nie rozumiem dlaczego
#1
Witam . Nie wiem od czego mam zacząć ...Może najpierw sie przedstawię , będzie łatwiej . Mam na imie Karolina , mam 36 lat i 16 letnią córkę . Po córce długo nie chciałam miec dzieci uwazałam że jedno dziecko mi wystarczy a i jednemu dziecku dam wszystko na co zasługuje . Nie rozumiałam bardzo długo że miłość do dzieci sie mnoży , jeśli się ją dzieli . W październiku 2012 roku zaszłam w ciążę , cieszyliśmy się z mężem po cichu i nie informowaliśmy za bardzo nikogo żeby nie zapeszyć , chodziłam normalnie do pracy i w 10 tygodniu poroniłam . Tak klasycznie , ból krwawienie , szpital , w tym samym dniu zabieg i do domu . Było smutno ale jakoś doszliśmy wszyscy do siebie . Potem trochę badań , wykrycie przyczyny , to niedoczynność tarczycy , leczenie , i jakoś udało się nam zapomnieć . Nie planowaliśmy kolejnego dziecka , ale też nie zabezpieczaliśmy się .I w lipcu nie dostałam miesiączki . Szybki test i dwie kreski . Obydwoje z mężem płakaliśmy ze szczęścia . Pomimo tego że nie rozmawialiśmy o tym obydwoje podświadomie czekaliśmy na ten czas . Szybko do ginekologa 5 tydzień pierwsze usg i zobaczyłam małą plamkę i serduszko . Wsystkie badania robione na czas . Od 5 tygodnia zwolnienie żeby nie było że coś zaniedbałam . Byłam tak zmęczona przez pierwsze dwa miesiące , ale i bardzo szęśliwa . powiadomiliśmy całą rodzinę o naszym szczęściu . Do 12 tygodnia jednak cały czas towarzyszył mi strach , żeby tylko sie udało . W 12 tygodniu badania prenatalne i zobaczyłam moje maleństwo ruszające się , machające rączkami , popłynęły mi łzy szczęścia , wreszcie odetchnęłam , teraz już musi być dobrze . Mój mały Staś jest zdrowy , wszystkie wyniki w normie . W 13 tygodniu poszłam na rutynową kontrolę , lecz przed wizytą zaczęlam lekko plamić . od razu dostałam skierowanie do szpitala , po badaniu dowiedziałam się że odkleja się kosmówka , nic takiego , ale trzeba kilka dni poleżeć poprzyjmować leki i będzie ok . Na usg mój synek pomachał mi rączką . Leżałam tak 8 dni i czekałam , wierzyłam że będzie dobrze , ale niestety cały czas krwawiłam , kiedy lekarze postanowili mi zrobić kolejne usg okazało się że nie mam wód płodowych . Przyszedł do mnie pan ordynator i powiedział że musimy poczekać aż dziecku przestanie serduszko bić bo z tej ciąży i tak nic nie będzie , i wtedy usuną mi je . Czekaliśmy 3 dni codziennie usg i codziennie wyłam bo słyszałam że serce bije . Krzyczałam do lekarzy że to nie humanitarne męczyć tak mnie i dziecko . W poniedziałek zapadł wyrok z ust pana ordynatora <trzeba zakończyć tą ciążę >jeszcze ostatnie usg i cud trochę wód napłynęło . Mój dzidziuś tak dzielnie walczył , nikt nie dawał mu szans że przeżyje 2 dni a jego serduszko biło w 4 dniu jak u najzdrowszego dziecka . Czekanie na następne badanie i w środę lekarze podjęli decyzję że wyślą mnie do kliniki ponieważ wynik crp się podwyższał a wód nie przybywało . W piątek rano już byłam w klinice . Kilka pobieżnych badań i sucha informacja od pana docenta ciąże trzeba zakończyć bo nic z niej nie będzie to tylko mały płód a moje zycie jest zagrożone . W szoku podpisałam stertę dokumentów . Dostałam tabletki poronne i kazali czekać . Nie było wolnych łóżek , więc siedziałam na korytarzu i czekałam aż coś się zwolni >łzy same mi ciekły że mam poronić chyba na krześle . Wkońcu po 13 znalazło się łóżko . Położyli mnie i kazali czekać . O 17 kolejna dawka tabletek i nic . O 20 pan doktor postanowił mi założyć cewnik ginekologiczny żeby szyjka się rozszeżyła , żeby mnie nie porozrywali przy zabiegu , i kazał czekać do rana . Leżałam tak do 23.30 . Czułam jak łóżko sie robi mokre od krwi . Poszłam do toalety i później chciałam zawiadomić pielęgniarki że tak bardzo krwawię . Niestety nie zdążyłam . Moj maleńki synek wypadł mi do muszli i zawisł na pępowinie . Zaczełam wyć , nie wiedziałam co mam robić . Nagle pojawiło się wokól mnie pełno ludzi . Pielęgniarka złapała moje maleństwo i odcięła pępowinę . Póżniej sala operacyjna , zabieg i po kilku godzinach do domu . I kolejny szok z piersi leci mi mleko . Tak bardzo mój organizm czekał na mojego synka . Ze chciał go wykarmić . Dziękuję ci mój aniołku że tak dzielnie przez te 18 dni walczyłeś o życie i wierzę że jeszcze kiedyś do mnie powrócisz . Chociaż dzisiaj chodzę prawie po ścianach .
Odpowiedz
#2
Droga Karolino bardzo współczuję Ci straty Twoich Aniołków, to wielka tragedia stracić dzieci. Zrobiłaś wszystko co mogłaś zrobić, dałaś mu życie, kochałaś maleństwo i czekałaś na niego z utęsknieniem... Karolinko pisz do nas jak najczęściej, pisz co czujesz, wyrzuć to z siebie, nie tłum emocji... Mi pisanie tutaj wiele daje, sama niedawno straciłam swoje drugie maleństwo...
Przytulam Cię jak najmocniej umiem i zapalam światełko dla Twojego Aniołka i Synka

[*][*] Dużo siły. Trzymaj się cieplutko
Odpowiedz
#3
Karolino bardzo mi przykro że i Ciebie los doświadczył stratą ukochanych dzieciątek, to dla matki największy ból, musisz pamiętać że nie mogłaś nic więcej zrobić, że Twoje Aniołki były i są kochane, że na zawsze będą z Tobą w sercu ....
Zapalam światełka dla Twoich Aniołków (*) (*).
Odpowiedz
#4
Karolina bardzo Ci współczuje .
Odpowiedz
#5
Karolina, tak mi przykro. Spotkała Cię wielka tragedia. Niewyobrażalne, przez co musiałaś przejść w szpitalach, praktycznie bez żadnego wsparcia ze strony personelu. Bardzo Ci współczuję.
Odpowiedz
#6
Dziękuję wam dziewczynki za słowa pocieszenia . To takie trudne jest wszystko i nikt tego nie zrozumie, jeśli tego nie przeszedł
Odpowiedz
#7
Karolina, tulę Cie
Odpowiedz
#8
Kochana Karolino... Pęka mi serce.. Sad tak bardzo Ci współczuję Sad
Odpowiedz
#9
Czytam Twoją historię i płaczę, placzę codziennie od pół roku od kiedy straciłam moją córeczkę w 27tyg ciąży, wiem jak się czujesz... Przykro mi tylko tyle mogę powiedzieć...
Odpowiedz
#10
Przykro mi, że i Ty cierpisz. Płaczę czytając Twoją historię.

Dla Twoich Aniołków (*) (*)
Odpowiedz
#11
Karolinko ściskam Cię. Przykro mi, że musiałaś doświadczyć tego ogromnego cierpienia. Pisz tutaj kiedy tylko chcesz my tu jesteśmy.

Dla Twoich aniołków [*] [*]
Odpowiedz
#12
Karolina dla Twoich Aniołkó (*)(*). Tak bardzo mi przykro...
Odpowiedz
#13
Mija właśnie tydzień od kiedy lekarze postanowili że mój synek nie ma prawa żyć . Fizycznie jest coraz lepiej, tylko serce nie daje nawet na chwilę zapomnieć . Ta mała istotka była ze mną tak krótko a jednocześnie tak intensywnie .
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości