mój Aniołek znowu odszedł...
#1
Minęło sporo czasu, odkąd byłam tu ostatni raz. Pozbierałam się, uspokoiłam, po stracie mojego maleństwa. Odczekaliśmy dłużej niż było trzeba. I znów się udało. Dwie kreski. Wizyta u lekarza, wszystko w porządku. Ale ciągle w głowie był gdzieś ten strach, że znów nas to spotka. Nie powiedziałam nawet nikomu, że jestem w ciąży. Powiedziałam sobie, że zrobię to dopiero, jak się skończy pierwszy trymestr...

Ale w 9 tc zauważyłam delikatne plamienie. Od razu pojechaliśmy do szpitala. Lekarz stwierdził, że plamienia nie ma, serduszko biło, choć usg wykazało, że Aniołek ma 7 tygodni. Bardzo się tym zmartwiłam, ale lekarz uspokajał, że do zapłodnienia musiało dojść później, że tak się zdarza. Dostałam luteinę. W ciągu następnych kilku dni byłam dwa razy u swojego lekarza. Za pierwszym razem stwierdził w usg, że z jednej strony odkleja się jajo płodowe i zrobił się tam niewielki krwiak i stąd mogłam mieć to plamienie. Ale plamienia już nie było. Na drugiej wizycie okazało się, że jajo już się nie odkleja. Lekarz powiedział, że nie muszę leżeć, że wszystko powinno być dobrze. Do kontroli powinnam się zgłosić za dwa tygodnie. Ale dzień wcześniej znów plamienie i bóle brzucha. Pojechaliśmy szybko do lekarza. Całą drogę się modliłam. Tak bardzo wierzyłam, że nie stało się najgorsze. Badanie, krew... Serduszko już nie biło... Boże, jak ja się wpatrywałam w ten monitor, jak ja chciałam zobaczyć, że bije...

Usg wskazywało, że to 8 tc, a z terminu OM wynikało, że 12, wg wcześniejszego usg powinien być 10... Kiedy przestało mu bić serduszko, kiedy umarł? Te pytania cały czas są w mojej głowie.

Usłyszałam, że dopiero po trzecim poronieniu robi się szczegółowe badania. Że nastąpił pewnie zły podział komórek i dlatego poroniłam. Nie miałam siły o nic pytać... Lekarz powiedział, że mogę poczekać w domu, aż sama poronię, a jeśli to nie nastąpi, to za sześć dni mam się zgłosić do szpitala, gdzie wywołają poronienie... I chyba tak lepiej, bo nie wytrzymałabym na jednej sali z mamami, które przytulają swoje maleństwa, a wszędzie słychać płacz nowonarodzonych dzieci...

Nie wiem, jak to przeżyję. Nie mam siły wstać z łóżka. Nie mogę przestać płakać. Znowu straciłam mojego Aniołka...
Z jednej strony nie mam siły, ale z drugiej wiem, że muszę zrobić wszystko, żeby znaleźć powód moich poronień... Nie będę czekać na kolejne. Ale muszę chyba znaleźć innego lekarza, bo mój wszystko tłumaczy działaniem natury. Że dziecko było słabe i dlatego umarło...

Poradźcie, jakie zrobić badania, bo nie ma siły szukać informacji w internecie...
Odpowiedz
#2
Kochana bardzo Ci współczuje straty aniołka, wiem co czujesz sama niedawno straciłam swojego 2 aniołka, płacz jeśli tylko potrzebujesz, mi to pomaga
Łączę się z Tobą w bólu i zapalam światełko dla Twojego Aniołka [*]
Odpowiedz
#3
Merci, ściskam Cię mocno i współczuję straty. Przykro mi, że musiałaś tutaj wrócić... Zapalam światełka dla Twoich Aniołków (*) (*).

Ja poroniłam raz, ale też wiem, że tego tak nie zostawię. Na pewno chcę się przebadać i sama zbieram informacje, co powinnam zbadać. Na razie planuję progesteron (ale u mnie są na to pewne wskazania) i zespół antyfofosfolipidowy. Nie wiem, co więcej mogę Ci podpowiedzieć.
Odpowiedz
#4
Merci, przykro mi bardzo że musiałaś do nas wrócić. Współczuję Ci bardzo. Badania zrób - nawet za własną kasę ale chyba warto. A przede wszystkim znajdź lekarza, który nie będzie taki \"naturalny\". Z jakiego miasta jesteś?
Odpowiedz
#5
Jestem z okolic Bielska-Białej
Odpowiedz
#6
Nawet jak się wie wcześniej, że do tego dojdzie, nie można się do tego przygotować. Zaczęłam coraz bardziej krwawić, a skurcze miałam tak silne, że zaczynałam się już bać. Rozebrałąm się, weszłam do wanny, a maleństwo wypado wprost na moją rękę. Razem z całym jajem płodowym. Jest przeźroczyste, więc widziałam całego Aniołka. Ten widok zapamiętam do końca życia. Był taki maleńki. Dokładnie taki, jak na usg dzień wcześniej, tylko 13 mm... Te oczka... Mam kochanego męża, był ze mną cały czas, wspierał.

To strasznie boli. Myślałam, że jak o tym napiszę, to będzie mi trochę lżej na sercu, ale nie potrafię nawet o tym pisać...
Odpowiedz
#7
Dla Ciebie i Twojego Aniołka - wiele miłości z południa Polski. Jego mała dusza jest już w niebie i nie jest tam sama. A ty kiedyś go spotkasz.....
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości