niespełnione marzenie
#1
Nasze Maleństwo odeszło przeszło 4 miesiące temu. Serce nadal pęka kiedy tylko sobie przypomnę, koszmary wracają w różnej postaci... Już sie wyciszyłam, może nawet w pewnym sensie pogodziłam, zorganizowałam w swoim mieście Dzień Dziecka Utraconego, ksiądz podaje osieroconym mamom mój nr telefonu, aby mogły ze mną pogadać, abym podniosła je na duchu, ale... zawsze jest właśnie to ale...
W związku ze stanem moich narządów ginekolog radzi starać się o kolejnego malucha, bo potem mogę już nie mieć go wcale lub zostawić na świecie samego tylko z tatą. Pragnę dzieciątka, na początku bałam się że to pierwsze nasze Maleństwo się obrazi, po wielu rozmowach z Mężem, księżmi, Wami tu na forum zrozumiałam, że Ono wie... nie będzie miało żalu... wierzę, że tam gdzie jest jest bezpieczne...

Nadal nie wiem co spowodowało poronienie... przeprowadziłam masę badań, wiele rzeczy powychodził, takich rzeczy, które mogły być jego przyczyną. Zmieniłam lekarza, który od razu zabrał się za specjalistyczne badania i leczenie. Jest ciepłym optymista i za każdym razem kiedy wątpię podnosi mnie na duchu i mówi, że mam szansę. Rozumie też co czuję, bo sam wraz z żoną dwukrotnie stracił małe szczęście.
Tyle, że ja nie wiem nadal czy przypadkiem to nie moja wina?
W ciąży stresowałam się, pracowałam, broniłam egzamin dyplomowy, przeszłam zapalenie pęcherza, ale starałam się robić wszystko, aby Maleństwo przyszło na świat zdrowe i silne! Myślałam, że skoro dało rade z moją infekcją, to jest silne, myślałam, że będzie jak ja- zdesperowane w dążeniu do celu, stanowcze i silne. Okazało się, ze jest jak ja, tyle, że to ja jestem słaba i zbyt mała wobec Boskiego planu.
Już nie krzyczę na Boga, nie mam żalu, błagam tylko, aby zajmował się tam na górze moim Sercem, któremu tu nie dane było bić.

Najgorsze jest to, że obwiniam się za to co się stało. W gruncie rzeczy nie myśleliśmy początkowo o ciąży. w sierpniu 2012 roku się pobraliśmy, chcieliśmy jeszcze pożyć. Dziś znalazłam nawet kartkę z zapisanymi postanowieniami na 2013 rok moimi i Męża. Głupia zapisałam tam postanowienie \"postaramy się nie wpaść, żeby nie dać mojemu M. prezentu na Nowy Rok\", byłam beznadziejna, durna i bezsensowna. W kwietniu było podejrzenie ciąży i to w dodatku pozamacicznej spowodowanej tzw. wpadką. Nawet nie umiem teraz powtórzyć co czułam, gdy przez noc czekałam na wyniki potwierdzające diagnozę, wtedy coś we mnie pękło, błagałam Boga o to, aby nie pozwolił mi zabrać dziecka jeśli jestem w ciąży, aby nie kazał mi go tracić. Na szczęście podejrzenia się nie potwierdziły, były to tylko lekkie zaburzenia hormonalne, ciąży brak. Pojechaliśmy z mężem do Częstochowy aby podziękować Najświętszej Panience za szczęśliwe zakończenie. Idąc na kolanach wkoło ołtarza prosiłam o dar życia. Udało się! od razu gdy tylko zaniechaliśmy zabezpieczeń od razu się udało! Już w maju byłam w ciąży z Maleństwem!
Ale Ono odeszło, nim dane było się nam poznać... za szybko, zbyt boleśnie... Gdy trafiłam 3 sierpnia rano na oddział i okazało się, że Maleństwa już nawet w macicy nie ma myślałam, że zabiję lekarkę wystawiającą diagnozę o poronieniu i porodzie w trakcie. Nie dałam się jej łyżeczkować, nie dopuszczałam myśli, ze to jest prawdą, chciałam walczyć! Czekać na ordynatora, na jakąkolwiek ingerencję mojej byłej ginekolog... O 2 w nocy dostałam bóli i krwotoku- nie było już wyjścia. Jedyne co mogłam zrobić siedząc na zakrwawionym łóżku to telefon do Męża, który jak się okazało spał w samochodzie pod szpitalem. Po wszystkim trzymał mnie za rękę, nie pamiętam wiele, ale grozili mu policją jeśli nie opuści szpitala.

A potem ból, ten fizyczny i psychiczny. 4 sierpnia to była nasza rocznica ślubu, nie tak miał się zakończyć pierwszy wspólny rok młodego małżeństwa. Jeszcze w tym dniu wypisano mnie ze szpitala, i dobrze, nie dałabym rady tam dłużej zostać.

Zawsze ceniłam życie, ale w tym dniu jakby straciło ono sens. Żałowałam, że nie odeszłam z Maleństwem, że nie umarłam, nie wykrwawiłam się. Gdy Mąż wyszedł gdzieś na chwilę pierwszy raz w życiu chciałam z tym wszystkim skończyć. Trzymałam już nożyczki na nadgarstku, ale przypomniałam sobie, że tak się nie robi, że to nie ma sensu, że zostaje mój M., jak on by żył gdyby stracił dziecko i mnie w jednym dniu?
Skończyło się tak, że ścięłam włosy do kolan, które zaplecione były w warkocz jeszcze szpitalny.

Potem było różnie. Najpierw bardzo źle, potem coraz lepiej.
W jednym dniu dorosłam. Nic nie wyrywało mnie z beztroskiej krainy dzieciństwa, ani związek z moim M., ani małżeństwo z nim, kupno auta, mieszkania. Dopiero strata najcenniejszego daru- naszego Maleństwa pokazała mi, że życie nie jest bajką, a ja nie jestem i nigdy nie byłam księżniczką.

Dziś jestem inna, całkiem odmieniona, już nie taka jak przedtem szczęśliwa bez powodu optymistka. Teraz przemożnym, towarzyszącym mi ciągle uczuciem jest strach. Nie ma godziny żebym nie bała się- o mojego Męża, rodzinę, o mojego Aniołka, czy na pewno jest mu dobrze tam gdzie jest i o to czy kiedykolwiek będę matką, a czas pędzi nieubłaganie.

Na 2014 rok mam jedno postanowienie: nic nie postanawiać. Podporządkuję się woli Pana, bo on chyba wie lepiej co z moimi życiem zrobić. Mam tylko nadzieję, że pozwoli mi choć trochę być szczęśliwą tak jak kiedyś, bo swoim smutkiem zabijam radość i miłość Męża, który już sam nie wie jak mnie wyciągnąć czasami z matni, do której wpadam. Może Bóg da nam mieć upragnione dzieciątko, zanim pozbędę się swej kobiecości, a jeśli nie niech chociaż nie każe nam już więcej tracić daru życia, który sam na nas zsyła.

Przepraszam za chaos panujący w mojej wypowiedzi, ale taki właśnie zamęt mam w głowie. Pewnie jeszcze trochę czasu minie nim na nowo zbuduję swój, nasz świat dorosły obarczony bagażem wspomnień i doświadczeń, ale może pełniejszy, bo wyposażony we własnego Anioła Stróża, który jest krwią z naszej krwi.
Odpowiedz
#2
Droga Julio...
niestety nie potrafię dodać Ci otuchy, choć bardzo bym chciała...
mogę jedynie powiedzieć, że doskonale Cię rozumiem... Sad
i jest mi bardzo przykro z powodu tego co Cię spotkało...
Odpowiedz
#3
(*)
Odpowiedz
#4
dziękuję kochane! chyba znowu się gubię...
Odpowiedz
#5
Przykro mi. [*]
Odpowiedz
#6
Dla Twojego Aniołka (*)
Julia dużo w Twojej wypowiedzi miłości,siły i dużo pokory wobec woli Stwórcy.
Odpowiedz
#7
Poplakalam sie czytajac Twoj opis.
Ten fragment o dorosnieciu w ciagu jednego dnia...
Po stracie Rafaela czulam sie, jakbym postarzala sie o 10 lat.

Zycze Ci duzo sily,Julio, do odbudowania Waszego swiata.


(*) dla Twojego Aniolka
Odpowiedz
#8
Andziarko! czyli nie tylko ja to czuje... niestety... nic gorszego niz strata dziecka nie moglo nas spotkać ;-(
Odpowiedz
#9
Julia., bardzo dziękuję za Twój wpis.
Życzę Ci, aby Pan Bóg obdarzył Was szczęściem.
Odpowiedz
#10
Olu, mam nadzieje, że o nas nie zapomniał Sad
Odpowiedz
#11
http://rejsor87.wrzuta.pl/audio/3ttXazGs...etnia_2005
Odpowiedz
#12
Łzy płyną do oczu Sad Tak bardzo mi przykro.
Doskonale rozumiem przez co przechodzisz, ja pewnego dnia nie wytrzymałam i pocięłam nogę. (Obiecałam mężowi, że nigdy więcej tego nie zrobię).Też bardzo chciałam umrzeć razem z moim dzieckiem albo to żebym ja umarła a ona żyła z moim mężem. Każdego dnia o niej myślę, każdego dnia cierpię...Ból w Naszych sercach pozostanie do końca. Sad

Moja córeczka miała na imię Julia jak Ty...Smile

Dużo sił dla Ciebie :* Mam nadzieję, że będzie Wam dane zostać rodzicami!
Dla Waszego Aniołka [*]
Odpowiedz
#13
wszystko wróciło!!! wszystko jakby dzieje się od nowa!!! Przed chwilą dowiedziałam się, że moja kuzynka wczoraj wieczorem poroniła...
myślałam, że to już minęło, że odeszło od nas i już nas to nie dotyczy, teraz wszystkie uczucia znowu wróciły. Poronienie znowu wdarło się w moje życie może nie bezpośrednio, ale bardzo blisko.

nie rozumiem!!!
znów jestem bezsilna! nie wiem nawet co jej powiedzieć :-(
Odpowiedz
#14
Knecik- [*] dla Julii...
to nadal boli!
Odpowiedz
#15
Nie wiem co napisać. Ech.. światełko dla Twojego Aniołka (*)
Odpowiedz
#16
byłam dziś na naszym zaadoptowanym grobie.

Boże daj siłę osieroconym rodzicom, także nam, a ich niebieskim dzieciom wieczny odpoczynek.

wiem, że spotkamy się kiedyś tam...
Odpowiedz
#17
ktoś gdzieś pisał o sile, nawet sama o nią prosiłam... a czuję się bezsilna! Z jednej strony zawsze gdy myślę, że już lepiej okazuje się, że strata wraca i wbija się jak szpilki w lekko zabliźnioną ranę, czasami szpilki zastępują gwoździe, a czasem nawet sztylety. wtedy mam żal do siebie za te chwile kiedy czuję się dobrze, za czas w którym nie siedzę w czarnej dolinie pogrążona w żałobie.
Z drugiej strony tak bardzo chciałabym, aby Maleństwo miało ziemskie rodzeństwo, cieszę się z zielonego światła i początków starań, znowu wije sobie we mnie gniazdko promyczek nadzieji, że zły czas minie. Jednak boję się kolejnej straty i tego, że po tej pierwszej jest jeszcze za wcześnie, wiem że potem będą mniejsze szanse, ale co na to moje Maleństwo?
Odpowiedz
#18
Julio z zaloba tak wlasnie jest- jednego dnia, jednej chwili wydaje nam sie, ze juz prawie jest wszystko okey i nawet jestesmy w stanie isc dalej. Bol oczywiscie jest, ale troche innny, latwiejszy do zniesienia. A za chwile lub nastepnego dnia mamy wrazenie, ze znow jestesmy w punkcie wyjscia, ze wszystko zaczyna sie wciaz od nowa, a bol jest coraz silniejszy.
Nie mniej wyrzutow, za ten czas, w ktorym czulas sie lepiej, latwiej bylo Ci zyc i funkcjonowac. Tak juz jest po stracie -lepsze i gorsze chwile. Czasem bywa np tak jak u mnie - prawie rok od straty, a potrafie rozsypac sie na milion kawalwczkow i nie potrafie pozbierac.
Zycze Ci duzo spokoju i tego bys znalazla najlepszy dla Ciebie sposob na zalobe, ktory da Ci chodz odrobine ukojenia.


Ps. Przepraszam za ew bledy, pisze z tel.
Odpowiedz
#19
klusko dziękuję za odpowiedź! masz rację i Twój przykład pokazuje, że czas ma znaczenie. A ja po prostu potrzebuję to jakoś wykrzyczeć, komuś powiedzieć, bo sama zatracę się w otchłani żalu... a nie chcę już tak cały czas obarczać tym męża, zwłaszcza, że on nastawił się na starania... nawet nie sądziłam, że.mężczyzna może tak bardzo pragnąć dziecka...
Odpowiedz
#20
Julia, chcesz krzyczec to krzycz. Ja poszlam do lasu i darlam sie ile wlezie by poczuc ulge, plakalam wtedy kiedy potrzebowalam i nadal tak robie. Nie umiem powstrzymac lez nad grobem mojego Dziadka, gdzie zawsze zapalam znicz dla mojego Aniolka i wtedy nie wiem kogo tak naprawde bardziej mi brakuje- Jej a moze Jego? Oboje byli dla mnie najwazniejsi w zyciu. I choc od Dziadka smierci minelo 8 lat ja wciaz mam lzy w oczach gdy o Nim mysle. Wiec co dopiero kiedy myslimy o swoich Anielskich dzieciach?
Odpowiedz
#21
Kluska, niestety wiem co czujesz, też prawie 3 lata temu ( a ja czuje jakby to było wczoraj) odszedł mój ukochany dziadzio... Nie wiem jak przetrwam te święta, zawsze ten pusty talerz był jakby dla niego, najchętniej postawiłabym obok i drugi, dla Maleństwa, ale co powie rodzina- przecież oni myślą, że ze mną już wszystko gra...

Dziś w domu u rodziców poszłam do swojego dawnego pokoju, coś tam poszukać, posiedzieć. Z jednej z pustych szafek wystawał kawałek reklamówki, na swoje nieszczęście sprawdziłam. Moja mama schowała tam ciuszki przeznaczone dla Maleństwa, ostatnią partię, tę którą wybierałyśmy w tygodniu, w którym straciłam dziecko... Schowała je tak na przyszłość, bo żal wyrzucić, bo nowe, bo śliczne... Znowu tuliłam do nich twarz... Nie ubiorę w nie małych rączek i nóżek, nie przytulę dziecka w niebieskich ogrodniczkach z misiem czy bodach z żółtą kaczką...

Dziś czuję się źle, choć wszystko wygląda jakby było ok. Choć mąż nadal pragnie starania się o następną duszę i robi co w swojej mocy, aby okres przedświąteczny, święta i czas próby zajścia w ciążę był najpiękniejszy, ja dziś czuję się źle...
W tym samym pokoju znalazłam tez pamiętnik, do którego wpisywali się moi najbliżsi i przyjaciele. Oprócz wpisu dziadka, zmarłej koleżanki, znalazłam zapis mojej babci, dziś już niemówiącej zapadającej coraz bardziej na Alzheimera, tak mi życzyła:

Chociaż życie ci dokuczy zły los porwie, z nóg cię zetnie na pytanie \'jak ci idzie?\' odpowiadaj zawsze \'świetnie!\'


Wiec jeśli ktoś dziś zapyta jak mi idzie, zgodnie ze słowami wpisu odpowiem, że ŚWIETNIE Sad
Odpowiedz
#22
Kochana Julio! Najpierw chciałabym Ci podziękować za to co robisz dla innych kobiet, które tracą swoje maleństwa! że mają z kim pogadać, z kim popłakać! to naprawdę wiele. szkoda, że nie mieszkasz w moim mieście...
Piękny wpis od Twojej babci Smile
życzę Ci dużo spokoju... dla Twojego Aniołka [*] pamiętam w modlitwie o Tobie....
Odpowiedz
#23
A ja nigdy nie wiem co odpowiedziec, jak ktos pyta \"Co slychac?\". Wtedy mowie cos o dzieciach, teraz ewentualnie o nowej pracy...

Bo tak naprawde mam wrazenie, ze ludzie tylko tak pytaja, zeby spytac...

I zawsze, ale to zawsze wiem, kiedy ktos chce wiedziec jak sie czujemy. Takie przemyslane, konkretne pytanie skierowane do nas: \"Jak sie czujecie?\".
W nim tak wiele innych pytan sie zawiera. Niestety tak niewiele osob szczerze pytac, zazwyczaj to wlasnie taki rzucone od niechcenia \"co slychac?\", \"jak leci?\"...


A czasem ja juz sama nie wiem jak sie czuje, mam wrazenie, jakbym zyla w dwoch swiatach.... swiat zaloby jeszcze na jakis czas bedzie moim rownoleglym swiatem...


julia Sciskam Cie mocno!
Odpowiedz
#24
kochane, dziękuję za ciepłe słowa. Tak mi przykro, że wszystkie tutaj wiecie co czuję i przeżywacie podobnie, tak nie powinno się dziać Sad

Szmaragdowy motylu, skąd jesteś?
Odpowiedz
#25
http://www.youtube.com/watch?v=LDzga2bcNoU

Nie lubię rapu, hip-hopu i tym podobnych, ale ta piosenka obudziła uśpione jakby w sercu uczucie. Słucham ją już setny raz, teraz razem z mężem... oboje płaczemy...

Kochane serduszko za szybko przestało bić!
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości