minęły trzy miesiące
On Ciebie też potrzebuje! Tu na ziemi...
Odpowiedz
Zaplątałam się, pogubiłam. Życie mnie chwilowo przerasta. W takich chwilach właśnie tęsknię za tamtą żałobą. Za nieutulonym bólem.
To było takie prawdziwe. Wiedziałam, kim jestem, co będę - co chcę, robić jutro, byłam mocno przy sobie, nie będąc egocentryczną.
Teraz nic nie wiem.
Z jednej strony - może to i jakiś dar, wiedzieć, że potrafię być taka prawdziwa, jak wtedy? Z drugiej, jak zwykle - Wasza śmierć jest wszystkim, tylko nie darem.
Kocham nieustająco <3
Odpowiedz
Tak ciężko normalnie żyć.. Bo nic już nie jest normalne..
Odpowiedz
Ja już nie potrawie być taka jak kiedyś.... Drażni mnie ludzka naiwność, jak słyszę że wszystko będzie dobrze. U mnie póki co nie jest....
Odpowiedz
Urodziłam syna. Żywego i żyje nadal.
Nie umiem pogodzić tych synów, tych śmierci i tego życia. Myślałam: muszę się teraz zająć żywymi, umarłymi się zajmę po śmierci. Ale okazało się, że nie potrafię. Boli mnie ta śmierć nadal, nadal płaczę, nadal tęsknię i wyobrażam sobie.
Boję się, że Żywy będzie żył w cieniu Nieobecnych. Boję się, że nie uda mi się moich dzieci połączyć. W sobie chociażby. Jakoś mi tak wychodzi, że one są w kontrze ze sobą. Albo w kontrze, jeśli chodzi o moją uwagę raczej?

Dziewczyny, jak to godzicie, jak żyjecie dalej?
Odpowiedz
Tak sobie myślę, że w tym wypadku szansa dodatkowa na pogodzenie światów kryje się po pierwsze w tym, że urodzenie Żywego nie... hm... "nie kolidowało"... terminami z Nieobecnymi i można je mieć wszystkie "nie dokonując wyboru" uczuciowego między nimi, a po drugie w tym, że Nieobecne "też rosną" i to bywa naturalne, że z czasem wymagają mniej uwagi.
Grzeczne są i samodzielniejsze, i "mama nie rób mi obciachu przed kumplami". Wyobraźnia ma i swoje dobre strony, nie tylko złe.
Wiesz, wszystkie żywe też bywają "nie do pogodzenia". Jednakowe chciałaś? No, wiem... wisielczo... i nie tak do końca to jest, ale to nigdy nie jest z założenia kwestia "jednakowej" uwagi i które kosztem którego.
A reszta... reszta jest wpisana na zawsze. Ale - jak wiele - pewnie zmieni barwę z czasem, może na łagodniejszą.
I czy to musi być cień? Czemu nie światło?
Odpowiedz
Ł. skończyła półtora roku, M. miałby skończone 3, T. - prawie 4,5. Czasami trzymając ją w ramionach myślę o nich,  stojąc nad ich grobem patrzę jej w oczy i czuje jej zapach..... Chyba nie byliby zazdrośni.... Nie pogodzę się nigdy z tym ze ich nie ma ale już do tego przywykłam. 
Czekam na spotkanie ale cierpliwie. Chce czekać jak najdłużej.
Odpowiedz
Cień, bo możliwa jest narracja ideału, z którym się nie da nawet rywalizować.

Chyba muszę być dorosła i uznać, że jest możliwe koegzystowanie żalu straty i radości z żywych. Tylko znowu ta rodzina rozdarta w poprzek.

Smutne.
Odpowiedz
Zazdroszcze Wam.Tak.Zazdroszcze.Tego rozdwojenia jaźni.Tego rozbicia między żywymi i zmarłymi.Tego rozdarcia Wam zazdroszcze miedzy tu i tam.Tego że możecie szukać Tamtych w oczach Tych.Że możecie czekać na spotkanie z Obecnymi w Waszych ramionach.
I wiem że zostanę za to potępiona,skarcona i upomniana....ale uwierzcie może być tragiczniej....pustka.
Odpowiedz
Nie jestes sama z tym uczuciem. Tez tak mam, moze kiedys jeszcze przejde na ta rozdarta strone. Ale nie dzis, ani jutro. Dzis zazdroszcze razem z toba.
Pal licho innych, wazne zebysmy same siebie nie potepialy za ta emocje.
Odpowiedz
Nie będę rzucać kamieniem. Zazdroszczę tym, co mają na pstryknięcie lub od niechcenia, więcej czy szybciej, bez historii strat. Patrząc na moją sytuację, może się to wydawać mocno nie na miejscu, ale tak mam.
Czytam, że to moja własna złość szuka sobie celu na zewnątrz i że niczego mi nie ubywa od tego, że inni mają coś, czego ja nie mam. O ile to drugie nie pomaga, to pierwsze wytłumaczenie może odrobinę, takie uświadomienie sobie, że na zazdrość składają się tak naprawdę moja złość i żal, tylko przekierowane na zewnątrz. Może dlatego, że nigdy nie miałam okazji się wyzłościć...

Larwo, żałoba nie kasuje się automatycznie z chwilą urodzenia żywego, a wręcz „odżywa”, bo oto mamy przed sobą codzienne przypomnienie o tym, czego nie mogłyśmy doświadczyć. I to żywe nie jest tym zmarłym. Ideałem też nie, tylko żywym człowiekiem, niedojrzałym jeszcze, z wielkimi potrzebami, własnym temperamentem.
Nie wiem, czy w Tobie jest taka złość, jakby chęć samoukarania się, bo „nie dostałam tak, jak chciałam, więc teraz już wcale nie chcę”? Albo „chcę tamto, a nie jakieś inne, nowe”. Moja złość szukała sobie celu, nie pomagało mi to po porodzie.

Daj sobie czas, złość się, smuć. On jest - jego nie ma. I Ty to widzisz, na co dzień. Niech się wypali, co jest do wypalenia.
Dużo dłużej znasz Jurka. Masz z nim relację, ta nowa dopiero się buduje, na razie w cieniu "ideału", ale tak nie musi być zawsze i podejrzewam, że nie będzie. Na razie bądź wyrozumiała dla siebie. Nie musisz dzieci godzić ani łączyć, ani dawać takiej samej uwagi. Ja wiem, wszystkie inne matki kochają od pierwszego wejrzenia „na zabój”, „bezwarunkowo”, wszystkie dzieci „tak samo” i to przytłacza. Ja takiej doskonałej miłości nie mam. Kocham jak umiem, każde żywe czy zmarłe inaczej, bo są inne i inne mam z nimi relacje, nie w każdej chwili „uczuciem”, czasem siłą woli, decyzją. Doskonałość zostawię innym.

Annino, Franiu, kiedyś czytając takie słowa jak wyżej, marzyłabym, żeby w ogóle mieć takie problemy. A przy słuchaniu jakichkolwiek narzekań na ziemskie 'cudy' miałam ochotę kimś takim potrząsnąć i zapytać, czy zdaje sobie sprawę z tego, co ma. Jest mi bardzo przykro, że cierpicie. Nie zapomniałam, jak to jest. Mam ogromne poczucie wdzięczności, świadomość daru i cudu, ale mimo tego czasem powiem, że ten trud jest ponad moje siły, bo tak bywa, chociaż zarzekałam się, że wszystko zniosę bez słowa skargi i z uśmiechem na ustach.
Larwa nadal jest też matką w żałobie. Ma „lepiej”, ale tęskni i prawdopodobnie ma wyrzuty sumienia, że nie jest tak, jakby chciała, tym bardziej, że zna wartość tego daru.
Odpowiedz
Ale ja rozumiem każdą z Was.Zazdroszczę TYLKO tego rozdwojenia.Nie jestem zła na nikogo na żadną z Was bo widze i czuje że to jest bardzo trudne.
Chciałabym tylko mieć tą drugą połowe w takim samym cierpieniu.
Odpowiedz
Nie wiem, czy dobrze się wyraziłam. Miałam na myśli to, że nasza złość na to, że dotknęła nas strata, bezsilność i żal, że nasze pragnienie posiadania dziecka nie może się spełnić, mogą przybierać formę zazdrości. Warto przyjrzeć się swojej zazdrości, skierować uwagę do wewnątrz i zastanowić, czy ta zazdrość to nie jest objaw ukrytej wewnątrz złości na doświadczenie poronienia i bezsilności wobec niespełnienia, braku.
Odpowiedz
Ta zazdrość jest wszystkim tym co napisałaś.I nie ma tu żadnego podwójnego dna.
Wiem czym jest strata dziecka ale brakuje mi tej drugiej części której nigdy nie doświadcze.
Chciałabym tylko przechodzić tragedie moich strat z żywym dzieckiem przy mnie.Nie neguje cierpienia matki po poronieniu z żywo urodzonymi dziećmi ale jak czytam o waszym cierpieniu to bije głową w mur z bezsilności.Mojej bezsilności i żalu .Nie potrafie tego wytłumaczyć.
Odpowiedz
Annina, jakoś z rok temu, gdy myślałam o przyszłych i ewentualnych dzieciach, godząc się z tym, że nie będę ich mieć, zaczynałam powoli ich nie chcieć. Po co tak naprawdę się "robi" dzieci?
Jakby tak przejść ponad oczywistym, dla mnie niewystarczającym, porządkiem rzeczy, że jak to bez dzieci, że coś do kochania, że mama chce zostać babcią, że sens życia, co zostaje?
Miłość można dawać inaczej, upatrywanie sensu życia w człowieku, jednostce, to zbyt duży dla tej jednostki ciężar. Co zostaje? Nie chcę być gorsza od innych kobiet? Wyłączona ze wspólnoty dzieciatych? Nie chcę się w nieskończoność tłumaczyć z bycia inną, nie chcę być sztandarowym przykładem nieszczęścia?
Nie istnieje jeden przepis, jeden odlew, szczęśliwego życia.
Dlaczego mam mieć dziecko? Dlaczego "trzeba"?
Przemyślenia mi storpedował mąż, który poprosił o jeszcze jedną próbę, ostatnią. Podjęłam ją z miłości, mimo iż zdecydowałam już o nieposiadaniu potomstwa. I ten ostatni raz się udał. A mi tylko została w sercu i głowie potężna prawda - mój syn, nawet żywy, zwłaszcza żywy, to nie może być wszystko, on mi nie wystarczy. Nie może zostać moim sensem, a już na pewno nie nagrodą. Nie dopełnieniem, nie moim szczęściem, nie świadectwem o mojej kobiecości, nie happy endem.
Nie mogę też od noworodka, czy od relacji z nim, oczekiwać, że będzie lekarstwem na moją wrodzoną samotność.
On jest tylko sobą i aż sobą. Osobnym sobą, wpisanym, z czasem, jak się spodziewam, coraz słabiej i lżej w "My".

Piszesz mi o zazdrości, żalu. Rozumiem oczywiście, przyjmuję Cię w całości. W zamian - pozwolisz pokażę Ci siebie w całości, z kawałkami, które pewnie będą dla Ciebie trudniejsze.

Wam, moi Wielcy Nieobecni - wysyłam miłość. Do Was również dziś należę.
Odpowiedz
Larwa jesteś jedną z najmądrzejszych osób, które znam
Odpowiedz
Hej, znalazłam pozytyw.
Rany boskie, 5 lat minęło i w końcu znalazłam coś pozytywnego, co wynika że śmierci J.
Jego śmierć mnie - długo szukałam tego słowa i nadal nie wiem, czy to jest to właśnie - ogołociła.
Mniej mam fałszywych przekonań na swój temat, na temat swiata, natury rzeczy i też mojego małżeństwa. Prościej myślę. Klarowniej.
To jest dar.
Mieć to wspomnienie, echo końca świata w sobie i nadal patrzeć światu w twarz, przyjmując go i akceptując.
Za ten dar dziękuję, choć nadal wdzięczność ta jest podbita goryczą.

Tęsknię znów za Wami.
Odpowiedz
Minęło 6 lat dziś.
Kocham Cię, chłopczyku. Stałeś się moim sensem i ostateczną wartością. Perspektywa, którą mi nadałeś boli i zmienia wszystko.
Chciałabym, żebyś był. Jesteś?
Odpowiedz
Wierzę, że jest.
Odpowiedz
(*) Jurkowi
Odpowiedz
https://m.youtube.com/watch?v=Z2LsuTMXQzo
"And I hope somewhere you hear me still"...
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości