Ciąża obumarła, Poronienie zatrzymane, Indukcja farmakologiczna - Poronienie w domu
#1
czesc. dzisiaj dowiedziałam się, że moja Fasolinka nie żyje, to straszne ale komuś kto jest na tej stronie pewnie nie muszę tego tłumaczyć....
jestem w 8 tygodniu ciąży, lekarz adzi mi poczekać aż natura sama dokończy dzieła, boję się, czy któraś z Was miogłaby powiedzieć jak to może wyglądać i jak długo trzeba czekać?? [Usunięto OT]
Odpowiedz
#2
dużo sił życzę, nie wiem jak to jest, bo ja miałam podane leki na rozwieranie szyjki w sziptalu i dość szybko zabieg, ale dziewczyny pewnie zaraz dopiszą.... dobrze trafiłaś, niestety jestem w pracy i ni emoge poszperać i podsuną Ci wpisów ale zobacz niżej, an pewno są

mówią, że naturalnie w tak wczesnej ciąży jest lepiej.... dla Ciebie

[Usunięto OT]
Odpowiedz
#3
[Usunięto OT]
Przebieg poronienia bywa różny [Usunięto nieaktywny link] , ale zawsze towarzyszy mu silne krwawienie. Ja poroniłam trzeciego dnia od rozpoczęcia plamienia.
A jak się zacznie to masz przyjechać do szpitala czy będziesz ronić w domu? Jeśli w domu, to kiedy masz się zjawić na kontrolne usg i dokąd (gabinet czy szpital)? Jeśli masz jakiekolwiek pytania to nie wahaj się dzwonić do lekarza.

Czekanie na poronienie jest bardzo trudne. Wiem, że to zabrzmi nieludzko, ale wykorzytaj ten czas na pożegnanie z dzieckiem. Zastanów się czy checie je pochować, czy i jakie nadać mu imię.

Dużo, dużo sił.
Odpowiedz
#4
onaaa jeśli jest krew w macicy to pewnie nastąpi to niedługo...nie da się na to przygotować, ale zastanówcie się czy chcecie zarejestrować dzieciątko i je pochować, bo macie do tego prawo. Oby na waszej drodze pojawili się sami dobrzy ludzie, choć o to trudno Sad
Odpowiedz
#5
onaa, zabieg łyżeczkowania jest dość inwazyjny i we wczesnej ciąży nie zawsze konieczny. Dla organizmu lepiej go uniknąć.
A Ty krwawisz?

Jak można postawić tak różne diagnozy... :roll:
Odpowiedz
#6
może faktycznie poczekam na poronienie, sama nie wiem co robic.
Odpowiedz
#7
Onaaa ja chodziłam z obumarłą ciążą prawie 4 dni i niestety do poronienia samoistnego nie doszło i musiałam pójść na zabieg. Wydaje mi się, że lekarz powinien określić jak długo można czekać na poronienie i jeżeli nie nastąpi to kiedy jechac do szpitala. Moja mama chodziła 2 tygodnie z obumarłą ciążą (w 4 miesiącu) i prawie przypłaciła to swoim życiem, dlatego ja bym też nie czekała w nieskończoność. Ja również brałam duphaston i prawdopodobnie to spowodowało, że do poronienia samoistnego nie doszło bo ten lek przecież podtrzymuje ciążę nawet tą nieprawidłową.
Odpowiedz
#8
Mam prośbę do tych kobietek, które miały wywoływane poronienie. Jak to określił mój ginekolog \"farmakologiczna indukcja poronienia\". Jak wygląda podanie leków? Domacicznie? Czy będzie podane jakieś znieczulenie? Uprosiłam mojego lekarza, że nie chcę mieć łyżeczkowania. Zgodził się i we wtorek mam mieć podane leki (jeśli do tego czasu nie zacznę krwawić, bo jak do tej pory nie mam najmniejszego krwawienia, a obumarcie płodu nastąpiło co najmniej 2 tyg. temu). I czy to prawda, że samo poronienie nie wystarczy i może łyżeczkowanie będzie jednak potrzebne (tak wyczytałam w internecie)? Przepraszam, jeśli ten temat już był, ale nie mogłam znaleźć nic podobnego.
Dziękuję.
Odpowiedz
#9
O indukcji się nie wypowiem, bo nie miałam - ja się zaparłam i doczekałam do rozpoczęcia akcji naturalnej po mniej więcej 2 tygodniach (ale to nie zawsze jest wskazane, to była moja osobista bardzo świadoma i kontrolowana z rozsądkiem decyzja) - pewnie odezwą się inne kobiety stąd w tym temacie.

Natomiast zdarza się, że łyżeczkowanie nie jest konieczne - mnie to również ominęło i tutaj podobnie się uparłam, ale miałam kontrolne USG tuż po, potem kilka dni po i kolejne ze dwa tygodnie po. Było w porządku, ale tego nie możesz być pewna z góry - prócz dziecka musisz urodzić cały worek owodniowy, kosmówkę, a bywa, że zostają fragmenty.

Powinien Cię badać lekarz rozważny, który \"taśmowo\" nie wysyła na łyżeczkowanie, ale też nie zlekceważy takiej konieczności. Musisz umieć się obserwować, nie ignorować sygnałów.

Byłam \"na zapas\" zaopatrzona przez lekarza w receptę na antybiotyki, by mieć je pod ręką, gdyby w szpitalu mi nie dano (nie leżałam w nim, byłam tylko na dwóch z trzech kontroli USG), ale oni również mi dali. Wykupiłam i zjadłam tylko jedne.
Odpowiedz
#10
Tydzień temu miałam stwierdzoną martwą ciążę. Lekarze w szpitalu nie proponowali mi czekania tylko farmakologiczną indukcję poronienia, na którą się zgodziłam. Dostałam dopochwowo 2 tabletki cytotecu i kazali leżeć i czekać na zabieg. Miałam łyżeczkowanie 1,5 godziny po podaniu tabletek w znieczuleniu ogólnym. Wiem, że zwykle każą dziewczynom czekać, aż urodzą same. Mi tego nie proponowali być może dlatego, że mam za sobą 2 cesarki.

Tęsknię za moim aniołeczkiem.
Odpowiedz
#11
wszystko zależy od tygodnia ciąży... podają dopochwowo tabletkę cytotex, czasem też jakąś kroplówkę, jeżeli \"wszystko samo nie poleci\" po tabletkach to potrzebne jest łyżeczkowanie, macica musi byc dobrze wyczyszczona żebyś nie dostała krwotoku, albo żeby nie nastąpiły inne komplikacje, nie obawiaj się tu chodzi o twoje zdrowie, i żebyś motem mogła zajść w ciążę...
leżałam na sali z dziewczyną u której w ok 9 tyg stwierdzono, że serduszko u maleństwa przestało bić... dostała jedną tabletkę cytotexu na noc a rano ok 10 miała zabieg, ponieważ nie miała skurczy ani krwawień....
u mnie porób był wywoływany w 18 tg, urodziłam Synka, ale też musiałam mieć łyżeczkowanie, było w znieczuleniu ogólnym.
Odpowiedz
#12
Wadero, bardzo współczuję sierci Twojego dziecka.

Tabletki (zwykle cytotec) podaje się dopochwowo, po kilku godzinach powinno dojść do poronienia (we wczesnej ciązy przypomina to silne bóle miesiączkowe, w późniejszych kilkugodzinny poród). Jeśli skurcze się nie zaczną (nie pamiętam po ilu godzinach), podaje się kolejną dawkę. Znieczulenie nie jest konieczne, choć jeśli jest bardzo bolesne można prosić o leki przeciwbólowe.
Potem lekarz powinien wykonac usg, żeby okreslić czy nie zostały jakieś resztki tkanek. I jeśli ich nie ma, łyżeczkowanie nie jest konieczne. Im wcześniejsza ciąża, tym większe szanse, że abrazja (łyżeczkowanie) nie będzie potrzebna.
Takie są zalecenia PTG, bo takie postępowanie jest najmniej inwazyjne (nie licząc naturalnego poronienia).

Ale czasem w szpitalu nadgoriwie postępują tak jak pisze joannakarolina (łyżeczkowanie zanim zaczną się skurcze albo łyżeczkowanie z automatu dla wszystkich).

Jeśli okaże się, że łyżeczkowanie jest potrzebne, żądaj znieczulenia ogólnego (zwykle jest w standardzie, ale np. w woj. dolnośląskim często jest wykonywane jedynie w znieczuleniu miejscowym). Antybiotyki też nie zawsze są konieczne.

Dużo sił na ten trudny czas przed Tobą.
Odpowiedz
#13
W dolnosląskim miałam znieczulenie ogólne, ale może dlatego że to szpital niepubliczny... odpłynęłam zanim lekarz mnie dotkął i wybudziłam się dopiero na sali....
Odpowiedz
#14
Ja miałam podane tabletki dopochwowe, a po kilku godzinach, gdy nasiliło się krwawienie i bóle - miałam zrobiony zabieg w znieczuleniu ogólnym. Lekarka informowała mnie o różnych opcjach, ale doradziła tą jako najmniej inwazyjną (to był początek 12 tygodnia i szansa na naturalne całkowite oczyszczenie była niewielka). Mówiła też, że czasami, jeśli kobieta nie może zajść w ciążę, to robi się łyżeczkowanie macicy po to, żeby śluzówka lepiej narastała - że po takim zabiegu często kobieta nawet łatwiej zachodzi w ciążę i lepiej ona przebiega. Nie wiem czy będę jeszcze próbowała i czy ty masz taki zamiar, ale podaję Ci tą informację, gdyby Cię to interesowało.

Światełko dla Aniołka
Odpowiedz
#15
Ja powiem na moim przykładzie - czasem farmakologiczna indukcja nie wystarcza i potrzebne jest łyżeczkowanie. Przy moim pierwszym poronieniu lekarz zalecił farmakologiczną indukcję w rezultacie czego przez 4 dni pobytu w szpitalu miałam podawane na przemian kroplówki z oksytocyną i tabletki cytotec. Jednak nie udało się i w rezultacie musiałam mieć zabieg. Przy drugim poronieniu nie miałam ani leków ani zabiegu a wszystko oczyściło się samo. Przy trzecim zabieg był niezbędny. Czasem zabieg jest naprawdę konieczny. Trzymaj się Wadera
Odpowiedz
#16
Dziękuję Wam bardzo za odpowiedzi i za wsparcie.
Zastanawiam się teraz czy dobrze zrobiłam nie zgadzając się na ten zabieg. Tym bardziej, że mam dostać leki, a całe poronienie przejść w domu... Z jednej strony boję się jak to będzie, ale z drugiej wolę krwawić i przeżywać to w zaciszu domowym niż w szpitalu...
Jeszcze 3 dni do podania tych leków. Miałam nadzieję, że sama zacznę krwawić, ale jak na razie nic na to nie wskazuje....
Odpowiedz
#17
Wadero,
współczuję Ci śmierci Maluszka. Bardzo trudny teraz czas przed Tobą - i ten czekania na poronienie i późniejszy - żałoby.
O tym, jak przygotować się na poronienie samoistne (czy też indukowane lekami) w domu, czego się spodziewać możesz poczytać w TYM wątku. Myślę, że to, o czym pisały tam Dziewczyny, pomoże Ci zrozumieć choć w części, co Cię czeka. I - że nie jesteś sama w swoich obawach, strachu. Czekanie na poronienie jest trudne. Ale może to być też cenny czas - pożegnania z dzieckiem, być może nadania mu imienia, podjęcia decyzji co do pochówku.
Pamiętaj też że jeszcze możesz zdecydować się na zabieg. Poprosić lekarza o skierowanie. Czy przedstawiono Ci wszystkie za i przeciw zabiegu? Czytam, że sama prosiłaś o taką formę poronienia. W mojej opinii słusznie, o ile psychicznie czujesz się na siłach ronić w domu. Po poronieniu, o ile kontrola USG wykaże, że macica nie oczyściła się całkowicie, faktycznie może być konieczne łyżeczkowanie. Jednak wówczas ma ono mniej szkodliwy wpływ na endometrium.
Z kwestii praktycznych pamiętaj, że w trakcie poronienia możesz brać leki przeciwbólowe. Nie wolno Ci natomiast stosować leków rozkurczowych, typu no-spa.

Freeq - z tym dobrodziejstwem zabiegu łyżeczkowania w kontekście późniejszej płodności to bym polemizowała. Bardzo. Może w sytuacji problemów z endometrium, jego patologicznego przyrastania, wyłyżeczkowanie jamy macicy jest zasadne i wskazane. Natomiast w sytuacji poronienia lepsze fizjologicznie dla organizmu kobiety jest poronienie samoistne, możliwie bez łyżeczkowania. Oczywiście - czasem łyżeczkowanie jest konieczne, kiedy nie daje się wywołać poronienia. Czasem konieczne jest wyłyżeczkowanie juz po poronieniu samoistnym, jeśli macica nie oczyści się prawidłowo. Czasem - i tego absolutnie nie neguję - kobieta sama prosi o zabieg, ponieważ nie czuje sie na siłach czekać na poronienie naturalne.

Ale - pamiętać trzeba, że łyżeczkowanie jest bardzo poważną ingerencją w wyściółkę macicy. Uszkadza ją. Powoduje nierównomierne narastanie. Sporo czasu potrzeba, by wróciła ona do równowagi. Trudno zatem mówić, że po zabiegu łyżeczkowania jest ona dobrze przygotowana na przyjęcie kolejnego zarodka. Nawet długo po, wiele z nas może Ci potwierdzić, że kontrole USG długo po łyżeczkowaniu wykazywały, że endometrium narasta nierówno.

Jest trochę prawdy w tym, że krótko po poronieniu (ale każdym poronieniu, nie tylko tym przebiegającym z łyżeczkowaniem) wielu kobietom łatwo jest zajść w kolejną ciążę. Organizm jeszcze "pamięta" tę poprzednią. Hormonalnie. Immunologicznie.
Nie zmienia to faktu, że ciąża krótko po poronieniu (np.1-3 cykle po nim) nie jest wskazana. Ze względów zdrowotnych, m.in.gojenia się macicy (tu szczególnie po łyżeczkowaniu bez rozpoczętego poronienia naturalnego!) oraz psychologicznych.

Z tym, że po łyżeczkowaniu lepiej ciąża przebiega polemizować nie będę, bo nie wiem kompletnie, co lekarka mogła mieć na myśli. Ciekawam, czy są jakiekolwiek doniesienia naukowe potwierdzające tę tezę?

W mojej opinii - mówienie pacjentce że oto łyżeczkując jej jamę macicy robi się jej przysługę, zapewniając lepszą płodność, jest niewłaściwe.
Należałoby raczej przedstawić wszystkie za i przeciw każdego ze sposobów przebiegu poronienia, ze szczególnym podkreśleniem wad zabiegu łyżeczkowania oraz zalet poronienia indukowanego lekami a zwłaszcza - naturalnego.
Choć, jak już pisałam, pamiętać należy, że niestety niektóre pacjentki "skazane" będą na zabieg łyżeczkowania a wiele - wybierze go dla siebie. Jednak wybór ten powinien być w pełni świadomy, na pewno nie dyktowany przekonaniem, że po zabiegu lepiej rzecz się będzie miała z płodnością.

Pamiętajmy, że przez poronienie naturalne organizm kobiety przechodzi stopniowo, długotrwale. Indukowane lekami też ma przebieg bardziej naturalny, niż uśpienie pacjentki jeszcze fizjologicznie ciężarnej na stole operacyjnym i wybudzenie jej po 20 minutach w stanie fizjologicznym całkowicie odmiennym. Tutaj organizmowi potrzeba sporo czasu na "zrozumienie co się stało" a dopiero potem powrót do równowagi. O powrocie do dobrej kondycji psychicznej nie wspominając, bo ten trwa bardzo długo. Szczególnie być może długo u kobiet, które - jak ja -są ofiarami polskiego "systemu ronienia", kiedy jednego dnia dowiadujesz się, że dziecko Ci umarło a drugiego - jesteś już po zabiegu. Tutaj nie ma czasu, na psychiczne przygotowanie się do tego co ma się stać.
Odpowiedz
#18
Fakt, źle się wyraziłam. Lekarka nie proponowała mi łyżeczkowania jako zabieg najmniej inwazyjny tylko jako najodpowiedniejszy dla mnie. Mówiła, że w 12 tygodniu to już mało prawdopodobne, że oczyści się całkowicie i że prawdopodobnie i tak potrzebny będzie zabieg. Mogłam zaryzykować, ale bałam się jak zniosę widok szczątek dzieciątka, jak to będzie wyglądało, czy to będą po prostu krwiste skrzepy czy... a zresztą, byłam w szoku, załamana, bałam się....
Nie neguję tego, że łyżeczkowanie to zabieg inwazyjny. Co do płodności po zabiegu, nie wiem jak to wygląda. Pierwsze poronienie przeżyłam bardzo wczesne i wszystko oczyściło się naturalnie. Gdy teraz byłam w szpitalu, byłam w szoku i pytałam o wszystko co mi przyszło do głowy. Między innymi o to, czy będę mogła jeszcze być w ciąży. I usłyszałam, że tak, że ona pracuje w klinice leczenia bezpłodności i że czasem niektórym kobietom (nie ciężarnym) wręcz proponuje się zabieg wyłyżeczkowania ze względu na lepsze odrastanie śluzówki po. Ona nie odnosiła tego do mojego przypadku. Więc prawdopodobnie jest tak jak mówisz, że to pomaga kobietom z jakimś określonym problemem, np zbyt mało narastającą śluzówką. Inna sprawa, że ja nie miałam zabiegu od razu. Najpierw dostałam leki dopochwowe i dopiero jak bardzo nasiliło się krwawienie i pojawiły silne skurcze, wtedy wzięli mnie na zabieg. Wówczas szyjka była już otwarta a pęcherzyk (czy jak to się tam fachowo w 12 tyg nazywa) był już w szyjce. Ale wydaje mi się, że miałam \"szczęście\" bo ok godz. przed pojechaniem do szpitala zjadłam obiad i nie mogli wziąć mnie od razu na zabieg. Kilka lat temu koleżanka poroniła (9tc) i miała zabieg od razu. Zgadzam się, że to nie jest dobre. Teraz (miesiąc po) trwa mój pierwszy okres i jest tak obfity jakiego chyba jeszcze nie miałam. A jak wygląda wnętrze macicy po zabiegu dowiem się jak pójdę na pierwszą kontrolę. Zrobię to zaraz po zakończeniu okresu.
Zresztą i tak fizycznie organizm na ogół regeneruje się szybciej niż psychicznie........
Odpowiedz
#19
Freeq, właśnie o tym też pisałam, że jednak bardziej oszczędzające jest podanie leków a potem - ewentualne łyżeczkowanie. Najgorszą opcją jest rozwieranie szyjki siłą w celu dokonania zabiegu.
I jeszcze jednak uwaga (nie czepiam się, gwoli ścisłości tylko) - pani pracowała z pewnością w klinice leczenia NIEpłodności. BEZpłodności się leczyć nie da.
Odpowiedz
#20
Pewnie tak powiedziała - w klinice leczenia niepłodności..... zresztą ona dużo mówiła, tłumaczyła różne opcje, i co się z tym wiąże, ale powiem szczerze, że niewiele z tego pamiętam. To jest to o czym pisałaś u góry. W jednej chwili dowiedziałam się, że moje dziecko nie żyje, a kilka godzin później byłam już po zabiegu. Ja tak bardzo się bałam. Byłam przerażona tym co mnie czeka. A oprócz tej lekarki, która przynajmniej próbowała mi coś tam wyjaśniać, pozostały personel szpitala był okrutny - zero delikatności, wyrozumiałości - a położyli mnie na oddziale z ciężarnymi, prawie cały czas słyszałam bicie serc ich dzieci (ktg). Tak więc ja też stałam się ofiarą \"polskiego systemu ronienia\". Na szczęście nie miałam robionego zabiegu \"na żywca\", bez znieczulenia - jak niektóre, ale i tak lekko nie było.... (to znaczy nigdy nie jest lekko, ale kobiety powinny mieć możliwość \"ronić po ludzku\" - ja nie miałam...)
No i ten psychiczny cios - właśnie wtedy gdy dotrwałam do 12tc.

wadera - trzymaj się - jesteśmy z Tobą....
Odpowiedz
#21
Dziękuję kochane...
Masaiimara napisz dlaczego nie wolno brać nospy w czasie poronienia... Bo właśnie to mi zalecił lekarz...
Odpowiedz
#22
Hmmm... Zalecił w trakcie poronienia? Już po aplikacji cytoteku? W trakcie oczyszczania macicy? Nie znam dokładnie metodyki postępowania w przypadku zakładania leków poronnych dopochwowo ale... Generalnie w trakcie poronienia macica się obkurcza. Musi się obkurczać, to jest warunek dokonania się poronienia, czyli oczyszczenia macicy. Leki przeciwskurczowe, rozkurczające, jak no spa utrudniają to, czy wręcz uniemożliwiają.
Ale jak powtarzam, nie znam procedury poronienia indukowanego. Skoro lekarz zaleca no spę, ufajmy, że wie co robi i że tak postępować w tym wypadku należy.
Odpowiedz
#23
Dziwna sprawa z tą nospą. Ja miałam farmakologiczną indukcję poronienia dostałam 2 tabletki cytotecu i kazali leżeć, nie chodzić.
Nie wiem dlaczego szybko miałam zabieg, bo 1,5 godziny później, nawet krwawić nie zaczęłam. Zapytam lekarza, jak pójdę do kontroli, bo akurat on robił mi zabieg. Może to przez moje 2 cesarki. Mam nadzieję, że nie uszkodzili mojej szyjki. Wiem, że raczej u nas w szpitalu wszystkim dziewczynom każą czekać, aż się samo zacznie. Niedawno, bo 3 tygodnie wcześniej poroniła w 13 tc moja szwagierka. Też dostała cytotec i czekała kilkanaście godzin. Zabieg miała dopiero, jak dostała bardzo silnych bóli i mocno krwawiła. Ale o nospie nie było mowy. Najwyżej coś przeciwbólowego.

Weszłam go gabinetu w ciąży, a wyszłam... a raczej wywieźli...
Wadera jestem z Tobą.
Odpowiedz
#24
Hm... Ja zrozumiałam, że wadera jeszcze NIE jest w trakcie indukcji - ma mieć dopiero we wtorek w szpitalu. A teraz tylko czeka, czy ewentualnie nie zacznie się naturalna akcja szybciej.
I tak sobie myślę, że może lekarz kazał jej to jeść, by właśnie tę akcję wstrzymać do wtorku?
Co samo w sobie we mnie budzi sprzeciw, ale może wadera nie chciałaby sama w domu... albo lekarz ten akurat ma wtedy dyżur, albo co... i stąd to?
Odpowiedz
#25
No tak, tyle że pisze \"o ile do tego czasu nie zacznę krwawić\". Możliwe, że lekarz się kieruje tym, żeby \"zatrzymać\" poronienie jeszcze kilka dni. Tak jak napisałam - w trakcie poronienia no spa niewskazana. Stąd pytam, kiedy zalecił branie tej no spy. Bo przeciwbólowo zadziałają zwykłe leki przeciwbólowe. Więc ja też mam wątpliwości, czy to celowe żeby zapobiegać ewentualnej naturalnej akcji skurczowej?
Bo w sumie, na logikę, wadera jest już w trakcie poronienia.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 3 gości