Mama 4 Aniołków....
#26
Marysiu puściłam ci maila.
Odpowiedz
#27
Eh... Dlaczego My Aniolkowe mamy musimy miec tak ciezko? Nie dosc ze stracilysmy Nasze Malenstwa, czesto ciezko sobie poradzic z sama soba, to jeszcze otoczenie albo Nas nie rozumie, albo doklada Nam jeszcze bolu... Zycie jest takie niesprawiedliwe;(
Odpowiedz
#28
Marysienko bardzo mi przykro, że rodzina dokłada Wam bólu i nie wykazuje się empatią. Dobrze, że powiedziałaś o swoich odczuciach mężowi będzie Ci łatwiej, dbajcie o siebie i waszą miłość i postarajcie się otoczyć grubym pancerzem przed tym światem gdzie ludzie nie szanują cierpienia innych. Ja powiem Ci z mojego doświadczenia a niestety jest sporeSad bardzo bolało mnie jak słyszałam życzenia aby wreszcie urodziło nam się dziecko, ale powiem Ci, że jeszcze bardziej zabolało mnie to, jak na jednej Wigilii już tych życzeń nie usłyszałam, poczułam się tak jakby otoczenie wydało już na nas wyrok i wtedy zrozumiałam, że oni zachowując normalność w życiu (czyli zamęczając nas opowieściami o kolejnych ciążach i dzieciach) chcieli nam pokazać, że my też się doczekamy, ale dużo czasu musiało upłynąć abym do tego podeszła w ten sposób...
Odpowiedz
#29
Dziekuje Bogu ze postyawił na mojej drodze takiego wspaniałego mężczyzne jak mój mężusWink bez niego nie wiem jakbym dalej zyła... naszego cierpienia nie zrozumie nikt, kto nie przechodził przez to samo. Moim zdaniem ludzie z mojego otoczenia uznali że \"to\" juz przeszłość i ze Ja muszę się jakoś pozbierać.... dla nich moje cierpienie skończyło sie wraz z wyjściem ze szpitala... jakże bardzo sie mylą...
Odpowiedz
#30
marysienka ja też wiem jak cieżko żyje się bez wsparcia i zrozumienia ze strony rodziny. Dal mojej rodziny moja ból i moje łzy skończyły się w dniu poronienia. Nikt już nie zapyta , nie wspomni a dopiero minęło 7 tyg. Zostałam z tym sama. Nikt kto tego nie przeżył niestety nie zrozumie naszego bólu ...a on nie mija po miesiącu czy dwóch ... on już jest z nami całe życie. Tulam mocno, przesyłam trochę ciepła i wsparcia
Odpowiedz
#31
Dziekuję PaulinoM Wink po tu jesteśmy by szukać wsparcia u osób nieznanych ale bardzo nam bliskich... bliskich w naszym cierpieniu i samotności...
Odpowiedz
#32
Dziewczyny odpadam! Ludzie są naprawdę bezczelni i bez jakiegoś wyczucia...
Właśnie wróciłam z zakupów... w naszej niewielkiej miejscowości nie znam zbyt wielu ludzi osobiście - mieszkam tu od 3 lat - ale z widzenia troche juz kojarzę... Tak wiec idę sobie spokojnie dróżka, idzie PANI, mówię Dzień dobry, bo ja kojarzę, ma domek letniskowy niedaleko dziłaki gdzie budujemy dom. Babaka Podchodzi do mnie i mówi:

\"Przepraszm cie bardzo ale to wy budujecie ten domek - powiedziała nazwę osiedla\" - To Ty masz problemy z donoszeniem ciąż? Ja mam dla ciebie takiego ZNACHORA który leczy TAKIE PRZYPADKI,!!!!!!!!!!! Choroby a nawt raka\"

potem jeszcze coś tam gadała, żebym sie nie gniewała bo to ona z dobrego serca i podobne farmazony.... najlepsze że tuż przy drodze w ogródku plewiła jarzynki jakaś babka, która bezczelnie podniosła głowę i słuchała co ten BABSZTYL gada.... Myślałam że się zapadnę pod ziemię,,,, byłam w takim szoku ze nawet nie pamiętam co jej odpowiedziałam... poszłam dalej a te babska zaczeły ze sobą rozmawiać... Wróciłam do domu to cała sie trzęśłam, powiedziałam tesciowej co się stało, to normalnie usiadła z wrazenia....

Nie wiem czy moje cierpienie budzi taką sensację??? chyba juz wolę tych ludzi, którzy omijaja mnie szerokim łukiem, bo nie wiedzą jak ze mną rozmawiać...
Serce mi pęka...
Odpowiedz
#33
Ludzie sa naprawde bezczelni! Mnie moja najlepsza przyjacioka rowniez chciala wyslac do jakiegos znachora, ale zeby obca kobieta? To juz szczyt wszystkiego... My cierpimy, a ludzie maja z tego sensacje... Niestety ja rowniez doswiadczylam tego na wlasnej skorze. Juz lepiej jak ludzie odwracaja glowe, bo nie wiedza co powiedziec, w ten sposob przynajmniej nas jeszcze bardziej nie rania...
Odpowiedz
#34
Tak mi przykro, Marysienko... niestety na wsi tak bywa... każdy każdego zna i obgaduje, szczególnie stare baby, co nie mają co robić. No widzisz, niby 21 wiek, a ludzie się u znachorów leczą i dzieci im przez to umierają. Byłam niedawno w PL, to aż buzię rozdziawiłam, jak w TV zobaczyłam, że komuś dziecko umarło z głodu, bo je u znachora leczył...
Odpowiedz
#35
jestem taka wsciekła i rozżalona... wiem że jak powiem o tym meżowi to on pójdzie i powie coś tej babie, bo juz nie pierwszy raz wtraca sie w nie swoje sprawy.... do tej pory była upierdliwa - miała jakieś ale co do naszej budowy - ale teraz przesadziła!!!
Odpowiedz
#36
Marysienko ludzie są tacy i ich nie zmienisz, gadają i będą gadać bo coś robić muszą, ale Ty nie masz się czego wstydzić, to że pragniesz dziecka a masz problem z donoszeniem ciąży nie powinno budzić w Tobie poczucia bycia gorszą. Mi wiele czasu zajęło zanim to zrozumiałam, że to jest choroba jak każda inna, trzeba ją leczyć i próbować dalej bo innej rady nie ma.
Pani zachowała się wyjątkowo niestosownie ale popatrz na to z tej strony, że może chciała okazać Ci serce, może ileś lat temu przechodziła to samo i chciała Ci pomóc najlepiej jak umiała... a że piekło wybrukowane jest dobrymi uczynkami to niestety każdy wie.
Mam nadzieję, że już więcej takie sytuacje nie będą Cię spotykać.
Odpowiedz
#37
Mam nadzieję dezuziu... ale masz racje,we mnie głęboko siedzi przeświadczenie że jestem gorsza, beznadziejna... dobrze wiem, ze ludzie o mnie gadają, to mała wioska i takie rzeczy wzbudzają sensacje... zabolało mnie to okropnie, może dlatego ze ta PANI nie jest zbyt lubiana i we wszystko się wtraca...
Ahh... dużo mi przyjdzie jeszcze znieść... wiele łez wyleję, wiem o tym...
Odpowiedz
#38
My Aniolkowe Mamy musimy znosic wiele cierpienia, ale mam nadzieje ze Bog ma wobec Nas jakis plan i ze Nasz bol zostanie kiedys wynagrodzony...
Marysienko nie jestesmy ani gorsze, ani beznadziejne...we mnie gleboko rowniez kotluja sie takie mysli, wykrzyczalam to ostatnio m, a on mnie przytulil i powiedzial ze jestem wspaniala i dzielna bo zrobilam wszystko aby utrzymac Nasze malenstwo, lecz los chcial inaczej i nie ma w tym mojej winy. Chyba mu uwierzylam...
Odpowiedz
#39
Marysiu na głupotę nie ma rady. Jedyne co można zrobić to chodzić z podniesionym wysoko czołem bo nie jesteś gorsza, cierpisz ale równocześnie doświadczasz ...
Ja mam sposób na takie\" indywidua\" - mówię o moich Dzieciach, głośno i każdemu. Daje mi to poczucie wyższości i wiem, że nie jedna ze wścibskich osób kilka razy się zastanowi zanim znowu coś głupiego palnie , nie tylko do mnie. Ale ja już taka jestem - pyskata i bezczelna.
Odpowiedz
#40
Beciu to jest jakiś sposóbWink sama czasem tak robię...
Odpowiedz
#41
Teraz z innej bajki...
Od 3 tygodni proszę mojego M żebyśmy pojechali zamówić nową tablicę na grobek naszych maleństw...nie wiem dlaczego ale dla mnie to ważne, żeby obok Kacperka widniał napis Emilka 12 04 2014... Wiem że będę cierpieć jeszcze bardziej przychodząc na cmentarz i czytając tych kilka słów...
Mąż ciągle mnie zbywa... mówił że nie jest jeszcze gotowy, ze nie ma czasu...

Dobrze pamiętam kiedy pojechaliśmy zamawiać nagrobek dla Kacperka, to było jakiś rok temu, kilka tygodni po tym jak odszedł. Pan z Zakładu znał nas, był bardzo miły... ale w ciężkim szoku kiedy powiedzieliśmy mu o co chodzi... jakoś się tam trzymałam, wybrałam aniołka na tablicę, napis... myślałam że to zły sen... Dopiero domu płakałam, nie pozwalałam sie dotknąć, przytulić...
Kiedy byłam w ciąży z Emilką modliłam się codziennie, zebym tym razem wybierała dla niej wyprawkę a nie tablicę....
Tak sie nie stało... mam dwoje dzieci na cmentarzu a czworo w serduszku.... za dużo jak dla mnie...
Boze pomóż...
Odpowiedz
#42
Marysieńko wiem że to trudne ale poczekaj może jeszcze trochę. Wiem, że to dla ciebie bardzo ważne. Ale może daj mężowi jeszcze troszkę czasu. Może on potrzebuje tego czasu więcej. Dopiero musi się z tym \"pogodzić\" , przetrawić to jakoś. Ty masz tu nas. Masz te forum. Masz kogoś komu możesz się wyrzalic, wszystko napisać, opowiedzieć co cie dręczy. Możesz się wypłakać. A Twój mąz? Usiądz na chwilkę i pomyśl. Czy on ma kogoś komu może się wyrzalić? Czy on ma czas żeby się wypłakać? Bo moze poprostu jest tak że on to wszystko dusi w sobie i potrzebuje więcej czasu.
Odpowiedz
#43
Marysienko
Ludzie nie maja wyczucia.... Nie wiem jak ja bym zareagowala na Twoim miejscu, na pewno bedac w takim szoku co opowiada ta baba, chyba wiele bym nie byla w stanie powiedziec....
Wierze, ze chcesz tej tabliczki na grobie, zeby namacalnie bylo widac , ze tam jest Emilka, Twoja Emilka.... Poczekaj jak M bedzie gotowy, faceci jakos inaczej reaguja ... Moze potrzebuje troche czasu ....

[*]
Odpowiedz
#44
wiem że jemu też jest ciężko... może boi sie tego bólu jaki bedzie odczuwał jak zobaczy napis... Mój M. jak każdy facet nie potrafi rozmawiac o ty co czuje, ucieka w pracę... ma swoje hobby... ja staram sie mu pomóc zaczynając rozmowę, ale przeważnie kończy sie tak, ze to ja mówię i płaczę a on mnie pociesza...
Odpowiedz
#45
Przed chwilą wróciłam z cmentarza... od wczoraj czułam, ze muszę tam pójść... uprzątnęłam grobek, wyrwałam trawe... stałam tam sama nad grobkiem i nawet nie miałam sił płakać... łzy już nie poleciały... przecież mineło dopiero7 tygodni....
prosiłam moje dzieci żeby sie nami opiekowały... To takie niesprawiedliwe, ty My powinniśmy sie nimi opiekować, chronić od złego, dawać wszystko co najlepsze.... a co my możemy???????? zapalić świeczkę? położyć kwiaty? Jedyne co mogę im dać to moja MIŁOŚĆ, moje cierpienie...
Tak bardzo mi ciężko!!!!!! tak źle....
Odpowiedz
#46
smutny dzień dziecka... smutne życie bez moich aniołków...
Odpowiedz
#47
Zaczyna ogarniać mnie panika... w poniedziałek powrót do pracy, te spojrzenia, szepty... Jakaś masakra....
Do tego czuję że stoję w miejscu, wyrzucam sobie ze nie robie nić, nie chodzę po lekarzach, nie robię badań... z jednej strony nie mam na to sił, bo boje sie że wyjdzie coś, co juz całkowicie odbierze mi szanse na zostanie matką... boję sie również, że nie dowiem sie niczego nowego i ta bezradność i strach nie pozwolą mi podjąć decyzji...
Czuję sie jak zwierze w potrzasku... chciałabym uciec, ale gdzie... Dziewczynki czy wy też tak macie? czy ze mna jest coś nie tak?
Odpowiedz
#48
Minęło 8 tygodni, długich, okropych dni bez ciebie córeczko, bez ciebie synku...
Odpowiedz
#49
U mnie dzis mija 8 tyg od kiedy stracilam NastusieSad to wciaz tak bardzo boli Sad
Odpowiedz
#50
To nasze życie jest bardzo niesprawiedliwe gusiu88... dziś do pracy... chce mi sie wyć...
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości