To już miesiąc od...
#1
Poroniłam miesiąc temu ale nadal mi smutno. Nie mogę sie pozbierac po tym przeżyciu chociaż mąż dzielnie mnie wspiera. Jutro będzie narza mała rocznica. Bolesna rocznica. Jak sobie z tym poradzić? Może coś mi podpowiecie.
Iza
Odpowiedz
#2
Izo,

bardzo mi przykro, ze i Ty trafilas na te strony...

Chce Ci tylko powiedziec, ze to DOPIERO miesiac. Gdy dowiedzialam sie o poronieniu, to wydawalo mi sie, ze za chwile dojde do siebie, ze tydzien, dwa na wyciszenie emocji i wroce do normalnego zycia...
Po dwoch tygodniach rzeczywiscie potrafilam mowic, ze \"daje sobie rade\", z niesmialym usmiechem na ustach, zachowywalam sie tak, jak ode mnie moje otoczenie - rodzina, znajomi - oczekiwali...
Problem byl tylko we mnie...

Stalo sie cos bardzo waznego - dotknela Was tragedia. I wychodzenie z niej mozna liczyc w miesiacach, czasami latach, ale nie tygodniach.

Na stronie znajdziesz wiele tekstow poswieconych zalobie, tym wszystkim uczuciom, ktore moga Cie/Was dopasc, opis roznych trudnych sytuacji, o ktorych \"przed\" nie zdajemy sobie sprawy.

Jesli Ci to pomaga, to pisz tu na forum, takie wyrzucenie swoich emocji, wypisanie bolu paradoksalnie pomaga.

Duzo sil.
Monika
Odpowiedz
#3
Witaj Izo

Strasznie mi przykro, że Twój mały Aniołek poleciał do nieba. Miesiąc to faktycznie mało- wszystko jeszcze takie świeże i bardzo bolesne. U mnie dziś mija 12 tygodni, kiedyś myślełam, że po takim czasie będzie dobrze...

Nie wiem co Wam podpowiedzieć, chyba tylko tyle, abyście słuchali i robili to, co podpowiada serce. Jeśli chcesz to płacz, mów o tym, gdy chcesz posiedzieć w ciszy, to tak zwyczajnie to zrób. Ja jeszcze nie wiem, czy czas leczy rany, ale wierze tym mamom, które tak właśnie tu piszą. Jedyne czego jestem pewna, to, że szczerość i głęboka bliskość z mężem pomaga, że trzeba to przeżyć najbliżej ze sobą jak się da.

Przytulam Cię mocno i życzę pokoju w sercu
Odpowiedz
#4
Izo

Niestety, żadnego lekarstwa na ból serca nie wymyślono, a szkoda – czas sprawia że z innej perspektywy patrzymy na to co się stało, ale to ciągle tak boli. Są dni gdy życie jakby zdaje się nas pochłaniać, a są dni, gdy jakiś szczegół tego życia przyprawia o rozpacz w sercu.

Przyznaję ja jeszcze płaczę po śmierci swojego dziecka – choć odeszło w czerwcu, ale to co napisały obie Moniki:

1. miłość i wsparcie partnera – jest chyba najważniejsze w tej naszej żałobie, by nie negował naszych łez, gdy opłakujemy śmierć naszego dziecka,

2. wyrzucenie z siebie tych emocji, które tak skrzętnie chowamy przed rodziną, znajomymi – wypisanie tu na forum tego bólu, pisz - im więcej wypiszesz jak cierpisz, jak płaczesz, jaka czujesz się zraniona i skrzywdzona przez życie i jakie to wszystko niesprawiedliwe i jak ciągle tęsknisz i kochasz – to o ironio pomaga najbardziej.

A my kobiety po stracie naszych dzieci – będziemy czytały i razem z Tobą będziemy opłakiwały śmierć Twojego i Naszych Dzieci, ja jedno, Monika (wuchowa) – aż dwoje, druga Monika jedno.....

Nie tłum emocji ... gdy umiera człowiek ... trzeba tę śmierć opłakać.
Odpowiedz
#5
Izo, bardzo mi przykro, ja bedac miesiac po poronieniu zalozylam tez taki post jak ty ze nie daje sobie rady, myslalam ze miesiac to wystarczajaco duzo by sie pozbierac, tez pisano mi ze do bardzo krotko. Teraz juz bedac 8 miesiecy po ,wiem ze i miesiac i dwa itd nie pomaga bys sie lepiej poczula.Sa czasem takie chwile, ze myslisz ze jest w porzadku a za jakis czas rozklejasz sie tak ze sobei nie potrafisz poradzic. Wiem, ze czas nie leczy ran. Ale najlepszym lekarstwem powinna byc nadzieja...nadzieja ze jutro bedzie lepiej. Ja nia zylam i wiem ze czlowiek potrafi byc znow szczesliwy. A o tragedii poronienia nigdy sie nie zapomni.Duzo sily !!!
Odpowiedz
#6
Witaj. Ja też jestem równo miesiąc po utracie dzieciątka. Byłam w 9tc. nie ma dnia, żebym o moim maleństwie nie myślała... Ale generalnie można powiedzieć, że się pozbierałam... Najgorsze są wieczory, gdy już się kładę do łóżka, jest cicho i ciemno... Wtedy myślę przed snem jak bardzo mi brakuje mojego Aniołka... Ale w ciągu dnia jest już Ok. Dużo daje mi wsparcie męża, a raczej jego wielki optymizm, którym mnie \"zaraża\"... Jak mnie dopada chwila słabości, on od razu jest już przy mnie i mówi, że już niedługo na pewno będziemy mieli drugie dziecko... I może to banalne, ale mi pomaga...
Wiem, że jest Ci teraz ciężko... Jeśli musisz - płacz, ale z mojego doświadczenia powiem Ci, że lepszym wyjściem jest starać się patrzyć optymistycznie w przyszłość... Snuć plany, że przecież jeszcze wszystko co najleosze przed nami, że na pewno będzie nam dane tulić w ramionach nasze pociechy... Mi to naprawdę pomaga... Bo jak na chwilę zapominam o tym, to od razu jest mi ciężej i rozpamiętuję stratę... Nie chcę płakać cały cas... Chcę iść do przodu, chcę żyć normalnie i z nadzieją patrzeć w przyszłość... Chcę wierzyć, że już nie długo będę znów w ciąży i urodzę zdrowe dzieciątko, które będę kochała nad życie...
I co jeszcze mi pomaga: myśl, że przecież \"natura\" wie co robi... Dzień po poronieniu śniło mi się moje dziecko, które właśnie straciłam... I wiesz co do mnie powiedziało? Mamo: musiałem odejść, bo byłem chory.... I ten sen sobie przypominam jak mi źle, tłumacząc sobie, że gdyby dziecko się urodziło, to może by było nieuleczalnie chore... że tak po prostu musiało być i już... I próbuję iść do przodu...
Ale się rozpisalam, nie wiem czy Ci jakoś pomogłam... Jeśli Cię czymś uraziłam, przepraszam... Ale moje powyższe odczucia po prostu mi pomagają i sprawiają, że mogę i chcę normalnie żyć, chcę być nadal szczęśliwa dla mojego przyszłego dzidziusia....Smile
ściskam Cię mocno i życzę dużo sił i wiary w lepsze jutro!!
papa
Odpowiedz
#7
witam cie iza-no u mnie wlasnie mija 19sty dzien od zabiegu kazdego dnia licze jak bym byla w ciazy ktory tydzien teraz by byl...czasem mi tez starsznie smutno-a jeszcze do tego jak widze kobiety w ciazy..lamie mi sie serce ,mysle o moim aniolku.przedewszystkim potrzebujesz duzo milosci -to najlepsze lekarstwo psychiczne-tutaj rowniez masz duzo dobrych duszyczek ktore zawsze ci pomoga w rozmowie-pozdrawiam
Odpowiedz
#8
ja jestem prawie dwa miesiacepo zabiegu. Jakies dwa tygo dnie temu myslalam, ze juz po wszystkim, a teraz wszystko wrocilo. Ten bol, pustka, tesknota. Izuniu, przykro mi, ze musisz przez to wszystko przechodzic. To naturalne, ze cierpisz w koncu byl w Tobie malenki upragniony czlowieczek. By ogarnac to wszystko co sie stalo potrzeba czasu. Rocznice beda co misiac, co pol roku, co rok itd. kiedys nauczysz sie z nimi zyc, pierwsza jest zawsze bardzo trudna. Dlatego dobrze, ze jest przy Tobie maz, ktory Cie wspiera i kocha. Badzcie tego dnia razem i postarajcie sie zajac mysli, rece, glowe. Moze to troszenke pomoze
Odpowiedz
#9
Aniu,
ja wczoraj obchodziłam 5 miesięcznicę... Nie powiem, że umiem sobie już poradzić, bo chyba nie umiem. Cieszę się, że moja koleżanka jest w ciąży (po 10 latach starań i poronieniach) jednak na pytanie mojej mamy jak było na spotkanu z nią (pierwszy raz od mojego poronienia miałam z nią kontakt) - popłakałam się.
A teraz najbardziej obawiam się planowanego terminu porodu...
Ale wierzę, że będzie dobrze. Inaczej być nie może.
Często zapalam białą lampkę (świeczuszkę) dla mojego Aniołka ...

Życzę Tobie dużo sił
Monika
Odpowiedz
#10
Monik(ipek)
wiem, ze minie wiele malych byc moze i duzych rocznic za nim bedzie latwiej. Ja jestem ostatnio na skraju, jesli powiem, ze mam mysli by dolaczyc do mojego dziecka nie sklamie. Dlatego lapie sie za najmniejsze skrawki wiary ze jutro bedzie lepiej, inaczej przepraszam nie powinnam o tym pisac. Poprostu nie mam juz sil.
Odpowiedz
#11
Aniu!

Nawet nie wiesz, jak dobrze wiem co czujesz...mogę Ci tylko napisać, że jestem z Tobą, mocno Cię przytulam i zapalam światełka dla naszych dzieci (*)(*)(*)(*)może one choć odrobinę rozświetlą ciemność
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości