Przyszlas odrobine za wczesnie... Ale Bog chcial miec Cie jako Aniolka..
#1
Juz mija piaty dzien, od kiedy nasz Coreczka przyszla na swiat, niestety.. nigdy nie wdychajac ziemskiego powietrza, nigdy nie slyszac glosu mamy.. nie czujac cieplych rak taty..
W ciaze nie moglam zajsc przez okolo 2 lata.. Moim ogromnym marzeniem bylo miec dzieci.. Nie tylko moim.. Mojego Meza tez. staralismy sie, stralismy i nic.. Myslelismy tez o adopcji, Maz nie byl przekonany.. Z kazdym spoznionym okresem lecialam do ginekologa.. kazdy test lezal schowany w specjalnym pudeleczku.. lezaly tam, puki nie pojawil sie test z dwoma kreseczkami.. Okres spoznial sie, kreseczek nie bylo. Moja dotychczasowa Gin. mowila abym czekala na okres.. Nastepna wizyta za tydzien, znow powinnam czekac na okres. Na pytanie o przyczyny dlugich staran i co z tym robic, uslyszalam ze powinnam isc z tym do specjalnej klinki.. Wiec powiedzialam sobie, ze wiecej nie pojde do tej Gin.. Poszlam do drzwi obok.. Starsza Pani, pewnie emerytowana, od razu dala skierowania na specjalne badania, podejrzewala ze jestem albo w ciazy, badz choruje. Powiekszony jajnik, i sledziona. Na badaniach nie bylo widac kruszynki.. Beta hcg ciazowa.. Podejrzewali ciaze pozamaciczna.. Ogrom badan, wizyt.. I dzien 14.07.2014... Jestem w ciazy!! Bylam szczesliwa... I mama plakala ze szczescia.. Planowalam juz wszystko.. Zaczelo sie zycie szybko krecic. Nasze marzenie sie spelnilo.Ubranka kupywalam dla dziewczynki i chlopczyka.. Jednak bylam czemus uparta i myslalam ze to chlopczyk.. A tam byla nasza Mia.. o tym ze to dziewczynka dowiedzialam sie po porodzie.. Byly male plamienia po stosunkach, wiec abstynencja miesiac.. I bylo potem tylko lepiej przez jakis czas.. Zauwazylam plamienia nawet bez stosunku.. zaczynalo sie powoli. Najpierw wydzielina z rozowymi plamkami.. potem juz krew.. I szpital, lezalam pod obserwacja.. Zaczynalam czuc ruchy tak troszeczke... Bywaly krwotoki, duuuze... balam sie bardzo. Potem zaufalam i Bogu, i lekarzom.. po prstu przyzwyczailam sie do szpitala.. Maz odwiedzal mnie codzinnie.. Zaprzyjaznilam sie, o ile tak mozna to nazwac z pielegniarkami... Modlilam sie do Boga, prosilam pomocy.. Od wszystkich slyszalam ze bedzie wszystko dobrze. Bylam coraz pewniejsza ze to chlopczyk... tlumaczylam to tym, ze tak \"chuliganil\", ze lerze przez kochanego dzidzie w szpitalu... ze dziewczynki sa grzeczniejsze..Oczywiscie to wszystko jako metafora.. jednak naprawde bylam pewna ze to chlopczyk.. Mielismy imie dla chlopca.. choc dla dziewczynki tez.. Straszne chwile sie zaczely, gdy na usg powiedzieli ze mam za malo wod.. AFI bylo 6.6 a powinno byc 8.. Martwilam sie tym bardzo, jednak wierzylam ze bedzie lepiej.. ze przyjdzie ranek gdy usg pokaze duuuzo wod. Lekarze juz wtedy informowali ze ciaza moze byc niedonoszona.. jednoczesnie przyjmowalam antybiotyki, mialam infekcje.. I nisko polozone lozysko.. krwiak... I okromne krwawnienia.. Chcialam aby bylo lepiej.. Bardzo chcialam. Znow przyszedl czas na usg.. AFI 5.8.. ja proponuje dolewac wody dla Dzidzi, ale lekarze nie moga.. mam infekcje. Mowia abym nie pila i nie jadla do rana.. Naiwnie mysle ze chca wyrazniej zobaczyc Dzidzie na usg.. Jednak prawda jest brutalna.. Rankiem robia mi test na wody plodowe.. Dzidzia jest silna, i nic test nie wykazuje.. Lekarze nie wiedza dlaczego wod ubywa.. Ale operacji przerwania ciazy nie moga zrobic... choc mowia juz tylko o tymSad Czulam sie zalamana.. nie wiedzialam czego chca lekarze.. Czy im tylko zalezy na przerwaniu ciazy? Czy moze chca pieniedzy? Takie pytania byly w mojej glowie.. Jednak mialam jeszcze czas pobyc z moja Mia.. jeszcze tydzien.. Byla ze mna w brzuszku, byla... ruchow juz prawie nie czulam.. Tylko raz poczulam czkawke.. I bylam zarazem przestraszona, jak i najszczesliwsza pod sloncem.. Dzien za dniem w szpitalu.. Znow usg.. Wod malutko... AFI 1,6... Lekarze znowu o przerwaniu ciazy.. Nie przyjmowalam tego do siebie.. Maz modlil sie codziennie... Tak sie staralismy, tak duzo mielismy nadzieji.. Przyszedl w koncu dzien, w ktorym mielismy zadecydowac co dalej.. szans dla Dzidzi nie bylo.. A u mnie infekcja.. Nie wiedzielismy co robic.. Nie zgadzalismy sie z decyzja lekrzy. Moglismy isc do domu.. I czekac sami na koniec..W koncu decyzja zapadla.. I wiem ze postapilismy slusznie.. choc to nie byla latwa decyzja.. 7.10.2014 byla moja ostatnia noc z Mia.. Ksiezyc w pelni, ja lkalam przez telefon mamie.. Budzilam sie co chwila.. nadszedl ranek.. Przewiezli mnie na ginekologie. Najpierw lezalam z pewna staruszka, ktora wypisali.. Potem sala byla pusta.. Dali tabletki.. 4 sztuki, ktorych tak bardzo balam sie polknac.. balam sie, ze to ostatnie chwile z nasza Dzidzia... Tak sie balam.. Musialam.. Najpierw bole jak na okres, bardzo bolacy. Potem bole przeszly... Nic nie czulam.. Jedynie to bardzo chcialam pic.. Zazartowalam Mezowi ze moze Dzidzia jest silna, skoro tabletki nie dzialaja.. I ze moze bedzie jeszcze dobrze.. Jednak skorcze znowu sie zaczely... Wiedzialam ze nadchodzi koniec.. Tabletki nie zadzialaly jednak jakl trzeba. O 16 znowu dostalam 4 tabletki.. Skorcze zaczely sie bardzo szybko. Bardzo bolalo.. Modlilam sie do Boga, dziekowalam za to co przechodze... Tak bylo latwiej.. Nie czulam bolu psychicznego, nie plakalam.. Chcialam do toalety, siku i jeszcze drugie.. Pielegniarki nie pozwolily.. Lezalam, bole byly ogromne.. i myslalam ze sie pokakam.. a to nasza Mala szla na swiat.. Poczulam jak przechodzi.. i wtedy zaczely sie lzy. Krzyczalam ze juz sie rodzi.. Ze ja tak bardzo kocham nasze dziecko.. Dlaczego ma umierac? Spojrzalam na zegarek... 18:04.. Szybko zostalam przewieziona na sale operacyjna.. mowilam ze bardzo boje sie narkozy.. Pytalam kto sie urodzil... Odplynelam... Wrocilam do myslacych, czujacych.. I na poczaku nic nie czulam... Wrocilam do sali.. Czekal na mnie moj Maz.. Nie czulam nic.. Nic a nic.. Pustka.. Dopiero pon dniach zaczelo do mnie dochodzic.. To ogromny bol.. Niewyobrazalny.. Choc czasami nachodzi pustka.. Musze sie z tym zmierzyc... Byc silna.. bardzo silna..
Na nasza coreczke czekalo wszystko... Bylo lozeczko, wozek.. ubranka.. to wszystko miala miec od mojej mamy..
Czekali na Nia rodzice.. Czekaly babcie.. I prababcie... Czekala mama i tata.. Czekala kotka.. Czekalo slonce by zaswiecic nad jej umiechem, czekal wiatr by rozwiac jej wloski.. Czekal caly swiat.. Lecz Bog chcial Ja Sobie... Nasz Aniolek jest na Niebie.. My w to wierzymy...
Odpowiedz
#2
Wyrazy współczucia z powodu Twojej straty, kiepski ze mnie pocieszyciel bo sama mam tylko mrok w sercu. Pamiętaj że nie jesteś sama.
światełka dla Córeczki
Odpowiedz
#3
tak strasznie mi przykro czytając Twoją historię...sama nie dawno straciłam mój skarb na tym samym etapie ciąży, z resztą dla matki nie ważne który to tydzień...życzę Ci dużo siły i wytrwałości na ten ciężki czas...o pocieszenie teraz trudno, ale na pewno tu zostaniesz zrozumiana...(*)
Odpowiedz
#4
Przytulam cie najcieplej jak umiem... teraz czas smutku, żałoby, mnóstwa pytań dlaczego i tęsknoty ogromnej... ale przyjdzie czas na czynne szukanie odpowiedzi, o badania, o wyniki o wyjasnienia.
Czy przeszłaś jakieś badania po urodzeniu córeczki?
Tu kilka linków, wktórych być może - nie teraz, bo trudno ci pewnie znaleźć siły na ten moment - ale za jakiś czas poszukasz i znajdziesz odpowiedzi, rady na przyszłość:

http://www.mjakmama24.pl/ciaza-i-porod/c..._2529.html
http://www.poradnikzdrowie.pl/ciaza-i-ma...35701.html
http://babyonline.pl/wody-plodowe-kolor-...,r1p1.html

Większość z nas po długich oczekiwaniach straciło dzieci, potem po długiej walce wreszcie się ich doczekało (ja dwóch synków urodziłam po stracie). wierzę, że i dla ciebie i dla twojego miejsca nadejszie szczesliwy czas na rodzicielstwo. bardzo wam tego zycze.

zaglądaj na nasze działy żałoba i badania.
Odpowiedz
#5
Tak strasznie mi przykro Sad.
Odpowiedz
#6
Kochana bardzo Ci współczuję i mocno Cię przytulam Sad
Odpowiedz
#7
Bardzo współczuję Ci Twojej straty, badz dla siebie dobra życzę duzo sily zapalam swiatełko dla Twojej Córeczki (*).
Odpowiedz
#8
Kochana bellefille Sad bardzo Ci współczuję straty... Tylko ktoś kto to przeżył wie co czujesz... ja też myślałam że muszę być silna, teraz wiem że wcale nie musiałam... Najważniejsze jest być dobrą dla Siebie.. jeśli czujesz potrzebę płaczu- to płacz.. on naprawdę oczyszcza duszę.. bellefille Życzę ci Tego co życzę każdej Z nas, Dobrych ludzi przy Tobie, którzy dadzą ci czas na przeżycie Żałoby, po sobie wiem jak to ważne..

Zapalam [*] Dla Twojej córeczki.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości