minęły trzy miesiące
Larwo...
Dla Twojej Córki [*]
Odpowiedz
Tez chce na to pole....
Dla Janeczki [*]
Odpowiedz
siedzę i płaczę...
Przytulam z całego serca -Ciebie Marto, Jankę , Jurka i Twojego M.
Przykro mi, i nie rozumiem tego.
Odpowiedz
Larwo tak bardzo mi przykro...
Dla Twojej Coreczki (*)
Odpowiedz
Larwa tak mi przykro, jak sie trzymacie?
Odpowiedz
Esti, dzięki. Nie jest źle.
Z Jurkiem skończył mi się świat, trwało ponad rok, zanim poskładałam swoje życie do kupy. Teraz mam wrażenie, że historia zatoczyła koło, i zaczynam od nowa. W jakiś absurdalny sposób czuję, że odzyskałam moje życie, odzyskałam siebie, taką jaką byłam przed śmiercią Jurka, a nawet sprzed wyczerpujących i rozczarowujących starań o niego. Znów czuję, że nie dam się złamać mojemu życiu, że cokolwiek ze sobą przyniesie, urządzę to tak, żeby pod koniec powiedzieć sobie, że jestem z siebie zadowolona.
Czyli chyba nawet jest dobrze. Ta siła, mam wrażenie, to taki dar od Janki dla mnie. Zmieniła mnie. Choć Bóg wie, że oddałabym to wszystko i więcej, by mieć ją z powrotem.

Nie mam tylko pomysłu, jak się z Bogiem poukładać, ale o tym już gadałyśmy.
Odpowiedz
Kochana ja po ostatniej stracie, nawet nie umiem znaleźć słowa, jakie są moje relacje z Bogiem, modliłam się gorąco, nie wiem czy czytałaś moją historię z modlitwą nie do odparcia...

Nie wiem co napisać, ale wiedz, że myślę Kochana o Tobie...
Odpowiedz
Martyna, czytałam. Ta historia rozdarła mi serce, wyobrażam sobie, jak musisz się czuć zawiedziona.
Odpowiedz
Ciężko mi uwierzyć, wierzyć...
Odpowiedz
Życie zatoczyło krąg.
I nie wiem tylko, czy mi się uda wyrwać z tego kręgu.

Nie chcę być z ludźmi, irytują mnie. Irytuje mnie, jak oni opowiadają, co mają do powiedzenia o mnie. Obca narracja jest dla mnie nie do przyjęcia. I jednocześnie boję się samotności i niezrozumienia.

To tak jak w liceum: widzę, że myślę w inny sposób niż ludzie dookoła mnie. I z jednej strony - daje mi to poczucie wyjątkowości, chroni mnie, pozwala rozumieć niezrozumiałe, a z drugiej - zagraża mojej usilnej potrzebie przynależności i zrozumienia.  
Taki mój własny, odwieczny mechanizm, do którego obecnie dopisują się straty moich dzieci. Te właśnie straty sprawiają, że z chwili na chwilę robię się coraz mniej zrozumiała dla zwykłych obywateli, moje przeżycia stają się obce, a spojrzenie na rzeczywistość - rozbieżne. Nie chcę być jeszcze bardziej inna, ledwo co nauczałam się sobie radzić z moją wrodzoną innością, a już muszę się na nowo uczyć radzić z nabytą. A jak tak lubię żyć w stadzie. 

I ta paskudna, zawsze obecna tęsknota.
Unikam małych dzieci. Boję się na nie patrzeć, wziąć na ręce i się o nie troszczyć.
Boję się, że odkręci mi się kurek i wyleję na nie całą moją, niepotrzebną już nikomu, miłość. Że zwariuję, ucieszę się, że znalazłam swoje zguby i zacznę im opowiadać jak bardzo za nimi tęskniłam.
Mam to szaleństwo tak blisko, tak płytko pod skórą.
A gdy już muszę wziąć na ręce i patrzeć na niemowlę, powtarzam sobie w myślach jak mantrę: "to nie jest moje dziecko, to nie jest moje dziecko, toNIEjestmojedziecko".
Jestem świrem. 
Odpowiedz
Larwo kochana tak wiem co czujesz, co przeżywasz... ja po 2 stracie przestałam wierzyć znajomym rodzinie, że zrozumieją co przeżywam, a po stracie 3 dziecka odciełam się od znajomych, rodziny... stałam się samotnią... bo za bardzo mnie zranili...
Stałam się silna a jednocześnie tak słaba...

Nie jesteś świrem, ale jesteś matką, która straciła swoje dzieci, i masz prawo czuć to co czujesz...

Wiesz, ja w każdym spotkanym dziecku widzę swoje dzieci, i za każdym razem tęsknię bardziej, jeszcze mocniej...

Kochana przytulam Cię bardzo mocno...
Odpowiedz
Larwa ja mam tak samo:'( staram się unikać niemowląt aby się nie rozplynac z żalu i bólu. Śpię nadal ze śpioszkami które miały być dla mojego Synka,tule je glaskam mowie do nich wącham i kolysze wszystko byłoby dobrze tylko dziecka brak.
Odpowiedz
(Wed, 26 Sierpnia 2015, 23:57:01)Larwa napisał(a): I jednocześnie boję się samotności i niezrozumienia.
(Wed, 26 Sierpnia 2015, 23:57:01)Larwa napisał(a): widzę, że myślę w inny sposób niż ludzie dookoła mnie. I z jednej strony - daje mi to poczucie wyjątkowości, chroni mnie, pozwala rozumieć niezrozumiałe, a z drugiej - zagraża mojej usilnej potrzebie przynależności i zrozumienia.
(Wed, 26 Sierpnia 2015, 23:57:01)Larwa napisał(a): Nie chcę być jeszcze bardziej inna, ledwo co nauczałam się sobie radzić z moją wrodzoną innością, a już muszę się na nowo uczyć radzić z nabytą. A jak tak lubię żyć w stadzie.

Czemu wiążesz wyjątkowość-odmienność jako sprzeczną z przynależnością? Myślę, że warto dostrzegać w tym także uzupełnianie stada - we własnych oczach, ale i oczach stada. Często nie dopuszczamy do świadomości przekonania, że stado nie zawsze potrzebuje kolejnego sklonowanego osobnika. Oczywiście, tworzą je jednostki w pewnym stopniu zunifikowane, ale nigdy nie egzystują w nim tylko takie. Nawet skrajnie symboliczne pszczoły czy mrówki mają swoje typy i królową. Nie mówiąc o baranie w stadzie owiec, najlepiej czarnym baranie, bo przystojny bywa... Przynależność nie jest prostą wypadkową dużego podobieństwa, tylko roli, jaką naprawdę odgrywasz w całości.
Czemu bywa i tak, że podobne się odpycha, choć do siebie pasuje, a różne przyciąga, choć jest przeciwstawne. Tak działają nie tylko bieguny.
Pasuje - co to znaczy? Jest takie samo czy uzupełnia? Identyczne, odmienne tylko odcieniem czy jak puzzle odwrotnie wycięte? A może to wszystkie znaczenia się przenikają...
Pamiętaj, że oprócz znanej psychologicznej zasady "lubimy podobne", działa także zasada poszukiwania "drugiej połowy", potrzeba uzupełniania luk i własnych braków. Ty także jesteś elementem uzupełniającym innych. Identyczna byłabyś... mało przydatna?
Podobieństwa wnoszą chyba także mniej synergii w stadzie. Według mnie efekt synergiczny pojawia się wyraźniej przy elementach odmiennych.
A na koniec różnica między pasować, dopasować a wpasować... w różnych zwrotach i wyrażeniach.

(Wed, 26 Sierpnia 2015, 23:57:01)Larwa napisał(a): Unikam małych dzieci. Boję się na nie patrzeć, wziąć na ręce i się o nie troszczyć. 
Boję się, że odkręci mi się kurek i wyleję na nie całą moją, niepotrzebną już nikomu, miłość. Że zwariuję, ucieszę się, że znalazłam swoje zguby i zacznę im opowiadać jak bardzo za nimi tęskniłam. 
Mam to szaleństwo tak blisko, tak płytko pod skórą. 
A gdy już muszę wziąć na ręce i patrzeć na niemowlę, powtarzam sobie w myślach jak mantrę: "to nie jest moje dziecko, to nie jest moje dziecko, toNIEjestmojedziecko".
Jestem świrem.

Boisz się kochać cudze dzieci czy boisz się pokochać cudze dziecko? To nie to samo pytanie, jeśli rozumiesz, bo nie wiem, czy oddałam inny sens. Albo ześwirować do reszty i porwać?
Odpowiedz
Amelia, nie zgadzam się z Tobą.
Wydaje mi się, że więzi w stadzie (mówię o stadzie, które jest nim, bo chce nim być, nie funkcyjnym) stają się możliwe, gdy ludzie mają wspólną płaszczyznę porozumienia, choćby najbardziej podstawową.
Do tej pory miałam inne spojrzenie na rzeczywistość, ale przynajmniej rzeczywistość mieliśmy wspólną. A teraz nasze rzeczywistości są rozbieżne. Czyli nawet empatia okazywana ze strony stada, nie zdaje się na nic, bo ludzie nie umieją stanąć w moich butach. Za dziwne to buty, które biegną w poprzek i dodatkowo stoją w obcym miejscu. Zaczyna nam brakować punktów wspólnych.
A tak naprawdę, głównie chodzi mi o to, że czuję się samotna.
I nie umiem poprosić o lekarstwo, bo sama nie wiem, jakiego lekarstwa potrzebuję.

Boję się do reszty ześwirować i porwać cudze dziecko. Zwłaszcza, gdy matka tegoż zwierza mi się, jak bardzo ma dosyć macierzyństwa. Uch, ludzie się często nie zastanawiają, do kogo mówią.
Odpowiedz
(Fri, 28 Sierpnia 2015, 23:07:38)Larwa napisał(a): głównie chodzi mi o to, że czuję się samotna
Pamiętaj o mnie w razie czego.

Tez znam takie matki, co tylko narzekają i tusze dostrzec w nich miłość do dzieci. I też mam ochotę im te dzieci zabrać.. Dla dobra wszystkich by to przecież było..
Odpowiedz
Kochana w samotnosci jestem blisko Ciebie .
Odpowiedz
"To ciągłe powtarzanie mea culpa, nieustanne branie winy na siebie ma z pewnością na celu dowartościowanie się, zwrócenie uwagi na siebie, zawiera element próżności i pychy. Wina niesie w sobie przeraźliwą moc. Upraszcza wiele rzeczy, nie tylko obserwatorom i ofiarom, ale przede wszystkim winowajcom. Narzuca ład i porządek. Daje jasną i zrozumiałą lekcję, z której wszyscy inni mogą skorzystać: gdyby tylko tego nie zrobiła... - i w następstwie uzyskać możliwość uniknięcia podobnej tragedii w przyszłości. W poczuciu całkowitej odpowiedzialności można znaleźć delikatny, kruchy spokój."

Znalazłam (tymczasową?) odtrutkę na moje poczucie winy, w tym fragmencie książki. Pytanie tylko, czy lekarstwo nie będzie gorsze od choroby.
Odpowiedz
To jest wielce niesprawiedliwe ze musimy się borykać z tymi wszystkimi trudnymi emocjami. Myślami jestem blisko Ciebie.
Odpowiedz
Dwa lata.
Tamte chwile są takie prawdziwe, jakby wczoraj, a jednocześnie odległe, jak droga, którą już przeszłam. A dziś tęsknię. Do tego, czego nie będzie.
Kochane moje maluszki, czekam na spotkanie z Wami, bez tchu.
Odpowiedz
Po dziś dzień rozbraja mnie do lez opis tamtego dnia, anioły i to przywitanie-pozegnanie. Jurku, wolałabym Ci składać zyczenia z okazji szczesliwych drugich urodzin. Pozostały jedynie Twoje narodziny...hmmm "nietakie", "niedokończone"?
Nie zapalę Tobie i Twojej siostrze wirtualnych lampek, po prostu będę pamiętać.
Marto...
Odpowiedz
Jestem z Wami myślami.
Odpowiedz
Larwo przytulam

(*) (*)- dla Twoich Dzieciątek
Odpowiedz
Dla Jurka (*)
Chciałabym więcej, ale co ja mogę.
Odpowiedz
[*] dla Twojego synka
Odpowiedz
Wydaje mi się że z biegiem czasu, tesknota za tym co powinnio być, wrecz wzrasta .  Bardzo mi przykro ...
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości