...przecież nie tak miało być...
#1
Od ok dwóch tygodni przegladam różne posty na forum i jednego dnia jest lepiej, a kolejnego gorzej... czytam i zastanawiam się, tak samo jak większość z Was, dlaczego to mnie spotkało?? Postanowiłam opisać tu swoją historię, wyrzucić z siebie, może chociaż trochę poczuję się lżej...
Prawie od zawsze miałam problemy, nieregularne miesiaczki lub ich brak, pękajace torbiele... Prawie 10 lat brałam homony bo gdy ich nie brałam rosła mi torbiel, a potem pękała. Od lekarzy, do których chodziłam słyszałam, że trudno będzie zajść w ciążę... Jakiś rok temu znalazam wspaniałą Panią doktor, zrobiła mi wszytskie badania, mówiła, że może byc trudno, ale będziemy sie starać. W październiku postanowiliśmy z meżem, że to już czas, że chcemy mieć już dzidziusia...Odstawiłam tabletki, poszłam na pierwszą stymulację, ale nie było owulacji. Pani dr powiedziała, że może byc za 3-4 dni, albo wcale i,że ten miesiąc bedzie stracony... @ zaczeła mi się spóźniać, zrobiłam test i jeden wyszedł pozytywny, a kolejny negatywny. Od razu umówiłam się do lekarza i szłam z myslą, że znowu coś mi urosło... jednak nic nie było widac, lekarz zrobił mi Beta wynik był jeszcez tego samego dnia i oakzało się, że jestem w ciąży, że zdarzył się cud... Badania co 2-4 dni, koeljne wizyty co 10-14 dni, wszytsko prawidłowo, wyniki książkowe, żadnych typowych objawów. Badania prenatalne bardzo dobrze, samopoczucie ok... skończył się pierwszy trymestr i myślałam, że będzie już z górki. Ok 18 tc zaczął pobolewac mnie brzuch, napinac się... Pani dr kazała więcej leżeć, odpoczywać, wszystko było ok... Mam własna działalność więć czasami trudno było przełożyć pacjentów więc pracowałam, ale mniej, bardziej się oszczędzałam. Od poczatku czułam, że bedzie chłopczyk - Kacperek. W 20,5 tc bylismy na USG 3D synek pokazał co ma między nóźkami, wszystko było prawidłowo, skakał, wiercił się ... a tydzień później już go nie było ...
Równo dwa tygodnie temu rano obudziłam się z bólem brzucha i kręgosłupa, miałam małe plamienie... siostra zawioła mnie na izbę przyjęć... a tam przezyłam koszmar... w trakcie badania lekarz miał dziwną mine, zapytałam się czy wszytsko w porzadku, a on, że nie jest źle, jest bardzo źle, zaczął sie proces poronny, pecherz płodowy wpadł do pochwy... nic nie da się zrobić... myślałam, że to zły sen, że zaraz sie obudzę, nie mogłam się ubrac... poszłam jeszcze na USG,a tam w jednym gabinecie pacjnetka podłaczona do KTG, a ja zap♪6akana klęczałam na podłodze. Na USG nie wiedziałam czy patrzeć na monitor czy nie... lekarz mówi, że wszstko prawidłowo się rozwija, ale ... mam nie robić sobie nadziei, że wszystko zależy od tego na górze... trafiłam na oddział i miałam miec tylko nadzieję i modlić sie o cud... Część mnie wierzyła, że wszystko będzie ok, a część wiedziała, że nie... Rozmawiałam z moim synkiem, żeby jeszcez nie wychodził, że jeszcze nie czas... Njagorsze było to, że mój mąż był od nas o 400 km. Przyjechali moi rodzice...
O 23.35 pecherz pękł i odeszły mi wody... zapytałam położnej czy to już po wszytskim, ona odpowiedziała, że najwyraźniej... Strasznie bolało... o 23.50 urodziłam martwego Kacperka... miał 16 cm i ważył 420 g... zabrali mnie na zabieg i ok 00:30 byłam juz spowrotem na sali... nie wiedziałam co sie dzieję, nie płakałam, byłam w szoku... Dopiero nad ranem do mnie dotarło co się stało, chociaż nie wiem czy tak do końca dotarło ...
Nie zabraliśmy ciałka ze szpitala, nie chcielismy trumenki, pochówku... Jedynie zarejestrowalismy w USC...
... jest ciężko, bardzo... dzis mijaja dwa tygodnie, a widze to jakby to było wczoraj... Łzy lecą, a ja czuję taką pustkę... tak mi źle i cięźko...

Przepraszam, że tak długo i troche bez składu... musiałam to z siebie wyrzucić...
Odpowiedz
#2
Może gdybym więcej leżała, odpoczywała... to może wszystko byłoby ok... i dzis zamiast coraz mniejszego brzucha, byłby coraz większy...Mam do siebie żal, może i pretensje, że praca, apcjenci byli wazniejsi... Dlaczego ???
Odpowiedz
#3
Witaj Anno Karolino bardzo mi przykro i smutno zarazem .Współczuję bardzo straty synusia Kacperka.To nie twoja wina nie obwiniaj się za to co sie stało.Nie umiem ci odpowiedzieć dlaczego tak się stało czemu cię to spotkało.Nikt nie umie na na to odpowiedzieć może Bóg miał takie plany wobec ciebie i synka.Ja dużo odpoczywałam nic nie robiłam takiego i mój synuś odszedł do nieba ......... nie ma reguły czy się pracuje czy się odpoczywa nie obwiniaj się o to co się stało ........z córeczką robiłam dużo nawet się przewróciłam a dziś ma 6 lat jest małym klopsikiem mamy.......ktoś tam w górze podejmuje decyzje za nas choćby nie wiem jak byśmy się starały............bądz dobra dla siebie i wyrozumiała ..........przytulam dla Kacperka [*] a mój synuś ma nowego kolegę w niebie ............
Odpowiedz
#4
nie tak miało być...żadne z tych strat nie powinny się stać...żadna z nas nie powinna płakać...ale czas jednak leczy rany...nie znaczy, że przestaniesz płakać, żałować, ale po prostu oswoisz sytuację...i jak pisała megi22 - to jak rollercoaster - raz lepiej, to znów fatalnie...i tak jeszcze długo, długo...ale jak czytam posty, tych które straciły dzieci rok, czy dwa czy więcej lat temu, to mam nadzieję, że można nauczyć się z tym żyć...tylko tyle
Odpowiedz
#5
...czemu dałeś mi wiarę w cud... potem odebrałeś wszystko...nie chcę sie skarżyć na swój los...
ale im bliżej 23.50 tym gorzej... tak strasznie to boli...
Odpowiedz
#6
Synku... dziś musiałam zawieżć mojego pracownika do gabinetu, tam gdzie przyjmuje też Pani dr... tam gdzie ostatni raz byłam też na wizycie i wszystko było jeszcze dobrze... I nie wytrzymałam napięcia... popłakałam się, bo stanęło mi przed oczami, jak tam się ciieszyłam, że będę Ciebie miała... Pani z rejestracji tak dziwnie na mnie patrzyła, a może mi sie tylko wydawało... Porozmawiałam ze swoja Panią dr... ale i tak było i jest smutno... i tak tęsknię bardzo za Tobą...
Odpowiedz
#7
... nic mi się nie chce... tak mi Ciebie brakuje... dzis zacząłby sie 24 tydzień...
Odpowiedz
#8
ja bym dzisiaj zaczynala 25 tydzien, wczoraj minol miesiac bez Wojtusia a ja caly czas licze...
Odpowiedz
#9
Ja tez cały czas liczę... i tak źle... dzis spotkałam kolezankę z córeczką, która ma ok 5 miesięcy... popłakałam się, nie mogłam patrzeć na jej córeczkę, tak strasznie było mi przykro... dlaczego ona dzidziusia, a mi mojego odebrano...
Odpowiedz
#10
Ja rycze codziennie, odcielam sie calkiem od kolezanek w ciazy, nie dosc ze to boli to jeszcze serwuja mi teksty typu \"dalej tak ryczysz?\"... tak jakby nic sie nie stalo, jakby zapomniala ze ona swoje dziecko lada moment bedzie miala, bedzie je karmic, przewijac, usypiac, przytulac.... a ja ?? ja walcze z natlokami pokarmu , chce karmic ale nie mam kogo !!! chcialabym moc przewinac maluszka, calowac male stopki, chcialabym Go glaskac poki nie zasnie, przytulac tylko ze ja .... My wszystkie juz ne mozemy. Wszystkie przezywamy WIELKIE tragedie , kazda na swoj sposob, staramy sie jakos funkcjonowac, ale nasz swiat nigdy nie bedzie taki sam...
Odpowiedz
#11
Dzis pytali się niektórzy o Ciebie ... jedna moja pacjentka zapytała sie mnie... proszę się pochwalić, jak tam Pani latorośl??? ... ja odpowiedziałam... właśnie dwa tygodnie temu ją straciłam, popłakałam się i wyszłam z wykładu....
A koleżanki powiedziały TAK MIAłO BYĆ, CZASU NIE COFNIESZ I BĘDZIE DOBRZE....
Tak nienawidzę tych okresleń, one wcale mnie nie pocieszają tylko jeszcze dobijają .... i znowu nawet w filmie to stwierdzenie ... WIDOCZNIE TAK MIAłO BYĆ... Ale jak????
Odpowiedz
#12
Dzis mijają trzy tygodnie jak nie ma Ciebie z nami... Tak mnie boli w środku... to ta pustka bez Ciebie...
Odpowiedz
#13
Trzymaj sie, nie dla siebie, nie dla otoczenia, tylko dla Kacperka....
Odpowiedz
#14
Staram się jakoś trzymać i funkcjonować... dziś czeka mnie rozmowa z pacjentem - psychiatrą, zabaczymy czy będzi mógł mi pomóć...
Mam stresa przed spotkaniem ze swoimi pacjentami...
Boję, że się popłaczę...
Odpowiedz
#15
ja mimo ze minelo wczoraj 5 tygodni dalej nie potrafie rozmawiac z ludzmi bez placzu...
Odpowiedz
#16
to oczywiście kwestia bardzo indywidualna... ale rozmawiać bez płaczu po pierwszej stracie nauczyłam się po wielu miesiącach... może nawet należałoby liczyć to w latach (pewnie ok 2)... Nie wiem ile zajmie mi to teraz... To normalne, że strata to ogromne przeżycie, więc wiąże się z dużymi emocjami - i nie widzę powodu, dla którego miałybyśmy się wstydzić swoich emocji i związanych z nimi łez... to świadczy o wrażliwości człowieka - a nie jak powszechnie się sądzi - słabości... Nie rozumiem dlaczego nasz świat uznał za właściwe ukrywanie emocji i piętnowanie osób wrażliwych...
Odpowiedz
#17
nie wstydzę się łez, płaczę przy obcych mi osobach, jak mówię co się stało, np u kosmetyczki, przy powrotach do miejsc pracy...
boję się, że się rozkleje i nie będę mogła mysleć o pracy, o tym co mi pacjenci mówią... No ale trudno, to co czuję jest dla mnie teraz ważniejsze, niż to czy otrzymają odpowiedni zestaw dietetyczny ...
Odpowiedz
#18
Dziś znowu usłyszałam, że jestem młoda, i że będę miała jeszcze dzieci... że będę jeszcze mamą pełna buzią... ale skąd obce osoby moga o tym wiedzieć, jak ja sama nie wiem co będzie... a może ja mam nie mieć dzieci i to, które miałam mieć mi zabrano...nie wiem co mi pisane...
z jednej strony chce mieć dzieci, a z drugiej nie, bo się boję .... Mam pełno mieszanych uczuć i wszystkie bola...
Odpowiedz
#19
Anna ja tez czesto slysze ze mam czas, ze jestem mloda. Ale wlasnie - co ludzie moga wiedziec... druga sprawa- nie wazne ile ma sie lat - to boli stratA..,mam tak jak Ty - chce - ale boje sie...i mysle ze moze nue chciec jest lepiej...
Odpowiedz
#20
To są krzywdzące i bolesne słowa. Bo - abstrahując nawet od jakże słusznej uwagi annykaroliny, że nikt nam nie jest w stanie zagwarantować, że urodzimy kiedyś żywe dzieci, - to i tak przecież nie to w tym momencie ma najistotniejsze znaczenie w sytuacji żałoby po tym jednym, jedynym. Dzieci nie zastępują się nawzajem. Nie zapełniają pustki po sobie a jedynie inne wolne miejsca w naszym sercu. A poza tym - czy gdyby umarł nam mąż, też wystarczyłoby nam powiedzieć, że jesteśmy młode, zatem jeszcze \"mamy czas\" na następnego?! Mamy pewnie czas na 5 następnych... Ale ta świadomość nie leczy bólu po stracie ukochanej osoby. To nie zepsuta ulubiona torebka, kiedy wiesz, że kupisz kolejną, może jeszcze piękniejszą...
Dużo sił dziewczyny na borykanie się z trudnymi reakcjami otoczenia. O nieudolnymi próbami pocieszania.
Odpowiedz
#21
Dziś czuję się jak mrówka,
Gdy czyjś but tratuje jej mrowisko
Czemu mi dałeś wiarę w cud,
A potem odebrałeś wszystko?
Nie chcę się skarżyć na swój los,
Choć wiem jak będzie jutro rano
Odpowiedz
#22
... mam do sibie żal i pretensje o to, że nie ma juz Kacperka... może gdybym więcej leżała, bardziej uważał, mój synek by dalej rósł w brzuchu i dalej mnie kopał... a tak nie ma go już i nie będzie ... Zawiodłam na całej lini, zawiodłam Męża, siebie, wszytskich... Tak mi źle... i nie chce słuchac pocieszeń, tak miało być, jesteś jeszcze młoda i będziesz miała dzieci, bedzie dobrze... BO NIC NIE JEST DOBRZE!!!!
Odpowiedz
#23
Aniu ja tez taak myslam ze to moja wina, ze to ja zawiodłam- ale nie mozemy tak myslec. To nie jest nasza wina...na prawdę.

Wierzę ze jest Ci zle - nie ma sensu pisac zebedzie dobrze, ze czas leczy rany...
Wszystko KIEDYŚ samo przyjdzie. Potrzeba czasu na przezycie tego, co moze wiedziec ktos kto nie doswiadczyl czegos takiego...

[*]
Odpowiedz
#24
Aniu ja majac PCO tak samo jak Ty, i to w takiej bardzo wrednej postaci czuje sie oszukana przez wlasny organizm, mam poczucie winy ze nie zrobilam wystarczajaco duzo by Go ocalic , przeciez wiedzialam przez 13 lat ze jesli uda mi sie zajsc w ciaze to bedzie CUD... Cud sie zdazyl a ja zawiodlam a teraz blagam los zeby synek mi kiedys wybaczyl to, ze za malo dla niego zrobilam ...
Wydaje mi sie ze czas nie leczy ran, tylko przyzwyczaja nas do ch.......o bolu,wiec nie wmawiajmy sobie i innym ze czas uleczy nasze serca, czas moze stepic nasze odczuwanie tego ze czesc nas odeszla razem z dzieciatkiem...
Odpowiedz
#25
Podobnie uważam, że czas złagodzi ból... a rana zawsze bedzie w naszym sercu.
W przyszły wtorek idę do psychologa, może mi pomoże zrozumieć dlaczegoo??? w inny sposób spojrzeć???
Wiem, że to ja musze sobie wszystko ułożyć w głowie, ale nie jest to takie proste... są dni, że w miare jest dobrze, mogę rozmawiać, nawet usmiechać się, a są dni kiedy nic mi sie nie chce i mam mentlik w głowie, czuje ból, pustkę i żal...
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości