Nasz trzeci synek
#51
Pustka, bol, taki przejmujacy, prawdziwy bol. Myslalam, ze z czasem bedzie lepiej, nie wiedzialam jednak, ze intensywnosc bolu zawsze bedzie taka sama.

Ta beznadzieja, ten brak radosci....

Dostalam nowa prace od stycznia, ale nawet nie potrafie sie nia cieszyc. Raczej boje sie, ze znow cos sie nie uda. Nie ufam juz Zyciu, nie ufam Losowi, czy kidykolwiek jeszcze bede w stanie zaufac?

Wszystko mialo byc przeciez inaczej, nie mialam teraz pracowac, mialam cieszyc sie Toba....



Myszko moja kochana, Twojemu tatusiowi nie jest dobrze, boje sie, ze wpadnie w depresje. Nie wiem, jak mam mu pomoc....

Chwytam sie tych resztek sil, ktore sa gdzies we mnie, wiem, ze teraz ja musze byc silna...


Tesknimy za Toba Synku, kazdego dnia tak bardzo nam Ciebie brakuje...
Odpowiedz
#52
Gdy zbiorę myśli coś napiszę. Teraz tylko łzy kapią bo nie jestem w stanie wyobrazić sobie co czułaś i czujesz
Odpowiedz
#53
Andziarka,
kiedy miałam 19 lat umarł mój kolega z klasy.. nie rozumiałam tedy tej sytuacji, widziałam Jego rodziców, którzy ledwo stali na nogach, ich życie załamało się totalnie... po 8 latach dużo się zmieniło, jakby pogodzili się z nieobecnością Syna z Nimi, spotykają się z Nim regularnie na cmentarzu..zawsze płoną znicza..
nigdy nie myślałam, że mnie coś z nimi połączy.. a jednak, wszyscy straciliśmy nasze dzieci..
w różnym wieku, ale ból serca był ten sam...
z czasem jednak ból się zmniejszy.. i jakoś nauczymy się z tym żyć...

Dopiero zauważyłam, że Twój Synek urodził się o 8 dni po naszym..
Bardzo mocno Cię przytulam...
ps. nie daj Mężowi zamknąć się w sobie..
Odpowiedz
#54
Olu Najbardziej martwi mnie, ze moj S. traci energie zyciowa, nie wiem jak go zagrzac do walki, bo sama mam malo energii w tej chwili.
To juz od jakiegos czasu trwa, teraz dopiero poskladalam fakty: przemeczenie, problemy z koncentracja, , brak motywacji plus oslabienie organizmu moga mu naprawde zaszkodzic. Mam wrazenie, ze u niego teraz wychodza te ostatnie miesiace zaloby, latem jeszcze jakos dawal rade, teraz jest kiepsko.
Wiem, ze on teraz potrzebuje pomocy psychologa, musze go popchnac zeby sie wreszcie umowil na wizyte.


Pechowy byl ten maj, tragiczny wlasciwie... a najgorsze, ze moj sredni syn ma urodziny 3 dni przed Rafaelem. Pewnie dlugo nie bede sie mogla nimi tak cieszyc, jak powinnam...
Odpowiedz
#55
andziarka, może urlop i wyjazd? zmiana środowiska na jakiś czas?
jakieś zajęcie ? wspólne działanie? faceci wyładowują się robiąc \"coś\".. szczególnie prace fizyczne..
Odpowiedz
#56
Po swietach na kilka dni wyjezdzamy, z paczka starych znajomych meza. Mysle, ze to mu troche pomoze.


A z fizycznymi pracami masz racje, cos mu zapodam do roboty, znajdzie sie kilka rzeczy. Wink

Mi tez aktywnosc fizyczna pomaga, czasem wrecz zmuszam sie do zrobienia czegos.


No i na gwiazdke zaczyllismy sobie lampe swiecaca swiatlem dziennym, ponoc na zime swietna sprawa, taka terapia swiatlem.

Ja wiem, ze damy rade, ale to jego wyciszenie troche mnie przeraza...
Odpowiedz
#57
Może On tego potrzebuje, tak przeżywa.. w głowie sobie układa..
rozmawiacie ze sobą?
Odpowiedz
#58
Wiesz, on na poczatku bardziej wszystko przezyl niz ja. Przynajmniej wszystko wylewal na zewnatrz.

Ja bylam wtedy \"zamrozona\", przez czas do porodu, pozniej chyba tez jeszcze.

Potem u niego nagle sie wyciszylo, wrocil w sierpniu do pracy (jest nauczycielem, wiec mial jeszcze dlugo wolne), na poczatek na czesc etatu, po feriach jesiennych na caly etat. I to go przybilo jakos, za duzo mu wszystkiego, nie ma w tym wszystkim czasu dla siebie.

Mysle, ze zaloba troche mu umyka, nie ma kiedy i jak sie na niej skonentrowac, dlatego mysle, ze psycholog nie bylby taki zly, bo mialby czas dla siebie i dla swoich mysli, zeby je wypowiedziec, wylac z siebie.

Niedawno skonczylismy spotkania grupy wsparcia i teraz zostaja nam rozmowy ze soba. Rozmawiamy, ale mam wrazenie, ze ostatnio trudniej mu sie otworzyc.

I jeszcze sie przygasil bardziej, jak mu powiedzialam, ze musimy znow sie zabezpieczac ze wzgledu na moja nowa prace...
Odpowiedz
#59
Mój mąż na początku po stracie rozmawiał ze mną o wszystkich emocjach, potem nagle się zamknął, uciekał w pracę, zawsze znajdował sobie 10 tysięcy zajęć, nie chciał rozmawiać. To minęło. Ale po jakimś dość długim czasie kiedy zdecydował się w końcu na rozmowę powiedział, że to był jego sposób żeby nie zwariować.
Faceci inaczej to wszystko przechodzą niż my.
Odpowiedz
#60
Mój M. jak działa się nasza największa tragedia w szpitalu był cały czas ze mną. W nocy jak zaczęła się akcja porodowa chcieli nawet wzywać policję, bo nie chciał opuścić szpitala. Potem wziął opiekę na mnie w pracy. 2 tygodnie był ze mną, znosił napady płaczu, agresji, przekleństwa, histerię i panikę, rozmawiał ze mną, wspierał. Jak wrócił do pracy stało się z nim podobnie jak z Twoim Kiniusia, tak jakby się odciął- to wywołało u mnie falę wzburzenia. Zaczęliśmy się kłócić, nie dogadywać. Miałam do niego o wszystko pretensje, wywrzaskiwałam. Potem on pękł. Płacząc powiedział mi co czuje i że jestem egoistką myśląc, że śmierć wspólnego dziecka dotknęła tylko mnie.
Od tego czasu jest lepiej, znowu rozumiemy się bez słów, a on widząc moją smutną minę potrafi rozpoznać o co chodzi. Czy smutek wywołuje myśl o Maleństwie czy coś innego.

Dziewczyny musimy sobie zdać sprawę z innej konstrukcji psychiki męskiej... i trzeba pamiętać, że oni tez czują. Ich boli nasz ból, a najbardziej to, że teraz nie są w stanie nic z nim zrobić, nie przylecą z tabletką przeciwbólową, nie rozmasują bolącej szyi, są po prostu bezradni, a to najgorsze uczucie jakie może czuć facet patrząc na cierpienie kochanej kobiety- tak tłumaczył mi to mój mąż.
Odpowiedz
#61
U niego jest wiecej uczuc i emocji, niz bym kiedykowliek przypuszczala.

I nie wiedzialam tez, ze tak juz byl z Malym zwiazany emocjonalnie...

Mnie martwi jego apatia, bo juz nawet w prace nie ucieka, a to zly znak...

I tak jak piszecie, kazdy inaczej przezywa zalobe, kazdy inaczej radzi (lub nie radzi) sobie z bolem.

Do tego ja nie jestem latwa we wspolzyciu, jecze, marudze, ciagle mi cos nie pasuje.
Tragedia zblizyla nas do siebie, ale widze, ze caly czas trzeba chuchac i dmuchac na zwiazek, bo bardzo jestesmy oboje wrazliwi teraz, tak latwo nawzajem siebie zranic...
Odpowiedz
#62
właśnie... łatwo nam ranić się nawzajem, ale jedno jest pewne, jak coś cały czas drąży dziurę w sercu nie będzie tego łatwo posklejać.
Masz racje, musimy dmuchać na nasze związki, bo potem może się posypać. Okazuje się, że mężczyźni są słabsi od nas psychicznie. do pewnego momentu wszystko zniosą, ale co potem jak czara goryczy się już przeleje?
Odpowiedz
#63
A ponoc roznie bywa, czasem zwiazki sie rozsypuja przez strate...

Ostatnio znajoma powiedziala nam, ze gdy stracila dziecko w 6tym m-cu ciazy i okazalo sie, ze byloby ciezko uposledzone, gdyby przezylo, reakcja jej meza bylo mniej wiecej:
\"To dobrze, ze nie przezylo, bo uposledzonego i tak bym nie chcial\". I ponoc dodal jeszcze, ze on plodzi tylko idealne dzieci....
I to bylo w dniu smierci tego dziecka...


W kazdym razie dobilo to tylko gwozdz to trumny ich rozwodu...
Odpowiedz
#64
Mój mąż w życiu nie powiedział by czegoś tak głupiego! Wręcz stwierdził, że gdyby nasza córeczka żyła dziś i gdyby miała się urodzić niepełnosprawna i coś by jej miało być i tak by się stało to kochał by tak samo jakby była zdrowa, nie miało by to znaczenia, bo to by była jego ukochana, upragniona córeczka, z resztą teraz też jest. Jednak mój mąż przeżywał stratę w sobie, nie umie do dziś o tym rozmawiać. Nie mamy grobu naszego dziecka, jednak chodzimy na inny grób maluszka, opuszczony.. dbamy oboje równie mocno o niego i palimy znicze, On sam częściej potrzebuje tam być ode mnie.
I nie dziwię się, że ona odchodzi od niego. Co to za facet, który by uciekł w takiej sytuacji.. szkoda słów. Sad
Odpowiedz
#65
Wczoraj przez kilka godzin przebywalam z prawie 3 miesiecznym dzieckiem.

Nawet nie przypuszczalam, ze bedzie to dla mnie taka tortura...

Caly czas myslalam o tym, jak wygladalby Rafael, gdyby zyl, czy tez tak dlugo by spal, czy plakalby czy bylby spokojny...

To tez byl chlopczyk...

Staralam sie na niego nie patrzec, o nic nie pytalam jego mamy, tak jakby go tam nie bylo...


Tak mi ciezko, jak sobie pomysle, ile pieknych chwil stracilismy, czego nie zobacze, nie przezyje z Rafaelem...

I wciaz zastanawiam sie, drecze sie pytaniem Wszechswiata jak to mozliwe, zeby Cud Zycia tak nagle zamienil sie w Smierc...



Tesknie za Toba Synku i juz zawsze bede tesknic.. Sad
Odpowiedz
#66
Andziarka.. piszą, że ten bòl nie mija, tylko uczymy się z nim żyć..

Przytulam mocno!
Odpowiedz
#67
Andziarka.. piszą, że ten bòl nie mija, tylko uczymy się z nim żyć..

Przytulam mocno!
Odpowiedz
#68
Andziarko, to że dałaś radę kilka godzin spędzić z tamtym dzieckiem świadczy tylko o Twojej wielkiej sile! Dam sobie głowę uciąć, że cześć z nas, w tym może i ja, na jego widok wybiegłaby z płaczem do innego pomieszczenia i została tam póki to dziecko nie wyjdzie...

Ja też na początku unikałam dzieci... Jednak, co jest moim zdaniem dziwne, gdy pierwszy raz po stracie pojechałam do brata mojego M. był tam ich prawie roczny synek, tuliłam go i miałam łzy w oczach i ogromny żal w sercu, ale jednak potrzebowałam jego bliskości, dotyku małych rączek, mimo ogromnego cierpienia i pustki byłam w pewnym sensie szczęśliwa... Innym razem podobnie się czułam gdy podczas interwencji psychologicznej u innej osieroconej mamy jej dwuletni syn wlazł na kanapę, na której siedziałam położył głowę na moich kolanach, moją rękę naciągnął na swoja główkę żeby go głaskać i zasnął... a było to zupełnie obce mi dziecko...

Życie jest dziwne i często zaskakuje, oby tylko te zaskoczenia nie ścięły nas z nóg. Tego Ci właśnie życzę kochana na dziś i na potem
Odpowiedz
#69
Dzisiaj mija 7 miesiecy od Twoich narodzin Synku.

Zapalam swiatelko dla Ciebie i tule Cie w moim sercu, tylko tyle dla Ciebie moge zrobic...

Juz na zawsze bedziesz mial w moim sercu wyjatkowe miejsce...


(*)
Odpowiedz
#70
Tylko tyle i aż tyle...

(\')
Odpowiedz
#71
andziarka sciskam Cie, swiatelko dla twojego malenstwa (*)
Odpowiedz
#72
Rozpadnieci na drobne kawaleczki rozpaczy bedziemy udawac, ze wszystko jest ok...

ze cieszymy sie swietami...

ze przeciez tyle mamy i musimy sie tym cieszyc....



Dusza rozdarta na pol krzyczy, ze nie chce zadnych swiat...


Myslimy o Tobie Synku, teraz i kazdego innego dnia.


Rok temu byles z nami.... nadal jestes z nami, ale jednak inaczej.... wbudowales sie na stale w nasze serca, jestes ich czescia...


Tesknimy Synku i bardzo Cie kochamy.


Gdziekolwiek jestes zyczymy Ci wesolych swiat.
Odpowiedz
#73
Bylismy dzisiaj pierwszy raz w tym roku u Ciebie kochanie.

I tak sobie pomyslalam \"to tak ma wygladac ten rok? ze bedziemy Cie odwoedzac na cmentarzu?\"

Poczulam caly absurd i niesprawiedliwosc tego wszystkiego...

Tak juz sie cieszylam, ze poprzedni rok sie skonczyl, ze zaczal sie nowy.


Jednak wiem juz teraz, ze z kazdym kolejnym rokiem bedzie ciezko, bokazdy bedzie zaczynal sie bez Ciebie.

Bo bede liczyla, ile mialbys lat, bede myslala, jak wygladaloby zycie, gdybys byl obok nas, Synku.


I wiem, ze kazdego roku bedziemy za Toba bardzo tesknic, juz zawsze...

Przerazila mnie ta mysl, ta nieodwracalnosc wydarzen, ta niemoc...

Kochamy Cie Synku bardzo!
Odpowiedz
#74
Andziarka... Trzymaj sie jakos, wiadomo ze juz nic nie bedzie takie samo jak wcześniej ale daj sobie czasu tyle ile trzeba....ta rana nigdy sie nie zagoi ale mozna pomoc sobie będąc dobrym dla siebie...
Przytulam cie mocno
(*)
Odpowiedz
#75
Andziarko, tak, tak będzie wyglądać ten rok. I następny. I kolejny Sad I wciąż będziesz wychodzić z cmentarza z przeświadczeniem, że to tylko na chwilę, że to niemożliwe, że za bramą jest inny świat i Twój... żywy syn. Sad życzę dużo sił.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości