nic już nie będzie jak dawniej
#1
Witam! 2 lutego 2014 r., dowiedziałam się że po pół roku starań o dziecko wreszcie nam się udało. Byłam przeszczęśliwa, bo powoli traciłam nadzieję. Moja pani ginekolog przepisała mi leki i już po pierwszej kuracji zobaczyłam wymarzone dwie kreski. Postanowiłam, że potrzymam to trochę w tajemnicy, bo mój maż miał wkrótce urodziny, postanowiłam więc zrobić mu tak prezent. Tak też zrobiłam, było tak cudownie. Jednak 8 lutego nagle dostałam dziwnego bólu w podbrzuszu, szybko pojechaliśmy do szpitala i przyjęto mnie na OCP. Lekarze nie wiedzieli co mi jest, dali mi jakieś leki i zaczęło mi się poprawiać. 12 lutego wypuścili mnie do domu, kazali się oszczędzać itd. Przepisano mi Duphaston 2 razy dziennie, i konsultację z ginekologiem za 2 tygodnie, więc się zastosowałam. Około 16 lutego w dole brzucha, pojawił się ból, ale stwierdziłam, że to ból, bo maleństwo się rozwija. Minęło jeszcze kilka dni i 20 lutego rano, dostałam tak potwornego bólu, że nie mogłam wstać z łóżka. Odczekaliśmy chwilę i pojechaliśmy do szpitala. I znowu powrót na oddział. Ból był nie do opanowania, więc biegiem dali mi kroplówkę i wykonali USG. Nie dość, że bardzo mnie bolało, to jeszcze lekarz był niedelikatny. Kiedy zaczęłam krzyczeć z bólu, stwierdził, żebym przestała, bo to nie jest aż taki ból. I wtedy powiedział, że dziecku nie bije serce... Dopiero co zaczęło, a już nie bije, prawdopodobnie ,miało około 7- 8 tygodni. Przeniesiono mnie na salę i przyszedł lekarz, który powiedział, że muszą mi wykonać zabieg usunięcia mojego maleństwa. Najpierw nie dodarło do mnie, co mi powiedział. Po zabiegu, zrozumiałam co się stało. Nie mogłam leżeć, bo słyszałam płacz dzieci z oddziału położniczego. Zapytałam pielęgniarkę, czy mogę iść do domu, bo czuję się dobrze. Poszłam do lekarza dyżurnego, który zgodził się na wyjście. Wróciłam do domu i nie wiedziałam na jakim świecie jestem. Nie wstawałam z łóżka, bo nie miałam siły. Myślałam, że to już koniec mojego cierpienia. Jednak po kilku dniach znowu pojawił się ból. 24 lutego był nie do zniesienia i znowu pojechaliśmy do szpitala. Wykonano USG i badanie ginekologiczne, podłączono kroplówkę i położono na sali, na tej samej, na której leżałam z ciążą. Ze mną były jeszcze 2 ciężarne, płakałam całą noc. 25 rano pobrano mi krew na betaHCG, które zamiast spadać rosło. I wtedy ordynator, stwierdził, że to prawdopodobnie ciąża pozamaciczna. Nie mogłam uwierzyć w to co słyszę. Znowu płakałam. 26 zabrali mnie znowu na USG, lekarz znalazł guza z lewej strony. Jakoś to mnie nie pocieszyło. Wróciłam na oddział. Po obchodzie, poinformowano mnie, ze 28 lutego zrobią mi operację usunięcia ciąży pozamacicznej, bo to jednak nie guz. 27 wieczorem pomimo leków, znowu pojawił się ból. Dostałam kolejną dawkę leków i jakoś zasnęłam. 28 rano po obchodzie przyszedł ordynator i poinformował, że za chwilę idziemy na blok operacyjny. Całe życie mi przeleciało przed oczami. Płakałam całą drogę na blok, nie dlatego, że bałam się śmierci, tylko tego, że już nigdy nie usłyszę słowa mama. I teraz najgorsze, w czasie operacji słyszałam i czułam wszystko co mi robili, a nie mogłam im tego powiedzieć. Ból był nie do zniesienia, jakby przypiekali mnie żelazkiem. Na sali pooperacyjnej nie miałam siły otworzyć oczu, albo nie chciałam. Cały piątek przespałam, na sali z ciężarnymi. W sobotę rano już czułam się lepiej. Powoli wracałam do siebie po operacji. Pomimo, ze leżały ze mną dziewczyny w ciąży, były na tyle fajne, ze nie rozmawiały przy mnie o ubrankach, łóżeczkach itp. 5 marca ordynator zgodził się na moje wyjście do domu. Rano wykonano mi jeszcze badanie ginekologiczne. I wtedy dowiedziałam się, że lekarze musieli usunąć mi lewy jajnik i lewy jajowód. Myślałam, że skoczę z okna. Do tej pory nie pogodziłam się z tym co się stało. Unikam wszystkich, a już szczególnie koleżanek w ciąży, albo z dziećmi. Nie umiem żyć z tą myślą, że straciłam dwójkę dzieci. Płaczę i myślę co dalej...ale nie widzę przyszłości w jasnych kolorach. Boję się najgorszego. Jestem pusta...
Odpowiedz
#2
To prawda, że nie usłyszysz słowa mama od utraconych dzieci, ale to nie znaczy, że mamą nie jesteś. Teraz musisz dać sobie czas. Przeżyć stratę, odpocząć a potem te kolory zabarwią się powoli na różna odcienie.
Dużo siły Ci życzę i nie trać nadziei. Są tu mamy, po różnych przejściach, które walczą o to aby usłyszeć mama i niejednokrotnie to się udaje.
Odpowiedz
#3
Mimi, jest mi bardzo smutno. Przezylas koszmar i ciezko jest sie z tego podniesc. Daj sobie teraz duzo czasu na zalobe i placz kiedy masz na to ochote - placz pomaga.
Jestes teraz na zawsze mama Aniolkow, ale nie mysl, ze nie bedziesz juz nigdy mama ziemskich dzieci. Nie wiem czy Twoj drugi jajnik funkcjonuje prawidlowo, ale przeciez z jednym jajnikiem tez mozna zajsc w ciaze. Moja znajoma w wieku 38 lat zaszla w ciaze majac tylko jeden sprawny jajnik. Wiec tym sie teraz wogole nie martw, teraz opiekuj sie soba.

Sciskam mocno.

(*)(*) dla Twoich Dzieciaczkow
Odpowiedz
#4
Mimi, bardzo mi przykro Sad to co piszesz jest bardzo smutne. Tak jak pisze Fenka, z jednym jajnikiem można zajść w ciąże. Nie trać nadziei. A teraz życzę Ci dużo wsparcia od najbliższych oraz siły na ten trudny czas.
[*]
Odpowiedz
#5
Trzymaj się i nie trać nadziei. Trzeba wierzyć, że kiedyś się uda osiągnąć wymarzony cel ( cud ).
Przykro mi, że i Ty dołączyłaś do grona Aniołkowych Mam.
Odpowiedz
#6
Dziękuję za słowa otuchy, jakoś mi trochę ulżyło jak się Wam \"wygadałam\". Ktoś kiedyś powiedział, że cierpienie uszlachetnia...Bzdura totalna! Sama chyba nie poradzę sobie z tym wszystkim, poważnie rozważam wizytę u psychologa. Nie śpię w nocy, bo myślę. A jak zasnę to męczą mnie koszmary, że dziecko płacze w naszej sypialni. Nie mam żadnej pamiątki po moim Aniołku, nawet pierwszego USG. Jedyną pamiątką był pozytywny test ciążowy, ale go wyrzuciłam, bo każde spojrzenie wywoływało u mnie ataki płaczu.
Odpowiedz
#7
Mimi, tak bardzo mi przykro, że musiałaś przejść przez tyle cierpienia. Bardzo mocno Cię ściskam.

Tak jak Kordi napisała, jesteś Mamą, mimo, że tego słowa nie usłyszysz. Pamiętaj o tym. Twoje Maleństwa na pewno nad Tobą czuwają. Światełko dla nich (*)

Tu nie jesteś sama, możesz się wygadać. Wszystkie rozumiemy, co to znaczy stracić swoje ukochane, wyczekiwane maleństwo.

Daj sobie czas na żałobę i płacz, kiedy tylko masz taką potrzebę. Masz prawo cierpieć.

Jeszcze raz mocno Cię ściskam.
Odpowiedz
#8
Mimi. Zastanów się nad psychologiem. Myślę, że to dobry pomysł.
Ja mam pamiątki po mojej Córeczce. Mam testy i zdjęcia z USG. Często je oglądam a wtedy płyną łzy. Pisałam u Fenki o figurce Aniołka . Może i Ty powinnaś kupić sobie. Mi pomaga. Trzymaj się.
Odpowiedz
#9
mimi dla Twoich Aniołków [\']
Odpowiedz
#10
Jeszcze raz dziękuję! Trochę poczytałam o depresji po poronieniu i doszłam do wniosku, że nie tylko ja cierpię. Mój mąż mnie pociesza, przytula, jest czuły i kochający. Uświadomiłam sobie, że on cierpi tak samo jak ja, a może i nawet bardziej. Nie pokazuje tego, ale też cierpi. Jakiś tydzień temu zapytał, czy jeszcze kiedyś będę chciała mieć z nim dziecko, bo jeśli nie to on nie będzie naciskał. Jest kochany, jest największym wsparciem dla mnie.
Odpowiedz
#11
Mimi, bardzo mi przykro.
Też \"słyszałam\" płaczące dziecko po odejściu mojego i też chciałam wyrzucić pamiątki po nim. Teraz nie czas na to, ale w szpitalu w Twojej dokumentacji powinni mieć zdjęcia z USG. Jeśli będziesz tego potrzebowała, kiedyś możesz zrobić sobie ich kopie.
Dobrze, że jest z Tobą mąż.
Odpowiedz
#12
Najgorsze w tym wszystkim jest to,że obwiniam siebie o to wszystko co się stało.Myślę,że jakbyśmy poczekali jeszcze troche to byłoby inaczej. W sierpniu będziemy świętować pierwszą rocznicę ślubu.Ale to nie był dobry początek naszego wspólnego życia. Cieszę sie,że mogę tutaj się wygadać,bo nie umiem mężowi do końca opowiedzieć co i jak się czuję. Wkurza mnie wszystko co wiąże się z ciążą i dzieckiem...To strasznie głupie,ale tak właśnie się czuje...bezradna. Najchętniej to bym nie czekała,aż bedziemy mogli znowu się starać. Niestety będziemy mogli, ale nie wcześniej niż za 6 miesięcy.To czekanie mnie chyba wykończy...
Odpowiedz
#13
mimi - przykro mi, że tak zaczęło się Wasze wspólne życie. Ale ważne, żeby dalej było coraz lepsze, a nie coraz gorsze..... I tego Ci życzę....

A czas? Wiem, że na początku 6 miesięcy wydaje się wiecznością, ale zleci.... ani się obejrzysz, a już będziesz na wątku staraczek, a potem może ciążówek... I tego Ci życzę...

A póki co - przeżyj żałobę, wypłacz tyle łez, ile potrzebujesz..... Ściskam

Światełka dla Twoich Dzieci (*) (*)
Odpowiedz
#14
Dziś minął miesiąc...najgorszy,najtrudniejszy miesiąc mojego życia...
Odpowiedz
#15
Tule mocno ......
Odpowiedz
#16
Dziewczyny, czytam Wasze historie i płaczę. Każda przeżyła coś strasznego... Pod każdą historią- moją też, jest ogromna dawka pozytywnej energii, tak bardzo potrzebnej. Może Was to zdziwi, ale cieszę się, że tu jestem. Dziękuję.
Odpowiedz
#17
Dziewczyny, wróciłam. Przyznam się, że liczyłam na to, że po takim czasie od mojej straty będzie ze mną lepiej. Trochę jest, w czerwcu lekarz dał mi nadzieję na bycie mamą i nawet myślał, że już będziemy się starać z mężem. Musiałam wyprowadzić go z błędu, bo nie jest ze mną do końca dobrze. Czasami mam jeszcze koszmary, że w naszej sypialni stoi łóżeczko i płacze w nim nasze dziecko i budzę się wtedy i widzę, że go nie ma. Bywa, że mam takie dni, że chodzę jak jakiś cień, a potem płaczę w nocy. Wraca do mnie to wszystko, czasami ze zdwojoną siłą. Jak widzę szczęśliwe mamy i tatusiów z dziećmi to boli mnie brzuch i mdli mnie z żalu, że ja nie mogę zaznać tego szczęścia. Czuję się taka beznadziejna, załamana bo odmówiono mi prawa do szczęścia.


Edycja / DzikaMysz 2014-09-23 21:34 / Połączenie postów po odzyskaniu konta
Odpowiedz
#18
Mimi, też weszłam na to forum i mimo tego, że serce mi krwawi, \"cieszę się\", że mogę z Wami pogadać. Kochana, tak mi przykro, przeszłaś straszne chwile. Myślę, że powinnaś iść do psychologa. Ja też się zastanawiam, czy sama sobie poradzę z wyrzutami sumienia. Też czuję się beznadziejna, zupełnie bezwartościowa. Ale wiem też, że musimy zacząć żyć na nowo....
Odpowiedz
#19
Mimi daj sobie czas a jeśli czujesz taką potrzebę, to moim zdaniem tak jak napisała meeeg warto skorzystać z pomocy specjalisty. Osiem miesięcy to dużo i mało. O tym co się wydarzyło nigdy nie zapomnimy ale czas łagodzi ból...

Dla Twoich Aniołków (*)(*).
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości