nie chciałam żeby cierpiał....
#26
joannokarolino, od kilku dni zaglądam tu. Od kilku dni czytam. I rozmyślam. O Tobie, Twoim dziecku i o temacie terminacji ciąży. Jak trudny jest. Jako decyzja. Ale i jako sprawa społeczna.
Bardzo Ci współczuję, że musiałaś stanąć przed tą decyzją. W sytuacji, w której nie ma dobrego wyboru. Jest wybór między złym a złym. Nawet nie umiem sobie wyobrazić, jak to jest musieć to zrobić.
Dziękuję Ci, że podzieliłaś się z nami swoją historią. Ze mną. Dziękuję Ci, bo czuję że dzięki Tobie wiem więcej, jestem bardziej świadoma. Wiemy chyba też więcej o sobie, tu na Forum. Bo rzadko zdarza się, by ktoś tu wprost opowiedział, że tak, zdecydował o zakończeniu ciąży przed czasem. To też wymaga odwagi. A okazało się, że ta odwaga przyjęta jest ze współczuciem i zrozumieniem. Może pomożesz innym, dając im tę odwagę w szukaniu pomocy?
Poza Twoim wątkiem, czytałam też pewien blog (jest podlinkowany w naszym wątku blogi) a zwłaszcza ten wpis, choć temat terminacji ciąży, stanięcia wobec tej decyzji, poruszony jest tam kilkakrotnie. To ważny głos. Podobnie jak Twój.
Jeszcze raz Ci dziękuję za Twoją opowieść.
Zapalam światełko Twojemu Maleństwu [*]
Tobie życzę wiele siły.
Odpowiedz
#27
Kilka dni temu również trafiłam na ten blog oraz na wpis joannykaroliny, powiązały mi się fakty i dylematy tych tak ogromnie trudnych decyzji. Nie śmiałam pisać, bo nie wiedziałam właściwie czy dobrze ujmę to co myślę. Masaiimara wyręczyłaś słownie i dosłownie wiele moich myśli, a może i wielu innych dziewczyn z forum. Dla mnie zawsze był to trudny temat.. Prosiłam Boga, by nigdy nie zmuszał mnie bym wybierała, bo zawsze wiedziałam, że decyzja matki w takiej sytuacji jest szalenie trudna z każdej strony patrząc, to jak walka w tunelu bez wyjścia, po niej zawsze będzie duszno. JoannoKarolino nie mnie Ciebie tu oceniać, musisz sama dla siebie być dobra i sobie wybaczyć. Ogromnie współczuję śmierci Dziecka, ale i Ciebie bardzo mi żal, przytulam mocno (*) Obiecuję modlitwę o spokój Twojej duszy.
Odpowiedz
#28
Nie pomyślałam/myślałam o tym w ten sposób.... dobrze będzie jeśli mój wpis komuś pomoże....da większy obraz....

ja narazie nie jestem na tym etapie, że by tak myśleć, żeby myśleć przyszłościowo....płacze i mam ochotę krzyczeć.

wczoraj byłam bardzo niemiła nawet dla mojej mamy, rozmawiałyśmy przez tel i mama jak to mama zapytała jak się czuję? a ja z pretensjami wyskoczyłam \"a jak mam się czuć?świetnie, nic mnie nie boli\". Serce mi krwawi, gdy widzę w filmach niemowlaki, kobiety w ciąży,...

moje ciało się zmieniło....a mój brzuch jest pusty...jest tylko brzuchem....
Odpowiedz
#29
Joannokarolino, Ty nie musisz, wręcz nie masz tak myśleć. To moja refleksja, bo ja patrzę z boku. Ty teraz przeżywasz żałobę, dla siebie. I ze sobą. I pożytku z tego, że człowiek tak cierpi trudno się dopatrzeć.
Odpowiedz
#30
Nie odebrałam Twojej wypowiedzi jakoś źle. Nawet się trochę ucieszyłam (jakoś to dziwnie brzmi w takiej syt) że komuś jakoś moja wypowiedź pomoże.

Wtedy wydawało mi się, że podejmujemy słuszna decyzję, jedyną jaką możemy podjąć…. Moja gin nie namawiała, ale dyskretnie dawała do zrozumienia, że też tak myśli…. Tłumaczyła jakie są konsekwencje tych wszystkich wad….. Wkurzało mnie jak szukałam rożnych informacji… na temat rozszczepu kręgosłupa, braku żołądka, paraliżu stópek, złego ustawienia stópek, zaciśniętych rączek, wady serduszka, torbieli w naczyniówce, główka w kształcie cytryny, brak móżdżku, amnipounkcji…. Zespołu Edwardsa…. i tego wszystkiego razem wraz z innymi wadami napotykałam na wypowiedzi kobiet, które ze względu na wiek, bądź tak po prostu się martwią (nie umniejszam nikomu w cierpieniu, ale u tych osób na badaniach nie było „widzialnych” wad –konkretnych u ich maleństw)że panikują -a nie maja podstaw, a ich dzieci mają jakąkolwiek szansę - a mojej kruszynki wszystko było widoczne i postępujące. Moja gin i kilku lekarzy ze szpitala byli zaskoczeni, że tak szybko to wszystko jest tak wyraźne i w widoczne, że tyle wad razem… to nie tak, ze powiedzieli mi, że dziecko jest chore i ma wadę śmiertelną to bez wahania podjęliśmy decyzję. Ja widziałam wszystkie te wady… widziałam niemoc w poruszaniu się mojego dziecka….. „Płód od 16 tygodnia odczuwa ból to naukowo potwierdzone” mam świadomość wszystkich wad i ich konsekwencji, a mimo to od 7stycznia codziennie ryczę…. I nie rozumiem co się stało….. może baliśmy się o siebie, że nie dalibyśmy rady patrzeć na cierpienie, śmierć Jasia, albo że zabraknie sił by walczyć by żyć…. Wiem jedno, że nie chciałam żeby Mój Synek więcej cierpiał…. Czy dobrze zrobiliśmy tu na Ziemi nie dowiem się… i będę z tymi myślami już do końca…. a łez już nigdy nie zabraknie…
Odpowiedz
#31
Wiem, że się trochę ucieszyłaś. Że może, może... jakiś pożytek z tego się znajdzie. Może... Bo mnie do dziś słowo pożytek zgrzyta, kiedy widzę je obok słów \"śmierć mojego Syna\". Ale jakieś pożytki pewnie się z czasem znajdują. Choćby to, że my się zmieniliśmy. Nie powiem, ze na lepsze. Nie chcę się zmienić na lepsze, bo mi dziecko umarło. Ale wiem więcej. To na pewno. Szersze mam spojrzenie. Bardziej świadome. I mimo wszystko nie wiem, czy to już jest pożytek?!

I wiesz, ja jestem biologiem. Genetyki sporo \"liznęłam\". I wiem, że moje dziecko nie miało szans się normalnie rozwinąć, ponad tych 8 tygodni, jakie przeżyło. Ja to wiem. Wiedziałam. Byłam boleśnie świadoma, że to była ta cholerna \"genetyczna loteria\" którą tak sobie usta lubią wycierać ci lekarze, którym brakuje empatii. I ta wiedza nie sprawiła, że nie ryczałam dzień w dzień. I że dziś jeszcze czasem nie ryczę i się nie wściekam na los. Bo mi dziecko umarło. I co mi po wszelakiej wiedzy, świadomości i pewności, że inaczej skończyć się to i tak nie mogło?
Odpowiedz
#32
Nie chodzi mi o żaden pożytek.... nie rozumiem tej wypowiedzi.....

Może niejasno wyrażam to, co czuję, piszę chaotycznie, ale dlatego że pod wpływem emocji.... Jest mi żle i pragnęłam...wsparcia...słów pocieszenia....odrobiną zrozumienia.
Odpowiedz
#33
Cytat:[autor cytatu=joannakarolina]
Nie odebrałam Twojej wypowiedzi jakoś źle. Nawet się trochę ucieszyłam (jakoś to dziwnie brzmi w takiej syt) że komuś jakoś moja wypowiedź pomoże.

Joanno, masaiimara pisze o tym zdaniu. Chodzi też o to, że w żałobie przychodzi taki moment, że zaczynamy szukać jakiegoś sensu w tym wszystkim i pytamy po co to było. My wszystkie tu jesteśmy właśnie dlatego: żeby nasa tragedia nie poszła na marne, wspieramy się nawzajem, bo może komuś to, co napiszemy pomoże w przetrwaniu tej najczarniejszego czasu w życiu. Tak jak nam pomagało zrozumienie płynące od innych, bo czułyśmy się mniej osamotnione.

Dużo sił
Odpowiedz
#34
To przez emocje.... Od wczoraj jest u mnie gorzej..... cholernie ciężko.

Jesteście kochane! Dziękuję ponownie, za to, że jesteście i pomagacie.
Odpowiedz
#35
Mój błąd, zapomniałam zacytować. Dzięki MałgosiuSmile
Odpowiedz
#36
Nie chcę się użalać nad sobą, ale .... kurcze.... złapałam chyba gorszy moment...

jutro miną 2 tyg.....mój Synek kochany...
Odpowiedz
#37
Cytat:[autor cytatu=joannakarolina]
Nie chcę się użalać nad sobą, ale .... kurcze.... złapałam chyba gorszy moment...

Mało chyba \"lepszych\" powodów do użalania się.. Masz do tego pełne prawo, to zupełnie naturalne. A my tu jesteśmy, żeby pomóc. Każda z nas nie raz się tu \"użalała\"..
Odpowiedz
#38
Asia tu nie jest użalanie się nad sobą, złym losem...przeżywasz śmierć swojego Maleństwa. Masz prawo to tego czasu. To nie jest już 2 tygodnie, to jest dopiero 2 tygodnie.
Moja córeczka odeszła 6 stycznia, a nadal mam takie dni, że czuję się jakby stało się to godzinę temu.
Odpowiedz
#39
Po raz kolejny podziękuję za Wasze słowa,za to miejsce. Nigdy nie udzielałam się na żadnym forum... a teraz okazuje się, że to miejsce -forum jest najlepszym miejscem....

Zostałam sama w domu...i ryczę. tak mi źle.... tak bardzo żałuję, tego co się stało.....
nigdy nie byłam tak rozdarta.... żałuje i czuje się winna a jednocześnie nie wiem czy dałabym rade inaczej postąpić, gdybym mogła....czuję się źle i jednocześnie, że nie miałam wyjścia.... zastanawiam się czy wtedy to byłam ja? czy ja tak zdecydowałam?jak żyć?///
Odpowiedz
#40
Joanno ale o czym zdecydowałaś? Przecież boli Cię że straciłaś dziecko, że było chore i musiało odejść. To nie Ty o tym zdecydowałaś. Nie miałaś na to wpływu. Jak żadna z nas. To naturalne, że cierpisz- straciłaś ukochane dziecko. Ale nie obwiniaj się, nie miałaś przecież wpływu na chorobę swojego dziecka.
Odpowiedz
#41
Joanno, ze śmiercią dziecka nie jest strasznie, a potem coraz lepiej. Jest źle, a potem coraz gorzej. A potem chwilami lepiej, a chwilami nie daje się oddychać. I tak w kółko. I to trwa i trwa zanim wróci wewnętrzny spokój. Zwykle kilka miesięcy.

Do tego mam wrażenie, że do tej pory analizowałaś całą sytuację rozumem, a teraz Twoje poranione serce dobija się o uwagę.
Tak bardzo współczuję.
Odpowiedz
#42
Asiu, niechby zyczliwe slowa tu pisane przyniosly Ci choc troszeczke ulgi.
Joasiu, wiesz, kto obwinia czlowieka? Zadrecza oskarzeniami? Jego zazarty wrog - diabel. Jesli w ogole zawinilas, Bog chce Ci przebaczyc, chce, zebys Ty sobie wybaczyla. Jedyne, co jest potrzebne, by uzyskac przebaczenie Boga, to skrucha. A Ty zalujesz, choc nikt Ci nie powiedzial, ze postapilas niewlasciwie.
Na pewno potrzebowalabys spowiedzi i slow o odpuszczeniu grzechow. Bede sie modlic takze o madrego, dobrego spowiednika dla Ciebie, zebys mogla doswiadczyc milosierdzia bozego.
Odpowiedz
#43
Małgosiu chyba masz rację -tak ładnie to napisałaś. Dziękuję za wszystkie słowa -bardzo ich potrzebuję.
Chciałam być silna i ogarnąć to .... ale potrzebuje swojego wolniejszego tempa...swoje muszę wypłakać....
odliczam godziny, by zaliczyć kolejny dzień.... walczę, by wstać, zrobić, co trzeba. Nie wiem jak będzie dalej. Jak wrócić do pracy (pracuję w przedszkolu, mam 24os wspaniałą grupę 3 latków) zwolnienie mam do poniedziałku, wtedy też mam wizytę kontrolną u mojej gin... chyba jeszcze nie jestem gotowa, by wrócić do pracy.... potrzebuje jeszcze troszeczkę czasu dla siebie....
Odpowiedz
#44
aaa i jeszcze jedno jesteście dziewczyny cudowne, wspaniałe. Tak wiele dobrego dajecie mi. Bez Was..ojjj było by gorzej.

Dziękuję Asia.
Odpowiedz
#45
Joannokarolino, myślę że powinnaś wziąć dalsze zwolnienie. Poza tym - przecież przysługuje Ci urlop macierzyński, w wymiarze 8 tygodni? Żądaj go. To moim zdaniem minimalny czas, byś nabrała dość sił na pracę, zwłaszcza z dziećmi.
Odpowiedz
#46
każdy w czasie żałoby potrzebuje czegoś innego. Dziewczyny mają rację co do urlopu lub dalszego zwolnienia.
Ja potrzebowałam iść do pracy po 3 tygodniach. Jednak jak kilka dni temu szef przyjechał ze swoją córeczką, żoną w ciąży i chwalił się, że będzie miał trzecią córkę to prawie się rozpłakałam. Chciałam uciec. Po prostu poczułam w sercu straszny ucisk bólu i żalu. Chyba nawet im zazdrościłam, za co się od razu zganiłam. Wiem, że ja nie dałabym rady teraz pracować z dziećmi.
Odpowiedz
#47
Macie pewnie rację... dziś jadę na wizytę kontrolną, trochę się stresuję...
Wczoraj zaczęłam pisać pamiętnik... takie wspomnienia o ciąży.. o Moim Synku. Czuję, że taka forma... mi pomoże.
Odpowiedz
#48
Asiu, pisz jeśli jeżeli jest Ci to potrzebne. Dziewczyny mają rację, jeżeli w czasie żałoby robi się to, czego w danej chwili się potrzebuje, jest odrobinę lżej.
Ja mam dziś jeden z tych dni, kiedy całkiem się rozsypałam...chodzę po kontach i wyję, a mama pyta co mi jest...nie umiem jej odpowiedzieć...
Odpowiedz
#49
Rozumiem Cię..... jak pokłóciłam się z tatą, trochę z mężem, a wcześniej naskoczyłam na mamę.... reaguję irracjonalnie... czasem bywają lepsze chwile.... Czasem normalnie rozmawiam, uśmiecham i od razu czuję się źle, zganiam się za to że nie jestem smutna, że nie powinnam się uśmiechać....
Byłam u mojej gin, ciało ok... wszystko w porządku... dostałam jeszcze miesiąc zwolnienia.
Odpowiedz
#50
Joannokarolino moja córeczka też miała z. Edwardsa. Ponadto, jeśli wierzyć badaniom genetycznym, miała dodatkowo trisomię chromosomu 16, zwykle letalną u ludzi na wczesnych etapach ciąży. Genetyk z którą rozmawiałam po wynikach badań była bardzo zdziwiona, że Hania wytrwała tak długo - do 25 tyg. ciąży. Może dlatego, że była uparta - po mamie a zwł. po tacieSmile Ja dowiedziałam się o nieprawidłowościach ciąży dopiero w 22 tyg. podczas kolejnego badania USG. W zasadzie nie było mowy o zaburzeniach w rozwoju narządów wewnętrznych (wszystkie opisane były jako prawidłowe), tylko i aż - małowodzie i hipotrofia płodu, co może znaczyć wszystko i nic... O tym, że Hania nie żyje dowiedziałam się podczas kolejnego USG. Po porodzie nikt z lekarzy nie potrafił mi jednoznacznie powiedzieć, dlaczego tak się stało, padały tylko stwierdzenia, że prawdopodobnie dziecko miało nieprawidłowości genetyczne. Dopiero po około 1/2 roku, po wysłaniu kosmków do badań, uzyskałam odpowiedź na dręczące mnie pytania - podwójna trisomia chromosomu 16 i 18. Z medycznego punktu widzenia wyrok. Nie miałam tej wiedzy wtedy, ale po porodzie jak rozpaczaliśmy mówiliśmy sobie z mężem, że nawet jak byłaby chora i tak byśmy ją kochali i zrobili dla niej wszystko... Dopiero teraz z czasem przyszło zrozumienie, że tak pewnie było dla naszej córeczki lepiej. Wtedy widzieliśmy tylko swój ból... Ty podjęłaś bardzo trudną i niezwykle dramatyczną decyzję i zrobiłaś to z miłości do swojego dziecka chcąc mu oszczędzić cierpienia. Bóg widzi nasze serca... Ja nie wiem czy wtedy bym tak potrafiła, może dlatego decyzja została podjęta za mnie... Śmierć Hani boli mnie ciągle i będzie bolała do końca życia, ale wierzę że teraz jest jej lepiej, że czeka na mnie bez bólu i cierpienia u bram Nieba. Kilka dni temu dołączyła do swojej siostry moja druga Kruszynka...
Chcę wierzyć, że jednak zaświeci kiedyś słońce.... Jestem z Tobą myślami i chociaż wirtualnie chcę pocieszyć.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości