do trzech razy sztuka...
#1
Witam. Od jakiegos czasu codziennie przegladam to forum,czytam i czytam ale do tej pory jakos nie potrafilam nic sama od siebie napisac. Podobnie jak Wy stracilam dzieci. Pierwszy raz stracilam dzieciatko w 5tc,to byla moja trzecia ciaza. Bylo mi przykro ale myslalam ze \"poprostu nie zawiazalo sie\",w koncu na tym etapie ciazy to bardzo czeste,myslalam ze byloby gorzej gdyby stalo sie to pozniej. No i wlasnie... \"Sytuacja\" powtorzyla sie... Kiedy we wrzesniu spoznial mi sie @ myslalam ze to wina nadmiaru nerwow,stresu itp. Moj maz jednak od razu zakladal ze to ciaza,kupil test,zrobilam, a pozniej przez pol godziny nie potrafilam wyjsc z lazienki. Plakalam, bo z jednej strony zawsze marzylam o trojce dzieci ale z drugiej mielismy tyle planow,a tu taka niespodzianka. Przez dluzszy czas nie moglismy sie pozbierac,ale w koncu na spokojnie,zaczelismy wszystko planowac.Juz wszystko nam sie w glowach samo poukladalo,cieszylismy sie ze bedzie nas wiecej,bo nasi chlopcy juz sa duzi,nie dlugo beda calkowicie pochlonieci soba i swoimi sprawami a my sie troche odmlodzimy przy takim maluszku.Pokochalismy go od poczatku,mimo tego ze bardzo balismy sie jak sobie poradzimy. Wtedy Bog z nas \"zadrwil\". 26 listopada wieczorem,w dzien urodzin mojego meza,zaczelam plamic. Nawet jakos spejalnie mnie to nie przerazilo bo wiem ze to sie zdarza i prawie nigdy nie oznacza niczego zlego,ale nastepnego dnia rano zaczelam krwawic zywa krwia. Bylam przerazona. Pojechalismy z mezem do szpitala,tam szybki wywiad na emergency i kaza nam wrocic za 3 godz na skan. W miedzyczasie juz zaczelam sie \"zalewac\" skrzepami. Trzy godziny pozniej wracamy do szpitala na usg, a tam...myslalam ze mi serce peknie z rozpaczy! Na monitorze widzialam jak moje malenstwo lezy na dnie,spokojnie jak gdyby spalo. I ta przerazajaca cisza! Caly czas mialam jeszcze nadzieje ze cos uslyszymy,ze serduszko za moment zacznie bic. Beczalam jak dziecko.Polozna widzac w jakim jestesmy stanie,zeby nie dreczyc nas innymi \"brzuchami\" zaprosila nas do specjalnego pokoju gdzie bylismy tylko we dwoje. Polozna-aniol powiedziala nam ze o tym sie nie mowi,ale to zdarza sie tak naprawde prawie kazdej kobiecie,tylko na bardzo roznych etapach ciazy. Dala nam trzy opcje do wyboru,1-tabletki,druga-2 tz odkurzacz, 3 zaczekac w domu co moze potwac nawet do 3 tyg. Postanowilam ze \"urodze\" moje malenstwo w domu. Nie musialam czekac 3 tyg jak uslyszalam od poloznej. 1 grudnia po poludniu zaczal mnie pobolewac brzuch,coraz mocniej,coraz intensywniej. Przezylam wczesniej dwa porody wiec wiedzialam co sie dzieje. Poszlam do lozka i czekalam az skurcze stana sie czestsze. Po 3 godzinach skurczy bolesnych jak przy normalnym porodzie,wiedzialam ze czas pojsc do lazienki i przygotowac sie na przywitanie i pozegnanie mojego malenkiego szczescia. Maz caly czas byl ze mna.Kiedy wchodzilam do lazienki wiedzialam ze duzo czasu nie mam,szybko sie rozebralam i kiedy juz mialam wchodzic do wanny poczulam jak po nogach leca mi wody.Wtedy nie wytrzymalam. Zaczelam tak strasznie plakac,nie moglam sie opanowac. Kiedy juz bylam w wannie poczulam ze \"stalo sie\". Przez nastepne 10 min nie moglam tam spojrzec,a kiedy juz wzielam malenstwo na rece myslalam ze umre razem z nim. Byl taki malenki. Taki malenki,tyci, a jednak mial pieknie uksztaltowane raczki i nozki,sliczne paluszki. Byl poprostu idealny.Moj maz ktory jest z natury twardym facetem plakal jak dziecko. Przez kilka pierwszych dni bez przerwy plakalam,nie moglam sie opanowac,ale przez wzglad na moich synow musialam sie podniesc bardzo szybko,zeby nie powiedziec expresowo, myslalam juz ze teraz bedzie tylko lepiej ,ale chyba sie pomylilam. Od wczoraj nie jestem w stanie racjonalnie myslec,mysle tylko ze teraz moglabym zaczac czuc jego ruchy bo to bylby prawie koniec 16 tc,a wtedy wlasnie zaczelam czuc ruchy mojego drugiego sunusia.Naiwnie myslalam ze tak szybko udalo mi sie z tym uporac,ale niestety wiem ze dlugo,bardzo dlugo sie jeszcze z tym nie pogodze,jezeli wogole kiedykolwiek mi sie uda. Moja kolezanka jest w ciazy w tym samym miesiacu w ktorym ja bym byla,ja mialam termin na 14 czaerwca 2014 ona na 25 czerwca ,strasznie boje sie tego czasu kiedy ten dzien zacznie sie zblizac,a kolezanki wole nie ogladac,nie zazdroszcze jej bo sami starali sie o dziecko wiele lat,ale to tak strasznie boli kiedy wiem ze kobiety bedace w tym tc w ktorym ja bym byla nosza pod sercem zywe,zdrowe dzieciatka a moje odeszlo ...Nie jestem w stanie zapanowac nad emocjami kiedy widze wokol siebie brzuszki. Czy ja naprawde tak duzo chcialam od losu? Zywe i zdrowe dziecko?
Odpowiedz
#2
Aneto, bardzo mi przykro, że tu jesteś... Dzieci nie powinny odchodzić... Miałaś prawo prosić los, Boga, Opatrzność o zdrowe i żywe Dziecko, to niedużo, ale jednak tak wiele.

Dla Twoich Niuni i Olka [*] [*]
Odpowiedz
#3
Tak bardzo mi przykro. Sad(
Dla Twoich Aniołków (*)
Odpowiedz
#4
Aneto niestety witaj tu..
Tak bardzo mi przykro.
Przytulam Cię mocno.
Odpowiedz
#5
Dzieci nie powinny umierać. Koniec i kropka.
Przykro mi, że tu jesteś.
(*)&(*)
Odpowiedz
#6
Tak bardzo mi przykro Sad. Nawet nie potrafię sobie wyobrazić tego, co musiałaś czuć i co czujesz teraz Sad. Ja nie miałam odwagi spojrzeć na mojego aniołka, gdy go traciłam, nie byłam w stanie... przytulam.
Odpowiedz
#7
Droga Aneto!
Ogromnie mi przykro, że poznajemy się tutaj...
Bardzo wzruszyłam się czytając Twoje słowa... bardzo... nie wiem jak to napisać, aby to źle nie zabrzmiało, ale z mojego punktu widzenia miałaś dużo szczęścia.. Było Ci dane zobaczyć Twojego Maluszka, mogłaś wziąć Go \"na ręce\", mogłaś go zapewne pocałować, przytulić.... Ja oddałabym wiele, aby móc zrobić to samo z moim Aniołkiem, ale niestety czasu nie cofnę, choć tak bardzo bym chciała... Sad(( Marzyłam o tym, aby po zabiegu móc pochować Moje Dzieciątko, ale niestety lekarze twierdzą, że nie znaleźli Jego ciałka... teraz nawet nie wiem gdzie to ciałko jest... Bardzo Ci współczuję, bo wiem jak boli to co teraz przeżywasz.. każda z nas na tym forum podziela Twój smutek i nie wiem jak pozostałe Aniołkowe Mamy, ale ja z ogromnym trudem czytam kolejne nowe historie... Przytulam Cię bardzo mocno! Poproszę dziś w modlitwie, aby mój Aniołek zaprzyjaźnił się z Twoimi!
Odpowiedz
#8
Tak bardzo mi przykro ...
Fakt dużo kobiet to spotyka ale się o tym nie mówi ja trafiając do szpitala jedna położna mnie również powiedziała ze nawet w tak małym mieście z którego ja pochodzę wile kobiet straciło swoje maleństwa na rożnych etapach ciąży. Dopóki mnie to nie spotkało nie byłam nawet świadoma , że parę lat temu moją sąsiadkę to samo spotkało.
Dużo sił dla Ciebie i Twojego Męża!
Dajcie sobie czas na żałobę.

Dla Twoich Aniołków [*]
Odpowiedz
#9
Dziekuje Wam wszystkim za mile slowa i swiatelka dla moich maluszkow.
Knecik,dokladnie tak jest,prawie kazda kobieta traci ciaze,tylko spora wiekszosc tych ciaz \"odchodzi\" zanim kobieta zdola sie upewnic czy jest w ciazy,czy nie. Faktem jest ze o tym sie nie mowi,bo poprostu ludzie ktorzy takiej straty nie przezyja nie maja pojecia jak to jest stracic dziecko,dlatego nie wiedza jak sie zachowac czy co powiedziec.
Oleniu,kiedy bylam w szpitalu dostalam trzy mozliwosci,pierwsza to dwie tabletki,druga \"odkurzacz\",trzecia zaczekac w domu. Wiedzialam ze musze zobaczyc moje malenstwo i nie zaluje. Gdybym zdecydowala sie na odkurzacz to mojego dziecka bym nie zobaczyla,gdybym urodzila w szpitalu to tez mogloby byc roznie,wiadomo jak w szpitalach bywa,a w domu zawsze mozna byc bardziej przygotowanym ,jezeli mozna przyjac ze mozna sie na to przygotowac. Nie wiem ile razy ogladalam moje dzieciatko i ile razy sie z nim zegnalam,ale wiem ze tego wlasnie potrzebowalam.Musialam go zobaczyc,to bylo moje ukochane malenstwo na ktore bardzo czekalam.
Macie racje,dzieci nie powinny umierac.
Odpowiedz
#10
Bardzo Cię podziwiam, że miałaś taką odwagę.
Ja straciłam Julię w 33 tygodniu ale nie potrafiłam ją zobaczyć ( teraz bardzo tego żałuje) ciągle mam wyrzuty sumienia, że nie wzięłam ja na ręce i się z nią nie pożegnałam Sad Sad Pozostał mi tylko w głowie opis cioci, która była ze mną przy porodzie...
Nie mówi się o tym aby nie straszyć inne kobiety....

Anetab a gdzie mieszkasz w Uk ?
Odpowiedz
#11
Ech... poczułam teraz ogromny żal do lekarzy, że nie uświadomili mnie do końca jak to będzie wyglądać... Straszono mnie tylko, że bez zabiegu mogę dostać krwotoku lub innych powikłań... Strasznie mi żal... i bardzo mi przykro, że nikt mi nie powiedział, że rodząc w domu mogłabym przytulić moje Maleństwo... Sad
Pewnie sama też mogłam się tym zainteresować, mogłam w nocy przed zabiegiem poczytać w Internecie i zastanowić się nad tym co powinnam zrobić... Sad Nigdy sobie tego nie wybaczę... Sad
Odpowiedz
#12
Cytat:[autor cytatu=Knecik]

Fakt dużo kobiet to spotyka ale się o tym nie mówi ja trafiając do szpitala jedna położna mnie również powiedziała ze nawet w tak małym mieście z którego ja pochodzę wile kobiet straciło swoje maleństwa na rożnych etapach ciąży. Dopóki mnie to nie spotkało nie byłam nawet świadoma , że parę lat temu moją sąsiadkę to samo spotkało.

Wiecej niz sie wydaje...

Jak powiedziala moja znajoma \"to co sie w przezylo nie jest wypisane na czole\" i cos w tym jest....

Odkad nam przytrafila sie tragedia i o niej mowimy, okazuje sie, ze dookola jest albo bylo wiele podobnych przypadkow, prawie od kazdej kobiety, ktora spotkalam slysze o poronieniu, czesc kobiet stracila tez dzieci pozniej....

Co do obejrzenia i przytulenia dziecka po porodzie.... Nie woybrazam sobie inaczej.... To byla dla mnie jedna z bardzo waznych czesci zaloby, jesli nie najwazniejsza...
Zdjecie Rafaela wisi tez u nas w salonie, na pierwszy rzut oka go nie widac, ale jest. Codziennie podchodze do niego, ogladam, glaszcze, taki moj rytual...

Zlapalam sie na tym, ze wczoraj pierwszy raz usmiechnelam sie glaskajac zdjecie, sama nie wiem czemu....


aneta (*) dla Twojego Maluszka
Zycze Ci duzo sily i mocno sciskam!
Odpowiedz
#13
Knecik,to nie odwaga mna kierowala,nie wiem,nie potrafie tego opisac,wiesz ogladanie ludzi po smierci nie nalezy do przyjemnych,ale to bylo moje dziecko,malenka czastka mnie i mojego meza,malenka \"dzidzia\" jak nazwal go moj maz,ktora moglaby wygladac jak ktorys z jego braci
Kazdy ma do tego inne podejscie,ja czulam ze musze go zobaczyc,Ty moze sie balas,tego co mozesz zobaczyc,moze czulas podswiadomie ze nie moglabys sie z nim rozstac. Wiesz,nasza podswiadomosc wlasnie jest niezbadana,czesto robimy czego wlasciwie nie chcemy a pozniej okazuje sie ze moze wyszlo nam to na dobre.Mam kolezanke ktora 3 lata temu zostala poddana poznej aborcji ,bo w 5 miesiacu, poniewaz dzieciatko mialo tak duzo wad ze samego porodu nie moglby przezyc,jezeli wogole dozylby do tego magicznego 9 miesiaca. Kiedy dzidzia sie urodzila to oboje z mezem zdecydowali ze nie chca widziec dzicka bo to pewnie bylby wstrzas,a takich przezyc mieli dosc. Minely 3 lata i choc teraz maja drugie,zdrowe dziecko to twierdza zgodnie ze nie ogladanie tamtego dziecka bylo bardzo dobra decyzja.
Tak naprawde sama nie wiesz jak bys zareagowala,czasami dobrze jest posluchac swojego wewnetrznego glosu.

Oleniu,nie mozesz sie obwiniac ,bo tak naprawde nigdy nie wiadomo co moze sie wydarzyc. Ja \"wielka bochaterka\" ktora chciala zeby to stalo sie naturalnie i w domu,w pewnym momencie tez sie wystraszylam nie na zarty i przez moment pozalowalam ze nie jestem w tej chwili w szpitalu. W ciagu 3 godzin 4 razy zemdlalam. Nie sadze zeby bylo to naturalne. W szpitalu ci pomoga,a w domu? Tak naprawde zadna decyzja nie jest dobra.Podejrzewam tez ze raczej kiedy juz wiesz ze jestes ze swoim wyczekanym malenstwem ostatnie godziny to nie masz glowy do szukania czegokolwiek w internecie,a juz tym bardziej nie na takie tematy.Nie wiesz czy psychicznie bylabys gotowa do tego zeby to stalo sie naturalnie,a uwierz mi i potwierdzi to kazda inna kobieta ktora tego doswiadczyla, taki naturalny \"porod\" to musi byc jeszcze wieksza trauma poniewaz jestes wszystkiego calkowicie swiadoma,a wolalabys nie byc.

Andziarka,a moze to kolejny etap zaloby?
Jezeli jestes juz w stanie usmiechnac sie na widok zdjecia ...
Widze ze jestes o wiele dalej w przezywaniu zaloby a ja na okres swojej wolalabym zasnac na rok albo i dluzej a pozniej nie pamietac...Choruje moje serce,choruje moja dusza
Odpowiedz
#14
Jest dokładnie tak jak mówi anetab - poronienie w domu to nie jest do końca bezpieczne rozwiązanie, chyba że jest naprawdę wcześnie (do 6. tyg.) to wtedy to zazwyczaj wygląda jak obfity okres. Przeżyłam to 2 razy, raz właśnie wcześnie, a za drugim razem dziecko miało ok. 8 tyg. i to było straszne. Co prawda nie zemdlałam, ale straciłam bardzo dużo krwi, miałam bardzo bolesne skurcze i na dobrą sprawę przez 5 dni nie mogłam wstać z łóżka. Ja bym zachęcała jednak dziewczyny, żeby poszły do szpitala, jeśli nie jest to naprawdę wcześnie. Sądzę, że to wcale nie jest dobre tutaj w UK, że mówią Ci w szpitalu, że \"poczekanie w domu\" jest równie bezpieczne jak zabieg na każdym etapie ciąży w 1-szym trymestrze.
Odpowiedz
#15
mnie lekarze zapewniali, że uda się znaleźć Ciałko Dziecka, bo było już na tyle duże. Żyłam nadzieją, że zobaczę choć skraweczek tego Ciałka. Niestety.... Teraz nie mogę się pogodzić z myślą, że gdybym postąpiła inaczej, moja historia miałaby inne, lepsze zakończenie...
Odpowiedz
#16
Oleniu,a niby jakie wedlug Ciebie byloby to \"lepsze\" zakonczenie?
Ja osobiscie nie sadze zeby jakiekolwiek zakonczenie w tym wieku ciazy bylo lepsze,nie ma lepszego. Nasze dzieci powinny byc teraz z nami a my powinnysmy je zobaczyc dopiero we wlasciwym czasie,zdrowe i zywe,slyszec ich placz a pozniej smiech. Nie powinnas sie obwiniac. Moja dobra znajoma kilka miesiecy temu tez podobnie jak ja,miala p.zatrzymane. W szpitalu uslyszala ze moze zabrac dziciatko i sama je pochowac a to niestety slono kosztuje,albo zostawic w szpitalu do kremacji. Ona ze nie miala pieniedzy na pochowek,postanowila zostawic swoja 16t coreczke w szpitalu. Ja mojego synka urodzilam w domu i do szpitala tez go nie zawiozlam dlatego nie dostalam aktu dziecka martwo urodzonego,a bez tego nic sie nie zrobi. Sami musielismy postanowic co z dzidzia zrobic,uwierz mi ze nie chcialabys przez to przechodzic.Najpierw przez kilka dni zastanawialismy sie co zrobic z malenstwem,bo w ogrodku nie pochowiemy bo nie mamy swojego domu,tylko wynajmujemy,maz wymyslil zeby zrobic to pod jakims pieknym drzewem w parku,ale ja zaraz sila wyobrazni widzialam jak ktos wieczorem sika na grobik mojego malenstwa,albo nie daj Boze jakies psy go wykopuja. Nie moglabym z tym spokojnie zyc. Postanowilismy ze sami przeprowadzimy kremacje,w swoim ogrodku,co tez zrobilismy. Nie uwazam ze zrobilismy zle,ale czym dluzej mielismy dzidzie przy sobie tym bardziej to przezywalismy.
A teraz sie zastanow czy naprawde mialabys na to wszystko sily? Dalabys rade? Nie jest to latwe,uwierz mi na slowo. Czasu cofnac nie mozesz,ale nie zaluj ze nie przechodzials tego jeszcze dluzej a tak moglo by byc.
Odpowiedz
#17
bardzo mi przykro [*]
Odpowiedz
#18
Aneto, może i masz rację... nie wiem... wydaje mi się, że lepszym zakończeniem byłoby dla mnie godne pochowanie Naszego Dziecka. Myśl, że nie wiem gdzie jest Jego Ciałko nie daje mi spokoju... nie wiem czy lekarze wyrzucili Je do śmieci, czy spłynęło gdzieś do kanalizacji... Nie wiem... Sad((
Nie wiem jak to jest w Polsce, ale wydaje mi się, że możliwe byłoby tutaj pochowanie Dziecka urodzonego w domu. Widziałam na cmentarzu malutkie nagrobki z napisem \"Grób symboliczny\". Domyślam się, że są to właśnie nagrobki dzieci nienarodzonych... Skoro ci rodzice mogli postawić groby symboliczne, to wydaje mi się, że można też pochować Dziecko, które nie ma żadnych \"papierów\"....
Sama myślałam nad tym, czy nie zrobić takiego symbolicznego pochówku, ale nie wiem czy nie czułabym przy tym, że okłamuję sama siebie, skoro wiedziałabym, że nie ma tam Ciałka mojego Maluszka.
Powiedz mi proszę, jeśli mogę zapytać oczywiście, dlaczego nie zawieźliście Synka do szpitala?
Odpowiedz
#19
Oleniu,doskonale wiedzialam ze beda chcieli aby dzieciatko tam zostalo a ja chcialam aby bylo z nami.
Odpowiedz
#20
za to właśnie kocham Polskę.
Jak u nas zaczną tak traktować ludzkie życie czy też zezwolą na aborcję- emigruję.
Dobrze zrobiliście Anetko!
Odpowiedz
#21
anetab - przykro mi z powodu Maluszków (\') (\')

Dopiero dziś przeczytałam Twoją historię i Waszą dyskusję.
I tak myślę.....

Pierwsze poronienie też było u mnie naturalne - rozpaczałam wtedy strasznie... ale o pochówku w ogóle nie myślałam. Organizm oczyścił się sam - fizycznie była to tylko opóźniona, obfita, dłuższa niż zwykle @, psychicznie - wiadomo.....

W tym roku miałam poronienie zatrzymane. Lekarka pytała czy chcę zabieg, czy czekać na poronienie w domu (ale przedstawiła to tak, jakby zabieg był jedynym słusznym wyborem). Pytała też, czy chcę pochować dziecko. A ja czułam, że ta sytuacja mnie przerasta, że nie dam rady... Chciałam mieć jak najszybciej \"z głowy\" wszystko związane z fizycznym poronieniem. Chciałam pogrążyć się w żałobie, żeby za jakiś czas móc znów żyć... Lekarka zapewniła, że dziecko będzie w szpitalu skremowane. Nie wiem, czy to prawda, czy rzeczywiście tak robią, ale zakładam, że tak. Wolę tak myśleć, niż zadręczać się. Sam fakt, że nie ma z nami fizycznie naszego Maleństwa jest dla mnie wystarczająco trudny.... Jak chcę zapalić moim Aniołkom światełko, to idę na grób dzieci nienarodzonych...

Może niektórzy zaczną we mnie teraz rzucać gromami. Zarzucą mi, że jestem wyrodną matką, bo wszystko mi jedno, co się stało z ciałkiem mojego Maluszka. Ale to nie jest do końca tak... Aniołowi ciało nie jest potrzebne, ale i tak nie chciałabym się dowiedzieć, że leży ono na śmietniku. Dlatego zakładam, że zostało potraktowane jak należy.

A cierpię nie mniej i nie bardziej niż inne Aniołkowe mamy.............
Odpowiedz
#22
Cytat:[autor cytatu=anetab]
zaczelam plamic. Nawet jakos spejalnie mnie to nie przerazilo bo wiem ze to sie zdarza i prawie nigdy nie oznacza niczego zlego...
Dokładnie tak samo myślałam ale na wszelki wypadek pojechałam do szpitala bo skoro przez trzy miesiące nie było problemów a nagle jakieś plamienie i ból podbrzusza... Byłam przekonana, że zobaczą, że wszystko jest ok, dadzą jakieś leki rozkurczowe i wrócimy do domu... Nigdy bym nie pomyślała, że usłyszę wyrok - w swojej naiwności cieszyłam się nawet, że kilka dni przed planowaną wizytą zobaczę moje maleństwo jak figluje... Nie pokazali mi już nic...
Po przeczytaniu Twojego wątku wróciły wspomnienia...

Wyrazy współczucia i światełka dla Aniołków [*][*]
Odpowiedz
#23
Iwetko,bardzo mi przykro z powodu Twojej Coreczki,widze ze historie mamy podobne i wedlug tc rowniez.
Przykro mi rowniez ze przez napisanie swojej historii wrocily Twoje bolesne wspomnienia. Naprawde mi przykro.
Ostatnio naszla mnie taka mysl(moze niezbyt madra) ze Bog nas zna i wie ile jestesmy w stanie zniesc i dlatego nas tak doswiadcza.

Trzymaj sie cieplutko i zapalam swiatelko dla Twoje Marysi (*)
Odpowiedz
#24
Freeq ,mysle ze nikt nie ma prawa oceniac postepowania innych bo kazdy czlowiek ma inne poglady,Ty nie czulas potrzeby stawiania fizycznego grobu swojemu malenstwu i uwierz mi ze nie ty jedna. To jest bardzo ciezki temat a nie wszyscy maja tyle samo sily zeby mierzyc sie z przezywaniem tego jeszcze bardziej zalatwiajac miejsce pochowku dla dziecka.Ja osobiscie do tej pory nie pochowalam swojego dziecka.
Sami przeprowadzilismy \"kremacje\" a jego prochy trzymamy w domu. Nasze malenstwo nie ma swojego grobiku na ktory my jako rodzice moglibysmy pojsc,zaniesc kwiaty czy znicze ale kazdego dnia modle sie za \"wszystkie\" moje dzieci i wtedy czuje ze jestem blizej nich,wiem ze sa na gorze i ze jest im tam dobrze.

Swiatelka dla Twoich malenstw (*)(*)
Odpowiedz
#25
anetab a gdzie mieszkasz w Uk ?
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości