Straciłam ostatnią szansę ?!
#51
Marysiu, u mnie nadzieję powoli zastępuje przekonanie, ze pora powiedzieć dośc. A dokładnie: rozum wie, że nic z tego, w sercu jeszcze tli się iskierka nadziei.
Tak będzie pewnie do menopauzy - wtedy zadecyduje natura i może w końcu przestanę się miotać.

Dziękuję, że się odezwałaś, martwiłam się, czy wszystko w porządku.

Serdecznie pozdrawiam.
Odpowiedz
#52
i znów myślimy podobnie : ))


trzymaj się, trudne to pogodzenie....
Odpowiedz
#53
Cytat:[autor cytatu=marysia]
i znów myślimy podobnie : ))
...bo my bliźniaczki internetowo-forumowe jesteśmy...

Też się trzymaj, oby do wiosny. Jak ja nie lubię jesieni, nawet tej złotej. polskiej :? .Kojarzy mi się z końcem, przemijaniem...
Odpowiedz
#54
no nawet bliźniaki czasem mają inne zdanie : ) lubię jesień... kojarzy mi się z udawadnianiem, że przemijanie ma sens... że, życie wróci... na wiosnę...

Maluszka straciłam we wrześniu, jeden z moich ulubionych miesięcy, zlota, polska jesień, słońce szalało, pamiętam ten słoneczny dzień października, dzień gdy w tym słońcu poszłam na cmentarz i znalazłam postanowienie i siłę, żeby pochować Maluszka, dać mu miejsce na ziemi... ma tam szeleszczące liście i wrzos w doniczce .. wiosną żonkile... w tym tygodniu powinnam wkopać cebulki....


cała ja... zazwyczaj pod prąd... bo cmentarz lubię.... od zawsze to dla mnie przede wszystkim miejsce pamięci... choć czasem mam opór... u dziadków nie byłam od lipca, może czerwca... czasem tak mam...

za tydzień znów @, ten tydzień jest najtrudniejszy... nadzieja wbrew logice.... a dziś znów bunt..ja chcę moje dziecko...nie nowe, ale to które odeszło... choć myślałam, że pogodziłam się z tym, że jest jak jest... .
Odpowiedz
#55
Mądrzy mówią, że jeśli nie możemy czegoś zmienić, to musimy to zaakceptować - tylko jak to zrobić...
Gdy boli głowa, często wystarcza odpowiednia tabletka....
Szkoda, że nie ma tabletki na TEN ból....

Niegoska - ja też nie lubię jesieni... nawet tej kolorowej...
Odpowiedz
#56
Cytat:[autor cytatu=marysia]
no nawet bliźniaki czasem mają inne zdanie : ) lubię jesień... kojarzy mi się z udawadnianiem, że przemijanie ma sens... że, życie wróci... na wiosnę...

Eee, tam, Marysiu, wyjątek potwierdzający regułę... Wink

Dostrzegam piękno jesieni, ale nie mogę pozbyć się myśli, że jest to \"ostatnie tchnienie\", że za chwilę te piękne, kolorowe liście opadną bez życia. Ale fakt, że im mniej lubię jesień, tym bardziej kocham wiosnę.

Jako nastolatka czytałam opowiadanie \"Szczęście Frani\" o dziewczynie, która postanowiła, że będzie w życiu szczęśliwa (wbrew wszystkim i wszystkiemu). Opowiadanie w sumie dość smutne, bo to szczęście było mocno wątpliwe. Ja, trochę jak ta Frania, postanowiłam cieszyć się z tego co mam i być szczęśliwą.
Podczas moich częstych wizyt na stronach \"Naszego bociana\" zetknęłam się z wypowiedziami bezdzietnych dziewczyn, które już zakończyły \"walkę\". Podziwiałam je za to, że jeszcze pocieszały innych. Padły na tamtym forum słowa, że mamy tylko jedno życie i to od nas zależy jakie ono będzie. Nie mamy wpływu na wiele rzeczy (m. in. posiadanie potomstwa), ale na wiele- jak najbardziej. Więc zamiast walczyć z wiatrakami, szarpać się o to, na co i tak nie mamy wpływu, lepiej skupić się na tym, co jest dla nas osiągalne. Można , owszem , resztę życia spędzić na rozpamiętywaniu, żalu, ale można również zacząć układać sobie życie inaczej...
To co napisałam, to jest bardzo duże uproszczenie tamtych wątków. Te dziewczyny przyznają, że spokój osiągnęły po jakimś czasie, często po przeżyciu żałoby , nie po dziecku, bo ono się nie pojawiło, ale po utraconych nadziejach. Mocno to wtedy do mnie trafiło i postawiło mnie do pionu. M.in. te wypowiedzi pomogły mi wyzwolić się od permanentnych starań jakieś 2 lata temu.

Porównując moje obie straty widzę dużą różnicę. 15 lat temu solidnie mnie przygięło do ziemi. Była to pierwsza tak duża porażka w moim dotychczasowym życiu, taki cios od losu, po którym miałam wrażenie, że się nie podniosę, że to najgorsze co mogło się zdarzyć. Później to życie trochę mnie sponiewierało. Przez ponad dziesięć lat comiesięcznych starań chyba trochę stępiła się moja zdolność odczuwania...Uodporniłm się na ciągłe porażki, trochę tak , jak podobno można uodpornić się na działanie trucizny (hmm, znowu czytałam Hrabiego Monte Christo :lol: ). Kiedy więc przyszedł ten zasadniczy atak w postaci utraty upragnionej ciązy, dość szybko pozbierałam się i doszłam do siebie.
Ale i ja mam gorsze chwile, więc rozumiem...
Jak ta Frania powtarzam sobie, że naprawdę jestem szczęsliwa i że to ja jestem panią swojego losu i chcę cieszyć się życiem takim, jakie ono jest. Uff,przepraszam że tak długo....

Droga freeq, obie wyglądajmy wiosny, to w końcu już niedługo ...

Pozdrawiam Was, dziewczyny bardzo gorąco. Dziękuję, że piszecie...
Odpowiedz
#57
Dla Twoich maluszków (*) (*) jutro zapalając u Emiki też będę pamiętać....
Odpowiedz
#58
Dziękuję Marysiu, dla Twoich również [*] [*].
Odpowiedz
#59
Marysiu, napisałaś na innym wątku:

i myślę, że może tak jest lepiej..... nie dostać kolejnej szansy... niż dostać ją stracić.... nie wiem.....


napisałś dokładnie to, co czuję od kilku m-cy, ale bałam się to głośno powiedzieć, napisać czarno na białym - że chyba wolałabym tej szansy nie dostać. O ile łatwiej byłoby żyć w świętym, długo oczekiwanym, spokoju, pogodzona z losem. Na co to i komu było potrzebne? To mgnienie szczęścia niewyobrażalnego a potem pustka...
Odpowiedz
#60
Wiesz co, z jednej strony się z Tobą zgadzam... Gdyby nie to przykre doświadczenie, to może teraz byłabym szczęśliwa. 2 wcześniejsze lata to było dla mnie piekło. Zostałam skrzywdzona, wrobiona, zastraszona.... Ktoś miał nade mną psychiczną przewagę i wykorzystywał ją z premedytacją.... We wrześniu, po dwóch latach męki zdecydowałam się na terapię, w grudniu poczułam, że znów stoję \"na dwóch nogach\", że już się nie boję.... Zaczęłam życie na nowo, w nowym krajobrazie... i mogłabym już teraz fajnie żyć, gdyby nie ta chwila szczęścia, która niechcący stała się moim udziałem....

... a jednak.... nie chciałabym zasnąć i obudzić się z wymazaną pamięcią.... nawet jeśli dzięki temu mogłabym czuć się szczęśliwsza.....
Odpowiedz
#61
Freeq, tak się z tym miotam...Z jednej strony kilka tygodni szczęścia, z drugiej spokój...już sama nie wiem. Na tej szali trudno o równowagę.

Trzymaj się!
Odpowiedz
#62
Cóż - jakkolwiek by się ta szala przechyliła - to i tak tylko \"gdybanie\". Nie cofniemy czasu, nie zmienimy przeszłości. Możemy trochę kreować przyszłość, ale nie wszystko od nas zależy niestety.... Pozostało mi życzyć nam wszystkim, aby ta przyszłość była \"dobra\" - cokolwiek to znaczy...........
Odpowiedz
#63
Byłam dzisiaj w tym kościele. W tym, w którym byłam ostatni raz 24 lutego, ostatniego dnia, kiedy wierzyłam jeszcze, że wszystko jest ok. Dzień później okazało się, że jednak nie.
Nie przestałam wierzyć, nie przestałam się modlić, przestałam tylko, na te prawie 10 m-cy, chodzić do tego jednego, jedynego kościoła, jakbym całą złość, cały żal przelała w te mury.
Myślałam, że będzie dobrze, ale w trakcie kazania, krótkiego, lecz treściwego, poczułam ścisk w gardle, przypomniała mi się ta ostatnia msza i popłakałam się. Całe szczęście, że stałam w bocznej nawie i było niezbyt jasno.
Wielkanoc była krótko po stracie, ale tam duży nacisk kładzie się najpierw na cierpienie...Przeżyłam ją lepiej niż teraz... Boję się usiąść przy wigilijnym stole, boję się rozkleić...czy dam radę się cieszyć?
Za kilka, może kilkanaście godzin przyjdzie kolejna @, nie ma się co łudzić, wszelkie znaki na niebie i na ziemi o tym świadczą. W żłóbku pojwi się nowe życie, we mnie- jałowa pustka...


Wszystkim życzę spokoju w te nadchodzące święta, trzymajcie się...mimo wszystko!
Odpowiedz
#64
niegoska - gdy zasiądziesz jutro przy wigilijnym stole, gdy poczujesz, żę zaraz się rozkleisz, pomyśl, że gdzieś daleko, w innym mieście, przy innym stole - siedzi ktoś, kto rozumie.....

Piszę konkretnie o sobie, ale wiem, że takich \"ktosi\" jest więcej....

Razem przebrniemy przez te święta.......

I może nawet będą miłe chwile......
Odpowiedz
#65
Niegoska rozumiem Cię, u mnie @ przyszła dziś i nawet się cieszę, że nie w prezencie na WIgilię - choć bo ja nie miałam złudzeń..
Dużo siły na te święte i jestem kolejną osobą o której pisze Freeq...
Odpowiedz
#66
Iwetko, u mnie @ też już obecna, i też się cieszę, że nie w samą Wigilię.
Freeq, i wszystkie inne dziewczyny, razem damy radę, pomyślę o Was, o nas, przy wigilijnym stole...
Odpowiedz
#67
Ja tez bede z myslami z Wami, wspanialymi i wyjatkowymi mamami...
Odpowiedz
#68
\" A nadzieja znów wstąpi w nas.
Nieobecnych pojawią się cienie. (...)

Daj nam wiarę, że to ma sens. (...)

Bo są z nami choć w innej postaci. (...)


Przyjdź na świat, by wyrównać rachunki strat,
żeby zająć wśród nas puste miejsce przy stole. (...) \"

z Kolędy dla nieobecnych.


...proszę, przyjdź.
Odpowiedz
#69
Rok temu, w niedzielne popołudnie 3-go lutego, zrobiłam test ciążowy, bo okres spóźniał mi się już 5 dni, co u mnie było niespotykane. Od razu wyszły wyraźne dwie krechy.Dzień później, w poniedziałek, na usg było widać maleńki pęcherzyk w macicy.
Jedyny Pan Bóg wie, jakie to było dla mnie szczęście, jaki cud. Wierzyłam, że przede mną kilka miesięcy radosnego oczekiwania, aż do października. Nie miałam pojęcia, że właśnie rozpoczęło się odliczanie, końcowe odliczanie...
Odpowiedz
#70
niegosko- widzę, że nie tylko dla mnie te daty są trudne do zniesienia...
Życzę Ci dużo siły!
A jak z Twoją nadzieją? już myślicie o rodzeństwie dla Aniołka?
Odpowiedz
#71
Ach ten luty..... trudny.....
U mnie też odliczanie.... do roczku.....
Odpowiedz
#72
julia2013, dziękuję za życzenia!
Nadzieja u mnie, hmm...zgasła. Wiesz, ja w tym roku skończę 42 lata, nie liczę już na nic. Posiadm \"na stanie\" ziemskie, trzynastoletnie, jedyne Szczęście i tak już raczej zostanie.

Podczytywałam wątki ciążowe i strasznie przykro mi z powodu Twojej kolejnej straty, [*][*] dla Twoich Maluszków. Trzymaj się!
Odpowiedz
#73
freeq,kochana...wiesz, że ja podążam Twoim śladem z miesięcznym opóźnieniem?!

Wolałabym, żeby tego lutego nie było w kalendarzu!

Od połowy stycznia jestem rozdrażniona, podenerwowana...Ale wyszukuję sobie wiele dodatkowych zajęć, żeby odciągnąć myśli od wspomnień. W dzień to się udaje. Gorzej bywa nocami, kiedy nie mogę zasnąć,dlatego staram się zmęczyć, żeby \"paść\" i szybko zasnąć. Czasami się udaje...

Dużo siły dla Ciebie na te dni...Trzymaj się!
Odpowiedz
#74
Ja też uciekam.... w filmy, książki.... był taki okres, że nie miałam czasu ani na książki, ani na filmy....
Teraz tak organizuję czas, żeby móc czytać i oglądać to, co mnie interesuje.... chociaż przez chwilkę......
Bo to jedne z przyjemniejszych chwil doby....... Taka chwila TYLKO dla mnie....

Czas spędzany z dziećmi - bezcenny......

..... ale ten własny - najwłaśniejszy - też jest potrzebny.... pomaga przetrwać.....

Oby ten czas zasypiania stał się przyjemniejszy......... życzę
Odpowiedz
#75
dzięki freeq...
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości