Jak nazywać?
#1
Jak według Was powinno nazywać się dziecko przed narodzeniem?
Czy przeszkadza Wam używanie medycznych określeń (embrion, zarodek, płód) i dlaczego?
Czy inaczej lekarze nazywali Wasze dzieci w czasie wizyt kontrolnych, a inaczej gdy okazało się, że nie żyją? Jak?
Które określenia dzieci żyjących i zmarłych używane przez lekarzy są według Was najlepsze? Dlaczego?
Odpowiedz
#2
Oh Małgosiu. Zadałaś takie proste pytanie a zarazem takie trudne. Ja powiem tak. Napewno każda kobieta gdy traci swoje dziecko wolałaby usłyszeć od lekarza np \" straciła pani dziecko\" niż np \" płod nie żyje\" Niestety określenia bywają różne. Czasem zależy to od lekarza a innym razem np od etapu ciąży. Wydaje mi się żę gdy traci się dziecko na póżniejszym etapie ciąży, gdy jest ono w pełni wykształcone to częściej używa się słowa dziecko. Chociaż wiem, że w praktyce bywa różnie. Wiem też że np ja zwykła kobieta nie znam się na określeniach medycznych. Wiem, że na każdym etapie ciąży dla lekarzy nasze dzieci mają różne określenia. Ale ja jako mama ziemskiego dziecka i aniołka w niebie nigdy nie użyłam innego określenia niż MOJE DZIECKO. Czy mi przeszkadza używanie takich określeć? Zależy czy jest wypowiedziane w złej czy dobrej wierze. Ale wolałabym aby jednak do kobiet po stracie odnosiło się bardziej ze zrozumieniem, współczuciem.
Odpowiedz
#3
zarodek, płód, noworodek, niemowlę, dziecko, przedszkolak, nastoletek..... dla mnie = człowiek, moje dziecko

najważniejsze jest to co między wierszami, szacunek z jakim lekarz/położna mówi, nawet jak pracownik zakładu histopatologii informował mnie przez telefon...że jest w materiale przekazanym do badań płodzik 2 cm i mogę go zabrać i pochować, to po prostu czułam się tak, jak jak każda matka, która po urodzeniu słyszy jak duże jest jej dziecko...

nie zwracałam uwagi na okreslenia w żadnej z ciąż.... może po prostu miałam szczęście do lekarzy : )



niedopuszczalene, moim zdaniem jest twierdzenie, że zarodek, czy póód to jeszcze nie było dziecko.... bo to już jest odbieranie człowieczeństwa i godności !
Odpowiedz
#4
W moim odczuciu również to nie jest kwestia słów, bo to nie samo nazewnictwo medyczne mnie razi. Wszystko zależy od tego jak to jest wypowiedziane i czy podejście lekarzy nie zmienia się w momencie poronienia.
Odpowiedz
#5
Ja pamiętam, że przy pierwszym poronieniu lekarz, który mnie przyjął mówił DZIECKO, przed zabiegiem inna lekarz powiedziała GROSZEK, ale od nikogo nie usłyszałam płód itp.
Ostatnio za to w którymś programie tv, kobieta mówiła że boi się zajść w ciążę, ponieważ dwa razy poroniła, a lekarz na to, że jej się wydaję że była w ciąży, bo jak i w I jak i w II ciąży poroniła na początku, gdy jeszcze nie było nic widać na usg, czyli dziecka nie było, żadnej ciąży nie było... to mnie jakoś zdenerwowało...
Nie napisze nic nowego, dla mnie powinno się mówić DZIECKO nieważne który to był tc.
Odpowiedz
#6
Szukałam w pamieci i wydaje mi sie ze lekarz nie używał zadnego okreslenia , mowił np.niestety serce nie bije,nie ma akcji serca ale bez użycia terminu płód,zarodek itp.Słowo dziecko nie padło na pewno.
Zauważyłm jednak że niektore bliskie mi osoby negują określenie \"dzieci\" w przypadku moich 8 tygodniowych utraconych ciąż.
Nawet jedna z kolezanek powiedziala zebym nie przyzwyczjała sie w stosunku do nich mówiąc dzieci bo dzieci to ja dopiero urodze.
Z kolei gdy usłyszałam : bardzo mi przykro ze straciłas dwójke dzieci płakałam kilka godzin.
Piękne by to było gdyby lekarz od pocztku używał określena DZIECKO
Odpowiedz
#7
W moim przypadku było gorzej. Gdy chciałam pochować moje Małeństwo usłyszałam od lekarza prowadzącego tekst, że tam nic nie było. To zlepek komórek a nie dziecko. Dla mnie moje Malenstwo było DZIECKIEM od momentu zobaczenia dwóch różowych kresek na teście.
Powiem, że to co wtedy usłyszałam boli do dziś. Złożyłam skargę na tego lekarza. Chociaż tyle mogłam zrobić.
Odpowiedz
#8
Generalnie było mi wszystko jedno jak lekarz nazywa moje Dziecko. Dla mnie moje wszystkie Dzieci były Dziećmi od chwili poczęcia. Lekarz niech sobie nazywa jak chce. Różnie bywało - było i miło i nieprzyjemnie, starałam się zbyt wiele po lekarzach nie oczekiwać, dla nich to tylko kolejne poronienie. Podczas ostatniej, czwartej już ciąży dostałam od lekarki kartę ciąży a na niej napis: Jeszcze Cię nie znam a już Cię kocham. Fakt. Prawda. Piękne. Oszałamiające. Ale wtedy pomyślałam, że lekarze niepotrzebnie sami nakręcają matki. Bo jak wszystko idzie dobrze to i kata ciąży niech będzie piękna ale jak coś jest nie tak to jednak większość lekarzy jakby odsuwa się, dystansuje. Zaczęło mi to przeszkadzać.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości