Co dalej......
#26
Ale nie da się chyba zapomnieć? To już lepiej spróbować sobie to posprawdzać trochę spokojniej, poukładać chociaż nieco i dopiero wtedy podjąć decyzję, co dalej.

Mąż szuka winnych, może akurat dobrze robi, kto wie, ale winnych czegoś konkretnego? Bo samo nieszczęście, które Was dotyka, czy kolejny problem z - jak nazwałaś - pokiereszowanym jedynym jajowodem, to może nie być kwestia winy czy złego postępowania, ale okropna konieczność, skutki niezbędnej interwencji. Pierwsza rozpacz i jemu utrudnia teraz chłodną ocenę sytuacji - to wymaga czasu, sprawdzania pod kątem medycznym i racjonalnego myślenia. Nie jest łatwo, to na pewno... No i pytanie, jaki efekt chciałby uzyskać, o co tak naprawdę walczy, jaki rezultat i reakcja na skargę byłyby dla niego i Ciebie tymi oczekiwanymi.

Ale wracając do strony medycznej, to trochę się chyba gubię, hm... Bo ten opis z dokumentacji, który przytoczyłaś, zupełnie nie sugeruje ciąży ektopowej, a tym bardziej etapu z bijącym serduszkiem. Czy to oznacza, że to z jakiejś wcześniejszej wizyty, a nie z tej ostatniej, gdzie coś więcej już stwierdzono i potem przeprowadzono jednak zabiegi, mam na myśli te kolejne, nie samo łyżeczkowanie? I to wcześniej z tą betą wypuścili? Jeśli tak, to może wtedy jeszcze z przeświadczeniem, że ciąża jest maciczna, tylko albo w fazie zbyt jeszcze wczesnej, albo przeciwnie i już w trakcie przesądzonego poronienia... hm... takiego bardziej zwyczajnego. Wtedy się nieraz czeka, po prostu odczekuje na rozwój sytuacji.
Tak naprawdę to teraz sporo gdybam, bo mam uczucie, że faktycznie jesteś tak rozsypana, że - mimo, że całkiem sporo wiesz o swojej sytuacji - to fakty opisujesz jakby nie po kolei, do tego w kawałkach i trudno mi z tego odtworzyć obraz całości, wiesz, taki przebieg logiczny chronologicznie, co z czym, kiedy, jak, w jakiej kolejności... Niby coś łapię, coś kojarzę z tych kawałków, ale i tak mam wrażenie, że wszystko mi się chaotycznie miesza. A w takim wypadku wszelkie wnioski są bardzo ryzykowne.
Spróbuj trochę dojść do siebie, emocjonalnie odreagować bez presji dotyczących błyskawicznych decyzji o ewentualnych skargach i może wtedy wolniej, po kolei opisać przebieg tej ciąży i dokumentację z kolejnych badań. Jeśli dasz radę, to spróbuj. Może to jakoś pomoże jednocześnie układać emocje? Nie musisz teraz... Nigdy nie musisz. Ale to jest Twoja historia, więc może opiszesz ją nie tylko z powodu dylematów w sprawie skargi.

Nie musisz też podejmować ostatecznych decyzji dzisiaj i Twój mąż też nie musi dzisiaj, ale obojętnie jaka by zapadła "jutro", to takie uzupełnienie i poukładanie sobie kwestii czysto medycznych raczej nie zaszkodzi. Choćby dla własnej wiedzy i rozumienia, co się działo. Bez tego się będziecie silniej szarpać, a próby zapominania będą prawdopodobnie zawodne. Wiesz, to jak zamiatanie pod dywan - niby jest efekt, ale pozorny. Odpuścić czasem trzeba, ale z przekonaniem, że należy odpuścić. A czasem trzeba właśnie nie odpuszczać, ale to także z przekonaniem, że się nie powinno.
Odpowiedz
#27
Masz rację napisałam wszystko bardzo chaotycznie. Mąż szuka winnych. Chyba tak mu łatwiej. Dziękuję za pomoc.
Spróbuję opisać to mniej chaotycznie. Gdy dowiedziałam się o ciąży zrobiłam dwa badania poziomu bhcg. Ostatni był z 20 lipca i wynosił 2020. Nie bylam u lekarza by potwerdzić że jestem w ciąży bo nie mogłam do żadnego się dostać. 30 lipca zgłosiłam się do szpitala z powodu bólu brzucha - bez krwawienia. Ten przytoczony opis jest właśnie z tego dnia. lekarz nie mówił o żadnej ciąży ektopowej. Bardziej sugerował puste jajo płodowe. Które było w macicy. Pobrano mi krew. Mówiłam że robiłam bhcg kiedy i ile wyniosło. Następnego dnia p ordynator podała mi cytotec dopochwowo. By szyjka przygotowała się do zabiegu. Z góry założono że on będzie. Co 4 godz byłam badana i dostawałam tabletki, szyjka pozostawała taka sama. 3dnia po rannym obchodzie p. ordynator zbadała mnie powiedziała że bez sensu czekać trzeba zrobić zabieg. Tak też uczyniono. Po 6 godz. wróciłam do domu. Na karcie wypisu doczytałam ze 30 lipca czyli pierwszego dnia mojego pobytu beta wynosiła 16 tyś. Potem już nie jej nie badano. Koniec mojego pierwszego pobytu w szpitalu.
6 dni później (poniedziałek) znowu zaczął boleć mnie brzuch. Mocno. Rano zadzwonił mój gin że ma wolny termin na następy dzień. Ucieszyłam się bo bolało mnie i chciałam żeby on zobaczył co tam się dzieje. Myślałam bardziej o komplikacjach po łyżeczkowaniu. Jakoś minął poniedziałek. We wtorek pojechałam do swojego gina. Powiedziałam mu że mnie boli pokazałam gdzie. Lekko się zdziwił. Zbadał mnie dopochwowo. Poweidział że macica się ładnie oczyszcza, zaczął sprawdzać dalej ale nie mógł znaleźć prawego jajnika i jajowodu. Więc zbadał mnie przez brzuch. Znalazł ciążę umiejscowioną gdzieś przy pępku. Wtedy zobaczyłam swoje 8 tygodniowe dziecko z bijącym sercem. Diagnoza: ciąża pozamaciczna. Skierowanie na pilne do szpitala. Pojechałam tam od razu. Lekarze ze szpitala potwerdzili. Nie wiedzieli gdzie ona jest ze względu na umiejscowienie. Domniemali że na jelicie. 3 lekarzy było przy usg jeden sugerował że może jajowód jest tak zarzucony. Po 2godz byłam już na stole.Kolejnego dnia lekarz który mnie operował wziął mnie na rozmowę i wytłumaczył wszystko. Powiedział że ciąża była nisko w jajowodzie i trzeba było część go usunąć, że mam nikłe szanse na ciąże, ewentualnie zostaje in vitro. Ale natura czasem płata figle więc nie ma co przesądzać.
Nie osądzam ich bo nie jestem lekarzem. Jeden z obecnych przy usg sugerował że wtedy - czyli podczas mojego pierwszego pobytu w szpitalu tej ciąży pozamacicznej nie było widać bo było za wcześnie. Nie wiem. Może i tak było.To był mój drugi pobyt w szpitalu w przeciągu dwóch tyg.
DzikaMyszo ja jestem zagubiona bardzo, nie śpię, nie jem,wczoraj dostałam krwawienia. Pojechałam z najgorszymi myślami do szpitala. Okazało się że to miesiączka. Nikt mi nie powiedział że tak może być. Jestem psychicznym wrakiem człowieka. Nigdy tego nie zapomnę, nie zapomnę widoku mojego dziecka z bijącym sercem. Ciągle śni mi się jak go rozrywają podczas operacji....
Chcę tylko odpowiedzi na pytanie, co mi wyłyżeczkowali i dlaczego mnie wypuścili po pierwszym pobycie w szpitalu z tak wysoką betą. Mój lekarz powiedział że taki wskaźnik bety oznacza żywą ciąże.
Odpowiedz
#28
Ktoś mi pomoże? dziewczyny ?
Odpowiedz
#29
Madusia ja niestety nie znam odpowiedzi na swoje pytania dlaczego, które sobie codziennie zadaje a Twoje wydaje mi się bardzo medyczne. Po śmierci Antosia medyczne sprawy wyjaśnił mi bardzo dokładnie nasz ginekolog, lekarz ze szpitala i położna wszyscy niezależni od siebie ale mówili to samo chociaż w sumie mam to gdzieś bo na koniec każde z nich ze współczuciem stwierdzili przykro nam spotkał Państwa pech ale gdyby częściel zlecali dodatkowe badania to można byłoby wykryć ten nasz pech zrobić mi cesarkę, którą i tak mi zrobili i Antos miałby szanse może by żył. Co do Twojego pytania może warto skonsultować się z jakimś innym ginekologiem niezależnym z dobrymi opiniami, zadać oficjalne pytanie szpitalowi chociaż nie wiem czy tak można i czy na nie odpowiedzą (ale ja bym próbowała na Twoim miejscu). Wydaje mi się, że powinnaś na wypisie pierwszym mieć szczegółowo opisane co Ci zrobiono podczas zabiegu. przykro mi, że za bardzo nie umiem Ci pomóc i że Cię to spotkało, bardzo Ci współczuje.
Odpowiedz
#30
Ciąg chronologiczny teraz o wiele więcej mówi i jest z grubsza zgodny z tym, co wnioskowałam, ale to nadal za mało informacji. Przede wszystkim brak danych o tygodniach ciąży liczonych z OM i/lub z owulacji. Nieznane są także wymiary z USG - pęcherzyka w macicy i potem też zarodka z pozamacicznej.
Bez terminu OM (ostatniej miesiączki), rozmiarów ciążowych z USG wraz z tc (tygodniami ciąży) i odpowiadających im dat znany jest przebieg, ale nadal nie jest znana sensowność diagnoz i postępowania z etapu sprzed stwierdzenia ciąży ektopowej lub prawdopodobieństwa w podejrzeniach.
We wczesnych ciążach to ma ogromne znaczenie - tu się każdy dzień liczy, a obraz USG w odstępach nawet dość krótkich jest nieporównywalny. Dotyczy to także szans na wykrycie akcji serca.
W ocenach liczy się wypadkowa okoliczności, a nie sam fakt, że w ostatnim etapie była akcja serca. Bo mogło jej wcale nie być wcześniej uchwytnej.

Wysoka beta na ogół oznacza trwającą ciążę, ale to nie jest wcale takie oczywiste, że zdrową i żywą, bo w grę wchodzi choćby zaśniad. W macicy przy tym stwierdzono pęcherzyk, nie wspomniano, by był identyfikowalny jako pseudopęcherzyk, przy tym ciąża ektopowa zwykle charakteryzuje się gorszymi przyrostami bety, puste jajo bodajże tak samo - nic więc nie wskazywało jasno na podejrzenie ciąży ektopowej, a przy pustym jaju postawa wyczekująca jest przez pewien czas prawidłowa, bo czeka się albo na uwidocznienie ciałka zółtego i zarodka albo na poronienie samoistne i dopiero gdy nic z tego nie zachodzi, to się łyżeczkuje. Albo gdy tc albo inne objawy wskazują na to, że należy już wyłyżeczkować.
Zatem dane o becie są jakby sprzeczne, ale ciąża heterotopowa mogła je znakomicie maskować - bo to mogła być na logikę beta z ciąży w macicy, a nie ektopowej, skoro była wysoka i mocno urosła.
Oznacza to, że odczekiwanie i decyzja o łyżeczkowaniu mogły być słuszne. Ale nie musiały. Przy takich danych, oczywiście, jak podałaś do teraz.
Oznacza to bowiem, że wyłyżeczkowano być może puste jajo czy też obumarłą ciążę maciczną heterotopową, która wtedy była traktowana jako sama nie rokująca już ciąża maciczna, bo ektopowa się jeszcze nie ujawniła na USG.
Albo łyżeczkowano bez powodu pseudopęcherzyk, ale na etapie, w którym nie można go jednoznacznie odróżnić od pecherzyka albo z powodu błędu w ocenie, zobiektywizowanego lub nie.
To nadal opis dwuznaczny mocno - na dwoje babka wróżyła - i mogło być poprawnie, i mogło być błędnie.

Uzupełnij posiadane informacje o daty, tc i wymiary z dni badań.

Dodam na wszelki wypadek: Ewentualny błąd w tej sytuacji mógł dotyczyć chyba tylko zagrożenia dla Ciebie z powodu ryzyka związanego z ciążą ektopową (np. pęknięciem) - błąd byłby wtedy o tyle, o ile ciąża ektopowa byłaby wykrywalna szybciej. I w konsekwencji być może dotyczyłoby to stopnia naruszenia jajowodu, ale to też nie zależy tylko od samego momentu wykrycia, bo umiejscowienie też jest istotne.
Ale losy dziecka lub dzieci były w zasadzie niemal przesądzone, jeśli maciczna także była faktyczna i się zatrzymała w rozwoju.
Odpowiedz
#31
Z mojego pierwszego pobytu, mam tylko informację: Rozpoznanie Poronienie chybione ciąża IV 6 tygodni. Nigdzie nie ma rozmiarów pęcherzyka w macicy.
ciąża pozamaciczna: USG mojego ginekologa CRL 1,59 GA 8w0d , w karcie ze szpitala W prawym podbrzuszu uwidoczniono pęcherzyk ciążowy z zarodkiem wielkości odp 7w4d. Bez wymiarów.
Od tamtego czasu nie sypiam prawie w ogóle. Poprosiłam lekarza o leki na sen bo jestem niewyspana i brak mi siły na wszystko. Ciężko mi zająć się synem. Najchętniej przespałabym cały ten czas. Zamykam oczy próbując zasnąć i widzę ekran monitora u mojego ginekologa a tam moje dziecko. Potem jest rozszarpywane. Wszyscy każą mi brać się w garść a ja nie mam siły, ciężko mi oddychać. Mąż się boi że sobie coś zrobię. To wszystko nie ma sensu. Mąż złożył wniosek o zbadanie tej sprawy w prokuraturze. Nie skonsultował tego ze mną. Powiedziałam że nie bede zeznawać
Odpowiedz
#32
O jacie... co za Admin-Baran zredagował ten Regulamin, że kląć nie można... Bo z trudem wiązankę powstrzymuję...

Znają mnie tu z tego, że nie zawsze owijam w całe kilometry bawełny i teraz też nie będę, bo szkoda zdrowia na podchody i czasu na to w pewnych sprawach. Zadam jedno pytanie - zadbał o obejrzenie i wydanie sobie kopii dokumentacji szpitalnej z każdego pobytu? Pełnej możliwej do uzyskania z każdego etapu, z tego ostatniego także. I nie mówię tutaj bynajmniej o samych wypisach dla pacjenta ze szpitala przy wyjściu. Jeśli nie, to z mojej strony krótka piłka w jego kierunku, ale nieco inna niż Twoje zarzuty za brak małżeńskiego uzgodnienia - gdyby tam było coś ważnego w ocenie a potwierdzającego błąd, to liczy na rycerski honor osób, którym aż tak poważnie nie ufa czy na szczęście głupiego?
Ma tę dokumentację zabezpieczoną przez siebie czy jednak zostawił to... słodkim krasnoludkom, bo jeszcze nie słyszał bajek w wersji dla dorosłych?
Jeśli nie zadbał o to jeszcze, to niech teraz bez zwłoki ruszy zadek za dokumentacją, nim mu go odstrzelą, jeśli będzie miał pecha i zada się z tymi, co niżej pasa walą bez oglądania się na reguły fair-play i uczciwość. Nie zawsze wyparowują wcześniejsze prawdziwe wersje, ale w królestwie cnoty to my nie żyjemy, by o tym ryzyku nie myśleć.

Jemu bym głowę urwała, ale to nie oznacza, że uważam, że wszystko źle, niepotrzebnie albo że nie powinnaś zeznawać tylko dlatego, że nie spytał Ciebie o zdanie. Wiesz, to są różne sprawy - zawalanka w jednym wobec Ciebie, czy drugim z dokumentacją (jeśli się nie zaasekurował co do niej), to jeszcze nie znaczy, że trzecie, czyli decyzja o wniesieniu sprawy albo losy tej skargi są do niczego.
Wiem, że nie ułatwiam Ci naszej rozmowy emocjonalnie, ale to nie dlatego, że nie zauważam Twoich trudności w otwieraniu się z nimi, że w ogóle to robisz i tego też potrzebujesz. Po prostu - to nie ja tę rolę wobec Ciebie odegram. Nie od Admina ten rodzaj wsparcia się pojawi. Mój chłód wynika z różnych powodów, ale nie jest nim brak zainteresowania. To także celowe ograniczenie do tego, w czym na Forum czasem trzeba - pardon - opanowanej zimnej żmii. A w tym bywam dobra...

Aha, rada Forumowiczki, by skonsultować to z nieszpitalnym ginekologiem jest dobra, a prawo do zadawania szpitalowi wszystkich pytań pacjent ma.
Ale rozsądnemu konsultantowi dokumentacja też byłaby jednak niezbędna. Bez niej nie wszystko odgadnie trafniej. A znowu przed zadaniem pytań szpitalowi i tak warto ją zdobywać, nim szpital załapie, co tak naprawdę pacjent rozważa z jej użyciem, gdy nie chodzi mu tylko o własne zapoznanie się z jej zawartością z przyczyn medycznych, na przyszłość, w kolejnych ciążach, zwrotnie dla lekarza prowadzącego itd. Rozumiesz? Zawsze warto od tego zaczynać - to rodzaj zabezpieczenia. Przynajmniej takiego niewielkiego, ale niekiedy wszystko od tego zależy. Może sie okazać, że ta szersza niż w wypisie dokumentacja niemal nie istnieje, ale to też warto wiedzieć, bo taka wiedza też miewa znaczenie.
Tu np. chodzi głównie o ostateczne pewne losy badania histopatologicznego. Albo np. ewentualne wydruki i opisy zdjęć USG. Cokolwiek, czego nie ma w wypisie, a tam może (nie musi w praktyce, ale może) być.

Dobra, kwestia męża i dokumentacji nie zależy ode mnie - zrobi, jak uzna za stosowne, choć serio radzę szybko kopie zdobywać. Na wszelki wypadek, podkreślam. Oby zbędny, ale...
My wróćmy do tego, co usiłuję doprecyzować, by Ci pomóc coś samej z grubsza rozeznać. Kolejno:

- Jaka była data pierwszego dnia OM i czy masz regularne cykle?
- Czy 6 TC z pierwszego pobytu to według OM, szacowanej owulacji czy USG? Jaka była data badania USG?
- Czy 8 TC u ginekologa to też według OM (tak myślę, ale czy na pewno) i też jaka to była data?
- Data USG szpitalnego z uwidocznieniem ciąży ektopowej (tu akurat z treści wynika, że TC jest według USG, a nie OM).

Jeśli z jakiegoś powodu nie chcesz upubliczniać dat - napisz, to je pousuwam po przeczytaniu. Jeśli boisz się nawet mnie podać, to powiedz to wprost - zastanowię się, jak przeformułować pytania, by zorientować się w tym, co chcę ustalić merytorycznie, a bez konkretnych dat.
Nie podawaj mi danych pod wpływem emocji i presji, że "jak tu odmówić prywatnych detali i to jeszcze Adminowi, który bywa znienawidzoną forumową żmiją". To nie jest problem, jakby co.
Odpowiedz
#33
Maddusia, dużo sił. Nie dręcz się, to nie Twoja wina, dzidziuś nie miał szans. Mnie tylko zastanawia, kto zlecił łyżeczkowanie na tak wczesnym etapie ciąży.
Odpowiedz
#34
Jeszcze nie wiemy, na jak naprawdę wczesnym, a w pęcherzyku nie było ani cienia echa zarodka (to jeszcze mogło być pytanie, czy nie za wcześnie), ale także nie było cienia pęcherzyka żółtkowego (a to już mniej ciekawie i bardziej nie rokujące). Przy tym TC podany w pełnych tygodniach, co jest mało precyzyjne, bo mógł mieć kilka dni dodatkowe, co przy braku zółtkowego jeszcze niefajniej, no to puste jajo realne mocno, a pacjentka zgłasza się z jakimiś objawami niepokojacymi i wysoką betą... Za wysoką na za wcześnie. Raczej na za późno. Znowu rośnie prawdopodobieństwo pustego jaja - już... pustego. Pęcherzyk miał rysy zatarte... Autoliza? Wchłaniał się już? Beta wysoka, ale już z tendencją spadku... A powód spadania przed czy pozabiegowy?
Dlatego najpierw cykl w dniach w odniesieniu ustalam... Znaczy, próbuję.

Gdybam, wiadomo, gdybam.
Powiem tak - to łyżeczkowanie mogło być uzasadnione.
Ale masz rację i mogło jeszcze nie być - terminy chciałabym poznać starannie, wymiary wcześniejsze z macicy byłyby też super. Szkoda, że tych nie znamy, ale daty Maddusia powinna kojarzyć.
Co do wymiarów jeszcze - w dokumentacji mogą być zdjęcia USG. Albo bliższe opisy.

No ale... rozumiesz... łyżeczkowanie za wcześnie - źle, ale za późno - gorzej... Coś się działo przecie niepokojącego, to była wizyta interwencyjna z powodu objawów, nie planowa w gabinecie. Złoty środek decyzyjny, ryzyko decyzyjne, błąd? Kto wie...
Odpowiedz
#35
Tfu, z rozpędu piszę bzdury - pośpiech zawsze jest złym doradcą, nie tylko u mężów, jasny gwint.
Nie ciałka żółtego też nie było widać, tylko pęcherzyka żółtkowego. Poprawiłam posta wcześniejszego, bo jeszcze ktoś z czytających kiedyś nie doczyta tej wzmianki niżej i się zasugeruje.
Odpowiedz
#36
Bo, PiBi, weź pod uwagę, że odruchowy opis pierwotny brzmiał, że mimo zgłoszenia interwencyjnego wypuścili ze szpitala z wysoką betą, rzędu 16 000. A wychodzi mi z precyzowania, że dopiero po łyżeczkowaniu, tylko przecież beta nawet po łyżeczkowaniu by nie spadła tak od razu, czyli wypuszczenie z wysoką nie byłoby dziwaczne z powodu samej bety. Spacyfikowałam swoim wejściem Forum zawczasu, bo kierunek reakcji byłby przewidywalnie upraszczający - za mało danych merytorycznie, ale ocen od razu sporo, choćby po cichu.
A Ty teraz pytasz, czemu nie czekali jeszcze z łyżeczkowaniem, a niech Cię... I pogódź te baby...

Zatem "wypuścili z wysoką betą" czy "biciem serca w ektopowej" to niedomówienie skrótów myślowych było i to jest jasne.
Ale zostańmy przy samym łyżeczkowaniu teraz, czy za wcześnie się odbyło, hm... W wypisie pierwszym taka wysoka beta była przy całkiem pustym pęcherzyku mimo tej bety, więc objawy dość jeszcze "normalne" jak na poronienie w toku.
Ale wartość bety niemała jak na myślenie z nadziejami o młodszej ciąży. Kićkam skojarzenia czy nie? Bo widzi mi się sporo bety jak na nadzieje, że się żółtkowy i zarodek jeszcze rozwiną. Bo to przetrawiasz - młodszą ciążę? To jak widzisz ten problem?

Mowa również o spadaniu bety. Ale spadanie było obserwowane - znowu, notabene - też jeszcze przed zabiegiem, czy po? Na razie zakładam, że już przed. Ale kolejne pytanie - z ilu na ile? To 16 000 to było maksimum czy nie? I nawet bez liczb, nawet jeśli wspomniany spadek byłby jednak dopiero po zabiegu, to w takim razie znowu wracamy w błędne koło rokowań dla niego oraz czy jest sens czekać i na co.

Niezależnie od precyzowania detali i tak czy owak będę podstępna teraz wobec Ciebie - generalnie Ty zatem byś się czepiła raczej zbytniego odczekiwania z łyżeczkowaniem czy jednak za krótkiego? Bo pierwsze opinie forumowe to nierealna sprzeczność - należało jeszcze zachowawczo czekać i jednocześnie już nie czekać. To beta zła i gady czekały nie wiadomo na co, czy świetna, mimo reszty, a gady nie zaczekały? Ja mam tu ciągle dylemat... To Ty też nie możesz mieć za łatwo, nie dam Ci luzu.
Nie mamy za wielu danych, my teraz, do tego pytam z perspektywy ówczesnego obrazu sytuacji, a nie tego, że dzisiaj wiadomo, co się potem okazało z resztą.

Mnie zastanawia też, czy obiektywnie nie zwalono czegoś w USG i/lub nie wzięto też poprawki na rzadką potencjalną ciążę mnogą przy rozważaniu postępowania. Ale jeśli wzięto ją albo jakieś inne powody, a nie było nic jednak mimo starań widać, to łyżeczkowanie może miało służyć "przy okazji" też usunięciu "maskowania" przez "nierokujący" pęcherzyk reszty nieujawnionych przyczyn? Bo jeśli nie było zagrożenia (jeszcze) powikłaniem ze strony macicznej, to mogłoby mieć sens trochę nadal poczekać na poronienie samoistne (w tle z nadziejami, że może jednak ciąża młodsza i kichać taki poziom bety przy pustym pęcherzyku, skoro się nie pali).

Więc - beta a pęcherzyk ciążowy bez choćby żółtkowego oraz przy zatartych zarysach - myślisz, że nadzieje realne czy tylko na tzw. cud, "bo ciąża to nie matematyka"? Choć wiemy, że statystyka ma swoje prawa... Więc jak to według Ciebie rokowało medycznie w sposób najbardziej racjonalny, choćby na miarę amatorskiej wiedzy? Realnie optymistycznie? Tak sobie? Czy bardzo bez szans? Co było stawką w rezygnacji z samoistnego? Czy dalsze czekanie mogło zwiększać ryzyko zbędnego zaciemniana obrazu bez dostatecznej korzyści, jeśli nadzieje na rozwój ciąży w macicy byłyby znikome? Też bym chciała wiedzieć. Znam ten temat za słabo, ale wydaje mi się, że samo skojarzenie 6 jako wyznacznika bezwzględnego przedwczesności byłoby bez punktu odniesienia - nomen omen - falstartem.
Odpowiedz
#37
A guzik, do licha.

Co ja się tak łatwo uwarunkowałam na kontynuowanie skojarzenia, że to w ogóle była wysoka beta? W sumie wiem, jak i czemu to przeoczenie we mnie przebiegło. Mniejsza z tym, ale tym bardziej potwierdza, że siła sugestii w odbiorze emocjonalnych postów bez starannego filtrowania merytorycznie każdego detalu to jednak zło - można przejąć odruchowo mylne przekonania, błędne pierwotne interpretacje i "przeoczyć" błąd startowy w prostych sprawach, bo pod latarnią najciemniej. I od początku wyjść z błędnych założeń.

Brzytwa Ockhama się kłania...
Trudne i nietypowe nie oznacza nietypowego w każdym detalu.

Beta.
Matko, Maddusia, ona przecież wcale nie była jakaś wysoka. Nie była wysoka, ale poszłam jak krowa w koniczynę za podkreśleniem "wysoka", sensu "zbyt wysoka" w postach, w tym kontrastu z wynikami najstarszymi sprzed szpitala, tak sugestywnie to brzmiało.
Ręka w górę, kto jeszcze się na Forum uwarunkował na niezweryfikowanie na serio tego skojarzenia. Zwłaszcza po tym, jak ja je niechcący wzmocniłam traktując poważnie własnym przeoczeniem, bo uznawanie tej bety za (zbyt) wysoką jest od początku mylące?

Jest odwrotnie - taka beta oscylowała raczej w dolnych rejestrach norm na takie tygodnie, obojętnie czy z OM czy z owulacji albo USG. Wzrosty za 10 dni od 20-tego do 30-tego wcale nie były galopujące - toć by doszły znacznie wyżej, gdyby były teoretyczne podwojenia co dobę w pierwszych dniach. A w wartościach bezwzględnych kilkanaście tysięcy około 6 tygodnia to także niedużo. Dołem to norm leciało, nie górą. Ewentualna tendencja spadająca to w takim wypadku tym silniej złe rokowanie dla pęcherzyka w macicy. Nie wiem, czy pewność, bywają wyjątki, ale lekarz gabinetowy potem za pewnie to oceniał wstecz, że żywa, żywa. A my tutaj na Forum to miewamy same bety zerowe, czy jak?

Upewnić się trzeba, że to były dolniejsze wartości, bo ja padam na pysk i nie zaufam sobie za diabła teraz, czy mi ufoludki nie grzebią w mózgu i nie odbierają rozumu. Ale przeoczenie Admina to teraz sprawdzi cała wataha i zaraz nam powiedzą, czy wreszcie w końcu mnie (nas? je?) olśniło poprawnie w tym akurat szczególe.

PiBi, jeśli tym razem wreszcie się słusznie ocknęłam ze zbyt silnej sugestii czytania i wdrukowywania sobie skojarzeń bez ich intelektualnej weryfikacji co do każdego detalu, to zostaje niewysoka beta nieźle pasująca zarówno do pustego jaja, jak i ciąży ektopowej. Ale brak tej sprzeczności z wysoką betą, którą drążyłam, wcale nie wyklucza jeszcze prawidłowego postępowania. W tym sensie olśnienie betowe nie wskazuje od razu, czy i gdzie popełniono błędy w szpitalu. Niestety, to nadal nie jest przy tych danych teoretycznych jasne. Nawet może to pogarsza sprawę interpretacyjnie. Bo skoro przy pustym jaju beta była nisko i to było logiczniejsze z teorią, to ektopowej - być może - można było jeszcze nie dostrzec i nie mieć na tamten moment sensu szukać jej do upadłego bez odczekania. Skoro przyczyna w macicy mogła się wydawać klarowna - wszystko pasowało do siebie, więc reszta gdybania zostaje, także pytanie o ewentualne zbędne maskowanie trwaniem bety, gdyby nie łyżeczkowano, no i w wersji najgorszej - o zawalenie podczas szpitalnego diagnozowania USG.
Ale nie na podstawie słów lekarza gabinetowego, czym co było od A do Z, skoro on tego USG nie wykonywał i nie widział. I dokumentacji w komplecie też jeszcze nie. Z całym szacunkiem, ale w 8 tygodniu ektopowej z bijącym sercem, to mało który by już nie miał jasności. Gadka o tamtej becie z 6 tygodnia jako dowodzie drugiej (albo jakiejkolwiek) ciąży żywej tego nie zmienia. Są poronienia z wyższą.

Ile osób po znalezieniu pęcherzyka w macicy ponownie jest badanych między 5 a 9 tygodniem tylko z powodu wyjątkowo rzadkich przypadków pod kątem ektopowej? Ciąże heterotopowe są przecież też z żywymi w macicy, a jakże... Może nawet częściej takie. Wykrywane przed 8 są jednak rzadko... Znajdujemy w macicy jedną, rzadko nastawiamy się na szukanie drugiej poza macicą kolejny raz z góry.

Podejrzenia heterotopowej powinny zasugerować dodatkową kontrolę. Pytanie co ile i jaką metodą szukać, także jeśli w USG nie widać.
Drugie pytanie, czy należało mieć w ogóle te podejrzenia i czy było takie istotnie wyższe statystycznie ryzyko stwierdzalne zgodnie z typowymi procedurami diagnostycznymi. Ja bym była skłonna myśleć, że może tu ryzyko było wyższe od typowego, ale nie z powodu bety.
Odpowiedz
#38
Wydaje mi się, że nie wysokość bety jest istotna, tylko przyrost. Przy jakiejś tam wysokości nie przyrosta już galopująco, a w ciąży ektopowej i pustym jaju może też rosnąć normalnie. Nie wiem, wydaje mi się, że Maddusia powinna mieć zrobioną betę w dniu przyjęcia, w trakcie pobytu w szpitalu i na wyjściu.
Maddusia, współczuję serdecznie.
Odpowiedz
#39
Maddusiu ja miałam podejrzenie zaśniadu. Zarodek był, serce nie biło beta rosła. Po zabiegu powoli spadała musiałam ją jeszcze długo kontrolować.
Bardzo Ci współczuję całej sytuacji. Ściskam Cię mocno.
Odpowiedz
#40
Bete zbadano raz w dniu przyjęcia. Mówiłam że robiłam wcześniej (20 lipca) i było 2020. Ale nie miałam żadnych dokumentów. Więc uwierzono mi na słowo. Mój gin prowadzący orzekł że 16 tyś to ciąża żywa. Nic nie rozumiem.
Odpowiedz
#41
Nie znam się na becie bo przy poprzednich ciążach które straciłam wynik oscylował w granicach 1 tysiąca. Lekarz w szpitalu gdy robił mi usg to był małomówny i niechętny do udzielania odpowiedzi. Monitora nie widziałam, zresztą niewiele bym zrozumiała.Ja nie chciałam tego zabiegu ale skoro trzeba to trzeba.
Odpowiedz
#42
wszczęto dochodzenie w sprawie narażenia mojego życia i zdrowia. Mąż wystąpił do prokuratury o zbadanie sprawy. Jutro odbieram badania histopatologiczne. Psychicznie nadal źle.
Odpowiedz
#43
Maddusiu, straciłaś dziecko i to w potwornie traumatycznych okolicznościach, to jest takie świeże, daj sobie czas na zły czas. Przytulam Cię serdecznie.
Odpowiedz
#44
(Sat, 26 Sierpnia 2017, 13:49:14)maddusia83 napisał(a): Z nóg mnie zwaliło DzikaMysz. Myślę że muszę odpuścić bo coraz gorzej mi jest.

Niepewność nieznanego dręczy, a znowu wiedza też czasem przeraża. Jedno gorsze od drugiego... Nie wiadomo, co wybrać. To nie jest takie oczywiste. Też miewam takie dylematy - ile usiłować się dowiedzieć albo ile ujawniać. Zdarza mi się to prywatnie we własnych sprawach, ale na Forum też nieraz się tym gryzę.

Co masz na myśli mówiąc "gorzej mi jest"? Bo ten efekt właściwie jest regułą po stracie - obojętnie, czy kobieta wnika sporo, czy nie, on i tak lubi się pojawiać z czasem. Dopiero jeszcze większy upływ czasu sprawia, że ból zmienia oblicze na łatwiejsze do wytrzymania.
Odpowiedz
#45
Zgadzam się, niby chcę wiedzieć ale nie chcę. Nie mogę dodzwonić się do swojego ginekologa. Może on mnie oświeci.Obecnie mam inny problem bo pobolewa mnie miejsce gdzie miałam ciąże pozamaciczną....fiksuje.
Odpowiedz
#46
Witam kochane. Dziękuję za wsparcie które od was dostałam. Zgłosiłam się do psychologa, dostałam leki, wróciłam do pracy i zaczęłam jako tako funkcjonować. Tak sobie żyłam raz na wozie raz pod wozem w moim emocjonalnym życiu.... Chciałam zapisać się na in vitro, ale nie nie mogłam się zebrać.
W piątek (9.03) zrobiłam test ciążowy. Wyszedł pozytywny. Niewiele pamiętam, raczej moje krzyki i to że chciałam wybiec z domu, mąż krzyczał syn płakał a ja miałam ciemność przed oczami. Kochałam się z moim mężem raz, 3 dni po okresie - jest to jedyny czas kiedy mam minimalną ochotę na zbliżenie. Teoretycznie są to dni niepłodne, jak widać nie zawsze. Zrobiłam bete rosła prawidłowo. Byłam u swojego gin.jednakże był to bardzo wczesny czas (4tydz.). Powiedział że w macicy jest pęcherzyk, ale nie wiadomo czy to nie pseudopęcherzyk, często spotykany w ciąży pozamacicznej. Z medycznego punktu widzenia nie powinnam zajść w ciążę, istnieje małe prawdopodobieństwo że jest to normalna ciąża. W poniedziałek mam wizytę, pozostaje mi czekanie. Mam mętik w głowie...Obwiniam się ze zrobiłam coś tak nierozsądnego. Mam pustkę w głowie i w sercu, mąż myśli pozytywnie a ja nie umiem...
Odpowiedz
#47
Maddusia, 3 dni po @ to nie musi być czas niepłodny, wręcz przeciwnie. Nie trać nadziei.
Odpowiedz
#48
Nadziei nie mam w sobie. Raczej obojętność. To mnie trochę przeraża, że nie mam w sobie tej kiełkującej pozytywnej myśl że będzie dobrze, tylko obojętność i chęć aby już było po wszystkim. Dostałam zastrzyki neoparin, lureinę i acard.
Odpowiedz
#49
Obojętność jest chyba swego rodzaju obroną. Człowiek woli nie budzić nadziei, żeby nie przeżywać kolejnego rozczarowania, kolejnego bólu i cierpienia. Obojętność jest jak zbroja...
Odpowiedz
#50
Szkoda tylko ze to zbroja z papieru. Mnie zawodzi przy silniejszych wiatrach
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości