czy strach może powodować problemy z poczęciem?
#1
Witam, sama nie wiem dlaczego zapisałam się do forum...po stracie moich Aniołków (ciążą bliźniacza 10 tydzień) korzystałam z tej strony a właściwie nie ja a moja siostra, która bardzo chciała pomóc mi w najgorszych chwilach mojego życia i znalazła tu najważniejsze informacje prawne o których nie miałyśmy zielonego pojęcia, teraz sama postanowiłam odwiedzić tę stronę. 26 września miałam zabieg, wtedy też zawalił się mój świat, straciłam Anię i AntosiaSad
Wyniki moich badań są dobre, trafiłam na fantastycznego lekarza (dodam, że w mojej miejscowości została potraktowana fatalnie i zbagatelizowaną obumarłą ciążę, która zagrażała mojemu życiu).
Na kolejnym już z rzędu badaniu kontrolnym lekarz powiedział, że nie widz żadnych przeciwwskazań, aby starać się o Dzidziusia. Boję się tylko, że nie będę potrafiła poradzić sobie ze strachem przed utratą. Boję się bo pamiętam ze szczegółami co wydarzyło się tamtego dnia...i chyba to jest odpowiedz na pytanie, które zadałam na wstępie mojego wpisu. Jak sobie z tym poradzić? jak pamiętać, ale nie żyć tą tragedią, skupić się na budowaniu nowego życia.
Odpowiedz
#2
Witaj Smerfetko.
tak bardzo mi przykro z powodu śmierci Twoich dzieci.

Lęk jest całkiem naturalny w czasie żałoby i towarzyszy nam też w kolejnych ciążach. Ale jeśli udaje się nam żałobę przeżywać, a nie uciekać od niej, to udaje się też jakoś te lęki oswajać. Lepiej też gdy ma się wsparcie, dobrze, że tu trafiłaś, bo łatwiej przeżywać trudności razem.

Poczytaj też może starsze wątki o tym jak dziewczyny radziły sobie z lękiem w ciąży, np.:
https://www.poronienie.pl/forum/showthread.php?tid=2674
https://www.poronienie.pl/forum/showthread.php?tid=3189

Ale jeśli nie czujesz się jeszcze gotowa na kolejną ciążę, to nie przyspieszaj tej decyzji. Wszystko ma swój czas i żałoba musi się wypalić, byśmy nowe życie przyjęły z nadzieją.

Dużo sił.
Odpowiedz
#3
Smerfetko, bardzo mi przykro z powodu tej straty. [*] dla twoich Słoneczek.

Miałam podobną sytuację i też koszmarnie wspominałam nie tylko sam fakt straty ale też to, w jaki sposób mnie potraktowano. Tak jak napisała Malgosia, strach i ból jest czymś naturalnym. Nie ma sensu od niego uciekać. Trzeba swoje wypłakać. Ja zaszłam w 2 ciążę nieoczekiwanie i byłam przerażona. Teraz mogę powiedzieć, że to najlepsze co mi się przytrafiło.
Odpowiedz
#4
Można przeżyć, jest ciężko ale po to jest to forum, żeby się wzajemnie wspierać. Ja też miałam obumarłą ciążę w 11tc w kolejną zaszłam 4 miesiące po stracie, strach był ogromny na początku chodziłam do lekarza co tydzień i robił mi usg żeby tylko sprawdzić czy serce bije, poza tym dziewczyny na forum zawsze mnie pocieszały i wierzyły za mnie że będzie dobrze, zawsze wspierały dobrym słowem i radą. Dlatego smerfetko dobrze trafiłaś, jeżeli będziesz już gotowa na kolejną ciążę to właśnie tutaj znajdziesz wsparcie i pocieszenie którego będzie ci trzeba.
Pozdrawiam i przykro mi że twoje aniołki odeszły-dla nich [**]
Odpowiedz
#5
Najgorszy był dla mnie brak zrozumienia. Najbliżsi starali się mnie wesprzeć, ale z czasem zaczęło mnie to drażnić. Każdy wspierał jak potrafił najlepiej, ale w pewnym momencie słyszałam nie przejmuj się, dasz sobie radę, wiele osób przez to przeszło, Ty też sobie z tym poradzisz, najlepiej nie rozmawiaj o tym, nie myśl o tym, czasu się nie cofnie, wrócisz do pracy i wszystko się ułoży, teraz musisz myśleć o weselu bo zostały niespełna 3 miesiące. Te słowa raniły mnie najbardziej, bo najgorsze jest nie móc się wypłakać, tłumić żal, ból i cierpienie w sobie. I faktycznie wesele, było niezapomniane, Pan Bóg wybrał dla nas ten dzień, dzień Bożego Narodzenia, wszystko się udało. Teraz mam wspaniałego kochającego męża i...wielki strach w sercu.
Tęsknie za mdłościami, zgagą i tym cudownym uczuciem, którego nie da się opisać słowamiSad Może to głupie, ale dla mnie najgorszym było to jak objawy ciąży ustały.
Odpowiedz
#6
Witaj Smerfetko! Kochana bardzo dobrze rozumiem Twój strach i te nietrafione pocieszenia.. które bolą chyba bardziej niż cisza. Ten strach o którym piszesz też zagląda mi w oczy, bardzo często zagląda. I z tego co już zdążyła dowiedzieć się, przeczytać na tym forum to pewnie zawsze będzie nam \"Aniołkowym Mamą\" towarzyszył. Ja rzadko piszę, ale jestem tutaj i czytam co słychać u innych dziewczyn prawie codziennie - taki rodzaj terapii dla mnie. Czasami jest już łatwiej niż na początki, u mnie czas oswoił mnie z tym co się stało, z bezpowrotną stratą mojego Dzieciątka. Jednak nie oznacza to, że już nie boli.. bardzo często boli okropnie. tam głęboko w serce. Wierzę jednak i życzę Tobie Smerfetko jaki i innym cudownym kobietą z tego forum, że każda z nas zazna kiedyś szczęścia i spełnienia w macierzyństwie. Smerfetko pisz jak tylko będziesz tego potrzebować!

A co do starań to i jak może już niebawem dołączęSmile
Odpowiedz
#7
smerfetko no niestety ludzkie pocieszenia są czasami bardziej raniące niż pocieszające ja od mojego taty ok 2 tygodnie po pierwszej stracie mojego maleństwa usłyszałam że nie mam przesadzać bo ludzie mają gorzej i choć minęło już 5 lat od tamtego dnia ja nadal to pamiętam, jeśli chodzi o strach to niestety będzie ci on towarzyszył przy każdej ciąży ja jestem po dwóch stratach 5 i 4 lata temu to może wydawać się tak długo ale niestety strach dalej jest choć mam już jedno dzieciątko na ziemi i teraz jestem w ciąży nadal każda wizyta jest dla mnie wielkim stresem niestety, pytasz się jak nie zapomnieć o swoich aniołkach, o nich nie da się zapomnieć i choć z tym bólem po stracie kiedyś nauczysz się żyć to o swoich dzieciach aniołkowych nigdy nie zapomnisz
Odpowiedz
#8
Mojego pierwszego dziecka nie chciał nikt poza mną i moim Sławkiem. Nie miałam wsparcia rodziny i kiedy już przeczówałam, że to skończy się źle i widziałam ich dziwne miny stawałam sie agresywna. Po poronieniu każdy mi współczuł, ale cieżko w ciagu jednego dnia zapomnieć to co było tydzień wcześniej. Byłam przekonana, że to wszystko jest tak obłudne, tak udawane, że nie potrafiłam nawet patrzeć na swoich bliskich. pół miesiaca później wyprowadziłam sie do Sławka, bo już psychicznie nie dawałam rady. Ten trochę sie irytował, że czasami poruszałam ten temat ze znajomymi, ale często okazywało się, że koleżanki też przez to przechodziły. Pomagało mi to. Bóg jeden wie jak bardzo pomogło mi to forum.
Każda z nas ma swój sposób na poradzenie sobie z tą tragedią. Ja faktycznie poszłam do pracy i tak mi dano tam w kość, że nie miałam siły myśleć o niczym poza snem. Ale to tylko maskowało ból, który wrócił gdy na teście pojawiły się dwie kreski. Kiedy powiedziałam rodzinie o drugiej ciąży, wydawało mi sie ze zostałam potraktowana jeszcze gorzej niż za pierwszym razem. W dodatku ze Sławkiem nie układało mi się dobrze. Było mi bardzo ciężko, ale głupio mi było myśleć o ekstremalnych wyjściach, bo przecież nie byłam już sama. Ale przetrwałam. Moi rodzice wkońcu dorośli do myśli ze 55 lat to odpowiedni wiek na bycie babcią, dziadkiem, a 26 lat to dobry wiek na zostanie mamą. Fakt, musiało minać dużo czasu, długo byłam ze wszystkim sama (poniekad na własne życzenie), ale teraz jest już wszystko dobrze. Już się nie boję, jestem szczęśliwa i w jakiś taki przewrotny sposób myślę, że to dziecko które umarło zanim jego serce zabiło, nie było gotowe na to życie, i że urodzi się teraz, kiedy już podjęło tą drastyczna decyzję o zyciu w naszym świecie. Więc ta Iskierka która zgasła w maju rok temu, w maju tego roku rozbłyśnie juz poza mna, dla świata.
Odpowiedz
#9
Dziękuję Wszystkim za wsparcie:* Szczerze to nie spodziewałam się takiego odzewu, po prostu myślałam, że zostałam sama w tym nieszczęściu.
Droga yuno21 ja również nie miałam komfortowej sytuacji, ale to długa historia i zupełnie nowy watek.
Były osoby, które swoją postawą i zachowaniem zraniły mnie bardzo głęboko, kiedy byłam w ciąży.
Po stracie moich Aniołków nie miały odwagi mi pomóc, a ja teraz nie potrafię o tym zapomnieć. Nie potrafię wymazać tego z pamięci,moich łez wylanych w trakcie ciąży i wtedy, gdy straciłam moje Maleństwa.
Obiecałam sobie, że jeśli pojawią się te dwie kreseczki na teście powiem o tym tylko mojemu mężowi,nie chcę, żeby wiedział ktokolwiek, dopóki Serduszko mocno nie zabije. Jeśli Serduszko zabije chciałabym ukryć to przed całym światem, żeby to była tylko moja Miłość, Miłość moja i mojego męża. Nie chcę się już dzielić z kimkolwiek taką wiadomością. Nie chcę pamiętając jak zostałam potraktowana, nie chcę z nikim dzielić tej radości. Po tym jak to się stało... miałam wrażenie, że kilka osób widząc moje szczęście najzwyczajniej zazdrościło mi tego :\'( Nie jestem gotowa, żeby wybaczyć.
Odpowiedz
#10
Doskonale rozumiem. Ja o swojej ciąży powiedziałam dopiero ok 4 miesiaca (gdy już ciężko było brzucio ukryć).

Niestety takie jest nasze życie. Mało kto rozumie, kto tego nie przeszedł. Ale podejrzewam, że dlatego kobiety są w ciaży, bo meżczyzna nie poradziłby sobie z tym w ogóle.

Mnie osoboście bardzo zaskoczyła reakcja brata mojej mamy, zwłaszcza jego żony. Kiedy z rodzicami w ogóle nie rozmawiałam (bo w nerwach usłyszałam zbyt wiele i na około miesiac kontakt zerwałam) i ze Sławkiem strasznie się kłóciłam oni niemal wpadli w euforię, bo już od bardzo dawna w naszej rodzinie nie było maluszka. Od nich dostałam mega wsparcie. I chyba tylko dzięki nim uwierzyłam że bedzie dobrze.
Odpowiedz
#11
To prawda, prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. Widzę to doskonale, ale nie potrafię zapomnieć tych krzywdzących słów. Teraz chciałabym skupić się tylko na wewnętrznym spokoju, dać mojemu Maluszkowi, którego mam nadzieję już niebawem ześle mi Bóg to co najlepsze dla niego i dla mnie,spokój, wyrozumiałość. A tym czasem w moim sercu mam niepokój, lęk, jestem zestresowana całą tą sytuacją, nie potrafię odzyskać takiej równowagi. Najgorsze jest to, że mój organizm mnie oszukał, jeszcze dwa tygodnie temu byłam pewna, że jestem w ciąży, miałam zgagę, bolały mnie piersi, miałam bardzo wyczulony węch, mdłości. Byłam pewna, że jestem w ciąży a to był fałszywy alarm, przyszło tak nagle samo z siebie, dokładnie tak jak wtedy.
Kiedy zrobiłam test nadzieja zgasłaSad To był dopiero pierwszy miesiąc naszych starań, może nawet nie do końca starań,bo nie robiłam testów owulacyjnych, nie mierzyłam temperatury. Po prostu się kochaliśmy. Dostaliśmy zielone światło od lekarza i już. Byłam pewna a teraz znów się boję...
Odpowiedz
#12
Smerfetko, my o pierwsze dziecko bardzo długo się staraliśmy. Jeden z lekarzy wdrożył nam nawet takie powiedzmy minimalistyczne wspomaganie farmakologiczne. Pomogło ale ciąża była chora. Teraz wszystko przyszło samo. Nie chciałam tej ciaży. Nie byłam gotowa. Z partnerem skupiliśmy się tylko na sobie. I w końcu wyszło na to, że zbyt wielkie parcie na ciążę tej ciąży nie przynosi. Ale kiedy wszystko jest spontaniczne, pojawia się w najmniej oczekiwanym momencie. Warto wiec skupić sie na sobie. Takie dziecko stworzone z miłości a nie z czystej prokreacji jest na pewno szczęśliwsze.
Odpowiedz
#13
Miałam wysoką prolaktynę po zabiegu, żeby ją zbić dostałam bromergon, na początku wystąpiły oczywiście wszystkie możliwe skutki uboczne, lekarz zmienił mi dawkowanie i sposób podania i jest już OK. Podobno bromergon sprzyja zajściu w ciążę - tak powiedział lekarz, zaufałam mu bo uratował mi życie, mam nadzieję, że jego słowa się sprawdzą, że już niebawem będę mieć to upragnione Dzieciątko zdrowe i szczęśliwe i że wreszcie ja będę szczęśliwa mimo wielkiej rany w sercu i tęsknoty za moimi Aniołkami:*:*
Odpowiedz
#14
Bromergon to jedna sprawa, inna to sam zabieg. Po nim podobo błyskawicznie powinno się zajść no i ja tak zaszłam.
Odpowiedz
#15
Ja zabieg miałam pod koniec września i od tamtej pory jestem cały czas pod kontrolą lekarza, miałam zrobiony szereg badań i wszystkie wyszły zaskakująco dobrze, oprócz prolaktyny, ale to podobno normalne w moim przypadku i wręcz bardziej niepokojące byłoby to, gdyby była w normie. W grudniu byłam na ostatniej wizycie u ginekologa, zalecił kontynuację bromergonu i z uśmiechem powiedział, że spotkamy się szybciej niż myślęSmile
Dodam, że miałam torbielki na jajniku i po ostatniej wizycie w gabinecie lekarz powiedział, że nie widzi absolutnie żadnych przeciwwskazań, torbielki się wchłonęły. W sumie to dopiero od stycznia mamy zielone światło, więc to był pierwszy cykl, który obserwowałam bardzo dokładnie.
Ale o tym, że zabieg może mieć jakiś wpływ, przecież to logiczne a ja nawet o tym nie pomyślałam. Droga YUNO21 a w Twoim wypadku długo czekałaś na Dzieciątko, które nosisz??
Odpowiedz
#16
No ja byłam przekonana, że po wcześniejszych problemach i po zabiegu poczęcie będzie graniczyło z cudem. A tu okazało się, że zabieg tak mi ładnie przygotował mieszkanko dla dzidziusia że \"błyskawicznie\" zaszłam w ciażę wcale tego nie chcąc - pewnie dlatego tak długo sobie z tym nie mogłam poradzić - nie byłam psychicznie na to gotowa.

Zabieg miałam robiony w nocy z 1 na 2 maja. Moja OM 4 sierpnia 2011, więc w 3 miesiace po zabiegu byłam w ciaży. Zanim sobie to uświadomiłam minął prawie miesiąc - byłam przekonana, ze mam grypę Smile
Odpowiedz
#17
Mam nadzieję, że w moim przypadku też będzie szybciutko, mam nadzieję a to już cośSmile
Bardzo się boję, ale pragnienie Maleństwa jest znacznie silniejsze.
Odpowiedz
#18
Naprawdę Smerfetko uważam, że chcieć za mocno znaczy nie móc czegoś mieć. Często to tak działa w przypadku prób ciażowych. Więc skupcie się na sobie. Pobawcie się, tyle że bez zabezpieczeń. Ale nie świruj że od razu test będzie pozytywny. To przyjdzie. Spontanicznie będzie przyjemniej. Smile
Odpowiedz
#19
Witam Was dziewczyny. Zapisałąm sie na tym forum bo wiem, ze tylko Wy wiecie jaki to jest ból po stracie dzidziusia. Poroniłam koniec 16 tygodnia i bardzo to przezyłam tym bardziej, że była to Wigilia. Teraz juz po mału wracam do formy i zaczynam myslec o następnej ciąży chociaż mam jeszcze obawy i lęk.
Odpowiedz
#20
Gdy ktoś kto mi jest światełkiem
Gaśnie nagle w biały dzień:\'(
28 października straciłam moje Szczęście, moje ukochane Dziecko:\'(
...po raz drugi...tym razem nie potrafię się pozbierać...tracę wiarę w siebie i w powodzenie, przeraźliwie boje sie co dalej...i czuję, że jestem z tym samaSad
Odpowiedz
#21
Smerfetka21 tak bardzo mi przykro Sad ale nie podawaj się, bądz silna!


Sciskam mocno i pale swiatełka dla Twoich Aniołków [***]
Odpowiedz
#22
Smerfetko, dla Twoich Aniołków {*}{*}{*}

Bardzo mi przykro z powodu Twojej straty. Ale chcę Ci powiedzieć, że nie jesteś taka sama. Masz na, które staramy się zrozumieć. Wiem, że wirtualnie to nie to samo co w realnym świecie, ale przytulam i współczuje. I wiem, że nie ma słów, które uleczą zranione matczyne serce.
Odpowiedz
#23
Smerfetko, ogromnie mi przykro.

Moja druga strata i żałoba to był czas kompletnej ciemności.
Dużo sił
Odpowiedz
#24
Smerfekto tak bardzo, bardzo mocno Cię tulę.. tak mi przykro.. żadne słowa nie pocieszą.. tylko czas.. dużo czasu..

Dużo siły kochana aby odzyskać sens życia..

Ja mojego ciągle szukam..
Odpowiedz
#25
Dużo sił dla ciebie .przytulam mocno dla twoich aniołków .[***] Dużej wiary w siebie i w swoje siły Smerfetko. Jest mi przykro nie wiem co napisac bo sama nie dawno straciłam synka w 37 tygodniu i rozumiem twój ból.Ja nadal szukam swojego mejsca na ziemi i znależć nie umiem.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości