błędne koło poniewierania kobietami po poronieniu przez szpitale
#26
Cytat:[autor cytatu=DzikaMysz]
Ulotki i szkolenia.
Trzeba zredagować treść (w ulotkach zmodyfikować ewentualnie to, co jest, w razie potrzeby).
Wyliczyć koszty.
Znaleźć fundusze.

No i do ilu szpitali chcesz dotrzeć z tymi ulotkami i szkoleniami? Skromnie zakładasz, że do dziesięciu czy bardziej ambitnie - że do siedemnastu?
(w Polsce mamy o ile się nie mylę ponad 500 szpitali publicznych i ponad 200 niepublicznych).

Że szkolenia? Ulotki? To co mamy jeszcze zrobić - najlepiej za nasze własne pieniądze, żeby publiczna służba zdrowia, finansowana z haraczu nazywanego podatkami oraz ubezpieczeniem społecznym, działała w taki sposób, do jakiego zobowiązuje ją prawo?

Może zrzucajmy się na etaty dla psychologów przy oddziałach położniczych, skoro szpitale wspaniałomyślnie biorą na siebie opłacanie księży kapelanów i widocznie na więcej im nie starcza?

Skargi na szpital kierowane do szpitala nic nie zmienią.

Jedyne, co może odnieść skutek, to uświadomienie problemu urzędnikom Ministerstwa Zdrowia połączone z uświadomieniem im, że my wiemy, że oni powinni coś z tym zrobić. To drugie uważam nawet za istotniejsze.

Uświadomienie problemu odbywa się np. przez napisanie do Ministra Arłukowicza 10 tysięcy listów w tej sprawie w ciągu jednego miesiąca - przykładowo i teoretycznie.

A biorąc pod uwagę, że mamy rocznie kilkadziesiąt tysięcy obywateli tego kraju dotkniętych poronieniem, problemu ze znalezieniem chętnych teoretycznie być nie powinno, prawda?

Teoretycznie. W praktyce obywatele tego kraju nie rozumieją, że to od nich właściwie wszystko zależy.
Wystarczy spojrzeć na każdą kolejną frekwencję wyborczą i mam nadzieję, że nie muszę uzasadniać, dlaczego ludzie nie rozumieją, że to w ich rękach jest ich własne dobro?
Odpowiedz
#27
Ty się rzucasz o ilość. Ja jestem realistką. Poza tym temat nie jest o zmianach w prawie, tylko o zmianach mentalności w szpitalu i nie o urzędnikach w ministerstwach, więc nie rób bajzlu z sednem poruszanych tematów. Po drugie, kto mówi, że to zamiast tamtego? Ty się nadajesz do jednego i wykorzystam Cię w tym do upadłego. Jako psychologicznego wsparcia na oddziale nawet na pensji ministerialnej (jakby dawali) Cię nie zaproponuję, Skarbie. Na to dotacji czy wygranego konkursu bym nie zmarnowała, haha, a wyobraź sobie, mogą dać...
Nie omawiamy tu tylko tej formy, w której brylujesz i która ma swoją szansę na zdobycie praktyczniejszego wsparcia, tylko tę, której nie jarzysz i zostawisz pogardliwie odłogiem, a nad którą zechcą może posiedzieć osoby o odmiennym podejściu niż Twoje i których rąk i funduszy nie zdobędziesz. Mnie interesują wszystkie. Twoje już mam. Pogłaskać?

Ambitnie - do wszystkich.
W Sejmie też. Nadal proponuję Ci show - równolegle do ulotek i szkoleń, Zazdrośniku (nie martw się, zmiany w prawie też lubię powspierać). Sejm wyjdzie taniej, a na mównicę wszyscy nie mogą wleźć.
Przyjmijmy, że prawo zmienimy. Mentalność została - Ciebie może nie wzrusza, kobiety tak. Już widzę egzekwowanie formalne uprzejmości i empatii. Zaczęłabym od Ciebie, jakby to tak działało... Na Forum w sumie mogę... idź, ochłoń.
Odpowiedz
#28
Realnie chcesz przeprowadzić szkolenia w 500 szpitalach w Polsce? Realnie zakładasz, że każdy szpital przyjmie cię z otwartymi rękami? Więc uświadamiam: jeśli nie musi, to nie przyjmie. Realnie. Dyrektorzy szpitali mają inne problemy, niż \"banda nawiedzonych kobiet\" - bo właśnie tak większość szpitali będzie ciebie (was) postrzegać wraz z waszymi ulotkami i szkoleniami... Realnie.

Więc nie licz na to, że szpitale z otwartymi ramionami się na was rzucą.
Owszem, musiałby, gdyby były takie \"przepisy\". A skąd? A z jedynie słusznej wyroczni, czyli... z ministerstwa zdrowia.

To teraz pofantazjujmy jeszcze trochę: a gdyby były takie \"przepisy\" (a skąd? a z jedynie słusznej wyroczni, czyli... z ministerstwa zdrowia) że każdej kobiecie po poronieniu przysługuje prawo do natychmiastowej i nieprzerwanej na czas pobytu w szpitalu opieki psychologicznej, to na ile paląca i istotna byłaby kwestia proponowanych przez ciebie \"szkoleń i ulotek\"?
Odpowiedz
#29
A Ty realnie wierzysz w tysiące pism??? Właśnie w tym rzecz. Nie jesteś realniejszym teoretykiem.
I nadal - to możliwości do robienia równolegle. Pa, Skarbie, przetraw ponownie posty od początku, zastanów się poważnie nad znaczeniem tych, które zlekceważyłeś w wymowie oraz innymi możliwościami niż te, które są Ci najbliższe, bądź przy tym grzeczniejszy. Wyciągnij wnioski. Na litość, nie w ciągu minuty. Minuta wyklucza powagę.
Odpowiedz
#30
Wytłumacz, proszę, jaki widzisz pożytek z \"ulotek i szkoleń\" w szpitalu, który nie ma warunków lokalowych do wydzielenia łóżek dla kobiet po poronieniu, aby nie musiały oglądać \"brzuchów\" i słuchać badań KTG. W czym konkretnie w takich szpitalach pomogą szkolenia personelu oraz ulotki porozkładane na parapetach?

Ktoś twierdzi, że ja wierzę w 10 tysięcy listów do Arłukowicza?
Odpowiedz
#31
Ciebie w empatii i dyplomacji między innymi szkolę, choć masz słabe... tego... warunki. Chcesz powiedzieć, że to mały pożytek?

Ktoś twierdzi, że ja wierzę we wszystkie szpitale? 500 nie. No, słabo wierzę w Twój N., hyh. To wychodzi 499. Ale kto wie... Nie bawi mnie ping-pong słowny, Idefiksie - mowa była o ambitnych planach w ironicznym pytaniu, to była zatem ironia o ambitnych planach w odpowiedzi na Twoją.

Ale nie jest ironią przewidywanie przyszłości i zapotrzebowania na te szkolenia nawet po udanej zmianie prawa lub warunków lokalowych - do tego ograniczasz właściwe traktowanie i nie pojmuję, że można aż tak tej konieczności nie łapać, widząc remedium na sedno traktowania w samych przepisach.
Ulotki natomiast są nie zawsze dla samego personelu (a na pewno nie tylko), a głównie dla kobiet (!), o ich prawach na ten przykład (wyobraź sobie, że w niektórych miejscach je kobietom przekazują). Może by Ci coś podpisały/napisały potem, Złośliwcu.

Idę się zrelaksować, bo masz dzisiaj wyraźną ochotę na ostre pieszczoty z mojej strony, jeszcze Cię zatłukę w uniesieniu...
Odpowiedz
#32
Jak widzę, cały czas na jakiejś nieznanej mi podstawie twierdzisz, że szpitale będą tłumnie i ochoczo oczekiwać (darmowego?) szkolenia ich personelu, przez \"grupę nawiedzonych kobiet\" z zagadnienia \"prawidłowej obsługi kobiety przed/w trakcie/po poronieniu\", tak?

Skąd czerpiesz ten (wrodzony?) optymizm w tej kwestii? Naprawdę chętnie poznam jego źródło.

Chcesz szkolić także i lekarzy na czele z ordynatorami (którzy przecież nie wiedzą, co czynią, więc trzeba ich o tym uświadomić), czy póki co planujesz poprzestać jedynie na nieświadomych swoich obowiązków pielęgniarkach?

To może wyobraź sobie, że jesteś taką pielęgniarką - położną, z kilkunastoletnim stażem i nagle na twój własny oddział ginekologiczno-położniczy włazi ci z buciorami jakieś nawiedzone babsko z ulotkami z jakiejś nawiedzonej fundacji i próbuje ci tłumaczyć, że wie lepiej od ciebie, jak się obchodzić z pacjentką po poronieniu i chce cię tego nauczyć. Ale tak realnie to sobie wyobraź. Wink

Co do dostępnych w szpitalu materiałów informacyjnych uświadamiających pacjentów o ich prawach - pełna zgoda, tyle że tutaj również moim zdaniem dałoby się to załatwić \"przepisami\", zamiast wyręczać w tym publiczną czyli finansowaną m.in. z twoich (a także i moich) pieniędzy służbę zdrowia.

A już tak obrazowo rzecz ujmując: 500 szpitali, 100 ulotek na szpital, to daje 50tys. ulotek. Załóżmy że robimy ulotkę w postaci kartki A4 zadrukowanej dwustronnie, na jakimś przyzwoitym papierze kredowym o gramaturze np. 115 gramów. Potrzebujesz w granicach 3500zł na sam druk ulotek. Pomijając koszty dystrybucji.

I żeby to miało sens, to pewnie co kilka miesięcy (a może raczej tygodni?) trzeba by było kolejną porcję stu ulotek do każdego szpitala dostarczać...
Odpowiedz
#33
Nie wiem, jak Ty, Leniwcu, ale ja płacę od dawna składki i podatki i wszystko, co proponujesz, też już idzie z moich pieniędzy. Żadna to więc dla mnie różnica. Pytasz, czy rozdysponowałabym część celowo na szkolenia? Tak. Część mojego 1% tak bywała wydatkowana. Tak jak dotychczas całe pozostałe 99% chodzą na cokolwiek, na co wpływu nie mam bezpośrednio. Ale to też moje. Czyli nadal - nie dyskutujemy argumentu, czyje, tylko jak i na co.

A przy okazji, jak wygląda według Ciebie \"prawidłowa obsługa kobiet przed/w trakcie/po poronieniu\"? Napisz mi instrukcję, może się do ulotki i materiałów szkoleniowych coś nada.

Nawiedzone babsko... hm... Ty to masz wybrażenia z kosmosu chyba...
Aha, nie pisz takimi tekstami, bo będę musiała tłumaczyć, że chodzi o domniemane myśli personelu, a nie Twoje własne...mam nadzieję... Poza tym to i tak nie na miejscu, bo taka stylistyka razi.

Wracając do oporu materii... A skąd Ty taki pewny, że opór byłby powszechny? Że Ciebie by pogonili? No, wierzę... serio. Ale to nie oznacza, że rzecz jest przegrana. Ja ponoć mężczyzn uwodzę intelektem i któryś mogłby temu czarowi ulec nawet za cenę koszmaru ulotek rozłożonych po całym oddziale. Mam taki dar, że inteligentne samce jedzą mi z ręki, ręczę, więc ulotki niektórzy też zjedzą. A mężczyzn-ordynatorów jest większość. Do nieinteligentych zaś poślemy, hm... Ciebie - zwyzywasz, postraszysz upublicznieniem w necie i może też zadziała. Z inteligentną kobietą-ordynatorem sobie chyba poradzisz? Nieinteligentne zlejemy, to będzie garstka. Albo też postraszysz.
A poważnie, cóż, to nie optymizm, tylko doświadczenie, że nie wszyscy na świecie są niereformowalni i należy spróbować. Idź na oddziały, pogadaj na ten temat. Część odpadnie, część się zainteresuje.

Cytat:[autor cytatu=DzikaMysz]Nie jest podstawowym zmartwieniem całkowity brak zainteresowania targetu, bo zainteresowanie się pojawia, a można je także wywoływać stopniowo w kolejnych placówkach propozycjami.

Ministra jednego z drugim i urzędników departamentowych z kilkunastoletnim stażem na ich podwórku chcesz przeszkolić (którzy przecież nie wiedzą, co czynią, więc trzeba ich o tym uświadomić), a ordynatora i przełożonej pielęgniarek nie umiesz ni huhu przekonać? Żartowniś z Ciebie z takim argumentem wobec tego. Jak nawet tyle nie dasz rady, to nie pleć o darze przekonywania wyżej posadzonych, bo się załamię... i kogo do Sejmu poślę? Udowodnij mi, że umiesz przekonać kogokolwiek z płotek, wrodzony optymisto - to raz. Tylko potem nie kręć, jak wezmą, że to nierealne - to dwa.

Wyzywam Cię publicznie. W pysk rękawicą. Nie zamiast zmiany przepisów, tylko równolegle. Jedno miejsce. Tak realnie, bez wyobrażania sobie to zrób - znajdź chętną placówkę. Krakowskich szpitali i szkół medycznych jest mniej niż 500, jak mniemam, do sprawdzenia. Sprawdź realne zainteresowanie tych, co \"nie muszą\". Aha, tylko buciory zdejmuj przed gabinetem, zdecydowanie, nim wleziesz.
Odpowiedz
#34
Idefixie,zarzucasz bierność.Chwilę potem niszczysz czyjś pomysł wyrażając się o nim z najwyższą pogardą.Uznajesz za słuszną jedynie Twoją inicjatywę.Jestem pewna ,że jest wiele dróg prowadzących do poprawy sytuacji.A na pewno nikt celu nie osiągnie jeśli będziesz na starcie gasił wszystkie inne pomysły.Jestem wręcz pewna ,że Twoja postawa tu wielu może zniechęcić.
Odpowiedz
#35
Cytat:[autor cytatu=DzikaMysz]
Nie wiem, jak Ty, Leniwcu, ale ja płacę od dawna składki i podatki i wszystko, co proponujesz, też już idzie z moich pieniędzy.
No ale czemu chcesz na to jeszcze wykładać jakieś dodatkowe swoje pieniądze?
Cytat:Żadna to więc dla mnie różnica.

A dla mnie zasadnicza. Administracja państwowa drze ze mnie jak pasożyt z żywiciela i wystarczy. Dokładać się jeszcze nadprogramowo do pasożyta nie zamierzam.
Cytat:A przy okazji, jak wygląda według Ciebie \"prawidłowa obsługa kobiet przed/w trakcie/po poronieniu\"?
Dlaczego mnie o to pytasz? Czy ja jestem psychologiem? Terapeutą? No choćby przynajmniej pielęgniarzem? Ale wiesz, że nie jestem, prawda? Wink
Cytat:Aha, nie pisz takimi tekstami, bo będę musiała tłumaczyć, że chodzi o domniemane myśli personelu,
Nie mam racji? Nie tak postrzega was personel medyczny, który chcecie nauczać?
Cytat: a nie Twoje własne...mam nadzieję... Poza tym to i tak nie na miejscu, bo taka stylistyka razi.
A mnie razi, że kobiecie po poronieniu każe się słuchać KTG z łóżka obok na oddziale szpitalnym. Takie życie. Zawsze coś kogoś razi... Zawsze coś komuś nie pasuje...
Cytat:A poważnie, cóż, to nie optymizm, tylko doświadczenie, że nie wszyscy na świecie są niereformowalni i należy spróbować. Idź na oddziały, pogadaj na ten temat. Część odpadnie, część się zainteresuje.
Ale procentowo twoim zdaniem jaka część odpadnie?
Cytat:Ministra jednego z drugim i urzędników departamentowych z kilkunastoletnim stażem na ich podwórku chcesz przeszkolić (którzy przecież nie wiedzą, co czynią, więc trzeba ich o tym uświadomić), a ordynatora i przełożonej pielęgniarek nie umiesz ni huhu przekonać?
Ordynator może powiedzieć \"nie ma przepisu\". I będzie miał rację. Minister też może powiedzieć, \"Nie ma przepisu\" ale wtedy ty mu mówisz - \"No to weź się pan wreszcie do roboty i zrób pan ten przepis. Od tego w końcu pan podobno jesteś\". Łapiesz już różnicę między ministrem a ordynatorem?

Od zawsze sprawy na szczeblu urzędniczym, ministerialnym, załatwia się poprzez upublicznianie problemu. Jeśli ktoś ma jakiś kłopot, to znajduje dziennikarza, dziennikarz robi materiał i... w cudowny sposób raptem okazuje się, że coś, co wyglądało na niewykonalne, okazuje się być do zrobienia.

Ja jedynie pomijam pośrednictwo dziennikarzy. Upubliczniam od razu, samodzielnie - \"gratis od firmy\".
To tak tytułem twoich złośliwych przytyków do \"działania przez upublicznienie\", których jak widać nie potrafisz sobie darować.
Więc zrozum, że ja nic nowego nie wymyśliłem. Tak to działa od zawsze - i w starciu z urzędnikami to właściwie jest jedyne, co działa. Poza korupcją oczywiście...
Cytat:Wyzywam Cię publicznie. W pysk rękawicą. Nie zamiast zmiany przepisów, tylko równolegle. Jedno miejsce. Tak realnie, bez wyobrażania sobie to zrób - znajdź chętną placówkę.
Chętną do czego?
Cytat:Krakowskich szpitali i szkół medycznych jest mniej niż 500, jak mniemam, do sprawdzenia. Sprawdź realne zainteresowanie tych, co \"nie muszą\".
Realne zainteresowanie czym?
Odpowiedz
#36
Zgadnij. Postawiłeś tezy. Sprawdź sobie. Nie zamierzam udowadniać własną pracą, że się mylisz w niektórych sprawach, a na inne jesteś ślepy, bo skupiony na \"jedynie słusznej drodze\". Dlatego nie wychodzą Ci i Twoje plany. Stawiasz na Forum jedną ścianę i drzesz się, że to nie działa, by sama stała.
Pień się dalej.
Tylko wiesz, nie tu. Nie zapominaj.
Pa, mój czas jest cenny.
Odpowiedz
#37
Chcesz znowu rozmawiać o tym, co w kwestii traktowania kobiet po poronieniu przez szpitale przez naście lat robiło Stowarzyszenie i z jakim skutkiem?
Ja nie działam od nastu lat tylko od kilku miesięcy. To tytułem przypomnienia...
Odpowiedz
#38
Nie. Mówię o przyszłości. Ale nie waż się oceniać dyskredytująco pracy od zera przeszłej, bo w takim kontekście, to Ty masz niemal gotowe.
Idę zjeść śniadanie. Nie trzymaj mnie za koniec trenu, żebym nie odchodziła... Potęsknij. Wrócę, jak będziesz grzeczny.
Odpowiedz
#39
Nie dyskredytująco. Mam wrażenie, że oczekujesz ode mnie efektów co najmniej takich, jakie wypracowało Stowarzyszenie przez naście lat. Więc ci przypominam, że zajmuję się zagadnieniem od kilku miesięcy. Właściwie dopiero się rozkręcam ucząc się na błędach...

Uważaj z tym trenem, bo przydepniesz i się wywrócisz. To trzeba umieć nosić.
Odpowiedz
#40
Pozwolisz, że jedną ręką i powoli. Owszem, oczekuję, ale nie od razu. Masz na to kolejne lata. To Ty sam jesteś, Rybko, niecierpliwy. To, co osiągały kiedyś dziewczyny, to także żmudna zmiana mentalności wielu lekarzy. Realnie. A Ty byś chciał zmienić analogicznie mentalność kobiet? W kilka chwil i krytycznym podejściem? Marzyciel.
Bierzesz tę rękawicę?

Zwariowałeś? Urodziłam się z taką zdolnością i paziowie mi noszą. Mówisz, że umiałbys lepiej i się znasz? Rozważę. Na razie możesz rękawicę...
Odpowiedz
#41
Póki co nic nie biorę, bo na rebusy nie mam ni czasu ni ochoty.
Odpowiedz
#42
Cytat:[autor cytatu=DzikaMysz]To, co osiągały kiedyś dziewczyny, to także żmudna zmiana mentalności wielu lekarzy.
Wielu, to znaczy ilu? Ośmiu czy osiemnastu?

Przepraszam. Musiałem. Wink
Odpowiedz
#43
Słaba wymowka. To idę.
Odpowiedz
#44
Wiesz jaki przerób ma jeden lekarz?
Puść po dobroci, bo mi złotogłów drzesz.
Odpowiedz
#45
A jaki ma procentowo wobec przerobu wszystkich lekarzy ze wszystkich szpitali?
Odpowiedz
#46
Ty masz uszy i rozum, jak mnie widzisz? Czy tylko oczami strzelasz?
Równolegle trzeba działać. Prawo to za mało. Zwłaszcza martwe lub nierealne.
Odpowiedz
#47
No ok. Ale do ilu lekarzy fizycznie dotrzecie i ile szkoleń fizycznie przeprowadzicie? Ile ulotek w ilu szpitalach rozłożycie? Jeśli mówimy o skali powiatu to w porządku, ale mówienie o całym kraju to już trąci brakiem wyobraźni połączonym z niepoprawnym optymizmem, o który, zdaje się, mnie się tutaj posądza nieustannie...

Zaplątałaś się w ten tren, że nie możesz wyjść? A ostrzegałem... Wink
Odpowiedz
#48
Skala, skala... masz obsesję na punkcie rozmiarów? Zaczynam od niewielkiego... zapewniam, że ostateczne efekty mogą być zaskakująco satysfakcjonujące. Poza tym Kraków nie taki mały...
Wszystko się zmienia w czasie, który Ty lekceważysz oceniając jedynie chwilę wyjściową i dwie sekundy po. Nie mówiąc o tych przed. Taa, typowo męskie. Poza tym, ja nie mówię, że to ważniejsze, ja dostrzegam możliwość włączenia do zabawy tych, co lubią inną technikę niż Ty. Wiesz, jak chcesz grupowo to nie tylko indywidualne Twoje upodobania i chęci trzeba zaspokoić. Nie lekceważ tego, bo w rezultacie bawisz się sam.

No, ja lubię owinąć się nim z niegrzecznym chłopcem w środku. Mam taką słabość do kandydatów na pazia. Patrzę, który lepiej sobie poradzi... czasem więc pomarkuję plątanie i nawet mogę omdlenie odegrać. A Ty dalej chętnie trzymasz i okazujesz troskę. Idealny schemat. Idealne zgranie. A potem Cię zjem.

Zostaw tren, podejmij rękawicę. Jest bliżej mnie.
Odpowiedz
#49
A to nie jest tak, że pewne procesy zachodzą w świadomości ludzkiej same, tyle że bardzo wolno? Za 15-20 lat nikomu nie przyjdzie być może do głowy lekceważyć cierpienie psychiczne kobiety po utracie dziecka w 8 tygodniu ciąży. Wtedy DzikaMysz (podtrzymywana przez paziów) wstanie i powie, że to namacalny dowód żmudnej pracy Stowarzyszenia?
Moim zdaniem przeceniasz efekt pracy uświadamiającej aż osiemnastu lekarzy. Choć jednocześnie bez wątpienia lepiej uświadomić przynajmniej osiemnastu, niż żadnego.

Nie rozwiązuję rebusów. Nie chce mi się.
Odpowiedz
#50
Ciekawe, że nie przewidujesz detronizacji i braku paziów.

Ilu nawaliło w przypadku Twojej żony? Osiemnastu? Napraw ich.

Same nie zachodzą.

To ma być argument - że nie nauczysz wszystkich, to szkoda uczyć, tylko należy wymusić? Ale polityków, urzędników oraz lekarzy wszystkich i raz na zawsze zdołasz zmusić? Upewniam się: nauczyć - nie, ale zmusić - tak. No, to aspirujesz do miana cudotwórcy i władcy czasu.
Dziecinada.
Wiesz, co to kadencja? Wiesz zapewne. To wal dalej w ministrów i daj mi gwarancję, że prawo zmienisz w pożądanym kierunku i to trwale. Że kolejna zmiana warty ustawodawców go nie rozwali na nowo, tylko pójdzie wolno w coraz to lepszą wersję... A niby nie szesnastolatek z Ciebie i wineneś mniejszą wiarę pokładać w stałość politycznych i prawnych rozwiązań. To patykiem na wodzie i piasku pisane tak samo jak wszystko, więc ryzyko zmarnowania czasu i sił jest równie wielkie. Tak, zmieńmy prawo i potem egzekwujmy martwe tak bez pardonu, by raz dwa urzędnikom zechciało się nam je odebrać na nowo. Nie wiem, czy rozumiesz - chodzi mi o to, że Ty widzisz już z głowy kwestię egzekwowalności i nieprzemijalności tegoż jako załatwioną, byle obecnie przepisy w ciemno zmieniać. A fundament gdzie? Jakbyś lobbował będąc osobnikiem zimnym i niewyszkolonym (czytaj: nieuwrażliwionym poprzez żadne szkolenie elementem systemu), a dostał niebawem takim wymuszonym jakimś cudem batem przepisów? Poszedł pod batem czy bat wyeliminował czym prędzej? Ja obstawiam, że się wtedy całe lobby wraz z lekarzami znarowi. Chyba, że włożysz wysiłek, by tresowane zwierzaki umiały i lubiły w określony sposób chodzić. Muszą uwierzyć, że to dobre. Wtedy przepisy przyjmą ze zrozumieniem i zechcą je wspierać sobą. To się musi uzupełniać.
Zmiana prawa jest istotna, bardzo. Ale myślenie jedynie tymi kategoriami jest krotkowzroczne i naiwne. Praca nad mentalnością grupy jest trudna, ale trwalsza. Bo autentyczna zmiana tej mentalnosci wychowuje już sama kolejne pokolenia. To w taki sposób i tylko taki to działa \"samo\" w perspektywie lat.

Kłamiesz. Kochasz to. Poza tym - jest łatwy, tylko musisz (już pisałam) jeszcze raz powoli przeczytać nie tylko oczami. I nie tylko mnie, doprecyzuję, żeby nie było...
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości