minęły trzy miesiące
#1
Cześć.
Trzy miesiące temu straciłam syna. Jurka. Urodziłam go w 21 tygodniu ciąży, pewnie przez niezdiagnozowaną wcześniej niewydolność szyjki macicy.
Mój świat stanął 22.09. i stoi do dziś. Mam wrażenie, jakbym gdzieś w środku cały czas stała na jego grobem, i nic poza tym staniem się nie liczy.
Moi znajomi i rodzina okazywali mi bardzo dużo wsparcia wtedy, ale to już trzy miesiące, a ja nadal tu jestem, a ich zasoby współczucia się skończyły. I chociaż już naprawdę dobrze funkcjonuję, chodzę do pracy, przytulam cudze dzieci, spotykam się ze ludźmi, uśmiecham się i rozmawiam, to mam poczucie, że moje życie się skończyło. I od trzech miesięcy nie mam przyszłości, moja nadzieja i wiara w lepsze jutro umarła razem z nim.
Bardzo mi jest źle dzisiaj.
Tęsknie za nim.
Odpowiedz
#2
ona bardzo mi przykro z powodu Twojej straty, dla Aniołka [*]

Wiem, co teraz czujesz, z czasem bol będzie mniejszy, daj sobie trochę czasu...

Sciskam
Odpowiedz
#3
ona stój nad tym grobem tyle ile potrzebujesz.Nie słuchaj tych, którzy mówią - już dość.... już powinnaś.... już należy......
Kiedyś znajdziesz siłę by \"odejść\" - najpierw na chwilę i tylko na kilka kroków.... potem na dłużej i ciut dalej..... aż w końcu ruszysz do przodu...... ale i tak będziesz tam wracać.....

Dużo sił i ludzkiej życzliwości życzę....
Światełko dla Aniołka (*)
Odpowiedz
#4
dziękuję dziewczyny. Freeq - tak zrobię.
Odpowiedz
#5
ona- bardzo mi przykro.

Myślę tak jak freeq.
Wsłuchaj się w to, co podpowiada rozum i serce. Jeżeli chcesz płakać- płacz.
To Twoja żałoba. Nikt za Ciebie jej nie przeżyje. Nikt za Ciebie tego ciężaru nie udźwignie.
Ten czas ma swoje prawa.
Masz prawo do tego aby się zatrzymać i stać... stać tak długo, jak tego potrzebujesz.
Przyjdzie jeszcze czas na kilka kroków do przodu, czasami kilka do tyły...

Przytulam całym sercem.
Światełko dla Jurka (*)
Odpowiedz
#6
Bardzo współczuję... Forum to dobra odskocznia od rzeczywistości, tutaj znajdziesz zrozumienie, bo wszystkie byłyśmy w podobnej sytuacji. Każda przeżywa żałobę inaczej, dłużej, krócej, bardziej lub mniej intensywnie, ale najważniejsze by na te uczucia sobie pozwolić... Kiedy odchodzi członek rodziny, to zazwyczaj nikt nie dziwi się, że przez rok nosi się odpowiednie stroje, nie chodzi na wesela itp., czym więc różnimy się od matek tracących dorosłe dzieci? Otóż niczym, masz prawo do tego co czujesz. Dużo siły dla Ciebie.
Odpowiedz
#7
Ona jejku to DOPIERO trzy miesiące... co to jest ledwie trzy miesiące po stracie dziecka? u mnie minęło 3,5 roku a bywa bardzo źle... nie wyznaczaj sobie czasu kiedy już powinno być dobrze.. nawet jeszcze nie minął termin porodu... a teraz były święta, które nawet po latach.są trudne a co dopiero przy tak świeżej żałobie jak Twoja.
Bądź dla siebie dobra.
Odpowiedz
#8
Ona - bardzo Ci współczuję, dla Twojego Synka [*]
Odpowiedz
#9
Ona - bardzo Ci współczuję. Daj sobie czas na żałobę...
Dla Twojego Synka [*]
Odpowiedz
#10
To było tak:
Przez trzy lata staraliśmy się z mężem o dziecko, mam PCOS. Gdy się w końcu udało, nie umiałam się cieszyć, jakbym czuła, że to nie koniec kłopotów. Ale gdy minął pierwszy trymestr, i największe zagrożenie poronieniem było z mną, uspokoiłam się i zaczęłam się cieszyć. Zaczęłam rozmawiaćz moim dzieckiem, czułam jego ruchy, gadaliśmy z mężem do brzucha. Kopał mnie zawsze wieczorem Smile
Skończyłam 21 tydzień. Tego dnia poszliśmy do znajomej. Było mi niewygodnie w dole brzucha, ale nie jakoś bardzo, gdy leżałam było lepiej, więc wcześniej wróciliśmy do domu. Chciałam pójść od razu do łóżka, ale mąż mnie namówił na zakupy, później mnie namówił na gotowanie i niewielką pomoc w przesuwaniu szafy. Wiem, że gdybym wtedy leżała, nic by to nie zmieniło, ale mam trochę do niego żal o to, że nie potraktował mnie i mojej skargi poważnie. Zresztą, ja sama siebie też nie potraktowałam poważnie.
Czas płynął, a mnie bolało coraz bardziej. Ból przychodził i odchodził, pomyślałam: mam skurcze, w drugim trymestrze to przecież normalne. O 23 wysłałam go po nospę. O 24 zaczęłam krwawić, pojechaliśmy do szpitala. A w szpitalu usłyszałam: \"poronienie w toku, bardzo mi przykro. Serce jeszcze bije.\" Na początku nie czułam nic. Pustka. Potem pomyślałam: moje dziecko jeszcze żyje. Jeśli ja się nie będę denerwować, to może ono też będzie się mniej bało. Więc byłam spokojna.
Na salę porodową wpuścili nas z mężem. On się jeszcze tam modlił o cud, ja już nie. Głaskałam się po brzuchu, czułam jeszcze, jak mnie kopie, i mówiłam: nie bój się, kochanie, nie bój się, Pan Bóg się Tobą zaopiekuje.
A później, już nic nie mówiłam, nic nie myślałam, wiłam się w bólu.
O 3.20 urodziłam dziecko, okazało się, że to syn. Już nie żył. Gdy go zobaczyłam, pokochałam go taką miłością, jakiej nie znałam. Bezgraniczną, pełną oddania, taką, że jakiekolwiek poświęcenie dla niego nie byłoby już poświęceniem, tylko radością. Ale Jurek już nie żył wtedy.
Na sali, razem z nami, położną i lekarką, która płakała, było też dużo aniołów, wszyscy go witaliśmy i tylko część z nas żegnała go jednocześnie.
Wiem, jak to brzmi, zawsze byłam racjonalna, nie wierzyłam w takie historie, ale wtedy tak było, nie umiem o tym opowiedzieć inaczej.
A był piękny. Miał szczupłe palce, długie stopy, pięknie sklepioną główkę, malutkie usta i wypukłe, okrągłe oczy.
Pożegnaliśmy go, i znieczulili mnie do łyżeczkowania, mąż wyszedł z sali na chwilę. Wrócił, gdy tylko się obudziłam, i dopiero wtedy zaczęłam płakać. Zabrali mojego syna.
Położyli mnie na ginekologii, bez matek w ciąży, bez małych dziećmi. Sala była pusta, więc mąż mógł posiedzieć chwilę ze mną. Nie pamiętam o czym rozmawialiśmy. A gdy poszedł, spojrzałam za okno i w cieniach, jakie rzucały gałęzie też widziałam anioły, anioły bawiące się z dziećmi i przytulające dzieci.
Dużo było we mnie wtedy wdzięczności, mimo łez, do tych aniołów, do personelu tego szpitala, do męża.
Mój ból, moja osobista tęsknota, moja tragedia i moja żałoba zaczęła się później.
Odpowiedz
#11
ona Sad
Odpowiedz
#12
Jestem z tobą płacz jeśli chcesz tu nikt nie będzie Cię oceniał my wszystkie wiemy co przeżywasz bo przeżylyśmy podobne niektóre takie same historie i jesteśmy tu wszystkie z tego samego głupiego przykrego i bolesnego ciosu od życia i po to by się wspierać światełko (*) dla twojego okruszka
:|
Odpowiedz
#13
Kochana, mocno przytulam. Jak bardzo musisz cierpieć, to tylko Bóg wie...
Dla Jureczka [*]
Odpowiedz
#14
Ona czytając Twoją historię nie powstrzymałam łez.
Dużo siły i światełko dla Twojego Aniołka..
Odpowiedz
#15
Ona, dobrze wiem co przeżywasz, wszystkie znamy ten ból. Jeśli musisz się wypłakać, płacz. Nie tłum w sobie emocji, przeżyj tą żałobę na swój sposób. Wiem, że tak trudno normalnie funkcjonować gdy w sercu ból, ale musisz być silna.
Bardzo Tobie współczuję.
Światełko dla Aniołka [ * ]
Odpowiedz
#16
Cytat:[autor cytatu=Monika85]
Wiem, że tak trudno normalnie funkcjonować gdy w sercu ból, ale musisz być silna.
Przepraszam, ale ona nie musi być silna. Dlaczego musiałaby być? Teraz jest czas na żałobę, płacz i smutek, nie na bycie silną.
Odpowiedz
#17
Myślę, że Monika mówiąc \"musisz być silna\" ma na myśli to, że musi mieć wolę przetrwania, siłę, żeby znieść cierpienie... Czasem w życiu ze swoim cierpieniem jesteśmy zupełnie same, same musimy poukładać emocje, burzę w sercu i rozpacz. Jeśli będziemy słabe - nie przetrwamy...
Być może moje podejście jest troszkę inne niż większości, ale to dlatego, że w większości dramatycznych momentów w życiu byłam sama, i gdybym pozwoliła sobie na bycie zupełnie słabą, zginęłabym.
Odpowiedz
#18
Ona, bardzo mocno przytulam..
ps. mieliście dobrą opiekę medyczną.. zazdroszczę.. dla mnie to była nie tylko trauma śmierci dziecka, ale trauma braku znieczulenia, przedmiotowego traktowania, odarcia z godności, czucia się gorszym towarem..
hasło lekarza, kiedy przyszłam na salę zabiegową z Franusiem, który właśnie wychodził ze mnie - no.. pani to musi sobie zrobić badania genetyczne (jakby to był jedyny problem i przyczyna poronień ?!), a na moje prośby o znieczulenie inne niż relanium i petydyna, które na mnie nie działają usłyszałam od położnej - no wie pani, to trzeba było się z ordynatorem wcześniej \"umawiać\"..

przepraszam, musiałam się podzielić, bardzo Wam współczuję, jak i każdej, która przez to przeszła.. Sad
wracają wtedy wspomnienia z momentu jak serce pękło..
Odpowiedz
#19
Ona bardzo współczuję. Brak mi słów, jedyne na co mnie stać w tej chwili to przytulenie.

Ola ponieważ nie mam Twojej wiedzy, byłam jedynie skazana na dobrą wolę w szpitalu
Odpowiedz
#20
Iwona, wiedza w takich momentach nic nie znaczy, wpadasz w sieć \"ich postępowania\" i dużo nie masz do powiedzenia, choć teraz trochę inaczej do tego podchodzę i uczę się walczyć w szpitalu o swoje prawa..
sorki za offtop
Odpowiedz
#21
wizardess, tak, tak, wszystko to prawda, co piszesz, ale bycie słabą nie oznacza od razu konieczności popełniania samobójstwa i niedania sobie rady z cierpieniem. Bycie słabą może po prostu oznaczać: boli, cierpię, będę teraz płakać, będę wyć, nie każcie mi się podnosić... na siłę, bo \"musisz być silna!\". Nie, nie MUSISZ.
Odpowiedz
#22
dziękuję bardzo za wsparcie Smile
Ola, przykro mi, że nie miałaś mojego szczęścia Sad

Rzeczywiście, gdy sama sobie pozwalam na ból i przyznaję sama przed sobą, że jest beznadziejnie, przestaje mnie boleć życie, brzuch i zaczynam znowu spać, a nie przewracać się po łóżku.
Odpowiedz
#23
Ania, wiem o co Ci chodzi. Aczkolwiek dla mnie cierpienie nie jest synonimem słabości. Każda cierpiąca osoba ma prawo do płaczu, żalu, łez. Ma prawo przeżywać żałobę tak jak tego potrzebuje. Siła dla mnie nie oznacza tłumienia emocji. To jest to coś w środku co pozwala przetrwać. Ma to każda z nas, tylko nie wszystkie zdajemy sobie z tego sprawę.
Odpowiedz
#24
onaWspolczuje Ci bardzo. Pieknie to napisalas o aniolach... Ja tez, mimo rozpaczliwosci calej sytuacji, wielkiej tragedii, zaraz po porodzie odczuwalam swego rodzaju wznioslosc, cos uroczystego unosilo sie w powietrzu, nie potrafie tego dokladniej opisac. I u mnie tez bylo miejsce na te uczucia, bo personel traktowal nas naprawde dobrze, pozwalal na godna przezywanie zaloby juz w szpitalu, mimo, ze przeciez byla to zaloba w ostrym szoku (tylko wtedy tego nie wiedzialam).

Co do sily... Trafilismy na wspanialego lekarza, ktory przez 9 dni wywolywania porodu, bardzo nas wspieral i dodawal otuchy jak tylko mogl.
W momencie slabosci, kiedy juz sie poddawalam, powiedzial mi, ze jestem silna, ze dam rade.
Wtedy nie wiedzialam, o jaka sile mu chodzilo, bo jak mozna byc silnym w obliczu takiej tragedii?
Jednak mial racje, urodzilam mojego Synka, przetrwalam jego pogrzeb, nadal zyje i dosc dobrze funkcjonuje.

Teraz juz wiem, co mial na mysli.

To, tak, jak pisze wizardess, to cos w srodku, co pozwala przetrwac, powiedzialabym tez, ze to mieszanka milosci do Swiata, Wszechswiata, u czesci z nas Boga, pragnienia Zycia i wszystkigeo tego, co sprawia, ze jestesmy Istota Ludzka. Te wszystkie czesci wewnetrznej ukladanki scalaja sie w trudnych chwilach i promieniuja ta wlasnie Sila. Ona sklada sie z chaosu mysli i uczuc, tych otrzymanych i tych oddawanych na sciezce zycia, tak ja sobie wyobrazam, ta Sile.
U kazdego ta ukladanka jest inna, bo kazdy ma inny bagaz doswiadczen i inna osobowosc, ale wierze, ze u kazdego wzor uklada sie, tak jak powinien.

Mam nadzieje, ze mniej wiecej wiecie o co mi chodzi...

ona Poruszylas we mnie swoim opisem strune, ktora nie drgnela od dluzszego czasu, dziekuje Ci za to!
Odpowiedz
#25
tęsknię!
Zostaniesz na zawsze w moim sercu.

Nie mogę się przyzwyczaić i pogodzić z myślą, że już zawsze moje dziecko nie będzie żyło.
Nie ma we mnie zgody na taki świat. Ani na taką przeciętą w poprzek rodzinę, rodzinę rozdzieloną do końca.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości