Mama 4 Aniołków....
#1
Chcę wam opowiedzieć moją historię choćby po to, zeby MI ulżyło....
Jestem dopiero 3 lata po slubie i już straciłam 4 Ciążę, wczoraj dowiedziałąm się, ze... nadziej jest, szanse są ale ryzyko jeszcze wieksze....
Ale od początku! Zawsze miałam problemy z okresem, podejrzewano PCOS, ale nigdy nie zdiagnowzowano tego w 100%... pierwszą ciaże zawszłam w maju 2012 roku, bez leków, bez wspomagania - test dodatni, BHC-g dodatni - na USG brak ciąży... kazli czekać tydzień, i przyjść na wizytę , naie doczekałam.... plamienie pokazało sie po 2 dnich, na drugi dzień dostałam krwotoku, w nocy w łazienc.... szpital, zabieg rozpacz.... nikt prawie nie wiedział, ze byłam w ciaży. Jakoś sie pozbierałam. Lekarz uspokajał, ze tak sie zdarza, nie widzi żadnych przeciwwskazań... Staraliśmy sie 4 miesiace, ale nic... okres mi sie zatrzymał - nie miałan przez 3 miesiące, lekarz uspokajał, kazał czekać, ciąży nie było... ja świrował;am, czułam się okropni... w końcu w grudniu 2012 dostałam leki na regulację okresu, ale ten dalej nie przychodził.Miałam się zgłosić w styczniu na kontrol... 11 stycznia 2013 roku zdarzył sie nam CUD..... CIĄŻĄ 6 tygodni, ekarz był w szoku, bo ostatni okres miałam w październiku... tak sie cieszyłam, czułam że bedzie syn... nie miałam żadnych lekó, tylko witaminy. Ogólnie było wszystko dzobrze aż do 18 tygodnia... 30 marca 2013 rano w WIELKĄ SOBOTE odeszły mi wody... karetka zabrała mnie do szpitala, tam Diagnoza - poród w toku.... po 15 min urodziłam KCPERKA, taki malutki widziałam go tylko przez moment, nie miałam sił... byłam sama mąż płakał na korytarzu... To było okropne przezycie, położne nie zachowały się najleiej, po godz zarzadałam żeby przyszedł do mnie mąż... Tu swieta a My planujemy Pogrzeb Małego... Jeszcze tego samego dnia postanowilismy, że jak tylko lekarz pozwoli, bedziemy sie starać...
Zmieniłam lekarza - swoja droga odwiedzajac kilku innych) - powiedział, ze będzie dobrze, nie zlecił zadnych badań... po wyleczeniu stanu zapalnego macicy - mimo dwuch zabiegów łyzeczkowania miałam zostawine jkieś zrosty łożyska - Po wyleczeniu zaczelisny sie starać - w listopadzie 2013 roku po 4 miesiacach starań, na tescie pokazały sie dwie kreski, ale zarodka nie byłow widać... po 3 dniach zaczełam krwawić, w szpitalu po badaniach stwierdzono poronienie i bez zabiegu wypuścili mnie do domu... Lekarz prowadzący stwierdził, ze podejrzewa u mnie ENDOMETRIOZE, przepisał Akard i CLo i dufaston, w kolejnym cyklu zaszłam w ciążę! I jak zły omen 11 stycznia 2014 roku - dokładnie ro wczesniej dowiedziałam sie o ciaży z Kacprem... po tej wizycie ciąża była już widoczna... dostałam clexane i miało być wszystko dobrze...
Nie było... na poczatku kwietnia wyladowałam w szpitalu z podejrzeniem kolki nerkowej, to był 17 tydzień...tak okropnie sie balismy z męzem, zeby znowu nie było tak samo... dostałam kroplówki, badania były w porzadku, mówili ze ciaży nic nie zagraża... 10 kwietnia wyszłam do domu... 11 kwietnia rano zauwaz yłam krew na wkładce, natychmiast pojechałam do szpitala... tam czekałam 2,5 godziny aż zbada mnie jakiś lekarz... zaczeły sie bółe, byłam przerazona ale wierzyłam że drugi raz mnie to nie spotka, przecież miało być dobrzea. Kuzynka była ze mna, dopiero ona uprosiała lekarze żeby mnie w końcu zbadał... mój lekarz prowadzący, któremu płaciłam kupe kasy za wizyty .. poprostu mnie olał... przysłał jakąś młodą starzystke... dopiero ona narobiła alarmu.... w gabinecie zabiegowym usłyszałam wyrok... 3 cm rozwarcia, pęcherz płodowy widoczny, szyjka skrócona... pamiętam tylko jak krzyczałam na lekarza... położna przyszła uspokoiła mnie troche, zadzwoniła do mojego męża... Miałam leżeć plackiem dostałam kroplówki, lekarz nawet sie nie pofatygował, zeby przyjsć do mnie...słyszałam jak na korytarzu rozmawiał z położną...\"nie ma wiekszych szans ale niech leży..\" Myślałam że umrę.... Mąż płakał jak dziecko... cały czas był przy mnie. Mimo kroplówki bóle miałam nadal... tak dotrwałam do soboty 12 kwietnia... w moje urodziny po 5 godzinach na sali porodowej urodziłam Córeczkę EMILKę...
Tym razem był przy mnie mąż cały czas , cierpiałam okropnie, bo wiedziałm ze i tak mała umrze zaraz po narodzinach... Trafiłam tam na dobrego iludzkiego lekarza... był wspierał... \"Nie mozemy już nic zrobić, powiedział - trzeba czekać na samoistny poród, pani dziecko żyje a my nie możemy go zabić przyspieszajac akcje porodowa...\" Myslałam że mi serce peknie.... kiedy wody mi odeszły szybko urodziłam... była taka malutka ale dziekuje Lekarzowi,że mnie namówił żebym sie z nią porzegnała... mogłam ją dotknąć i przeprosić... maż ja zobaczył... sam prosił o to już po moim łyżeczkowaniu.. był przerazony, bał sie o mnie... ale był i mówił że wszystko bedzie dobrze...
Po wyjscu ze szpitala zorganizowalismy pogrzeb... dwoje dzieci... dwie małe trumienki w jednym grobie... i ta nasza rozpacz.... dlaczego my, co ja zrobiłam takiego złego...
Teraz mój świat kręcił sie wokół szukania przyczyny... ale zaden lekarz nie potrafi mi powiedzieć co sie stało... wiem tylko że powinnam mieć założony szew... nie miała... umarło mi dwoje dzieci i teraz nie wiem, czy bede mogła kiedykolwiek donosić ciaże... czy bede mamą
tO, CO DZIEJE SIE TERAZ ZE MNĄ PRZERAŻA NAWET MNIE....
Odpowiedz
#2
Marysienko jest mi tak strasznie przykro Sad Przeszłaś naprawdę przez wiele ciężkich i bolesnych chwil. Nie wiem co mam powiedzieć, bo żadne słowa nie będą tu odpowiednie.

Jesteś wspaniałą, silną Kobietą. Cudowną Mamą.

Życzę Ci dużo wiary i nadziei i spełnienia tego jednego największego marzenia...

Mocno trzymam kciuki, ściskam jeszcze mocniej.

Światełka dla Twoich Aniołków, dla każdego z osobna. Niech bawią się razem i patrzą z góry na swoich rodziców.

(*) (*) (*) (*)
Odpowiedz
#3
Marysienko wiem co przeżywasz, jak bardzo cierpisz, wiem także jak się żyje, jak cały świat kręci się wokół szukania przyczyny niepowodzeń. Ja straciłam 5 dzieciaczków ale udało mi za 6 razem doczekać się córeczki, więc jak widzisz zawsze są szanse. Najważniejsze żebyś znalazła sensownego lekarza, który zajmuje się poronieniami, musisz także zrobić mnóstwo badań, nie wiem jakie miałaś wykonywane, najlepiej zrobić badania do 6 tygodni po stracie, wtedy są miarodajne. Na wątku o badaniach po poronieniach znajdziesz wykaz badań. Z jakiego regionu Polski jesteś?
Jeszcze raz bardzo mi przykro, że tak wiele już musiałaś wycierpieć, ale jeśli macie siły to walczcie o marzenia bo warto, pozdrawiam i w razie pytań służę pomocą
Odpowiedz
#4
marysienka tak bardzo Ci współczuje... i wiem co czujesz, to chyba najgorsza trauma dla matki rodzić dziecko wiedząc że umrze Sad(
nie wiem co Ci napisać... szlag mnie trafia jak sobie pomyśle że patologie rodzą dziecko za dzieckiem a człowiek jak chce to nie może Sad
przede wszystkim musisz znaleźć dobrego lekarza który odpowiednio się Tobą zajmie, a uwierz ciężko jest go znaleźć...
tak jak wspomniałaś musisz chyba mieć założony szew... a miałas w ciąży badana szyjkę?? bo właśnie ok 16 tyg mój lekarz badał szyjkę i tłumaczył mi że jakby coś zauważył niepokojącego to dostałabym taki szew...
wiem że pewnie nie myślisz jeszcze o kolejnej ciąży ale na przyszłość musisz mieć takiego lekarza który od razu w ciąży będzie Cie monitorował tak często jak się to da...
dla Twoich Aniołków [*]
bardzo ale to bardzo mocno Cie tulę i wspieram myslami... bądz silna i najważniejsze... nie poddawaj się, kiedyś karta musi sie odwrócić i będziemy jeszcze szczęśliwe !!!
Odpowiedz
#5
Marysienko, brak mi slow, nawet nie wiem co napisac... Jedyne co moge napisac ze Ci bardzo wspolczuje. Przytulam Cie mocno.

dla Twoich Aniolkow (*) (*) (*) (*)
Odpowiedz
#6
DEZUZIA a mogę zapyać dlaczego ty tyle razy poroniłaś? Ja jestem z Małopolski obecnie szukam lekarza w Krakowie, nie chcę mieć nic wspólnego z rejonowymi szpitalami i lekarzami....
Ju byłam u kilku specjalistów i wszyscy zgodnie twierdza ze szew poowinien pomóc, ale gwarancji mi nikt nie da;( może lepiej... bo znowu uwierzę i bede cierpieć....
na razie nikt mi nie zleca żadnych badań, oprócz genetycznych, na które mam czekać do przyszłego roku. Wszystkie obecne badania mam ok.... ale muszę je powtórzyć na kilka miesiecy przed planowana ciażą...
Juz mi tyle razy zmieniano diagnoze....
Odpowiedz
#7
Marysienko ogromnie mi przykro z powodu Twoich strat... Dla Twoich Aniolkow (*)
Jezeli moge zapytac to dlaczego masz czekac do przyszlego roku na badania genetyczne? Niestety nikt nie moze nam dac gwarancji, mnie przy trzeciej ciazy ciagle mowiono ze wszystko sie uda, lecz niestety urodzilam w 21 tc Sad
Najwazniejszy jest madry lekarz mam nadzieje ze tym razem na takiego trafisz.
Duzo sil Ci zycze.
Odpowiedz
#8
Gusia widze że ty masz podobne przeżycia jak ja... i chyba ty mnie zrozumieszWink
W poradni genetycznej w Krakowie powiedzieli mi że już nie ma wolnych terminów w tym roku :| mam dzwonić we wrześniu!!! :roll: to mnie zapiszą na pszyszły rok :x
A mogę wiedzieć jaka u ciebie jest przyczyna strat? Miałaś może zakładany szew?

Ja sie tak okropnie boję tego co mnie czeka... lekarzy mam już po dziurki w nosie i nie potrafię chyba już im zaufać....
Odpowiedz
#9
Marysienko, tak mi przykro z powodu Twoich strat. Życzę Ci dużo sił, sama jestem mama 4 aniolkow, wiem jakie to trudne gdy nie wiadomo co robić...
Odpowiedz
#10
Marysiu straszne to Co przeszlas.
Dla Twoich aniolkow (*).
Odpowiedz
#11
Marysieńko nigdy do końca nie wiadomo dlaczego się poroniło ale w naszym przypadku jest duże prawdopodobieństwo, że immunologia szwankowała, mianowicie MRL miałam 0% czyli mój organizm nie wytwarzał przeciwciał blokujących żeby chronić maluszka.
Myślę, że Ty musisz zrobić pogłębioną diagnostykę i oczywiście w kolejnej ciąży żelazny zestaw + szew na szyjkę to podstawa. Ja prowadziłam ostatnią szczęśliwą ciąże w Krakowie u dr Milewicza i to właśnie jemu zawdzięczam fakt, że zostałam mamą. Jeśli chciałabyś jakiś konkretniejszych informacji z zakresu mojego leczenia i diagnostyki to podaj mi swój mail, napiszę jakie badania miałam i jak prowadził ciąże dr Milewicz.
Pozdrawiam i jeszcze raz bardzo mi przykro... ale nie poddawaj się, wiadomo, nigdy nikt nie da Ci gwarancji, a jeśli by dawał to uciekaj gdzie pieprz rośnie, ale każda kolejna ciąża zwiększa szansę na urodzenie dziecka tak mówi statystyka i tego się trzymajmy. Czekam na informację od Ciebie.
Odpowiedz
#12
Marysiu, tak bardzo mi przykro Sad(. Trzymaj się dzielnie. Nie wiem, ile masz lat, ale być może po tylu tragediach rzeczywiście przydałby Wam się tak z rok odpoczynku, akurat zrobilibyście wszystkie badania... to może czasem pomóc.
Odpowiedz
#13
Marysienko doskonale Cie rozumiem, wiem co czujesz, pewnie jak My wszystkie tutaj.
Badania genetyczne mialam robione po drugiej stracie w Poznaniu. Robilam je prywatnie, jest to spory koszt bo okolo 5 tys, ale ze skierowaniem tez robia i czeka sie okolo 3 mc na te badania, wiec moze tam sprobuj.
Mialam zakladany szew w trzeciej ciazy, lecz niestety wdalo sie zakazenie, ktore spowodowalo pekniecie blon i musialam urodzicSadmam skrajna niewydolnosc szyjki i niestety zaden szew czy pessar nie sa w stanie uratowac moich ciaz Sad
Mam nadzieje ze znajdziesz przyczyne swoich strat i bedziesz sie cieszyc ziemskim dzieciatkiem.
Odpowiedz
#14
Mineło 6 tygodni... dopiero i już... moja kruszynka nie zyje, jest daleko ode mnie... od nas.... Kacper miałby jakieś 8 miesięcy.... Jak ja mam życ teraz dalej? Bratowa w ciąży.... Szwagierka też... miałyśmy podobne terminy, gdy ja widzę teraz u nas... z tym pięknym brzuszkiem... czasem mam taki straszny zal do wszystkich...
Odpowiedz
#15
Marysieńko tak bardzo mi przykro... żal do świata, ludzi, Boga będzie. Będzie też zazdrość i złość, przeszłaś wiele i może trzeba by troszkę wyizolować się od ciężarnych w Twoim otoczeniu, teraz musisz myśleć o sobie i nie możesz być narażona na dodatkowy ból. Nie walcz z tymi uczuciami, potrzeba czasu i poukładania rozbitego życia na kawałki na nowo, może rozważ skorzystanie z porady psychologa.
Bardzo mi przykro, wiem co czujesz i wiem jak to bardzo boli i jak trudno żyć i oddychać...
Odpowiedz
#16
Ja tez jestem Po 4 stratach.
Jesli chcesz moge podac ci pelna liste badan Po poronieniac. MNawykowych. Wklejalam ja na watku o badaniach.

Bardzo to smutne ,ze tyle mam traci ciaze...brak mi slow.
Wspolczuje wam wszystkim...
Odpowiedz
#17
Prinzessin dzięki.... Bardzo chętnie przyjmę każdą wskazówkę... możesz mi przesłać to na meila maria.knapik@onet.eu. A opisałaś gdzie swoją historię|? U mnie zdiagnozowali póki co niewydolność szyjki macicy... szkoda że tak późno... ale żadnych konkretnych badań nie zlecili... powiedzieli, że nie ma takiej konieczności...
DEZUZIA - nie wiem jak mam się odizolować od ciężarnych... mam sie zamknąć w pokoju i nie wychodzić jak przyjeżdża bratowa????????? chyba wtedy już całkiem by mi odbiło...chociaż szczerze to unikam ich jak mogę, ale wtedy wszyscy patrzą na mnie jek na wariatkę.... To jest okropne, jak mam żyć, uśmiechać sie, kiedy jedno słowo, myśl czy przedmiot sprawiają, ze lecą łzy...
Odpowiedz
#18
Marysieńko porozmawiaj z mężem żeby na jakiś czas nie dręczyła Cię rodzina widokiem ciężarnych kobiet, powiedz, że to nie jest nic osobistego ale po prostu cierpisz bo straciłaś dziecko i to jest najzupełniej normalne, że widok ciężarnych kobiet, szczególnie będących na podobnym etapie ciąży rani Cię. Ja miałam fazy, że nie mogłam patrzeć na ciężarne, pozrywałam kontakty z koleżankami z dziećmi, ograniczyłam do minimum spotkania. Z czasem te uczucia mijają i nie martw się co myśli otoczenie, to oni powinni wykazać się empatią i postawić się w Twojej sytuacji i zrozumieć, że będąc na twoim miejscu czuli by się tak samo. Nie musisz być bohaterką, nie musisz mieć uśmiechu na twarzy, nie musisz słuchać o rosnących brzuchach i kopniakach. Teraz liczysz się tylko Ty i Twoje cierpienie i masz do niego prawo.
Dużo siły życzę i spełnienia marzeń!!!
Odpowiedz
#19
Marysiu bardzo mi przykro. Nie tak powinno być - to nas powinny żegnać nasze dzieci. Trzeba czasu aby nauczyć się żyć po stracie Dziecka, aby zaakceptować ból i poczucie niesprawiedliwości. Życie obok nas toczy się dalej, to my na razie stoimy w miejscu.

Co do lekarzy - chyba każda z nas miała moment, że już nie mogła znieść myśli o kolejnej wizycie, badaniach, wynikach. Czasami trzeba odpuścić na chwilę.
Także jestem z Krakowa - mam lekarza z Kliniki z Kopernika. Jeżeli będziesz chciała namiary - daj znać.
Odpowiedz
#20
Marysiu tym razem ja czytajac Twoje posty mam wrazenie jakbym czytala o sobie... Moja bratowa rowniez jest w ciazy i mialysmy podobne terminy porodow.... Jest ona bardzo czestym gosciem w domu w ktorym mieszkam i aby na nia nie patrzec, to musialabym zamknac sie w pokoju, ale czy to jest dobre rozwiazanie? tych spotkan nie da sie uniknac, wogole wokol mnie sa same rodziny z malymi dziecmi, wiec aby na nich nie patrzec musialabym pozamykac sie na cztery spusty, lecz co to pomoze? I tak kiedys bede musiala stawic czolo rzeczywistosci... Wogole czasem czuje sie jak odmieniec, jeszcze troche i odnosze wrazenie ze ludzie zaczna mnie wytykac palcami i mowic \"Patrzcie to ta co jej dzieci poumieraly...\" straszne Sad
Odpowiedz
#21
Myślę, że każda z nas ma prawo przeżyć swoją żałobę na swój sposób. Mamy prawo do tego aby przez jakiś czas nie odwiedzały nas ciężarne, rodzina z małymi dziećmi. Nasi bliscy powinni to uszanować, choć nikt z nich nie rozumie tego co przechodzimy. Parę miesięcy po naszej pierwszej stracie szwagierka pokazywała mi dumnie swój rosnący brzuch i wołała, żebym poczuła jak dziecko kopie, a ja wtedy tylko się sztucznie uśmiechałam, a potem płakałam w toalecie. Teraz ( po mojej 3 stracie) poprosiłam rodzinę, żeby nie poruszali przez jakiś czas ze mną tematów rodzicielstwa, ciąży itd. wytłumaczyłam (tak przynajmniej mi się wydaje), że to cudownie że mają małe dzieci, że rodzina się powiększa, ale nam zmarło nasze dziecko, a te rozmowy wywołują u nas ogromny ból. Po tej rozmowie mam wrażenie, że jest trochę lepiej. Wiem, że i tak mnie nie rozumieją, ale przynajmniej nie ranią bezmyślnie. Choć oczywiście nie wszyscy, bo są ludzie, których można prosić, a i tak mają to gdzieś; ale to ich problem.

Życzę Wam (i sobie też) abyśmy mogły kiedyś cieszyć się ziemskim rodzicielstwem.
Wszyskiego najlepszego aniołkowym Mamom
Odpowiedz
#22
Ja też życzę Wam i sobie wszystkiego naj z okazji dnia mamy, choć wiem, że nie tak wyobrażałyście sobie obchodzenie tego święta, życzę Wam i sobie aby te marzenia te duże i małe szybko ziściły się i abyśmy były szczęśliwe.
Co do widoku ciężarnych i małych dzieci, ten etap mija, później jest już lepiej, ból który wywołuje ich widok zmienia się w obojętność i dlatego uważam że przynajmniej na początku lepiej izolować się, wytłumaczyć albo po prostu unikać tych osób. Mi to pomogło, choć wiem że każda z nas inaczej przeżywa żałobę i cierpienie, najważniejsze jednak aby do niczego nie zmuszać się za szybko.
Odpowiedz
#23
Dziękuję Dziewczyny za dobre słowo... dobrze ze wczorajszy dzień miałam bardzo zajęty, bo nie było czasu myśleć...
W niedzielę byłam masakra, przy popołudniowej kawie teściowa - u której mieszkamy - oznajmiła, ze kupili wózek dla dzidziusia którego będzie mić brat mojego męża.... maleństwo ma sie urodzić w sierpniu.... wózek oczywiscie bedą trzymać u nas w domu... bo młodzi nie maja miejsca, poza tym nie powinni go mieć póki nie urodzi... taki przesąd... żeby nie zapeszyć... Myslałam, że zacznę na nią krzyczeć... w ogóle o mnie nie pomyśleli... kolejnym ich pomysłem było to żebym ja i mój M dołożyli kase do kupna łóżeczka... taki prezent od nas i pozostałych braci... to było starszne!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Zebrałam się na odwagę i powiedziałam mężowi co czuję, jak bardzo mi jest źle kiedy widzę te ich przygotowania, kiedy K przychodzi do nas w odwiedziny... Zrozumiał i o dziwo stwierdził, ze on też nie może tego znieść... ale cóż musimy to przetrwać.... ja nie wiem czy dam rade...
Odpowiedz
#24
Do BECIA chętnie skorzystam z towjej pomocy - ja byłam na wizycie u prof. ANTONIEGO BASTY - to jest ordynator z kopernika Ale nic mi nie powiedział, wrecz był niemiły, chociaż za wizytę musiałampłacić 300 zł ;( napisz mi meila proszę jak wygląda u ciebie sytuacja i dzie chodziszWink maria.knapik@onet.eu
Odpowiedz
#25
Cytat:[autor cytatu=gusia88]
Marysiu tym razem ja czytajac Twoje posty mam wrazenie jakbym czytala o sobie... Moja bratowa rowniez jest w ciazy i mialysmy podobne terminy porodow.... Jest ona bardzo czestym gosciem w domu w ktorym mieszkam i aby na nia nie patrzec, to musialabym zamknac sie w pokoju, ale czy to jest dobre rozwiazanie? tych spotkan nie da sie uniknac, wogole wokol mnie sa same rodziny z malymi dziecmi, wiec aby na nich nie patrzec musialabym pozamykac sie na cztery spusty, lecz co to pomoze? I tak kiedys bede musiala stawic czolo rzeczywistosci... Wogole czasem czuje sie jak odmieniec, jeszcze troche i odnosze wrazenie ze ludzie zaczna mnie wytykac palcami i mowic \"Patrzcie to ta co jej dzieci poumieraly...\" straszne Sad

Gusia doskonale cię rozumiem... ja mieszkam w małej miejscowości i wiem, jak szybko takie rzeczy rozchodzą sie po ludziach... wiesz mi ja nawet do sklepu boję sie wejść... a jak widze kogoś znajomego to uciekam...nie mam ochoty na rozmowy i na to ich piepszenie że wszystko się ułoży....
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości