Moja historia
#1
Cześć dziewczyny... czas na moją historię, która niestety nie kończy się pozytywnie ;(

Jak większość dziewczyn zaplanowałam sobie swoje życie.. szkoła, ślub, rodzina...myśląc, że to ostatnie to coś naturalnego prostego coś co przyjdzie samo bez większych starań i zmartwień- dziś już WIEM, że tak nie będzie Sad

W moją pierwszą ciążę zaszłam od razu po ślubie... czułam się książkowo, przez moje myślni nawet przez sekundę nie przeszła myśl, że mogło by być coś nie tak... nagle pojawiło się krwawienie os tak delikatne beż żadnego bólu, kolejnego dnia na spokojnie poszłam na wizytę do swojego ginekologa... robi usg, rusza brzuchem na co ja pomyślałam - pewnie maluszek nie chce się odwrócić... jednak po chwili jedno zdanie spowodowało, że świat mi się zawalił: niestety ciąża obumarła ;(( 9 tydzień ciąży ...

W drugą ciążę zaszłam bardzo szybko bo po 4 miesiącach, zmieniłam ginekologa, oczywiście wierząc w słowa, że takie rzeczy się zdarzają i, że mam się nie przejmować tylko zachodzić w ciążę. Pierwszą stratę BARDZO przeżyłam tak więc gdy znów zobaczyłam 2 kreski na teście ogarnął mnie wielki strach, panika...tym razem jednak psychicznie byłam przygotowana, że wszystko może potoczyć się tak jak ostatnio... niestety na wizycie w 6 tygodniu okazało się, że jajo jest puste ;( znów szpital...

Od kolejnej ciąży wzbraniałam się baaaaardzo długo, ciągle ją przekładałam... widziałam jedno, że strata dwóch wcześniejszych nie mogła być przypadkiem !!!!

po 1,5 roku odkładania przypadkiem trafiłam na lekarza, który sepcjalizuje się w tego typu przypadkach... nareszcie pojawiło się światło w mym dłuuuugim i ciemnym tunelu... zrobił mi wszystkie badania... bardzo szybko znalazł przyczynę, która miała podłoże wyłącznie hormonalne !!!!! jakże byłam zła sama na siebie, że wcześniej nie miałam takiej wiedzy jak teraz, ale czy to ja jestem lekarzem ??? teraz już wiem, że nie wszystkim lekarzą można ufać... przez okolo miesiaca brałam leki, które miały unormować moje wyniki i tak też się stało, dostaliśmy zielone światło, żeby zajść w ciążęSmile

Udało się od razu, w stycznie 2014r. byłam w upragnionej ciąży Smile)) oczywiście 2 kreski znów spowodowały stres i przerażenie jednak tym razem w głębi wierzyłam, że będzie dobrze, że musi przecież jestem pod okiem świetnego specjalisty !!! na wizyty chodziłam często czasem co tydzień czasem co 2 tygodnie w zależności od samopoczucia... oczywiście przed każdym USG mega stres, żeby tylko serduszko biło, żeby tylko wszystko było ok...no i było, niestety do czasu Sad

około 4 miesiąca ciąży przywlekła mi się bakteria, na początku nie zdawałam sobie sprawy z tego, że to nie przelewki... pojawiły się upławy, krawaienie... no i antybiotyk! okazało się, że mam ureoplazmę Sad spora dawka antybiotyku, który mogłam brać w ciąży miała wybić to cholerstwo i wybiła... niestety tylko na 4 tygodnie Sad Oczywiście ciągle wierzyłam, że musi być dobrze bo przeciez to już połowa ciąży wtedy już nie może się stać nic złego !!!

Niestety pewnego wieczora dostałam plamienia, zupelnie bezbolesnego jednakże była to swieża krew więc byłam przerażona, skończyło sie w szpitalu... na usg naszczęście okazało się, że wszystko jest w porządku, rano inny lekarz ponownie miał zrobić usg. Tak więc zostałam w szpitalu... wtedy jeszcze nieświadoma tego, że będzie to miesięczna walka o mojego maluszka Sad

Rano zrobiono mi ponowne USG, wszystko było ok, wtedy też potwierdziły się moje przypuszczenia,że zostaniemy rodzicami małej AleksandrySmile na wypis czekałam jak na zbawienie, jakże marzyłam o tym żeby być już w domu, niestety z dnia na dzień zaczęlo się pogarszać Sad pojawilo się ponowne plamienie a raczej obfite krwawienie... diagnoza była tylko jedna- nawrót ureoplazmy, która tym razem uderzyła z jeszcze mocniejszą siłą, bakteria uodporniła się na antybiotyk, który mogłam przyjmować w ciąży a mój organizm był coraz słabszy...pojawiła się infekcja, która niestety nie chciała zmaleć, zakaz chodzenia, pojedyńcza sala, łóżko na cegłach aby nogi był wyżej, i bezradność ... 2 dni spędzone na porodówce aby uspokoić przedwczesną akcję porodową, ostatni tydzień walka ze skurczami i samą sobą żeby nie oszaleć !!!! Niestety mimo iż infekcja nieznacznie zmalała spowodowała odejście wód płodowych i naszą kolejna wizytę na porodówce... już ostatnią Sad sam poród... nie życzę nikomu! dla mnie koszmar zafundowany przez położną;/i tak 11.06.2014 r. o godzinie 17 na świat przyszła Aleksandra, która ważyła zaledwie 400g. Kiedy było już po wszystkim zdałam sobie sprawę jak bardzo mój organizm nie dawał już rady i jaką poczułam fizyczną ulgę, która tak bardzo mnie przeraziła...ze szpitala mój lekarz wypisał mnie bardzo szybko bo już kolejnego dnia, mogłam wrócić do domu, który tak mi się marzył... niestety nie był to mój wymarzony powrót, ileż bym dała aby wrócić do szpitala i móc dalej walczyć!!!!

Dziś jeszczę walczę z przeklętą bakterią, aby móc spełnić swoje marzenie i choć w połowie wypełnić pustkę, która pozostanie na zawszeSad
Odpowiedz
#2
Basiu, ogromnie mi przykro z powodu Twoich strat i tego wszystkiego, przez co musiałaś przejść. Jakie to życie bywa okrutne i niesprawiedliwe, nikt nie zasłużył sobie na taki los. Zapalam światełka dla Twoich dzieciaczków (*) (*) (*). Bardzo Ci współczuję. Jak się trzymasz?
Odpowiedz
#3
Basiu bardzo Ci współczuje. Dla Aleksandry i Aniołków (*)(*)(*). Dzielnie walczyłaś dla swojej Córeczki. Życzę Ci dużo siły w tym trudnym czasie żałoby, mam nadzieje że uda Ci się wyleczyć i spełnić marzenie.
Odpowiedz
#4
Basiu, mam gulę w gardle czytając Twoją historie.. Tak bardzo mi przykro z powodu Straty Twoich Dzieci Sad Dlaczego Bóg nam je zabiera, nie pozwalając nam cieszyć się nimi, zamieniając sens życia w pustkę... Ja Ciągle zadaję sobie to pytanie... Przytulam Cie mocno! Zapalam [*] [*] [*] Dla Twoich Aniołków
Odpowiedz
#5
Basiu bardzo Ci współczuję tego co się stało zapalam światełka dla Twoich Aniołków (*) (*) (*)
Odpowiedz
#6
Dziewczyny dziekuję za miłe słowa :* i za to, że poświęciłyście swój czas, na przeczytanie mojej historii... nasza służba zdrowia baaaardzo zniechęciła mnie do dalszej walki, szczególnie położna, która była obecna przy porodzie-koszmar! ale co zrobić, chyba musimy się uodpornić!
We wtorek byliśmy z mężem na badaniach, do 10 dni będą wyniki jeśli wszystko będzie oki ponawiamy starania!
Pozdrowienia dla Was i światełka dla Waszych Aniołków (*)(*)(*)
Odpowiedz
#7
Basia, bardzo przykro mi z powodu twoich strat [*][*][*]
Oby wyniki badań okazały się pomyślne, a starania szybko owocne.
Odpowiedz
#8
Bardzo mi przykro Sad.
Odpowiedz
#9
przykro mi z powodu twojej sytuacji. Nie wiem czy jest to jakieś pocieszenie ale skoro dotrwałaś już do 23tc to może lekarz znalazł jakiś sposób na twoje dolegliwości zrób sobie spokojnie badania wymazy bakteriologiczne bo teraz dopiero wiem jakie to ważne.
Odpowiedz
#10
Bardzo mi przykro Sad
[*] [*] [*] dla Twoich Aniołków.
nie rozumiem dlaczego lekarz po drugim poronieniu nie wysłał Cię od razu nabadania genetyczne i inne!
Odpowiedz
#11
Basiu aż mi łzy poleciały... Tak mi przykro Sad Mimo to cieszę się że się nie poddajesz... dużo siły i wytrwałości mimo wszystko. Dla Twoich dzieci (*)(*)(*)
Odpowiedz
#12
Co lepsza po 2 poronieniu lekarz stwierdził, że takie cos się zdarza i kazał zachodzić w kolejną ciążę..... lekarza naszczęście zmieniłam zrobił wszystkie badania znalazł przyczynę, wyleczył. Niestety można powiedzieć , że miałam pecha ponieważ dostałam infekcji bakteryjnej: ureoplazma. Teraz czekam na wyniki czy już jestem zdrowa. Badań genetycznych mam nie robić ponieważ dziecko rozwijało się prawidłowo, bakteria spowodowała, że odeszły mi wody.

Generalnie mój ginekolog twierdzi, że badania genetyczne to ostateczność! Wpierw należy szukać innej przyczyny, która gdzieś na pewno jest. W moim przypadku miał rację!
Niestety większość lekarzy twierdzi, że 2 poronienia to jeszcze nie koniec świata i nie kieruja nas na żadne badania- a powinni !!! Myślę, że to właśnie przez takie podejście wiele z kobiet tracie swoje ciążę, ponieważ przez brak jakichkolwiek badań małe odchylenie hormonalne może spowodować poronienie... i też smutna prawde, iż większość lekarzy jest tylko wyuczona podstaw i gdy pojawia się pacjentka u której jest problem kompletnie sobie z tym nie radzą!

Trzymam kciuki za Was dziewczyny i życzę Wam lekarza z powołania!
Odpowiedz
#13
Najgorsze jest to,że kiedy znalazłaś już przyczynę i wszystko miało być dobrze dopadło Cię coś innegoSad
Mój lekarz jak tylko stwierdził brak akcji serca poinformował mnie, że jeśli się nie pomylił i nic z tej ciąży nie będzie(do końca miał nadzieje, że się myli,chyba większą ode mnie) to da mi skierowanie na badania genetyczne, zapewne na szereg innych również, dopiero czekam na wizytę kontrolną po poronieniu,więc nie wiem dokładnie co jeszcze będzie chciał zrobić.. Sądziłam, że tak do sprawy podchodzą wszyscy lekarze, jednak nieSad
Dobrze,że znasz przyczynę i możesz z tym walczyć i się starać, musi być dobrze, trzymam kciuki.
Odpowiedz
#14
@aleksandra91 : dokładnie tak! kiedy dobiłam do 20 tygodnia myślałam, że teraz już nic nie może się stać bo to przecież półmetek... jak widać życie lubi zaskakiwaćSad powiem Ci, że mój lekarz walczył do samego końca razem ze mną i faktycznie chyba miał większą nadzieję i wiarę, że wszystko się dobrze skończy. Powiedział mi, że to nasza wspólna walka w której ja mam wsparcie męża a on walczy sam, powiem szczerze wzruszyły mnie te słowa! Wierze, że Ty również znajdziesz przyczynę! Zanim zdecydujecie sie na badania genetyczne zrób sobie badania z krwi i posiew na bakterie. U mnie problem był w wysokiej prolaktynie i tarczycy, wszystko do miesiąca dało się uregulować! Wierzę, że i u Ciebie będzie podobnie i niedługo zostaniesz mamą Smile:* Wierzę!!!, że wszystkie z Was kiedyś zostaną mamami Aniołków nie tylko w niebieSmile
Odpowiedz
#15
Pewnie lekarz w poniedziałek na wizycie da mi skierowanie na badania krwi.
Ale czemu nie skorzystać dodatkowo z badań genetycznych, które przysługują mi za darmo, jedynym kosztem jest bilet pkp do miasta w pobliżuSmile
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości