Maciuś.
#1
Muszę opisac swoją historię.Czuję,że Wy mnie zrozumiecie najlepiej.
Kiedy tylko na teście pojawiły się II kreski pojechałam do lekarza.Jeszcze było wcześnie,żeby posłuchac serduszka ale od razu poszłam na zwolnienie.Po czterech stratach wolałam dmuchac na zimne.Z zajsciem nie miałam nigdy problemów gorzej z utrzymaniem.Przyczyny brak...Ginekolog-endokrynolog posprawdzał hormony-ok,mąż zbadał nasienie-ok,brałam witaminy,obowiązki domowe spadły na męża,odpoczywała choc nie leżałam plackiem i robiłam zastrzyki w brzuch przeciwzakrzepowe.Dużo mnie kosztowały czasem tak byłam spięta,że igła nie chciała się wbic i myśl,że to dla dobra dziecka nie pomagała.Mijały tygodnie,rosła nadzieja,że teraz się uda.Na ostatnim badaniu gin powiedział,że szyjka długa i dobrze trzyma.Do dziś mam te słowa w pamięci.Mam,bo 2 tygodnie póżniej znalazłam się na izbie przyjęc,bo czułam,że coś nie tak,że coś widac.Był to pęcherz płodowy.Lekarz dyżurny(mój był na urlopie)robił usg i milczał,milczał.A ja spanikowana wydukałam co się dzieje?Odburknoł,że nie do uratowania.Wyliśmy oboje ze strachu,z paniki,bo nic nie rozumieliśmy.Będąc na sali przyszedł ten sam lekarz zreflektował się i wytłumaczył co się dzieje,jak uzmysłowił sobie,że to nasza kolejna strata.Pęcherz płodowy w kanale rodnym,nic nie można zrobic,jest zbyt wcześnie(19 tc) nie mogę leżec kilkunastu tygodni,bo może dojśc do zakarzenia.Bulismyu zrozpaczeni.Na drugi dzień podczas badania odeszły mi wody.Mało tego nasłuchałam się od ordynatora,że powinnam miec założony szew,bo szyjka nie trzyma,czy ja wogóle chodzę do lekarza(mój gni pracuje na jego oddziale co mu powiedziałam),że doprowadzę wkońcu do tragedii...Koszmarny człowiek.A ja czułam się jakbym była babą ze wsi zabitej dechami,która zachodzi w ciąże i nie dba o siebie!A jeszcze zapytał czy szybko ronię,bo może położą mnie w zabiegowym.Naszczęście wylądowałam na sali sama,gdzie mógł byc ze mną mąż.Kroplówka z oksytocyną nic nie dała.Potem druga.Nie wiele się zmieniło ból jak przy @.Wygoniłam męża do domu,by trochę odpoczoł.Pod wieczór zaczęło się.Nie chciałam nic przeciwbólowego.Chciałam byc silna i świadoma,że właśnie rodzę.Bo dla mnie tak było-żadne poronienie.Zagryzałam kołdre z bólu.O godzinie 18.50 urodził się Maciuś.Trochę czekałam na pielęgniarkę,bo akurat przekazywały sobie dyżur,ale była wspaniała taka z powołania.Ochrzciła mi Go z wody.Pokazała.Potem zabieg łyżeczkowania.Ale zanim uspili mnie czułam jak ordynator instrumentalnie \"usunoł\"łozysko tzn. pociągnoł za pępowinę a ja poczułam pustkę,ogromną pustkę.To uczucie jest dla mnie tak samo mocne.Po wybudzeniu pielęgniarka spełniła moja prośbę,bo chciałam Go zobaczyc jeszcze raz.Wspomniałam,że mąż chciałby pewnie też.Kazała po niego zadzwonic. Przyjechał w kwadrans. Było już po obchodzie po 20-tej byliśmy na sali,przyniosła nam Maciusia w tajemnicy przed ordynatorem i zostawiła nas.Dała nam czas tylko dla naszej trójki,mogliśmy się poznac,pożegnac...Był taki malutki i miał takie śliczne paluszki u rączek.....Zrobiła dla nas tak wiele,że gdyby nie ona to nie wiem jak przeszlibyśmy przez to.Ona nawet dała mi opaskę z danymi taką jak zakładają noworotkom!Na drugi dzień zostałam wypisana i usłyszałam,żebym odpoczęła 3 miesiące i przyszła do ordynatora na konsultacje.Nie miałam siły ani się z nim pokłócic ani powiedziec,że nie jestem w tym szpitalu po raz pierwszy i nigdy nie był taki \"pomocny\".Skupiliśmy się na najważniejszym i w jeden dzień załatwiliśmy trumienkę,USC,księdza.Pochówek był w piątek.Od rana nerwy,melisa,czarne stroje,bieganie do łazienki.Sami odebraliśmy Maciusia z prosektorium,wrzuciliśmy mu czapeczkę z napisem pupil,kupiliśmy kwiatki i pojechaliśmy na cmentarz.Jechaliśmy jakby nieobecni.Nie chcieliśmy obecności bliskich.Był tylko grabarz-niósł trumienkę,jego syn niósł krzyż,ksiądz coś śpiewał i my.To była Nasza ostatnia droga....Wszystko trwało kilka minut potem zostaliśmy sami popłakaliśmy, zapaliliśmy znicze....Razem z Maciusiem pochowałam nadzieję.
Byłam na wizycie kontrolnej u swojego gina.Był w szoku ,że tak się stało.Nie odniósł się do braku szwu.Ubolewał nad potraktowaniem przez ordynatora.Nie chce nikogo obwiniac,ale już mu nie ufam.Swojemu organizmowi też już nie.W szpitalu powiedziałam,że już koniec prób.Czułam,że moim powołaniem jest bycie mamą ale nie dane mi to.Za namową męża zwolniłam się z pracy,która żle wpływała na mnie psychicznie.Siedzę w domu,zagłaskuje psa,szukam pomysłu na siebie,na pracę.Myślałam,że w miarę się trzymam,ale nie.Dziś kolejny raz był chrzest.Ukratkiem wycierałam łzę.Myślałam,że zaraz wyjdę z kościoła.Wróciłam do domu i w ryk.Mąż mnie schował w ramionach.Dla niego staram się byc silna ,ale czasem poprostu nie daje rady...................................................
Odpowiedz
#2
Anulaa, bardzo mi przykro z powodu Twoich dzieci :-(
Swiatełko dla Twoich Aniołków [*]
Odpowiedz
#3
Anulaa nie wiem co Ci powiedzieć to straszne przez co przeszłaś - tyle strat!Niech dobry Bóg da Ci szczęście bo zasługujecie na to! Współczuję Wam z całego serca.Uwierz, ale ja chyba nie wytrzymałabym psychicznie.Ja swojego dzieciątka nie widziałam jeszcze bo było za wcześnie, ale ty to przeżyłaś - cały poród! Mam ogromny szacunek do ciebie. Jesteś dzielną kobietą, płacz jak musisz - łzy przynoszą ukojenie. Dobrze,że są tacy ludzie jak ta pielęgniarka bo wykonała bardzo dobry gest. Płaczę cały czas bo nie rozumie dlaczego tak się dzieje, tracimy to co bardzo kochamy. Trzymaj się i powodzenia ... Za aniołki [*]
Odpowiedz
#4
Bardzo Wam dziękuje.
Odpowiedz
#5
Właśnie wróciłam z cmentarza.Zapaliłam Maciusiowi znicz.Tylko,bo nie mogłam z nim porozmawiac,gdyż obok stawiają pomnik.My jeszcze tego nie zrobiliśmy.Upatrzyłam w internecie wzór,ale producent aż na śląsku.Wiem,że dla synka ważna jest pamięc a z drugiej strony nigdy nie kupię mu wózeczka czy zabawki.....
Odpowiedz
#6
Jak ja Cię dokładnie rozumiem... Podziwiam za siłę, że chciałaś go zobaczyć... my byliśmy za słabi na to. Może będę tego żałowała, choć mąż wciąż mi powtarza, że tak lepiej, że powinnam mieć w głowie obraz z usg, gdy jeszcze pokazywał nam stópki... Cieszę się, że trafiliście na taką pielęgniarkę. Dziękować Bogu za takich ludzi... Niestety większość lekarzy jest już wypruta z emocji... My pochowaliśmy syna w grobie mojej prababci, na razie jest tylko tabliczka w ziemi. Nie mam siły jeszcze myśleć o nagrobku. Od pogrzebu tzn, od przedwczoraj nie byłam na cmentarzu... Boję się znów to przeczytać. Wiem, że część rodziny już była i pewnie jest dużo zniczy... Jestem też przekonana, że właśnie taki skromny pogrzeb był dla nas najlepszy... Przy większej ilości ludzi wpadłybyśmy w większą rozpacz. Szukasz pomysłu na siebie, ja też... Nie chcę wracać do pracy. Mój szef jest totalnym ignorantem, do tej pory nie dostałam całej wypłaty za luty... Na razie jestem na macierzyńskim - jak to okropnie brzmi w tej sytuacji - a potem będę kombinować, szukać.
To straszne co przeżyłaś, nie wiem jak bym sobie poradziła na Twoim miejscu... Musimy być jednak silne - dla bliskich. Dla mężów, rodziców, rodzeństwo... dla tych, którzy nie mogliby żyć bez nas... Czasem się nie uda, czasem popadniemy znów w ciemność, ale potem znów się podniesiemy. Światełko dla Twoich maleństw (*)
Odpowiedz
#7
Anulaa bardzo mi przykro z twojego powodu .Ja nie mogę czytać takich histori bo zaraz jest potok łez i wszystko wraca....Cieszy mnie że są na tym świecie pielęgniarki które rozumieją .......Ja też szukam wzoru i chyba znalazłam bo też chciałabym chociaż tyle dać mojemu dziecku jako matka........Nigdy nie myślałam że będę szukała nagrobków dla syna to jest przytłaczające i smutne......przytulam cię mocno i światełko dla Maciusia który zasilił grono aniołków [*]
Odpowiedz
#8
Aneto Basiu dla Waszych maleństw (*).
Jak dobrze,że zalogowałam się tutaj.Moje wpisy traktuje jak terapię.Może jestem w błędzie.A może ja przydam się radą dla innych.....
Odpowiedz
#9
Anulaa- [*] dla Twoich Aniołków. Kochana nie jestem w stanie sobie wyobrazić jaki ból przechodzisz po stracie kilku dzieci. Ja straciłam dwa smoczątka. Wierzę w Ciebie, że poukładasz swoje życie, znajdziesz drogę i w pracy i życiu osobistym i będziesz miała swojego Aniołka tu na ziemi. Tego Ci życzę z całego serca.
Odpowiedz
#10
Anulaa bardzo mi przykro z powodu strat tylu Aniołków [*] Każdy mi mów,że zabierając mi mojego Maciusia Bóg tak chciał i wiedział co robi..muszę w to wierzyć..chociaż czasem przychodząc chwile wątpienia czy to nie moja wina..mojego ciała ..Wiem,że to tylko słowa ale musisz być silna i wierzyć mocno ,że Bog obdarzy Was jeszcze Dzieciątkiem..Uważam,że ten portal w jakimś stopniu jest dla Nas terapią..wiem,że nie jestem w swojej tragedii sama..Anulaa życzę Tobie abyś przetrwała te najgorsze chwile w swoim życiu
UFAJ BOGU !!! choc ciezko ci pewnie teraz to zrozumiec to uwierz,ze ON naprawde wie co robi. Trzymaj sie cieplo
Odpowiedz
#11
Anulaa - bardzo Ci współczuję Sad
pisałaś, że przyczyną straty była niewydolność szyjki. Czy tylko? Straciłaś wiele dzieci, może to jest powód czegoś istotniejszego? Wiem, że są dwie szkoły - jedna głosi - szew, pessar chronią, inna - nic nie dadzą, jeśli szyjka ma puścić - puści i nic jej nie zatrzyma. Niektóre dziewczyny decydują się na taśmę zakładaną jeszcze przed zajściem w ciążę, na boćku jest wątek na ten temat.
Dużo, dużo sił. Nawet nie umiem sobie wyobrazić, co czujesz Sad

Misepi - twierdzenie o tym, że \"Bóg tak chciał i wie co robi\" należy do nietrafionych i na tym forum unika się takowych. Wiem, że Twoje intencje są dobre, ale pisanie o kolejnym dzieciątku, którym Bóg obdarzy i że On wie, co robi, na tym etapie (i nie tylko) budzą co najmniej..., złość?
Odpowiedz
#12
Wiesz..ja tak nie uważam..Moja Rodzina cały czas mi tak powtarza,że Bóg tak chciał i On wie co robi..Na początku obwiniałam swoje ciało teraz muszę wierzyć w cud a ojcem cudów jest nie kto iny jak Bóg..Mój lekarz po zabiegu powiedział takie same słowa..,że Dzidziuś mógł urodzić się z jakomś wadą genetyczną i dodał słowa \"nietrafione\"więc w co wierzyć w chwili rozpaczy i bólu?tylko wiara w lepsze jutro trzyma mnie przy życiu..
Odpowiedz
#13
Misepi - Smile wiem, że TY uważasz inaczej i wiem, że wierzysz. Co innego pozostało? Wiara, ale... czy na pewno w TAKIEGO Boga, który daje i zabiera? On wie, co robi, ale czy śmierć to Jego dzieło? a gdzieś na stronce są nietrafione pocieszenia, warto poczytać. Smile
znalazłam: https://www.poronienie.pl/warto-wiedziec...cieszenia/
Odpowiedz
#14
Bardzo Ci współczuję Anula i przytulam do serca
Odpowiedz
#15
Dziewczyny kochane jesteście.
Dyskusja czy ufac,że Bóg tak chciał czy nie to każdej z nas indywidualna sprawa.Uszanujmy zdanie drugiej osoby choc się może nie zgadzamy.Ja miałam etap pretensji do Boga.Teraz próbuje rozpoznac Jego wolę.Co do taśmy to wspomniał o niej ordynator.Ale nie pójdę do niego nie po tym jak mnie potraktował.Może trafię jakoś na kogoś innego,kto da mi nadzieję.Na chwile obecną przeważa w moim sercu strach.
Odpowiedz
#16
Anulaa, to zrozumiałe, tyle przeszłaś Sad daj sobie czas, na żałobę, na smutek, na rozpacz, na pretensje. I bądź dla siebie dobra.
Odpowiedz
#17
Anulaa, a miałaś badania w kierunku zespołu antyfosfolipidowego?
Dla Maciusia (*) i jego rodzeństwa (*) (*) (*) (*)
Odpowiedz
#18
Małgosiu tak miałam to badanie i jest ok.Myślałam nad kardiotypem,bo na 5 ciąż trzech synów a na to muszę odłożyc ok.1000,bo na nfz do poradni genetycznej kolejki.Póki co to nie mam ani kasy ani siły.
Odpowiedz
#19
Byliśmy dziś u Macka.Mijaliśmy szkołę.Robią nowy podjazd i ogrodzenie.Mówię,że to dobrze bo teraz prędzej zamykają małe,wioskowe szkoły niż inwestują w nie.Ale w sumie nam to nie potrzebne.Mąż na to,że jeszcze będzie.Staliśmy nad mogiłką i łzy ciekły ciurkiem,bo on chce jeszcze spróbowac a ja mam pustkę po synku,lęk i przekonanie,że tym razem też to nowe życie rozkwitnie tylko na chwilkę.....
Odpowiedz
#20
Zadawałam sobie różne pytania dlaczego ja, po co to się dzieję,jaki w tym sens itp.Ale mogę zapytac a właściwie dlaczego to nie miałoby spotkac mnie?Dlaczego moje małżeństwo miałoby nie doświadczyc straty dziecka?Każdy ma swój krzyż do niesienia.Może to jest właśnie mój?
Odpowiedz
#21
Pytanie \"dlaczego my, dlaczego nasze dziecko\" wyrywa się samo z serca... ale niestety za chwilę pojawia się drugie - a dlaczego miałoby spotkać kogoś innego? ...nikomu tego nie życzę...
Anulaa - przepraszam jeśli to zbyt osobiste pytanie, ale czytając Twój poprzedni post i informacje w Twojej stopce pojawiło się: nie rozważaliście innej drogi do macierzyństwa? adopcji?
Odpowiedz
#22
Megi mój mąż póki co jest na nie.Ja chciałam.Czytałam na ten temat różne informacje typu jakie formalności,szkolenia,jak inni przechodzili tę drogę itp.Ostatnio oglądałam reportaż ,w którym kobieta mówiła żle o ośrodkach adopcyjnych,że to długo trwa,że mają duże wymagania od kandydatów(w tym materialne)i jakoś mnie to zniechęciło.My z mężem mamy dom,ale czeka nas jeszcze dużo pracy,żeby było w nim ok.Ja teraz nie pracuje.Pozatym nie mogę zmuszac go,bo musimy byc oboje pewni słuszności decyzji inaczej nie zakwalifikujemy się.Noi dochodzą wątpliwosci co wychowania.Ze swoim dzieckiem jest trudno a może do nas trafiłoby z takim bagażem doświadczeń,z którym nie poradzilibyśmy sobie......Może skoro nie mogę byc mamą to Bóg ma dla mnie inne powołanie.Na dzień dzisiejszy mętlik w głowie.
Odpowiedz
#23
Dziś zdałam sobie sprawę,że idę do synka i słów mi brakuje.Opowiadam owszem co będę robiła i jak się czuję,ale krótko.Krócej niż kilka tygodni wstecz.Bo myślę sobie,że przecież On wszystko wie.Pewnie ze swoim rodzeństwem siedzą sobie na chmurce i patrzą na nas Wink
Odpowiedz
#24
Anula -a może spotkacie się z kimś kto wybrał tę formę macierzyństwa? może macie kogoś wśród znajomych? bo jak sobie facet z facetem pogada... - u nas to dużo pomogło... Co do OAO to trudno mi powiedzieć - to pewnie zależy od danej placówki - u nas wiem, że nie robią problemów... Mój m też się obawiał czy finansowo nie będziemy na straconej pozycji (obydwoje jesteśmy nauczycielami - wiadomo jakie pensje) - ale to w ogóle nie problem - tym bardziej jeśli macie domek (my tylko mieszkanie). Może wejdź na stronę \'nasz bocian\' - tam są info odnoście poszczególnych OAO - możesz też zadać pytania i \"miejscowi\" będą mogli się wypowiedzieć.... Co do wątpliwości i Twoich i m - to tam też sporo wątków - warto poczytać... również w temacie \'swoje\' - \'obce\'... No i jeśli o to chodzi - polecam \"Dziecko z chmur\", właśnie kończę czytać... polecam gorąco - nie tylko pod kątem ado (fajnie ujęty wątek \'swoje\'-\'obce\') ale również dla nas - mam których droga do macierzyństwa jest tak trudna - warte przeczytania...
W jednym masz bez wątpienia rację - musicie obydwoje być na \'tak\'...

Piszesz, że zastanawiasz się jakie plan ma dla Ciebie Pan Bóg - a może właśnie takie zadanie Tobie/Wam przygotował... może właśnie dzieciątko z chmur?
Odpowiedz
#25
Miałam ochotę przeczytac tę pozycję ale jakoś tak zajęłam się innymi sprawami.Narazie nie ruszam tematu adopcji.Czas pokarze czy ten temat zaistnieje w moim małżeństwie a wtedy zacznę działac.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości