Matki z grupy ryzyka. Urodzenie chorego dziecka po wcześniejszym poronieniu?
#26
Cytat:[autor cytatu=Irena37]
Po pierwsze to nie Bóg jest sprawdzą śmierci tylko szatan i człowiek pod wpływem diabła - a każdy bywa pod jego wpływem, bo każdy grzeszy...Bóg jest dobry, jest źródłem życia..

...

Bóg poinformował mnie poprzez poronienie...że moje ciało jest chore...

Nie widzisz ze to się wyklucza? Skoro to nie Bóg zabija i skoro Bóg chce życia to nie informuje nikogo o niczym zyskają śmierć. Nie zabiłby Twojego dziecka po to żeby Cię poinformować że jesteś chora. Bardziej rozsądne byłoby raczej gdyby nie pozwalał Ci zajść w ciążę prawda?

Piszesz że nie każdy jest stworzony do każdego zadania i nie każdy może być np chirurgiem. I ok, ale przecież KAŻDY jest stworzony do bycia rodzicem. To naturalny instynkt. U niektórych nie działa, niektórzy go zagłuszają... Ale chęć posiadania dzieci jest najbardziej naturalną rzeczą na świecie, bez względu na gatunek każde zwierzę, roślina itd dąży do rozmnażania się.
A przeszczep macicy czym się różni od przeszczepu serca czy nerki w kwestii naturalności? Że bez macicy można żyć? A co jak nie można?

Ja np zawsze najbardziej na świecie chciałam być mamą. Od dziecka prawie, już jak byłam nastolatką. I trudno mi sobie wyobrazić swoje życie bez tego. Tylko że dopuszczam różne drogi i wiem że niekoniecznie to ja muszę urodzić swoje dzieci.
Odpowiedz
#27
Bóg poinformował mnie poprzez poronienie - rzeczywiście to niefortunne zdanie...chodziło mi o to, że uzyskałam wiedzę na swój temat na podstawie zdarzenia - poronienia, Bóg tę wiedzę na mój temat już miał wcześniej przede mną...stąd skrót myślowy - że Bóg mnie poinformował...

nie jest w tym znaczeniu - że Bóg mi oznajmił swoją wolę - poroniłaś, abyś zobaczyła, że nie chcę abyś była matką....nie o to mi chodzi

Bóg wie wszystko, ja nie wiem - dlatego w czasie życia dowiaduję się np. czy mam zdolności do malowania, tańca itp. jakie mam talenty - naturalne, często odziedziczone w genach po rodzicach...skłonności do takich lub innych rzeczy...

Bóg nie zabija...Bóg jest dawcą życia...Bóg jest wszystkowiedzący taka jest natura Boga
- człowiek może zabić, człowiek nie jest źródłem życia sam z siebie, człowiek nie wie wszystkiego, taka jest natura człowieka...

Instynkt - pragnienie może mieć każdy, tak jak każdy ma pragnienie aby być zdrowym, szczęśliwym, nikt nie pragnie raczej być chory prawda? jednak pragnienia ludzkie czy instynkty nie czynią rzeczywistości...nie wszyscy są zdrowi - choć wszyscy tego pragną potencjalnie...

dobre pytanie - czym się różni przeszczep serca od przeszczepu macicy? wyżej umieściłam link do filmu Transhumanizm, bo edytowałam post, polecam - może on odpowie na to pytanie...ogólnie to można powiedzieć - przeszczepmy sobie wszystko co mamy chore, tylko czy wtedy nadal będziemy ludźmi?
Odpowiedz
#28
Idąc tym tropem to w ogóle powinniśmy zrezygnować z jakiegokolwiek leczenia bo jeżeli mamy raka to może znak, że wolą Boga jest abyśmy odeszli z tego świata, nawet biorąc antybiotyki niejako sprzeciwiamy się tej woli, nie wspominając o szczepieniach... Reanimacja też w zasadzie byłaby niewskazana...

Ja widzę to tak, że skoro mamy wolną wolę i doszliśmy w medycynie do etapu na jakim teraz jesteśmy to korzystanie z tej wiedzy, leków, zabiegów, operacji nie jest sprzeciwianiem się woli Boga. Gdyby miał taką wolę to nigdy byśmy fo tego nie doszli, skoro może nam wysyłać \"ostrzeżenia\" w pistaci poronienia to i mógłby uniemożliwić rozwój medycyny.
Odpowiedz
#29
Zaraz, zaraz - nie gdyby Bóg miał inną wolę, tylko gdyby człowiek nie miał swojej. To nie jest wola Boga, tylko wybory Adama i Ewy. Żebyśmy ich nie mieli, musiałby nas wolnej woli pozbawić - nie wykręcajcie kota ogonem. Stąd wspomniałam, że jestem nieodrodnym potomkiem - robimy te kolejne rzeczy korzystając z WŁASNEJ WOLNEJ WOLI. Ale On nas uprzedził już przy pierwszym wyborze, PRZED nim, że ten dla nas dobry NIE BĘDZIE... Zignorowaliśmy tę przestrogę, mając tyle innych wyborów, ponieśliśmy konsekwencje i poniesiemy konsekwencje kolejnych. Tworzymy reakcje łańcuchowe SAMODZIELNIE!
I dlatego to jest właśnie pytanie o kolejne nieustannie przesuwane i przekraczane granice. KOLEJNE!
Rozumiem, że propozycja, by wobec tego nam wolę odebrać, jest przyznaniem, że nasze wybory są... nienajlepsze.
I owszem, ostrzeżenia wysyłamy - także pisując sobie wzajemnie tutaj, co nieraz widać, ale za rączkę nie prowadzimy przez całe życie i z rąk każdego narzędzia ostrzeganym nie wyrywamy... Rozumiem, że macie w planach uniemożliwić od początku do końca każdy fatalny wybór swego dziecka, w tym szkołę, stroje, partnera i cokolwiek? Bzdura. Do tego lekko zalatująca podwójnym standardem - ciągle ostrzegamy, dodając: zrobisz jednak ostatecznie jak zechcesz, bo ja Twego życia za Ciebie nie przeżyję. Czy to znaczy, że ostrzeżenia są nie na miejscu? Zakazy? Polecenia? KTO MA USZY, NIECHAJ SŁUCHA. Nie posuwamy sie na ogół poza ostrzeżenia w stosunku do innych obdarzonych wolą. To nadal pytanie nie o prawo do przekraczania granic, tylko o bezmyślność w podejściu - JESTEM W STANIE, TO PRZEKROCZĘ.
I kluczem nie jest to samo w sobie, tylko w połączeniu ze słowem - KAŻDĄ.
Jestem w stanie, to przekroczę każdą granicę, którą zdołam.
Robimy to od wieków niezwykle łatwo, jesli chodzi o odsunięcie na bok etyki. I nasze dzieje są tego dowodem. Tylko my zdobycze rozumu najpierw wykorzystujemy do zabijania... W najlepszym wypadku równolegle z zabijaniem. WSZYSTKIE. Także prenatalne.
Odpowiedz
#30
Ireno, bardzo długo zastanawiałam się czy coś napisać, potem nie krócej, co napisać i nadal mam dylemat jakich słów powinnam użyć, by swoje myśli przekazać. no właśnie. możliwie niekontrowersyjnie? nazbyt niebanalnie? bez patosu? cóż...
Domyślam się, że dzieli nas pewna różnica wieku, która może sprawiać, że do pewnych rzeczy podchodzimy inaczej, także ze względu na metrykalny wiek. na pewno dzieli nas też masa innych rzeczy i doświadczeń....a może po prostu nie wiem jak zacząć.
Kiedy jeszcze nie poroniłam, a nie mogłam zajść w ciążę, w moich rodzinnych stronach zdarzył się wypadek, w którym zginęło 4 braci, wszystkie dzieci swoich rodziców. Wtedy pierwszy raz pomyślałam, zdjęta autentycznym lękiem, że może tak Bóg daje mi znak. uczynił moje ciało niedoskonałym i niezdolnym do wydania na świat dzieci, bo może byłby im pisany tak okrutny los, jak tym chłopcom, może tak oszczędza mi cierpienia jako matce. Potem w marcu usłyszałam diagnozę (nie widzę nic złego w poszukiwaniu prawdy o przyczynach niepowodzeń). Wtedy pojawił się bunt. Jeśli mamy obracać się w pojęciach sakrum i wiary-miałam żal do Boga, że od razu tak definitywnie pozbawił mnie szans na własne genetycznie potomstwo, że nawet, jeśli bym nie miała nigdy urodzić dzieci, nie dał mi tych lat na poszukiwanie przyczyny, na oswajanie się z tą myślą. Obraziłam się na Niego i zdecydowałam o in vitro, do którego nigdy nie doszło, bo niespodziewanie zaszłam w ciążę, którą mimo włączenia żelaznego zestawu (bez wskazań) straciłam. Pośród ogarniającej mnie rozpaczy zaczęłam się wtedy głębiej nad swoją sytuacją zastanawiać i tak jak Ty (choć przyznam, bez poszukiwań źródeł, które Ty przytaczasz) stawiać sobie pytania, czy to nie znak. Pomyślałam nawet infantylnie, że Bóg pozwolił mi oszczędzić pieniądze i ból zabiegu. Tak, bywam przeraźliwie zdziecinniała. Jak widzisz w mojej stopce urodziłam jednak dziecko. Wydaje się, że zdrowe dziecko. czy myślałam ZANIM? tak myślałam, czysto teoretycznie, świadomo jednocześnie nikłych szans na macierzyństwo. Oj łatwo przychodziło mi teoretyzowanie, razem z lekarzami, zgodnie twierdziliśmy, że mój, przepraszam, materiał genetyczny w komórkach jajowych najprawdopodobniej jest uszkodzony. Przyjmowałam to do wiadomości, jednak ciężko było mi się z tym pogodzić. I zdarzył się cud. Tym trudniej w jego obliczu jest mi przyznać, że gdyby wyglądał trochę mniej doskonale, trudno byłoby mi Go przyjąć z dobrocią inwentarza, takim, jakim jest. Trudno byłoby mi wewnętrznie pogodzić się z sytuacją, w której wychowywałabym chore dziecko, bo ciągle z tyłu głowy miałabym tą świadomość, że niepotrzebnie kusiłam los, że lekkomyślnie zignorowałam sygnały płynące z organizmu. Wiesz, Hania miała badania genetyczne- była zdrowa (oczywiście mogłoby sie potem okazać, że ma inne wady rozwojowe). Był to dla mnie cios, bo niepomyślna diagnoza, paradoksalnie, dawałaby mi wytchnienie, swego rodzaju legitymizacje, do zaprzestania \"leczenia\", oczywiście na początek trudną do zaakceptowania, jednak byłaby jasnym sygnałem; \"Naprawdę nic z Ciebie nie będzie\". Tego sygnału nie dostałam i brnęłam w starania dalej. Pomijając powody natury rodzinnej, medycznej (kwestia utrzymania ciąży) itp. teraz, po urodzeniu dziecka, wahałabym się z próbą sprawienia Mu rodzeństwa. By nie kusić losu? By nie wystawiać Boga na próbę? Piękne są te zapewnienia o bezwarunkowej miłości, o dziecku, jako o darze, ale ja się chyba do tego, brutalnie rzecz ujmując, nie nadaje. Przepraszam, że tak na około to wszystko opisuję. Chcę przez to powiedzieć, tak Ireno, wielokrotnie się nad tym zastanawiałam, czesto odsuwałam od siebie, ale w ogólnym rozrachunku, zawsze wisiało to nade mną. Czasami myślę, że Bóg, patzrąc jak się miotam, machnął ręką i stwierdził : \"Niech już Ci będzie, sprawdź się jako matka\". Czasami, o zgrozo, przypisuję Mu pomyłkę (moja choroba). [nie chcę nikogo urazić sposobem, w jaki z Nim rozmawiam]...i choć czasami obrazoburczo myślę : \"Boże wierzę w Ciebie, jeśli jesteś\", to znajduję w sobie jeszcze jakieś szczatki pokory i skłonna jestem przyznać, że te moje prokreacyjne problemy to znak od Niego, że nie powołał mnie do macierzyństwa, że może tak chciał mi powiedzieć, że będę cierpieć w tej roli. Tyle jeszcze może się wydarzyć...może się także okazać, że moje dziecko jest jednak chore.
...a jeśli Boga nie ma, jeśli to Natura stworzyła mnie niedoskonałą i postanowiła tej niedoskonałości nie powielać? Ciężko, nawet jeśli nie darzy się szczególną atencją własnej osoby, przyznać, że moje geny, moje \"ja\" eksportowane później na dziecko, mogą być tak słabe, że nie powinny byc powielane. Myślimy zawsze w kategoriach jakie będzie moje dziecko, szukając w nim cech rodziców, zawsze tych dobrych. Jesli jednak jesteśmy TYLKO personalizacją DNA? Jeśli główną formą życia są łańcuchy DNA i RNA, a my, ze swoimi przemyśleniami, tylko skutkiem ubocznym ich ekspresji? Jeśli jesteśmy jak ten pawi ogon i nasza atrakcyjność fizyczna i mentalna służy li tylko wabieniu, wzbudzaniu pożądania...jeśli to nie my jesteśmy tą najwyższą formą życia? Dlaczego zatem miałabym się zżymać na naturę, że nie pozwala mi się rozmnażać? Jesli tworzy formy doskonałe, dlaczego automatycznie tą doskonałość przypisuję sobie?- wszak, żeby stworzyć absolutną doskonałość, ileś razy trzeba się pomylić, ileś konceptów sprawdzić...co jesli jestem tym mniej udanym?
Jak zatem wytłumaczyć sobie, że stworzyliśmy medycynę, która nawet tym \"niedoskonałym\" pozwala się rozmnażać?(Dziewczyny proszę, nie obrażajcie się na mnie, to nic personalnego, teoretyzuje tylko, czasami frywolnie, czasami poważnie, czasami kontrowersyjnie). nie wiem. może te gorsze łańcuchy nie godzą się na niebyt? może eksperymentują? może to etap ich ewolucji?...dobrze, czuję, że brnę bez sensu...
Za wiele lat, gdy mnie już nie będzie, okaże się czy Wit jest zdolny do ojcostwa w sensie biologicznym. Jeżeli tak, to za kilka pokoleń okaże się czy moich potomków nie toczy jakaś choroba, która przez ten czas kumulowała się w naszym genomie i w obliczu niekorzystnych czynników zewnętrznych ujawniła się. Za bliżej nieokreślony czas, gdy nauka pójdzie do przodu w wymiarze dla nas nie pojętym, może okazać się, że moje praprapra(praitd)wnuczeta odkryją, że źródłem ich ewentualnych problemów zdrowotnych była moja osoba. Nie mnie oceniać, czy będa żałować swojego istnienia.

a co jeśli będzie tak jak chociażby w \"Cylindrze van Troffa\" Zajdla....

Tyle w tym poście słów \"jeśli\", bo któż to Ireno wie, jak jest naprawdę...
Odpowiedz
#31
jestem wdzięczna za te wszystkie refleksje i Wasze zwierzenia...

zacytuję książkę, którą właśnie przeczytałam \"Rozmowy z Ojcem Krąpcem O Człowieku\" dla mnie to kropka na \"i\" w tym temacie...

\"W naszych aktach decyzji chodzi o wybór dobra, którego chcę, a które nie musi być najlepsze.

Ojciec Woroniecki ilustrował nam niegdyś współdziałanie woli i intelektu na przykładzie gigantycznego, lecz ślepego siłacza, który bierze w ramiona sparaliżowanego, ale widzącego człowieka i mówi: żyjmy w symbiozie: ty mi pokazuj gdzie iść i jak co robić, zaś ja będę robił co zechcę. W trakcie wędrówki siłacz mówi: - co tutaj widzisz? - Łąkę, śliczne kwiaty. - A tu? - Kałużę błota. Wówczas siłacz mówi: - właśnie to lubię, po czym kładzie się w kałuży błota.

Podobnie i nasza wola jest mocarzem, któremu intelekt pokazuje różne możliwości, sądy, spośród których człowiek wybiera jeden i nim determinuje się do działania, zamykając proces decyzyjny.

Cały proces narady, consilium, może być bardzo długi i mieć różne etapy. Jednak istota wolności polega na tym, że ja wybieram dobrowolnie, dlatego że chcę któryś z sądów, na mocy którego chcę się zdeterminować do działania.

Determinując się do działania, staję się realnym źródłem działania. Wobec tego wolność wyraża się w autodeterminacji...Po dokonaniu autodeterminacji wszystkie czynności są już tylko fizycznym wykonaniem działania, puszczeniem w ruch dźwigni naszego ciała. To wszystko jest już tylko zewnętrznym wykonaniem, zasadniczy akt ludzki dokonał się bowiem w akcie decyzji.\"
Odpowiedz
#32
Animatua to co napisałaś jest mi bardzo bliskie. Po poronieniu przychodziły do mnie podobne myśli. W zasadzie czułam się taka \"zepsuta\". Teraz już tego tak nie odczuwam i nie mam wątpliwości... Boję się jednak kolejnej ciąży, bo co jeśli znowu poronie? Jak to wpłynie na moją psychikę i jak się odbije na moich Dzieciach? Na razie mam jeszcze czas na te rozważania ale nie wykluczam kolejnych prób.

Kwestia choroby Dzieci, to dokładnie przemyślalam. Wiem że gdybym się dowiedziała że Dziecko jest chore to i tak bym je urodziła i wynika to z faktu że nie potrafiłabym odebrać życia, w każdym razie tak to postrzegam w moich rozważaniach... Nie znaczy to, że potępiam kobiety, które podejmują inne decyzje, bo jest to najgorsza decyzja z jaką Matka musi się zmierzyć.
Odpowiedz
#33
http://wielkamalamilosc.blog.onet.pl/201...ch-dzieci/
Odpowiedz
#34
Dziękuję, że mogłam się wypowiedzieć na tym forum. Pozdrawiam wszystkich, zwłaszcza bardzo serdecznie Amelię. Podjęłam decyzję, że nie chcę tu dłużej być - nie służy to mojej higienie psychicznej, bo czuję się coraz gorzej - moje ciągłe przebywanie na forum, tym bardziej, że siedzę w domu i mam dużo czasu, nie jest dla mnie dobre. Dla mnie chyba jest inna droga przechodzenia i wychodzenia z żałoby...dla każdego to co lubi Smile Trzymajcie się!
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości