Ile jeszcze zniosę?
#1
Dziś poszłam zarejestrować mojego synka w USC. Był ze mną P. - mężczyzna mojego życia. Usiedliśmy grzecznie w poczekalni, po chwili zaproszono nas do pokoju. Podałam dokumenty ze szpitala, dowody osobiste, padło kilka pytań.... Trzymałam się dzielnie tylko pod stołem ściskałam dłoń P. Zostaliśmy zaproszeni do sąsiedniego pokoju, gdzie przed kierownikiem USC mieliśmy złożyć oświadczenie o uznanie dziecka przez P. (nie jesteśmy małżeństwem). Kiedy urzędnik zaczął wygłaszać formułkę że mamy obowiązek zapewnić dziecku dobrostan, zaspokajać jego potrzeby materialne, emocjonalne,... nie wytrzymałam i się rozpłakałam. Na moje wyjaśnienie, że dziecko urodziło się martwe padło \"Przepraszam, nie wiedziałem...\"
Dzisiaj kupiłam urnę, zamówiłam tabliczkę na płytę nagrobną i wiązankę, umówiłam księdza i grabarza. Wiem że najtrudniejsze przede mną: odebranie ciałka Michasia z zakładu patomorfologii, ułożenie go w trumience, jazda prawie 100 km na cmentarz i złożenie go do grobu, ale mimo wszystko cieszę się, że zdecydowałam się na zorganizowanie tego wszystkiego. Myślałam że będę kupować mojemu dziecku wózek, łóżeczko i wanienkę ale chociaż w ten sposób mogę o niego zadbać.
Przepraszam że piszę tak chaotycznie ale piszę głównie dla siebie - muszę to z siebie wyrzucić.
Odpowiedz
#2
też jestem urzędnikiem ale w życiu bym takich pytań nie zadawała. w takich sytuacjach wygłaszać regułki szok
Odpowiedz
#3
Myślę, że nie miał nic złego na myśli - po prostu podwładna z pokoju obok mogła go uprzedzić. Cóż, trzeba się przyzwyczaić że takie sytuacje będą się powtarzać.
Odpowiedz
#4
Jest mi bardzo przykro...

gdy my rejestrowaliśmy naszego Alanka, w teczce z aktem urodzenia, który był jednocześnie aktem zgonu dostaliśmy załączony list od prezydent miasta, że gratuluje narodzin kolejnego Łodzianina i świeżo upieczonym rodzicom życzy radości z daru rodzicielstwa i jeszcze coś o becikowym... taki po prostu list gratulacyjny. Gdy go przeczytałam, też nie mogłam dojść do siebie.

Niestety tak jest w urzędach, czasem to niewiedza, a czasem brak taktu, brak empatii...

Mocno Cię przytulam.

Światełko dla Aniołka (*)
Odpowiedz
#5
Justi, właśnie czytałam Twój wątek. Przykro mi że musiałaś to wszystko przejść. Z urzędami sobie poradzę, ze wszystkim sobie poradzę ale moje serce się rozsypało. Teraz siedzę na kanapie i okładam bolące i twarde cycki kapustą. Chyba jednak nie minie mnie wizyta w szpitalu - może tam mi coś doradzą bo bolą coraz bardziej.
Odpowiedz
#6
Bardzo , bardzo mi przykro z powodu twojej straty.
Odpowiedz
#7
Dzięki Dziewuszki! Wiem że tutaj mogę się wygadać bo Wy zrozumiecie.
Odpowiedz
#8
Bardzo Ci współczuję straty Synka (*)
Jeżeli chodzi o bolące piersi to idź do lekarza i poproś o leki na zatrzymanie laktacji.
Odpowiedz
#9
Bardzo mi przykro z powodu Twojej straty. Tule mocno i zycze duzo sil... Swiatelko dla Twojego Aniolka (*)
Odpowiedz
#10
Ogromnie mi przykro!
Michasiowi posyłam kolorowe światełka (*)(*)(*)

Ważna decyzja za Wami. Wiem, że jeszcze ciężkie dni przed Wami.
Życzę Wam dużo sił. Myślami jestem z Tobą.
Gdybyś mogła to proszę napisz do mnie maila na mirkaaa@tlen.pl Napisz tylko, że jesteś z forum, a ja odpiszę.

Przytulam mocno.
Odpowiedz
#11
Witajcie, dzieki za dobre slowa. Jutro pojde do szpitala na ostry dyzur bo do \"gienka\" tak z marszu sie nie dostane. Piersi coraz twardsze - czy naprawde jeszcze nasz organizm musi nam dokladac? Jutro odbieram urne dla mojego dziecka i moja mama zapytala gdzie ja bede trzymac. Odpowiedzialam ze zaparkuje pod blokiem Wink Boje sie czwartku a jednoczesnie nie moge sie go doczekac - moze dam rade przytulic moje dziecko.
Odpowiedz
#12
Przeżyłam kolejną noc - można to uznać za sukces. Dzisiaj ruszam do pracy zgłosić że chcę wykorzystać urlop macierzyński. Nie wiem jak zareagują ale mam to w nosie. I tak mi nie przedłużą umowy a poza tym mam wrażenie, że to stres w pracy dzień przed trafieniem do szpitala \"pomógł\" mojemu dziecku mnie opuścić.
Odpowiedz
#13
unbeldi1980 bardzo mi przykro. Dla Michasia [*]
My jak rejestrowaliśmy naszą córcie spotkaliśmy urzędniczkę, która wcześniej rejestrowała nasze 2 córeczki. Jak zobaczyła, że dziecko martwo urodzone nie wymagała już od nas niczego (dodam, że zapomnieliśmy aktu małżeństwa) nic nie mówiła. W ciszy zarejestrowała a na koniec dodała, że bardzo jej przykro. Nie wszyscy urzędnicy widać są bezduszni, oby takich jak najwięcej.
A co do bolących piersi to w szpitalu powinni Ci dać receptę na tabletki wyhamowujące laktacje.
Odpowiedz
#14
Dla Michasia (*)

Przykro mi, że i Ty do nas dołączyłaś.
Odpowiedz
#15
Panu z USC popsulam opinie ale on nie chcial zle - po prostu my mamy pecha ze odstajemy od grupy szczesliwych rodzicow.
Wiola82, ja do Was dolaczylam w styczniu 2013 kiedy stracilam pierwsza ciaze ale wtedy wydawalo mi sie cos takiego drugi raz mnie nie spotka. Ot , glupia naiwniara...
Odpowiedz
#16
unbeldi1980 ogromne współczucia i światełka (*)(*) dla Twoich Aniołków.
Odpowiedz
#17
Dzisiaj złożyłam wniosek o urlop macierzyński i byłam w szpitalu - dostałam receptę i radę aby ściągnąć mleko z jednej piersi. Świetny pomysł tylko jak to zrobić bez małego ssaka czy laktatora? Urlop jest, mleko w piersiach jest tylko dziecka nie ma Sad
Zaraz jadę odebrać tabliczkę na nagrobek i urnę. Jutro kupię pluszowego misia żeby mojemu Miśkowi było ciepło i mięciutko.
Z dzisiejszych \"pomysłów\" krewnych-i-znajomych Królika:
Mój wujek, który pomaga mi załatwić formalności na cmentarzu w rodzinnej wsi mojej mamy rzucił dzisiaj: \"W bagażniku TO przywieziecie?\"
Na moją odpowiedź, że będę trzymała urnę na kolanach stwierdził: \"Eeeee, połóżcie w bagażniku ręcznik i tam postawcie.\" Rozumiem, że śmierć dziecka to temat tabu ale czy naprawdę można potraktować ciało nienarodzonego dziecka jak tuszkę wieprzową? Witki opadają!
Odpowiedz
#18
Unbeldi
Mocno tule..... [*]
Odpowiedz
#19
o kurde... z grubej rury... skad ludziom w ogole przychodza do glowy pomysly na takie komentarze?
ja rozumiem, ze ktos palnie nietrafionym pocieszeniem, zagai o cos glupiego bo nie wie jak sie zachowac... ale ten tekst mnie rozjechal jak walec...
po co w ogole o to pyta? co to dla niego za roznica? skad pomysl na taka rozmowe?

wspolczuje wam, bardzo mi przykro.
Odpowiedz
#20
Duzo sily.... Jestem myslami z Toba...[*]
Odpowiedz
#21
Wujek pewnie nie chciał źle ale rzeczywiście dziwne podejście.
Też czujecie się jak trędowate? Znajomi przestali się odzywać, nikt nie dzwoni tak po prostu pogadać? Wiem że jestem mało atrakcyjnym towarzystwem w tej chwili ale właśnie teraz potrzebuję ludzi wokół siebie Sad
Odpowiedz
#22
Do czwartku coraz bliżej i dobrze bo strasznie za Miśkiem tęsknie. Wiem że już jutro pożegnam go na zawsze ale chociaż będę mogła go przytulić. Wczoraj oczywiście nie mogłam zasnąć i siedziałam na forum do północy żeby się zmęczyć. Czytałam Wasze historie - przepraszam że raczej nie zostawiam postów ale nie mam pomysłu jak mogłabym pocieszyć Was w bólu - i zdałam sobie sprawę jakie miałam szczęście w nieszczęściu, że trafiłam do szpitala praskiego. Tydzień wcześniej podjęłam decyzję że tam chcę rodzić - koleżanki \"reklamowały\" tamtejsze położnictwo ze wszystkich sił. Niestety trafiłam tam 20 tygodni za wcześnie ale i tak dziękuję losowi.
Na izbę przyjęć trafiłam prosto z pracy - zapłakana i przerażona bo wyraźnie czułam regularne choć delikatne napinanie się macicy. Bardzo szybko zostałam przyjęta przez młodą lekarkę która zbadała mnie ginekologicznie, potem zabrała na usg gdzie stwierdziła bardzo krótką szyjkę macicy. Podjęła decyzję co do przyjęcia na oddział, pobrała jeszcze wymaz na posiew i skierowała prosto do gabinetu położnych. Jeszcze na izbie dostałam zastrzyk z lekiem rozkurczowym, potem od razu założono mi wenflon, podłączono kroplówkę z nospą i kazano leżeć plackiem i nie wstawać nawet do toalety. Byłam zaplanowana jako pierwsza ranna pacjentka na założenie szwu na szyjkę. Wcześnie należało wygasić skurcze. Niestety pomimo wielu godzin podawania leków rozkurczowych tuż po północy Michaś wysunął się ze mnie na łóżko. Dotknęłam jego główki ale nie przytuliłam go - nie wiedziałam czy mogę, czy powinnam, byłam zbyt przerażona, zapłakana. Wyłam jak zwierzę. Bardzo szybko trafiłam na salę operacyjną gdzie poprosiłam żeby mi go pokazano - był maleńki, schowany w pęcherzu płodowym. Zaczęłam znowu strasznie płakać a pielęgniarka zapytała czy chcę żeby ochrzciła dziecko. Powiedziałam że tak a imię podałam dopiero kiedy sprawdzili płeć. Kiedy przypinano mnie już do łóżka pielęgniarka potwierdziła że dziecko zostało ochrzczone imieniem Michał. Dziękuje jej za to! Lekarz który miał wykonać łyżeczkowanie zapytał czy chcę pochować moje dziecko. Kiedy nie potrafiłam odpowiedzieć zapewnił że będę miała czas o tym później pomyśleć. Podsunął mi do podpisu zgodę na zabieg: \"Anka podpisz. I tak to zrobimy ale podpisz.\" Pani anestezjolog po wypytaniu mnie o wszystkie choroby, alergie itd kazała mi się uspokoić bo będzie mnie ciężko uśpić jak tak będę płakać. Jako zaj***cie zdyscyplinowana pacjentka natychmiast przestałam chlipać. Tuż przed zaśnięciem powiedziałam lekarzowi że chcę pochować ciało mojego dziecka. Już z zamkniętymi oczami słyszałam rozmowę jak oznaczyć Michasia, żebym mogła zabrać ciało. Zasypiałam z myślą że zaopiekuję się nim kiedy ja będę spała.
Nagle zaczęli mnie wywozić z sali. Pomyślała: \"Co jest? Przecież mieli mnie usypiać!\" Położna mnie uspokoiła że już spałam i już jest po wszystkim. Położne były cudowne. Nie tylko ze względu na opiekę i to że były na każde wezwanie. Były też ludzkie, współczujące, dostałam od nich tak dużo dobrych słów że będę wdzięczna do końca życia. Wiedziałam że mogę płakać a nawet powinnam. Usłyszałam: \"Płacz dziecko, płacz. Taka nasza broń że musimy sobie popłakać.\" Wspaniałe były także salowe, które reagowały na każdą prośbę, były delikatne i pomocne. Młoda lekarka która przyjmowała mnie na oddział i która wyjaśniała wszystkie wątpliwości przyszła do mnie rano po tej strasznej nocy zapytać jak się czuję, czy czegoś mi nie potrzeba. Kiedy zapytałam się czy będę mogła zobaczyć synka powiedziała że się dowie ale niczego nie obiecuje. Dopiero dobę później dowiedziałam się że mogę pójść się z nim pożegnać ale i tak jestem bardzo wdzięczna.
Wychodząc w piątek ze szpitala tak długo czekałam na wypis że nie niestety zakład patomorfologii był już zamknięty. Tam spotkałam kolejną dobrą duszę - pana dozorcę czy innego stróża, który dał mi kilka dobrych rad i podał swój numer telefonu żebym mogła zadzwonić w poniedziałek i o wszystko zapytać. Kiedy zadzwoniłam w poniedziałek rano kazał mi podać nazwisko \"dzieciaczka\" i o wszystko wypytał. Dziękuję że dla niego mój Michaś był \"dzieciaczkiem\" a nie \"tym\" czy \"płodem\". Pamiętam nazwiska lekarzy, jednej z położnych i jak zbiorę siły to postaram się napisać choć kartkę z podziękowaniami. Nie wiem czy zdają sobie sprawę jak ich postawa pomogła mi przetrwać te najgorsze chwile mojego życia.
Odpowiedz
#23
Dzisiaj wybrałam się kupić pluszaka i pieluszkę, którą chcę wyłożyć urnę. Wybrałam tetrową w kolorowe samochody - myślę że moim chłopakom by się spodobała. Uprałam pieluszkę i szatkę z mojego chrztu - wypachniłam płynem do zmiękczania i powiesiłam na balkonie żeby wyschły. To może głupie ale dzisiaj będę spała z tym miśkiem i pieluchą. Dzisiaj chcę też napisać listy do Miśka i Tadziulka. Muszę to wszystko im napisać żeby potem było mi łatwiej jeśli o czymś zapomnę jutro powiedzieć. Boję się tylko że Michaś będzie w formalinie. Wydaję mi się, że nie bo do badania poszło łożysko ale jakby co poproszę żeby go wyjęli ze słoja. Nigdy nie sądziłam że będę chować własne dziecko - wiedziałam że takie rzeczy się zdarzają ale przecież nie nam, prawda?
Odpowiedz
#24
Napisałam już list do Tadziulka - długi i chaotyczny ale bardzo mi potrzebny. Napisałam co czułam kiedy dowiedziałam się, że pojawi się w naszym życiu. Przeprosiłam za wszystkie moje zaniedbania, poprosiłam o pomoc w trudnych chwilach, których wiele przede mną. Wiem że on odszedł tak dawno temu ale nigdy tak naprawdę nie powiedziałam jak bardzo go kocham.
List do Miśka też zaczęłam pisać ale moja mama mi przerwała więc muszę do niego wrócić zanim zasnę.
Jutro przede mną trudny ale bardzo wyczekiwany dzień. Urna stoi przy łóżku, pieluszka i szatka wyprasowane leżą w środku, pluszak leży przy poduszce - dzisiaj z tym przystojniakiem spędzę noc Wink, listy czekają w kopertach, zapakuje też zdjęcia z pierwszego USG Tadzia. Jeszcze go na nim nie było widać ale wiem że już tam był.
Czuję od kilku godzin niesamowity spokój ale zastanawiam się czy nie jestem w jakimś szoku.
Dziękuję Wam za to że to forum istnieje - dzięki niemu straciłam to potworne poczucie wyjątkowości.
Jutro zajrzę jeśli będę w stanie.
Odpowiedz
#25
Unbeldi, kochana
Czytam Twoje wpisy i lzy leca mi ciurkiem... Tez jak Ty czytam wszystkie wpisy lub wiekszosc z nich ale tak samo jakTy jestem bezradna... Nie wiem co napisac, bo nieraz milczac mozna wyrazic wiecej...
Tak strasznie mi przykro, wyobrazam sobie Ciebie z pieluszka i pluszakiem, serce rozrywa mi sie na strzepy.... I pytam dlaczego Ty? Dlaczego ja ,dlaczego kazda z nas z tego forum? .... Na to pytanie nie znam odpowiedzi...
Jestem z Toba myslami.... Pamietaj, mocno tule i zapalam swiatelka dla Twoich dwoch skarbow
[*][*]....
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości