Jak powiedzieć dzieciom w rodzinie o poronieniu?
#1
Wiem, że ta kwestia pojawiała się już w kilku wątkach na postach, ale ruszam ją jeszce raz, bo uważam, że jest potrzebna. W jaki sposób powiedzieć dziecku o śmierci jego rodzeństwa/kuzynostwa/o przedwczesnej śmierci innego dziecka? Jak to przekazać trzylatkowi, jak dziecku starszemu? Czytając Wasze posty wiem, że niektóre przez to przechodziłyście. Pomóżmy innym, którzy staną w obliczu takiej sytuacji. Mam też w tym swój interes: jestem pedagogiem, prowadzę zajęcia ze studentami i omawiając zagadnienia żałoby chcę poruszyć kwestię śmierci dziecka w odniesieniu do przeżyć jego rodzeństwa/kuzynostwa...
Marta (mama Maleństwa-Aniołka, 5 tc)
Odpowiedz
#2
Jeszcze jedno, wiem, że na stronie jest artykuł na ten temat, ale tu idzie o bardzo praktyczny wymiar, o Wasze doświadczenia, o Wasze przemyślenia... Kto to wie lepiej niż Wy?
Marta
Odpowiedz
#3
Opowiem moją historię:
Mój synek ma 3,5 roku i choć to może niektórych zdziwi, był od początku włączony w przygotowania do ciąży. Bardzo chciał mieć dzidziusia w domu. Często przebywa w domu mojej siostry, która niedawno urodziła córeczkę i stąd ta potrzeba. Powiedzieliśmy mu, że tata może wyczarować w mamy brzuszku dziecko, jeśli tego bardzo chcą. To że się kochamy mówimy mu bardzo często. On też chciał pomóc swoimi czarami.
Kiedy juz wiedziałam, że jestem w ciąży powiedziałam o tym synkowi, opowiadałam mu, jaka malutka jest teraz dzidzia. Kiedy poroniłam o 5.00 nad ranem synek, który wstał trochę później był pierwszą osobą, która mnie zobaczyła. Widział, że płaczę, więc od razu mu wyjaśniłam, że dzidziuś był chory i wypadł z brzuszka. Uważam, że dzieci rozumieją więcej niż nam się wydaje i kiedy cierpimy, nie możemy przed nimi udawać,że jest inaczej. To synek poszedł do taty powiedzieć mu, że dzidziusia już nie ma w brzuchu.
Tego wieczora trafiłam z krwotokiem do szpitala. Synek został w domu ze znajomymi. Nie wiedział co się dzieje, nie rozumiał dlaczego mama nagle zniknęła. Mąż urwał się wtedy z nocnej zmiany, żeby z nim być. Ale Synek i tak do północy czekał na mnie. Po tym wszystkim synek czasem wypowiada pojedyncze zdania dotyczące tamtych wydarzeń. Mówi, że było mu bardzo smutno, jak ja byłam w szpitalu. Wytłumaczyłam mu, że dzidzia umarła i teraz jest w Niebie. Byliśmy kilka razy na cmentarzu przy figurce Matki Bożej, żeby zapalić świeczkę i prosić o opiekę nad naszą dzidzią. Synek wie, że to Ona teraz zajmuje się naszym dzieckiem. Pokazałam mu tez grobki innych dzieci. Pojawiają się czasem w jego ustach oderwane zdania - o smutku z powodu śmierci naszego dzidziusia. W pewnym momencie zorientowałam się, że synek utożsamił zmarłą dzidzię z córeczką mojej siostry i czasem pytał kiedy ona umrze. Oznaczało to, że myśli o tym wszystkim i nie do końca potrafi ogarnąć to rozumem. Pokazałam mu więc w gazecie zdjęcie dziecka w drugim miesiącu ciąży (poroniłam na pocz. trzeciego) i wytłumaczyłam, że tak wyglądało nasze dziecko. Chyba zrozumiał, bo przestał pytać o moją siostrzenicę. Powiedziałam mu też, że teraz mój brzuszek musi się zagoić i dopiero wtedy będziemy mogli wyczarować drugiego dzidziusia. Ostatnio przytulił sie do mnie i powiedział- \"Czuję, że Twój brzuszek się naprawia\".
Kiedy wyjawił, że chciałby mieć siostrzyczkę, podpowiedziałam, żeby się pomodlił do Anioła Stróża, a on bez chwili wahania przeżegnał się i poprosił o dziewczynkę.
Oswajanie tak małego dziecka ze śmiercią to długotrwały proces, ale uważam, że nie powinniśmy nigdy oszukiwać. Teraz kiedy zaczynam leczenie, też mówię o tym synkowi. Wie, że w tej sprawie chodzę do pani doktor, że dostałam lekarstwa. To są codziennie wypowiadane zdania, które bez robienia z tego tematu sensacji, pokazują synkowi, że wiem, że się niecierpliwi, że szanuję jego uczucia i ja tez chcę mieć dzidziusia, ale brzuszek musi być zupełnie zdrowy. Któregoś dnia przy zakończeniu rodzinnej wizyty streścił nieoczekiwanie cały bieg wydarzeń - że mieliśmy dzidziusia, że zachorował i wypadł z mamy brzuszka i teraz musimy poczekać aż brzuszek wyzdrowieje. Dało mi to poczucie, że zrozumiał co się stało i zna plany na przyszłość,(oczywiście na poziomie trzylatka ). Przestał wypytywać o śmierć i nie pamiętam, kiedy ostatnio mówił, że mu smutno z powodu dzidziusia. Wydaje mi się, że oswoił się z tym tematem.
Ja kiedy mam gorszą chwilę, mówię mu dlaczego i on przyzwyczaił się do tego, że czasem mi też jest smutno.
W telewizji także często widzimy ludzi, którzy się smucą lub płaczą z powodu utraty bliskich. Zawsze staram się mówić synkowi prawdę, kiedy pyta dlaczego.
Uważam, że to właściwa droga. Myślę, że to ważne, że przez wszystko co ostatnio wydarzyło się w naszym życiu przeszliśmy razem.- synek, mąż i ja.
Oczywiście nie warto tak małego dziecka zadręczać szczegółami, ale powinno ono poznać zarys całej tej trudnej dla wszystkich sytuacji. Ono i tak wyczuje, ze dzieje sie coś bardzo złego i lepiej, żeby nie pomyślało, że to jego wina.
W razie jakichkolwiek pytań polecam się.
Hania
Odpowiedz
#4
Nie wiem dokładnie jak powiedzieć, ale uważam, że bez wzgledu na wiek dziecka w rodzinie,konieczna jest SZCZEROŚĆ w 100%. Moje poronienie zbiegło sie w czasie z wypadkiem samochodowym, który mieliśmy z mężem. Nasza 5 letnia wówczas córka pozostala pod opieką moich rodziców. Rodzina starała się nie rozmawiać o wypadku, o naszym stanie (który był ciężki - mąż na OIOM-ie,ja z wieloma złamaniami) w obecności córki. Jak mówiła moja mama starano się ją chronić. Jednak dziecko słyszy i rozumie więcej niż nam się wydaje. Poczucie bezpieczeństwa zostalo znacznie w niej zaburzone z powodu braku informacji co się dzieje z jej rodzicami. Są w szpitalu, ale dlaczego? W jakim są stanie? Na te pytania moje dziecko nie otrzymało odpowiedzi. Dopiero kiedy trochę zagoiła się moja twarz, poprosiłam, żeby przyprowadzono ją do mnie. Nigdy nie zapomę jej smutnych oczu. Podeszła dotknęła moich gipsów i zapytała: skąd to masz? Powiedziałam, że dwa autka się zderzyły i mama ma połamane ręce, miednice i dlatego ma nogę na wyciągu. Zapytała kiedy wrócę do domu i gdzie jest tata. Poniewaz mąż był przewieziony na leczenie specjalistyczne do innej miejscowości, córka nie odwiedziła go w szpitalu. Jeszcze niedawno choć minęło już 2 i pół roku od tamtych wydarzeń, rozpłakała się,że nie odwiedziła tatę w szpitalu.
Co do poronienia to Babcia próbowała powiedzieć córce, że mama jeszcze nie wiedziała czy dzidziuś mieszkał w jej brzuchu, że może jeszcze go tam nie było. To też w ramach ochrony. Córka ze łzami przyszła do mnie i mówiła, że babcia jej mówi, że dzidziusia nie było a ona wie, że jest. Jasne, że wiedziała, bo podobnie jak u Hanii,była włączona w oczekiwanie na dziecko. Powiedziałam jej, że nie ma już dzidziusia w moim brzuszku, bo umarł. Zapytała gdzie jest, powiedzialam, że w niebie. I wtedy 5 letnie dziecko zapytało, ale gdzie jest jego cialo? Muszę powiedzieć, że nie byłam na to przygotowana, rozpłakała się i wołała ale nie wyrzucili, nie wyrzucili...Dziecko mądrzejsze od tak wielu dorosłych... Dopiero po kilku chwilach powiedziałam, że go spalili.
Dzidziuś umarł w czerwcu 2003 roku, moja córka ma w swoim pokoju specjalna lampkę, którą zapalamy specjalnie dla dzidziusia. Na grobie mojej babci zapalamy znicze, czy kladziemy kwiaty dla Niego. Dorasta z tym, że jest siostrą Aniołka i nie wiem jak sie potoczy jej życie, ale wiem,że słysząc w swoim dorosłym życiu o czyimś poronieniu nigdy nie powie, ze tak jest lepiej czy, że to był tylko embrion...
Nasz Aniolek odszedł w 7 tc.
Odpowiedz
#5
Zgadzam się, że dzieciom trzeba mówić prawdę oczywiście w takie dawce i wtaki spsób, jaki mogą przyjąć. Ja też jestem pedagogiem ale w obliczu tragedii jaką jest utrata własnego dziecka wszystkie teorie ulatują. Owszem wiele z nich się potwierdza, to jednak zobaczylam z perspektywy czasu. Mój 3-letni synek również był przygotowywany na przyjście dzidzi i bardzo czekał na rodzeństwo.Tm bardziej,że ciąża była widoczna gdyż mój drugi Synekurodził się martwy w 40tc. i dokładnie w wyznaczonym terminie. Gdy to się stało Wojtuś był u mojej mamy, chciała mnie odciążyć w ostatnich tygodniach ciąży. Odwiedził mnie nawet w szpitalu, nie pytał wtedy o dzidzię a może pytał tylko nie pamiętam?Nie wiem co usłyszał od innych?To co odtwarzam w pamięci to zdarzenia ok. dwa tygodnie po porodzie. Spytał męża to mamusia nie urodziła tej dzidzi? Mąż odpowiedział, że urodziła, tylko dzidzia umarła i jest teraz Aniołkiem w niebie. Niewiele myśląc mały podbiegł do okna i zaczął podskakiwać (okna są dość wysoko). Na pytanie co robi odpowiedział, że szuka naszej dzidzi jak fruwa na chmurkach. To było takie słodkie a i tak się poryczałam. Kilka dni potem poszliśmy z Wojtkiem na cmentarz, pomodlił się, tłumaczyliśmy mu, że tu jest pochowany jego braciszek Mikołaj (dzidzia, którą mama urodziła).Wydawało mi się, że nie zrobiło to na nim wrażenia. Jednak przy kolacji, mąż był w pracy, Wojtek się rozpłakał. Nie wiedziałam co się stało. Spytałm dlaczego płacze, a on mi odpowiedział, że mu smutno o braciszka bo On umarł i, że już Go nie ma? (odpowiedziałam, że jest tylko w niebie) i czy nie będzie już mógł się z Nim bawić? Naprawdę mnie zaskoczył, nie sądziłam,że tak małe dziecko potrafi tak realistycznie wytłumaczyć sobie pojęcie śmierci.Często nie doceniamy naszych dzieci. Ktoś jednak popełnił błąd, sądzę, że używając słów \"Bozia zabrała braciszka\" i chyba dlatego Wojtuś nie chce terar modlić się do Bozi, a jeśli to robi to niechętnie.
Od tamtej pory nie zadaje już pytań, choć chodzimy z nim czasem na cmentarz do Braciszka, raz nawet \"wymienili \"się kasztanami. Wojtek wziął jednego z doniczki chryzantemy na grobie a włożył do niej tego, którego znalazł. Teraz pamięć o dzidzi i tęsknota przejawia się w inny sposób. Wojtek zaczą bawić się (lalką-ufoludkiem, którą ma od dawna), mówi, że się nią opiekuje, głaszcze ją, całuje, przytula i usypia z nią. Miom tego,że jest chłopcem, nie zabraniam mu tego wręcz przeciwnie cieszy mnie to, że mamtak czułe i mądre dziecko.

Agnieszka
Odpowiedz
#6
Bardzo poruszające są Wasze historie Ducho i Agnieszko.
Przykro mi, że musiałyście przez to przechodzić.
Chciałam tylko dodać, że wszystkie te przypadki pokazują, że dzieci bardzo dużo wychwytują z rozmów odbywających się nad ich głowami. Nie wiem dlaczego niektórzy dorośli myślą, że dzieci nie słyszą tego co się mówi. Ja też często widzę, że moi bliscy próbują oszukać w pewnych trudnych dla nich kwestiach, mojego synka. Moim zdaniem , choć nieświadomie, to jednak, robią mu krzywdę, ponieważ podają sprzeczne informacje. Np. mówią do dziecka , że mamie czy np; cioci nic nie jest, a między sobą mówią o jej chorobie. Jak takie dziecko może później zaufać dorosłym? Jedyne co może, to mieć mętlik w głowie!
Czasem nam się wydaje, że dziecko o czymś nie myśli, bo o tym nie mówi. A ono powie, ale nieco później, w najmniej oczekiwanym momencie.
Mój synek już bardzo rzadko mówi o smutku związanym z dzidzią. Myślę, że to właśnie dlatego, że nie zbywam go kiedy wchodzi na ten temat. Staram się aby żadne jego pytanie albo wątpliwość nie pozostały bez odpowiedzi.
Rzeczywiście Agnieszko Twój synek niepotrzebnie usłyszał słowa, że Bozia zabrała braciszka. Czasem się nie pomysli jakie konsekwencje mogą przynieść niektóre słowa.
Ja przekonałam mojego synka, że Bozia się tam w Niebie opiekuje naszym dzieckiem. Dzisiaj jak mówiłam, że Pan Jezus i Matka Boska nad nim czuwają, Kubuś zapytał czy są teraz jego rodzicami. Ucieszył się gdy potwierdziłam.
Jedyną rzeczą jakiej żałuję jest to, że leżąc wtedy wieczorem w szpitalu, nie zadzwoniłam do synka. Po prostu o tym nie pomyślałam (krwotok, skórcze, kroplówki). Teraz widzę, że to musiało być dla niego straszne przeżycie, kiedy stracił mnie nagle z oczu po trzech miesiącach przebywania non stop. Wydaje mi się, że musiał się wtedy bać, że coś mi się stało i gdyby usłyszał mój głos, wiedziałby, że żyję, tylko nie mogę być w domu. Na szczęście wystarczyła prawdopodobnie rozmowa na ten temat. Powiedziałam mu, że domyślam się jak smutno mu było tego dnia i jak bardzo się zdenerwował, ale musiałam być w szpitalu, bo lekarze naprawiali mój brzuszek. Po tej rozmowie już nigdy o tym nie wspomina. Mam nadzieję, że powoli sobie to wszystko układa.
Wam i Waszym dzieciaczkom też tego życzę.
Pozdrawiam!
Hania
Odpowiedz
#7
Dawno się tak nie poryczałam jak przed chwilą czytając Wasze posty. Moje spojżenie na tą sprawę jest zupełnie inne. W przeciwieństwie do Hani ja poprostu nic córce nie powiedziałam bo wiedziałam że będzie to bardzo przeżywała. O tym że jestem w ciąży mieliśmy wszystkich powiadomić w święta BN (byłabym w 4 misiącu) dlatego że mamy już jedną stratę na koncie i wiemy że nie jest miło odkręcać wszystko i informować że już się w ciąży nie jest. Nasza córka ma teraz 5 lat i jest bardzo wrażliwa. Temat śmierci ciągnie się od 3 lat kiedy to zobaczyła szopkę z małym Jezusem w kościele i mając zaledwie 2 latka zasypywała mnie pytaniami o to jak umarł , dlaczego , co się dzieje po śmierci , co to dusza itd. itd. Ja nie wiem dlaczego ale ten temat ciągle jest wałkowany i widzę jak przeżywa. \"Króla Lwa\" staram się jej nie puszczać bo kiedy on umiera i mały Simba szturcha go nosem to moje dziecko przeraźliwie wyje i tuli się do mnie mocno. Wiem też że ma niesamowitą intuicję - bardzo Nas prosiła o braciszka lub siostrzyczkę i od momentu kiedy zaszłam w ciążę codziennie a nawet kilka razy dziennie prosiła mnie o urodzenie i mówiła że pomoże przy opiece. Pewnego dnia siedziała w fotelu i nagle zaczęła zalewać się łzami , ja przyleciałam z drugiego pokoju i zdziwiona ptyam co się dzieje bo widzę że krzywdy siedząc w fotelu raczej nie mogła sobie zrobić , a Ona mi mówi zaciągając się \" bo ja tak bardzo bym chciała żeby się ten braciszek urodził\" ! Zdziwiona byłam tym zachowaniem , dopiero na drugi dzień zrozumiałam u ginekologa - ciąża obumarła ! Od tego momentu ani razu już nie pytała mnie czy kiedyś jej urodzę rodzeństwo. Tylko któregoś dnia ni z tąd ni z owąt mówi do mnie \"wiesz co ja wierzę że jeszcze kiedyś urodzisz mi braciszka\". Kilka dni po łyżeczkowaniu przyniosła książkę z ćwiczeniami z przedszkola , przeglądam a tam rysunek pod tytułem moja rodzina a ja widzę na nim 4 osoby a nie 3 (2 duże i 2 małe) trzymające się za ręce , kiedy zapytałam kto tu jest to wiecie co usłyszałam ? Cytuję \" no to ten braciszek którego MIAŁAŚ mi udrdzić\" !!! Scięło mnie z nóg i usiadłam , a kiedy wrócił mąż i mu o tym powiedziałam to totalnie Go zatkało i tylko po oczach widziałam co czuł. Ja poprostu nie mogłabym powiedzieć mojej córce że miałaby rodzeństwo ale niestety umarli , bo strasznie by to przeżyła , wiem o tym i staram się chronić Ją przed niemiłymi niespodziankami od losu. Życie dopiero przed Nią , ma czas, a przecież do śmierci nie trzeba się przygotowywać i przyzwyczajać , bo i tak się nie da, a napewno nie musi tego robić małe dziecko ! Takie jest moje zdanie, ale każda mama zna swoje dziecko najlepiej i wie jak postępować...
Odpowiedz
#8
INA,

prosze, nie potraktuj tego, co napisze, jak wscibstwo, ingerencje w Twoje zycie itd... staram sie zrozumiec...

Twoje dziecko WIE, że mialo rodzenstwo. Nie wiem skad, ale dzieci wiedza czesciej wiecej niz nam sie zdaje, widza wiecej niz my jestesmy w stanie zobaczyc... Jest jeszcze inny swiat niz ten, ktorego mozna dotknac... inna rzeczywistosc. WIE, że mialo braciszka...

Moze Twoje/Wasze milczenie powoduje, ze Twoja corka przezywa JESZCZE BARDZIEJ? Pamietam rozmowe z dziewczyna, ktorej zmarla siostra w 8 miesiacu ciazy, nikt z nia na ten temat nie rozmawial a ona miesiacami rysowala lozeczko dzieciece i \"czekala\" na siostre... ktorej juz mialo nie byc. Rodzina przeczekala ten okres w milczeniu... Pewne sprawy wracaja do dzis, mimo, ze jest ona dorosla kobieta.

Śmierc, choc zawsze bedzie niespodziewana i bolesna, nalezy do zycia... naszego zycia i mozna (wrecz trzeba?) sie do niej przygotowac. To obecny swiat zwariowal i udaje, ze jej nie ma i ze mozemy zyc tak, jakby jej nie bylo... To spoleczne \"wypychanie\" starosci, umierania, zaloby ze swiadomosci... To udawanie, ze nic sie nie stalo, ze to tylko poronienie...
\"Bo zycie to juz prawie smierc. Bo smierc to juz zycie.\" /Iwaszkiewicz/

Z dziecmi mozna rozmawiac szczerze, naturalnie... To my boimy sie, ze zaszczepimy im nasze leki zwiazane ze smiercia.

Dzieci pieknie wyrazaja to, co w nich siedzi przez rysunek, jakis gest, znak, symbol... Moze wlasnie razem zapalona swieczka w oknie? wspolnie wybranie imienia? spacer na cmentarz? Nasi bliscy zmarli sa blisko nas... Pamiec o zmarlym po przezyciu zaloby juz tak nie boli, zreszta bol jest dowodem na to, ze to dziecko zaistnialo, ze je pokochalismy... Poprzez rozmowe z dzieckiem moze zaistniec szansa na poznanie i usuniecie jego lekow zwiazanych ze smiercia...

Warto przeczytac:
https://www.poronienie.pl/bliscy_dzieci.html
http://kobieta.interia.pl/psychologia/uc...inf=635665

Usciski,
Monika
Odpowiedz
#9
Rozumiem Cię Ina, że mając tak wrażliwą córeczkę chcesz ją chronić. Zawsze mamy taki bezwarunkowy odruch jeżeli w grę wchodzą uczucia naszych dzieci. Ale zgadzam się też niestety z Wuchową. Przed chwilą akurat przeczytałam o relacjach matka-córka i tam zostało wyraźnie pokazane, jak bardzo lęki matki przenoszą się na dzieci (zwłaszcza córki). Może to Ty bardzo głęboko przeżywasz wydarzenia związane ze śmiercią. Każde dziecko przeżywa ten temat, bo i my go przeżywamy. Ja na Królu Lwie do tej pory za każdym razem mam wilgotne oczy. Z wiekiem mam wrażenie, że nawet bardziej mnie to porusza. Ale mój synek o śmierci usłyszał mając 1,5 roku, kiedy po wizycie na cmentarzu powiedziałam mu że ten dziadek umarł, bo miał chore serduszko. Przez pierwsze dni Kubuś bardzo to przeżywał. Pomyślałam nawet przez chwilę, że za wcześnie poruszyłam ten temat, ale nie wzięłam pod uwagę, że takie dziecko może to zapamiętać.
A on wszystkim napotkanym osobom mówił, że dziadek umarł.
Potem stało się to dla niego częścią naszego życia. Ponieważ mieszkamy blisko cmentarza, często odwiedzamy tam naszych zmarłych. W międzyczasie odchodzili też nasi znajomi, dalsza rodzina i Kubuś wie, że tego np:wujka już nie zobaczy, bo jest w Niebie. Wydaje mi się, że właśnie dzięki temu, że tak wcześnie zaczęliśmy o tym mówić, on wie, że tak juz musi być. Dzisiaj mi powiedział, że my umrzemy. Ale nie mówił tego z żalem, chodziło mu raczej o to, że wszyscy kiedyś umierają. Kiedy powiedziałam, że dopiero jak będziemy starzy, ucieszył się. Rozmawialiśmy, że będzie dorosły, będzie miał żonę i swoje dzieci. Widzę, że o tym myśli., ale z czasem coraz bardziej normalnie traktuje ten temat. Mówi o tym tak samo jak np: o zjedzeniu śniadania. Myślę sobie, że nawet gdybyśmy o tym nie mówili, to przecież mówi się o tym wszędzie: w szkole, w pracy, w autobusie, na ulicy, w telewizji nie ma wiadomości, żeby nie było informacji o śmierci. Nasze dzieci też to słyszą. I Twoja córeczka Ino z tego co opowiadasz też dużo wie na ten temat, bo przed tym nie da się uciec. A mówiąc dziecku, że to nie jest nic strasznego, że idzie się do Nieba i tam jest wspaniale (można nawet mówić, że są zabawki, bo dla dziecka jest to warunek przyjaznego miejsca) - zapewnia się jemu właśnie poczucie bezpieczeństwa i choć trochę oswaja. Bo skoro Wy tak się boicie tego tematu, to Wasza córeczka prawdopodobnie myśli, że to musi być coś nieopisanie strasznego. Tak też chyba nie powinno być.
Wiem, że to trudny temat tak jak każdy dotyczący wychowania dzieci, dlatego powinnaś słuchać chyba po prostu swojego serca. Każde dziecko jest inne i sama na własnej skórze doświadczyłam tego, że regułki, które działają na jedno, zupełnie nie pasują do drugiego.
Dlatego to co napisałam to są tylko moje luźne rozważania.
W każdym razie Twoje Ino opowiadanie jest kolejnym dowodem potwierdzającym moją teorię , którą zawsze podkreślam: nasze dzieci rozumieją i wiedzą dużo więcej niż nam się wydaje, tylko czasem nie potrafią o tym mówić. Mam wrażenie, że nie tylko słyszą co dorośli do siebie mówią, nad ich głowami, ale mają zdolność czytania między wierszami.
Trzymaj się Ino, bo wiem jak trudna jest w tej chwili Twoja sytuacja. Najważniejsze, żebyś mówiła córeczce, że ją kochasz. Ona na pewno tego bardzo potrzebuje!
Ściskam!
Hania
Odpowiedz
#10
Jestem mama 3,5 letniej Juli gdy dowiedziałam się ze udało się zajść w upragniona ciążę od razu podzielilam się tym także z nią , cieszyła się , wyglupialismy się czasem udając ze jakiś żart zrobił dzidzius tak samo jak dostała kilka upominkow od dzidziusia z brzuszka ... Gdy poronilam wiedziała ze jestem w szpitalu bo jestem chora , od początku wiedziałam ze będę musiała jakoś jej to wytłumaczyć , po kilku dniach jak wróciłam do domu a moja cięcia zapytała o dzidzusia zrozumiałam ze muszę wzięłam ja na kolana i powiedziałam Wiesz Julcia nasz dzidzius zrobił nam psikusa i zamienił się w malutkiego aniolka żeby cały czas Cię pilnować żeby nic złego ci się nie stało . Zrozumiała . Nie pytała już o dzidzusia w brzuszku wie ze jak jesteśmy na cmentarzu to zapalamy znicz z aniolkiem pod krzyżem dla Jej Aniolka ...
Odpowiedz
#11
Dzieci rozumieja lepiej niz nam sie wydaje. Moje dziecko zapytalo wprost - czy moj brat umarl? Odpowiedzialam. Tak. Nie bylo niedopowiedzen ani kontynuacji. Po prostu fakt, ktory zostal naturalnie przyjety.
Odpowiedz
#12
Ja mojej córce nie mówiłam o ciąży... ona bardzo chce mieć rodzeństwo i po rozmowie z panią psycholog doszłyśmy do wniosku, że Kinga dowie się jak już bedzie widac brzuch. Psycholog powiedziała mi, że ona nie ma pojecia czasu a te 8-9 m-cy to dla niej staaasznie długo, jak straciliśmy Adasia to Kinga wiedziała, że idę do szpitala, bo boli mnie brzuch i bardzo to przeżywała, nie spała i płakała i pytała o mnie. Ale jakiś miesiąc po poronieniu wszsytkim opowiadała, ze jestem w ciąży. I w dalszym ciągu potrafi zacząć rozmowę \"moja mama będzie miała dzidziusia\", albo \"będę miała rodzeństwo\", jak pytam skąd te wieści to odpowiada, że przecież kiedyś będzie miała rodzeństwo i ona wie, że w ciąży nie jestem, ale przecież w końcu urodzę jej to rodzenstwo... Nie wiem, czy jak wtedy opowiadała o tym, że jestem w ciąży to usłyszała fragment rozmowy, mimo, że staraliśmy się z nią nie rozmawiać. Ja planuje jej powiedzieć jak będzie miała ok 6 lat. Chociaż myśle, że temat sam wypłynie szybciej, bo akurat będziemy na grobie mojego dziadka, gdzie pochowany jest Adaś stawiali serduszko kamienne i aniołka i pewnie zapyta co tam jest napisane i o aniołka tez pewnie zapyta...
A swoją drogą ostatnio jak byłam na cmentarzu, a Kinga na płycie układała kwiatki, które zrywała obok grobu i mówiła, że musi być ładnie to strasznie się rozpłakałam i widziałam, ze ona za bardzo nie rozumie i chyba pomyślała, że źle, że te kwiatki tam kładzie...
Odpowiedz
#13
Dzieci i śmierć: http://www.pppnt.com.pl/dla-rodzicow/31-...ierci.html
Odpowiedz
#14
Czasem przeraża mnie przypadkowe (?) równoległe chodzenie trop w trop...

Dla uzupełnienia dzisiejsze tropy:
Dziecięca żałoba, czyli: jak pomóc dziecku przeżyć stratę http://www.psychotekst.pl/artykuly.php?nr=225
Jak oswoić śmierć, czyli rozmowy z dziećmi o śmierci http://www.psychotekst.pl/artykuly.php?nr=287
Odpowiedz
#15
Smile Tropmy dalej.
Odpowiedz
#16
O żałobie dzieci: www.tumbo.httz.pl
Odpowiedz
#17
Opowiem jak to było u mnie.
Mam syna prawie 4-letniego, bardzo chciał rodzeństwo, wiedział że jestem w ciąży, nawet wymyślił imię dla dziewczynki bo to koniecznie musiała być siostra. Zachwycony opowiadał o "naszym dzidziusiu" i na każdym kroku o niego pytał. Pokazywał babciom zdjęcia z USG i opowiadał tu główka tu nogi. Nawet wymyślał gdzie ustawimy łóżeczko (w jego pokoju oczywiście). Zaakceptował że nie mogę go nosić na rękach. Będzie się opiekował siostrzyczką, nosił na rękach (brał małe hantelki i ćwiczył żeby mieć siłę), nauczy raczkować. Przymierzaliśmy do jego rączki jaki dzidziuś jest już duży, więc był na bieżąco.

Bałam się mu powiedzieć o ciąży, bo od samego początku bałam się o ciąże, miałam w planie opowiedzieć mu o niej dopiero jak minie 1-szy trymestr. Dowiedział się jednak wcześniej, a Maleństwo straciliśmy w połowie ciąży.

Chciał żeby maleństwo urodziło się już, ale tłumaczyłam że jest za malutkie, że takie małe nie może żyć poza brzuchem mamy. Że musimy poczekać aż przyjdzie lato a brzuch urośnie wielki. Dla porównania pokazywałam jaki był wielki jak byłam z nim w ciąży. Spędziłam miesiąc w szpitalu, wiedział że to dlatego że Dzidziuś jest chory i chce za szybko wyjść. Odwiedzał mnie czasem i klepał po brzuchu z szelmowskim uśmiechem.

Wiedziałam jak bardzo mu zależy, i na początku jak już wiedziałam że nasze Maleństwo nie przeżyje, to myśl że mam o tym powiedzieć starszemu synowi była najbardziej bolesna. Ile nocy w szpitalu przepłakałam myśląc o tym! Nie mogłam mu nie powiedzieć, za bardzo był zaangażowany. Miałam dużo czasu by pomyśleć jak to zrobić. Z przedszkola przyniósł że jak ktoś umiera to "idzie do aniołków" i tak też w końcu powiedziałam.

Nie chciałam sama zaczynać tematu, wiedziałam że kiedyś to on zacznie. Przez pierwszy tydzień jak wróciłam do domu to cieszył się że jestem, a potem przyszedł czas na pytania. Samo "poszedł do aniołków" nie wystarczyło. Musiałam opowiedzieć że umarł, że już nie wróci. Z resztą najbardziej był zaskoczony że to był brat, nie siostra. W pierwszej reakcji powiedział mi "nie martw się, następnym razem będziesz miała w brzuchu i dziewczynkę i chłopczyka". A potem dopytywał o szczegóły, dlaczego się urodził za wcześnie, jaki był duży, jak się nazywa. "Dlaczego mój brat umarł?" jak nie płakać jak się słyszy takie pytanie... Raz to był śmiech przez łzy gdy zapytał "kiedy mój dzidziuś poszedł do aniołków?" jak byłam w szpitalu odpowiedziałam, "Ale jak, zrobił dziurę w suficie?". Zdarzyło mu się popłakiwać wieczorem "bo nie ma mojego Dzidziusia". Prawie codziennie wraca do tematu, pytał dlaczego dziecko nie może żyć jak się za wcześnie urodzi. Jak odpowiedziałam że nie umie jeszcze oddychać ani jeść, to on z wyrzutem że przecież on miał go wszystkiego nauczyć to by mu pokazał jak się oddycha, je, raczkuje...
Tego się nie spodziewałam, ale mi jest dużo łatwiej, odkąd syn wie. Rozumie już dlaczego płaczę, wcześniej w ogóle na to nie reagował, teraz przychodzi, przytula mnie i mówi że mnie kocha, nie płacz za Dzidziusiem, ja ci obetnę łezki, dość już tych smutków, to ja będę twoim dzidziusiem, choć pobawimy się autkami nie płacz już... I faktycznie mniej płaczę, jego pytanie nie wywołują już łez, pozwalają się pogodzić z tym co się stało, traktować jako część życia. Dla niego to takie naturalnie.

To dopiero 3 tygodnie od straty, jeszcze nie mówiłam mu nic o grobie, nie wiem jak to zrobić. Pewnie będzie pytał co jest w grobie skoro Braciszek poszedł do aniołków, jest zawsze taki dokładny. Nie wiem jak to wytłumaczyć. Czas pokaże.
Odpowiedz
#18
U mnie też pojawiło się to pytanie, jak wytłumaczyć dziecku, że już nie jestem w ciąży.
Córka mojej kuzynki jest jedynym małym dzieckiem w rodzinie, więc i trochę rozpieszczonym, cała uwaga była skupiona na niej, dlatego aby nie czuła się odrzucona po urodzeniu, już od początku jak lekarz potwierdził ciąże tłumaczyliśmy jej, że ciocia ma w brzuszku dzidzie i jak się urodzi trzeba będzie się nią opiekować poświęcać dużo czasu etc.
Zrozumiała szybko podłapała i jak tylko do mnie przyjeżdżała to pierwsze o co się pytała to gdzie jest dzidzia i czy mam ją nadal w brzuszku. Opowiadała, że będzie się z dzidzią bawić, opiekować tulić i spać.

Nadszedł ten straszny dzień..

Mała jakby miała przeczucie cały dzień pytała o mnie, powiedzieli jej, że bolał mnie brzuszek i musiałam pojechać do lekarza, jakie było jej pytanie.. dzidzia ciocie w brzuszku kopnęła.. ?

Pierwsze spotkanie z Małą masz dzidzie w brzuszku? Potok łez.. i zaczęliśmy jej tłumaczyć, że dzidzia była bardzo Mała i już z brzuszka wyszła, ale była taka malutka, że nie można jej zobaczyć i teraz jest w niebie i patrzy z nieba na nią.
Protest małej, że ona chce ją zobaczyć i kiedy ją zobaczy jak się urodziła..
Ja już nie miałam siły jej dalej tego tłumaczyć i prawdę powiedziawszy od tamtego czasu się z Małą nie widziałam, bo tamto spotkanie za dużo mnie kosztowało..
Odpowiedz
#19
Poly, może na początek wystarczy grób wyjaśnić jako symbol. Symboliczne miejsce dla nas, miejsce dla nas pamiątkowe o osobach w niebie. W gruncie rzeczy, choć chowamy tam ciało, to przecież na tym rola grobu się nie kończy, a dopiero zaczyna.
Odpowiedz
#20
Wykorzystałam Twoją radę gdy syn zaczął znowu dopytywać o Braciszka. Powiedziałam że jest takie miejsce gdzie może mu na pamiątkę zapalić znicz, że jak chce to tam pojedziemy. Chciał, więc powiedziałam, że to cmentarz. A on na to "to ja już wiem, oni wykopali dziurę w ziemi, dali go do takiego pudła, pudło do dziury i zasypali ziemią". Dzieci naprawdę wiedzą więcej niż nam się wydaje... Nie pytał jak to jest, że tu go zakopali, a poszedł do nieba. Pewnie też sobie to jakoś w głowie ułozył.
Odpowiedz
#21
Nam pomogła książka, dobra i mądra książka.
http://lubimyczytac.pl/ksiazka/163892/dz...ej-stracie

jeśli ktoś będzie chciał podlinkuję artykuł na temat tej książki
Odpowiedz
#22
Też miałam tą książkę od pani psycholog w szpitalu.
Dzieci rozumieją więcej niż nam się wydaje i mają zdolność abstrakcyjnego myślenia.
Odpowiedz
#23
Zaglądałyście pewnie: lista książek pomocnych w rozmowach z dziećmi
Odpowiedz
#24
Dzisiaj o 21:00 audycja, w której psycholog z Fundacji Nagle Sami będzie opowiadać o tym jak rozmawiać z dziećmi o trudnych tematach: http://www.polskieradio.pl/18/4388/Artyk...dne-sprawy
Odpowiedz
#25
U mnie była inna sytuacja, bo dziecko nie w rodzinie ale bardzo bliskie, bo to 2 letnia dziewczynka którą się opiekowałam odkąd skończyła 0,5 roku.
Zaszłam w ciążę w czerwcu , na szczęście nie maiłam żadnych mdłości anni nic więc przez wakacje zajmowałam się małą a we wrześniu poszła już do żłobka, skąd ją odbiera łam jeszcze na samym początku.
Dziewczynce od razu powiedziałam że nie mogę brać jej już na ręce bo w brzuszku jest dzidziuś. To niesamowicie grzeczna dziewczynka i szybko załapała że Ciocia nie nosi na rękach. Często sama pokazywała mi na brzuch i mówiła "Tu jest dzidzia".
Na koniec września dowiedziałam się że Gabryś jest chory, powiedziałam mamie dziewczynki że na razie mnie nie będzie że się odezwę za jakiś czas.
Nie pamiętam kiedy dokładnie ich odwiedziłam, ale jakoś koniec jesieni, początek zimy. Jak rodzice powiedzieli jej że przyjdę od razu pokazała na swój brzuszek i powiedziała "Dzidzia!", rodzice nic nie skomentowali, przestraszyli się że mają problem. Kiedy przyszłam, dziewczynka nie od razu ale dość szybko, jak siedziałyśmy, pokazała na mój brzuch i powiedziała "Tu jest dzidzia" Ja się tylko uśmiechnęłam i zupełnie naturalnie powiedziałam że dzidzi już nie ma, że zamieniła się w aniołka i teraz lata wysoko w niebie. Tata podłapał i pokazał jej jej aniołka który wisi na ścianie. Dziewczynka od razu załapała, jeszcze tylko kilka razy wspomniała że dzidzia jest aniołkiem i po temacie.

Natomiast synek koleżanki która rodziła w dniu kiedy i ja rodziłam Gabrysia, miał wtedy 2,5 roku, mimo że wiedział lepiej co to ciąża bo przecież jego mama też była w ciąży i urodziła, w ogóle nie załapał chyba że byłam w ciąży, nigdy się nie pytał.

Więc za leży też to od dziecka na ile do niego dotrze że w brzuszku jest dziecko.



Jednak ja mam do Was inne pytanie które mnie nurtuje.
Też jak powiedzieć dziecku ale nie że dzidziusia już nie ma w brzuchu ale kiedy powiedzieć że ma starszego brata który jest w niebie.
Niby normalnie, bo jest grób, jest zdjęcie, sa aniołki w domu i w ogóle Gabryś jest wszędzie z nami. Jednak boję się że jak będzie mówił to rówieśnikom tak normalnie jak my o tym rozmawiamy, to w dzisiejszych czasach dzieci zwyczajnie mogą się z niego śmiać. Bo wiadomo jak to dzieci, jak nie rozumieją to ze wszystkiego potrafią się śmiać
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości