zobaczymy się w innym świecie
#1
Moja opowieść jest inna, a jednak podobna do Waszych. Powtarzam sobie, że lepiej późno niż później. Że wydarzyło się niezależnie ode mnie. Kiedy jest mi okropnie źle, piszę do niej krótki list. Nasza pierwsza Radość odeszła od nas dwa dni temu, w 25 tygodniu. Chociaż jej duszyczka podobno już jakiś czas wcześniej. Nic tego odejścia nie zapowiadało. Tęsknię do tych dni, kiedy wszystko było dobrze, chociaż teraz widać, że dobrze nie było. Jest to dla nas bardzo, bardzo trudny czas. Dzięki temu forum widzę, że nie jestem sama, i że nie jesteśmy sami. Że niestety \"w dzisiejszych czasach\" takie tragedie się zdarzają. Na razie pochłania mnie ciemna rozpacz, płaczu nie wystarczy, że Ona nie wróci, że mogła być, a Jej nie ma. Tak, jak Jej obiecałam, zobaczymy się w innym świecie. I będzie zawsze, zawsze w naszych sercach..
Odpowiedz
#2
Na pewno bedzie na zawsze z Wami. Przykro mi ze straciliscie swoja Radosc. Tule mocno.
Odpowiedz
#3
Witaj Aniolkowa mamo. Bardzo mi przykro z powodu Twojej straty, tak jak Ty wierze ze kiedys spotkamy nasze dzieci i bedziemy szczesliwe tulac je w ramionach.... Duzo sil Ci zycze na ten trudny czas ;*
Odpowiedz
#4
An1A - dużo sił, współczuję serdecznie Sad
Odpowiedz
#5
an1a witam i mocno ściskam. Bardzo współczuje i życzę dużo sił teraz.
Odpowiedz
#6
Bardzo wspolczuje
Dla Twojej Coreczki (*)
Odpowiedz
#7
an1a bardzo mi przykro z powodu twojej straty. Wierzę ze nasze dzieci bawią sie na chmurkach i nas obserwują :*
Odpowiedz
#8
an1a dużo sił dla Ciebie.
[*] dla Twojego aniołka
Odpowiedz
#9
Dziękuję Wam bardzo za wsparcie. Teraz będziemy się powoli wtaczać na płaszczyznę jako tako funkcjonującego dnia. Bez grupy wsparcia chyba się nie uda. Rodzina siłą rzeczy nie jest w stanie towarzyszyć nam w głębokim cierpieniu, zejść do tych \"podziemi\" odczuwania straty.
Na razie do pionu przywołują mnie takie \"techniczne\" rzeczy: tabletki do brania o określonej godzinie, jutrzejsza wizyta u lekarza, potem kolejne kontrolne w szpitalu. Potem wyczekiwanie miesiączki. W międzyczasie pewnie badania i może leczenie. To wyobrażanie sobie co będzie potem dodaje mi zachęty aby się nie zatrzymywać i nie wpadać w wir doła, pewnie Aniołki by tego nie chciały.
Odpowiedz
#10
[*]
Odpowiedz
#11
Ania, zaczęła się Twoja żałoba. Pożegnanie mojego synka było najtrudniejszą rzeczą do zrobienia w moim życiu, wyobrażam sobie jak Ci ciężko.
Czasem trzeba przejść przez najczarniejsze miejsca ciemnej doliny, przez sam jej środek, żeby kiedyś można było znów dobrze żyć.
Bardzo Ci współczuję utraty córki. Jak daliście jej na imię?
Odpowiedz
#12
Przejście przez czarną dolinę to odpowiednie określenie takiej sytuacji Sad Może trzeba by przenieść się tam, gdzie przez pół roku nie ma słońca, żeby doznać tej ciemności całkowicie. Tymczasem mam za sobą dwa i pół dnia \"załatwiania\" formalności. A imię.. to zatrzymam dla siebie na razie, schowam w kieszeni i będę trzymać Smile
Odpowiedz
#13
Rozumiem, w końcu to skarb Smile
Odpowiedz
#14
Ciężki tydzień dla nas. Załatwianie administracyjnych formalności, jakieś błędy w zgłaszaniu, tu ktoś zrobił literówkę, tu coś się odbywa tylko w środy, tu pan się nie zna \"bo on nie ma doświadczenia z takimi sytuacjami\", jakieś spychotechniki. Z całej masy ludzi wyławiam takie osoby, które są chociaż trochę miłe, chociaż na chwilę, na moment. Jeszcze fizycznie nie doszłam do siebie, te wycieczki po mieście kosztują mnie tyle, że potem wejście na trzecie piętro to wyzwanie. Reagujemy teraz jak takie zranione jeże..
Towarzyszy mi też czasem świadomość takiego paradoksu: moja córcia zmarła zanim się urodziła. Przewrotny los.
Ech.. przez te wszystkie formalności i objawione pomyłki i brak wyjaśnień j e s z c z e nie pochowaliśmy córci.
I tak idziemy przez tą ciemną dolinę, w prawej ręce mamy kija, w lewej ręce mamy kija, i badamy po omacku grunt. Potem stopa lewa, prawa, i gdzieś tam idziemy.
Odpowiedz
#15
Ciężka to wędrówka. Wytrwałości!
Ja do dziś bywam zranionym jeżem, rozumiem.
Masz z kim porozmawiać, czy nie próbujesz nawet, jeżyku?
Odpowiedz
#16
Na razie jest \"dobrze\". Wg pani psycholog jakie by teraz moje/nasze reakcje nie były to są w tej sytuacji normalne, niemalże typowe dla czasu żałoby. Wyjątkowy zbieg okoliczności sprawił, że mogę pójść znowu do psychologa (bo ktoś odwołał wizytę a ja akurat byłam obok). Swoich koleżanek nie chcę obciążać zwierzeniami, szczególnie, że otaczają je radosne bobasy, miałabym poczucie winy, że psuję im ich własną radość. Teraz trochę płynę z prądem. Rozmawiam z mężem głównie, a widuję się z rodzicami też. To i tak dużo jak na tą chwilę.
To jest taki czas zatrzymany, momentami tak wolno płynie, tak się wlecze. Zakupiłam więc 3 książki o spokojnej tematyce, mam rozpoczęty rysunek, coś tam leży w kolejce do prasowania i tym podobnymi sprawami wypełniam te chwile, kiedy nie wiem gdzie się podziać. Jest to odrobinę introwertyczne, ale na razie inaczej nie będzie.
Momentami jest słabo, tak słabo, że nie daję rady czytać forum. I po wpisach widzę, że te fale słabości dotykają tutaj wszystkich. Teraz jest nie czas na bycie silnym ani dzielnym i trzeba sobie ten czas dać (czyli odwrotnie niż przez całe życie i odwrotnie do tego, czego uczą w każdej szkole, ale pal licho, dosyć tego)
Odpowiedz
#17
Dobrze, że sobie dajesz czas.
Bardzo Cię popieram i wspieram!
Odpowiedz
#18
A jednak. Od wczoraj odwiedzilam dwa mroczne zakatki czarnej doliny. Wczoraj prawie sama, a dzisiaj juz z pewnoscia sama. Dziwne uczucia temu towarzysza, najczesciej nieprzydatnosci dla nikogo albo bycia wielkim klopotem. Dopadl mnie wir obwiniania, i to od najblizszej osoby. Kiedys przechodzilam takie burze i wychodzilam silniejsza. A teraz nie widze wyjscia, szczegolnie ze mam tyle lat ile mam. Jednym naturalnym wyjsciem z tej calej historii wydaje mi sie znikniecie. Ilez to by rozwiazalo problemow...
Odpowiedz
#19
Wiem ze jest zle i trudno uwierzyc ze bedzie lepiej ale chyba kiedys bedzie. Co prawda ja tez od kilku godzin placze w poduszke ale sa juz takie dni, ze nie placze. Rzadkie to jeszcze dni ale moze kiedys bedzie ich wiecej.
Odpowiedz
#20
przykro mi Aniu Sad
Nie daj się obwinianiu, to do niczego dobrego nie prowadzi, wiesz przecież.
Nie ma przez tą dolinę innej drogi, tylko przez.
Bardzo Ci współczuję, pamiętam jakie te pierwsze miesiące były ciemne, przytłaczające, i bez iskierki nadziei na poprawę Sad
Odpowiedz
#21
An1a, napisze Ci to co i mnie pisano, proste ale bardzo wazne na teraz - bądz dla siebie dobra, daj sobie czas na wszystko co prychodzić będzie - ból, smutek, złość, płacz.. i wiedz, ze sama nie jesteś.
Nie obwiniaj się.

(*) dla Kruszynki
Odpowiedz
#22
(*)
Odpowiedz
#23
an1a jak masz ochotę pogadać to pisz na maila (widoczny w profilu). Na fb utworzyłam grupę ukrytą dla dziewczyn z Warszawy gdybyś miała ochotę dołączyc daj znać na maila. Może kiedyś udałoby nam się spotkać.
Przytulam Cię mocno. Dla Twojego Dzieciątka (*)
Odpowiedz
#24
Dziewczyny, bardzo wam dziękuję za tyle słów wsparcia.
Na razie wszystko wydaje się powrotem do punktu zero, chociaż nie dosłownie, bo życie cały czas płynie.
Dziękuję wam za waszą obecność.
Odpowiedz
#25
Zidentyfikowałam kolejnego towarzysza życia: strach o przyszłość. Zawsze był, a teraz chce być gigantyczny. Nie ma chyba potrzeby pisać o co jest ten strach bo on jest o wszystko. Chce być wszędzie: w planach, w relacjach, w poczuciu własnej wartości. U mnie wygląda jak wysoki zakapturzony bez-ciałowy gość z przerdzewiałym toporem na grubym kiju. Stoi i się gapi, albo się czai. Jak czajnik. Czeka aż się coś zagotuje.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości