Wiktor - strata, która roztrzaskała moje serce na kawałki...
#1
Właściwie nie wiem od czego zacząć.
Jestem mamą dwóch Aniołków. 9.07.2013r - 9tc i 22.09.2014r - 34tc.
Z pierwszą stratą poradziłam sobie z pomocą mojego K.
Tym razem roztrzaskałam się na kawałki i nie mogę się pozbierać.
Wiktorek. Owoc naszej miłości. 27.02.2014r zobaczyłam dwie kreski na teście. Moja radość ogromna. Strach związany z pierwszą stratą taki sam jak radość. Na potwierdzenie u lekarza musiałam czekać do końca 8tc. Ale jest radość. Jest fasolka i bijące serduszko. Skierowanie na badania i w 10tc kolejna wizyta. Znowu widzę mojego okruszka. Jest cały i zdrowy. Ma silne serce.
Trzy dni później plamienia. I ten strach. Boże tylko nie to samo. Znowu?? Kierunek szpital. Ale jest. Mój okruszek żyje a serduszko bije. Zrobił mi się polip doczesny i krwiak na kosmówce. W efekcie luteina i L-4. Po 4 tygodniach kolejna wizyta. Widzę moje dziecko. Bije mu serce. To już 14 tydzień. Powoli wszystkie obawy chowam do szafy. w 18 tygodniu dowiadujemy się, że będzie syn. Powoli czuję pierwsze ruchy. od 24 tygodnia zostaje w domu. Powoli kompletujemy wyprawkę. Z wielką radością piorę i prasuję te wszystkie maleńkie ciuszki. Robię miejsce w szafie. Dostajemy wózek. W 32 tygodniu kolejna wizyta u lekarza. Wszystko dobrze. Młody rośnie jak na drożdżach. Waży 2045 gram. Kolejna wizyta miała być 30 września.
Niestety 21 września skacze mi ciśnienie i okropnie puchną stopy i dłonie. Podejrzenie zatrucia ciążowego. Telefon do koleżanki - położnej. Rada - wziąć podwójną dawkę tabletek na ciśnienie i podwójną dawkę magnezu. Po godzinie sprawdzić jak ciśnienie. Bez zmian. Rada - jedzcie na IP.
No to oglądamy na spokojnie finał mistrzostw świata siatkarzy do końca, pakujemy torbę i jedziemy.
Myślimy - potrzymają mnie tydzień, zbiją ciśnienie, unormują wodę w organizmie i wypuszczą mnie do domu.
Jest 23.00 jak przyjmują mnie na porodówkę. Podłączyli mnie do ktg. Słysze miarowe bicie serca mojego synka i czuję jak bardzo się rozpycha. Podłączają kroplówkę na zbicie ciśnienia. Po 30 min lekarz zabiera mnie na USG. I od tego momentu mój świat zaczyna się walić.
Dowiedziałam się, że moje dziecko jest nabrzmiałe i ma małe szanse na przeżycie. Dowiaduję się, że nie mogę zostać w tym szpitalu bo nie mają odpowiedniego sprzętu aby pomóc Wiktorowi. Wracamy na porodówkę. Znowu podłączają mnie do ktg. Proszę aby K. do mnie przyszedł. Mówię mu, że nasz syn może umrzeć. Płaczę. Po chwili wraca lekarz i mówi, że nigdzie mnie nie chcą przyjąć. Muszą mnie natychmiast rozwiązać przez cc i jeśli Wiktor przeżyje odeślą go do innego szpitala, gdzie będą mogli mu pomóc. Od tego momentu czuję się jak bym stała z boku a moje ciało jak marionetka robi to co mu każą.
22.09.2014r o 1:05 przychodzi na świat mój syn. Nie słyszę jego płaczu. Nie widzę go. Co z moim synem???!!! Pół godziny później wywożą mnie z sali w której przeprowadzano cesarkę. Podchodzi do mnie lekarka-neonatolog. Bardzo mi przykro. Pani syn nie żyje. Jego serce nie podjęło akcji. Mój świat runął. Roztrzaskał się na kawałki. Jest przy mnie K. Oboje płaczemy. Nasze marzenia i nadzieje pękły jak bańka mydlana. W pierwszym momencie nie chciałam go oglądać. Bo jak to. Przecież nie żyje. Ale po chwili proszę aby mi go przynieśli. Muszę go zobaczyć. Muszę go dotknąć. Muszę się z nim pożegnać. Jest piękny. Jest mój. Ma wspaniałe kasztanowe włoski. Żegnam się z nim.
Rano jeszcze przed obchodem wpada mój lekarz prowadzący. Szok i niedowierzanie. Wyrazy współczucia. Co się stało?? No właśnie co się stało????!!!! Przecież wszystko było dobrze. Cała ciąża książkowa. Więc co się stało?
Diagnoza - Uogólniony obrzęk płodu. Mój synek w przeciągu 11 dni od ostatniego USG podwoił swoją wagę. W momencie urodzenia miał 3950gram i 44cm. W pierwszym momencie - konflikt serologiczny. Ale badania wykluczają ten stan. Sekcja zwłok nic nie wykazała. Przyczyna zgonu - nieznana. Takie przypadki zdarzają się 3 razy na 10 tysięcy porodów.
W czwartek wypuszczają mnie ze szpitala. Właściwie błagam ich żeby mnie wypuścili, bo inaczej oszaleję. Z tęsknoty, żalu, bólu... 27.09.2014r odbywa się pogrzeb. Trumienka jest taka maleńka. Synku dlaczego mnie opuściłeś???!!! Dlaczego, dlaczego, dlaczego... Te słowa mam w głowie jak mantrę. Żegnam cię mój synku. Śpij spokojnie mój aniołku. Moje serce zawsze będzie z Tobą...
Odpowiedz
#2
Klementyna nie ma słów aby ulżyć Waszej tragedii. Dla Wiktorka (*).
Odpowiedz
#3
Klementynaaa tak bardzo mi przykro... nikt nie pojmie, dlaczego tak się stało, nikt nie odpowie Ci na pytania \"dlaczego\".... każda z nas chciałaby wiedzieć dlaczego....

Światełko dla Aniołka (*) i Wiktorka (*).
Odpowiedz
#4
Klementyna tak strasznie mi przykro...
Tak doskonale wiem co czujesz..tak bardzo pamiętam pierwsze dni, tygodnie, miesiące po stracie, kiedy nic zupełnie nic nie miało sensu, kiedy bolało tak bardzo, że zapierało dech..
U mnie też cała ciąża przebiegała książkowo, aż w 30tc odkleja się łożysko, bez krwotoku, szybka cc, nadzieję, że może jednak uratują moją Zuzię, budzę się po cc i dowiaduję, się, że Zuzia nie żyje..czuję jak się rozpadam, zapadam w sobie, wyję jak zarzynane zwierzę..Dlaczego odkleiło się łożysko nie wiem do dziś.. A sekcja potwierdziła jedynie to co wiedziałam, Zuzia była zdrowa..
Ciężki czas przed Wami, bądź dla siebie dobra proszę, nie duś emocji w sobie, masz ochotę płakać- płacz, krzyczeć- krzycz, nie rób nic wbrew sobie.
Wiele sił Ci życzę na ten trudny czas..
A dla WIktorka {*}{*}
Odpowiedz
#5
Tak bardzo mi przykro.

Dla Wiktora (*)
Odpowiedz
#6
brak mi słów na to wszytko co się dzieje...i nie potrafię zrozumieć dlaczego... dużo siły Ci życzę na ten trudny czas...(*)(*)
Odpowiedz
#7
Klementyna tak bardzo, tak ogromnie mi przykro... Dużo sił..
Odpowiedz
#8
Boże... Nie wiem co powiedzieć... To straszne że musiałaś przez to przejść.. ;( bardzo mi przykro.... Ściskam Cie z całych sił. [*][*]
Odpowiedz
#9
Klementynko nie wiem co mam napisać... brakuje mi słów. Nie mogę przestać płakać, tak bardzo Wam współczuję tej straty... czytając Twoją historię wróciły do mnie zdarzenia sprzed ośmiu miesięcy...

Jedyne co mogę napisać z perspektywy czasu to, żebyś dała sobie czas. I nie tłumiła w sobie bólu, bo jest to najgorsze co może być. Płacz, kiedy tylko masz taką potrzebę, stój nad grobem swojego Wiktorka tyle ile potrzebujesz.

Z czasem ból zelżeje, Twoje serce się poskleja, jednak rysy zostaną. Ja też myślałam, że nie dam rady. Że umrę razem z moim Alankiem. U mnie też ciąża była książkowa, aż pewnego wieczoru położyłam się spać, a rano się obudziłam i nie czułam już ruchów. Też usłyszałam że takie przypadki zdarzają się bardzo rzadko i właśnie chyba tak samo jak ty, że 3 na 10 000. Jednak czas, wsparcie Męża i Dziewczyny na tym forum dały mi dużo wsparcia, siły, cennych rad. Mówią, że \"czas nie leczy ran, ale przyzwyczaja do bólu\" i to powiedzenie na prawdę się sprawdza. Niektórym potrzeba dni, innym miesięcy, a innym lat. Bądź dla siebie wyrozumiała.

Pamiętaj, że jesteś wspaniałą Mamą. Dałaś Wiktorowi najcenniejszy dar- swoją miłość.

Tak bardzo chciałabym Ci pomóc, ulżyć w cierpieniu. Życzę Ci dużo wiary, nadziei i siły na przetrwanie tych trudnych i pełnych bólu dni.

[*] [*]
Odpowiedz
#10
Bardzo Ci kochana współczuję, nic więcej nie potrafię napisać niż to że nie jesteś sama w tym wszystkim..serce pęknięte na milion kawałków, tęsknota do końca życia a najgorsze to że jak się wydaje że już jest odrobinkę lepiej to wszystko przychodzi z podwojoną siłą... Tylko inne Aniołkowe Mamusie wiedzą...
Odpowiedz
#11
Dziękuję za słowa wsparcia i pocieszenia.
Nikt tak jak Wy nie jest w stanie mnie zrozumieć.
Czuję, że w sercu mam ogromną dziurę. Nikt i nic nigdy jej nie załata. Tylko upływający czas spowoduje, że nauczę się z tym żyć.
Dzisiaj mam gorszy dzień. Dzisiaj mijają trzy tygodnie. Dzisiaj K. wrócił do pracy. Zostałam sama ze swoimi myślami. Nie wiem co mam ze sobą zrobić. Czekam jak na zbawienie na powrót K. z pracy. Żeby móc się w niego wtulić i czerpać z niego siłę.

Nigdy Cię synku nie zapomnę.
Odpowiedz
#12
Tak, ten czas po którym trzeba radzić sobie samej... pamiętam. I wiem, że jest bardzo ciężki. Pierwsze dni to odliczanie godzin, minut, wariacja, myślenie. Z czasem się nauczysz, z czasem będzie lżej. Przytulam Cię mocno.

Twojemu K. też na pewno jest bardzo ciężko. Mój (również K.) po pierwszym dniu wrócił z pracy jak cień człowieka.

Masz wsparcie w Ukochanym Mężczyźnie, Ojcu swojego dziecka to bardzo wiele. Niezastąpione.

Trzymaj się i pisz, tutaj możesz wylać swoje smutki. To pomaga. Tu zostaniesz zrozumiana.

Ściskam.
Odpowiedz
#13
Tak bardzo Ci współczuję... Nie ma nic gorszego od tego, jak marzenie które prawie się spełniło, nagle znika. Twój Aniołek jest razem ze wszystkimi naszymi Aniołkami i na pewno jest im wszystkim dobrze.
Odpowiedz
#14
Tak bardzo mi przykro, trzymaj się, jestem z Tobą.
Dla Wiktorka [*]
Odpowiedz
#15
Jest mi źle. Moje serce to wielka otwarta rana, która ciągle krwawi.
Nienawidzę losu za to, że tak nas doświadcza.
Nie mogę się podnieść po tym ciosie.
Ja, taka silna i przebojowa czuję się złamana...
Odpowiedz
#16
Klementynko... tak mi przykro, tal strasznie mi przykro... Boże nie wiem dlaczego to się zdarza. Nie wiem dlaczego tak nas Bóg doświadcza... Wylałam dużo łez czytając twoją historię. Przypomniały mi się pierwsze miesiące po stracie mojego synka... Taki ból i rozpacz nie do opisania... Ale czas goi rany i daje nadzieję. Wiem, że teraz tego nie czujesz, nie widzisz... ale wierzę, że tak będzie. Kochana, dużo siły. Dużo, dużo siły i cierpliwości dla własnego bólu. Niech szybko minie...
Odpowiedz
#17
Klementynko bardzo mi przykro, myślę że nasze historie są identyczne, dużo sił,
Możesz poczytać na moim wątku.
Chyba jesteśmy tymi 2 przypadkami na 10tyś porodówSad
Odpowiedz
#18
m_emi przeczytałam Twój wątek.
Daje nadzieję.
Obudziłam się z przeświadczeniem, że dzisiaj mam lepszy dzień. A potem usłyszałam piosenkę Enrique Iglesiasa - Bailando.
Zawsze będzie kojarzyła mi się z Wiktorem.
Tak bardzo cieszyłam się, że będziesz. Gdy słyszałam tą piosenkę w radiu tańczyłam po mieszkaniu a ty fikałeś koziołki w moim brzuszku. Byłam taka szczęśliwa.
A teraz Cię nie ma. Tak bardzo Cię kocham. I tak bardzo tęsknię...
Odpowiedz
#19
klementynaa

Przeczytalam Twoj watek dwa dni temu i mysle o Tobie i Twoim mezu.
Mimo, ze przezylam to samo, zawsze tak trudno napisac odpowiednie slowa.
Ogromnie mi przykro z powodu smierci Wiktora.
Bardzo Ci wspolczuje.

Zycze Ci duzo sily na nadchodzaca jesien, zime, na wiosne....


(*) dla Wiktora
Odpowiedz
#20
Klementynaa, też mam piosenki kojarzące mi się z Emilką, z tamtym czasem.
Masz racje one już zawsze będą nam się kojarzyły z naszymi dziećmi.Ale po czasie nie wywołują już morza łeż, najwyżej kilka kropel i mocny ucisk w klatce.
Mi te piosenki są potrzebne, i potrzebuje nawet po 4 latach tych łez, chce pamiętać, i się wzruszać.
Przed wami bardzo trudny czas, nie wiem jak się go przeżywa.
Ale da się i wam się uda, nauczyć się oddychać na nowo.
Dużo sił wam życzę.
Odpowiedz
#21
Dzisiaj mija miesiąc jak Ciebie mój Aniołku zabrakło.
Synku tak bardzo za Tobą tęsknię.
Mam wrażenie, że to jakiś koszmar, z którego się zaraz obudzę.
A to samo życie.
Uczę się powoli żyć bez Ciebie.
Ale nie mogę się z tym wszystkim pogodzić.
Odpowiedz
#22
[*]
a Ciebie przytulam w tej trudnej chwili
Odpowiedz
#23
Klementynaa jakbyś chciała pogadac to podaje moje gg 7678903, może w czymś pomogę, pobędę obok
Odpowiedz
#24
Współczuję i wiem jak się czujesz bo tak samo ja się czuję, mimo że moja córcia odeszła w 27tyg ponad 7 miesięcy temu to i tak czuję się jak by się to wydarzyło przed chwilą. Ogromny ból i tęsknota, strasznie mi przykro, że Cię to spotkało. Pewnie wszyscy wokoło szczęsliwi a ty rozpaczona i nie widzisz sensu w życiu tylko ból i cierpienie - znam to niestety bardzo dobrze. Ale masz swojego K. to dla niego bądź silna, który pewnie bardzo Cię kocha, ściskam Cię mocno
Odpowiedz
#25
Tak bardzo za Tobą tęsknię mój synku.
Oporzadzilismy Ci z tata nagrobek. Masz posadzony wrzos i wysypany piękny żwirek. Biały.
Często Cię odwiedzam. Dzisiaj też przyjdę.
Kocham Cie synku.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości