pochowałam moje dziecko - zmarło w 9tc
#26
tak bardzo Ci wsołczuję Agato ale jednocześnie zazdroszcze-zrobiłaś coś oczym ja mogę tylko pomazyc........zarwno mój pierwszy jak i drugi Aniołek istnieja tylko we mnie pamiętam o nich dzien i noc majac jednocześnie ogromne wyrzuty sumienia-nie umiałam o nie zawalczyć................tak mi zle
Odpowiedz
#27
eledhwen (*)(*)(*) niech te trzy świce będą świecić dla Mikołaja.

2. stycznia poroniłam... w własnej łazieznce...byłam w szoku...potem szpital i dlalej krwawiłam... 55 dni od IUI był pod moim sercem... choć tak mało...
Badanie histopatologiczne wykazało tylko doczesną i kosmówkę... czyli to było puste jajo płodowe :\'( serce mi pękło drugi raz...
Odpowiedz
#28
Jolka - kochanie nie wyrzucaj sobie braku umiejętności, czy siły do walki !
To nie Twoja wina !
Pamiętasz o swoich Aniołkach (mam nadzięję, że Twoja rodzina również) - to najważniejsze Smile Życzę Ci dużo sił, optymizmu i wiary w to, że będziesz mamą ! Ja w to wierzę, a teraz póki co muszę zrobić wszystko, bo po raz trzeci to mi się nie przydażyło. I musi być dobrze !!!

Dziękuję za świeczki Ilonko.
Bardzo Ci współczuję, wiem co przeżywasz - tak mi przykro...

Dziewczyny wejdźcie na kącik pozytywnych myśli i nadziei \"agi\" - wspierajmy się razem dobrym słowem.
NA PEWNO NAM SIĘ UDA
Odpowiedz
#29
dopiero dzisiaj natrafiłam na tą stronę. Usunięto moją ciążę w 10 tygodniu jej trwania w piątek 20.01.2006 o godz. 8:45 do dziś nie wiem co się ze mną dzieje i jak będe mogła z tym żyć z tą ogromną pustką jaka pozostała. To była moja pierwsza ciąża i czytając wcześniejsze wypowiedzi uświadomiłam sobie że to nie musiał być mój ostatni raz.
Nie pomyślałam nawet o tym że moge odzyskać choć ciało mojego SKARBA. Teraz mi wstyd.
Lekarz robiąc poranny obchód machnoł na mnie ręką i powiedział \"a pani zaraz do usunięcia\" nie wiem nic co moge zrobić co się stało i dlaczego bo nikogo nie było gdy kazano mi iść do domu. Nic nie wiem.
Wiem że nie jestem sama a tylko jedną z wielu.
POZDRAWIAM
Odpowiedz
#30
Mola kochana jeśli bardzo zależy Ci na pochowaniu dzieciątka, a wiem, że tak to jeszcze nić straconego. Nie wiem w jakim jesteś stanie - na pewno Ci bardzo ciężko - przeżyłaś dużo - chodzi mi o to, czy byłabyś w stanie jechać jutro do szpitala?
Weź kogoś z rodziny, partnera, uzbrojcie się w potrzebne dokumenty i wydruki ze strony - możecie jeszcze dopełnić formalności związanych z pochowaniem Maleństwa, ale musicie to zrobić jutro.
Jeśli nie będą chcieli wydać dokumentów, walczcie. Ciałko zawsze macie prawo odebrać, nawet bez dokumentów do rejestracji Aniołka...

... cholera - tak mi ciężko o tym pisać - wiem co przeżywasz...

Zawsze możecie pochować Wasze Dziecko we \"własnym\" miejscu.

Tak bardzo mi przykro, że dołączyłaś do nas - pomożemy i wesprzemy, jesteśmy tutaj.

Trzymaj się kochana - powodzenia !!!
Odpowiedz
#31
MOLA

2 dni ... tak mi przykro ... tak bardzo....

Nie wolno Ci mieć wyrzutów sumienia, nie wolno Ci myślec źle o sobie, Agata jest jedyną osobą, która dokonała \"cudu\", ale to było jej drugie poronienie (niestety Agato - wiesz, że mi przykro) miała inną wiedzę inną świadomość i wiedziała o swoich prawach z różnych stron w internecie, ani Ty, ani ja i wiele kobiet w Polsce idąc do szpitala nie wiedziało ani o swoich prawach i założę, się że i Ty wierzyłaś, że to pomyłka, że dziecko żyje.

Trudne dni przed Toba, ale jedno chciałabym Ci napisać,

NIE WOLNO CI SIĘ OBWINIAĆ, TO CO SIĘ WYDARZYŁO TO JEST NAJWIĘKSZA TRAGEDIA TWOJEGO ŻYCIA, ALE NIE MIAŁAŚ NA NIC WYŁYWU. TO NIE TWOJA WINA !!!! NIE CZYŃ SOBIE WYRZUTÓW, ŻE NIE POCHOWAŁAŚ SWOJEGO DZIECKA, NIE OBWINIAJ SIĘ ZA JEGO SMIERĆ. TWOJE DZIECKO ISTNIEJE - TERAZ - W TYM INNYM ŚWIECIE, A W TWOJEJ PAMIĘCI BĘDZIE TRWAĆ NA WIEKI.

Mola, straciłam swoje maleństwo ponad 7 miesięcy temu i może mi nie uwierzysz, ale 2 dni po zabiegu, nie chciało mi się życ, czułam się jak Ty pusta, przestraszona przerażona, przez 2 tygodnie nie wychodziłam z łóżka, uwierz wiem jak bardzo pęka Ci serce, wiem jak cierpisz i jak bardzo boli. Umarło Twoje Ukochane Maleństwo, ale czas pomaga, nabiera się z każdym dniem \"dystansu\", czas może nie leczy, ale zalecza nasze rany.

Teraz najważniejsze jest to byś znalazła w kimś bliskim oparcie, byś była ze swoim cierpieniem zrozumiana. Gdy Ci źle, my wszystkie tu na forum \"przytulimy Cię wirtualnie\" i połaczymy się z Tobą w Twoim cierpieniu. Dużo sił Ci życze, bardzo dużo
Odpowiedz
#32
Mąż nie zgadza się by jechać do szpitala, gdyż twierdzi że było by mi jeszcze trudniej, a sama nie dam rady.
Pierwszy raz w życiu uwierzyłam że będzie dobrze, i bardzo żałuje, straciłam wiarę że jeszcze nam się uda, nie chce przeżywać tego jeszcze raz.
Jedno wiem że jeden 15 minutowy zabieg zmienił całe moje życie. Podziwiam Cię Agato że miałaś siły przeżyć to jeszcze raz a do tego walczyć o STRACONE TWOJE SZCZĘŚCIE.
Dziękuję za wszystkie słowa
Odpowiedz
#33
mola,

przykro mi i to bardzo...

Moze daj mezowi do przeczytania ten watek, czasami pochowek, pogrzeb, choc trudny, paradoksalnie pomaga... W dziale \"Zaloba\" jest o pogrzebie, to tez mozecie przeczytac.

Zadzwon do szpitala, moze Twoja mama bedzie w stanie z Toba jechac, moze przyjaciolka, ktos, kto \"ma gadane\"...

Jesli jestes z ktoregos z miast: Poznan, Gliwice, Trojmiasto, Lublin (lub okolice), Bydgoszcz, Warszawa... to daj znac, moze ktos z forum z Toba by poszedl, zadzwonil... w razie czego mozna zadzwonic do wojewodzkiego konsultanta ds. ginekologii, on powinien znac stan prawny.

Nie jestes sama...
Monika (wuchowa)
Odpowiedz
#34
współczuję wszystkim i jestem z wami w 2002 roku też straciłam dzidziusia w 11 tc i zawsze palę świeczkę na cmentarzu mimo że nie ma tam ciala.naszczescie mam dwa diabelki 2 i 6letnich i jest juz ok.
Odpowiedz
#35
Dopiero dzisiaj trafiłam. Zresztą dopiero od kilku dni jestem w stanie cokolwiek robić. Wiem, że była możliwość wydania płodów, ale byłam przekonana, że przed 20 tyg. nie zarejestruje ich w USC. Maluszki miały skończone 18 tyg. Był piątek, kiedy odzyskałam przytomność wszyscy lekarze juz uciekli do domów. Wyszłam w niedzielę. Za duży szok żeby o czym kolwiek myśleć. Teraz miją dwa tygodnie... Za późno...
Mam wyrzuty sumieia.
Bez USC nie ma miejsca na cmentarzu - błędne koło...
Ale teraz wiem , że w Poznaniu na Polnej nie ma problemu z wydaniem ciałek.
Tak mi wstyd. Moje kochane Aniołki
Odpowiedz
#36
A pytałaś czy za późno? Może wcale nie, nie wiem jak w Twoim szpitalu, mnie poinformowano, że ciałka trzymają dość długo (nawet, jeśli mama podpisuje, że pozwala na pochowanie przez szpital), bo każdy ma prawo do zmiany decyzji. Zapytaj...
Odpowiedz
#37
jipi

gdy przeczytałam, że Agacie się udało popłakałam się z zazdrości (ona o tym wie i rozumie, że nie chcę jej tym urazić), ale uwierz to nie Twoja, czy moja wina, to niczyja wina, szok, który przeżyłaś, stres pwodują, że nie potrafimy ogarnąć cierpienia, które nas dotyka.

Ja po poronieniu byłam jak w transie, wykonywałam ruchy jakby mechanicznie, odpowiadałam na pytania, ale jakbym stała obok, czyłam się przerażona sytuacją i taka pusta, gdy lekarz ze mną rozmawiał, miałam wrażenie, że mówi w obcym języku, nic z tego prawie do mnie nie docierało.

Ty straciłaś swoje ukochane maleństwa w 18 tygodniu - to tak trudne - że brak mi słów.

Ciałek Twoich ukochanych maluszków, nie jesteś w stanie już odzyskać, ale jak pisałam już kiedyś, może tabliczka na grobie rodzinnym, dowód ich pamięci, miejsce, gdzie będziesz mogła się z nimi godnie pożegnać, jeżeli jesteś katoliczką - może msza żałobna.

Jeżeli czujesz potrzebę tu na forum jest też link do wirtualnego miejsca amięci, tych wirtualnych \"cmentarzy\" jest tu dużo, możesz tam zostawić ślad, ole Twoje Dzieci były sa i będą zawsze w Twojej pamięci, my tu na forum, też będziemy o nich myślały.

Dużo sił życze, dużo spokoju w sercu
Odpowiedz
#38
jipi,

a ja Ci doradze jeszcze jedna rzecz - zadzwon do szpitala i sie dowiedz, moze Twoje Dzieci tam jeszcze sa.

Dlaczego o tym pisze... Jedna z osob, ktore tworza te strone jest Emily (na razie \"na urlopie\", wiec ja przytocze jej historie, zreszta jest do odkopania na bocianie, mam nadzieje, ze nie bedzie miala mi tego za zle... ). Synka stracila w 23tc, po wielkich bojach pochowala... pozniej stracila coreczke w 18tc. W szpitalu powiedzieli jej, ze niestety jest przed 22tc, nic nie mozna zrobic, nie ma prawa do pogrzebu... zrezygnowala... po miesiacu przyszla do szpitala po wyniki badan histopatologicznych i okazalo sie, ze malutka jest nadal w... \"lodowce\". Potraktowali ja wtedy z szacunkiem dla calej tragedii... wydali im ciało dziecka bez problemow.

W Niemczech, w niektorych szpitalach pogrzeb dzieci wyprawiany jest kilka razy w roku, tak wiec od poronienia do pogrzebu moze troche czasu uplynac.

Nie wiem, jakie zwyczaje panuja w \"Twoim\" szpitalu...

Jesli Ci sie nie uda, to naprawde nie jest to Twoja wina... to nam, rodzicom nalezy sie prawo do informacji o tym, ze mozemy pochowac dzieci i zostawienie decyzji... w niewielu szpitalach jest to respektowane. Zawsze w takiej sytuacji mozna wyslac list do dyrektora placowki z zapytaniem, dlaczego taka informacja nie jest umieszczona w widocznym miejscu. Wierze, ze kropla drazy skale...

usciski,
Monika
Odpowiedz
#39
Moniko (wuchowa)-
dziekuję, spróbuję, ale musze niestety zacząć od księdza. W mojej wsi (popoznańska sypialnia) jest cmentarz przy kościele- i musze mieć zgodę od księdza na pochowanie Skarbów. Myślę, że prawo wymaga od szpitala przechowywania płodów przez kilka tygodni- może nawet ze względu na ew. błędy lekarskie.
A jak ominąć kwestię rejestracji dziecie w usc- bez tego ksiądz może nie wyrazic zgody na pochówek.

Dziękuję za ciepłe słowa, Aga
Odpowiedz
#40
jipi

mozna pochowac bez papierow z usc.

Wiem, ze to moze byc wszystko bolesne... Najpierw sprawdz, czy dzieci sa jeszcze w szpitalu, bo jesli sa, to dopiero mozna mowic o pogrzebie. Jesli szpital juz pogrzeb zorganizowal, to nie ma co zaczynac rozmowy z ksiedzem.

Szpital powinien wydac Ci wszystkie dokumenty potrzzebne do pochowku, tyle ksiedzu powinno wystarczyc, co dostaniesz w szpitalu (zaswiadczenie, ze dzieci urodzily sie martwe/niezdolne do zycia wystawione w celu pochowku). Ksiadz moze i tak pochowac dopiero wtedy, gdy ma papiery ze szpitala.

Inna sprawa sa dokumenty wystawiane przez szpital w celu rejestracji dzieci w usc. Prawo jedno a zycie drugie... Historie rodzicow pokazuja, ze czasami trzeba o to powalczyc, niestety, ale prawo jest po stronie rodzicow. Te dokumenty sa potrzebne tylko do rejestracji dziecka w usc.

Gdybys potrzebowala pomocy, to tu na forum sa osoby, ktore jej udziela...
Duzo sil.

Monika
Odpowiedz
#41
Dziękuję Moniko
Odpowiedz
#42
nie bardzo wiem co chcialabym napisać,może po prostu o tym pogadać.Straciłam swoje dziecko pod koniec 5 m-ca ciąży.Nikt mi nie powiedziałże mogę pochować swoje dziecko. a może to moja wina .że nie zapytałam
Odpowiedz
#43
Kasiu

Post Agaty wywołał we mnie podobne emocje i płacz - wręcz poczucie winy...

Dzisiaj wiem, że to co się stało jest już dokonaną przeszłością i nawet rozpacz z powodu naszej niewiedzy jej nie zmieni. I mimo, że dobrze rozumiem to co napisałaś, dziewczyny uzmysłowiły mi, że nie miałam wpływu na to co się wtedy działo, nie miałam wiedzy, nie miałam przy sobie nikogo, kto \"odkryłby\" we mnie to moje pragnienie. To, że nie walczyłyśmy o godne pochowanie naszych dzieci, nie świadczy, że jesteśmy złymi mamami.

Bardzo zachęcam Cie do opisania swojego bólu, albo tu na forum, a jak chcesz - jestem do Twojej dyspozycji akaga@op.pl
Odpowiedz
#44
straciłam moje dziecko w 10tyg.c, zabieg odbył się 1lutego 2006, tuż przed 9-tą. Mam przeczucie że to był synek, w moich myślach miał na imię Mikołaj, może dlatego, że poczęliśmy go 6grudnia.Ciągle zadaję sobie pytania, co mogę, co mogłam zrobić dla mojego maleństwa. W myślach, mówiąc po cichu, ochrzciłam go w szpitalnej kaplicy, kiedy był jeszcze w moim łonie, ok.pół godz przed zabiegiem. myślałam,że nie powinnam,że to oznaka pychy z mojej strony,dziś myślę, że to chrzest pragnienia.Nie wiedziałam, że można pochować tak małe dzieci, nikt w szpitalu nie nazywał mojego maleństwa dzieckiem, tylko płodem, pęcherzykiem,embrionem, zlepkiem tkanek.Jedna z pielęgniarek po zabiegu powiedziała do mnie:\"dużo tego nie było\".Czuję ogromny ból, chce mi się wyć, przerażliwy smutek.Rodzina, bliscy nie chcą rozmawiać,zwłaszcza mąż.Próbuję czasem, bo się duszę, wtedy słyszę przestań.Mam do niego żal.
Odpowiedz
#45
płaczę, choć nikt nie słyszy, nie widzi moich łez :\'( Myślę o mszy św w intencji nienarodzonych, mam żal do siebie, brakuje mi znaków istnienia mojego dziecka, może w szpitalu wydadzą mi choćby ksero badania usg zrobionego dzień przed zabiegiem.nie widziałam bicia serca
Odpowiedz
#46
agaiadam,

bardzo, bardzo mi przykro z powodu smierci Twojego Mikolaja... za to, ze w szpitalu rozmawiano z Toba w taki sposob... z powodu niemoznosci dogadania sie z najblizszym czlowiekiem.

Co do losu dzieci zmarlych bez Chrztu, to na stronie znajdziesz troche informacji:
www.poronienie.pl/teologia_los.html
Znajdziesz tam m.in. wypowiedz o. J. Salija OP:
Rodziców wierzących, których dzieci bez ich winy umarły bez chrztu, wolno pocieszać nadzieją, że zostały one ochrzczone w ich wierze. Wydaje się, że taka ekstrapolacja starochrześcijańskiej jeszcze idei chrztu pragnienia jest w pełni uzasadniona.

Co do meza... moze pokaz mu te strony... nie zamykajcie sie z tym bolem, cierpieniem przed soba... badzcie w tym razem. Popros, zmus... zeby chcial z Toba o tym porozmawiac... stalo sie cos waznego, nie tylko dla Ciebie, ale i dla niego oraz dla Was jako malzenstwa.
Wiem jak to jest, gdy rodzina nie chce rozmawiac... Gdyby nie to, ze moj maz chcial, to bym zwariowala. Doslownie. Dzieki temu, ze dla niego nie bylam w tym wszystkim idiotka - przetrwalam.

Duzo, duzo sil...
Monika
Odpowiedz
#47
AGO MAMO MIKOŁAJA

(...) Rodzina, bliscy nie chcą rozmawiać,zwłaszcza mąż.Próbuję czasem, bo się duszę, wtedy słyszę przestań.Mam do niego żal. (..)

Gdy wróciłam ze szpitala, mój mąż mnie dobijał, ciągle pytał, czemu płaczę i kiedy przestanę, zupełnie negował moje prawo do żałoby, jedna z sióstr wyzwała mnie od idiotek, bo to tylko embrion, nie dziecko, inni tak przeraźliwie dla mnie samej milczeli.

Chcę żebyś wiedziała, że UMARŁO TWOJE DZIECKO, TWÓJ SYN MIKOŁAJ ISTNIAŁ I ZAWSZE BĘDZIE OBECNY W TWOIM ŻYCIU!!! NIE WYMYŚLIŁAŚ SOBIE TEGO, JESTEŚ MAMĄ MIKOŁAJA, KTÓRY UMARŁ PRZEDWCZEŚNIE!!!

Czas się dokonał i choć Cię nie pocieszę dzisiaj każdy dzień będzie przynosił trochę ukojenia, będą dni lepsze i gdy będzie Ci się wydawać, że jest OK, nagle \"powali\" Cię z nóg taka ogromna tęsknota.

Potrzebujemy dowodu istnienia naszych dzieci, choćby test ciążowy czy jakiś dokument szpitalny, że było, szpital PRAWNIE MUSI zgodnie z kartą pacjenta wydać Ci duplikat Twoich badań, więc będzie tam i zdjęcie Mikołaja.

A mężowi mów, mów i mów, płacz, ON NIE MA PRAWA NEGOWANIA TWOJEJ ROZPACZY!!! Odeślij go na tę stronę, ja tak zrobiłam i już nie słyszę dlaczego płaczę, a gdy mi źle, dziś mąż jest dla mnie oparciem. Rozmawiajcie, mów o swoich emocjach i uczuciach, mów Mamo Mikołaja....
Odpowiedz
#48
Cytat:[autor cytatu=agaiadam]
Rodzina, bliscy nie chcą rozmawiać,zwłaszcza mąż.Próbuję czasem, bo się duszę, wtedy słyszę przestań.Mam do niego żal.
Droga Aga - bardzo Ci współczuję Twojej straty i braku zrozumienia dla Twojego cierpienia. W tych trudnych chwilach to rodzina, a zwłaszcza partner powinni być dla Ciebie wsparciem ... przykro, że jest inaczej. Może rzeczywiście dużo by dało gdyby Twój partner przeczytał cokolwiek z tej strony, cokolwiek z forum.
Nie rozumiem takiego podejścia niektórych mężczyzn, jest mi to kompletnie obce, bo mój duży Mikołaj płakał ze mną nad stratą małego Mikołajka, był i jest do tej pory dla mnie ogromnym wsparciem.
Ale wierzę mocno, że wrażliwość można obudzić w każdym - mów o swoim bólu, nie bój się okazywać uczuć. Dużo zdrowia i sił.
Agata
Odpowiedz
#49
Dziękuję Wam za wszelkie słowa, za wsparcie i poczucie,że jesteście. Jestem w pracy, czuję,że się rozlatuje.Stwarzanie pozorów, że jest jak dawniej mnie dobija.Maska nie JA, tyle widzą.Przy każdej możliwej okazji próbuję mówić,że moje dziecko nie żyje, że jestem matką nienarodzonego Mikołaja.Chcę trochę szacunku i zrozumienia.Złości mnie to lekceważenie, milczenie. Wczoraj po raz drugi powiedziałam mężowi, że chcę zamówić mszę w intencji nienarodzonych.I znowu opór.Nie poddam się, dobiję się do niego, do jego serca, uzmysłowie,że jest tatą.Dziś sama zamówię mszę, z internetu wydrukuję zdjęcie 8-tyg.chłopczyka i wezmę w ramkę(dzieci w tym okresie sa przecież bardzo podobne).W czwartek jadę do Kościerzyny po wyniki hist.-pat.Poproszę o ksero usg, wezmę w ramkę i na szafę, zapalę świecę.W końcu musi pęknąć, w końcu musimy zacząć rozmawiać o naszym dziecku, którego nigdy nie weźniemy na ręce.Pozdrawiam Was wszystkich.Uściski
Odpowiedz
#50
AGO MAMO MIKOŁAJA

Masz prawo do przeżycia żałoby tak, jak Ci serce dyktuje, masz prawo do każdej potrzeby serca, by przeżyć tę żałobe godnie. I może to przykre co napiszę, ale większość ludzi nie rozumie, i nie zrozumie. Wszystkie spotkałyśmy się, albo z milczeniem, wręcz unikaniem tematu poronienia, albo z krytyką, że to nie były dzieci i bardzo, bardzo żadko z empatią.

Daj czas mężowi ... daj mu czas, mój mąż do dziś nie uznaje, że umarło nasze dziecko - ja na forum z uporem piszę, że umarło MOJE DZIECKO. Bo są mężczyźni, którzy mimo miłości, jaką nas darzą, nie zrozumieją nigdy, że w 10 tygodniu ciąży też umiera człowiek. Dziś nie wymagam od mężą by podzielał mój pogląd, że umarło Dziecko - choć zawsze będę tak czuła, ale wymagam, by wspierał mnie w moich działaniach i gdybym poroniła po raz drugi, mam jego gwarancję, że będzie walczył, by dziecko pochować i zarejstrować, ale Droga Ago Mamo Mikołaja - zmiękł dopiero po 8 miesiącach od tragedii. Dużo sił Ci życzę. I rób to co Ci serce dyktuje - czasem na działania jesteśmy skazane same.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości