błędne koło poniewierania kobietami po poronieniu przez szpitale
#1
Cytat z pierwszego z brzegu wątku o stracie:

Cytat:To straszne ,że zostałaś tak potraktowana w szpitalu.Nie mieści mi się w głowie,że można tak potraktować kobietę która własnie traci swoje upragnione Dzieciątko i położyć ją na sali z noworodkami

Ok. I co w związku z tym, że ci się \"nie mieści w głowie\"?

Mi również się nie mieści. W związku z tym napisałem w tej sprawie list do Ministra Zdrowia. Chcesz \"gotowca\"?
Wystarczy, że skopiujesz do maila, podpiszesz, i wyślesz na skrzynkę mailową Ministerstwa Zdrowia.

Oto tekst listu:

\"Szanowny Panie Ministrze.

Oto kilka przypadkowo wybranych wpisów, z ostatnich kilku miesięcy, z jednego tylko forum internetowego (https://www.poronienie.pl/forum/), dotyczącego zagadnienia poronienia.

fragment wpisu z dn. 16 maja 2014:
“Dodam tylko , że po tym jak poroniłam położono ze mna na sali kobiete w ciązy i robili KTG.....KOSZMAR.”

fragment wpisu z dn. 19 stycznia 2014:
“na zabieg się nie zgodziłam więc dostałam cytotec..najpierw 2, potem 4..i po 2 dniach wyszłam...ale to co tam przeżyłam...u nas niestety leży się na patologii ciąży z ciężarnymi...nie mogłam znieść tego widoku..i podłączania ich pod ktg... ”

fragment wpisu z dn. 18 grudnia 2013:
“Jedyne co mnie bolało i nadal boli, to brak godnych warunków dla kobiet po poronieniu. Leżenie na sali z 3. \"ciężarówkami\" po terminie, podłączanymi przez cały dzień do KTG, słuchanie tego- to najgorsze cierpienie dla kobiety, która doświadczyła śmierci dziecka. Cały czas chodzi mi po głowie akcja w stylu \"Rodzić po ludzku\" żeby edukować i zmieniać polskie szpitale....A może ktoś się tym już zajmuje tylko nie dość głośno…”

fragment wpisu z dn. 25 maja 2013:
“Więc gdzie jest moje dziecko, w którym momencie odeszło, gdzie jest, czy wyrzuciłam je z wkładką., czy wyszło ze mnie podczas badania ? nikt mnie o to nie zapytał ? a ja nie myślałam o tym, wiedziałam że muszę zapewnić Mai jak najszybciej opiekę. Szpital, 6 łóżek, wszystkie kobiety w ciąży, słychać serca dzieci zapisy KTG, i ten ból i nie ma męża przy mnie, przyjaciele stają na wysokości zadania, przywożą wszystko o wszystko dbają, mama zajmuje się Mają.”

W związku z powyższym chciałabym uprzejmie zapytać, jakie działania podejmuje Ministerstwo Zdrowia w kierunku przeciwdziałania nieludzkiemu traktowaniu przez szpitale kobiet po poronieniu, kiedy to zmusza się je do przebywania często na jednej sali z kobietami w ciąży, tuż przed rozwiązaniem, przyprawiając tym samym kobiety, które właśnie przeszły dramat utraty dziecka, o niewyobrażalne wręcz cierpienie psychiczne, dodatkowo nie zapewniając im żadnej pomocy psychologicznej.

Mogę ostatecznie zrozumieć, że w polskich szpitalach śmierć (także śmierć dzieci, także śmierć dzieci nienarodzonych) jest zjawiskiem na tyle powszechnym, iż na personelu medycznym nierzadko nie robi ona najmniejszego wrażenia, przez co kobiety, którym zmarło dziecko, traktowane są tam wręcz przemysłowo, niczym przedmiot, “kawałek mięsa”, który trzeba jedynie medycznie zaopatrzyć, aby nie krwawił, aby go można było możliwie jak najszybciej “wypisać do domu”.

Skoro więc godzimy się na to, iż niestety niejednokrotnie poza zasięgiem “odruchowej wrażliwości” personelu medycznego, a czasami poza zasięgiem możliwości lokalowych szpitala, leży zadbanie o to, aby kobiecie po poronieniu nie przysparzać dodatkowych cierpień psychicznych, “fundując” jej np. słuchanie KTG robionego innej pacjentce, leżącej na łóżku obok (!!!), to uważam, że należałoby tutaj oczekiwać zdecydowanych i konkretnych działań ze strony Ministerstwa Zdrowia.

Należałoby w mojej ocenie tą kwestię uregulować (stąd wysłanie niniejszego pisma w kategorii “Wniosek”) np. za pomocą rozporządzenia wydanego przez Ministra Zdrowia i zwyczajnie prawnie zakazującego umieszczania kobiet po poronieniu na jednej sali, czy wręcz na jednym korytarzu, z pacjentkami w ciąży, czekającymi na poród. Lub przynajmniej wielce pożądanym byłoby zapewnić pacjentce po poronieniu dostęp do natychmiastowej, fachowej pomocy psychologa. Zwłaszcza, gdy warunki lokalowe szpitala nie pozwalają na wydzielenie na potrzeby pacjentek po poronieniu miejsca odseparowanego od obecności pacjentek oczekujących na planowy poród.

I stąd właśnie moje pytanie o działania, jakie podejmuje (o ile w ogóle jakieś podejmuje?) w tej kwestii Ministerstwo Zdrowia.

Z poważaniem,\"

Ja w odpowiedzi na powyższe pismo dostałem zapewnienie, że Ministerstwo weźmie pod uwagę zgłoszone przeze mnie zastrzeżenia i wątpliwości.

Nie wierzę w to, że weźmie.

Uwierzyłbym, gdyby takich listów Arłukowicz dostał 5 tysięcy. Ale zapewne dostał jeden - mój. No może kilka. Czyli \"tyle co nic\".

Wyrażacie na forum bardzo często oburzenie na standardowy i powszechny sposób postępowania z kobietami przed/w trakcie/po poronieniu w polskich szpitalach.

Powstaje pytanie: co potraktowane w ten sposób przez szpital kobiety robią w tym kierunku, aby to zmienić?
Nie z myślą o sobie, ale z myślą o kolejnych pacjentkach w przyszłości.

Musicie zrozumieć, że jeśli same pozwalacie na takie traktowanie, to szpitale tak będą was traktowały zawsze.
Bo po co coś zmieniać, skoro nikt nie zgłasza zastrzeżeń? Nie ma skarg i zażaleń? No to w czym problem? Najwyraźniej wszystko jest w porządku...

Tak, wiem... Nie musicie pisać... Kobieta po poronieniu nie ma siły...

Mimo wszystko może niech ten wątek sobie tutaj wisi pełniąc funkcję uświadamiającą, że nie można jedynie oczekiwać, ale także czasem trzeba samemu podejmować działania, żeby \"było lepiej\"? To już pozostawiam do decyzji Moderacji.

Nie oczekuję w tym wątku żadnej dyskusji nad niniejszym tematem.
Stwierdzam jedynie niepodważalny fakt powszechnej bierności idącej jednocześnie w parze z chętnym narzekaniem i oburzeniem na sposób traktowania kobiet po poronieniu przez służbę zdrowia.

Do (auto)refleksji.
Odpowiedz
#2
Idefiks dzisiaj myślałam o tym żeby taki list wysłać. Zastanawiałam się tylko do kogo? Dziękuje za gotowca, skorzystam częściowo ale chciałabym tam umieścić swoją historię oraz to czego ostatnio byłam świadkiem w szpitalu czekając na KTG. Jeszcze raz dziękuję!

Dopiero po tylu latach dotarło to do mnie, że jeżeli się nic nie zrobi to nic się nie zmieni. Więc ja zacznę od tego listu.
Odpowiedz
#3
Z proponowanej treści gotowca trzeba by było wykasować słowa \"(stąd wysłanie niniejszego pisma w kategorii “Wniosek”)\" bo to się odnosi do trybu przesłania dokumentu przez platformę ePUAP, za której pomocą przesyłałem to pismo. Ewentualnie w temacie maila można wpisać \"Wniosek o podjęcie działań w związku ze skandalicznym traktowaniem kobiet po poronieniu przez podmioty medyczne publicznej służby zdrowia \". I wówczas ten tekst w nawiasie o wniosku można pozostawić.
Odpowiedz
#4
Piszę ,ponieważ to moją wypowiedź przytoczyłeś.Tak,oburzyłam się.Ja zostałam na szczęście inaczej potraktowana mimo to chętnie skorzystam z Twojej sugestii.Tylko szkoda,że Twój post został napisany w tonie,który osobiście odebrałam jako atak i zarzut,że potrafię tylko \"się oburzać\".Może przewrażliwiona jestem...
Odpowiedz
#5
Atak? Bez przesady.
Zarzut? O bierność. Owszem. Wink

To jest zarzut kierowany ogólnie w stronę każdego, kto narzeka i nic nie robi, aby zmienić rzeczywistość, na którą narzeka.
Cytat z Twojej wypowiedzi posłużył jedynie za ilustrację. Takich wypowiedzi na tym forum są setki, jeśli nie tysiące.
Gdybym chciał kierować to personalnie, to z cytatu nie usuwałbym Twojego nicka.
Odpowiedz
#6
Masz rację, chociaż Twój ton jak widzisz nadal wielu przeszkadza Wink ale zgadzam się że coś należy zrobić, poczynając od skargi do dyrekcji szpitala
Odpowiedz
#7
Z moim tonem jest prawdopodobnie taki problem, że on jest szczery i nie owija w bawełnę. W tym kraju ludzie raczej do czegoś takiego nie są przyzwyczajeni i to moim zdaniem wiele tłumaczy. Wink
Odpowiedz
#8
ja również uważam że należy informować dyrekcje szpitala , na piśmie, o złym traktowaniu przez personel.
Odpowiedz
#9
A Waszym zdaniem umieszczenie kobiety po poronieniu na jednej sali z kobietami oczekującymi na planowy poród to jest \"złe traktowanie przez personel\"? Bo wg mnie to jest szerszy problem systemowy wymagający uporządkowania na szczeblu ministerstwa zdrowia.
Odpowiedz
#10
Oczywiście że na wyższym szczeblu.
Ale poza rozwiązaniami organizacyjnymi jest również przedmiotowe traktowanie i brak odrobiny taktu i wspólczucia ze strony personelu.
A to już do rozwiązania bezpośrednio i na gruncie danego szpitala.
Odpowiedz
#11
idefikis, mi też przeszkadza Twój ton.
Roszczeniową postawą nie uwrażliwimy ludzi, przeciwnie, sprawimy, że będą się bronić.
Nie chcę być atakowana i oskarżana o bierność, tylko dlatego, że inaczej wyobrażam sobie drogę prowadzącą do poprawy sytuacji, niż Ty.
Odpowiedz
#12
Idefiks moim zdaniem i dyrektorzy i wyżej. Bo to dyrektorzy mogą ustalić pewne standardy jakie mają panować w szpitalu. Czasem nawet nie do dyrekcji trzeba a samo uświadomienie ordynatora wystarczy. W szpitalu gdzie ja roniłam po lyzeczkowaniu zapytano mnie czy chcę wrócić na salę gdzie leżałam (z koleżanką we wczesnej ciąży, która w poprzedniej ciąży straciła dziecko) czy wolę zostać przeniesiona na ginekologie. I nie potrzebowali wytycznych z ministerstwa. Jestem pewna że wynikało to z postawy ordynatora, który akurat był bardzo zaangażowany i empatyczny. Od razu zapytano mnie też czy chce pochować dziecko, mimo że płeć wpisano dopiero w wynikach z badań histo.
Odpowiedz
#13
Cytat:[autor cytatu=ona 0922]
Nie chcę być atakowana i oskarżana o bierność, tylko dlatego, że inaczej wyobrażam sobie drogę prowadzącą do poprawy sytuacji, niż Ty.
A w jaki sposób wyobrażasz sobie drogę prowadzącą do poprawy sytuacji? Mówimy o wyeliminowaniu takiego sposobu postępowania z kobietą po poronieniu przez szpital, kiedy kładzie się ją na jednej sali z rodzącymi, każe się jej słuchać KTG innych pacjentek itp.
W jaki sposób Twoim zdaniem można to zmienić?
Odpowiedz
#14
Cytat:[autor cytatu=idefiks]
A Waszym zdaniem umieszczenie kobiety po poronieniu na jednej sali z kobietami oczekującymi na planowy poród to jest \"złe traktowanie przez personel\"? Bo wg mnie to jest szerszy problem systemowy wymagający uporządkowania na szczeblu ministerstwa zdrowia.

A wg mnie to dotyczy także problemu infrastruktury, na patologi leżą ciężarne bo nie ma miejsc na położnictwie, tak samo na ginekologii, leżą dziewczyny które powinny leżeć na patologii, ale z racji tego, że są już tam położnice, więc nie ma miejsc. Druga sprawa , przenosiny kobiety po poronieniu z patologii na ginekologię wiążą się z przenoszeniem jej kartoteki i wpisywaniem jej na listę pacjentów innego oddziału, często po prostu personelowi nie chce się wykonywać dodatkowej roboty papierkowej, jednak takie przenosiny wiążą się też z dobrą wolą lekarza, jeden pomyśli o takiej kobiecie inny ma ja w nosie.

Ja leżałam 3 miesiące w szpitalu i jak urodziłam to oczywiście nie było miejsca na położnictwie i leżałam na patologi gdzie jak zazwyczaj wyposażenie jest rodem z PRL-u więc oparcie łóżka po cesarce musiałam dźwigać sama, gdzie ledwo chodziłam.
Chyba trochę w tym wszystkim chodzi też o kasę...niestety.
Przepraszam za pisownie, piszę z dzieckiem na ręku.
Odpowiedz
#15
Ja wiem że w niektórych szpitalach jest to możliwe (rozdzielenie). Gdyby istniały odpowiednie przepisy/zalecenia to na pewno mogłoby się coś zmieniać na lepsze. Na pewno nie stanie się to jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, mimo wszystko nie robienie nic oznacza akceptacje takiego stanu rzeczy.

Akcja \"rodzić po ludźku\" jednak zmieniła diametralnie oblicze porodówek. Być może za kilka, kilkanaście lat zmieni się też pidejście do poronienia ale do tego jest potrzebne działanie.
Odpowiedz
#16
Cytat:[autor cytatu=idefiks]
A w jaki sposób wyobrażasz sobie drogę prowadzącą do poprawy sytuacji?

Uważam, że wyeliminowanie problemu jest
niemożliwe.
Nawet jeśli, takie będą wszelkie odgórne nakazy,
w przypadku braku wolnych łóżek w całym
szpitalu (a jeśli to są małe szpitale powiatowe
problem będzie tym bardziej palący) położą
kobietę wymagającą interwencji medycznej tam,
gdzie mają wolne łóżko, po prostu. Kierując się
dobrem kobiety potrzebującej pomocy lekarskiej.
Braki wolnych łóżek w całych szpitalach
widziałam wielokrotnie, problem nie jest czysto
teoretyczny.
Możemy zmienić wszystko do tego granicznego
momentu.
A moim zdaniem szkolenia mające na celu
wytłumaczenie sytuacji i przybliżenie emocji,
jakie przeżywa roniąca, dają znacznie więcej niż
postawa roszczeniowa.
Postawą roszczeniową empatii nie nauczysz.
Odpowiedz
#17
Cytat:[autor cytatu=ona 0922]
Uważam, że wyeliminowanie problemu jest
niemożliwe.
Czyli nic nie róbmy, bo to i tak nie ma sensu?
Cytat:Nawet jeśli, takie będą wszelkie odgórne nakazy,
w przypadku braku wolnych łóżek w całym
szpitalu (a jeśli to są małe szpitale powiatowe
problem będzie tym bardziej palący) położą
kobietę wymagającą interwencji medycznej tam,
gdzie mają wolne łóżko, po prostu.
To niech kładą. Ale niech z nią o tym porozmawia psycholog. Tyle przynajmniej z braku możliwości lokalowych chyba można dla pacjentki zrobić, prawda?

Każdy szpital ma na etacie (płatnym) księdza kapelana, który na życzenie pacjentki zmaterializuje się przed nią niemal natychmiast po wyrażeniu przez nią takiego życzenia. Co innego próbować się doprosić o rozmowę z psychologiem. Zupełnie co innego. To jedynie taki prosty przykład, pierwszy z brzegu.

Cytat:Postawą roszczeniową empatii nie nauczysz.

Ustawa o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta.

art. 20 ust.1: \"Pacjent ma prawo do poszanowania intymności i godności, w szczególności w
czasie udzielania mu świadczeń zdrowotnych.\"


art. 22 ust. 1: \"W celu realizacji prawa, o którym mowa w art. 20 ust. 1, osoba wykonująca zawód medyczny ma obowiązek postępować w sposób zapewniający poszanowanie intymności i godności pacjenta.\"

Czy domaganie się poszanowania intymności i godności to jest twoim zdaniem \"postawa roszczeniowa\"?
Odpowiedz
#18
Cytat:[autor cytatu=idefiks]
Czyli nic nie róbmy, bo to i tak nie ma sensu?
Tego nie napisałam.

Cytat:[autor cytatu=idefiks]
Czy domaganie się poszanowania intymności i godności to jest twoim zdaniem \"postawa roszczeniowa\"?

Zależy, jak się domagasz. Jeśli spytasz normalnie o możliwość odgórnej zmiany procedur, bo wymagają poprawy - nie. Jeśli agresywnie żądasz - tak.
Twoją postawę nazwałam postawą roszczeniową. Zrozumiałabym jeszcze taką postawę wobec systemu, ale nie wobec nas.
Myślę, że Twoje propozycje są potrzebne, jednak każda zmiana \"systemowa\" za którą nie pójdzie zmiana mentalności i wzrost empatii jest strzałem w kolano- i tylko w tym miejscu nie zgadzam się z Tobą merytorycznie.
Odpowiedz
#19
Cytat:[autor cytatu=ona 0922]
Zależy, jak się domagasz. Jeśli spytasz normalnie o możliwość odgórnej zmiany procedur, bo wymagają poprawy - nie.
Wyjaśnij, proszę, na czym technicznie miałoby polegać \"normalne pytanie o możliwość odgórnej zmiany procedur\"?
To znaczy, jak takie coś się przeprowadza, osiągając w efekcie \"odgórną zmianę procedur\", oraz kto ma (miałby) to robić?
Ale konkrety proszę. Może jakieś przykłady?
Odpowiedz
#20
Idefiks, to Twój zakres zainteresowań. Jak już mówiłam, ja preferuję inne sposoby zmiany sytuacji. Wzięłam udział w tej dyskusji tylko po to, by dać Ci możliwość autorefleksji nad swoją postawą roszczeniową - wobec nas, tu na forum. Ta wobec systemu mniej mnie interesuje.
Odpowiedz
#21
Cytat:[autor cytatu=ona 0922]
Idefiks, to Twój zakres zainteresowań. Jak już mówiłam, ja preferuję inne sposoby zmiany sytuacji.
Jakie sposoby? Proszę o konkrety.
Odpowiedz
#22
Już mówiłam. Szkolenia personelu mające na celu wytłumaczenie sytuacji i przybliżenie emocji, jakie przeżywa roniąca. Czyli to, w czym czynnie brało udział SRpP. W tym rozmowy ze studentkami położnictwa. Wolę wspierać takie inicjatywy.

Idefiks?
Kończę dyskusję. I szczerze życzę, żeby Ci się udało Smile Tylko staraj się, proszę, już nas nie oskarżać o bierność zbyt pochopnie.
Odpowiedz
#23
Acha. Czyli generalnie niech ktoś to za ciebie zrobi, prawda?
To trzeba było tak od razu napisać i byłoby od początku jasne, jak postrzegasz walkę o prawa pacjentów do godności i intymności - niech ktoś to za nich załatwi. Szkoleniami personelu.

ps.
Już widzę te tabuny szpitali chętnych na \"szkolenie personelu przez SRpP\", które rozwiąże wszelkie problemy z poniżaniem przez publiczną służbę zdrowia kobiet po poronieniu.
Odpowiedz
#24
Hyh.
Ja bym rzekła, że tabunami może nie walą, ale nie epatujemy w tytule szkolenia poniżaniem przez personel, więc szkolić się niekiedy chcą całkiem chętnie i dobrowolnie. Problem tkwi w finasowaniu tychże szkoleń oraz w prelegentach - wszystko sprowadza się do tego, za co i kto (osobiście!) to zorganizuje, a potem wygłosi. Niekoniecznie ta sama czy jedna osoba, rzecz jasna, ma wszystko robić, ale ktoś musi. Napisałam już w innym temacie - czyje głowy i czyje ręce. I czyje pieniądze. Zatem - za nasze/Wasze uzbierane lub ewentualnie zdobyte przez nas/Was (np. w konkursach na dotacje lub poprzez znalezienie darczyńców).
Na dzisiaj nie byłoby raczej brak chętnych do wysłuchania szkoleń lub otrzymywania ulotek. Czasem nawet szukają. Nie jest podstawowym zmartwieniem całkowity brak zainteresowania targetu, bo zainteresowanie się pojawia, a można je także wywoływać stopniowo w kolejnych placówkach propozycjami. Problemy wymieniłam - bez ogródek.


Idefiks, ekhm... złagodź ton, bo znowu zaczynasz być sfrustrowany. Zaperzanie się niczego nie zmienia. Jak świat stary, nie każdy był wojownikiem. Warto też rozróżniać prawo do oceny sytuacji czy problemu oraz ich komentowania od obowiązku czynnego udziału w zmianach tychże. Dla Ciebie to tożsamy nakaz wewnętrzny, logicznie z siebie wywiedziony i jest prawidłowy. Ale nie jest dowodem na prawidłowość Twego rozumowania w drugą stronę - że już sama bierność oznacza brak uprawnień do wyrażenia oceny, a ponadto oznacza w konsekwencji przyzwalanie na funkcjonowanie nienawistnego status quo, więc moralnie jeszcze mocniej tego prawa pozbawia. Według mnie w tym akurat się mylisz - nie ma takiego związku w drugą stronę.
Każdy kwadrat jest prostokątem, ale nie każdy prostokąt jest kwadratem.
Nie trzeba czynnie przeciwdziałać, by mieć prawo do krytyki, wyciągania wniosków na dany temat i proponowania rozwiązań. Oceniamy fakty. Teoretyk nie musi być praktykiem ani praktyk teoretykiem. W wiekszości działań na świecie nie są nimi jednocześnie. Wystarczy, że umieją współpracować i zechcą współpracować. Głównodowodzący strateg wygrywa wojny niekoniecznie machając własnoręcznie mieczem. A jednak posyła na śmierć i umierają za jego decyzje.

Ja natomiast stawiam tezę, że bierność pozbawia jedynie prawa do postawy roszczeniowej wobec tych, którzy coś robią oraz wobec tych, którzy nie robią. Dla mnie istnieje wielka różnica między biernym narzekaniem na sytuację, a biernym narzekaniem przy okazji, że inni nic/mało robią i żądaniem, by robili. To jednak nie wyklucza wykorzystywania cudzych możliwości i zdolności lub kierowania nimi (nawet w pewnym sensie biernie!), tylko że nie porwiesz armii naganą bierności, jeżdżeniem po ambicji i graniem na zawstydzaniu (a teraz w tę stronę Cię znowu wahnęło). Można przymusem, jeśli ma się środki przymusu, ale to niemoralne. A gdy nawet ich nie ma, to pozostaje tylko zarazić ideą, ale nikt nie zginie dla idei, którą jest zawstydzany, Idefiksie. Wstyd i wyrzuty to mała motywacja, w zasadzie żadna. W ten sposób raczej sprowokujesz wycofanie werbalne i stracisz nawet taki argument, a to jeszcze mniej konstruktywne od odreagowującego \"narzekania na system\". Co Ty myślałeś, że którykolwiek prorok miał lekko?

Szkolenia mają swój sens.
Pisma pacjentek i skargi do szpitali jako takie są niemal skazane na nieefektywność - po pierwsze kobiety często nie mogą sobie pozwolić na wojowanie z personelem konkretnego szpitala, do którego trafią kiedyś (już lecą ryzykować kolejną zagrożoną ciążę w imię milionów, ocknij się, żeby potem lecieć z jeszcze \"mocniejszą\" skargą jako dowodem kolejnych błędów i zachowań personelu), po drugie skargi są personalne i hm... uczenie batem, hm... Kojarzycie tresowanie zwierząt? O ile wiem, nie polega ono głównie na karaniu złego zachowania, tylko na wzmacnianiu nagrodą tego pożądanego. To dlatego, że kara mówi wprawdzie zwierzęciu, co było złe i za co je spotyka, ale nie mówi, co byłoby dobre i czego chce treser. Zwierzę głupieje - nie umie wymyślić i odgadnąć - wie, czego i jak ma nie robić, ale nadal nie wie, co i jak ma robić. Jeśli nawet się mu udaje, to jest to o wiele gorsza metoda, bardziej czasochłonna, mniej wydajna, bardziej stresująca dla obu stron. Powiedziałabym, że głupia z punktu widzenia inteligentnego tresera. To dlatego, Idefiksie, dostajesz ode mnie tyleż batem, co i czymś apetyczniejszym. W sumie - działa lepiej. No i tego... skoro mówimy o najgłupszych szpitalach, najoporniejszych personelach, to nie ma mowy, że sami się nauczą po skargach sprawnie, raczej rozsierdzą. Tu akurat szkolenia są potrzebne, bo oni tego nie rozumieją. Nie wiem, przeliterować to? Nie rozumieją. Muszą dostać wskazówki intrukcyjnie. A potem nagrodę. Pochwałę, powiedzmy, za naukę i dobre sprawowanie. Nie twierdzę, że od razu kości...
Poza tym skargi są o fatalnych jednostkach, szkolenia natomiast trafiają do całej grupy, zatem też do tych, którzy jeszcze nie zasługują na skargę, ale niezupełnie są na etapie pożądanym. Szkolenie więc robi coś dalej idącego - doskonali tych, którzy nie są najgorsi, to podwyższa automatem poziom całej grupy, a najoporniejsi bardziej odstają od niej. Jest wtedy szansa na samoregulację zachowania poprzez samą grupę. Coś w rodzaju braku akceptacji się w grupie rodzi i ostracyzmu dla pewnych zachowań. Pojawia sie także możliwość uprzedzania zachowań niewłaściwych, bo można szkolić, nim takie zajdą. Dopiero na takim tle ma sens \"odstrzeliwanie\" jednostek skargami. Snajper się nie męczy jak durny Syzyf. Nie jest najrozważniejsze poświęcanie wszystkich i to tak skromnych sił (wszystkich, nie mówię, że nie warto wcale) na eliminację złych zachowań, sensowniejsze jest wzmacnianie i utrwalanie dobrych wzorców. Może za dużo nawoływania do samej krytyki? Czemu nie uznajemy za słuszne nawoływać do pochwał? Podziękowań? Że zawód, że praca? Że psi obowiązek? Taa, jasne. Słabo doceniamy widać, a ludzie potrzebują być doceniani. Potrzebny jest kontrast.


Ulotki i szkolenia.
Trzeba zredagować treść (w ulotkach zmodyfikować ewentualnie to, co jest, w razie potrzeby).
Wyliczyć koszty.
Znaleźć fundusze.
Zorganizować druk (teraz mnie rozbawiło, ciekawe, ciekawe, czy znajdzie się znawca tematu).
Rozdysponować fizycznie po placówkach.
Wygłosić.

Hyh, jeszcze raz.
Jakieś praktyczne pomysły do któregoś etapu?
Odpowiedz
#25
A propos szkoleń...

Kiedyś miałam taką pewną wizję dotyczącą choćby e-learningu, ale się wizja nie przyoblekła w kształt realniejszy - jak ktoś ciekawy, niech doczyta sobie bardzo stary temat https://www.poronienie.pl/forum/showthread.php?tid=2845, bo jakoś nie mam weny do powielania dosłownie od początku. Chętnie do omówienia tej wizji i praktycznego jej przekształcenia w życie bym wróciła. Najpierw potrzebne są nadal teksty, sama treść materiałów.

Aluzja do gromadzenia adresów mailowych wydziałów zdrowia, to była o tym: https://www.poronienie.pl/forum/showthread.php?tid=259, bo to nadal droga do docierania na odległość do placówek.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości