historia orzeszka
#1
Mój mąż zapytał dlaczego Orzeszek
Bo wszyscy mają swoje fasolki a my będziemy mieli Orzeszka...
Kiedy w czerwcu po 8 miesiącach starań zrobiłam test i zobaczyłam 2 kreski byłam mega szczęśliwa. Podzieliłam się nowina z mężem umówiłam do lekarza i czekałam dlugie 2 tyg na wizytę...
Pierwsza wizyta ok 7t.c i pierwszy szok - za duzy pęcherzyk żoltkowy co wskazuje na wade genetyczna. Lekarz powiedział żeby nie rozgłaszać nowiny bo w ciągu najbliższych dni ciąża prawdopodobnie zacznie sie ronić... Przepłakane noce ogromne nerwy i przetrwalismy kolejne 2 tyg do wizyty. I udało się ciąża sie utrzymała pęcherzyk zmniejszył dr pozwolił sie cieszyc i dał skierowanie na badania. Zeby nie zapeszac nie trąbiliśmy o tym ze zostaniemy rodzicami stwierdzilismy ze poczekamy az skonczy sie 1 trymestr. Nasza radosc nie trwała długo w 10 tyg trafiłam do szpitala z silnym krwawieniem leżąc na sali i czekając na badania powoli oswajałam sie z myślą ze mojego orzeszka juz nie ma... Kiedy lekarz wziął mnie na badania usłyszałam najpiękniejszy dżwięk w życiu - bicie serca mojego dziecka. Mój Orzeszek walczył tak dzielnie że z lekami na podtrzymanie i zaleceniami o oszczędzaniu się wróciliśmy do domu. I znowu te 2 nerwowe tyg czekania na kontrol i znow muzyka dla mych uszu - Serducho biło. Niestety moje dziecko nie pozwolilo sobie zrobic badan gen. gdyz przez 2 wizyty uparcie stało na głowie , a wiec znowu nerwy bo nie moge sprawdzic czy moje dziecko sie dobrze rozwija no ale trudno czas wszystko pokaze...
Poswiadomość chyba chciała mnie jakos przygotować bo ostatnio miałam dziwne sny w ktorych ciągle przewijały sie dzieci a raz mąż obudził mnie w srodku nocy mówiąc ze przestałam oddychać a mi się śniło że ratuję topiące sie dziecko. Może to moje dziecko chciało sie ze mną pozegnac?....
No i przyszedł dzień kolejnej wizyty 16 t.c. położna robiąc pomiary do karty ciąży nie mogła znaleźć tętna - nawet sie zbytnio nie przejełam za pierwszym razem też miała problem, powiedziała ze dr znajdzie wiec czekałam na lekarza. Lekarz najpierw szukał robiąc zwykłe usg później dopochwowo a ja cały czas wpatrywałam sie w monitor zastanawiając czemu moje dziecko sie nie rusza.... Nie wiem skąd te nagłe otępienie umysłu ale cały czas patrzyłam w kran i czekałam az uslysze te znajome dudnienie. Dopiero kiedy dr sie odezwał zorientowałam sie ze od dłuzszego czsu głaszcze mnie po reku - przykro mi nie mam dobrych wiadomosci- zadnej matce nie zycze uslyszec kiedykolwiek tych słów... Straszny ból który do tej pory czuje i pytania ktore pewnie każda z was sobie zadawała DLACZEGO JA DLACZEGO MOJE DZIECKO...
Miało juz byc dobrze przetrwalismy najgorszy pierwszy trymestr orzeszek walczyl a kiedy sama zaczelam wierzyc ze juz bedzie dobrze on odszedl.... Przepłakałam dzień noc i płakałam idąc na sale. Cały personel wykazał sie duzym zrozumieniem - oprocz anestezjologa ktory zwrocil sie do mnie słowami \"czego ryczy trzeba brac sie do roboty a nie ryczec\". Miałam ochote krzyczec z bólu bezsilnosci i nerwow bo oczym on mowil do jakiej roboty kiedy wlasnie mieli usunac moje dziecko moje marzenie i nadzieje...
Jutro minie tydz od zabiegu nadal płacze za mom Orzeszkiem. Mąż bez ktorego nie przetrwałabym w szpitalu powoli traci cierpliwosc kaze przestac o tym myslec i zyc dalej ale dla mnie to za wczesnie.
Musiałam to napisac bo człowiek nie jest w stanie tego opowiedziec co chwile rosnie w gardle wielka gula ktora nie pozwala nic powiedziec... Njbardziej denerwują mnie słowa którymi ludzie myśla ze pocieszają - jestescie młodzi , jeszcze bedziecie mieli dzieci. Ale przeciez nikt tego nie wie i nie chce zeby ktos mowil lekcewazaco o moim Orzeszku bo to bylo moje DZIECKO
Odpowiedz
#2
Nula, bardzo mi przykro Sad

Nie mogę nic więcej napisać... bo sama nie wiem jakie słowa tutaj są odpowiednie. Żadne słowa nie ukoją Twojego bólu, tylko czas...

Przesyłam Ci odrobinkę mojego uśmiechu, chociaż sama mam go bardzo niewiele.

A dla Twojego dzielnego Orzeszka światełko (*)
Odpowiedz
#3
dziekuje Ci mam nadzieje ze czas naprawde pomoze...
Dla Alanka[*]
Teraz płacze jak bóbr wszyscy mówią ze bedzie dobrze ale Ty jedna nazwałas mojego Orzeszka dzielnym...
Odpowiedz
#4
światełka dla Aniołeczka [*][*] Przykro mi że Cię to spotkało... dla mnie czas stanął w miejscu, nic mnie nie cieszy a jak czasem się śmieję i uśmiecham to mam wyrzuty sumienia że nie powinnam...
Odpowiedz
#5
Dla Filipeczka rowniez[*]
Troche to moze dziwne bo mimo ze sie nie znamy Wasze historie i wsparcie sa dla mnie ważne bo wiem że tutaj znajde zrozumienie dla mych łez i cierpienia.
Z drugiej strony płacze nad każdą czytana historią, a raczej nad Waszymi Aniołkami
Odpowiedz
#6
Nula jesli Twój nik to rocznik to jesteś w moim wieku, nie wiem, przeraża mnie to że my młode kobiety mamy takie problemy, albo ronimy albo rodzimy chore dzieci, nie wiem skąd się to bierze, dlaczego tak się dzieje, kiedyś nie było badań, wizyt u lekarza a kobiety nie miały problemu z ciążą
Odpowiedz
#7
nula bardzo mi przykro. Dla Orzeszka (*).
Odpowiedz
#8
Tak to mój rocznik. Mnie przeraża to że czas ucieka...
Na Orzeszka czekalismy 8 m-cy , prawie 4 z naszym Skarbem..
Dzis mija tydzien od tej strasznej wiadomosci, jutro od kiedy zabrano mi kawalek serca....
I co dalej? Probowac? Odpuscic?Niby jeszcze młoda a mam wrazenie ze zycie przelatuje mi przez palce..
Przez 4 m-ce prawie nikt nie wiedzial -zeby nie zapeszyc a dla mnie byl to czas strasznej nerwowki . Jak zawsze cios nadszedl wtedy kiedy najmniej sie tego spodziewalam, myslalam ze rozsadnie do tego podchodze z rezerwa az do momentu kiedy dowiedzialam sie ze to koniec...
Ta bezradnosc i niemoc jest straszna
Odpowiedz
#9
mnie też przeraża, mam te same odczucia, nie dość że jestem po cc, niby to już idzie 8 miesiąc ale miałam jeszcze niedawno operację piersi i to mnie wstrzymało od starań...masakra;/ czuję się taka stara, bezużyteczna...
Odpowiedz
#10
To okropne, gdy tracisz dziecko w momencie, kiedy zaczynasz wierzyc, że już będzie dobrze.... wiem co czujesz i doskonale rozumiem twój strach, rozpacz poczucie niesprawiedliwości... dla twojego Aniołka (*)
Odpowiedz
#11
Nulo bardzo mi przykro z powodu straty Twojego Orzeszka ;( Dla mnie też najgorszy był pierwszy trymestr ciaży, kiedy minął a wszystko było dobrze, poczułam sie pewniej, bo przecież teraz to już miało być z górki... niestety... Dostałam od losu cios po którym do dzis ciężko sie pozbierać.. nic już nie jest takie jak kiedyś.. żyje w zawieszeniu.. Mój mąż też przeżywał ciężki okres, ale na sposób który trudno mi było pojąć, mało tego wymagał ode mnie bym zaczeła żyć dalej, ale pytanie kiedy jest ten moment by powrócić do normalności? wydaje mi sie że na pewno nie po tygodniu,dwóch czy miesiącu... taka rozpacz może trwać dużo dłużej.. To ty sama w pewnym momencie zaczniesz zauważać,że robisz maleńkie kroczki na przód, nie spiesz sie z Tym bo tego życzą sobie inni. Dlatego Życze Ci wsparcia i zrozumienia ze strony najbliższych.. byś nie musiała doświadczać jeszcze wiecej cierpienia przez słowa których nie powinnaś usłyszeć po stracie..
Nuleczko pamiętaj że życie jest bardzo niesprawiedliwe.. aż serce mi sie kraja jak to pisze, ale nigdy sie nie poddawaj i nie obwiniaj za to co sie stało. Zapalam światełko dla Twojego Orzeszka [*]
Odpowiedz
#12
Nula jestesmy w tym samym wieki, czuje straszna zlosc ze tak okrutnie zycie sie z nami obchodzi.... ze jedni moga miec wszystko, chociaz o to nie dbaja, a my tak bardzo pragniemy miec dzieciatko, kochamy je od pierwszej chwili gdy sie o nim dowiemy, a los tak okrutnie zabiera nasze malenstwa w momencie gdy my zaczynamy miec nadzieje na szczesliwe rozwiazanie Sad
Zycze Ci duzo sil w tym jakze trudnym zyciowym momencie.
Odpowiedz
#13
Dziekuje za wsparcie.
Nie wiem skad ta niesprawiedliwosc...
Przerazajace jest to ze duza czesc z Was stracila kilkoro dzieci...
Tak bardzo sie boje ze i mnie moze to spotkac. Nie wiem skad macie tyle sił ale życze Wam zeby Was nigdy nie opusciły.
Dla Waszych Aniołków[*] [*] [*]
Odpowiedz
#14
Ogromnie mi przykro.
Dla Waszego Orzeszka (*) (*) (*)

Przecież były już myśli o imieniu dla dziecka, myśli jak musi zmienić życie, jak przemeblować dom….
Musimy się rozstać ze wszystkim co zdążyło się poukładać przez ten krótki czas w głowie.

Doskonale to znam- otoczenie, rodzina chcąc pomóc doradza żeby już się nie zamartwiać, podnieść się, nie płakać, nie myśleć o tym cały czas, że przyszłość przed nami, że będą jeszcze inne dzieci…!
Jest potrzeba czasu i zrozumienia, współczucia. Potrzebna jest możliwość wylania łez.
Trzeba sobie dać czas a nie starać się skrócić ten czas żałoby.
Czas żałoby ma swoje prawa i swoje etapy, które pozwolą dopiero wtedy powrócić człowiekowi do życia.

Bądź dla siebie dobra!

przytulam całym sercem
Odpowiedz
#15
Minelo 13 dni

czarna - masz racje czas żałoby ma swoje etapy.

Juz nie placze po nocach zostal tylko problem z zasypianiem - za duzo mysli chodzi po glowie....

Teoretycznie wiem ze czas zaleczy rany chociaz serce Matki nigdy nie zapomni

Denerwuje mnie to glupie myslenie ludzi ze jak brzuch nie zaslanial Ci wlasnych stop to dziecko bylo na tyle male ze mozna o nim zapomniec.

Dla Waszych Aniołeczków[*] [*] [*]
Odpowiedz
#16
Nula, Wasz Orzeszek był tylko o tydzień młodszy od Miśka. U Ciebie minęło 13 dni, u mnie 113 i wiem tylko tyle że są takie rzadkie dni kiedy już nie płaczę i trochę łatwiej jest oddychać. Wiem też, że nigdy nie zapomnę i moi chłopcy zawsze będą w moim życiu. Przytulam Cię mocno...
Odpowiedz
#17
unbeldi1980 czas leczy rany - podobno
serce matki nigdy nie zapomni...
dla Twoich Aniolkow [*] [*]
Odpowiedz
#18
nula88, światełko dla Twojego maluszka. Trzymaj się ciepło!
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości