Nasz trzeci synek
#26
weci Dziekuje Ci bardzo za Twoje slowa!

Akurat dzisiaj przyszla taka fala, juz sie spieniala gdzies w srodku, juz ja czulam, jak nadchodzi...

No i wylala sie po tym, jak spotkalam w sklepie znajoma, jeszcze ze szkoly rodzenia sprzed ponad 6 lat.

Kiedy spytala, ile dzieci mamy, czy dwojke, czy moze trzecie w drodze....

Powiedzialam, ze bylibysmy teraz w trojke, ze w maju stracilismy....

Przy rozmowie trzymalam sie dzielnie, rozmowa zeszla na inne tematy (starsze dzieci), potem ledwo doszlam do domu, wlasciwie rozplakalam sie juz przed klatka.


Z jednej strony wszystko wrocilo, a z drugiej wiem, ze lzy sa mi potrzebne, onie nie koja bolu, ale sa czescia zaloby....


Niedlugo minie pol roku od narodzin Rafaela, chcialabym, zeby ten dzien byl juz za mna, ciagle o nim mysle...
Odpowiedz
#27
andziarko
bardzo z Ciebie silna kobieta,
ja bym pewnie stchórzyła, nie wspomniała o mojej córce...

Wiele czasu minęło zanim zaczęłam mówić że jestem mamą 3 dzieci.

życzę wielu sił na ten trudny dzień.
Odpowiedz
#28
andziarko.... wiem co czujesz....
tak bardzo mi przykro.........

Przytulam............. mocno....................
Odpowiedz
#29
6 miesiecy temu, 11.maja 2013


Odwiedziny u moich rodzicow, 200km od domu.
Jest noc, nie moge spac, ale raczej nie przez duzy brzuch, ktory mi przeszkadza. Maly jest bardzo spokojny, wlasciwie nie rusza sie. Zazwyczaj budzil sie zawsze, kiedy moje serce zaczynalo szybciej bic, kiedy ja sie budzilam, nawet w nocy. Obracam sie z boku na bok, zaczynam miec zle mysli. Brzuch wydaje mi sie taki jakis miekki...

Ok. 4-5 nad ranem, wstaje, jem jogurt, mysle, ze jak zjem, Maly na pewno zacznie sie ruszac. Nic sie nie dzieje, wpadam w panike. Wracam do lozka, mowie mojemu S, ze cos jest nie tak. On tez czuje, ze brzuch jest dosc wiotki.

Ok. 6 rano wstajemy, szybka decyzja, ze wracamy zaraz po sniadaniu do domu. Nie chcialam isc do szpitala u moich rodzicow, czulam, ze nie ma juz po co....

Podroz samochodem do domu, okropna, najgorsza podroz do tej pory, ja placze, wiem juz intuicyjnie, ze Maly nie zyje, jeszcze jednak tli sie mnie jakas naiwna nadzieja, ona pzeciez zawsze umiera ostatnia....
Dzieci sa niespokojne w aucie, udziela sie im nasz niepokoj, krzyczymy na nie niepotrzebnie...

Ok. 11 jestesmy w Berlinie, w szpitalu, w ktorym urodzilam przez cesarke Milana i Theosia. Mam zaufanie do tego szpitala i lekarzy w nim pracujacych, to najwieksza porodowka w Niemczech, juz nie pamietam, ile dzieci sie w nim rocznie rodzi, ale duzo, bardzo duzo.

W rejestracji mowie, ze nie czuje ruchow dziecka. Zostaje od razu przyjeta, polozna probuje robic ktg, nie udaje sie. Uspokaja mnie, mowi, ze zrobimy usg, ze bedzie dobrze. Ja juz wiem, ze nie bedzie dobrze, 0 dni wczesniej od razu podlaczyli mi ktg, nie bylo zadnego problemu.

Od tej pory jestem jak w transie, wchodze na usg, robi je mloda lekarka arabskiego pochodzenia. Serduszko nie bije, widze to na monitorze. Moj swiat sie wali, wszystko rozsypuje sie na drobne kawalki, nic w tym momencie nie ma sensu, rzeczywistosc nie istnieje. Wylaczam emocje, zamrazam moje serce, ktorego czesc umarla po zobaczeniu obrazu na usg, na zawsze i bezpowrotnie umarla. Z kacika oka poleciala mi jedna lza, nic wiecej...

\"Jeszcze raz bede musiala zajsc w ciaze\".
\"Bede musiala wrocic do pracy\".

To byly moje dwie pierwsze praktyczne mysli chwile po tym usg, moj umysl nadal pracowal.

Przyszla druga lekarka, zawolala mojego meza, ktory czekal na dworze z dziecmi (nie mogly przeciez wejsc na porodowke).

Mowie mu cos sie stalo, ta chwila byla gorzsa niz usg, S. placze jak dziecko, nie moze uwierzyc w to, co sie stalo... Pyta, czy naprawde nie da sie nic zrobic....
Nie da sie, Maly nie zyje....

Przyjezdzaja rodzice S., nasza polozna, ktora jest tez dobra znajoma, wszystko dzieje sie jakby obok nas...

Decyzja, jak ma sie odbyc porod, czy chcemy isc do domu i czekac, czy wywolywac porod, czy moze cesarka. Szybk o decyujemy sie na wylolywanie porodu naturalnego, mimo moich poprzednich cesarek, wiem, ze teraz nic nie stoi na przeszkodziem ewentualnie moja blizna po cesarkach.

Lekarka nieudolnie mierzy grubosc blizny, pozniej robi to jeszcze ordynator, blizna jest bardzo cienka, zaczyna sie bardzo pwolne wywolywanie porodu, Rafael nie chce opuscic mojego brzucha, ja nie moge pozwolic mu odejsc....


Czekamy dlugie 9 dni do porodu.... najduzsze i najstraszniejsze 9 dni w moich zyciu.......


11 maja konczy sie, po kilku godzinach podawania oksytocyny zostajemy przyjeci napatologie ciazy, dostajemy pokoj tylko dla siebie, najgorszy dzien w moim zyciu zamienia sie w noc.... piekny, majowy dzien...
Odpowiedz
#30
\"I grieve\" Peter Gabriel

It was only one hour ago
It was all so different then
Nothing yet has really sunk in
Looks like it always did
This flesh and bone
Is just the way that we are tied in
But there\'s no one home
I grieve, for you
You leave, me
So hard to move on
Still loving what\'s gone
They say life carries on
Carries on and on and on and on

The news that truly shocks
Is the empty, empty page
While the final rattle rocks
It\'s empty, empty cage
And I can\'t handle this
I grieve, for you
You leave, me
Let it out and move on
Missing what\'s gone
They say life carries on
They say life carries on and on and on

Life carries on in the people I meet
In everyone that\'s out on the street
In all the dogs and cats
In the flies and rats
In the rot and the rust
In the ashes and the dust
Life carries on and on and on and on
Life carries on and on and on
Life carries on and on and on and on
Life carries on and on and on
Just the car that we ride in
The home we reside in
The face that we hide in
The way we are tied in
As life carries on and on and on and on
Life carries on and on and on

Did I dream this belief
Or did I believe this dream?
Now I will find relief
I grieve
Odpowiedz
#31
Znam to uczucie.. nagle lecisz w przepaść...
nagle nic już do Ciebie nie dociera...
łączę się w bólu...
Odpowiedz
#32
[*] dla Rafaela
Bardzo Ci współczuję
Odpowiedz
#33
Bylismy wczoraj w filharmonii, pierwsza polowe koncertu w calosci przeplakalam, nie moglam w ogole skupic sie na muzyce.

Tescie, od ktorych dostalismy bilety, i ktorzy opiekowali sie dziecmi, chyba nawet nie skojarzyli jaki to byl dzien.....


Dzisiaj bedzie lepiej, musi byc....


Ciesze sie, ze nie zostaje w domu, ze wychodze do pracy, do ludzi, to pomaga...
Odpowiedz
#34
andziarko siły Ci życzę
Odpowiedz
#35
\"Nigdy nie zapominaj najpiekmiejszych dni swojego zycia. Wracaj do nich ilekroc wszystko wydaje sie walic.\"
Odpowiedz
#36
ściskam...i życzę dużo sił..
miałam sen ostatnio, sen, w którym urodziłam ślicznego chłopaczka,
nie wiem czy to był Franuś,
ale sen dał mi duże ukojenie...
życzę i Tobie takiego snu.. i ukojenia..
Odpowiedz
#37
Pojutrze minie pol roku od Twoich narodzin, Synku.

Patrze na Twoje zdjecia i nadal nie moge uwierzyc, ze Ciebie nie ma z nami...

Ciezko mi...
Odpowiedz
#38
[*] tulę..
Odpowiedz
#39
Dziekuje Ci Synku za to, ze pojawiles sie w naszym zyciu.
Dziekuje Ci, ze 7 pieknych miesiecy gosciles u mnie.
Dziekuje Ci za Twoje cieplo w moim ciele, za to, ze aktywnie sie ruszales we mnie.
Dziekuje Ci Kochanie za to, ze moglam doswiadczyc pieknego, naturalnego porodu.

Dzisiaj miaj rowne pol roku od tego dnia.

Dziekuje Ci Rafaelu, ze jestes czescia naszej rodziny.

Kocham Cie Synku, na zawsze pozostaniesz w moim sercu.
Odpowiedz
#40
U nas wczoraj minęło 2 i pół roku..
Czas leci, a tęsknota wciąż ta sama.
Dla Rafaelka (*)
Odpowiedz
#41
Dla Refaela [*]
Odpowiedz
#42
Dziekuje Wam za swiatelka dla mojego Synka!


Do wczoraj bylam myslami w szpitalu, te dlugie 9 dni...

dzisiaj w nocy obudzilam sie i znow czulam dokladnie to, co wtedy, kiedy wrocilam z porodwodki z pustymi rekoma... po porodzie bez krzyku dziecka.... bez gratulacji, bez usmiechow, ochow i achow...
bez wysylania smsow do rodziny, znajomych....

potem narkoza na wydobycie lozyska i to koszmarne uczucie, kiedy wybudzilam sie z narkozy i wszystko do mnie dotarlo....

i ten widok meza z Synkiem na rekach.... z naszym martwym dzieckiem....

jechalam na lozku przez korytarz, po ktorym chodzily kobiety rodzace dzieci, zdrowe dzieci...



byl maj, 4 nad ranem, dzien sie budzil, ptaki zaczely cwierkac, a ja nie moglam uwierzyc w to, ze zycie tak zwyczajnie sie toczy, ze porzadek swiata jest dokladnie taki sam, jak byl kilka godzin wczesniej....

to wszystko bylo takie nierealne, jak przez mgle docieraly do mnie bodzce z zewntarz....


nadal nie moge uwierzyc, ze przetrwalam juz pol roku bez mojego Synka....


serce tak boli, kiedy pomysle sobie czym moglabym sie teraz cieszyc, gdybys byl tutaj z nami Myszolku... probuje nie woybrazac sobie, jakbys wygladal, jakbys sie usmiechal, co bys juz potrafil.... nie potrafie jednak odepchac tych mysli od siebie, to silniejsze ode mnie....

i nie potrafie pogodzic sie z mysla, ze byles tak zupelnie zdrowy, ze to gdzies we mnie cos sie zepsulo i nie dostales wszystkiego, czego potrzebowales do zycia....przepraszam Cie Synku....

tesknie i nigdy nie przestane Cie kochac....
Odpowiedz
#43
Widzę, że i Ty również straciłaś bardzo późno swoje Maleństwo Sad
Ciągle dręczy mnie pytanie dlaczego życie jest tak bardzo niesprawiedliwe? Jak Bóg może być tak niesprawiedliwy?

Dla Twojego Rafeala [*]
Odpowiedz
#44
Ja tez zastanawiam sie na d porzadkiem rzeczy.

Zawsze wierzylam w Plan Losu (niestety nie wierze w Boga, mimo, ze bardzo bym chciala), ze ma jakis sens.

Teraz, kiedy wszystko posypalo sie jak domek z kart, sama nie wiem czy rzeczywisciw wszystko co Los przynosi ma sens. Moze niektore decyzje Losu to zart, irona, kaprys...

Mam nadzieje, ze mimo wszystko smierc Rafaela ma glebsze znaczenie, ze moze to znak dla mnie, ze mam sie zmienic, inaczej pokierowac swoim zyciem.

Nie wiem jeszcze, gdzie w tym chaosie jest cos czego moge sie trzymac, co bedzie moja mysla przewodnia, ciagle jej szukam...
Odpowiedz
#45
andziarka,
nas śmierć naszych dzieci zmieniła..
w zasadzie nie wiem jak to określić,
nie wiem czy jestem lepszym człowiekiem,
chyba nie..
ale zostały drgnięte we mnie takie struny...
struny życia, wrażliwości, śmierci...
nie wiem jak to opisać...
niewątpliwym dobrem jest fakt, iż mogę pomagać innym, którzy są w takiej sytuacji... i nie wiedzą, co robić..
inaczej już patrzę na dzieci,
przy pierwszej ciąży myślałam, że nie umiem kochać swojego dziecka..
przy trzeciej całkowicie to się zmieniło...
przeszłam i prześliśmy pewną metamorfozę,
zbliżyliśmy się z Mężem bardziej do siebie, dojrzalej...
pozostaje też fakt, iż jesteśmy wierzącymi w Boga, Ojca nas wszystkich..
moja wiara też się zmieniła, nie jest już pełna pozytywnych emocji..
bardziej bólu... ale Chrystus też cierpiał, poniósł męczeńską śmierć za nas...
i Bóg pozwolił na to, bo miał swój plan i cel..choć kochał i kocha Swojego Syna...
ściskam Cię mocno..
Odpowiedz
#46
Cytat:[autor cytatu=mama_aniolkow]

ale zostały drgnięte we mnie takie struny...
struny życia, wrażliwości, śmierci...

Tez mam takie wrazenie u siebie, jakbym sie wyczulila na pewne sprawy, ktorych wczesniej nie dostrzegalam.

Do tego stosunki miedzy ludzmi, tak zupelnie inaczej je teraz postrzegam, glebiej jakos.

I czuje sobie w ogrommna chec robienia czegos dla innych, tak na dluzsza mete. Myslalam o tym juz wczesniej, ale nie czulam tej potrzeby, teraz ona wzmaga sie z tygodnia na tydzien. Wiem, ze przyjdzie dzien, kiedy cos z ta potrzeba zrobie...


My tez zblizylismy sie bardzo z mezem, rozmawiamy teraz na zupelnie innej plaszyznie, czesto rozumiemy sie bez slow, wczesniej tak nie bylo.


No i moje dzieci... zawsze byly wazne, ale teraz wiem, ze to cud, z je mam, ze to wcale nie takie oczywiste, ze sie urodzily i ze sa zdrowe.


Rafael odszedl i wiele ze soba zabral, ale mysle tez, ze wiele nam dal, ze wiele nas nauczyl i to juz na zawsze w nas pozostanie.
Odpowiedz
#47
Rok temu zaczelismy mowic rodzinie, przyjaciolom i znajomym o tym, ze jestes Synku.

Pamietam, jaki wspanialy to byl czas, jak moj brat sie ucieszyl, jak ucieszyli sie przyjaciele.

Moi rodzice i rodzice S. byli raczej sceptyczni: \"trojka czieci, na pewno dacie rade?\"

Przed swietami powiedzialam tez w pracy o ciazy, w tym roku uciesze ich wiadomoscia, ze odchodze, za 2tyg. zloze wypowiedzenie.


Ciezko mi teraz, mimo tych dobrych dni wplatujacych sie miedzy te gorsze. Podejmowanie decyzji jest teraz takie trudne...

Do tego sama juz nie wiem, czy chce zajsc w ponowna ciaze czy nie.... zamrozilam emocje zwiazane z tym tematem, odsuwam je od siebie...
Niby sie nie zabezpieczamy, ale czuje, ze dlugo nie bedzie nam dane doswiadczyc koljenego Cudu Zycia.


Wiem, ze jeszcze daleko do wiosny, wiem, ze musze jakos przetrwac w tym zimnie i wiem, ze kiedys mi sie uda przebic przez ten lod, musze w to wierzyc...
Odpowiedz
#48
Bardzo mocno przytulam...
Czasami kiedy się nie spodziewamy przychodzi CUD...
Tego Ci życzę...
Odpowiedz
#49
Na wczorajszym turnieju hokejowym Starszaka zobaczylam chlopca, na ktorego koszulce widnialo imie Raphael.

Tak strasznie scisnelo mi sie serce, kiedy zobaczylam to imie, mimo, ze troche inna jego wersja...

od razu ta mysl, ze moj Najmlodszy nigdy nie bedzie uprawial zadnego sportu, a ja nie bede mogla byc z niego dumna...

ze nigdy nie skonczy 6, 8 czy 10 lat.....ze nie skonczy nawet roczku....


a przeciez nawet nie zaczal zycia......


ile jeszcze tego sciskania serca? ile smutku?

wczoraj daleka znajoma powiedziala, ze z nas promieniuje smutek, nie myslalam, ze widac to na zewnatrz....


tak bym chciala nie miec potrzeby wchodzic tutaj i pisac, tak bym chciala, zeby kiedys promieniowala ode mnie radosc......
Odpowiedz
#50
Cytat:[autor cytatu=andziarka]
tak bym chciala nie miec potrzeby wchodzic tutaj i pisac, tak bym chciala, zeby kiedys promieniowala ode mnie radosc......

Tego Ci życzymy...przytulam
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości