Straciłam ostatnią szansę ?!
#26
Cytat:[autor cytatu=Eidien]
(...) a skoro one odkładały poczęcie z egoizmu i im się często udaje, to tym bardzie Bóg powinien błogosławić Wam, które pragniecie dziecka z miłości.
niestety to nie jest takie proste - to nie działa na zasadzie: \" kto jest grzeczny otrzymuje dziecko, a kto niegrzeczny to mu zabiorą...\" ....przekonałam się na własnej skórze... Sad i niestety życie nieraz pokazuje, że rodzą się dzieci tym, którzy tego daru nie potrafią docenić - albo wręcz potem swoim dzieciom odbierają życie... a inni, którzy bardzo pragną i kochają od zawsze - dzieci umierają, pomimo ich starań i wyrzeczeń...

Co nie oznacza oczywiście, że nie warto się starać i walczyć... bo warto... mimo wszystko - warto...
Odpowiedz
#27
Eidien, domyślam się, że wielki żal przez Ciebie przemawia i smutek, i być może gorycz. Tak niedawno straciłaś przecież Twoje dziecko.
Ale to co piszesz, jest krzywdzące. Nie znasz motywacji kobiet, które oceniasz. Trudno uznać, że kryterium wieku urodzenia pierwszego dziecka świadczy o tym, że jego poczęcie było \"odkładane z egoizmu\" bądź nie. Przyczyn mogło być wiele. Obiektywnych. W tym między innymi - że dopiero wtedy, po 40tce, udało im się urodzić ŻYWE dziecko. O poronieniach i śmierci dzieci celebrytów portale plotkarskie piszą rzadko. I dobrze, bo to intymna, prywatna sfera życia każdej osoby. Więc nie podają jej do publicznej wiadomości. I osądu.
Tu na Forum jest też sporo mam, którym udało się donosić ciążę dopiero w okolicach 40stki. Trudno uznać za egoizm fakt, że w międzyczasie roniły raz czy kilka razy. Są też tutaj forumki, które od kilkunastu lat starają się o dziecko, żadne z dotychczas poczętych nie dożyło narodzin. Mają 30 lat, 30 parę. Dla otoczenia być może są \"egoistkami\" które macierzyństwo odkładają na potem. Bo nie chwalą się dookoła, że poczęły dzieci. Ani że je noszą. Ani - że oto kolejne umarło.
Nie wszystko jest tak proste, na jakie wygląda.
A poza wszystkim powyższym - dzieci nie są nagrodami za dobre sprawowanie. Ani prezentami dla tych, co grzeczniejsi. Zresztą - komu oceniać, kto zasłużył bardziej?!
Ale jak pisałam, rozumiem, że teraz przemawiają przez Ciebie Twoje własne trudne uczucia.
Dużo sił Ci życzę. I wiele spokoju.
Odpowiedz
#28
Marzewo droga, dobrze, że nie cp. Mam nadzieję, że ze stanem zapalnym Twój doktorek szybko sobie poradzi.
Twoja Emilka byłaby pewnie słodkim skrzatem stawiającym swoje pierwsze kroki, eh.. życie...Na pewno żółte bratki bardzo by jej się podobały, to taki słoneczny kolor. Pomodlę się za Was w tych najbliższych dniach. Widzę, że u Ciebie prawdziwy kwiecień-plecień, co przeplata trochę radości, trochę smutku...Mój M też ma (już) dzisiaj urodzinki (kończę dla niego piec ciasto), typowy zodiakalny baran, ale jaki kochany.
A co do starań...Pewnej nocy mieliśmy burzliwą dyskusję, wyjaśniliśmy sobie pewne sprawy, atmosfera się oczyściła no i wróciły chęci. Co prawda, w pewnej chwili przebiegła mi przez głowę myśl, że już po zawodach, bo owulacja już była, ale szybko ją odrzuciłam, żeby cieszyć się bliskością a nie \"robić dzieci\". Aaa..,mam takie niedyskretne pytanie, czy masz czasami wątpliwości związane z wiekiem , czy to już nie za późno, bo wiesz, nam \"się wpadło\", ale tak świadomie się decydować? Bardzo chcę z jednej strony, ale z drugiej...Hmm.., boję się...

Kwas foliowy zakupiłam zaraz po pierwszej wizycie, takie mega-opakowanie, które kończę do dzisiaj, choć w ciąży już nie jestem. Nawiasem mówiąc coś jest na rzeczy, bo będąc w ciązy zajadałam się szpinakiem. Myślałam, że jest on na żelazo i dziwiłam się, bo tego pierwiastka mi nie brakowało (jakiś czas temu badałam). Niedawno jednak wyczytałam, że jest też źródłem kwasu foliowego. Najwidoczniej mój organizm tego potrzebował i się go dopominał.

Eidien, [*] dla Twojego maleństwa,niech Jezus Zmartwychwstały da Ci dużo siły.

Co do \"sprawiedliwości życiowej\", nie będę udawać świętszej niż sam papież, też miałam chwile zwątpienia, kiedy uważałam, że to niesprawiedliwe, że komuś tam udało się od pierwszego strzału, też unikałam ciężarnych, też prawie histerią reagowałam na wiadomości o zabiciu noworodków...Teraz inaczej do tego podchodzę, trochę spokojniej. Ale na to trzeba czasu.
Niech nadchodzące dni wniosą w Wasze życie, wraz ze słoneczną pogodą, trochę ciepłych promyków.
Odpowiedz
#29
z leczeniem czekam do @, wyczytałam info o lekach, mam nadzieję, że będzie dobrze...



nie boję się późnego macierzyństwa, w mojej rodzinie jest kilka przypadków, bardzo pozytywnych, nawet moja mama urodziła siostrę gdy miała 39 lat, teraz ma 71, siostra 32, mama bawi wnuki 7 i 6 lat i roczek ; ) moja siostra jest prezentem na moje 9 urodziny : ) a ta najmłodsza jej pociecha miała być rówieśnicą mojej Emilki ...
mam tezkilk akoleżanek, które kolejn edzieci rodziły na moment przed 40....

lekarze, też się nie sprzeciwiają, tylko ostrzegają przed ststystyką, ale ja mam duzo młodsze koleżanki borykające się z chorobami maluchów i uważam, że wiek nie jest przyczyną... zresztą odmówiłam badań genetycznych, bo chore też bym kochała....


no i celebrytki pokazują, że można....

Eidiem dziękuję za wsparcie, wiem, że nic złego nie miałaś na mysli, ale masaiimara ma rację, duzo racji... niestety... czytałam, że Anna Przybylska straciła pierwsze dziecko, teraz ma trójkę.... Magda Gesler podobno też straciła córkę... nie wszystko wiemy...
ale dziękuję i pozdrawiam cieplutko ...

wiem, że Bóg nie zabiera, Bóg przyjmuje z miłością, bo jako ostatni wróg zostanie pokonana śmierć, Chrystus przyszedła na świat, żeby nam pokazać droge do domu Ojca...
a na pogrzebie mojego maluszka ksiądz przeczytal ewangelię... pozwólcie dzieciom przyjśc do mnie.. nie zabraniajcie im...
Odpowiedz
#30
marzewo, dzisiaj szczególnie zapalam światełko dla Emilki [*]

W tej sinusoidzie nastrojów u mnie chyba górka. Może to dzięki kilku ciepłym słonecznym dniom wstąpiła we mnie nadzieja? Napisałam jednak \"chyba\", bo zauważyłam, że wystarczy jakaś drobna przykrość , nie związana z poronieniem (np.w pracy) i zaraz chce mi się płakać (a nawet czasami robię to w łazience) i wtedy \"rozżalam\" się nad sobą i moim utraconym maleńswem. Na moim biurku w pracy stoi kalendarz,na którym jest napisane, który to aktualnie tydzień roku. Tak się składa, że byłby to też tydzień mojej ciąży (bo OM miałam 02.01.13). Byłabym więc teraz w 16 tyg. Będę to odliczać w każdy poniedziałek, aż do 09.10.13. Podczytuję dziewczyny, które mają termin na październik. Wyobrażam sobie jak by to było...Pomału czekałabym na kopniaczki, znałabym płeć, nie dałoby się już ukryć brzuszka...
I w domu, i w pracy otaczają mnie ludzie wyznający zasadę \"trza być twardym, a nie miętkim\". Z tego chyba powodu też staram się być twarda. Ale czasami pusci jakaś tama i niemal rozhisteryzuję się jak dziecko, wtedy wypłakuję wszystkie żale. Poczytałam tu sobie o reakcjach mężczyzn na poronienie. Mój M wpisuje się idealnie w ten schemat. Kiedy po 1,5 m-ca \"mijania się\" w końcu porozmawialiśmy, dowiedziałam się, że on też oczywiście cierpi, ale stała się rzecz, na którą nie mieliśmy wpływu, czasu nie da się cofnąć, trzeba w życiu patrzeć do przodu, a nie oglądać się za siebie...Męska logika, nic dodać, nic ująć. W sumie racja...

Marzewo, nie wiem, czy my możemy tu tak o staraniach, może czas się przenieść? Ale napiszę jeszcze...Ja nie boję się urodzić dziecka, z resztą też zapowiedziałam M, że nie zrobię nic, co choć nawet w 1% zagroziłoby ciąży,
planowałam tylko usg genetyczne, amniopunkcję, mimio, że bezpłatna, wykluczyłam, bo i tak bym nie usunęła. Może Bóg zna mnie lepiej i oszczędził mi tej decyzji ?
Moje lęki dotyczą tego, czy zdążę to późne dziecko wychować, wypuścić w świat. Wsród pozytywnych przykładów mam też w otoczeniu taki, że kobieta późno urodziła, niestety wcześnie zmarła zostawiając praktycznie sierotę (brak ojca, to niestety równie smutna historia, ale nie na to forum) u progu dojrzewania. Kiedy dochodzi brak lub (co naturalne) zaawansowany wiek dziadków, rodzeństwo na drugim końcu świata, lub jego niezaradnosć życiowa lub też jego brak, to los dziecka jest nieciekawy. W opisywanym przeze mnie przypadku, dla dorosłego w tej chwili dziecka, skończyło się źle, ma zmarnowane życie praktycznie na jego starcie.
Wiem, że to skrajny przypadek, ale jakoś tak mi utkwił w głowie...Kiedy nagle,bez planowania okazało się, że jestem w ciąży, to te wszystkie lęki odeszły, byłam taka spokojna, w ogóle o tym nie myślałam, czułam się silna...
Teraz, kiedy miałaby to być świadoma decyzja : \"tak, staramy się\", to włącza się głowa i podsuwa różne myśli...

A poza tym, zbliża się kolejna,druga @. Oczywiście doszukuję się \"objawów\", niestety to silniejsze ode mnie, \"macam się\" po piersiach, zmęczenie traktuję jak jakiś znak...No cóż, za kilka dni się to skończy, aby zacząć nowy cykl.

Marzewo, tak dobrze Cię czytać,na innych wątkach również. Wierzę, że to Emilka daje Ci siłę...Pewnie pójdziesz do niej dzisiaj, zaniesiesz kolejne kwiatki... Zyczę Ci słońca, jeżeli nie w pogodzie, to na pewno w sercu...
Odpowiedz
#31
niegosko, może faktycznie załóżcie na Oczekiwaniu, w Rozmowach o staraniach nowy wątek o ciąży w okolicach 40-stki i związanych z nią dylematach? Więcej Forumek pewnie je ma a tam temat będzie bardziej dostępny.
Odpowiedz
#32
niegoska dziekuję ; )

wiesz, od wczoraj jakoś tak przytulam i głaszczę moją wczorajszą dwunastolatkę i brakuje tego roczniaka na kolanach ; )), na dziś, rok temu miałyśmy tp....
26 urodziła się Juliana, mojej siostry, myslę, że wybrała moje imieniny, po to żeby zmniejszyć moją stratę, jakoś po dziecięcemu pocieszyć: ciociu masz jeszcze mnie....
nie mogę jej przytulić i ucałować za dwie .. bo mieszka bardzo daleko... obie są daleko....
tak bardz się cieszyłam, miały być bliźniakami między kontynentalnymi : ) dlatego ... obie urodziny mają 26.... Emilka 26.09 w 11 tc.. ale te rocznice urodzinowe ... 26.04 , nie wiem jak to się stało, myslę, że to jakiś znak, że są jednak w jakiś sposób razem... że Emilka w szczególny sposób czuwa nad Julianą..... siostra tak bardzo wspierała mnie przez całą swoja ciążę.... choć sama tak bardzo się bała...teraz też ona jedna pyta, i czeka ... wspiera w decyzji o kolejnej ciąży....
ta moja kochana siostra, wymarzona na koniczynce...daleka i bliska... rozmawiamy zaledwie kilka razy w roku, od kilkunastu lat widziałyśmy się 3 razy...

skomplikowane to.... moze to trochę nie na temat, ale siostra jest dowodem na to, że można tak wiele współczucia i wsparcie okazać pomimo strachu o własne dziecko pod sercem.... dzięki niej... wierzę, że mi się jeszcze uda... i mam dowód, że uda mi się wychować dziecko, jesli jeszcze uda się urodzic....

niegoska mam kilka twardych koleżanek, to te najbliższe, ale jedna z nich właśnie po mojej stracie powiedziała, że silne dziewczynki też czasem płaczą, bo sa silne...


ja wolałabym o staraniach na teraz jednak tu, bo emocjonalnie nie czuję się tam dobrze...nie wiem dlaczego... bardzo przepraszam dziewczyny ze starań...ale czasem mysl o staraniach, jest tak bardzo związana ze stratą i obawami, że tam jekoś n arazie nię moge się odnaleźć ...za to bardzo lubię podczytywać i bardzo mocno trzymam kciuki za starania..za każdą z Was.....

a może po prostu założymy tam na staraniach wątek o strachcach późnego macieżyństwa ? tak zrobię po @, zacznę leczenie i starania ... teraz jednak bardzo się boję, tego podejrzenia cp, uspokoję się dopiero po @... dla pewności zrobię jeszcze test... w przyszłym tygodniu....to USG było bardzo niejasne i niepokojące....

do Emilki pójdę jutro... i co ja piszę : ) Ona jest ze mną zawsze ; ), a przy pomniczku jest miejsce na kwiaty i światełka pamięci, bo niedziela to jej dzień, w niedzielę dowiedziałam się, że jej serduszko nie bije, od kilku dni.... wcześniej w nocy z czwartku na piątek obudził mnie dziwny dość silny ból brzucha, myslę, że wtedy odeszła...zabieg miałam w poniedziałek.... wszystkie daty są symboliczne....nawet płeć jest symboliczna... ale jest moim ukochanym, wymarzonym dzieckiem i to jest pewne, i tak będzię zawsze..bo każde dziecko kocha się najbardziej na śwciecie....
Odpowiedz
#33
Właśnie dlatego marzewo piszę o nowym wątku, bo na Oczekiwania/Starania trzeba być gotowym emocjonalnie. I nie jest takie oczywiste, że skoro temat przestaje pasować tu, to musi przenieść się tam. Nie każdy w każdym czasie może, wręcz nie każdy powinien, tam trafić. Myślenie o staraniach, rozważanie, dylematy, to jeszcze nie decyzja. Czasem dzieli je wiele, wiele czasu.
Powodzenia dziewczyny w rozwiązywaniu dylematów. W sposób najlepszy dla Was.
Odpowiedz
#34
Marzewo, to ja źle zrozumiałam, myślałam, że cp definitywnie wykluczona. Jeżeli nie, to trzymam kciuki, żeby sprawa się wyjaśniła i żeby @ przyszła. Mam nadzieję, że Twój gin trzyma rękę na pulsie.

Co do przenosin, to proponuję faktycznie poczekać, aż wszystko się u Ciebie powyjaśnia.
Życzę Ci spokojnej, słonecznej, Emilkowej niedzieli...
PS zazdroszczę siostry w ogóle (bo ja nie mam), a takiej, to już w szczególności !

Masaiimara, dzięki za dobre, mądre słowa, dla Ciebie również...spokojnego oczekiwania...byle do października...:-)
Odpowiedz
#35
niegosko, dziękuję.
Odpowiedz
#36
Dziewczyny - cieszę się, że podjęłyście temat starań tu na stracie. Ja, po definitywnym NIE męża, trochę się podłamałam, ale teraz widzę, że to NIE może nie było takie aż definitywne. Wie, jak bardzo pragnę jeszcze dziecka... Podczytuję czasem staraczki, ale nie mam odwagi tam napisać. Podobnie jak marzewo - jakoś nie potrafię się tam narazie odnaleźć. No i też mam mnóstwo dylematów - może mniej związanych z wiekiem, ale za to więcej z ilością dzieci przy naszej sytuacji materialnej. Do tego dochodzi lęk - 2 razy poroniłam, 2 z trzech donoszonych ciąż były trudne - ta ostatnia (donoszona) to niemal cud.... no i też nie udawało się zajść w ciążę od razu. O pierwsze dziecko (to, które straciłam) staraliśmy się pół roku, a najmłodszego synka poczęłam w 4 cyklu... A jak będzie tym razem??? Czy w ogóle będzie???

Trzymam kciuki za nas wszystkie i zapalam światełka dla naszych Aniołków
Odpowiedz
#37
no to zgodnie z obietnicą zapraszm na nowy wątek na rozmowach o staraniach : )

masaiimara pozdrawiam : ) do tego nwego wątku musiałam dojrzeć.... uświadomiłam to sobie dopiero pisząć ten ostatni post....
Odpowiedz
#38
Freeq - poczęcie dziecka w 4, czy nawet w 6 cyklu to jest \"od razu\", uwierz Smile aż do 12 cyklu to jest \"od razu\", a potem zaczynają się schody Wink od 24 cyklu (wiek też ważny) kłopot jest duży. Niektórzy starają się latami i to wskazuje już na niepłodność. Sad
Odpowiedz
#39
AniaPiBi Wiem, że to nie jest długie staranie - 4 czy 6 miesięcy. Ale gdy kobieta bardzo pragnie dziecka, to każda @ wydaje się tragedią. Poza tym zawsze jest ten lęk - a może nie zajdę? Za pierwszym razem zadawałam sobie pytanie czy ja w ogóle mogę mieć dzieci (od nastolatki miałam dość poważne zaburzenia hormonalne) - najpierw kilka miesięcy starań, potem tak szybkie poronienie... Gdy starałam się o trzecie dziecko - też zastanawiałam się czy jeszcze mogę, czy dam radę...

Bardzo współczuję wszystkim, którzy starają się dłużej, leczą z niepłodności... Nie znam tego, ale znam ten strach....
Odpowiedz
#40
Dzisiaj mijają 2 m-ce od zabiegu. Na myśl o nim nie napływają do oczu łzy, nie mam guli w gardle. Mogę już spokojnie przejść obok apteki, w której kupiłam testy ciążowe, tylko do tej pory nie byłam w TYM kościele. Ale znowu się modlę. Zaczęłam tak trochę wbrew sobie, ale pomogło...
Myśl o stracie jest trochę jak maleńki kamyczek w bucie. Nie powoduje krwawiącej rany, można z nim normalnie żyć, chodzić, biegać, nawet tańczyć...Czasami przesunie się tak, że boli bardziej, czasami schowa się gdzieś, gdzie go prawie nie czuć...Ale jest, cały czas uwiera... Mam takie 2 kamyczki, można powiedzieć, że po jednym na każdą nogę. Dlatego gorąco proszę, aby Najwyższy mi już ich oszczędził, nie mam więcej nóg...
Odpowiedz
#41
niegoska pieknie napisane : )

ja właśnie dziś obchodzę urodziny Emilki, bo dziś są też urodziny Juliany, no i 26....


wiesz, ja też jakoś nie potrafię modlić się w kościele, w którym modliłam się w dniu zrobienia testu i wizyty, w dniu gdy dowiedziałam się, że sreduszko juz bije ... tylko TAM ... byłam.. ale stał się jakiś taki obcy... choć wcześniej go lubiłam i czasem tam chodziłam na msze....

później nawet w dniu gdy dowiedziałam się, że serduszko już nie bije, wcześniej, rano byłam na mszy.. byłam w naszym parafialnym... i nie mam tych dziwnych uodczuc... wręcz niedzielną msze traktuję trochę jak spotkanie, jakby wtedy mała też tam przychodziła...
Odpowiedz
#42
Dziękuję marzewo.

Tutaj również dla Emilki [*] i sto lat dla Juliany...
Odpowiedz
#43
To dzisiaj, 09.10.2013, miał być ten dzień, ale nie jest i nie będzie...
Nie ma już we mnie rozpaczy, rozdzierającego bólu. Jest żal, że już nigdy...
Pamiętam. Żyję.
Odpowiedz
#44
Niegoska, Jakie to trafione z tym kamykiem w bucie!

Dla Twoich dzieciątek (*)
Odpowiedz
#45
Czytając Twoją historię, aż serce pęka. Czytając ją dalej robi się ciepło na sercu, że po tylu latach tak niespodziewanie zachodzisz w ciążę. Ale kilka słów później znowu serce pęka, że tracisz kolejne dziecko Sad
Tak bardzo mi przykro. Ale nie możesz się poddawać. Musisz mieć nadzieje, że może jednak Ci się uda. Kochaj się z mężem spontanicznie, nie myśl tylko o tym aby zajść w ciążę. Im więcej o tym się myśli tym gorzej zajść.
Po stracie mojego Aniołka cały czas mam żal do Boga, że mi ją odebrał. Ale są takie dni bardzo ich mało, że wierzę że da mi szansę urodzić zdrowego dzidziusia.

Życie jest bardzo niesprawiedliwe. Jak to jest, że kobiety które pragną mieć dzieci nie mogą ich mieć. A te co ich nie chcą rodzą, porzucają albo mordują? Jak tak jest Panie Boże ?

3maj się ciepło Tongue

https://www.poronienie.pl/forum/showthread.php?tid=4013
Odpowiedz
#46
Niegoska łza się w oku kręci, pięknie o tych kamykach napisałaś, też mam dwa, życzę Ci z całego serca zdrowej dzidzi! Już dość kamyków Sad
Odpowiedz
#47
Dziękuję za ciepłe słowa.
Dziękuję za to forum,choć lepiej, gdyby nie było powodu, aby powstało.
Dziękuję wszystkim, którzy tu piszą.
Dla mnie to wielkie wsparcie i pociecha.
Odpowiedz
#48
niegoska - ja miesiąc temu przeżywałam ten dzień. Minął - a ja żyję nadal. Jestem dumna z moich ziemskich pociech, czasem się na nich wkurzam, do tego pracuję, sprzątam, czytam książki.....jest niby normalnie.... ale nie całkiem tak samo....

Po prawdziwej ciąży wystarczy kilka tygodni, żeby całkowicie dojść do siebie. Po ciąży takiej jak nasze - psychicznej - zmęczenie jest o wiele większe...... Rada na to jest jedna - pozwolić sobie na odpoczynek..... Myślę, że to dobra rada, choć osobiście jeszcze nie udało mi się z niej skorzystać....

Ściskam mocno
Odpowiedz
#49
freeq, kochana, dziękuję za ciepłe słowa tym bardziej, że wiem, co sama teraz przeżywasz. Dziękuję, że masz jeszcze ochotę i siły aby pomagać innym.
Życzę Ci, abyś znalazła spokój...Nie potrafię doradzić jak to zrobić, niestety, mogę tylko mocno trzymać kciuki...dasz radę, przetrwasz to, znajdziesz ukojenie...
Pozdrawiam.
Odpowiedz
#50
niegoska dużo sił..... i znów znam te uczucia.... czytałam nasze rozmowy sprzed pół roku... i chwilami nie poznaję siebie.... dziś zaganiana.... w pędzącym świecie.... nadzieja co raz mniejsza.... żal....


ale wiem, że dobrze mieć to wymarzone dzieciątko gdzieś tam... i tęsknić.... niż nie mieć go wcale....


dla Maluszków (*) (*), choć ten pierwszy maluszkiem nie jest już dawno...



mam taką podstawę do lampky, dostałam kiedyś.... dorosły anioł z dzieckiem w ramionach, a obok młodszy anioł.... nie potrafię się z nią rozstać...
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości