Dzieci innych - Jak sobie z tym radzić?
#1
Gdy umarło nasze pierwsze maleństwo długo nie mogłam się poskładać, wrócić do \"normalnego\" życia. Razem z przyjaciółką byłyśmy w ciąży z terminem około 20 kwietnia 2005, ale moje dziecko umarło, a jej przyszło na świat.

Nie umiałam iść do nich, odwiedzić, cieszyć się z ich szczęścia... w końcu poszłam i to był jeden z najgorszych dni w moim życiu - nie powiem im tego - nie chcę ich zranić...
Ale nasze kontakty nie wyglądają już tak jak kiedyś. Bardzo ich kocham i nie umiem sobie z tym poradzić.
Teraz, gdy umarło moje drugie dziecko wiem, że będzie jeszcze gorzej...

Wszędzie u moich przyjaciół i znajomych rodzą się dzieci, w naszym domu umierają...
Oddalam się więc od rodzin z dziećmi, nie umiem tak żyć - z doklejonym na twarzy szczęściem z ich szczęścia. Tak mi ciężko...
Odpowiedz
#2
ocha AGATO ......

Dołączam do klubu \"zagubionych\"....też mam problem i przyznaje, też sobie nie radzę, zwłaszcza dotyczy to jednej mojej siostry, która jest w tym samym prawie miesiącu, co ja bym była - niestety obie przestałyśmy do siebie dzwonić, ja bo nie potrafię w rozmowie nie płakać, ona bo uważa, że jestem nieczuła i egoistycznie nastawiona do swojego bólu.

I wiesz Agato nie mam na to żadnego lekarstwa, staram się zrozumieć, gdy rodzinka ma do mnie pretensje, że jestem nieczuła i nie rodzinna, chociaż czasem tak bardzo mi ciężko ale udowodnić sytemu co to jest głód, niestety jest niemożliwe.

I też unikam znajomych z małymi dziećmi, mimo iż bardzo ich lubię, czekam aż wyciszy się mój żal i smutek, a jak nie przejdzie mi nigdy, no cóż otworzę się na innych ludzi, nic na siłę.
Odpowiedz
#3
Przewidywane daty porody moich dzieci to 22.10 oraz 16.01, moje kuzynki urodzily, jedna 21.10, druga 6.01... Gdy patrze na ich dzieci, jest mi trudno... Na dodatek dochodzilo \"wspolne\" w rodzinie oczekiwanie, rozmowy o ciazy, o plci itd. Szczegolnie pamietam jedno z takich spotkan imieninowych, ja niespelna miesiac po drugim poronieniu i pytania mojej Mamy, jakby chodzilo o wyrwanie zeba... Przy stole kilkanascie osob. Poryczalam sie w ogrodzie, ale nie chcialam psuc atmosfery przy stole. Dzis zaluje tego... trzeba bylo nie udawac \"twardziela\"...

Kuzynki mieszkaja daleko, rzadko je widze, dzieci prawie tylko na zdjeciach... Te maile ze zdjeciami zostawiam sobie do otwarcia na wieczor, gdy wszyscy juz spia... i choc prawie dwa lata mijaja od pierwszego poronienia, to... rece zawsze dziwnie mi drza, gdy otwieram te pliki... a w gardle cos rosnie... \"moze Ania tak by wlasnie wygladala jak mala Manon? moze by siedziala jak ona na samochodziku? Kuba pewnie by juz chodzil, jak Bartek? ciekawe czy mialby mniej czy wiecej wloskow na glowie?\" itd., itp.

Czasami wszystko wraca... i choc bol jest bardziej do zniesienia niz kiedys, to... wraca... choc Julka urodzila sie po poronieniach, to... wraca...

Jedna z kuzynek napisala do mnie juz po urodzeniu malej, sama byla po poronieniu, jestem jej za ten list b. wdzieczna... bo jako jedyna z rodziny sama z siebie zaczela \"rozmawiac\" ze mna o poronieniach. Rodzina zmienia temat rozmowy, gdy zaczynam mowic...

Ludziom sie wydaje, ze skoro ciaza nalezy do przeszlosci, to \"wszystko\" nalezy do przeszlosci, a prawda jest taka, ze poronienie poniekad rozciaga sie w czasie i ma wplyw i to ogromny na nasza terazniejszosc.

I to nie jest zazdrosc z cudzego szczescia. To jest wszechogarniajacy bol naszej straty. Jesli Ci trudno, to nie idz tam... Jesli Cie to \"rozwala\", to nie szukaj kontatku ze znajomymi. Szukaj tego, co Tobie pomaga. To Twoj czas... dla Ciebie...

eledhwen - duzo sil...
Monika (wuchowa)
Odpowiedz
#4
Ja też sobie nie radzę. Nie umiem znaleźć na to lekarstwa. Ale gdy widze wózek to wyciągam szyję żeby do niego zajrzeć i po co - żeby poczuć ból? Czy to kiedyś przejdzie? Wokół rodzą się zdrowie dzieci a mnie irytuje beztroska i brak wyobraźni przyszłych matek. Przedkładają interesy zawodowe i zakładają, że wszystko będzie OK. Ale co ja mogę doradzać. Jestem najgorszym przykładem matki, która przez swoją łatwowierność i ufność do lekarza pozwoliła umrzeć swojej córeczce. Czy ja mogłabym komuś coś doradzić? Czy mnie w ogóle warto słuchać? Też unikam jak ognia znajomych z dziećmi. W zasadzie z nikim się nie spotykam poza pracą oczywiście.
I to tak trwa już ponad 8 miesięcy.....
pozdrawiam
Ola
Odpowiedz
#5
To prawda - jest ciężko...
Uwielbiam dzici moich znjomych, ale mam awersję do tych, które sie urodziły po moim poronieniu. Nie potrafie nad tym zapanować. Staram sie nie okazywać niechęci, gdy karzą mi brać je na ręce. Gdy byłam w szpitalu u koleżanki, która urodziła rok po moim poronieniu stałam z daleka, a rodzina i znajomi owinęli ją i jej córeczkę wianuszkiem, co tedy o mnie pomyśleli? Nie wiedzieli o mojej stracie...
Ci, którzy wiedzą myślą, że jestem zawistna, zła, że obarczam wszystkich tym co się stało, że jestem niewygodnym kompanem do rozmowy o dzieciach....
Wuchowa ma rację - należy unikać wszystkiego co przynosi ból, nie da się kompletnie tego wyeliminować, ale staram sie unikać spotkań z dziećmi...
Mój mąż twierdzi, że nie jestem wyrozumiała, a czy trzeba oczekiwać wyrozumiałości od kogoś, kto przeżył śmierć swojego dziecka? Czy mamy obowiązek szczerzyć się do wszytkich?
A ja mówię kategorycznie - NIE !!!!!!!!!!!!!!!!!! Nie będę sie zmuszać do czegoś czego ode mnie wszyscy oczekują! I czuć tego co sugerują, że czuc powinnam...
Nie życzę źle ani tym dzieciom ani ich rodzicom....
Ale na ich szczęście nie muszę patrzeć, jeśli sparwia mi ból nieszczęście mojego dziecka...
Inka
Odpowiedz
#6
Pani psycholog w szpitalu powiedziała mi, że tak naprawadę na \"przyjście\" kolejnego dziecka będę gotowa, gdy bez lęku będę potrafiła wziąć na ręce niemowlę znajomych...
Nie wiem czy to kiedykolwiek będzie możłiwe... ?

Powiedziała mi też, że mam wytyczyć sobie taką drogę do powrotu ku normalności:
- najpierw znajomi bez dzieci
- potem ci z większymi dziećmi
- na końcu ci z maluszkami
Ale ja już tak próbowałam - dwa pierwsze etapy przychodzą bez trudu, ten trzeci...

A poza tym te informacje: \"a wiesz kto też urodził...\"; \"a wiesz kto jest też w ciąży...\"
Albo wymuszenia typu: \"no weź na ręce...to ci przyniesie szczęście\"

I cały czas myślę o tym - czy to ja jestem podła, czy inni, bo nie rozumieją...
Naprawdę sobie nie radzę Sad
Odpowiedz
#7
kiedy dowiedzialam sie o Groszku, bylam taka dumna i szczesliwa, powiedzialam o nim wszystkim, rodzinie znajomym a nawet zupelnie obcym ludziom ot tak by dzielic sie radoscia, a moze sie pochwalic (teraz place za to straszna cene). Bylo to niedaleko wigilii. Wiele osob mowilo mi wtedy czemu mowisz o tym tak wczesnie to nie bezpieczne, albo powinnas poczekac do swiat to bylby piekny prezent. Nie poczekalam, nie moglam, poprostu bylam szczesliwa. Na wigilii a moze tuz po zadzwonila Magda, (braterstwo naszych mezow, poloczylo nas na zawsze) - ja tez jestem w ciazy termin 5 sierpien, beda dwa male lewki. Teraz wiem ze bedzie tylko jeden, nie moj. I zazdroszcze, tak bardzo, czasem pytam dlaczego to moj odszedl nie jej, albo sprawiedliwie byloby gdyby... Boze ja nie chce zle, ale takie okropnosci przychodza mi niestety do glowy. Na dzieci patrzec nie moge, na ich rodzicow tez, na kobiety w ciazy reaguje nienawiescia. Jestem, podla, okropna i niewdzieczna. A z Magda juz chyba nigdy nie bede wstanie sie spotkac. Nie radze sobie , niestety nie mam zlotego srodka, Przykro mi.
Odpowiedz
#8
Moja przyjaciółka urodziła maleństwo 10 dni po mojej stracie. To było 29 października. Do dzisiaj nie widziałam się z nimi, nie mogę sie przełamać, tak mi ciężko...
Ale mojej przyjaciółce też nie jest łatwo, bo właśnie u niej zaczęłam ronić, a ona czekała na wyjazd do szpitala aby urodzić. Koszmar.
Ale już kupiłam misia dla małej Antosi...i zapakowałam w piękną torebkę. Do dziś misio czeka na pierwszą wizytę.
Czasem kiedy na niego patrzę to myślę, że ten miś mógłby być misiem mojej kruszynki.
Ale kiedyś kupię wszystkie misie świata!
Wy też. Życzę wytrwałości. I spełnienia marzeń.
Odpowiedz
#9
Myslalam, ze tylko ja tak czuje...
Czlam sie winna, ze nie umiem sie przelamac i zajmowac sie dziecmi
Prawie rok po poronieniu, zajmowalam sie jako niania malym dzieckim...
Kosztowalo mnie to na poczatku \"kilka\" lez, ale za cos musialam zyc...
Potem maly byl dla mnie wszystkim, rozumielismy sie bez slow, ja pokochalam jego, a on mnie, tak ze wszyscy mowili, ze on traktuje mnie jak mame... Gdy sie skonczyla moja praca, tesknilam za nim bardzo...
Ciagle mysle, jakby moje wygladalo... itd itd itd
widze, ze kazda z nas to ma ...

kiedy Bog da mi znow poczuc, ze w swoim ciele nie jestem sama, kiedy pozwoli by moje dziecko sie urodzilo... zacaluje je, zaprzytulam ... tesknie za nim...
Odpowiedz
#10
Mój Aniołek odszedł 20 grudnia 2005.
Cztery tygodnie później bratowa mojego męża przyszła do mnie po radę, bo nie wiedziała jak sobie poradzić z szefową, która chce ją zwolnić, a ona (bratowa) właśnie dowiedział się, że jest w ciąży. Głośno rozmyślała, gdzie znaleźć lekarza, który wpisze jej w zwolnieniu, że to ciąża zagrożona (wymyśliła sobie, że to jej jakoś pomoże...). Potem debatowała, czy właściwie ma iść do lekarza czy nie - bo przecież tak długo brała leki na pobudzenie jajników, że powinna brać teraz coś na podtrzymanie. Miałam ochotę ją udusić - teraz jej unikam jak ognia.
Prawie równocześnie ze mną w ciążę zaszła moja koleżanka ze szkoły podstawowej - dopiero co odnowiłyśmy znajomość... Spotykamy się na herbatkach i atmosfera jest ciężka? Cieszyć się czy nie. Rozmwiać o tym czy nie? Gadamy więc o wszystkim innym, choć wiem, że i ona i ja czujemy się okropnie w tej sytuacji. Koleżanki też unikam. I wiem, że będę unikać jeszcze bardziej, jak urodzi swoje maleństwo (choć staram się o tym nie myśleć, bo to boli).
Nie wiem, kiedy i czy w ogóle to minie. Rozumiem Was doskonale...
Odpowiedz
#11
Tak sobie czytam i widze że każda z nas przechodzi to samo. Ja też miałam taki problem, moja sąsiadka była w trzecim miesiącu ciązy a ja w piątym jak poroniłam. 3 tygodnie póżniej na moich bardzo smutnych imieninach sąsiadka ogłosiła że jest w ciąży, myślałam że wyskocze przez okno, wszyscy jej gratulowali a ja miałam ochote ich wszystkich wywalić z domu! Póżniej sie dowiedziałam że nic mi wcześniej nie mówiła bo nie chciała mnie urazić, (a w moje imieniny to mnie nie uraziła??), wolałabym wiedzieć wcześniej ,a tak to dostałam po głowie. Impreza do bani i przepłakana noc. Następna wiadomość o kuzynce która jest w ciąży po raz pierwszy i mimo 38 lat nic sobie z tego nie robi, nie dba o siebie, a dziecię rodzi się zdrowiutkie!! do Tego koleżanka mama 2 wspaniałych bobasów jak mnie zobaczyła po stracie to dawaj temat że najważniejsze w życiu są tylko dzieci, nie dobry mąż ,nie zdrowie , czy pieniadze tylko dzieci i żebym sie szybko starała o następne bo będzie za późno.
Rok sie zbierałam do następnego podejścia i teraz czekam na swoją kruszynke pełna obaw i w zasadzie już moge patrzeć na dzieci, ale jakoś tak nie moge sie przekonać żeby brac je na ręce czy bawić sie z nimi. Boje sie zapeszyć czy co? A może faktycznie nie każdy nadaje sie na matke, jak to ostatnio usłyszałam od znajomej?? Bo nie byłam zainteresowana usypianiem z nią dziecka i wolałam siedzieć z innymi przy stole i dyskutować, może to nienormalne? Sama nie wiem, ale jakaś blokada jeszcze we mnie jest, może jak urodzę to sie zmieni?
POZDRAWIAM WAS SERDECZNIE!!!
Odpowiedz
#12
ZABKA litości jak ta kobieta mogła powiedzieć Ci coś takiego!!!

(...) może faktycznie nie każdy nadaje się na matkę, jak to ostatnio usłyszałam od znajomej?? Bo nie byłam zainteresowana usypianiem z nią dziecka i wolałam siedzieć z innymi przy stole i dyskutować, może to nienormalne? (..)

chora jakaś czy co, a to jakiś obowiązek jest by wszystkie dzieciaki niańczyć, znam milion kobiet mających dzieci i nie lubiących obcych dzieci, ludzie to potrafią pocieszyć, nie ma co.

Mam nadzieję, ze nie wzięłaś tego do siebie. Wybaczcie jestem stronnicza, ale jednego jestem pewna
MY KOBIETY PO STRACIE JESTEŚMY NAJLEPSZYMI MAMAMI DLA TYCH NASZYCH DZIECI KTÓRYCH JUŻ FIZYCZNIE PRZY NAS NIE MA I DLA TYCH, KTÓRE DOPIERO URODZIMY!!!!

PROTESTUJE PRZECIWKO NISZCZENIU NASZEGO PRAWA DO BÓLU, PROTESTUJE GŁOŚNO PRZECIWKO GŁUPOCIE I BEZMYŚLNOŚCI

ciekawe co by taka wdowa powiedziała, gdyby kazano jej następnego dnia iść na randkę i otoczenie miałoby do niej ciężką pretensję, że nie ma ochoty, szkoda słów....
Odpowiedz
#13
Tylko kobieta, która starciła dziecko, jest w pełni swiadoma swojego macierzyństwa i chyba tylko ona tak na 100% potrafi je docenić...
Nie chcę urazić kobiet, które urodziły i mają zdrowe kochane bobaski...
Ale jest taka mądrość: \" Szlachetne zdrowie, ile Cię trzeba cenić, ten tylko się dowie, kto Cię stracił...\"
Nie rozumiem tego stwierdzenia, ze nie każda kobieta nadaje sie na matkę. Komu to oceniać? I na jakiej podstwie. Każda z nas została uposażona w pochwę, macicę i jajniki tylko w jednym celu - posiadania ddzieci, przedłużania swego gatunku... Matką nikt się nie rodzi... matką się staje, trzeba sie tego uczyć całę życie.
Przepraszam za ten ton, ale jestem biologiem i podchodzę do tego w ten sposób...
Pozdrawiam
P.S. Dziewczyny nie słuchajcie tych \" Mądrości\" swoich sąsiadek, kuzynek, znajomych... Rzucają takimi tekstami choć nie mają pojęcia o czym mówią, dopiero jak dotyka ich tragedia przestaja tak mądralować i dopiero wówczas potrafią pokłonić się i ukorzyć przed cudzym cierpieniem...
Niestety dopiero wówczas...
Odpowiedz
#14
Tylko, jak sobie z tym wszystkim radzić - chyba nie ma złotego środka...

Tylko, że ja chciałabym móc wrócić do moich przyjaciół , znajomych i ich dzieci - zwłasza tych malutkich, bo \"drugi etap\" jest łatwy i łatwo jest widywać starsze dzieci, najgorzej z maluszkami, które mogłyby być moimi...to tak boli !!!

Najgorsze jest to, takie mam wrażenie - może mylne (?), że znajomi myślą, iż do nich mam jakieś pretensje, że jestem jakaś zła, bo nie chcę ich odwiedzać, ale co im powiedzieć - że widok ich dziecka sprawia, że serce mi pęka na 1000 kawałków - przecież obrażą się jeszcze bardziej ... nie chcę się od nich oddalać, ale nie wiem co robić - przecież do niczego się nie zmuszę.
Odpowiedz
#15
może napiszmy naszym znajomy kartki - widokówki z pozdrowieniami i tajemniczym linkiem do Twojego wątku Agato?! Jak zobaczą, że kilka kobiet, nie ty jedna przezywamy rozterki bardzo skomplikowanej i delikatnej natury - może wpiszą się jeszcze inne dziewczyny - zrozumieją. A może wpadną do nas bez dzieci, a może zadzownią i powiedzą przepraszam.

Ostatnio wydrukowałam siostrze kilka rzeczy z tej strony (nie dotyczyło to co prawda tego wątku, ale chodzi mi o sposób uświadamiania naszym drogich kochanych znajomych) i usłyszałam - przepraszam, więc może ta metoda, może nie my powinnyśmy sobie radzić, a otoczenie powinno dostosować się do nas.
Odpowiedz
#16
Strasznie cierpialam, jak spotkalam moja kolezanke, ktora na poczatku studiow usunela dziecko, a teraz znow jest w ciazy i w marcu czy kwietniu rodzi. Chcialam byc mila, na ile umialam, wiec zapytalam jej jak sie czuje, ze napewno sie cieszy i teskni - czekajac kiedy juz bedzie miala dziecko na rekach...
ona powiedziala, ze juz ma dosc tej ciazy, ze wszystko ja denerwuje i ze chce juz to miec za soba ... cala rozmowa toczyla sie o niej i nie mowila nic o dziecku... jakby zero uczuc ...
na koniec powiedziala, ze nie ma jeszcze instynktu macierzynskiego...
nie moglam sobie poradzic caly dzien z jej slowami...
to strasznie boli, kiedy kobieta stracila dziecko i okrutnie cierpi i pragnie je miec, a inna nie dosc, ze zabila to ma drugie i olewa to ... to taka kobieta moze byc matka ???? [ nawiazujac do wypowiedzi, ze nie wszystkie musza byc matkami]
I zgadzam sie w 100% z tym, ze najlepszymi matkami sa te, ktore stracily swoje dzieci !!!
to co mnie jeszcze bardzo boli, to znieczulica...
kiedy juz uda mi sie powiedziec o stracie, to ludzie jakich spotykam traktuja ta wiadomosc jak \" nie jadlam obiadu\" lub \" nie pilam dzis kawy\" cos zupelnie nieznacznego, cos z czym zyje kazdy i to normalne ?!?!?!
Trzeba o tym duzo mowic, potrzebne sa programy w tv, artykuly w prasie, audycje w radio ... no juz sama nie wiem...
Pozdrawiam Was Wszystkie Cieplo
Odpowiedz
#17
Cytat:[autor cytatu=eledhwen]
Tylko, jak sobie z tym wszystkim radzić - chyba nie ma złotego środka...

Tylko, że ja chciałabym móc wrócić do moich przyjaciół , znajomych i ich dzieci - zwłasza tych malutkich, bo \"drugi etap\" jest łatwy i łatwo jest widywać starsze dzieci, najgorzej z maluszkami, które mogłyby być moimi...to tak boli !!!

Najgorsze jest to, takie mam wrażenie - może mylne (?), że znajomi myślą, iż do nich mam jakieś pretensje, że jestem jakaś zła, bo nie chcę ich odwiedzać, ale co im powiedzieć - że widok ich dziecka sprawia, że serce mi pęka na 1000 kawałków - przecież obrażą się jeszcze bardziej ... nie chcę się od nich oddalać, ale nie wiem co robić - przecież do niczego się nie zmuszę.


Witajcie!
Mam nadzieje,ze uda mi sie wyrazic slowami to co chce wam powiedziec i ze nie uraze swoja obecnoscia zadnej z Was.....
Jestem z \"tej drugiej strony\"ale odwiedzam ta strone,poniewaz razem z przyjaciolka bylysmy w ciazy.Moje malenstwo urodzilo sie kilka miesiecy temu,jej niestety zmarlo....Jest to moja przyjaciolka z dziecinstwa i to trudne doswiadczenie oddalilo nas od siebie,co jest zupelnie zrozumiale.Chcialabym Wam wszystkim powiedziec ,ze oczywiscie sa osoby nieczule na Wasze nieszczescie i bol,ale sa tez takie,ktore sa w zalobie razem z Wami.....Eledhwen! jesli sa to Twoi prawdziwi przyjaciele,to z pewnoscia nie mysla w ten sposob!!!Jesli Twoja przyjaciolka urodzila dziecko,to wierz mi ,na pewno rozumie Twoje cierpienie!Jesli jest inaczej to nie jest twoja przyjaciolka!!!Zadna strata!!!Wierze ,ze jest inaczej.Z pewnoscia jest jej trudno zblizyc sie do Ciebie .Wlasnie ze wzgledu na Twoja cierpienie.Woli zachowac dystans,by Cie nie urazic.Ja czekam cierpliwie ,wiem,ze trzeba czasu....Czuje sie niezrecznie i nie wiem jak postepowac w stosunku do mojej przyjaciolki.Czy mam prawo rozmawiac z nia o jej dzieciatku?czy ona tego chce?Dzwonimy do siebie czasem,ale nie rozmawiamy na ten temat.W przyszlym tygodniu mam sie z nia spotkac....Mam nadzieje,ze bede potrafila okazac jej moja przyjazn wlasnie teraz.Mam silna potrzebe zaplakac razem z nia nad jej ogromna strata,mam nadzieje,ze to nas zblizy na nowo i ze pomoze jej przelamac pewien etap.Jedno jest pewne,gdy wyslala mi ten link latwiej zrozumiec mi co czuje i jaka walke musi stoczyc ze swiatem!!!
Zrobcie to samo,powiedzcie swoim przyjaciolom o tej stronie.Ja sie ciesze,ze moja przyjaciolka okazala mi tyle zaufania,ze \"zaprosila\" mnie do swojego cierpienia.Obym potrafila stanac na wysokosci zadania!!!
Odpowiedz
#18
Muszka06

Chciałabym miec taką przyjaciółkę i w jej imieniu dziekuję
Odpowiedz
#19
Cytat:[autor cytatu=aga]
może napiszmy naszym znajomy kartki - widokówki z pozdrowieniami i tajemniczym linkiem do Twojego wątku Agato?! Jak zobaczą, że kilka kobiet, nie ty jedna przezywamy rozterki bardzo skomplikowanej i delikatnej natury - może wpiszą się jeszcze inne dziewczyny - zrozumieją. A może wpadną do nas bez dzieci, a może zadzownią i powiedzą przepraszam.

Ostatnio wydrukowałam siostrze kilka rzeczy z tej strony (nie dotyczyło to co prawda tego wątku, ale chodzi mi o sposób uświadamiania naszym drogich kochanych znajomych) i usłyszałam - przepraszam, więc może ta metoda, może nie my powinnyśmy sobie radzić, a otoczenie powinno dostosować się do nas.

Wlasnie!!!To jest dobry sposob!!!To nie Wy powinnyscie sie czuc niezrecznie tylko ludzie dookola Was!!!!
Odpowiedz
#20
MUSZKO - dziękuję za wszystkie słowa i za to, że nas odwiedziłaś Smile
Może rzeczywiście powinnyśmy częściej mówić o tym co nas boli, ale mnie jest trudno narzucać się komuś ze swoim cierpieniem...
Może powinnam porozmawiać ze swoją przyjaciółką o tym co tak naprawdę czuję dużo wcześniej - ale nawet trudno o tym myśleć, dopiero co mówić. Bałam się, że może to zostać źle odebrane - teraz już wiem, że tak nie jest - bo moja przyjaciółka napisała do mnie list po przeczytaniu tego wątku.
Zbieram się, żeby odpisać - ale jak ułożyć słowa... zbieram się
Odpowiedz
#21
Wink
Odpowiedz
#22
Swoje dzieciątko straciłam 02.11.2005 r. Moja przyjaciółka( Bożena) urodziła 20.10. tego samego roku. Jedynym dzieckiem, które mogę oglądać, brać na ręce, przytulać jest właśnie synek przyjaciółki- Kacper. Do wózków mijanych na ulicy nie zaglądam, na maleńkie dzieci(do pół roku) staram się nie patrzeć. Nie jest łatwo. Pewnego dnia, chyba w połowie grudnia ubiegłego roku, Bożena poprosiła mnie, abym przyjechała do niej. Mieszkamy dosyć blisko siebie. Chciała, aby jej starszy 3-letni synek, mógł się pobawić z moją 5-letnią córeczką. Zgodziłam się pojechać do niej, choć nie było mi łatwo. Dzisiaj z perspektywy czasu, cieszę się, że odważyłam się ją odwiedzić. Już nie czuję ogromnego strachu przed wzięciem jej maleństwa na ręce. Nie dlatego, że mogłabym mu zrobić krzywdę. Pierwszy raz, gdy wzięłam Kacpra na ręce, poczułam silne kłucie w sercu. Jej dzieciaczek żyje, moja córeczka niestety nie...
Tak było za pierwszym razem. Teraz już to uczucie opuściło mnie. Z czego bardzo się cieszę.
Pozdrawiam wszystkie Mamy. Jeszcze przyjdzie czas na rozmowy o dzieciach, przytulanie, głaskanie. Niczego nie można robić na siłę, wbrew sobie.
Mam nadzieję, że pisząc o swoich przeżyciach, nikogo nie uraziłam. Nie miałam takiego zamiaru.
Odpowiedz
#23
Agik

Twój post mi dał nadzieje, że te emocje związane z dziećmi, które pojawią się w mojej rodzinie po moim poronieniu - minął. Zapewne jedynym lekarstwem jest czas. Dziękuję, że to napisałaś. To, że dziś mam w sobie lęk, wierzę, że kiedyś minie. Pozdrawiam
Odpowiedz
#24
zagladam tu codziennie,nie potrafie nie myslec o Was wszystkich....sprawdzam co nowego przyniosl kolejny dzien.
Chyba nie macie mi tego za zle....
Ciesze sie gdy czytam pozytywne rzeczy!!!
Eledhwen!!!
Mam nadzieje ze z Twoja przyjaciolka wszystko jest na dobrej drodze....
Goraco poedrawiam.
Odpowiedz
#25
Ja tez wchodze codziennie, nawet kilka razy na dzien... ostanio wchodzilam z komputera w instytucie biblijnym, gdzie kobieta egzaminowala studentow 1 roku Smile
Jestescie wszystkie mi bardzo bliskie... Modle sie codziennie o dziecko dla kazdej z nas, kloce sie o to z Bogiem...
Modle sie o sile i pokoj w sercu ... a z czasem o radosc...
Jestescie dla mnie bardzo wazne !
Bardzo!

Ps. Agusia, dzis odpisze, bo wczesniej nie mialam jak
Buziaki
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości