Wczoraj byłaś, a dziś już Cię nie ma...
#1
Zegar tyka wybijając kolejną godzinę, a dla mnie czas zatrzymał się 100 godzin temu właśnie wtedy w środę chwilę po 15 straciłam Cię bezpowrotnie.

Nie planowałam, że się pojawisz był to dla mnie ogromny szok, brak okresu tłumaczyłam stresem związanym z rozstaniem i tym, że biorę tabletki. Jak się później okazało Nowy Rok witałam już z Tobą. Ciągłe zasypianie i nieustające bieganie do łazienki coraz trudniej było tłumaczyć zmęczeniem i stresem. To był impuls spacer, apteka, łazienka i dwie wyraźne kreseczki. Wizyta u ginekologa i nie pozostawiające wątpliwości słowa to wczesna ciąża. To było jak trzęsienie ziemi - wyszłam z gabinetu jako zupełnie inna osoba, jako przyszła mama.
Nie wiedziałam co będzie dalej, przecież z Twoim tatą się rozstałam jestem w połowie studiów, bałam się strasznie ale jedno wiedziałam na pewno, że niewyobrażalnie mocno Cię kocham i to było najważniejsze. Miałam być już z Tobą na zawsze, ale coś zdecydowało inaczej.
Środa chwila po 15 czuję się źle brzuch mnie boli - podobno to normalne, więc kładę się staram się rozluźnić i myśleć o czymś przyjemny. Po chwili wstaje idę do łazienki..
Potem wszystko potoczyło się błyskawicznie karetka, szpital, USG i diagnoza doszło do poronienia. Czas się dla mnie zatrzymał. Już Ciebie ze mną nie ma. Następnego dnia powrót do domu. Niby nic się tutaj nie zmieniło, ale wszystko jest inne jestem sama, przez 9 tygodni byłeś ze mną, a teraz już Cię nie ma..

Cały czas słyszę jesteś jeszcze młoda będziesz miała mnóstwo dzieci, ale ja chce Ciebie!! Właśnie Ciebie, nie inne dziecko.
Nikt mnie nie rozumie, wkurzają się, że leże i nie mam ochoty na spacery i durne gadanie. Nawet nie potrafią uszanować mojego bólu, przecież ja straciłam dziecko!!
Mam wrażenie, że za chwilę oszaleje, jak mam żyć bez Ciebie nie wiem..
Odpowiedz
#2
Miśka, bardzo mi przykro. Tez pamiętam mój strach jak zaszłam w pierwszą ciąże. To przecież za wcześnie, nie teraz, nie tak... A od pierwszego testu unosiłam się ze szczęścia nad ziemią. To takie niesprawiedliwe... Przytulam...
Odpowiedz
#3
Miska bardzo mi przykro badz teraz dla siebie dobra i pamietaj ze masz prawo do zaloby do tego zeby w spokoju poplakac bo stacilas swojego Maleństwo , przytulam i zapalam światełko dla Twojego Aniolka (*)
Odpowiedz
#4
Bardzo Wam dziękuje, nie wymagam od ludzi wielkiego współczucia, ale chociaż odrobiny zrozumienia i uszanowania mojego bólu..
Nie minął nawet tydzień, a każdy ode mnie wymaga, że już teraz natychmiast mam być taka jak wcześniej, a ja nie umiem.. uśmiech to dla mnie nie lada wyzwanie - nawet widok mojej ukochanej chrześniaczki nie powoduje uśmiechu tylko łzy..

Jeszcze tydzień temu każdy mówił na moje maleństwo dziecko, a teraz nawet go nie nazywają.. tak jakby go nigdy nie było..
Odpowiedz
#5
Miśka bardzo współczuję straty dzieciątka [*]

Masz racje,mnie też to drażni kiedy z ust osoby która jest za obroną życia od poczęcia słyszę - po co się tak z TYM obnosisz czyt.po co zakładasz zawieszkę na szyji z dwoma aniołkami a za chwile podrzuca mi książke o kobiecie która urodziła dwoje dzieci z ciężkimi wadami i to ma mnie postawić na nogi bo to jest tragedia....
Odpowiedz
#6
Współczuje koleżanki. Prawda jest taka, że nikt kto tego nie przeżył nie jest w stanie wyobrazić sobie co czujemy.
Bo tylko osoba, która sama tego doświadczyła potrafi to zrozumieć.
Podejrzewam, że gdybym sama nie straciła dzieciątka to osobie po stracie powiedziałabym dokładnie to samo co ja usłyszałam.. " że będziesz miała jeszcze dzieci" i takie tam frazesy.. bo co innego mają powiedzieć?
Pół biedy jeśli tylko do tego się ograniczają, ale jak ktoś rozlicza mnie z tego czy mam prawo rozpaczać czy nie to aż mnie skręca ze złości..

Ja właśnie tego nie rozumiem, dlaczego ja mam udawać, że nie straciłam dziecka?
Dlaczego mam się z tym nie obnosić? W końcu gdybym " normalnie" urodziła to każdy chciałby zobaczyć maleństwo.
Dlaczego, więc mam ukrywać stratę? Ja mam cierpieć, bo ludzie się boją? Bo to dla nich trudny temat.
Nie rozumiem kto dał ludziom prawo decydowania co jest tragedią, a co nie?!

Poronienie jest straszne, bo nawet nie mamy możliwości pożegnania się z maleństwem wszystko dzieje się szybko ( przynajmniej u mnie tak było).

Nawet teraz idąc do ginekologa jak się zapyta to powiesz ciąża druga, porodów 0, więc w takim razie gdzie jest dziecko?!
Ja pocieszam się myślą, że mojemu maleństwu lepiej jest tam na górze niż tutaj u nas. Tylko ta myśl jakoś trzyma mnie w pionie.

Ściskam mocno, a dla Twoich dwóch aniołków [*] [*]
Odpowiedz
#7
to wszystko jest bardzo trudne
warto chyba skupić się na tych ludziach którzy są nas w stanie zrozumieć a przynajmniej nie ranią
my same musimy dać sobie prawo do żałoby smutku a pożegnać tylko ( i aż) w sercu bo często nie mamy namacalnego ,fizycznego świadectwa istnienia naszych dzieci ,ich ciałek
Odpowiedz
#8
Wiesz mam wrażenie, że ludzi którzy naprawdę rozumieją jest jak na lekarstwo. Prawdziwe wsparcie otrzymałam od dziewczyn w szpitalu. Czułam, że ono jest prawdziwe i szczere mimo, że one dzieciątka nie straciły. A od wszystkich innych mam wrażenie, że to jest na zasadzie : muszę przytulić powiedzieć, że mi przykro, ale tak naprawdę przecież nic się nie stało. Dziecko nie umarło, bo przecież jeszcze tak naprawdę nie żyło..
Wiesz czasami się waham, postanowiłam, że dzieciątka nie pochowam. Chyba nie dałabym rady, boje się, że to dodatkowo by mnie pogrążyło, a i tak jest mi ogromnie ciężko. Może to błąd? Nie wiem, decyzja została podjęta i nie zamierzam jej zmieniać.
Odpowiedz
#9
Miska,
moim zdaniem najlepiej postępować tak jak podpowiada Ci serce...
Odpowiedz
#10
ja też nie pochowałam
po pierwszym poronieniu byłam w takim szoku że nie dałam rady
a za drugim razem , najgorsze co może być-ubikacja
moje nienarodzone dzieci mają szczególne miejsce w moim sercu i symboliczne miejsce na grobie mojego taty
cokolwiek zrobisz będzie słuszne
najważniejsze że w zgodzie z Tobą i tym co czujesz
pisz tutaj a na pewno spotkasz wsparcie i na pewno nie usłyszysz nieszczerych i nie trafionych pocieszeń
Odpowiedz
#11
Ja mam wrażenie, że moje serce się zatrzymało i nie bije..
Też myślę o tym żeby zrobić symboliczne miejsce na rodzinnym grobie..

Trafiłam tutaj przez przypadek, ale "bardzo się ciesze". W oszalałym poszukiwaniu informacji dlaczego straciłam moje maleństwo wyświetliła mi się ta strona, zaczęłam czytać, weszłam i już zostałam.

Nie wiem jak dalej będę żyć, mam miesiąc zwolnienia, niestety mam świadomość, że nie mogę go w całości wykorzystać.
Boje się powrotu do normalnego życia, życia bez mojego maleństwa.. Sad
Teraz jestem jak w próżni, leże w domu i można powiedzieć, że jestem odcięta od świata.
Odpowiedz
#12
kiedy potrzebujesz płacz,smuć się ,złość i rozpaczaj ale pisz tutaj bo często ból i rozpacz troszeczke ustępują kiedy choć na chwile "pogadasz" wyrzucisz z siebie to co siedzi w środku
przytulam Cie i pamiętaj że nie jesteś sama w cierpieniu
choć wirtualnie ale jestem z Tobą
przytulam
Odpowiedz
#13
Miśka mocno Cie przytulam. Światełko dla Twojego Maleństwa [*].
Ja dokładnie tydzień temu dowiedziałam sie, że serduszko mojego Maleństwa przestało bić...Pustka, żal, morze łez i pytanie dlaczego tak się stało???.....Aniołku mój mama Cię kocha i ogromnie tęskni [*]......................................
Odpowiedz
#14
Znowu rozpłakałam się jak małe dziecko. Weszłam dziś na pocztę. W oczy rzuciły mi się wiadomości od niedoszłej teściowej.
Wysłała mi zdjęcia tego co już kupiła dla maluszka, ciuszki, butelki, smoczki, wózek!
Rozryczałam się jak małe dziecko, że to już nieaktualne.. Żeby tego było mało wiadomość wysłała mi w dzień kiedy wszystko się skończyło.. dokładniej w tej samej godzinie i minucie.. Jaki ten los jest niesprawiedliwy..

Okruszek przytulam Cię mocno i wysyłam [*] dla Twojego aniołka, mnie też dręczy pytanie dlaczego..
Tyle kobiet nie chce dzieci, a je rodzi albo usuwa, a my je wbrew naszej woli je tracimy.. Sad
Odpowiedz
#15
Miśka..
chciałabym Cię jakoś wesprzeć, jakoś pomniejszyć Twój ból..
niestety nie ma takich słów, które miałyby tę moc.. a przynajmniej ja ich nie znam.
Przytulam Cię mocno!
Odpowiedz
#16
Miśka bardzo Ci współczuje. Nie znam słów by ulżyć Ci w cierpiniu. Natomiast doskonale moge sobie wyobrazić co przeżywasz. Też spotkałam sie z tym o czym piszesz- rozliczaniem że już powinnam się otrząsnąć, płytkimi pocieszeniami "bo tak wypada", zastępczymi nazwami dla dziecka ... I nie daj sobie wmówić że sie nic nie stało- stała się najgorsza rzecz jaka możespotkać rodzica- śmierć własnego dziecka. Ja swoje dziecko stracilam prawie pół roku temu... Ból wcale nie jest mniejszy, zmienił się tylko jego charakter- z rodzierającego na gęsty i lepki jak smoła...

Przytulam Cię mocno!

(*) dla Twojego Maleństwa
Odpowiedz
#17
We mnie nic nie wzbudza tylko to rozliczanie, że powinnam przestać użalać się nad sobą.. wtedy wzbiera się we mnie gniew.

Ja fizycznie nawet nie doszłam do siebie - mam silną anemie, macica nadal się oczyszcza - organizm jeszcze nie doszedł do siebie, nadal przypomina o tym co się wydarzyło, a ja już mam być tą samą dziewczyną co wcześniej..

Ta dziewczyna pełna życia, optymizmu, pasji już nie wróci.. Nie mam siły się uśmiechać udawać, że jest ok. Czuje się, jakby ktoś wyciągnął korek i spuścił całe powietrze ze mnie..

Zawalam studia studiuje na uniwersytecie medycznym - zwolnienia tam nie są mile widziane, ale nie mam siły wyjść do ludzi..
Po wyjściu ze szpitala stwierdziłam, że od razu wracam na uczelnie, ale nie mam siły.. stwierdziłam, że dam sobie jeszcze ten tydzień, ale już teraz wiem, że nie dam rady.. przeraża mnie to skupisko ludzi.. W domu w łóżku czuje się " dobrze" odgrodzona od wszystkich wścibskich i ciekawski spojrzeń i szeptów.

Ludzie są okrutnie wiem i czuje, że uważają, że przesadzam, że nic się nie stało.. A przecież straciłam dziecko..
Z jednej strony cieszę się, że dają mi spokój, ale z drugiej czuje, ze zostałam z tym sama..

Z chłopakiem rozstałam się zanim dowiedziałam się o maleństwie ( wyjechał za granice) o ciąży mu powiedziałam telefonicznie. Nie wiem nawet czy się ucieszył czy nie. Jak zadzwoniłam powiedzieć, że straciłam pytał się dlaczego etc. Zadzwonił następnego dnia zapytał co ze mną ( było dodatkowe podejrzenie ciąży pozamacicznej) kazał się trzymać..
W sumie to i tak dużo nie spodziewałam się od niego żadnego słowa pocieszenia.

Siostra cioteczna - cieszyła się z ciąży do dziś w uszach brzmią mi jej słowa, że mogę pomarzyć, że dopcham się do wózka. A teraz? Była ze mną tylko w szpitalu, powiedziałam, że jej przykro, że będę miała jeszcze mnóstwo dzieci.. od tej pory jest cisza, nie odezwała się słowem nie przyszła nie odwiedziła, a była dosłownie klatkę obok ( jej teściowie mieszkają na ten samej ulicy numer dalej..) Nie chodzi mi żeby się użalała nade mną, ale o zwykłe słowo jestem : chcesz się wygadać jestem, chcesz popłakać jestem, chcesz pomilczeć jestem. Chodzi o zwykłą obecność. A wcześniej potrafiła dzwonić codziennie.
Pewnie przeczeka, zacznie się odzywać jak jako tako wrócę do codziennych obowiązków, jak wyjdę z domu.. Tylko czy wtedy ja będę tego chciała - chyba już nie.

Wieloletnia przyjaciółka byłam dumna, że taką mam myślałam co by się nie działo mogę na nią liczyć.. ile byśmy nie rozmawiały jak się odezwę to będzie. Jak jest w rzeczywistości po wyjściu ze szpitala napisałam do niej, napisała, że jej przykro,zapytała dlaczego tak się stało, czy jestem sama w domu.. od tej pory cisza, pomyślałam, że jest w pracy odezwie się jutro. Nie odezwała się, ani jutro, ani pojutrze ani popojutrze (...) napisałam sama co przeczytałam? że jest zalatana nie ma na nic czasu, ale chciała się ze mną spotkać... czyżby ? Ja już chyba nie chce..

Przyjaciel podobnie jak przyjaciółka napisałam mu co się stało, powiedział, że mu przykro i od tego czasu cisza - zero wiadomości niczego..

Rodzina i wieloletni przyjaciele zawiedli - chyba muszę zmienić kryterium oceniania znajomości i nadawania jej miana przyjaźni, bo mimo, że jeszcze tydzień temu byłam w stanie dać sobie uciąć obie dłonie tak teraz okazuje się, że w obliczu takiej tragedii nie dają rady.. że zostaje sama..

*************
Koleżanka ze studiów znamy się niecałe trzy lata, a martwi i troszczy się o mnie. Dzwoni, piszę co prawda niektóre jej słowa mnie drażnią, ale chociaż jest. Jako nieliczna.. Miałam wyłączony telefon nie chciało mi się gadać. Nie wiem jakim cudem zdobyła numer telefonu mojego brata żeby dowiedzieć się czy wszystko ok.

Kolega znam go hmm trzy miesiące. Poznaliśmy się przez internet na innym forum. Mimo, że się nie widzieliśmy to się martwi, piszę, dzwoni, interesuje się.

Siostra Ex-a rozmawiałyśmy tylko kilka razy, bo na codzień mieszka za granicą. Kilka dni po dostaje sms-a, że nie chce się naprzykrzać, bo nawet nie jest w stanie sobie wyobrazić przez jakie piekło teraz przechodzę, ale myśli o mnie i o naszym aniołku i, że jeżeli chce porozmawiać to mam dać znać. - Największe zaskoczenie dla mnie, bo nie spodziewałam się takich słów. Tego, że napisała NASZ ANIOŁEK - mimo, że czytając wiadomość płakałam to na te dwa słowa uśmiechnęłam się.
Mam wrażenie, że ona naprawdę rozumie co się wydarzyło, że straciłam dziecko.

Gdzieś przeczytałam, że wszystko dzieje się po coś.. może moje Maleństwo pojawiło się żeby mi pokazać jakich ludzi mam wokół siebie, że w kluczowym momencie nie dają rady.

Wiem, że gdyby siedzieli mi na głowie to bym też czuła się źle, ale przynajmniej była by świadomość, że są.. poplątane to wszystko..

Dziękuje Wam za każde słowo otuchy.. prawdą jest, że nie umniejsza to mojego bólu i cierpienia, ale daj poczucie, że nie jestem sama, że jest ktoś kto mnie naprawdę rozumie, to szalenie ważne.

Tydzień temu o tej porze moje Maleństwo jeszcze było ze mną, nic nie zwiastowało tego co wydarzyło się godzinę później..

" Byłeś krótko dałeś wiele, więc spoczywaj mój Aniele" [*]
Odpowiedz
#18
I znowu boli znieczulica ludzi.. Minął nieco ponad tydzień.. Co usłyszałam : " Czy Ty nie przesadzasz" ? Nie [Usunięto wulgaryzmy] nie przesadzam, straciłam dziecko!! Mam prawo leżeć i ryczeć, a Wam nic do tego!! Może tego właśnie potrzebuje żeby móc iść dalej.. Chciałabym mieć siłę żeby żyć.. muszę żyć dla mojego Aniołka, przecież on patrzy z góry na mamę i pewnie się smuci.
Wiem Aniołku staram się naprawdę się staram, ale tak ciężko mi tutaj bez Ciebie..
Odpowiedz
#19
Miśka , kochana , tak mi przykro że najważniejsze osoby zawiodły.Teraz kiedy potrzebujesz wsparcia :-(
Niestety poronienie i nasze cierpienie jest często ignorowane i pomniejszane przez najbliższych bo nie wiedzą co powiedzieć , bo mówią głupoty niestosowne do sytuacji ,bo boją sie lub nie chcą uczestniczyć w naszym cierpieniu.
U mnie po drugim poronieniu też tak było.Telefon milczał.Nikogo nie interesowało co czuję,jak się czuje.
To doświadczenie zweryfikowało wiele znajomości.
Ale z czasem zaczęłam skupiać sie na tych osobach które mnie choć trochę rozumiały.
I chyba jest tak jak mówisz w tej sytuacji dowiadujemy się kogo mamy naokoło.Siostra ex-a , koleżanka ze studiów,kolega z forum właściwie osoby które znasz od niedawna lub trochę.Ważne że oni są.Wiem ,że to przykre zawieść sie na najbliższych ,rozumiem Cię w 100%.
Mój brat i bratowa np.nie dzwonili, nie pytali.Teraz , ponad rok po poronieniu to z nimi mogę swobodnie rozmawiać i mówić o moich dzieciach nienarodzonych a oni to w pełni rozumieją.Mówią żę nie dzwonili bo wiedzieli że jestem w rozpaczy i każde słowo wydawało sie banalne ale modlili się za mnie.I teraz myślę że byli ze mną duchowo.Wtedy potrzebowałam czegoś innego ..ale może takie wsparcie jest też ważne i potrzebne.
Przytualm Cię mocno i zapalę dzisiaj świeczkę dla Twojego maleństwa
Odpowiedz
#20
Ja tego nie rozumiem, dlaczego ludzie udają, ze mojej ciąży, że mojego dziecka nie było..

Dziś dzień kobiet.. mimo, że tego nie wiem to czułam, ze noszę córeczkę, więc wszystkiego najlepszego moja mała kobietko :*

Dzisiaj pierwszy raz wyszłam z domu. To było męczące. Tłok, hałas, życie płynie dalej jak gdyby nigdy nic, a Ciebie ze mną nie ma. Sad

Jak poradzić sobie z tym bólem, jak nauczyć się z nim żyć. Szłam ulicą i siłą powstrzymywałam cieknące po policzkach łzy..

Nie mam siły, dlaczego nie mogłaś ze mną zostać .. ?
Odpowiedz
#21
Miśka,łączę się z Tobą w żalu i bólu...to takie niesprawiedliwe, kiedy najbliżsi od nas się odwracają i przy okazji dodatkowo ranią... Ja dziś też straciłam wiarę w najbliższych...i pytam dlaczego??w takich trudnych życiowych momentach poznajemy kto naprawdę jest z nami, a kto tylko udaje??...
Światełko zapalam dla Twojego Aniołka [*]
I dla mojego Aniołka też [*]
Odpowiedz
#22
U mnie okazało się, że moim najbliżsi są ze mną tylko wtedy jak mamy się wspólnie śmiać czy świętować. A ja byłam przekonana, że oni są ze mną na dobre i złe.
Tak się złożyło, że tego złego aż tak dużo nie było zawsze radziłam sobie sama, więc nie było też okazji aby sprawdzić czy faktycznie będą.. Teraz okazuje się, że ich nie ma..
Żyłam w iluzji i obłudzie.. może jestem niesprawiedliwa ? Być może, ale oni nawet nie próbują, po prostu ich nie ma..
Nawet nie podjęli próby...
Pewnie za jakiś czas, jak nauczę się żyć z tym bólem i piętnem straty mojego maleństwa, to oni pojawią się znowu żeby się śmieć.. wtedy wyjdę na dziwaczkę, ale pokaże im drzwi..

Okruszku, gdzieś usłyszałam tekst " Boże strzeż mnie od przyjaciół z wrogami sam sobie poradzę" i niestety taka jest prawda - bliscy to osoby, które mogą wyrządzić nam największą krzywdę, bo dopuszczamy ich bardzo blisko siebie..
Przykro mi, że doświadczasz tego samego co ja.. bo nie dość, że dotknęła nas taka tragedia to dodatkowo okazuje się, że nasze dotychczasowe życie to obłuda i pomimo tłoku w okół nas to teraz zostajemy same..

Jak na ironie większe wsparcie dostałam od rodziny mojego byłego niż od mojej własnej.. wspaniale zachowali się na wieść o ciąży i tak samo o stracie..

Nie wiem ja nie jestem w stanie tego zrozumieć. Sama do niedawna nie wiedziałam co się czuje w takiej sytuacji i tak samo nadal nie wiem jak bym się miała zachować gdyby kogoś z moich bliskich to spotkało, no bo co powiedzieć co zrobić? Same doskonale wiemy, że co by się nie powiedziało, co by się nie zrobiło to nic to nie zmieni, nie umniejszy bólu.. jednak wiem, że nie zostawiłabym osoby samej ze swoją tragedią.. Tak jak teraz mnie zostawiają..

Przytulam Cię mocno i dla naszych Aniołków [*] [*]
Odpowiedz
#23
Witaj, ja straciłam swojego aniołka w 8tc...Zabieg miałam tydzień przed wigilią.. O ciąży wiedział tylko mój mąż i koleżanka, która przeszła tą tragedię parę lat wcześniej więc mnie dobrze rozumiała. Nikomu nie powiedzieliśmy o ciąży jak i o zabiegu.. W środę miałam abrazję a w piątek dzwoni moja siostra i mówi, że jest w ciąży.. Już wiedziałam, że cała moja rodzina skupi się na jej szczęściu. To ulubienica moich rodziców. Czułam, że dobrze postąpiłam nie informując nikogo. Nawet mojej córce, która ma 11 lat nic nie powiedzieliśmy. Stwierdziliśmy, że jak będzie starsza to opowiemy jej o tej tragedii. Nie powiem jest ciężko, ale mąż mnie ratuje jak może choć sam to przeżywa bo to było planowane i chciane maleństwo. Pochowaliśmy je symbolicznie w naszym prywatnym lesie, na wiosnę zasadzę tam piękne kwiaty. Raz jest już lepiej, a następnego dnia mam doła..Ten ból i smutek zostanie z nami do końca życia...Mam nadzieję, że znajdziesz kiedyś bratnią duszę i przez to będziesz się czuła mniej samotna i zobaczysz jakieś promyczki nadziei. Światełko dla twojego Aniołka.
Odpowiedz
#24
Brakuje mi już łez.. Wczoraj usłyszałam, że przesadzam bo w końcu co się takiego stało, przecież nie chciałam tego dziecka!!
Czy to, że go nie planowałam i, że nie od początku skakałam z radości oznacza, że nie chciałam!!
Ok nie planowałam go w tym momencie mojego życia, świadomie bym się na nie nie zdecydowała, ALE skoro ono postanowiło się pojawić w moim życiu to zaakceptowałam to i cieszyłam się, że będzie!!
Jak tak w ogóle można powiedzieć do kobiety, która straciła dziecko?!
Usłyszałam też, że poronienie to nie powód żeby odsuwać się od rodziny.. kto tu się odsunął! To mnie rodzina ma gdzieś... nie odzywa się od wyjścia ze szpitala.. ale to moja wina!! Nie wiem skąd znalazłam w sobie siłę żeby nie strzelić sobie w łeb.. bo miałam wielką ochotę wziąć garść tabletek zasnąć i nie obudzić się nigdy więcej..
Wiem, że nie powinnam tego brać do siebie, ale takich słów naprawdę nie potrafię!! Dotknęło mnie to do żywego..

Natalia, współczuje straty maleństwa, która zbiegła się z ciążą siostry to na pewno ciężki czas dla Ciebie, nie wiem jak bym zareagowała gdyby teraz ktoś z rodziny ogłosił dobra nowinę.. Cieszę się, ze masz wsparcie męża, bo to szalenie ważne, aby partner rozumiał. Nie chce umniejszać tutaj bólu panów, bo cóż to bardzo krzywdzące to, że nie oni fizjologicznie stracili ciąże nie znaczy, że mniej cierpią. U mnie sytuacja jest bardzo skomplikowana. Z partnerem rozstałam się zanim dowiedziałam się o ciąży.. poinformowałam go tylko telefonicznie, nie żyjemy razem, więc każde osobno to przeżywa..
Z perspektywy czasu stwierdzam, że może nieinformowanie nikogo o ciąży było by dobrym pomysłem.. teraz może i było by mi ciężko bez możliwości zwykłego wygadania się, ale przynajmniej nie słyszałabym tylu krzywdzących i bolesnych słów..
Nie wierze już w ludzi to potwory..
Odpowiedz
#25
Miśka, trzymaj się. Tyle mogę Ci napisać, bo nie wiem co mam powiedzieć w takiej sytuacji. Bądź dla siebie teraz najważniejsza i troszcz się na tyle, na ile potrafisz. To nie czyjeś samopoczucie, chęć łopatologicznej "pomocy" jest teraz ważne. Ważna jesteś teraz TY i twoje uczucia. Postaraj się odciąć od tego w imię swojego dobra. Jeżeli dasz radę to zwróć spokojnie uwagę, że takie stwierdzenia nie pomagają Ci a wręcz przeciwnie. To jest takie posypywanie żywej rany solą-w imię czego? Nie wiem.
Ja też swojego dziecka nie planowałam i jego pojawienie zaskoczyło mnie bardzo. Tym bardziej, że byłam na tabletkach i pewnie one były przyczyną poronienia. Ale pokochałam je i nagle zostało mi odebrane. To wszystko nie umniejsza mojego bólu, wręcz go potęguje bo jest we mnie poczucie winy. Nigdy nikomu nie ośmieliłabym się powiedzieć czegoś takiego co Tobie powiedziano, nawet nie wyobrażam sobie pomyśleć w ten sposób. Nie wolno w ten sposób oceniać, bo prawdę ostateczną o człowieku zna tylko Bóg. Dlatego trzymaj się i nie daj się tym ludziom żeby w tym całym TWOIM nieszczęściu jeszcze Cię tłamsili. Światełko dla Twojego Maluszka
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości