tęsknię za Tobą synusiu
#26
Życzę Ci żeby wszystko Ci się poukładało tak jak byś chciała. Wydaje mi się że masz w sobie sporo wewnętrznej siły i że ze wszystkim sobie poradzisz. Jak ktoś tyle się nacierpi to zawsze po tym przychodzi czas na nagrodę...wiem brzmi banalnie ale tak właśnie jest. Życie tak właśnie wygląda. Przeplatanka łez z radością tylko siły potrzeba aby wytrwać i kogoś kto byłby dla nas oparciem ...niekoniecznie mąż, mnie pomaga bardzo mama i teraz forum .
Odpowiedz
#27
Jak samopoczucie kochana, tak zamilkłaś?
Odpowiedz
#28
Jestem ostatnio bardzo zapracowana...i czuję się troszkę lepiej ...może to przez to że nie mam czasu na rozmyślanie. Próbuję sama nad sobą popracować. Mąż wysyłał mnie do psychologa ale chyba nie pójdę.
W szpitalu , po śmierci Kubusia przysłali mi psychologa. Kobieta mówiła takie bzdury że w pewnym momencie miałam ochotę sama zaproponować jej pomoc.
Odpowiedz
#29
największy problem z którym nie mogę sobie poradzić to widok maleńkich dzieci....a jest ich ostatnio wokół mnie bardzo dużo. I to uczucie że to tak strasznie niesprawiedliwe Sad
Odpowiedz
#30
Amisiu, zagłuszanie żałoby aktywnością pomaga na krótko, ale na dłuższą metę niewiele daje, a rozpacz uderza z większą siłą.
A psychologa czasem trzeba poszukać dłużej, ja dobrze trafiłam dopiero za drugim razem.
Pozdrawiam
Odpowiedz
#31
Dobrze, że masz zajęcie i czym zająć myśli.
Ja z psychologiem miałam dwa razy do czynienia, raz w szpitalu i raz 3 tygodnie po śmierci Zuzanki, odniosłam takie samo wrażenie jak Ty..nie trafiłam na dobrego specjalistę..
Z małymi dziećmi i kobietami w ciąży do dziś nie mogę przebywać..Sad A ostatnio w okół mnie prawdziwy babyboom...też sobie z tym nie radzę.
Odpowiedz
#32
Ale bezczynne siedzenie chyba jest gorsze..
Ja nie mam pracy obecnie...i po prostu siedzenie bezczynne jeszcze gorzej mnie dobija.. szukam zajęcia na siłę.
Odpowiedz
#33
Zobaczysz niedługo przyjdzie wiosna Będzie można pojeździć na rowerze, wybrać się na długi spacer, . Ja nie mogę się jej doczekać. To moja ulubiona pora roku. Jestem z natury pesymistką ale wiosną zawsze wszystko widzę w jaśniejszych barwach. Chciała bym uwierzyć że uda mi się jeszcze zostać mamą.
Odpowiedz
#34
Dzisiaj znowu miałam słabszy dzień Sad wypełniałam pewne dokumenty i natrafiłam na rubrykę ilość dzieci ...wpisałam 1 a przecież mam 3 . Poczułam się strasznie. Poryczałam się oczywiście bo
nic mi sie nie zgadza ....byłam 3 razy w ciąży 2 razy rodziłam a mam 1 dziecko...
Odpowiedz
#35
amisiu78 wiem co czujesz, ja bylam 2 razy w ciazy i nie mam zadnego dzieciatka przy sobie, czuje sie bardzo samotna pomimo ze maz sie stara jak moze. Przytulam cie serdecznie i wysylam swiatelka dla Twoich aniolkow (*)(*)
Odpowiedz
#36
amisiu78 tak strasznie mi przykro z powodu Waszej straty.
[*] światełko dla Kubusia i mocne uściski dla Ciebie
Odpowiedz
#37
Dziękuję , bardzo dziękuję że jesteście.
Czasami mam lepsze dni czasami gorsze ale muszę trwać. Wiem że mam dla kogo żyć choć nie mam sił oddychać...
Chciała bym uwierzyć że nadejdą lepsze dni ,że zdarzy się cud, ale bardzo boję się marzyć
Odpowiedz
#38
Nie mogę znieść widoku dzieci w wózkach. Jak widzę małe dzieci dzieje się coś strasznego ......nagle nachodzi mnie takie uczucie potwornej nienawiści ....myślę sobie : szkoda że żyją , dlaczego nie umarły jak Mój synuś. Wiem że to irracjonalne ale nie wiem jak nad tym zapanować. Tak samo jest z kobietami w ciąży.....jestem zazdrosna i zła.......Boże czy to kiedyś minie ??? , bo jeśli nie to chyba zwariuję
Proszę napiszcie jak sobie z tym poradziłyście ....ja już nie wiem jak się zachowywać wszędzie wózki a ja chcę krzyczeć z bólu
Odpowiedz
#39
amisia78 nie wiem czy da się coś z tym poradzić możne po jakimś czasie po prostu przestaniemy zwracać na to uwagę. Ja jak idę ulicą to oglądam się jak zboczeniec za każdą ciężarną a w oczach i w sercu taki żal mnie ściska.
Przykro mi to mówić ale ja też mam takie myśli jak ty i wiem, że to nie ludzkie tak myśleć ale też nie umiem się tego wyzbyć.
Odpowiedz
#40
amisia, szatra - nie ma chyba nic dziwnego w Waszych odczuciach. Ja również czułam ogromną zazrość o inne dzieci, o kobiety w ciąży. Pracuję z dziewczyną która 10 i 6 lat temu urodziła dzieci a rok temu straciła ciążę w 12 tygodniu. Powiedziała, że od czasu kiedy jej dziecko odeszło czuje złość na inne kobiety - \"jak to, one rodzą a ja nie mogłam\"? Pomyślałam-jak to nie mogłaś, urodziałaś 2 zdrowych dzieci, więc skąd ta zazdrość? Ja straciłam piersze dziecko i stanęłam przed wizją bezdzietności to chyba miałam prawo tak myśleć, ale ona? Jednak szybko zrozumiałam, że nie ważne ile mamy za sobą sukcesów. Śmierć dziecka jest tak straszna że strąca z nóg, odbiera wszelką radość. a zadawanie pytań i szukanie odpowiedzi to naturalna kolej rzeczy.
Ja miałam urodzić pierwsze dziecko rownocześnie z bratową mojego męża i chociaż dwa lata później urodziłam syna, do dziś nie lubię bratanka męża. Po prostu odrzuca mnie od niego. Dodatkowo, kiedyś uwielbiałam wszystkie maleńkie dzieci, podniecałam się dziećmi znajomych, dziećmi w rodzinie. Odkąd zaczęłam mieć problemy z urodzeniem dziecka nie interesują mnie dzieci innych ludzi-nie lubię, nie oglądam. Więc myślę, że Wasze uczucia-zazdrość, złość, poczucie niesprawiedliwości są jak najbardziej normalne. Potrzeba bardzo dużo czasu żeby pogodzić się z własnym nieszczęściem, oby w Waszym wypadku potrzeba go było jak najmniej. Pozdrawiam.
Odpowiedz
#41
i ja miałam takie myśli, pamiętam jak dowiadywałam się że ktoś jest w ciąży to moją pierwszą myślą było, może im się nie uda, może też stracą dziecko, nie radziłam z tym sobie zupełnie, a później znalazłam sposób na takie myśli, za każdym razem kiedy pojawiała się myśl o tym aby czyjeś dziecko umarło tak jak moje, prosiłam Boże pozwól temu dziecku przyjść na świat, daj mu zdrowie itp i tak właśnie odganiałam te złe myśli. Myślę że uraz do dzieci już zostanie, choć dziś nie przeszkadzają już kobiety z wózkami, nadal mam problem z tymi, które urodziły się w czasie kiedy Maryś odeszła, do dziś mam straszny problem z Zosią, która przyszła w tym samym czasie na świat, myślałam że teraz kiedy znów jestem w ciąży będzie mi łatwiej ją poznać i odwiedzić, niestety dalej sobie tego nie wyobrażam i nie wiem czy się na to zdecyduje. dużo sił wam życzę
Odpowiedz
#42
Dziś kupiłam Kubusiowi żonkile i świątecznego zajączka. Tylko musiałam postawić go na grobie...
Wyłam potwornie , tak że chyba całe miasteczko mnie słyszało. Chciałam wywrzeszczeć ten ból...
Ciągle nie mogę uwierzyć że nie ma przy mnie mojego Synusia. Dziś w nocy śnił mi się takim jak go zapamiętałam śliczny blondynek ubrany w ubranko które leży zakopane głęboko w szafie. Przytulałam Go mocno i piszczałam ze szczęścia że jednak żyje...a potem się obudziłam w koszmarze. Czy już zawsze tak będzie? Chyba jest coraz gorzej chciała bym być przy Kubusiu.

Boję się że już nic dobrego mnie w życiu nie czeka....mam roztrzaskaną psychikę i te okropne 34 lata . Z niczego nie potrafię się cieszyć , nie umiem się już nawet uśmiechać. Jeszcze do niedawna chciałam walczyć ale siły mnie opuszczają. Codziennie ryczę i ciągle pytam dlaczego.
Przecież jestem dobrym człowiekiem, pomagam potrzebującym jestem wrażliwa i ciepła wszyscy zawsze mówili że prawie jak anioł ....nigdy tego nie zrozumiem
Pozbierałam się po poronieniu ale po stracie Kubusia to chyba nie dam rady.
Odpowiedz
#43
Ja ostatnio też się boję, boję się, że nigdy nie będę miała ziemskiego dzieciątka...
Kilka dni temu minęło 10 miesięcy od śmieci Zuzi, siedziałam na cmentarzu płakałam, rozmawiałam z nią i wracając z cmentarza uświadomiłam sobie, że moje życie jest puste bez niej..to nie jest tylko pustka w sercu i puste ramiona, to całe życie jest puste..źle mi też ostatnio, oj źle... I choć mam 22 lata obawy te same co Ty..
Ściskam!
Sad
Odpowiedz
#44
Wiesz boję się że ten ból już nigdy nie minie. Codziennie pęka mi sece jak budzę się rano. Nie tak miało być. Mam kochanego męża ,chcieliśmy stworzyć cudowną rodzinę..czuję że zawiodłam.
Chyba się umówię jednak z psychologiem bo czuję że sama sobie nie poradzę ..coraz częściej myślę o śmierci....chciała bym żeby ktoś mi wskazał drogę do normalności...do choćby małego uśmiechu i drobnej radości..
Bolą mnie też spojrzenia ludzi...patrzą na mnie jakbym była z innej planety
Przytulam Cię ciepło,
Odpowiedz
#45
Amisiu, psycholog to dobry pomysł - mi pozwolił poukładać myśli i przetrwać trudny czas.

Ten pierwszy rok jest niewyobrażalnie trudny i wcale nie jest łatwiej z upływem czasu. Pamiętam jaka zmęczona byłam sama sobą i tą rozpaczą. Dopiero z perspektywy czasu można zobaczyć jakieś zmiany w nas. Bo wtedy każdy dzień wydawał mi się jednakowo pusty i beznadziejny.

Żałoba oddziera nas ze wszystkiego, schodząc głębiej i głębiej. Boli, jak fizyczne obdzieranie ze skóry. Mam wrażenie, że dopiero jeśli uda się nam zaakceptować to, że nie mamy żadnych gwarancji na przyszłość, że nikt nie da nam pewności, to zaczynamy odbijać się od tego dna i odbudowywać sowje życie. Ja dopiero jak zaczęłam przyzwyczajać się do życia w poczuciu stałego zagrożenia, zaczęłam dostrzegać i odczuwać znów dobro, piękno i radość.
Odpowiedz
#46
Pół roku temu zawalił się mój świat....odszedłeś ale Kocham Cię Kubusiu i Kochać będę po kres moich dni i jeszcze dłużej

DLACZEGO BÓL TAK ROZRYWA SERCE,
KALECZY GŁOWĘ I ŁAMIE RĘCE
DLACZEGO DUSI , DLACZEGO DŁAWI
DLACZEGO ZE MNĄ BOLEŚNIE SIĘ BAWI

NIE JESTEM SKAŁĄ NIE JESTEM DRZEWEM,
LEDWIE BŁAWATKIEM , PYŁKIEM NA NIEBIE
LETNIM PORANKIEM WILGOTNYM ROSĄ
MAŁĄ DZIEWCZYNKĄ BIEGNĄCĄ BOSO

DLACZEGO ZNISZCZYĆ CHCE MOJE SERCE
ODDAŁAM SYNKA , NIE MOGĘ WIĘCEJ…

JUŻ NIC NIE PACHNIE JAK DAWNIEJ PACHNIAŁO
NIC NIE SMAKUJE JAK SMAKOWAŁO
MALINY BLADE CIERPKIE JAK WIŚNIE
SŁOŃCE W MYM SADZIE JUŻ NIE ZABŁYŚNIE
TRAWA ZIELENIĄ JUŻ NIE ZACHWYCI
PROMIENI SŁOŃCA JUŻ NIE UCHWYCI
BO ZIEMIA MOKRA CIEMNA I GŁUCHA
PŁACZU MOJEGO WCALE NIE SŁUCHA
NIE ODDA TEGO CO MI ZABRAŁA
UKRYŁA PRZEDEMNĄ SKRYCIE SCHOWAŁA
Odpowiedz
#47
Piękne słowa...
Dla Kubusia (*)
Odpowiedz
#48
Amisiu - i tu jeszcze światełko dla Kubusia [*]
Odpowiedz
#49
amisia przytulam cię mocno,
ja też straciłam córeczke w 29 tygodniu, wszystko co opisujesz, wszystkie twoje odczucia są jak najabrdziej naturalne,
jeśli cię to pocieszy to z czasem jest troche łatwiej, nie mówie tu o radości bo do tego daleka droga, ale jak ja to nazywam da się już oddychać.Odech z czasem przestaje być tak bolesny. Ale tęsknota, smutek, żal jest we mnie cały czas, na pewno w innym wymiarze, na pewno to wszystko jest już inne, ale jest we mnie i pewnie zawsze będzie.
Odpowiedz
#50
Właśnie m emi, są dni że ciężko złapać oddech , tak potwornie ciężko na sercu, ale coraz częściej przychodzą dni pełne spokoju i wtedy mogę już oddychać. Powoli uczę się żyć na nowo, uczę się żyć bez moich marzeń i planów związanych z Kubusiem. Wiem że mój Kubuś nade mną czuwa i opiekuje się naszą rodziną.
Wiesz co jest dla mnie najtrudniejsze? że ludzie którzy mnie otaczają nie zdają sobie sprawy z tego jak olbrzymi wysiłek wkładam każdego dnia w powrót do normalności, nie widzą jakie to ciężkie. Nie oczekuję od nich wsparcia ani zrozumienia bo wiem że nie są w stanie ogarnąć takiego cierpienia , ale niech chociaż nie przysparzają mi dodatkowego bólu a słowa potrafią potwornie ranić.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości