to był drugi synek...
#76
Mamo aniołków wiem, że mam ogromne szczęście, czego i Tobie życzę i wszystkim tutaj na tym forum!
Mimo to strach jest taki sam albo większy bo to drugi raz i ból tak samo mniejszy nie jest, jedyne to, że dla córki muszę się trzymać i na pewno trzymam się lepiej, nie zapadam tak jakbym mogła gdybym była sama...
Odpowiedz
#77
Domyślam się...
Wiem, że to takie okrutne...ta moja zazdrość i poczucie, że jesteś w lepszej sytuacji, bo masz już jedno dziecko...
przepraszam Cię... to są takie podświadome instynkty...
Również bardzo boję się kolejnej straty...
Odpowiedz
#78
Rozumiem Cię Mamo Aniołków bo sama miałam tak po pierwszej stracie i nie rozumiałam, że to boli tak samo mocno jak się ma dzieci, teraz widzę to inaczej aczkolwiek przyznaję szczerze, że dziecko ziemskie bardzo pomaga, jest pocieszeniem w tych chwilach, teraz jeszcze bardziej cieszę się każdym czasem z nią spędzonym...z całego serca życzę każdemu takiego pocieszenia! Wierzę, że wszystkie jeszcze spotkamy się na wątku ciążowym~!
Odpowiedz
#79
Cytat:[autor cytatu=Malina]
\"Zuzia i nowy dzidziuś\" !
Kupiłam jej tą bajkę jak byłam w ciąży! ale schowałam po tym jak się dowiedzieliśmy, że serduszko nie bije...czytałam, jakoś dałam radę, a córcia nagle w trakcie mówi do mnie \" W Twoim brzuszku też rośnie dzidziuś\" ;(
Malinko - mój Mateusz (a są nasze smyki w podobnym wieku) też mówił, że ma w brzuszku dzidziusia... i o ile Małgosia była w moim to mnie jakoś mocno nie dziwiło... ale powiedział tak też jakiś miesiąc temu... czyli pół roku po jej odejściu... wiem jak bolą takie słowa.. tulę Cię mocno!!!

Rzeczywiście mogła usłyszeć Waszą rozmowę... ale mogła też czuć... przekonałam się na własnej skórze, że dzieci czują, widzą i wiedzą więcej niż nam się wydaje...
Jakiś czas temu usłyszeliśmy od Matusia - kiedy tłumaczyliśmy my gdzie jest dzidziuś z mamusi brzuszka (że jest w niebie... u aniołków...) - a on upierał się że Małgosia jest tutaj... i powtarzał to z uporem kilka razy... popłakałam się wtedy... to było niesamowite...
Odpowiedz
#80
Dzieci są niesamowite Megi i widzą, czują więcej niż nam się wydaje Sad
Chyba jednak nie udaje mi się trzymać zbyt dobrze, córka dziś nie przyszła do mnie do sypialni w której leżałam do 11 bo powiedziała tatusiowi, że jestem chora...
A teraz chciała bawić się ze mną i powiedziała \"może to Cię rozśmieszy..\" chyba wszystko widzi, robię jej krzywdę, ale nie wiem już jak się trzymać bo coraz gorzej ze mną, wczoraj się upiłam i przedwczoraj wieczorem, wieczorów nie umiem przejść na żywca...
Odpowiedz
#81
Malinko, nie robisz swojej córce krzywdy pokazując jej, że cierpisz/jesteś smutna. Ona się uczy od Ciebie, także tego, że \"złych\" odczuć nie trzeba/nie wolno tłumić, że są normalne/naturalne i, żeby można było się pocieszyć, trzeba mieć się komu wyżalić i do kogo przytulić. Możesz natomiast sobie zrobić krzywdę. Tłumieniem uczuć i.... alkoholem. To świetny znieczulacz, ale na krótko i do tego nie rozwiązuje problemów, tylko je tworzy. Dużo, dużo sił. Może czas pomyśleć o terapii?
Odpowiedz
#82
Aniu ja chodzę na terapię od dawna...teraz idę 26 tego, wiem co ona mi zaproponuje na ten stan - leki, ale ja nie chce Sad
Odpowiedz
#83
Malina - ja korzystałam kiedyś z psychoterapii. Sprawa inna ale też \"wielka\" - bo po dwóch latach od \"wydarzenia\" nadal nie mogłam sobie poradzić. Myślałam, że zaproponuje mi psychiatrę, a ten leki. A jednak udało się - bez leków. Ja szłam bez przekonania, bez wiary w możliwość pomocy po czymś takim... Ale całkowicie się tej kobiecie poddałam, bo czułam, że i tak nie mam nic do stracenia (tak było ze mną źle)... i udało się - dziś jestem z tamtej sprawy \"wyleczona\" - tylko czasem jeszcze zakłuje, ale to podobno normalne...

Od poronienia minęło dopiero 7 miesięcy, więc za wcześnie by mówić o \"wyleczeniu\"... Tym bardziej u Ciebie - 2 tygodnie po... Terapeuta może Ci pomóc przez to przejść, ale nie sprawi, że żałoba minie po kilku spotkaniach...
Odpowiedz
#84
Freeq ja wiem, ja chodzę na terapię od dawna, moje życie jest pełne traum a od roku to już jakiś koszmar i teraz śmierć dziecka, ja już wymiękam...ile można być silnym Sad pamiętam jak po pierwszej stracie terapeutka mnie przytuliła, 26 tego pójdę jak zwykle na wizytę, z doświadczenia wiem, że na ten stan proponowała mi leki, ja ich nie brałam bo to był czas kiedy chcieliśmy mieć dziecko...pierwszy raz na depresję zachorowałam w 2002 roku, brałam dużo leków różnych, postawiły mnie na nogi, od tamtej pory chodzę mniej lub bardziej regularnie na psychoterapię, mam lepsze i gorsze okresy, teraz mam zdecydowanie bardzo zły czas :/
To dopiero 2 tygodnie od straty, mam wrażenie, że minęło o wiele więcej Sad
Odpowiedz
#85
Malino, ciut mam doświadczenia, własnego i w najbliższym otoczeniu, z psychoterapią, z leczeniem psychiatrycznym, ze wspomaganiem psychoterapii lekami.
Mogę tylko doradzić - jeśli jesteś osobą ze skłonnością do depresji (a to nic złego ani piętnującego) to na pewno terapia potrzebna. Ale to wiesz, skoro korzystasz. A z racji tego, że masz teraz wyjątkowo trudny czas a nakłada się na niego też jesień, warto o tym pamiętać, jeśli psychoterapeuta zaproponuje wspomożenie się lekami, może skorzystaj. To nie na zawsze, sama wiesz. A dalece większą korzyść wyniesiesz z terapii, jeśli będziesz w stanie w niej w pełni uczestniczyć. I o wiele lepiej będziesz funkcjonować na co dzień. Także w relacji z córką.
Depresja to chemia mózgu. Czasem ta chemia szwankuje na tyle, że trzeba uzupełnić pewne składniki.
Powodzenia.
Odpowiedz
#86
Masaiimara ja się boję, że leki zaszkodzą, gdybyśmy jednak znowu próbowali, a minimum trzy miesiące trzeba je brać, dosyć, że na tarczycę biorę Sad wiecie ja sama jestem zaskoczona sobą, tym jak szybko \"wpadłam\" i że tego nie zauważyłam, a najgorsze, że znowu nie wiem jak się podnieść, co chwilę ryczę ;(
Odpowiedz
#87
Malino, pojawia się tylko pytanie, czy teraz jesteś w stanie decydować się na kolejną ciążę? Zwłaszcza, że póki co się badasz, tak? Żeby przygotować się ewentualnie z lekami na prowadzenie kolejnej ciąży? Może ten czas warto wykorzystać też na wzmocnienie psychiki? Ale to tylko Ty wiesz i to Twoje decyzje.
Jeśli miałabyś się starać teraz, to nie z lekami przeciwdepresyjnymi. Je w ciąży biorą tylko te kobiety, u których korzyść dla matki zdecydowanie przewyższa ryzyko dla dziecka. Na przykład osoby z poważnymi zaburzeniami maniakalno-depresyjnymi.
Odpowiedz
#88
Nie nie, absolutnie dziecko nie teraz, ale w przyszłym roku myślę po zrobieniu koniecznych badań, myślę, że wtedy będziemy próbować jeszcze raz...
Odpowiedz
#89
No to Malino teraz jest doskonały czas na psychoterapię. I o ile to okaże się konieczne, bądź pomocne, na leki. Tak jak pisałaś, nie bierze się ich krótko ale też niekoniecznie bardzo długo. Właśnie ok.3-miesięczna kuracja w jednoczesnej psychoterapii pozwala często dość dobrze stanąć na nogi w sensie fizycznym. Psychicznie praca trwa dłużej z reguły.
Odpowiedz
#90
Mówią, że po latach chudych przychodzą lata tłuste.... że przychodzi moment, kiedy podnosimy głowę i okazuje się, że krajobraz wokół nas jest zupełnie inny niż pamiętamy, lepszy, ładniejszy... Ja mam za sobą trzy pełne lata \"chude\"... krajobraz wciąż jałowy... i zastanawiam się, czy to jest tak, że tych chudych lat musi być siedem??? boję się... ale mam nadzieję, że siódemka to tylko symboliczna liczba, że te lepsze lata przyjdą już zaraz, że krajobraz wokół nareszcie się odmieni...

Mówią też, że czasem trzeba spaść na samo dno, żeby się od niego odbić... póki co nie mogę się odbić... jakbym trafiała wciąż na muł... ale gdzieś przecież musi być twardszy kawałek ziemi.... może znajdziemy go razem... może złapiemy się za ręce i razem mocno odbijemy....? Ty, ja i jeszcze inne dziewczyny, które też brodzą po dnie....
Odpowiedz
#91
Freeq czytasz w moich myślach, właśnie ostatnio o tym myślałam, zresztą rozmawiałam z mężem o tym! Nam zostały jeszcze w takim razie 2 lata chude :/ A dno, mam wrażenie, że już tam jestem, a może utknęłam w mule bo trudno się odbić, dobry pomysł, razem o wiele raźniej, zresztą codziennie jak tu jestem łapiecie mnie za ręce!
Odpowiedz
#92
Śniło mi się dziś, że siedzę na izbie przyjęć i czekam na powtórkę zabiegu bo jeszcze go potrzeba! (mam nadzieję, że to nie proroczy sen) No i jedna piguła pyta czy to poważny zabieg a ja jej na to, że to nie wyrwanie zęba a ta druga potwierdza, że to poważny zabieg...słyszę krzyk kobiety rodzącej piętro wyżej, tak jak jest w rzeczywistości w tym szpitalu w którym byłam z każdym dzieckiem...
Mąż mój mówi proszę Cię nie śnij już...
Odpowiedz
#93
Malinka, śnij tylko inaczej - w spokoju i kolorowo.
Odpowiedz
#94
Zgadzam się z kordi - śnij piękne sny o szczęśliwej ciąży, udanym porodzie i tuleniu dzieciątka... i niech to będą prorocze sny......
A może jeszcze o koleżankach, które w różnych szpitalach w całej Polsce i za granicą też tulą swoje zdrowe nowo narodzone pociechy........................ o nas............. i niech to też będą prorocze sny
Odpowiedz
#95
Ach, żebym ja jeszcze mogła śnić tak jak chcę SadSad Pozostaje mi mocno wierzyć w to, że spotkamy się wszystkie na wątkach ciążowych a potem na ziarenkach!
Odpowiedz
#96
Płaczę i piję, nienawidzę wieczorów, nie wróciłam do palenia, ale dusi strasznie, śniło mi się nawet, że paliłam...
Chcę wybrać się na grób dziadków, to 100 km więc nie mogę w każdej chwili, chcę zapalić małe lampeczki, a Babcia zmarła 2 lata temu też na jesieni, w zeszłym roku jesienią mąż miał straszny wypadek, mam wrażenie, że to wszystko się skumulowało a ja ugięłam się w końcu pod tym ciężarem..
Odpowiedz
#97
Ja generalnie mało piję, ale pamiętam, że gdy po poronieniu sięgałam po wino lub drinka, to nienawidziłam samego faktu, że m o g ę pić... to mnie zniechęcało....
i tak jest do teraz - w drugiej połowie cyklu na wszelki wypadek unikam alkoholu, a gdy pojawia się @ i dociera do mnie, że znów nie udało się - to też w pierwszej chwili chcę się upić.... ale za chwilę myślę, że przecież wolałabym nie móc pić.... i odechciewa mi się... i alkoholu.... i wszystkiego....

Nie chcę Ci mówić jak masz żyć... co masz robić, a czego nie.... ale nie chcę też, żebyś kiedyś tu na forum napisała, że nie możesz przestać pić... i nie chcę, żeby kiedyś, po latach, Karolinka napisała na jakimś innym forum, że jej mama..... no wiesz.............

Ściskam mocno... nie prześlę pozytywnych fluidków, bo sama ich nie mam, ale przesyłam mocnego przytulaka....
Odpowiedz
#98
Wiem Freeq, starałam się ale teraz jest inaczej, poddałam się, teraz...Karolcia śpi, cały dzień mam zajęty a wieczorów nie mogę znieść bez znieczulenia Sad Nie grozi mi popłynięcie całkowite bo już wiem, że chcę próbować znowu, ale ten czas, ten okres jest jakiś wyjęty ze wszsytkiego, nie jestem teraz płodna, nie będziemy teraz się starać, nie możemy, to czas który trzeba przeczekać, okropny czas...a ja się rozsypuję, czasem mam wrażenie, że wariuję, patrzę na męża i wydaje mi się nierealny, rok temu o tej porze (10.10.12) prawie zginął, teraz dziecko, śmierć jest tak blisko ciągle, to jakiś stan ciągłego zagrożenia, na tą chwilę się poddaję...
Odpowiedz
#99
NIE! Jesteś w żałobie i możesz p r a w i e wszystko, ale nie poddawaj się... bo z chwili zrobi się dłuższa chwila, a co potem???? Ja też mam chwile zwątpienia, nawet dłuższe chwile czasami, ale po to właśnie jest to forum, żeby jedni drugim nie pozwolili się poddać....

Wiesz co - kiedy jaj mam taką chwilę mega zwątpienia, kiedy wydaje mi się, że się poddaję, to wiesz, co jest dla mnie najgorsze? Kiedy piszę, \"wołam\" o pomoc, a akurat nikt nie odpowiada... wtedy czuję się sama....

Malina - może wkurza Cię to co piszę, ale chcę żebyś wiedziała, że nie jesteś sama......
Odpowiedz
Freeq w ogóle mnie nie wkurza, cieszę sie, że jesteś!!!
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości