niespełnione marzenie
#26
Piosenka jest taka prawdziwa...
Jest w niej to wszystko co kazda z nas ma w sobie...
Odpowiedz
#27
Wczoraj przeżyłam kryzys... Tak długo już było względnie w porządku, oczywiście było mi źle, smutno, łzy czasami napływały same do oczu, ale jakoś żyłam. A wczoraj wieczorem jakby wszystko na nowo pękło, wszystkie te emocje wróciły... Widziałam na jakimś filmie bijące serduszko 8-tygodniowego dziecka i dotarło do mnie, że moje Maleństwo było starsze, a jego serduszko nie biło, nie mogłam go zobaczyć i usłyszeć, nie mam nawet zdjecia usg, pozostał tylko pozytywny test i tyle... Teraz leciałby już prawie 8 miesiąc ciąży. Prawie 5 miesięcy mojego Maleństw już nie ma, nie ma fizycznie.

Tak bardzo chciałabym, żeby rok 2014 okazał się lepszy... Abym szczątki Maleństwa w końcu mogła przywieźć do domu i pochować w rodzinnym grobie, aby dane nam było oglądać jego rodzeństwo, które się urodzi i przeżyje swoich rodziców. Tak wiele próśb, a im ich więcej, tym bardziej odczuwam bezradność i bezsilność.

Jak żyć, pytam, jak żyć?
Odpowiedz
#28
Przytulam cie z całego serca...
Nie znam recepty jak zyc... Ja żyje chwila, i tez nie jest łatwo. Raz jest gorzej raz lepiej.... Sad
Odpowiedz
#29
dziś kończy się zły rok... nareszcie kończy się zły rok... minęły już puste święta z wymownym jak nigdy pustym talerzem, a dziś skończy się zły rok...
Oby 2014 i każdy następny nie był już taki jak ten- zły rok...
Odpowiedz
#30
Nowy Rok zaczął się cudownie- 4 stycznia równo 5 miesięcy po pierwszej stracie na teście pokazały się 2 kreski. 10 stycznia badanie usg pozwoliło na zobaczyć najpiękniejszy Bąbelek na świecie!
18 stycznia po równych dwu tygodniach nieposkromionego szczęścia badania wykazały niski przyrost hcg w mojej krwi, 20 stycznia przyniósł spadek bety o 2 punkty, dwóch lekarzy stwierdziło, że praktycznie nie ma szans, a wieczorne usg w szpitalu wykazało brak pęcherzyka ciążowego, który wchłonął się w ściany macicy.
Czekam na wizytę 25 stycznia i na krwotok.

Boże gdzie Ty właściwie jesteś i czemu dajesz nam tę próbę? Nie wzmacnia mnie nie pomaga nie dodaje sił ani wiary- do jasnej cholery CZEMU?!
Odpowiedz
#31
Julia współczuje :|
Odpowiedz
#32
Julia...bardzo mi przykro....[*]
;(
Odpowiedz
#33
Julia nie wiem co powiedzieć - ogromnie mi przykro - bardzo Ci współczuję.
Dużo siły na te najgorsze dni
[*]
Odpowiedz
#34
Sad <*>
Odpowiedz
#35
Bardzo mi przykro... nie wiem też po co taka powtarzalność zdarzeń. Moja, Twoja....
Dużo siły!
Odpowiedz
#36
julia Szczerze wspolczuje i zycze duzo sily...

(*) dla Babelka
Odpowiedz
#37
Sad
Odpowiedz
#38
[*] Sad
Odpowiedz
#39
Julio, nie wyobrażam sobie co czujesz... I też mam ochotę krzyczeć: Boże, gdzie Ty właściwie jesteś???!!!????!!!!!

Ja jestem na etapie emocjonalnej pustki chociaż minęło dopiero 2 tygodnie... Nie płaczę, nawet dużo się śmieję... Nie modlę się, bo na razie nie potrafię zapytać się Boga po co mu to wszystko... Nie mam pretensji, bo nie wróciłam jeszcze do rzeczywistości. Pewnie jak wrócę to będę wyć i krzyczeć z bólu...

Jest mi bardzo przykro Julio. Przytulam Cię mocno i zapalam światełko dla Twoich maluszków! Bądź dzielna!!!
Odpowiedz
#40
jutro muszę zrobić kontrolne hcg- nie wiem po co znam wynik na pewno spadło. Jednak chodzą mi po głowie różne myśli... co jeśli doszło do jakiejś wielkiej pomyłki i mistyfikacji, co jeśli na wyniku nagle nie wiadomo skąd pojawi sie kilkanaście tysięcy? Wiem, że to złudne nadzieje, wiem że w naszym przypadku to postawa bez sensu i wiem jakie będą wyniki- muszę czekać na poronienie...

Różne myśli w mojej głowie... za pierwszym razem nożyczki, które miały dać mi ucieczkę od życia ścięły włosy do.pasa na całkiem krótkie. Teraz znowu te złe myśli, ułatwiające odwrócenie się od bólu są ze mną...

Dziękuje Wam za ciepłe słowa i proszę o pomoc! Nie radzę sobie z życiem bez moich Dzieci- Maleństwa i Bąbelka
Odpowiedz
#41
Julio, przytulam. Dużo sił dziś!
Odpowiedz
#42
Julio nadzieja umiera ostatnia Smile ja też do końca miałam nadzieję, że lekarz się pomylił i moje dzieciątko żyje, nawet jak w szpitalu lekarz robili mi mało widoczne usg miałam nadzieję, że coś się zmieni i serduszko zacznie bić. Wiem, że ciężko i strach paraliżuje... Ale życzę Ci z całego serca abyś usłyszała dobre wiadomości! Moja przyjaciółka mówi, że wszystko jest po coś... Nie wiem tylko po co nam ten ból, stres, strach i nerwy??!! Po co nam taka próba??!! Po co to wszystko... Trzymam mocno kciuki za Ciebie i Twoje maleństwo! Bądź silna!
Odpowiedz
#43
chyba się zaczęło Sad
Odpowiedz
#44
Julio bardzo Ci współczuję i wiem co czujesz bo sama przechodzę dosłownie to samo co Ty..niestety Sad
jak czytam to co pisałaś, to prawie tak jak bym o sobie czytała..
Też w 2012r. wyszłam za mąż, potem maj 2013 I ciąża..niestety w lipcu poronienie, prawie 2 miesiące czekania aż hcg całkowicie spadnie by móc znowu się starać..październik cykl nieudany, ale w listopadzie znowu nam się udało..cieszyłam się cholernie i błagałam Boga by tylko nie zabierał mi kolejnego maleństwa..niestety 11 styczeń diagnoza podejrzenie ciąży obumarłej..18 styczeń potwierdzenie wyroku..teraz czekam aż się samo zacznie..niewielkie krwawienie się pojawiło, ale nic więcej..czekam dalej..i ciągle zadaje sobie pytanie dlaczego? dlaczego to znowu ja muszę tak cierpieć?dlaczego w ciągu pół roku odebrałeś mi kolejne dziecko...niestety..brak odpowiedzi na moje pytania..nie potrafię tego zrozumieć..moje życie straciło sens, wszystkie marzenia legły w gruzach, nic już nie ma sensu..
Odpowiedz
#45
Straszne jest to co czytam. Czemu my wszystkie musimy tak cierpieć Czy my tak dużo oczekujemy od życia. Przecież chcemy być tylko mamami. Czy to aż tak dużo? Dlaczego wy musicie czekać na to co będzie. Straszna musi być myśl jak wiesz że się nie udało, że znów nie przytulisz maleństwa a natura każe poprostu czekać. Czekać na krwawienie i na to co nadejdzie. Prawie trzy miesiące temu straciłam mojego maluszka. Mam już jednego syna. Wszystko przeszło książkowo, mogłam góry przenosić. Więc gdy postanowiliśmy znów zostać rodzicami nie przypuszczałam że wszystko tak się skończy. Poroniłam w 11 tyg. W tym czasie byłam dwa razy w szpitalu. Cierpienie, niepewność istrach Potem nadzieja że jednak będzie dobrze A i tak skończyło się żle . NIe musiałam czekać tak jak wy na krwawienie. Wszystko zeszło ze mnie samo , na oczach męż, na szpitalną podłoge. To był koniec szczęścia, koniec nadzieji. A teraz jest tylko strach czy znów to się nie powtórzy. Dlaczego nas to spotyka? dlaczego...
Odpowiedz
#46
nie wiem basiu dlaczego? ja też nie potrafię tego zrozumieć??! co ja takiego zrobiłam, że muszę tak cierpieć?już jedną stratę przeżyłam..teraz kolejna...boję się co będzie dalej?co mnie jeszcze czeka..pewnie same złe rzeczy..bo wątpię że coś dobrego..
co do czekania na poronienie, to sama wybrałam tą \"opcję\"jeśli tak to można nazwać..bo lekarz od razu chciał dać skierowanie na zabieg..ale powtórnie odmówiłam..wierzę, że oczyszczę się sama..bo strasznie nie chcę zabiegu-komplikacji typu zrosty w macicy, potem kłopoty z zajściem-tzn.zagnieżdżeniem się zarodka itd... mam nadzieję, że już niedługo ten koszmar się skończy..lekkie krwawienie i skurcze..czasami nawet bardzo silne Sad
mam dość takiego życia..jakie to wszystko jest niesprawiedliwe...
Odpowiedz
#47
nie można myśleć że czekają cię same złe rzeczy. Wiem że to cię teraz nie pocieszy ale trzeba walczyć Trzeba walczyć o szczęście. Ale wiesz co ? pisze teraz te słowa a u mnie też jest niepewność Myślę sobie po co to piszesz ? przecież sama się boisz. Chcę drugiego dziecka ale boję się żeby historia się nie powtórzyła Co do zabiegu to ja nie miałam wyboru Ale wierzę że twój wybór jest przemyślany i słuszny. Choć tak jak mówię wiem że w tej sytuacji to nie brzmi pocieszająco. W tej sytuacji nic nie ukoi bólu
Odpowiedz
#48
Karolino polecam ci doktora iroslawa Szymańskiego on w lbn przyjmuje, skonsultuj sie z nim, zobacz co ci powie.
Jeśli chodzi o pytania ktore zadaje kazda z nas... Ja męczylam sie z tymi pytaniami do momentu kiedy zwątpiłam w Boga.. Zwątpiłam i nagle ogarnął mnie lek, zamówiłam msze za naszego aniołka i powiedziałam ze pójdziemy z mężem do spowiedzi... Nigdy ale to nigdy nie miałam takiej spowiedzi, wykrzyczałam moj bol i to dlaczego zwątpiłam, trafiłam na księdza ktory pomógł mi zrozumieć. Do dziś wiem ze jeśli miało byc źle to nic by nie zmienilo tego ze maluch odejdzie, i tez duzo przemyśleń. Duzo pytań ale po czasie tłumacze sobie to ze przecież gdyby bóg dał mi wiecej tygodni razem to nic by to nie zmieniło bo i tak zabrał by mi malucha.

Jeśli chodzi o kolejne ciąże to uważam ze zmiana lekarza to podstawa, należy znaleść lekarza ktory wie jakie badania zrobić i wie jak postępować w przypadku kolejnego malucha, ale nie mozna zapomnieć ze nie wszystko jest w rękach lekarzy trzeba wierzyć i miec nadzieje bo to połowa sukcesu! Kazda ciaza jest przecież strachem, niestety ale wiara i nadzieja tu grają duża role,

Julia jestes w moich myślach,
Dziewczyny dajcie sobie czasu i bądźcie dla siebie dobre .
Przytulam
Odpowiedz
#49
Julio, czytalam Twoje ostatnie posty - wczoraj, dzisiaj. Nie dziwie sie, ze masz zal do Boga. We mnie jednak - gdy czytalam Twoja tegoroczna historie wzbieral gniew na lekarzy. Dlaczego nic nie zrobili? Zadnych lekow???
Odpowiedz
#50
już koniec... moje dwa Aniołki już są w niebie.
Nie wiem jak się pozbieram. To wszystko boli fizycznie i psychicznie.
To już druga strata czyli przede mną masa badań a ja nie wiem od czego zacząć...

moje serce krwawi
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 3 gości