poronienie i cudowny szpital podziękowania
#1
Nasze dziecko umarło 4 tyg temu w 8tc,ale dowiedzieliśmy się dopiero po 4 tyg. Nasza Pani dr już przy tym badaniu była bardzo empatyczna, zapytała gdzie wypisać skierowanie -bez zastanowienia wybrałam, szpital, w którym pracuje na Polnej w Poznaniu, choć to odległość 130 km. Pani dr wytłumaczyła mi szczegółowo na czym będzie polegać zabieg, przepraszała gdy musiała użyć słów \"obumarł\", \"szczątki\", zaproponowała badania genetyczne, napisała na kartce jak gdzie dojechać, nr tel do poradni. naszej rozpaczy nie musze opisywać, wy Wszyscy tu Rodzice wiecie, przez co przechodzimy. 2 dni później stawilismy się w szpitalu. wszyscy byli bardzo taktowni, nikt nie prawił komunałów w stylu \"nic się nie stało\", \"będzie dobrze\", \"jeszcze będziecie mieć dziecko\" (bo szansa, że się uda jest dla nas praktycznie żadna). Mimo, że to był dopiero 1 trymestr zapewniono nam pełna intymność. na prośbę Pani dr znaleziono salę, gdzie dlugo mogłam być sama, potem położono jeszcze jedną Panią, ale bez dzieci, po stratach, więc się rozumiałyśmy. reszta łóżek do końca została wolna. Zarówno pielęgniarki jak i Pani dr wiele razy pytały czy rozumiem, co się będzie działo, czy mam pytania. Ponieważ mój stan psychiczny był kiepski zapewniono mi pomoc psychologa( Pani była u mnie 2 razy przed zabiegiem i po w sumie ponad 2 godz, zostawiła do siebie namiary, mimo, że nie bardzo się oglam zdecydować, tak na wszelki wypadek). na kontrolnym usg Pani dr przeprosiła, że musi je wykonać, odwrócono ode mnie monitory bym nie musiała patrzeć, nie padły żadne słowa na temat ciąży obumarłej. personel został poinformowany wcześniej o sytuacji, więć ich rozmowy brzmiały : \"/proszę napisać to o czym wcześniej rozmawialiśmy\"(jestem wdzięczna bardzo wiele to dla mnie znaczyło). przy podaniu cytotecu byłam na skraju histerii-ale nikt na mnie nie krzyczał, nie kazał sie uspokoić, potraktowano mnie z szacunkiem, przeproszono na zadany ból. gdy przyszły bóle bez problemu podano mi leki, a ponieważ na nie nie reagowałam podano mi następne- nie dlatego \"ze wymyślam\", tylko dlatego, że \"bardzo cierpię\".na sali zabiegowej narzędzia nie leżały na widoku. Nawet godzinę przed opuszczeniem szpitala zmieniono mi pościel, zmieniono mi nawet delikatnie zabrudzony plasterek od wenflonu choć za chwilę i tak miał byc zdjęty-gdy powiedziała, że naprawdę nie trzeba, usłyszałam, że to nie problem, że ważny jest porządek. Wytłumaczono nam nasz stan prawny, uszanowano wszelkie decyzje, dano czas. Pytano zawsze z taktem, nie używając słów \"zabronionych\" w tym stanie, upewniano się, że rozumiem. Dostałam 2 posiłki, ciepłą herbatę. W tym całym zamieszaniu zapomniałam telefonu i nie mogłam skontaktować się z mężem (musiał dostarczyć pojemnik do badań genetycznych i ankietę)-panie pielęgniarki bez szemrania poszły go znaleźć. Mąż mógł ze mną zostać po zabiegu juz cały czas, mimo,że to nie były godziny odwiedzin, nie traktowano go jak intruza.

jedynie gdzieś daleko zza zakrętu słyszałam czasem ktg, ale mam naprawdę dobry słuch, więc nie mam pretensji...

Do każdej minuty, którą spędziłam w szpitalu, dołożono starań by była jak najmniej bolesna. Mam świadomość, że dla personelu nie byłam jakimś wyjątkowym przypadkiem, ale traktowano mnie tak jak bym była. Wiem, że nasze dziecko nie było by zdolne do egzystencji, ale potraktowano je jak człowieka mimo jego 2 cm wielkości. Nie mam słów by wyrazić wdzięczność. życzę Wam wszystkim takiego szpitala i lekarzy w tym okropnym czasie każdy szczegół jest taki ważny, by zminimalizować traumę-i o każdy zadbano

dziękujemy Ja, mój Mąż, Nasze zmarłe dziecko
Pani dr Dorocie Rabiedze- Gmyrek
Pani pielęgniarce (nie znam imienia) Grochowskiej
Pani psycholog Beacie Kopaszewskiej
i wszystkim tym, których nazwisk nie znam, a którzy tak wspaniale się względem nas zachowali
ze szpitala na Polnej w Poznaniu
Odpowiedz
#2
Bardzo Wam współczuję. Naprawdę bardzo....
No i zazdroszczę personelu
Odpowiedz
#3
animatua wyrazy współczucia z powodu straty...
Dobrze, że trafiłaś na takich dobrych ludzi, którzy sprawili że było choć odrobinę łatwiej.
Odpowiedz
#4
Bardzo Wam współczuję.
Całym sercem przytulam

(*) dla Aniołka
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości