kruszynko, mam nadzieje, że dobrze Ci tam gdzie jesteś, bardzo, bardzo za Tobą tęsknie i kocham.


****07.06****

Dziś urodziny chrześniaczki, wczoraj chodziłam po sklepach w poszukiwaniu prezentu dla M. wylądowałam w Smyku i nie sądziłam, że to mnie aż tak ruszy. Pełno tych wszystkich niemowlęcych rzeczy śpioszków, butelek, smoczków... musiałam stamtąd wyjść, bo bym się rozryczała na środku sklepu, bo przecież ja powinnam już powoli kompletować wyprawkę, powinnam kupować te śpioszki, butelki i smoczki, a nie tylko na nie patrzeć.. jakie to jest niesprawiedliwe...
Odpowiedz
#70
Miśka jak tak czytam twoje posty, to przypominam sobie siebie 6 lat temu kiedy straciłam mojego pierwszego aniołka w 9tc, nie mogłam patrzeć ani na kobiety w ciąży, na dzieci, nie mogłam wytrzymać w takich sklepach z dziecięcymi akcesoriami, trzy tygodnie temu dokładnie w środę dowiedziałam się że prawdopodobnie mojego maleństwa już ze mną nie ma, a dwa tygodnie temu również w środę moja kruszynka odeszła i miałam zabieg, 27 dzień miesiąca, dokładnie ten sam co 6 lat temu, czasami sobie myślę że to jakiś znak tylko że teraz maluszek był ze mną krócej o dwa tygodnie bo straciłam go w 7tc, teraz przechodzę to zupełnie inaczej, ból czuję ten sam, łzy tak samo gorzkie, ale nie mam aż takiego żalu, który tak bardzo rozdzierał moje serce, nie mam pretensji do Boga, nie patrzę na inne maluchy i brzuszki kobiet w ciąży z rozczarowaniem, że one mogą a ja nie, oczywiście czuję wtedy ból w sercu, ale w środku wiem że moje maluszki są szczęśliwe i bezpieczne w niebie, nie wiem dlaczego los tak mnie doświadcza, bo mam za sobą sporo innych ciężkich przeżyć, ale wydaje mi się że to wszystko musi mieć jakiś sens, przecież ta droga musi mieć jakieś zakończenie i bardzo mocno kochana wierzę w to że również dla mnie jak i dla ciebie na końcu tej drogi zaświeci dla nas światełko, dla nas wszystkich tutaj na tym forum i będziemy szczęśliwi ze swoimi ziemskimi skarbami, nigdy nie zapominając o tych które nosiliśmy pod sercem.
Odpowiedz
#71
Bardzo Ci dziękuje i strasznie mi przykro, że musisz przechodzić przez to po raz drugi.

Chwilami myślę, że może już się stabilizuje i, że zaczynam nad tym panować, a potem znowu przychodzą potoki łez.
Ból ewoluuje, jest inny niż ten który był na samym początku. Tamten mnie paraliżował, leżałam i płakałam tylko na to miałam siły. Teraz jest inaczej, chodzę na uczelnie, pracuje, spotykam się ze znajomymi, ale ból cały czas mi towarzyszy. Z dnia na dzień rośnie tęsknota za moim dzieckiem.. W piątek wybiłby 25 tydzień, obecność mojego maleństwa byłaby już oczywista dla każdego, bo brzuszek były już widoczny i to bardzo.

Jak widzę kobiety w ciąży zwłaszcza te z takim już większym brzuszkiem, takim jaki prawdopodobnie miałabym ja myślę, dlaczego ja takiego nie mam, a przecież powinnam. To nie zazdrość, ale chyba smutek, żal do losu, do siebie, do lekarza, że muszę inaczej organizować swoje życie. Tak samo mam z malutkimi dziećmi, smutek i żal, że mi nie będzie dane trzymać swojego maluszka w ramionach.

Ciężko mi znaleźć sens tego co się wydarzyło. Inaczej teraz patrze na życie swoje i innych. To co dla innych jest wielkim problemem dla mnie jest błahostką.
Nie wiem jakie będzie to zakończenie.. Chciałabym być tak dojrzała jak Ty i umieć na to spojrzeć w taki sposób, może po prostu za mało czasu minęło?

Moja ciąża była całkowicie nie planowana, totalnie mnie zaskoczyła, ale teraz bardzo, bardzo mocno pragnę mieć dziecko, ale też panicznie się boje, nie wyobrażam sobie kolejnej straty i powtórki z tego wszystkiego i nie wiem czy kiedyś pragnienie posiadania dziecko przewyższy strach, który teraz mi towarzyszy.

-----------------------------------------
Odpowiedz
#72
Kochana 6 lat temu kiedy straciłam mojego pierwszego aniołka powiedziałam sobie że nigdy więcej, nigdy więcej tego nie przeżyję, ból jest do dziś zupełnie inny ale jest, niestety los postanowił inaczej i ot tak jestem 2tyg po drugiej stracie, teraz przechodzę to zupełnie inaczej równie z wielkim bólem, ale ten ból jest tam głęboko w sercu, ciągle czasami lecą łzy a mam w sobie taki spokój jakiego nie potrafię wytłumaczyć, nie mam żalu, no może żal w sercu że odebrano mi moje dzieci a przecież ja tak bardzo je kocham, lecz nie do ludzi, nie do Boga, czasami płaczę sobie sama w domu zwłaszcza jak nagle na ekranie pokazują niemowlaki, kobiety w ciąży, wiem że z losem się nie wygra co ma być to będzie, ale jakoś staram się sobie dawać radę tak żeby nikogo nie obarczać swoim bólem, jednak przeżyłam póki co a to już druga strata, teraz mówię to samo, nie wyobrażam sobie przez to przechodzić, na drugą ciążę decydowaliśmy się aż sześć lat, za każdym razem kiedy mieliśmy się starać ja wymyślałam sobie że teraz nie jest dobry czas, a bo to za mało kasy, a bo to praca nie pewna, a bo to jakieś tam inne problemy, teraz wiem że to były tylko zwykłe wymówki i nic nie miało wspólnego ze stanem faktycznym, zaraz po pierwszym poronieniu tak bardzo chciałam zajść w ciąże że mało od tej paranoi nie zwariowałam a potem nastała cisza, dziś kiedy pomyślę o kolejnej ciąży nie wyobrażam sobie tego a takiego strachu jaki mnie ogarnia nie czułam chyba nigdy w życiu.
Odpowiedz
#73
Myślę, że większość z nas tak mówi, ale pragnienie bycia ziemską mamą w pewnym momencie staje się silniejsze niż strach.
Ja nawet gdybym chciała to teraz nie zdecyduje się na dziecko z partnerem dawno się rozstałam jeszcze zanim dowiedziałam się o ciąży. On teraz przebywa za granicą, ostatnio nawet zadzwonił po długim okresie milczenia. Rozbił mnie ten telefon, bo wydawało mi się, że nasze drogi już się rozeszły, a co tu dużo mówić, przez to wszystko co się wydarzyło w moim życiu ostatnio (ciąża, poronienie) czuje, że jest mi bardzo bliski pomimo tego, że się od dawana nie wdzieliśmy. Nie wiem nawet czy nie powiedziałabym, że moje uczucia do niego nadal gdzieś tam są.

Strasznie mi przykro, że przechodzisz przez to po raz drugi, ale też jestem dla Ciebie pełna podziwu, że jesteś w stanie tak dojrzale do tego podejść. Jak czytam to co piszesz to czuje taki spokój, ( nie umiem tego wyjaśnić) i takie jakby pogodzenia się z tym co przynosi Ci życie, nie buntujesz się, ale przyjmujesz to co jest. Trzeba być naprawdę bardzo dojrzałym, aby osiągnąć taki stan.

Nie wiem czy kiedyś przyjdzie moment, że i ja zdecyduje się na kolejne dziecko teraz po cichu planuje swoje zawodowe życie i na tych chce się skupić, odganiam te wszystkie myśli związane z macierzyństwem, myślę, ze mną będzie tak samo jak z Tobą, że ciągle będę wymyślała jakiś inny powód, że to jednak nie ten czas. Dzisiaj jak byłam w pracy przeszło mi przez myśl : Nie powinno Cię tu być. Jak szefowa (a jednocześnie ciotka ojca dziecka) dowiedziała się o ciąży to ustaliłyśmy, że będę pracować dopóki będę się czuła na siłach, jak już nie będę chciała to mam powiedzieć. Ja się czułam dobrze i w sumie nie widziałam powodu dla którego miałam od razu rezygnować z pracy, tym bardziej, że z racji mojego powiązania szefowa dbała żebym się nie przemęczała, nie dźwigała ani nic. Jednak mimo wszystko nawet przy dobrym samopoczuciu nie pracowałabym w połowie 6 miesiąca w końcu to mimo wszystko sklep. Dziś jak tak siedziałam tam myślałam o tym, że już mnie tu być nie powinno, że miałam się wylegiwać na działce i odpoczywać przygotowując się na narodziny maleństwa, a jednak jestem tam.. dlaczego... Takie myśli nachodzą mnie bardzo często.. przy różnych okazjach, miejscach..

* * * * * * * * * *

Martwi mnie też coś innego, zanim poroniłam dobra koleżanka, poprosiła mnie, abym została matką chrzestną jej dziecka, ona jako jedna z nielicznych mnie nie zostawiła mimo, że była już wtedy w połowie ciąży i temat poronienia raczej nie był odpowiedni dla niej. Obawiam się tego, że z powodu poronienia i tej delikatnej obsesji na punkcie macierzyństwa za bardzo przywiąże się do jej córeczki, tym bardziej, że ja miałam przeczucie, że moje dziecko to dziewczynka.
Jestem w kropce i obawiam się tego.

* * * * * * * * * *
Kochane dzieciątko, dlaczego nasz rozdzielono? Czy kiedyś się tego dowiem? Bardzo za Tobą tęsknie. Mam nadzieje, że tam gdzie jesteś jest Ci lepiej..
Odpowiedz
#74
Miśka nie martw się ja miałam takie same obawy kiedy poroniłam a zaraz dowiedziałam się że moja bratowa jest w ciąży, też zostałam chrzestną i nie żałuję tego, kocham małą całym sercem ale zdaję sobie sprawę że nie ja jestem jej mamą tylko moja bratowa, to reakcja naturalna, myślę że nie masz czego się obawiać, bardziej może ci dokuczać ból jaki nosisz w sercu a on jest ciągle świeży.....mam nadzieję że wszystko będzie dobrze....

Życzę ci kochana dużo tego spokoju, który czasami cię ogarnia, pamiętaj nasze aniołki zawsze będą w naszych serduszkach a my zawsze będziemy je kochać najbardziej na świecie.......przytulam
Odpowiedz
#75
Siedzę i nie mogę się otrząsnąć. Jakiś czas temu dzwoniła do mnie koleżanka po poradę ( jestem związana z ochroną zdrowia, więc bardzo orientuje się w jakiś kwestia kliniczno-formalnych związanych z szeroko pojętą medycyną.
Sprawa dotyczyła nieletniej dziewczyny w ciąży.

Wczoraj przypomniało mi się o tym i zapytałam jak się sprawa potoczyła. W najgorszych snach nie spodziewałam się takiej odpowiedzi jak otrzymałam. Otóż rodzice nieletniej po poinformowaniu ich o ciąży zdecydowali o usunięciu. Nogi się pode mną ugięły. Jak można zabić dziecko, własnego wnuka, w głowie mi się to nie mieści.

Ja nie miałam wyboru, moje dziecko zostało mi odebrane pomimo tego, że bardzo je kochałam i pragnęłam. A oni tak po prostu je zabiją! Krew się we mnie burzy na tą jawną niesprawiedliwość.
Ile jest tutaj z nas które latami starają się o to jedno wymarzone, wyczekane dzieciątko, a tutaj ktoś się go tak bestialsko pozbywa. Nie rozumiem, nie potrafię, naprawdę nie potrafię...
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości