Kiedy tracisz dziecko - Temat zbiorczy
#51
Mi jest strasznie ciężko, kiedy widzę kobiety w ciąży. Ciężko mi, kiedy pokazują zdjęcia usg swoich fasolek…
Koleżanka przyszła się pochwalić czarno-białymi zdjęciami… Dostałam napadu duszności, nie mogłam normalnie oddychać i łzy automatycznie pojawiły się w oczach. Dobrze, że tego nie widziała. Ale nie potrafiłam patrzeć na to zdjęcie, zachwycać się, pytać kiedy termin itd. Blokada. Totalna blokada. “Nic mnie to nie obchodzi.”
Wydawało mi się, że od jakiegoś czasu radzę sobie już z tematem straty i zaakceptowałam pewne sprawy, ale jakoś nie mogę przejść do porządku dziennego nad “nowymi ciążami”… Nie lubię tego uczucia. Powraca w jednej sekundzie poczucie całkowitej niesprawiedliwości. I trochę pustki. I robi się bardzo smutno…
Chcę swoje dziecko z powrotem…
Odpowiedz
#52
Mi też jest ciężko patrzeć na kobiety w ciąży. A najgorzej jak jest to koleżanka. W poprzednich 2 ciążach ona w ogóle o tym nie rozmawiała (a może mi się wydawało, bo wtedy mi to kompletnie nie przeszkadzało...) A teraz za każdym razem coś tam wspomina - ona jest \"solidnej budowy\" więc brzuch nie rzuca się jeszcze w oczy mimo, że to już prawie 6 miesiąc - ale jak zaczyna opowiadać jak słuchała serduszka, jak się maluch ruszał jak byli na usg itp. to żal serce ściska... ona nic nie wie - nie mogę mieć pretensji...ale to tak strasznie boli - jeszcze 2 tygodnie temu ja też nosiłam pod sercem dziecko (już nie żyło, ale jeszcze o tym nie wiedziałam...) - jeszcze miesiąc temu widziałam na usg bijące serduszko.........................
Odpowiedz
#53
to niestety jest tak, że teraz nam się wydaje, że jest więcej kobiet w ciąży, więcej dzieci i wszyscy o tym gadają, ale to nie jest prawda... po prostu zwracamy na to uwagę wiadomo dlaczego. Ja straciłam ciążę w czerwcu 2012, serduszko nie biło... i nadal chodzę do psychologa...
Odpowiedz
#54
Dlaczego nie potrafimy zrozumieć? Dlaczego Bóg akurat nam odebrał nasze maleństwa.. One przecież nic nie zrobiły nikomu.. Ja wczoraj byłam u mojego kuzyna,który został ojcem, trzymałam maleństwo na rękach i miałam poczucie takiej bezsilności.. że ja nigdy nie wezmę swojego dziecka w ramiona.. Że nigdy go nie przytule, nie pocałuje..
Czym zawiniłyśmy,że Bóg od razu je nam zabrał?
...
Odpowiedz
#55
ja uważam, że to nie jest tak, że Bóg nam odbiera. Jeśli ktoś wierzy w Boga, to wierzy też, że Bóg nas kocha i nie zrobi nam krzywdy, ponieważ jesteśmy jego dziećmi, tutaj Bóg nie zawinił... być może chciał nas albo nasze dzieci uchronić przed czymś gorszym, czego teraz nie potrafimy sobie wyobrazić, ale jeśli ktoś wierzy, to wie, że to nie jest \"wina\" Boga, On ma boski plan, którego nie jesteśmy w stanie pojąć... ale to nie jest żadna kara ani nic w tym sensie. To tak jakby mieć pretensje do Boga, że są wojny, a skoro jest wszechmogący, to może sprawić, że wojny ustaną... ale to tak nie działa... jest człowiek z wolną wolą i jest też natura... Mojemu Maluszkowi nie zabiło serduszko... mi się wydaje, ze - może to brutalne, ale tak jest - po prostu słabsze organizmy są jakby \"odrzucane\". Na początku też miałam pretensje do Boga i do całego świata, nabrałam jednak trochę dystansu i potrafię więcej zrozumieć i więcej sobie wytłumaczyć... Nie mówię, ze to jest sprawiedliwe, ale świat niestety sprawiedliwy nie jest i ciężko nas los doświadcza. A może to jest tak, że dane cierpienie jest wybrane dla jakiejś osoby, ponieważ jest ona na tyle silna i mądra, żeby ten krzyż unieść... Mamy swoje prywatne Anioły...
Pisałam o tym na swojej stronie:
http://calywielkiswiat.wordpress.com/201...wytrzymaj/

Trzymajcie się dziewczyny ...
Dla Aniołków [*]
Odpowiedz
#56
Bóg nie zabiera, Bóg przyjmuje z miłością...

.....bo jako ostatni wróg zostanie pokonana śmierć....
Odpowiedz
#57
Wyje dziś...ten ból jest nie do ogarnięcia...a było już tak dobrze... boli mnie brzuch...pojawił się strach, że mogę znów być w ciąży i przeżywaniem w taki sposób żałoby mogę szkodzić dziecku. Jak to przeżyć i nie oszaleć???
Odpowiedz
#58
Dziewczyny, mi tez ciezko, kazda z nas przezywa ta strate......
Ostatnio dowiedzialam sie,ze moja kuzynka jest w ciazy.....tak bardzo mi z tym ciezko, ona chwali sie i jakby celowow przy nas opowiada jak to ona sie cieszy i w ogole..... Bardzo mi ciezko z tym, czy ona nie moglaby zachowac troche taktu? Doskonale wie co nam sie przydarzylo,jak skonczyla sie nasza ciaza,a ona jakby specjalnie opowiada.....
Odpowiedz
#59
Karolino, bardzo mi przykro, że musisz przez to przechodzić. To trudne. Znam z doświadczenia, jak to jest przeżywać stratę w \"cieniu\" ciąży w otoczeniu. Jest strasznie... Widzę dwa rozwiązania - zakomunikować wyraźnie swoje uczucia, ból, cierpienie i prosić o takt (choć oczekiwać że przestana zupełnie mówić i się cieszyć nie możesz, bo to niemożliwe. Ciąża jest dla nich szczęściem.), bo to zrozumienie Twoich uczuć wcale nie jest takie oczywiste. Druga droga - unikać ich towarzystwa, jak tylko się da. W razie pytań czy pretensji, wyjaśnić swoje odczucia.
Dbaj o siebie.
Odpowiedz
#60
Dziękuję masaiimara. Wiem,ze to dla nich szczescie,staram sie zrozumiec,ale ciezko przebywac w takim towarzystwie. Osttanio wyszlismy z mezem gdy zaczeli juz przesadzac i perfidnie patrzec z nasza strone. Maz wyraznie powiedzial,ze nie jest nam latwo i czy moga uszanowac to,ze wolelibysmy nie byc obecni przy takich rozmowach,ale sama widzisz,ze takie osoby nigdy chyba nie zrozumieja.....
Osttanio mialam urodziny, przezylam je spokojnie, z najblizyszymu,ale było bardzo ciezko. Z samego rana poszlam zapalic znicz na grobie moich blizniakow. Nigdy bym nie przyszpuszcala,ze bede spedzala urodziny przy grobie wlasnych dzieci.....
Odpowiedz
#61
Wiesz, myslę, że te raniące postawy ciężarnych w otoczeniu to nie tylko chęć dokuczenia. Albo zupełnie nie ona. Bardziej doszukiwałabym się tu rozpaczliwych i usilnych prób podkreślenia, że NAS to nie spotka. Że u NAS wszystko dobrze. Podkreślenia przede wszystkim samym sobie. I zagłuszenia wewnętrznego strachu, który gdzieś z tyłu głowy szepcze: \"\"Oni są dowodem, że dzieci umierają\"...
Dziś tak o tym myślę.
Wtedy, po śmierci syna, kiedy patrzyłam na moją ciężarną szwagierkę, mającą podobny do mojego termin porodu, czułam że się rozpadam na kawałki, że przestaję istnieć, że jeszcze sekunda patrzenia na nią i słuchania i zacznę głośno wrzeszczeć...
Odpowiedz
#62
I jak sobie z tym poradziłaś?
Odpowiedz
#63
Ja unikałam kontaktów z nią. Spotykałam się tylko w sytuacjach oficjalnych, rodzinnych, w większym gronie. Nie rozmawiałyśmy o jej ciąży.
A potem... po prostu minął czas. Dziecko się urodziło, 23 grudnia. W nocy. Wyłam do rana, bo odebrałam sms-a z tą radosną (dla nich) wieścią. W trakcie świąt byłam nieżywa... ale też - wyłączona, nie słuchałam rozmów o nowym członku rodziny. Nie odwiedziłam ich w szpitalu. Małą zobaczyłam po kilku miesiącach dopiero. Nie wiem, czy rozumieli w pełni. Ale nikt nie zrobił mi wyrzutu. Bolało potem jeszcze długo, bo dokładnie w wieku małej powinien być mój syn. Ale czas płynął, moja żałoba weszła w kolejne fazy. Zaakceptowałam fakt, że oto rodzić się będą kolejne dzieci. I że przyniosą ze sobą radość.
Potrzeba na to czasu. Mnóstwo czasu.
Odpowiedz
#64
Dziękuję Ci bardzo.
Mam nadzieje,ze tez bede potrafila \"pogodzic sie\" z ta sytuacja.
Odpowiedz
#65
Witajcie dziewczyny. Dołączyłam do Waszego grona....

W październiku przeszlismy przez jedno bardzo wczesne poronienie, 5 dni temu serduszko przestalo bić naszemu kolejnemu maluszkowi.

Dziewczyny czy z tym da sie żyć? Ja mam wrazenie, że nigdy tego do konca nie zaakceptuje....
Są momenty ze rozumiem wszystko... a sa takie, że żyć mi się nie chce.
Odpowiedz
#66
Witaj Nacia współczuję straty .........przykro mi z twojego powodu ........z czasem nauczymy się żyć ze stratą ja ciągle się uczę ale mi to nie wychodzi za wcześnie jak dla mnie.Na to potrzeba duzo czasu ....daj se go ........ja mam podobnie chwile zwątpienia chwile kiedy chciałabym nie istnieć ......teraz jestem na etapie zrozumienia samej siebie i tego wszystkiego...swiatełko dla twoich aniołków[**] smutno mi z powodu że znów witam kolejną aniołkową mamę .Bądz wyrozumiała dla siebie .
Odpowiedz
#67
Kolejna nowa Sad 28 marca zakończyły się moje marzenia, plany... Myślałam, że już mi lepiej, myliłam się. Próbuje myśleć racjonalnie, ale nie potrafię. Od znajomej usłyszałam, że to był dopiero 10 tydzień... że kilka miesięcy i będzie kolejna ciąża. Jestem w proszku i nie potrafię się pozbierać Sad
Odpowiedz
#68
Ewuś... wiemy co czujesz... i nie sluchaj takich słów.. ja też usłyszałam, że to dopiero był 11tydzień więc po co rostrząsać taką tragedię? - tylko, że ja zareagowałam gniewem - akurat do mojego brata bo to on podkreślał że za bardzo rozpaczamy z mężem i że życie toczy się dlalej (?!) - wtedy na usta pocisnęły mi się strasznie przykre slowa i między innymi \"To NIE Ty trzymałeś Maleństwo na ręce! To nie Ty z wodospadem płynących łez z oczu błagałeś Boga, żeby to byl jednak tylko zły sen! TO NIE TY TRZYMAŁEŚ MALEŃKIEGO CZŁOWIECZKA KTORY MIAŁ JUŻ WSZYSTKO WYKSZTAŁCONE! i w końcu TY I TAK NIE ZROZUMIESZ\" - więc nie warto ranić się nawet myślami o tym co mówią znajomi...rodzina i inni \"życzliwi\" - jeśli sami tego nei przeżyli to nie zrozumieją. A za Ciebie trzymam kciuki i za każdą z Mam, które doświadczyły tego niewyobrażalnego bólu... (*) dla Twojego Aniołka.
Odpowiedz
#69
Straciłam 2 dziecko, 25.03.2013.(11tc) Mam ochotę schować się pod kołdrą i krzyczeć z bólu. To chyba dla mnie zbyt wiele...
Odpowiedz
#70
agucha
dużo spokoju i sił Ci życzę...
jestem z Tobą myślami...
dla Twojego Skarbka [*] :\'(
Odpowiedz
#71
aagaa dziękuję za ciepłe słowo. Jak Ty to znosisz, jak dajesz radę? oby był na to jakiś działający sposób. Pomodlę się za Ciebie i Twojego Synka.
po stracie pierwszego maleństwa(6tc) podniosłam się dopiero kiedy udało nam się ponownie zajść w ciążę. Miało być idealnie, czułam, że wszystko jest dobrze...teraz jestem załamana. Kiedy jestem z mężem chyba trochę udajemy, że wszystko wraca do normy, tak naprawdę źle jest kiedy zostaję sama...mam nadzieję, że jak tu się trochę wygadam to będzie mi lżej...
Odpowiedz
#72
Jestem nowa straciłam moje drugie maleństwo 23.03.2013 16 tc. Nie wiem jak się pozbierać, ciągle płaczę nie chcę wychodzić z domu bo nie chcę spotykać dzieci. Współczuję Wam wszystkim, bo sama straciłam sens życia.
Odpowiedz
#73
Dziewczyny czytam wasze historie i choc odrobine mi lepiej , czuje ze nie zwariowalam chociaz probuja mi to wmawiac, nie czuje sie tak winna chcac kolejnego chlopczyka, wiem ze nijak nie zastapi on Wojtusia, ale chce moc sobie wyobrazic jaki by byl, jak by wygladal.... Jak na razie boli samo patrzenie na mojego Lukasza, synek byl jego klonem, wiem ze gdyby nastepna byla dziewczynka kochalabym ja bezwarunkowo ale na razie nie biore takiej mozliwosci pod uwage....
Dzieki Wam nie czuje sie tak zle ze chwilami smieje sie z Lukaszem, mimo tego ze placze gdy On nie widzi... i ze to nic ze z nim rozmawiam...
Odpowiedz
#74
podlizna, myślę, że rozumiem o co Ci chodzi. Ale warto się przygotować na to, przyjąć to, zaakceptować, pogodzić się z tym - jak by tego nie nazwać - że TO dziecko już się nie narodzi. Nigdy. Jego cień na pewno zobaczysz w kolejnych dzieciach. Ale nie jego. Nie jak on by wyglądał. Jaki by był. Bo on byłby sobą. I każde kolejne dziecko będzie sobą, unikatem. I pewnie jednako przypominać będą go dziewczynki jak chłopcy. Bo też i każde kolejne dziecko wcale nie musi być wierną kopią swojego taty. Choć oczywiście może.
Bywają tu na Forum głosy - jak np. Velli - że utracone dziecko wróciło. Że urodziło się, tyle że później.
Ja tego \"nie czuję\".
Nawet moja wiara w inkarnację tego nie zmienia. Mój syn wrócił, jestem tego pewna, do świata. Ale nie jest już Piotrusiem, moim dzieckiem, może nie jest już człowiekiem.
Każde kolejne dziecko zasługuje na swoje miejsce, swój czas, swoje życie.
A mam też takie poczucie, że kiedy poczujemy, że jesteśmy gotowe na przyjście \"nowego\", na nieodwracalność utraty naszych dzieci, wtedy i nam robi się łatwiej. Łatwiej przejść ciążę z nowym dzieckiem. Ale i łatwiej płakać po tym jednym, jedynym, którego nie ma.
Choć może myślisz inaczej.
Tak czy inaczej - życzę Ci dojścia do spokojnego punktu. Kiedy już tak bardzo się nie szarpiesz. On istnieje. Choć nie widać go na horyzoncie.
Pozdrawiam.
Odpowiedz
#75
Cytat:[autor cytatu=podlizna]
nie czuje sie tak winna chcac kolejnego chlopczyka, wiem ze nijak nie zastapi on Wojtusia, ale chce moc sobie wyobrazic jaki by byl, jak by wygladal....

Mój mąż ma trzech braci, każdy zupełnie inny.. Np Starszy brat jest 20cm niższy od mojego męża... najmłodszy mimo że dopiero staje się nastolatkiem już jest bardzo wysoki ale bracia mają jasne włosy a on ciemne włosy i ciemną karnację. Charaktery mają totalnie różne.. Nie ma, no nie ma takich samych dzieci. Nawet bliźnięta nie są takie same. A wyobrażać sobie przecież możesz i bez tego Smile Zresztą jak już będziesz miała kolejne dziecko to Wojtuś zawsze będzie starszy.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości