pozamaciczna ciaza
#1
Wiem że niektórzy mają dużo dużo gorzej i stracili dużo więcej ode mnie ale ciągle nie mogę się z tym pogodzić co się stało mimo że zaraz mija rok... to była planowana ale niespodziewana ciąża, byłam najszczęśliwsza na świecie jak zobaczyłam 2 kreseczki... 2 tyg póżniej okazało się że to ciąża pozamaciczna i o mały włos nie umarłam... mąż akurat wyjechał na 3miesięczną delegację, dowiedział sië o ciąży ze skypa ale był taki szczęśliwy... przy nie zapadnięciu się w rozpacz uchronił mnie mój wówczas roczny syneczek...tylko dla niego przetrwałam ponad 2tyg w szpitalu, martwiłam się cały czas tylko o niego bo akurat czekał na operację i byłam przerażona że jeśli mu się pogorszy to nawet nie będzie miał z kim zostać w szpitalu bo mama w szpitalu a tata w chinach...kiedy już zaczęła działać chemia i wróciłam do domu nikt nie potrafił mnie zrozumieć, nawet nie chciał nikt ze mną o tym rozmawiać. Dzięki Bogu miałam koleżankę ze szpitala która przeżyła to co ja...nawet gorszy przypadek więc ona mnie rozumiała ale ja ciągle nie mogę dojść do siebie... chcemy z mężem znowu starać się o maleństwo ale mam już jakąś fobie...jak tylko zaczynamy się starać to od razu wszystko mnie boli w środku i mam wrażenie że znowu to ten ból złego zagnieżdżenia, potem wmawiam sobie że jestem w ciąży i dopiero wierze że nie jestem jak beta wychodzi zerowa... i cały czas jestem na granicy albo wielkiego szczęścia że może się udało a potem wielkiej paniki czy to nie ciąża pozamaciczna.... lekarz ciągle mi tłumaczy że jest niewielkie prawdopodobieństwo ale nie da się tego zbadać, nikt nie wie czemu tak się stało i przez to ciągle się martwie.... wiem że może powinnam poczekać i jeszcze się nie starać o kolejne maleństwo ale ja tak chce aby synek miał rodzeństwo i to nie z wielką różnicą wieku aby mogli się bawić. Nie jestem w stanie wyjść z tej pętli..nie zwalniam się z pracy która mnie irytuje ponad granice wytrzymałości bo chce odejść na macierzyński, staram się o dziecko mimo że panicznie boje się kolejnej informacji o zagnieżdżeniu ciąży, marze o dziecku a panicznieboje się kolejnej ciąży pozamacicznej...statystyka mówi że mam 15procent, ale jak to mądrze podkreślił mój lekarz jeśli uda się że będzie dobze to będę miała 0% a jak znowu się to stanie to dla mnie to będzie 100%. Nie potrafię nawet rozmawiać z mężem o tym co się stało, widzę że on strasznie cierpi a jednocześnie już powoli zamknął tamten rozdział w naszym życiu a ja ciągle nie kogę zapomnieć jak lekarze mówili \"w końcu beta spada,udało nam się!\" i tej myśli niedopowiedzianej...\"zabić pani dziecko\"...
Odpowiedz
#2
Smutna bardzo Ci współczuję straty Aniołka, nie myśl w ten sposób, że inne mają dużo gorzej lub straciły więcej, straciłyśmy tyle samo-straciliśmy maleństwo.
Rozumiem, że się boisz, to zrozumiałe, tutaj każdej towarzyszy strach. Ja też się boję kolejnej ciąży. Smutna przyjdzie czas kiedy odważymy się zawalczyć o kolejne maleństwo.
Pisz do nas najczęściej, mi pisanie tutaj bardzo pomaga.
Przytulam Cię bardzo mocno i zapalam światełko dla Twojego Aniołka [*]
Odpowiedz
#3
Smutna bardzo mi przykro. Dla Twojego Maleństwa (*). Myślę że My nigdy nie zapomnimy o tym co się wydarzyło ale z czasem jest już łatwiej wspominać i łatwiej rozmawiać. Mam nadzieje że wszystko ułoży się po waszej myśli. Przytulam...
Odpowiedz
#4
Dziękuję kochane! Odkąd czytam to forum znalazłam swoje miejsce... w rodzinie nikt nie chce poruszać tego tematu wręcz są źli że nie mówiliśmy z mężem że będziemy się starać i teraz ciągle mówią czy jesteśmy pewni że chcemy kolejne dziecko... co to za pytanie w ogóle?!! Chce bardzo drugiego maleństwa, rodzeństwa dla mojego najukochańszego synka, okropnie niestety się boję samej ciąży... synek to wcześniak 34tk, już po 3operacjach,ale już zdrowy i najwspanialszy na całym świecie! Jakbym mogła przeskoczyć czas ciąży i wskoczyć godzinę po porodzie z maluszkiem u piersi byłabym najszczęśliwsza na świecie... w rodzinie wysyp ciąż ale o dziwo to mi daje ogromną nadzieję bo poprzednio też złapałam się w tą falę...może teraz też się uda... uwielbiam sformuowanie \"zarazić się ciążą przez zapatrzenie\" oj patrze i patrze tylko kto ukoi lęk że będzie teraz ok? Poprzednio z synkiem chcieli mi go usunąć w 7tygodniu bo nie było akcji serca...okazało się że maluszek był jeszcze po prostu za malutki bo musiałam mieć bardzo późno owulację. Pamiętam że jak usłyszałam ten wyrok od lekarki na usg to pobiegłam na konsultację do 2 innych gin, nie mogłam w to uwierzyć że tak długo oczekiwane maleństwo może być ... kiedy 3 gin powiedziała że nie ma szans i że mam pójść we wtorek na zabieg to ryczałam jak bóbr i błagałam o zlecenie kolejnej bety...że może jest cień szansy, na co ona odpowiedziała \"czy ja mam dawać pani nadzieję? Tu jej nie ma\". Wybiegłam z gabinetu i poszłam prywatnie na badanie krwii, 4 dni później i 2 bety dalej mojemy synkowi zaczęło bić serduszko i bije do dzisiaj ... jakbym dzisiaj spotkała tą ginekolog to bym zabiła... bo nie chciało jej się zrobić bety już chciała usunąć mojego syneczka.... teraz po ciąży pozamacicznej przypomina mi się to wszystko... tu już nie było nadziei...
Odpowiedz
#5
Smutna wiesz ja też przy pierwszej ciąży słyszałam niech sobie pani nie robi nadziei, czekałam 3 tyg na serduszko i nie było go, przy drugiej ciąży jak zobaczyłam bijące serduszko byłam najszczęsliwszą mama na świecie, potem za 3 tyg usłyszałam że tutaj nic nie ma, nie było bicia serca, zawsze trzeba mieć nadzieję, ja do końca ją miałam...

Smutna rozumiem Twoją złość, żal i pretensje do lekarzy, ale w dzisiejszym świecie służba zdrowia poległa na całej lini. Nie dają na podstawowe badania bo nie widzą takie potrzeby, bo po co? Sad
Wiesz jesteś po stracie, podobnie tak jak ja- i widok kobiety w ciąży jest bolesnym widokiem, ja na razie uciekam, bo to boli.
Kochana daj sobie czas na przejście żałoby, płacz jeśli masz na to ochotę, nie tłum emocji i pisz do nas o tym co czujesz.

Przytulam Cię bardzo mocno
Odpowiedz
#6
Smutna bardzo mi przyro z powodu Twojej straty, zapalam światełko dla Twojego Aniołka (*) nadzieje musisz miec zawsze zawsze.
Odpowiedz
#7
Smutna, nie myśl takimi kategoriami, że inni mają gorzej... każda z nas jest w podobnej sytuacji, na wcześniejszym lub późniejszym etapie straciłyśmy swoje Maleństwa, które kochałyśmy od samego początku.

Masz prawo do płaczu, przemyśleń, bądź dla siebie wyrozumiała. Ściskam Cię mocno, życzę dużo nadziei i zapalam światełko dla Twojego Okruszka (*)

Pamiętaj, tutaj zostaniesz zrozumiana, pisz jeśli Ci to pomaga. Mi to forum naprawdę wiele pomogło, mam nadzieję, że Tobie też pomoże.

Przesyłam Ci ciepły uśmiech, wirtualny, ale szczery Smile
Odpowiedz
#8
Dziękuje Wam... naprawdę bardzo dużo to dla mnie znaczy że w końcu ktoś mnie rozumie... nawet powoli zaczynam myśleć że już niedługo pogodze się z tym co się stało i zaczne jakoś normalnie żyć. Przez ostatni rok robiłam wszystko aby o tym nie myśleć, zatopiłam się w pracy, pracach domowyçh, książkach, wszystko aby nie daj Bóg mieć chwilę na myślenie... działało średnio bo wpadłam tak czy siak w mega depresje i ostatnio dopiero sobie zdałam sprawę że to jest to... tylko że mam 10kg więcej, zdrowie zrypane, mąż zaniedbany, nie mówiąc o moim wyglądzie. Ale wiecie jak jest wszyscy mówią \"jeszcze będzie dobrze, nic się nie stało, tyle kobiet roni nie wiedząc że były w ciąży\". Ale my przecież wiedziałyśmy! Czy ludzie nie widzą różnicy?? Najgorszy moment miałam w styczniu kiedy myślałam że jestem w ciąży a nie wolno mi było. Raz z mężem nie uważaliśmy i od razu sobie wkręciłam że na 100%jestem w ciąży, a że byłam świeżo po metotreksacie więc miałam absolutny zakaz zachodzenia w ciążę przez pół roku. Co ja wtedy przeszłam... i to z własnej głupoty! 3 miesiące wmawiałam sobie że jestem w ciąży mimo że badania nic nie pokazywały, mleko mi z piersi leciało, miałam mdłości a beta była poniżej 1 a ja sobie uroiłam ciąże.... nigdy nigdy nigdy nie chce tego powtórzyć i tej pewności że przez własną głupotę dziecko na 100% będzie chore.... ale teraz jak już na bank wiem że nie byłam i nie jestem w ciąży zaczynam dochodzić do siebie. Nawet potrafię już o tym rozmawiać, jeszcze 2 miesiace temu na pytanie \"co się stało w pażdzierniku że np nie było mnie w pracy\" uciekałam z płaczem. Teraz potrafię odpowiedzieć i to prawdziwie, aczkolwiek dalej głos mi się łamie i potem płaczę. Czy udało się już którejś z was przejść na dalszy etap? Czy to już tak nie boli? Czy potraficie się nie popłakać na samą myśl?
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości