Poroniłam=Urodziłam dziecko dla Nieba
#1
Witajcie,

Chciałam założyć taki radosny wątek. Spojrzeć na poronienie w innym świetle, niebiańskim świetle. Bo ostatnio po przejściu stadium bólu, buntu, beznadziei, pomyślałam sobie:
,,Kobieto, co ty płaczesz, poronienie to łaska, to pewność, że Twoje dziecko po śmierci idzie prosto do Nieba, a czy za życia umiałabyś tak wychować swoją córkę, aby prosto po śmierci poszła do Nieba?\"Odpowiedź jest prosta:Nie, bo każdy kto urodził się, ujrzał świat, doświadczył też grzechu i trudnej, wymagającej drogi do świętości. A nasza córka, nogdy nie zobaczyła Ziemi, ale od razu poszła do Nieba.
I chociaż pustka rozdziera serce, to z dnia na dzień staram się wypełniać serce myślą, że nie dałabym jej na Ziemi nigdy takiego szczęścia jakim cieszy się od 3 miesięcy w Niebie.
Chwała Panu!!!
Odpowiedz
#2
Caroline-czasami też tak myślę o swojej Córci-to była dla niej swego rodzaju łaska... nie doświadczyła bólu (mam nadzieję...choć czasem nie wiem czy na pewno?), ani zła tego świata... cieszy się bliskością Boga... a ja mam swojego prywatnego wstawiennika, święte dziecię-więc również powinnam się czuć wyróżniona - tylko to wyróżnienie bardzo jest bolesne... Pamiętam jak może ze 2 może 3 miesiące po stracie czułam-niemal fizycznie - jak stoję nad przepaścią: pomiędzy rozpaczą i rozdzierająym bólem a akceptacją swojego dziecka jako świętej istoty...niegdy nie zapomnę tego uczucia...
i kolejna myśl - teraz ja muszę zrobić wszystko aby do niej dołączyć...
Dla Naszych Córeczek [*] niech tam w górze grzecznie na nas czekają Wink
Odpowiedz
#3
Caroline, megi22
Wiele racji macie pisząc o świętości naszych dzieci i o wielkiej łasce jaką one otrzymały.
Pan Bóg potrafi dbać o swoje dzieci, choć my czasem nie rozumiemy Jego miłości.
Muszę się przyznać, że o tyle o ile potrafię spojrzeć na poronienie ze strony dziecka jako o łasce,
o tyle nie potrafię tak na to spojrzeć ze swojej strony.
Trudne to, widzę, że nie dorastam. Dla mnie to nadal mierzenie się z Bogiem z moim żalem, tęsknotą...

Ostatnio zastanawiam się na ile potrafię powiedzieć Bogu świadomie i w pełni Zaufać...
Chyba nie potrafię, za bardzo w siebie wpatrzona jestem, w moje lęki.
Zbyt wiele we mnie pychy, za bardzo \"wydajemisię\" że własnymi siłami coś zmienię, że zatrzymam nieuniknione !!!
Bo przecież mogłabym nauczyć się chodzić na rzęsach byle moje dziecko żyło, ale to przecież nic...
takie moje przemyślenia...Smile

dziękuje za wątek
Odpowiedz
#4
Bo jedno drugiego nie wyklucza. Znaczy zbawienie naszych dzieci nie wyklucza naszej żałoby. Ona się pojawia w nas niezależnie od naszej woli, jest reakcją ciała i duszy na rozłąkę, na zerwanie tej tajemniczej więzi, zmianę stanu ich obecności. Tak jak nie mamy wpływu na pojawienie się żadnych uczuć, tak nie możemy "wymyślić" żałoby czy jej braku.

Ja również uważam, że moje zmarłe dzieci to święci ludzie. Ale takie myślenie, że to lepiej, że nie będą cierpieć to wg mnie może być rodzaj racjonalizacji (też tak sobie wmawiałam przy pierwszym poronieniu) - a to mechanizm obronny, który może utrudniać przejście żałoby, choć na pewno jakoś ją znieczula.
I to też dla mnie zaprzeczenie tezy o świętości życia. Śmierć nigdy nie jest łaską. To życie nią jest.

Bo śmierci Bóg nie uczynił
i nie cieszy się ze zguby żyjących.
Stworzył bowiem wszystko po to, aby było.

Mdr 1,13

Ale nasze dzieci rzeczywiście wygrały "bonus" (jak powiedział syn jednej z naszych koleżanek: https://www.poronienie.pl/forum/showthre...5#pid70815, ale my mamy prawo do łez.
Odpowiedz
#5
Dla ubogacenia merytorycznego tego wątku przytaczam fragmenty
artykułu ks. Marka Dziewieckiego ,,Jak wspierać matkę po poronieniu dziecka?\", które wybrałam i komentuję w kontekście odpowiedzi, które się pojawiły i za które serdecznie Wam dziękuję drogie mamyWink


1.,Warto najpierw wyjaśniać, że mówienie o dziecku „utraconym” nie jest precyzyjne, gdyż dziecko poronione nie jest ani utracone, ani stracone.
Ono nie przestało przecież istnieć! Ono nadal żyje po drugiej, wiecznej stronie istnienia. Dziecko poronione jest odtąd w pełni osobą.Dziecko poronione nie jest dzieckiem straconym,gdyż odtąd istnieje na zawsze w społeczności świętych.W procesie przechodzenia do wieczności zostało uwolnione od ziemskich ograniczeń, związanych z ciałem i z wczesną fazą rozwoju. To dziecko ma teraz pełną świadomość i idzie prosto do nieba. Jest z pewnością zbawione i święte, mimo że rodzice nie zdążyli je ochrzcić.\"ks.M.Dziewiecki

I stąd moja radosna tematyka wątku.
Nasze dzieci nie umarły, one żyją wiecznie!!!
Nikt nie odebrał im drogocennej łaski jaką jest życie.
Umarły, aby żyć wiecznie!!!

2.,,Trzeba natomiast stanowczo odradzać umieszczanie na grobie czy w innym miejscu napisu typu: „Bóg tak chciał”. Bóg bowiem w żadnym przypadku tak nie chciał! W komentarzu do czwartego Przykazania Stwórca wyjaśnia, że pragnie, by każdy z nas żył długo i by mu się dobrze powodziło! Tylko na grobach osób, które żyły długo i szczęśliwie, można zatem napisać, że Bóg tak chciał\" ks.M.Dziewicki

Może źle się wyraziłam, ale ja też nie uważam, że śmierć jest łaską, z łaski to możemy być zbawieni, z łaski możemy być usprawiedliwieni z naszych grzechów, ,,z łaski możemy tu stać\"-jak mówią słowa piosenki.
Nie zrozumiem czemu Dominika umarła, naprawdę nie zrozumiem, bo skoro Bóg tego nie chciał, to kto chciał? Bo ja też nie chciałam, mój mąż też nie chciał, żeby mała umarła?To kto chciał? Ośmielam się stwierdzić, że odpowiadając na to pytanie i tak trzeba wszystko sprowadzić do Pana Boga, bo on, to prawda ,,nie chce naszej śmierci\", ale na pewno doskonale wie jaki ona ma cel i przyczynę.

3.,,Warto upewnić cierpiącą matkę o tym, że ma ona prawo do bólu, a nawet do emocjonalnego buntu wobec Boga, chociaż Bóg jest niewinny. W obliczu dramatycznego cierpienia na krzyżu nawet Jezus wykrzyczał swój emocjonalny bunt: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił” (Mt 27, 46). Być może chciał nas w ten sposób upewnić o tym, że w obliczu wyjątkowo bolesnych cierpień mamy prawo wykrzyczeć nasz ból wobec Boga, chociaż to nie On zesłał nam cierpienie\" M.Dziewiecki

Wiem, że Bóg jest niewinny, wiem, że Dominika była niewinnym dzieckiem, które spotkała tragiczna śmierć, wiem , że nie pojmę nogdy logiki Boga. Ale im bardziej nie rozumiem tym częściej mówię ,,Bądź wola Twoja\" i cieszę się że mam ,,wtyki w Niebie\".

Polecam lekturę całego artykułu
http://www.diecezja.radom.pl/home-mainme...poronienie
Odpowiedz
#6
te słowa... \"Bądź wola Twoja\" ... tłukły się w mojej głowie kiedy leżałam na kozetce... Sad ten tragiczny moment... przecież wcale nie godziłam się z jej odejściem... nie chciałam się z nią żegnać... a jednak sądzę, że te słowa zostały mi dane... chyba po to, aby pokazaź mi, że to nie ja decyduję... że nie mam władzy nad życiem i śmiercią - bo jestem tylko człowiekiem... że decyzja należy do Kogo innego...
Choć i ja i mój m bardzo buntuje się czytając na mogiłach słowa \"Bóg tak chciał\"... nie wierzę w to, że Bóg pragnie cierpienia... że chce odebrać nasze dzieci...
Wczoraj popłakałam się czytając książkę \"Niebo istnieje... naprawdę\"... mały chłopiec, który doświadczył nieba powiedział, że jego siostrę (zmarłą przed narodzeniem) \"adoptował Pan Bóg\" ... i że powiedziała mu, że niecierpliwie czeka, aż przyjdą do niej rodzice... że bardzo chce się do nich przytulić... Ja też czekam na ten dzień Córeczko!!!
Odpowiedz
#7
Miotam się jak ryba wyciągnięta z wody...
wyciągnięta i rzucona na trawę,

a przecież
wyciągnięta bo w bajorze żyła
wyciągnięta i rzucona bo obmyć ją czystą wodą trzeba, trzeba
wyciągnięta
bo przenieść ją chce..On
Wyciągnięta
bo do życia w źródle przeznaczona

miotam się
miotam
ciągle
i ciągle

miotam
Odpowiedz
#8
Cytat:[autor cytatu=Caroline]
Warto najpierw wyjaśniać, że mówienie o dziecku „utraconym” nie jest precyzyjne, gdyż dziecko poronione nie jest ani utracone, ani stracone.

Jak napisała kiedyś nikto: dziecko nie jest stratą - to zysk. Ale jednak tracimy: jego zapach czy uśmiech. Nie wiemy jak wygląda, nie uczymy go świata, nie przytulamy.
Ja to w oóle odczuwam słabość języka w nazywaniu tego wszystkiego co się wiąże z poronieniem. Najmniej precyzyjne wydaje mi się nazywanie dzieci"nienarodzonymi" - bo przecież wszystkie się urodziły. "Zmarłe przed narodzeniem" czy "martwo urodzone" - też nieprecyzyjne, bo nie uwzględnia dzieci, które urodziły się żyjąc. Już sam termin poronienie jest trudny - sama się nim nie do końca utożsamiam (urodziłam mojego syna w 21tc, choć medycznie nazywa się to poronieniem). Ech...
Odpowiedz
#9
Caroline,

jeszcze raz dziękuję za wątek. Podziwiam Twą wiarę. Naprawdę.
Ja nigdy do osób jakoś specjalnie religijnych nie należałam, ale wierzę w istnienie Boga. Tylko, że potrafię ani zrozumieć ani przyjąć tego, co sie stało. Dziś mija 4 miesiące odkąd Sońka przeszła poza czas... To już czwarty 13 i nic nie koi... Z drugiej stronmy 13 to dzień Maryjny... Może to ma jakiś sens... Ale nie, jaki sens moze miec śmierć niewinnej Kruszynki???
Tak, ja się buntuję przeciwo Bogu - ok, zakładam , że On wie lepiej, ale skoro jak piszesz Bog nie chce śmierci człowieka, to o co chodzi?
A za chwilę sobie myślę, że i Jego Syn... więc co ja tam mogę się żalić. Ale... tak mi ciężko, tak za Nią tęsknię. Ok, dobrze Jej tam, ale ja nie potrafię ie wyzbyć tego egoistycznego krzyku, że w mych ramionach też by Jej było dobrze!

Ale, ze Ona jest, że Nasze dzieci są i że jest im dobrze czuję i wierzę. Miesiąc temu, po 3 miesiącach, w chwili kompletnego kryzysu coś mi się stało i na chybił trafił otworzyłam Pismo Święte. Niesamowite, ze akurat na Mk 10,14-16... Jezus mówiąc do uczniów ,,pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie, do takich bowiem należy Królestwo\" - ja wiem, że powiedział to do mnie... Nie mogę zabraniać jej Tam iść..

trudne to...
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości