Jak powiedzieć dzieciom w rodzinie o poronieniu?
#26
Ja mówię starszemu od początku. Jeszcze nie rozumie, ale chcę, żeby to było dla niego naturalne. Narażania go na śmieszność się nie boję.
Odpowiedz
#27
Poroniłam w 9 tc. Tydzień temu. Mam starszą córkę 6 letnią, która długo już modli się o rodzeństwo. Córeczka urodziła się z ciąży zagrożonej, długo leżałam, problemy były od 6 tc, ale udało się - zdrowa, piękna i mądra Smile
O drugie dziecko staraliśmy się 4 lata. W końcu udało się, 2 kreski i ogromna radość. Córeczka wiedziała od początku, dużo rozmawiałyśmy o tym jak dzidziuś wygląda, jak będzie się zmieniało moje ciało. Codziennie wieczorem śpiewała nową kołysankę dla dzidziusia. Miała wiele planów - jak to będziemy razem spacerować, jakie klocki musi schować żeby dzidziuś nie połknął. Wybrała nawet imię (imiona: Klara lub Wojtek)! I to wszystko w ciągu 9 tygodni. To była jej i nasza ogromna radość. Trochę spodziewałam się problemów podobnie jak w pierwszej ciąży - a tu nic. Wszystko wspaniale! Aż do wizyty u ginekologa w 7 tc - ciąża na 4 tc, brak echa serca. Trzeba czekać może to ciąża wcześniejsza niż wynika z ostatniej miesiączki, może to ciąża martwa... Niestety po 10 dniach badanie hcg oraz usg potwierdziły, że ciąża nie rozwija się. Niestety nie było to też poronienie samoistne. Dzieciątko w moim brzuchu było już martwe 5 tygodni.... w czwartek wiedziałam już na 100%, że dziecko nie żyje, że jutro muszę jechać do szpitala, bo możne dojść do zakażenia. Czekał mnie zabieg, Nigdy w żadnej sprawie nie oszukiwaliśmy naszej córki. Powiedziałam jej, że naszemu maluszkowi nie urosło serce, że nie zaczęło bić. Acha - to była jej pierwsza reakcja. Za to wieczorem przepłakałyśmy razem 4 godziny, płakałyśmy, rozmawiałyśmy.... - bardzo cierpiała, pytała Dlaczego? Przecież tak bardzo ją kochamy? Tak na nią czekaliśmy? Odpowiadałam, że nie wiem dlaczego, że czasem Bóg zaprasza do siebie ludzi w różnym wieku i chciał mieć nasze maleństwo u siebie. Wtedy ona powiedziała, że jest to jakby święta, bo nie ma nawet grzechu pierworodnego...
Rano powiedziała, że przyśnił jej się anioł stróż i powiedział, że w niebie jest nowa dusza - Klarcia - jej maleńka siostrzyczka.
Po moim powrocie ze szpitala, córeczka bardzo się mną opiekowała - robiła herbatkę, przytulała. Kilka razy rozmawialiśmy razem we trojkę o naszej stracie - ale były to już rozmowy raczej o Klarze, o tym że jest w niebie, że "czeka tam na ciebie mamusiu i jak będziesz bardzo stara to się spotkacie".
Wczoraj moja córcia wyciągnęła lalkę dzidziusia (nigdy się nią nie bawiła, nie bawiła się w ogóle lalkami). Nazwała ją Klarcia, kąpie ją, karmi, "spały" razem,  Zojka  pod swoja kołdrą, a lalka obok pod swoją. Rano przytuliła ją na pożegnanie i z uśmiechem pobiegła do szkoły.
Nasza żałoba trwa.... Zojka po dziecięcemu układa swój świat, mierzy się ze stratą na swój sposób. Myślę, że poprzez lalkę oswaja ból po utracie siostry...
Odpowiedz
#28
Amaria współczuje Ci bardzo straty dziecka (*)
Jak bardzo mądra jest Zojka , wrażliwa i...no właśnie w tak naturalny, dziecięcy sposób wie o tamtej stronie..."w niebie jest nowa dusza..." i znowu wszystko staje sie tak namacalne, realne, tuż obok...przytulam Cie mocno i jeszcze raz bardzo współczuje
Odpowiedz
#29
Mam dwóch synów, 5 i 7 lat. Bardzo chcą mieć rodzeństwo. Gdy dowiedziałam się, ze jestem w ciazy powiedzieliśmy im, ze prawdopodobnie mam w brzuchu dzidziusia. Prosiłam, by teraz uważali, by mnie nie uderzyć przypadkowo, wytlumaczylam, ze teraz nie będę ich podnosić. Chłopcy byli bardzo szczęśliwi. Przygotowywali zabawki dla dzidziusia. Chcieli nosić torby z zakupami. W dniu gdy dowiedzieliśmy się, ze serduszko naszego dziecka nie bije byli przy nas. Byliśmy na wakacjach, a więc musieli razem z nami jechać do szpitala. Widzieli moje łzy. Powiedzieliśmy im, ze serduszko dzidziusia nie bije, ze musimy wrócić do domu, pójść do innego lekarza,  by jeszcze raz to zbadać. Zrozumieli to. Zapytali, czy jeśli dziecko umarło, to czy będzie miało pogrzeb. Wszyscy modlilśmy się o cud. Niestety mój lekarz potwierdził te diagnozę . W wieczór przed pójściem do szpitala pożegnali się z dzidziusiem, wszystkie ich przytulanki także. Teraz, dwa dni po moim powrocie ze szpitala wiedzą, ze dzidziuś nie mieszka już w moim brzuchu, ze jest Aniolkiem. Kilkakrotnie powiedzieli, ze będą bardzo dbać o jego grobik, będą nosić kwiatki. Boję się trochę pogrzebu, ale wiem, ze musimy zabrać ich ze sobą. Bardzo zaskoczyła mnie "dojrzałość" moich synów...
Odpowiedz
#30
To trudne - samej tracić jedno dziecko i przy tym patrzeć, jak drugie traci pewnego rodzaju niewinność tak wcześnie... Ta dojrzałość kojarzy Ci się z utratą dzieciństwa, prawda? Dzieci jednak rosną, czy tego chcesz, czy nie. W tym, co jest prawdziwe.
Ale to prawda, rozumieją instynktownie więcej niż sądzimy. Są w tym nieraz naturalniejsze od dorosłych. I ta naturalność może procentować, skoro i tak nie sposób uchronić je całkowicie przez zetknięciem z rzeczywistością śmierci. Może właśnie normalne jest to, co nas niekiedy tak zadziwia - że dzieci są zdolne do przyjmowania świata takim, jakim jest. A my usiłujemy tę zdolność wytłumiać tak skutecznie, że potem mści się brak tej umiejętności. Bo klosz bywa zdradliwy. Bardziej chyba zdradliwy od trudnej wiedzy.
Wcale mnie nie dziwi, że się boisz. Ja się bardzo bałam, własnych reakcji najmocniej. Jednak to będzie nie tylko ten moment, będą też chwile po nim i to one wniosą coś dobrego, po złym, które się stało. Na pewno mogą wnosić i ich będzie więcej, niezależnie od tego, jak sam pogrzeb Ci się potoczy.
Odpowiedz
#31
Właśnie, to co dla mnie było tak trudne do wyobrażenia, dla nich było oczywiste. Jest życie jest i śmierć. Jest śmierć - jest pogrzeb. To one pierwsze w ypowiedzialy to, co w naszych umysłach było dopiero mglistym wyobrażeniem..
Odpowiedz
#32
Czesc dziewczyny, chcialabym odnowic temat. Poronilam w koncu wrzesnia, w dwa tyg po tym jak dowiedzialam sie, ze jestem w ciazy, nie wdajac sie w szczegoly, szybko pojawily sie problemy. 4latka I 2latek nie zdazyli sie dowiedziec ze jestem w ciazy I do tej pory nie wiedza. Z waznych powodow zamierzam im powiedziec latem.
Prosze nie oceniajcie mojej decyzji, a druga prosba, czy ktoras z Was mowiac tak malym dzieciom wykorzystala ktoras z ksiazek z innego watku, czy macie cos, co ulatwilo dzieciom zmierzenie sie z bolem?
Odpowiedz
#33
(Tue, 08 Marca 2016, 12:41:50)Miminka napisał(a): U mnie była inna sytuacja, bo dziecko nie w rodzinie ale bardzo bliskie, bo to 2 letnia dziewczynka którą się opiekowałam odkąd skończyła 0,5 roku.
Zaszłam w ciążę w czerwcu , na szczęście nie maiłam żadnych mdłości anni nic więc przez wakacje zajmowałam się małą a we wrześniu poszła już do żłobka, skąd ją odbiera łam jeszcze na samym początku.
Dziewczynce od razu powiedziałam że nie mogę brać jej już na ręce bo w brzuszku jest dzidziuś. To niesamowicie grzeczna dziewczynka i szybko załapała że Ciocia nie nosi na rękach. Często sama pokazywała mi na brzuch i mówiła "Tu jest dzidzia".
Na koniec września dowiedziałam się że Gabryś jest chory, powiedziałam mamie dziewczynki że na razie mnie nie będzie że się odezwę za jakiś czas.
Nie pamiętam kiedy dokładnie ich odwiedziłam, ale jakoś koniec jesieni, początek zimy. Jak rodzice powiedzieli jej że przyjdę od razu pokazała na swój brzuszek i powiedziała "Dzidzia!", rodzice nic nie skomentowali, przestraszyli się że mają problem. Kiedy przyszłam, dziewczynka nie od razu ale dość szybko, jak siedziałyśmy, pokazała na mój brzuch i powiedziała "Tu jest dzidzia" Ja się tylko uśmiechnęłam i zupełnie naturalnie powiedziałam że dzidzi już nie ma, że zamieniła się w aniołka i teraz lata wysoko w niebie. Tata podłapał i pokazał jej jej aniołka który wisi na ścianie. Dziewczynka od razu załapała, jeszcze tylko kilka razy wspomniała że dzidzia jest aniołkiem i po temacie.

Natomiast synek koleżanki która rodziła w dniu kiedy i ja rodziłam Gabrysia, miał wtedy 2,5 roku, mimo że wiedział lepiej co to ciąża bo przecież jego mama też była w ciąży i urodziła, w ogóle nie załapał chyba że byłam w ciąży, nigdy się nie pytał.

Więc za leży też to od dziecka na ile do niego dotrze że w brzuszku jest dziecko.



Jednak ja mam do Was inne pytanie które mnie nurtuje.
Też jak powiedzieć dziecku ale nie że dzidziusia już nie ma w brzuchu ale kiedy powiedzieć że ma starszego brata który jest w niebie.
Niby normalnie, bo jest grób, jest zdjęcie, sa aniołki w domu i w ogóle Gabryś jest wszędzie z nami. Jednak boję się że jak będzie mówił to rówieśnikom tak normalnie jak my o tym rozmawiamy, to w dzisiejszych czasach dzieci zwyczajnie mogą się z niego śmiać. Bo wiadomo jak to dzieci, jak nie rozumieją to ze wszystkiego potrafią się śmiać

Ja mówiłam dzieciom (i do tej pory mówię), że miały dwóch starszych braci, którzy nie żyją, odwiedzamy w miarę możliwości ich grób (odległość) i rozmawiamy, kiedy pytają o szczegóły (odpowiedzi stosowne do wieku 7 i 5 lat). Na szczęście nie zdarzyło się, żeby ktoś z nich się śmiał, nawet jeśli opowiedziały rówieśnikom o rodzeństwie.
Odpowiedz
#34
Ja nie powiedziałam córce (7-latka) o żadnym poronieniu. Przeszłam cztery. Ciąże były wczesne (najstarsza 13 tc.). Już po pierwszym, kiedy praktycznie po pierwszym usg było wiadomo, że ciąża źle się rozwija nie mówiłam o kolejnych ciążach mając na uwadze, że źle się może skończyć. Przy ostatniej (szóstej) która się zakończyła szczęśliwie córce powiedzieliśmy, że będzie miała rodzeństwo dopiero po 20 tc. W moim odczuciu jest za mała i zbyt wrażliwa żeby wiedzieć o stratach. Nie organizowaliśmy pogrzebów więc i grobu nie ma. Powiem jej za dobrych kilka lat kiedy będzie w stanie zrozumieć. Nie chciałam, żeby przeżywała. Taka była moja i męża decyzja i uważam, że postąpiliśmy słusznie.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości